Państwo, prawo i instytucje

Bartek Dziewa: Publiczny wymiar sprawiedliwości a „prawo silniejszego”

Nawet nie zauważyłem, kiedy moje palce wstukały na klawiaturze powyższy nagłówek. No dobrze, trzeba iść za ciosem. Skoro już tyle napisałem, a wy nadal to czytacie, wypada mi zamieścić dalej moje przemyślenia na temat publicznego wymiaru sprawiedliwości.

Na wstępie zaznaczam, że nie mam swoim palcom nic do zarzucenia – temat jest rzeczywiście ciekawy, a głos w sprawie warto zabrać, jako że nawet libertarianie mają w tej kwestii podzielone zdania. Minarchiści (zwolennicy rządu o mocno ograniczonych kompetencjach) nie wykluczają pozostawienia sądownictwa w rękach państwa, nierzadko uważając, że jest to konieczność, jeśli wolne społeczeństwo chce się skutecznie chronić przed przestępcami. Anarchokapitaliści konsekwentnie sprzeciwiają się przymusowo utrzymywanym instytucjom publicznym, argumentując, że sądownictwo można sprywatyzować.

Państwowy wymiar sprawiedliwości, żeby sprawnie funkcjonować, stosuje wobec obywateli pewne środki przymusu. Potrzebne jest finansowanie z podatków, żeby utrzymać pracowników i infrastrukturę. Nawet gdyby wystarczały w tym celu dobrowolne składki, przymusu się nie pozbędziemy – publiczne sądownictwo narzuca przecież obywatelom swój autorytet. Z drugiej strony, ów przymus przez wielu ludzi uważany jest za „zło konieczne”. Koncepcja prywatnych sądów może przecież budzić spore wątpliwości. Jaki autorytet miałyby takie sądy? Jak skłócone strony miałyby zgodnie wybrać sędziego w ich sporze? Czemu skazany miałby podporządkować się jego wyrokowi?

Wyobraźmy sobie niewielką Społeczność (w zasadzie może to być duża Społeczność, ale niewielką będzie nam się krócej wyobrażało). Pewnego dnia rodzi się Konflikt pomiędzy dwoma członkami Społeczności – Adamem i moim imiennikiem, Bartkiem. Konflikt ten, ze względu na swą naturę, musi być jak najszybciej rozstrzygnięty – brak konsensusu naraża bowiem obie strony na spore niebezpieczeństwo. Kulturalną wymianą wyzwisk i argumentów, Adam i Bartek próbują jakiś czas przekonać się nawzajem do swoich stanowisk, nie przynosi to jednak rezultatów. Jeśli ta dwójka musiałaby rozwiązać spór bez udziału osób trzecich, pozostawałoby jej tylko rozwiązanie siłowe.

„Prawo silniejszego” ma naprawdę wielu zwolenników – wystarczy przyjrzeć się ludzkim czynom, ignorując ich słowa, by dojść do takiego wniosku. Może sąd nie jest w takim razie Społeczności potrzebny? Poza tym, Konflikt dotyczy tylko Adama i Bartka – czemu ktoś ma im pomóc w jego rozstrzygnięciu?

To celne pytania i warto je zapamiętać. Mimo to, wielu czytelników [w tym ja – przyp. czytającego i edytującego tekst autora] wolałoby oddać swój spór pod rozwagę sędziemu, zanim odwoła się do „prawa silniejszego”.

Jeśli Adam i Bartek nie umieli ugodowo rozstrzygnąć Konfliktu we własnym gronie, proces sądowy może być formą pokojowej ingerencji zewnętrznej, która ten spór zakończy. Pojawia się więc Jurek, który dostrzegłszy Konflikt, proponuje swoją nieskromną osobę jako kandydata do roli sędziego w tej sprawie.

Mamy teraz trzy możliwości:
1. Adam i Bartek zgadzają się (obdarzają Jurka autorytetem).
2. Tylko jeden ze skłóconych się zgadza.
3. Adam i Bartek nie udzielają Jurkowi autorytetu.

Przeprowadzę teraz prostą analizę wszystkich opcji, rozważając, gdzie możliwe jest pokojowe (a może nawet sprawiedliwe) rozwiązanie Konfliktu, a gdzie musimy odwołać się do „prawa silniejszego”. Przypominam jednocześnie, że rozstrzygnięcie Konfliktu jest konieczne, a to, czy którakolwiek strona ma „rację” jest sprawą drugorzędną (osobiście stawiam na Bartka, niemniej przyznaję, że brak mi rozsądnych argumentów).

1. Adam i Bartek zgadzają się.

Jurek otrzymuje niewymuszony autorytet sędziego, zatem jego postanowienie jest dla obu stron wiążące. Adam i Bartek mogą oczywiście najpierw omówić warunki pracy Jurka, zakres jego możliwości i metodę wyegzekwowania jego postanowień. Jeśli Jurek wyda werdykt, nie przekraczając otrzymanych od obu stron uprawnień, Adam i Bartek dobrowolnie zobowiązali się do niego dostosować. Mamy więc do czynienia z pokojowym rozwiązaniem Konfliktu. Nawet jeśli Adam lub Bartek odmówią podporządkowania się wyrokowi, wyegzekwowanie go siłą będzie sprawiedliwym rozwiązaniem, jeśli przed rozprawą strony zgodziły się na taką możliwość. Wszystko zależy od właściwego doboru sędziego i odpowiednio precyzyjnej umowy.

3. Tylko jeden ze skłóconych się zgadza.

Przyjmijmy, że jest to Adam, Bartek natomiast nie obdarza Jurka autorytetem sędziego. Są teraz dwie możliwości: Jurek nie zostaje arbitrem, a zwaśnione strony wracają do punktu wyjścia, albo proces odbywa się, mimo protestów Bartka. W pierwszym przypadku, Adam i Bartek mogą szukać innego sędziego lub przystąpić do argumentów siłowych (lub spytać Jurka o zdanie, jednak jego opinia nie będzie dla nikogo wiążąca). Nas jednak interesuje ta druga możliwość. Jeśli proces odbywa się wbrew woli Bartka, pokojowe rozwiązanie jest praktycznie wykluczone (wprawdzie późniejsza argumentacja może jeszcze Bartka przekonać, istnieje zatem szansa, że zgodzi się on ostatecznie z werdyktem Jurka, ale na takiej samej zasadzie możemy liczyć, że kradzież okaże się pokojową darowizną, bo jej ofiara może nie odczuć swojej straty i nie mieć pretensji do złodzieja – na razie będę ignorował możliwość takiego „happy endu”, później jeszcze do niej wrócę). Niezależnie od tego, jakie mój imiennik miał ku temu powody, nie uznał on autorytetu Jurka jako sędziego w jego sporze, nie ma więc żadnego powodu, by dostosować się do jego werdyktu.

Nie jest tu istotne, czy postanowienie Jurka jest „sprawiedliwe”. Gdyby istniał obiektywnie sprawiedliwy werdykt w tej sprawie, Adam i Bartek mogliby się do niego dostosować bez angażowania Jurka do roli sędziego. Skoro jednak nie umieli sami Konfliktu rozwiązać, oznacza to, że optowali za innymi rozwiązaniami, zatem obiektywnie sprawiedliwy werdykt nie istnieje. Choćby każdy poza nimi (albo każdy poza jednym z nich) uznał werdykt Jurka za sprawiedliwy, nie oznacza to, że ten werdykt jest obiektywnie sprawiedliwy. Większość nie zawsze ma rację, a Bartek nie poddał się dobrowolnie ani woli większości, ani woli Jurka.

Jeśli wyrok Jurka zostanie wyegzekwowany, będziemy mieli do czynienia z typowym „prawem silniejszego”. Tylko dla Adama rozwiązaniem Konfliktu było zatrudnienie Jurka jako sędziego, zatem wyegzekwowanie jego wyroku (niezależnie od tego, czy Adam jest z niego zadowolony) jest siłowym narzuceniem Bartkowi woli Adama.

4. Adam i Bartek nie udzielają Jurkowi autorytetu.

Z tych samych powodów, co poprzednio, interesuje nas tylko ten przypadek, w którym proces się jednak odbywa. Wtedy również nie powinniśmy się spodziewać pokojowego rozwiązania. Adam i Bartek nie uznali autorytetu Jurka jako sędziego w ich sporze, jeśli więc jego wyrok zostanie wyegzekwowany, będzie to narzuceniem Adamowi i Bartkowi woli Jurka. Jeśli Jurek będzie w stanie wyegzekwować swój wyrok, nie będzie to wcale oznaczało, że werdykt był sprawiedliwy, a jedynie to, że Jurek jest z tej trójki najsilniejszy (pomijam tu drugorzędną kwestię honorariów Jurka – rozwiązanie jest siłowe, nawet jeśli Jurek rozsądzi Adama i Bartka „za darmo”).

Jeśli zignorujemy niewielkie prawdopodobieństwo „happy endu” w drugim i trzecim przypadku, pokojowe rozwiązanie możliwe jest tylko wtedy, gdy obie strony zaakceptują rozstrzygającego ich spór sędziego. Jeśli którakolwiek ze stron nie uznaje autorytetu sądu, poza nikłą szansą, że „jakoś się w trakcie dogadają”, proces oferuje jedynie rozwiązanie siłowe, czyli takie, z jakiego Adam i Bartek mogliby skorzystać również bez udziału Jurka. Posługując się tymi wnioskami, porównam teraz model sądownictwa publicznego i prywatnego.

1. Adam i Bartek zgadzają się.

Jest to jedyny przypadek, w którym werdykt jest sprawiedliwy. Nie uważam, że jest on obiektywnie sprawiedliwy w takim sensie, że każdy na miejscu Jurka powinien rozstrzygnąć ten spór w identyczny sposób. Jest on sprawiedliwy, ponieważ wszystko odbyło się dobrowolnie. Adam i Bartek zgodzili się dostosować do werdyktu Jurka – zatem on, egzekwując go, czyni sprawiedliwości zadość.

Gdyby Jurek był przedstawicielem publicznego sądownictwa, spełniałby on w tym przypadku swoje zadanie. Obie strony uznają autorytet sędziego i chcą dostosować się do jego werdyktu. Oznacza to również, że akceptują posiadane przez sąd kompetencje i obowiązujące w Społeczności prawo.

Z drugiej strony, gdyby Jurek reprezentował prywatny sąd, a Adam i Bartek obdarzyliby go autorytetem, mogliby udzielić mu takich samych kompetencji, jakie miałby sąd publiczny.

Można się spierać, czy Jurek publiczny, czy też Jurek prywatny, zaproponowałby skłóconym stronom lepsze warunki do rozstrzygnięcia sporu. Z jednej strony, Społeczność zatrudniając Jurka może ustanowić rygorystyczne zasady, na jakich sąd publiczny ma działać. Z drugiej, Adam i Bartek mogą zrobić to samo, zatrudniając prywatnego sędziego. Moje doświadczenie mówi mi, że „funkcjonariusze publiczni” źle wykonują swoją pracę, a wpływ jednostek na kształt i jakość świadczonych usług rozmywa się wraz ze wzrostem liczebności społeczeństwa – czyli ilości pracodawców.

Adam i Bartek, zatrudniając prywatnego Jurka, mają wpływ na kształt umowy i mogą ją idealnie dostosować do swoich potrzeb. Wprawdzie prywatny Jurek, jeśli nie jest z góry opłacany przez całą Społeczność, może żądać od Adama i Bartka wysokiej ceny za swoją usługę, pamiętajmy jednak, że sąd może po prostu nie być niektórym członkom Społeczności potrzebny. Konflikt dotyczy tylko Adama i Bartka – czemu ktoś ma im pomóc w jego rozstrzygnięciu? Czemu cała Społeczność miałaby wykształcić sądownictwo i je opłacać? Osoby, które nie chcą składać się na sąd, ryzykują, że nikt nie pomoże im rozstrzygnąć ewentualnych konfliktów. Jakim prawem mielibyśmy zakazywać im podjęcia ryzyka?

Prywatny Jurek mógłby oczywiście zażądać wysokich honorariów za swoją pracę, jednak cena, jaką zaproponuje, będzie zawsze sprawiedliwa, ponieważ nikt nie zmusza Adama i Bartka do skorzystania z tej oferty (w przeciwieństwie do ceny, jaką państwo przedstawia obywatelom za usługi publicznego wymiaru sprawiedliwości – nawet jeśli ty uznajesz ją za niską, osoba, która uważa, że cena jest wygórowana, zawsze może podać wystarczający argument: skoro nie zgadza się, że usługi sądu są warte takich pieniędzy, nie powinna być zmuszana do ich zakupu). Jeśli wszystkie strony dobrowolnie akceptują jakiś układ, oznacza to, że jest on sprawiedliwy.

W prywatnym sądownictwie możemy liczyć na konkurencję. Jeśli cena byłaby wysoka, oznaczałoby to jedynie, że albo Adam i Bartek mogą znaleźć korzystniejszą ofertę, albo ta usługa jest tyle warta, skoro nikt nie potrafił lub nie chciał korzystniejszej oferty stworzyć.
Podsumowując, publiczny wymiar sprawiedliwości oferuje Adamowi i Bartkowi to samo, co mógłby zaoferować prywatny sąd, zatrudniony na tych samych warunkach. Publiczny sąd stosuje jednak nieuzasadniony przymus wobec pozostałych członków Społeczności i zabija konkurencyjność.

Wszystkim, którzy w tym momencie pomyśleli, że istnieje możliwość, iż publiczne sądownictwo byłoby dobrowolnie opłacane przez całą Społeczność, a jego autorytet nie byłby wymuszony, ponieważ wszyscy byliby zadowoleni z jego usług, pragnę uświadomić subtelną różnicę. W takim przypadku byłby to sąd prywatny, który zmonopolizował rynek, ale nie stosuje przymusu. Sąd publiczny to monopolista, który opiera swoje działanie na przymusie.

2. Tylko jeden ze skłóconych się zgadza.

W tym przypadku, jeśli proces się odbywa, prowadzi on do siłowego rozwiązania Konfliktu. Prywatny sąd nie posiadałby żadnych uprawnień, żeby zająć się tą sprawą. Gdyby próbował wymusić swój wyrok na Bartku, który nie uznał jego autorytetu, byłby zwyczajnym agresorem. Prywatny sąd nie posiada jednak środków finansowych z pieniędzy podatników ani przyzwolenia Społeczności na siłowe wymuszenie swojego autorytetu. Bartek ma więcej możliwości obrony przed inwazyjnym „sądem”. Jeśli prywatny sąd chce rzeczywiście świadczyć usługi w swojej branży, a nie zajmować się przestępczością zorganizowaną, odrzuca sprawę.

Sąd publiczny musi się sprawą zająć, skoro jedna ze stron złożyła pozew. Możemy zatem wywnioskować, że publiczny wymiar sprawiedliwości, prowadząc sprawy, w których jedna ze stron nie uznaje jego autorytetu, zajmuje się przestępczością zorganizowaną. Co gorsza, działalność ta finansowana jest z pieniędzy podatników, dzięki czemu sąd ma więcej środków, by skutecznie narzucać swoją wolę. Silniejszy wygrywa.

Jedyną możliwością, w której sąd publiczny pomoże stronom pokojowo rozwiązać Konflikt, zamiast egzekwować „prawo silniejszego”, jest owo niewielkie prawdopodobieństwo „happy endu”, który nadejdzie, jeśli Bartek uzna autorytet sędziego w trakcie rozprawy. Istnienie takiej opcji nie jest jednak usprawiedliwieniem dla działalności sądu publicznego. Czy ja również mógłbym znaleźć dwie skłócone osoby, wymusić od nich „niewielką opłatę” i próbować je pogodzić, bo istnieje możliwość, że mi się uda?

3. Adam i Bartek nie udzielają Jurkowi autorytetu.

Ten przypadek jest dość podobny do poprzedniego. Prywatny sąd nie jest angażowany do Konfliktu przez żadną ze stron, musiałby więc zajmować się przestępczością zorganizowaną, żeby wymusić swoją wolę.

W przypadku publicznego wymiaru sprawiedliwości mamy natomiast dwie opcje – albo któraś ze stron złoży pozew, albo nie. Jeśli pozew nie zostanie złożony, Adam i Bartek nic nie zyskają na istnieniu publicznego sądownictwa, mimo że są zmuszeni je utrzymywać. Publiczny wymiar sprawiedliwości zabija również konkurencyjność, przez co Adam i Bartek tracą potencjalne możliwości znalezienia kompetentnych sędziów.

Jeśli natomiast jeden z nich złoży pozew, oznaczać to będzie, że publiczny sąd na tyle skutecznie pozbył się konkurencji lub do tego stopnia wyeliminował inne metody rozstrzygania sporów, że otrzyma pod rozwagę sprawę, w której żadna ze stron nie uznałaby jego autorytetu, gdyby miała większe pole manewru. W tym przypadku sąd jest najsilniejszą stroną i jedynym prawdziwym zwycięzcą.

Publiczny wymiar sprawiedliwości jest o wiele gorszym rozwiązaniem od sprywatyzowanego sądownictwa. W przypadku spraw, w których spełnia on swoje zadanie, prywatne, konkurujące sądy i tak byłyby lepszą opcją. Publiczne sądownictwo, poza nazwą, nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością. Podtrzymuje jedynie „prawo silniejszego” w najgorszym wydaniu – czyli takim, w którym wszystkie karty są już dawno rozdane i jedna strona jest na tyle silna, że reszta nie próbuje nawet walczyć o swoje racje, pozostając posłuszna. Autorytet sądu opiera się na ekscentrycznych strojach sędziów, poważnych minach i napuszonym języku. Jeśli te metody zawiodą, wymuszany jest siłą. Gdyby publiczne sądownictwo chciało opierać swój autorytet na realnych umiejętnościach, przymus nie byłby mu potrzebny.

Jaka może być jakość usług, świadczonych przez publiczny wymiar sprawiedliwości? Ludzie są w stanie generować nieograniczoną liczbę konfliktów. Utrzymując publiczne sądownictwo, zobowiązujemy się do rozpatrzenia i podjęcia decyzji w każdym z nich (odrzucenie sprawy też jest decyzją i wymaga pewnego wstępnego rozpatrzenia pozwu). Musimy zatem wynająć odpowiednią ilość sędziów, by skutecznie działać (nie ma więc górnej granicy kosztów, jakie poniesiemy), lub czekać odpowiednio długo na rozpatrzenie naszych spraw (również nie istnieje górna granica), jeśli nie wpompujemy w sądownictwo wystarczających środków finansowych. Nie mamy żadnego wpływu na skuteczność działania wymiaru sprawiedliwości, nie możemy też negocjować naszej umowy (dla porównania: jeśli prywatny sąd nie zobowiązałby się do rozpatrywania naszych pozwów w satysfakcjonującym nas czasie, nie musielibyśmy go zatrudniać). Zwolennicy publicznego sądownictwa nie powinni narzekać na opieszałość polskich sądów, bo sami są częścią siły, na której państwo się opiera, każąc nam płacić ustalaną przez siebie cenę za „usługi”, których charakter samo sobie wyznacza.

Proponuję trzeźwą ocenę sytuacji, bo naprawdę nie jest ciekawie. Publiczne sądownictwo jest jednym z najgroźniejszych oddziałów przedsiębiorstwa, które zmonopolizowało już tyle obszarów aktywności ludzkiej na naszym terenie. Przedsiębiorstwo to, ukrywając swój handlowy charakter, nazywa siebie państwem i posługuje się oficjalną nazwą „Rzeczpospolita Polska”. Świadczy niskiej jakości (lub całkowicie pozorne) „usługi”, pobierając za nie wysokie opłaty. Jest to jedyne przedsiębiorstwo w naszym regionie, które wypracowało sobie tak silną pozycję, że jest w stanie zamknąć w swoich więzieniach tych, którzy nie opłacają jego „usług”. Jeśli nie zapłacisz za sądownictwo, ono samo cię osądzi i skaże, udając, że nie jest sędzią we własnej sprawie.

Publiczny wymiar sprawiedliwości w minarchizmie pełniłby identyczną rolę. Minarchizm oznacza jedynie, że posługujący się przymusem monopolista jest słabszy niż w obecnym systemie. Istnienie państwa nie może gwarantować nam, że „prawo silniejszego” nie obowiązuje. Przeciwnie, mówi nam, że słabsi są już w wystarczającym stopniu podporządkowani.

Opowiadając się za prywatnym sądownictwem, warto żebym odpowiedział na trzy zarzuty, które sam postawiłem temu modelowi.

1. Jaki autorytet miałyby takie sądy?
Odp: Dobrowolnie udzielany im przez klientów.

2. Jak skłócone strony miałyby zgodnie wybrać sędziego w ich sporze?
Odp: Nikt nie gwarantuje, że go znajdą, ale w przypadku publicznego wymiaru sprawiedliwości mają jeszcze mniejszy wybór. Jeśli go nie znajdą, proces i tak nie powinien się odbyć, co uargumentowałem, omawiając drugi i trzeci przypadek Konfliktu Adama i Bartka.

Prywatne sądy mogą działać na zasadzie ubezpieczycieli od konfliktu. Moglibyśmy je opłacać z góry, jeśli uznalibyśmy ich autorytet. Skłócone osoby, które wcześniej poddały się pod jurysdykcję tego samego sądu, nie mają więc tutaj problemu, bo wybrały sędziego jeszcze przed wybuchem konfliktu. Dwa konkurujące sądy mogą umówić się, w jaki sposób sądzić ewentualne spory pomiędzy klientami jednego i drugiego, jeśli ci sobie tego zażyczą – zanim podpiszemy umowę z sądem, możemy wszakże sprawdzić, jak szerokie daje on nam możliwości rozstrzygania sporów.

3. Czemu skazany miałby podporządkować się wyrokowi sędziego?
Odp: Jeśli dobrowolnie poddał się pod jego jurysdykcję, zobowiązał się do tego. Jeśli nie, nie powinien się podporządkowywać. Nie ma zatem powodu, dla którego mielibyśmy dostosowywać się do wyroków publicznego sądu, ale niestety obowiązuje tutaj „prawo silniejszego”.

09.05.2009
Bartek Dziewa