Idee liberalne

Przemysław Zaremba : Bóg jest właścicielem

Polska piosenkarka Majka Jeżowska w znanej piosence śpiewa, że „wszystkie dzieci nasze są”. Otóż tak nie jest i nigdy tak nie było. Wyjątkami są sytuacje, kiedy próbowano urzeczywistniać na Ziemi różne utopie, tak jak w książce A. Huxleya „Nowy wspaniały świat”, w III Rzeszy lub Korei Północnej. Na początek proponuję zadać sobie coraz bardziej aktualne pytanie dotyczące prawa własności. Do kogo należą dzieci?

Dzieci w pierwszej kolejności należą do siebie samych i udział tej własności stopniowo rośnie wraz z ich rozwojem i uniezależnianiem się od opieki rodziców. Jednak w większości cywilizacji dzieci mogą decydować w pełni o własnym losie dopiero po przejściu odpowiedniej inicjacji lub najczęściej po osiągnięciu pewnego wieku. Tak więc do osiągnięcia pełnoletniości większość prawa własności do dzieci należy do odpowiedzialnych za nich rodziców. Zastanówmy się jednak, czy prawo własności rodzica do dziecka jest absolutne? Jeśli nabywam prawo własności np. przedmiotu, to mogę z nim zrobić co zechcę, łącznie z jego zniszczeniem. Zastanówmy się więc np. nad tym, czy rodzic ma prawo wykorzystać seksualnie dziecko. Pomińmy w tym przykładzie prawo państwowe, ustalone w wyniku aktualnych subiektywnych trendów w tworzeniu prawa, gdyż np. kilka wieków wcześniej takie ograniczenia zazwyczaj nie istniały. Kolejnym czynnikiem jest to, że kazirodztwo zazwyczaj odbywa się bez świadków, więc niemożliwe są zeznania świadków. Nie ma więc sądu, nie ma świadków i prawo de facto nie może efektywnie zacząć funkcjonować. Wytwarza się strefa do której nie ma szansy dotrzeć prawo tworzone przez państwo lub inną społeczność.

Bardzo podobna pod względem obowiązywania prawa jest sprawa aborcji. Zapytajmy więc ponownie: do kogo należy dziecko? Wiemy, że wraz ze swoim rozwojem, który jest procesem ciągłym, dziecko może decydować o sobie w coraz większej liczbie spraw. Poczynając od decyzji o tym, jak przemieścić poszczególne części swojego ciała w trakcie trwania ciąży, poprzez możliwość reagowania na bodźce zewnętrzne i wiele innych etapów rozwoju, aż do otrzymania dowodu osobistego. W tym czasie możliwość decydowania o sobie, czyli prawo własności samego siebie coraz bardziej się zwiększa. Zwiększa się prawo wolnego wyboru, które jest jedną z podstaw liberalizmu.

Pojawia się w tej „spółce”, którą jest dziecko, pewna luka udziałów. Możemy o jej istnieniu wnioskować w takich sytuacjach, jak np. kazirodztwo lub aborcja. Nie działa w tych przypadkach prawo stworzone przez ludzi, a pomiędzy prawem własności rodzica oraz dziecka do samego siebie powstaje konflikt. W takich sytuacjach pakiet większościowy udziałów należy do… Boga.

Pacta sunt servanda – umów należy dotrzymywać

Spróbujmy spojrzeć jeszcze z innej perspektywy. Wyobraźmy sobie zespół wynalazców, np. trzech. Tworzą oni nowy produkt. Opracowują pomysł, sposób wykonania, budują model, piszą program, tworzą prototyp. Jest on teraz ich własnością i mogą z nim zrobić co tylko zapragną. Takim właśnie łączonym projektem jest człowiek.

Wróćmy jednak do liberalizmu. Uważam, że składa się on z trzech podstawowych składników: wolności wyboru, prawa własności i wypełniania dobrowolnie zawartych umów. Spójrzmy więc na Boga jako na właściciela. Przeanalizujmy jego dokumentację własności. Księga Rodzaju jest więc dokumentem zawierającym specyfikację techniczną projektu wraz z opisem kolejnych faz montażu. Kolejne księgi zawierają opis wgranego oprogramowania (10 przykazań). Następnie wgłębiając się w dokumentację odnajdujemy samą umowę (zawarcie przymierza). Kolejny dokument wskazuje na wypełnienie części warunków zawartych w pierwszej umowie i oddaje większy pakiet udziałów dla samego człowieka (nadanie większych praw poprzez umowę – Nowe Przymierze).

Tak więc Bóg jest właścicielem, kapitalistą i inwestorem dążącym do maksymalizacji zysku (przypowieść o talentach). Co więcej, jest sędzią sprawiedliwym wykonującym osobiście swoje prawo własności. Mam oczywiście świadomość, że słabością tej jakże ogólnej tezy są założenia nie uznawane przez wszystkich (np. samo istnienie Boga). Wnioskuję jednak z istniejących luk czasoprzestrzennych w obowiązywaniu i wykonywaniu różnych praw, że istnieje tam często luka. Luka do której zapełnienia idealnie pasuje dokumentacja biblijna i samo funkcjonowanie „systemu Boga”. Wypada więc zbudować model i próbować dokonać falsyfikacji, o ile inwestor nie postanowi wcześniej zrealizować wszystkich zysków.

Przemysław Zaremba
02.04.2010