Joseph R. Stromberg

Joseph R. Stromberg: Ekonomia polityczna liberalnego korporacjonizmu

Wstęp

Istnieje pokaźna literatura, która skłania się ku analizie Amerykańskiej gospodarki jako systemu liberalnego (przeciwstawianego faszystowskiemu) korporacjonizmu, zdominowanego przez trójstronną oligarchię syndykalistyczną: Wielki Biznes, Wielkie Związki i Wielkie Państwo. W tym systemie zadaniem państwa jest równoważenie interesów tych dużych ośrodków władzy w gospodarce jednocześnie dyrygując ich wspólnym wzrostem w obliczu zagrożeń z dołu. Według radykalnej i libertariańskiej analizy tego fenomenu, polityka rządu USA, którą lewica postrzega jako „Państwo imperialistyczne”, a Prawica jako „pełzające socjalistyczne państwo dobrobytu,” jest tak naprawdę fuzją obu, spoczywającą na fundamencie sztucznie skartelizowanej gospodarki.

Odkąd ekonomiści austriaccy wykazali, że w warunkach wolnego rynku monopol nie jest możliwy, skartelizowany i monopolistyczny charakter głównych gałęzi naszej gospodarki może być wytłumaczony tylko przez państwową interwencję na dużą skalę, interwencję na żądanie grup Wielkiego Biznesu, które odnoszą z niej korzyści. To wytłumaczenie, na szczęście, jest dobrze udokumentowane i było przedkładane w pismach historycznych grupy rewizjonistów radykalnej Nowej Lewicy, m.in. takich jak: Gabriel Kolko, William Appleman Williams, James Weinstein, Lloyd C. Gardner, Martin Sklar, Ronald Radosh i David Eakins, z których żadnego nie sposób podejrzewać o słabość do teorii Ekonomii Austriackiej. Praca tych ludzi, traktowana jako całość, minus pewien Marksistowski mistycycm, demonstruje jak począwszy od ostatnich dekad dziewiętnastego stulecia, „świadomi klasowo” korporacyjni liberałowie Wielkiego Biznesu próbowali i osiągnęli „postępowe”, neo-merkantylistyczne regulacje gospodarki wprowadzone przez rząd federalny by ograniczyć konkurencję, a wymóc kartelizację rynku wewnętrznego. W tym samym czasie niektórzy z tych samych liderów korporacji (zarówno ci zatrudnieni przez rząd jak i nie), zdobyli rządowe wsparcie dla ekspansji na odległych terytoriach.

Zapoczątkowana przez „świadomych klasowo” przywódców korporacyjnych i politycznych takich jak Theodore Roosevelt, William McKinley, Mark Hanna i Herbert Croly, zarysowana w korporacyjnym „wojennym socjalizmie” lat 1917-1918, potem bezbłędnie wprowadzana przez korporacjonistów i liberalnych imperialistów takich jak Herbert Hoover, Gerard Swope, Henry Harriman i innych, polityka opisana powyżej osiągnęła swą kulminację w polityce Nowego Ładu (New Deal). Władza korporacyjnej syndykalistycznej oligarchii została skonsolidowana i poważnie rozszerzona podczas Drugiej Wojny Światowej oraz Zimnej Wojny poprzez militaryzację większości gospodarki i ekspansję federalnej kontroli nad życiem obywateli pod pretekstem „narodowego bezpieczeństwa”. W ten sposób powstała struktura była opisywana jako liberalny korporacjonizm, neo-merkantylizm, liberalizm grup interesu, neo-faszyzm, korporacyjny liberalizm i korporacyjny syndykalizm. Te wszystkie terminy wydają się pomijać sedno systemu wielkich gospodarczych bloków i syndykatów zintegrowanych z państwem i przez państwo koordynowanych, jak we włoskiej teorii faszystowskiej Państwa Korporacyjnego. Zanim opiszę historyczne aspekty naszego tematu, przejrzyjmy krótko austriacką teorię monopolu.

Austriacy na temat monopolu

Wśród ekonomistów Szkoły Austriackiej panuje zgoda, że w warunkach niezakłóconego rynku nieobecna jest tendencja ku formowaniu się monopoli. Ludwig von Mises, senior tej szkoły, twierdzi, że istnieją dwa konieczne warunki powstawania ceny monopolistycznej: (1) monopol czynnika produkcji, oraz (2) taka krzywa popytu, że ograniczenie produkcji spowoduje monopolistyczne zyski. Oprócz kilku przypadków minerałów (np. diamentów), mówi Mises, monopolistyczne ceny nie mogą się pojawić na niezakłóconym rynku. [1] Słowami Mises’a: „Zniekształcaniem faktów jest mówienie o monopolistycznym kapitalizmie. Bardziej właściwym byłoby mówić o monopolistycznym interwencjonizmie lub monopolu państwowym”. [2]

Murray Rothbard poprowadził austriacką analizę jeszcze dalej. W „Człowiek, gospodarka i państwo”, rozdziale „Monopol i konkurencja”, Rothbard przegląda literaturę na temat monopolu i stwierdza, że w większości przypadkach schodzi ona na manowce, zaczynając od iluzorycznej teorii „czystej konkurencji” zamiast od idei swobodnego wejścia. [3] Ten błąd prowadzi wielu ekonomistów do uznania wszystkich wielkich przedsiębiorstw za jakąś formę monopolu. Po wychwyceniu tych błędów Rothbard przyjmuje definicję monopolu Lorda Coke’a jako najwłaściwszą. Pisze: „Monopol to udzielenie przez państwo specjalnych przywilejów, rezerwując pewien obszar produkcji dla jednej danej jednostki bądź grupy”. [4] W warunkach wolnego rynku, jeden wielki kartel (czyli monopolista) nie ma szans zaistnieć, ponieważ efektywne firmy będą widzieć swoje szanse zysku w ignorowaniu przydzielonej kwoty i wycofaniu się z niej w celu rozszerzenia produkcji i obniżenia cen. Z drugiej strony, kiedy przy pomocy państwa „firmy są skartelizowane, w wielu przypadkach mniejszy zakres wyboru konsumenckiego może sprawić, że krzywa popytu może być dla kartelu nieelastyczna”. [5] Zatem to ekonomiczny etatyzm czyni monopol możliwym.

W ostatniej pracy, „Władza i rynek”, Rothbard szczegółowo analizuje rezultaty gospodarczego etatyzmu. [6] Pod nagłówkiem „Kontrola produktu: Przyznanie monopolistycznych przywilejów” czytamy, że „pomimo, że monopolistyczna regulacja może otwarcie i bezpośrednio nadać przywileje i wykluczyć rywali, dzisiaj bardziej prawdopodobnie będzie przyznana pośrednio, ukryta jako rodzaj kary dla konkurentów, a zaprezentowana jako korzystna dla ‚ogólnego dobrobytu’”. [7] Dzisiaj wszystkie zyski monopolistyczne są związane z czynnikami produkcji; w przypadkach wymienionych poniżej, tym czynnikiem jest prawo wejścia na rynek, prawo, które jest ograniczane przez państwo. Rothbard omawia szeroki zakres takich ograniczeń, włączając w nie:(1) kartele (np. obowiązkowe przepisy Nowego Ładu NRA (National Recovery Act, Ustawa o Odnowie Narodowej); (2) Wirtualne kartele (np. rolnicze kwoty USA); (3) licencje (które ograniczają liczbę konkurentów poprzez dotkliwe kary i skomplikowane regulacje); (4) certyfikaty dobra i interesu publicznego (jak w przemyśle transportowym, który został skartelizowany przez Międzystanową Komisję Handlową); (5) standardy jakości (które blokują nowicjuszy i zniechęcają do innowacji); (6) przepisy bezpieczeństwa (które zachowują istniejące metody budowania i działają na korzyść już działających producentów materiałów; (7) cła i kwoty (które przyznają przewagę monopolistyczną na określonych obszarach geograficznych; (8) prawo imigracyjne; (9) pobory wojskowe (które ograniczają konkurencję na rynku pracy); (10) prawa regulujące minimalne wynagrodzenia (które tworzą niedobrowolne masowe bezrobocie); (11) przepisy w sprawie ochrony środowiska (które ograniczają produkcję i powodują wysokie ceny dostępnej ziemi); (12) franczyzy (ciężkie koszty wynikające z monopolistycznych przywilejów); (13) prawo do wywłaszczenia własności prywatnej (poprzez które państwo i jego faworyzowani klienci mogą kraść); i wreszcie (14) łapownictwo wśród urzędników państwowych (nieformalny rodzaj licencjonowania).

Rothbard stwierdza, że „wszystkie formy rządowej regulacji ekonomicznej tak naprawdę, są karą dla wydajnych konkurentów i przyznają monopolistyczne przywileje mniej efektywnym”. [8] Niemniej takie regulacje są rozpowszechnione, czego wytłumaczeniem jest kilka uwag Jane Jakobs. W „Ekonomii miast” pisze ona: „Myślę, że największy konflikt ekonomiczny istnieje pomiędzy ludźmi którzy czerpią korzyści ze swej ekonomicznej aktywności, a tymi którzy widzą swoje szanse w rozpoczęciu nowej aktywności (…)nie biorąc pod uwagę innych nierówności, w tym konflikcie muszą wygrać te już funkcjonujące przedsięwzięcia oraz ci, którzy wiążą z nimi swe interesy. Są oni z definicji silniejsi”. [9]

Ponieważ „rządy czerpią źródło swej władzy z już działających przedsięwzięć”, są wykorzystywane do hamowania innowacji i ograniczania konkurencji ze strony bardziej wydajnych. Skutkiem tego gospodarka „wpada w stagnację z korzyścią dla ludzi, którzy już stali się silni”. [10] Mając to na uwadze możemy teraz podsumować rozwój amerykańskiego korporacjonizmu i jego systematyzację prób ograniczania przewrotowych wolnorynkowych prób obalenia status quo.

Rewizjoniści o liberalnym korporacjonizmie

Zacznijmy od uwagi, że okresu 1865-1900 nie można w żaden sposób nazwać erą panującego leseferystycznego kapitalizmu według utartego stereotypu. W rzeczy samej, marksistowski ekonomista Paul Baran napisał słusznie, że państwo zawsze odgrywało jakąś rolę w kapitalistycznym społeczeństwie. [11] Rząd stosując subsydia, wysokie cła oraz rozdając ziemie przedsiębiorstwom kolejowym, aktywnie interweniował wspomagając partykularne interesy, a bariery celne nadały pęd ku nienaturalnej koncentracji przemysłu. Jeszcze przed zastosowaniem interwencjonistycznych środków omawianych przez Kolko (o których napiszemy), najbogatsi farmerzy wysunęli żądania państwowej pomocy w szukaniu zagranicznych rynków dla nadwyżki zbiorów [patrz William A. Williams, „Korzenie nowoczesnego imperium amerykańskiego”, Nowy York, 1969). Tak więc wsparcie dla ekonomicznej ekspansji jest powiązane z korporacjonizmem w kraju, na czy skoncentrujemy się później. Jak wykazał Gabriel Kolko w „Triumf konserwatyzmu, kolei i regulacji”, wbrew temu co się powszechnie sądzi, większość postępowych regulacji ekonomicznych była wspierana przez możnych biznesmenów w celu: (1) ominięcia lokalnych populistycznych regulacji; oraz (2) „racjonalizacji” (czytaj: kartelizacji) gospodarki kosztem mniejszych konkurentów i konsumentów. Badając przemysł stalowy, komunikacyjny, naftowy i inne, Kolko ukazuje, że na przełomie wieków decentralizacja i żywa konkurencja były głównymi trendami w amerykańskiej gospodarce i że zawiodły próby jej monopolizacji przez nieudany Ruch Fuzji (the Merger Movement 1897-1901). [12] Ponieważ konkurencja nieustannie podcinała takie wysiłki sztucznego wprowadzenia stabilizacji i przewidywalności (oraz długoterminowych zysków), korporacyjni „liberaliści” wielkiego biznesu starali się osiągnąć ten efekt za pomocą federalnych regulacji prawnych hamujących tą otwartą konkurencję.

Taka interpretacja jest niezgodna z większością amerykańskiej historiografii, ale Kolko stwierdza, że „tylko po mechanistycznym założeniu, że rządowe interwencje w gospodarkę i odejście od ortodoksyjnego leseferyzmu automatycznie poprawią ogólny poziom dobrobytu, możemy powiedzieć, że rządowe regulacje poprzez samą swoją naturę są postępowe w powszechnym tego słowa znaczeniu”. [13] Tylko śledząc intencje i konsekwencje regulacyjnych przepisów historyk może ocenić wewnętrzną naturę postępowego i nowoczesnego liberalizmu. W tych dwóch kwestiach Kolko pisze, że „ruchy regulujące były zazwyczaj inicjowane przez dominujące siły gospodarcze, które same miały zostać regulowane” oraz, że regulacyjne komisje i biura były kontrolowane przez „liderów regulowanych przemysłów”. [14] Dlatego właśnie, by przytoczyć jeden przykład, Ustawa o Inspekcji Mięsa z 1906 r. okazuje się być zainicjowana przez wielkie firmy pakujące mięso, które były przez nią faworyzowane, ponieważ „przede wszystkim dotknęła ona niezliczonych małych konkurentów”. [15] Rezultatem tych działań był gospodarczy „triumf konserwatyzmu”, poprzez, jak Kolko go nazywa „polityczny kapitalizm”: Świadome używanie państwa by faworyzować już działające firmy kosztem „nieracjonalności” oraz „podrzynającej gardła konkurencji” – mechanizmów wolnego rynku. [16] Korzystne dla rozwoju politycznego bądź też państwowego kapitalizmu było rozprzestrzenianie się z gruntu syndykalistycznych idei, które stały się głównym nurtem politycznej dyskusji. Słowami Williama Applemana Williamsa: „rodzaj syndykalizmu opartego na organizacji, balansowaniu i koordynacji różnych grup funkcyjnych” stał się do roku 1918 dominującą perspektywą, ponieważ Amerykanie coraz bardziej identyfikowali się jako członkowie bloków wewnątrz ekonomii politycznej. [17] W rzeczy samej, najważniejsza walka polityczna przed Drugą Wojną Światową rozegrała się o definiowanie „komu co się należy” i integrację posłusznych i nieradykalnych ruchów robotniczych w zdominowany przez wielki biznes korporacjonizm. W „Korporacyjnym ideale w liberalnym państwie, 1900-1918” James Weinstein podkreśla centralną wagę Narodowej Ligii Obywatelskiej (National Civic Federation -NCF) w rozwijaniu i stosowaniu ideologii liberalnego korporacjonizmu. Pisze on: „Do 1918 r. wyłonili się przywódcy wielkich korporacji i banków, bezpieczni w swej wolnej hegemonii nad strukturą polityczną. Zrobili to akceptując i niejawnie prowadząc nową politykę, którą my nazwiemy korporacyjnym liberalizmem, ale która wtedy była znana pod imieniem Nowego Nacjonalizmu oraz Nowej Wolności”. [18]

W pogoni za korporacyjnym liberalizmem NCF i jej sojusznicy musieli walczyć na dwóch frontach. Po pierwsze, musieli przyprowadzić do porządku tych „podcinających gardło” konkurentów i „nieodpowiedzialnych” biznesmenów, którzy nie zdołali pojąć potrzeby „współpracy” w przemyśle i handlu, i którym nie udało się odróżnić programu konserwatywnego socjalnego prawodawstwa dobrobytu (które wzmocniłoby system) od socjalizmu. Po drugie, musieli ograniczyć ruch socjalistyczny i radykalne związki o szerokich podstawach, współpracując z konserwatywnymi związkami takimi jak Samuel Gompers z Amerykańskiej Federacji Pracy, który nie kwestionował podstaw systemu ekonomicznego, a tylko chciał większy kawałek korporacyjnego tortu. Potrzeba współpracy z „bezpiecznymi” związkowcami była głównym tematem NCF i powodem dla którego stała się propagatorem koncepcji państwa dobrobytu. Przykładem jest wsparcie jakie NCF udzieliło prawu mówiącemu o odszkodowaniach pracowniczych. [19]

Zawsze przychylni regulacjom „odpowiedniego typu”, przywódcy NCF zaszli tak daleko, że bronili federalnego prawa do ustalania cen (czytaj: podwyższania cen} i napisali ustawę która została nazwana Ustawą o Federalnej Komisji Handlu w 1914, i która mogła być używana do forsowania bliższego partnerstwa państwo-korporacje. Jednak najważniejsze było doświadczenie Pierwszej Wojny Światowej, kiedy to wielki biznes, wielkie związki zawodowe i rząd współpracowały w prawdziwie korporacyjny sposób w Wojennej Radzie Przemysłowej, ustalając ceny, kwoty itd. Profesor M. Browning Carorott pisze o tym okresie:

„Obciążana zadaniem mobilizacji gospodarki, Wojenna Rada Przemysłowa pracowała wraz ze stowarzyszeniami handlu nad alokacją surowców i ustalaniem cen oraz produkcji. Jako że wielu przedsiębiorców pracowało razem w WRP i innych agencjach z czasów wojny, zdali sobie jeszcze bardziej sprawę z opłacalności pracy zespołowej i marnotrawstwa zasobów w konkurencji. Jak pokazał Robert Himmelberg, miesiące po rozejmie przedsiębiorstwa bezskutecznie próbowały zabezpieczyć sobie rządowe wsparcie w zniesieniu praw antytrustowych w zamian za dostosowanie się większym regulacjom”. [20]

Po wojnie wielu korporacjonistycznych liberałów, którzy byli związani z Radą (np Bernard Baruch, Gerard Swope, George Peek i Hugh S. Johnson) agitowali za ustanowieniem takiego korporacyjnego systemu w czasie pokoju. [21] Działania te przyniosły rezultaty w Planie Swope’a, który był podwaliną pod krótko działający system „kodeksów” NRA (National Regulatory Authority) podczas Nowego Ładu.

Centralną postacią powojennego rozwoju liberalnego korporacjonizmu był Herbert Hoover. W „Micie Hoover’a”, Murray Rothbard podkreśla rolę jaką odegrał Hoover w położeniu fundamentów pod korporacjonizm Nowego Ładu – równocześnie będąc oczernianym przez zwolenników Nowego Ładu jako zatwardziały „leseferysta”. Tak więc w latach dwudziestych Hoover jako Sekretarz Handlu pracował ciężko by promować racjonalizację i kartelizację poprzez rozwój związków handlu i integrację zorganizowanej pracy. Tak więc na przykład w 1922, Hoover i Franklin Roosevelt utworzyli Amerykańską Radę Budownictwa, stowarzyszenie handlowe, które jak mieli nadzieję, mogłoby narzucać kodeks „dobrych praktyk” w przemyśle i kartelizować go. [22] Jako prezydent, Hoover kontynuował promocję liberalnego korporacjonizmu, zachęcając stany do uchwalania przepisów racjonalizujących produkcję ropy naftowej i ustanawiając w 1932 r. cło importowe na ropę (dzięki czemu powstał wirtualny kartel w przemyśle naftowym). [23] Przez całą swą karierę „próbował zmienić amerykańską gospodarkę we współpracujące, samo-regulujące się grupy monopoli, a to wszystko za błogosławieństwem (…) rządu federalnego – program w swej istocie, niczym „korporacyjna gospodarka faszystowska”. [24] (By oddać sprawiedliwość Hooverowi, należy przyznać, że ze wszystkich ostatnich prezydentów był prawdopodobnie najmniej chętny wojnie w obronie następstw korporacjonizmu – Imperium Otwartych Drzwi).

Podczas kryzysu Wielkiej Depresji, podczas gdy liderzy wielkich przedsiębiorstw bardziej bezpośrednio odwoływali się do korporacjonizmu na styl Mussoliniego, Hoover został z tyłu i „odmówił pójścia całkowicie drogą do wysoko scentralizowanego kapitalizmu państwowego”. [25] Podczas wyborów w roku 1932, ważni liberałowie wielkiego kapitału przesunęli swoje poparcie do Franklina Roosevelta, którego administracja przeszła do uchwalania takich środków korporacjonistycznych jak Ustawa o Odbudowie Przemysłu Narodowego (National Industrial Recovery Act) i Ustawa o Dostosowaniu Rolnictwa (Agricultural Adjustment Act). Williams pisze, że „zamiast zapewniać odbudowę, Nowy Ład wprowadzał racjonalizację istniejącej syndykalistycznej gospodarki opartej na wielkich korporacjach”. [26] Wagner Labor Act (Ustawa o stosunkach pracy z 1935 r.), prawdopodobnie najbardziej oryginalny z kroków podjętych podczas Nowego Ładu – większość z których Hoover przewidział – ostatecznie definiował pozycję robotników wewnątrz syndykalistycznego bądź korporacyjnego systemu. Po nim związki zawodowe usadowiły się na dobre w korporacjonistycznym siodle i mogły się cieszyć swoim kawałkiem ekonomicznego tortu. [27] Pomimo, że formalny korporacjonizm NRA został obalony przez Sąd Najwyższy, niemniej, Nowy Ład, wprowadzając mniej systematyczną kontrolę i kartele wirtualne, „ostatecznie wprowadził główne funkcjonalne i syndykalistyczne elementy do polityki ekonomicznej jako rodzaj równowagi prawa i praktyki.” [28]

Począwszy od Kwietnia 1937 r., Sąd Najwyższy „dostosowując się do wyników wyborów”, jak określił to Dooley, podtrzymał takie środki jak Ustawę o Pracy Wagnera, która dała podwaliny pod korporacjonizm Nowego Ładu. Opisując tą decyzję jako podjętą w duchu syndykalistycznych lub korporacjonistycznych założeń ruchu postępowego, Williams pisze:

„Obstając przy tych założeniach, Sąd zalegalizował system stworzony przez wielkie korporacje i ruch postępowy. W systemie tym, los obywateli był niemalże całkowicie zależny od definicji społecznego dobrobytu która powstawała wewnątrz rządu jako konsensus pomiędzy przywódcami różnych funkcyjno-syndykalistycznych elementów ekonomii politycznej”. [29]

Stąd obywatel miał niewielki wpływ na politykę, chyba, że był ważnym członkiem głównego bloku syndykalistycznego. Z nadejściem Drugiej Wojny Światowej, oligarchia korporacjonistyczna czuła się jeszcze pewniej w siodle, a quasi-radykalne uderzenie reformatorów Nowego Ładu zostało osłabione. Od tamtej pory wszystkie problemy były rozpatrywane z punktu widzenia korporacyjno-liberalnych założeń potrzeby zagranicznych rynków zbytu. Williams podsumowuję tą perspektywę „Dalsza ekspansja zamorska (…) powiększyłaby tort i tym samym umożliwiłaby każdemu funkcjonalno-syndykalistycznemu elementowi cieszyć się większym kawałkiem, przy relatywnie tym samym udziale”. [30]

Uwaga na temat funkcjonowania korporacjonizmu

Dla uzyskania faktycznego obrazu funkcjonowania korporacjonizmu, możemy się odnieść np. do danych długiego raportu Międzystanowej Komisji Handlu autorstwa grupy Nadera, zatytułowanego Międzynstanowe Zaniedbanie Handlu (ang. gra słów Commision – Omission, Komisja – Zaniedbanie -przyp. tłum.). Robert Fellemeth, autor raportu, stwierdza: „ponieważ stawki są utrzymywane przez kombinację protekcji komisji i zorganizowanej akcji przewoźników, nie istnieje większa konkurencja na rynku przewoźniczym”. [31] Co więcej, z powodu polityki regulacyjnej komisji „liczba firm przewoźniczych zmalała”. [32] Ukazawszy kartelizujące skutki regulacyjnej polityki Komisji, Fellmeth nazywa Agencję „forum, na którym zainteresowani dzielą się narodowym rynkiem transportu”. [33] Kończy on rozdział na temat regulacji stawek („Rakieta protekcji”) wezwaniem do otworzenia dostępu na rynek: „Cztery cele regulacji mogłyby być osiągnięte w sytuacji konkurencji i braku ograniczeń, które także nie zawierałyby wad regulacji”. [34] Taki wolny dostęp do rynku, jak dodaje autor, doprowadziłby do lepszych usług i niższych cen dla konsumenta. [35] W artykule o podobnym wydźwięku, ekonomista Yale Brozen omawia dodatkowo koszty kartelizacji Komisji, konkludując „To są koszty tylko jednego monopolistycznego układu narzuconego przez rząd. Jeżeli mielibyśmy dodać koszty monopoli stworzonych przez licencje i franczyzę w takich dziedzinach jak usługi taksówkarskie, fryzjerskie, elektromonterskie, hydrauliczne, medyczne i inne, cały koszt wyniósłby ponad 50 mld na rok”. [36] Nie można nie wspomnieć tutaj o twierdzeniu Murray’a Rothbarda, że wszystkie rządowe regulacje rynku przynoszą korzyści nieefektywnym podmiotom, a karzą efektywnych konkurentów. Przyjrzyjmy się teraz polityce zagranicznej liberalnego korporacjonizmu.

Imperializm i towarzysząca mu militaryzacja

Już pisaliśmy, że od dawna istnieje agitacja za rządowym wsparciem ekspansji na zagraniczne rynki. Wskazywaliśmy także na sugestie Williamsa co do pochodzenia tych żądań. Williams zanalizował także i opisał rozwój polityki zagranicznej ekspansji gospodarczej i Imperium Otwartych Drzwi od lat osiemdziesiątych XIX w., aż do kryzysu kubańskiego w 1962 r. Nie wdamy się tutaj w długie rozpatrywanie aspektów historycznych. Wystarczy powiedzieć, że państwowe wsparcie dla ekspansji rozpoczęło się za prezydenta McKinley’a, a rządowe pożyczki dla firm eksportowych wystartowały podczas prezydentury Wilsona. Williams pisze:

„Pieniądze zebrane z podatków od obywateli, były następnie używane by dostarczyć prywatnym korporacjom pożyczek i innych subsydiów, by wspomóc ekspansję zamorską, by stworzyć narzędzia do ochrony tych działań, nawet by gromadzić je w rezerwy gwarancyjne na wypadek strat”. [37] Według Martina Sklara, sam Wilson silnie popierał inicjatywę, która potem stała się ustawą Webb-Pomerene z 1918 r. „zezwalającą na kartele w handlu zagranicznym”. [38] (Później powrócimy do niedawno wynalezionych subsydiów oraz pomocy zagranicznej.)

Wspomnieliśmy wcześniej o tym, że wszystkie regulacje państwowe na rynku promują nieefektywność i zniechęcają do innowacji. Teraz zobaczymy jak dalszy rozwój interwencjonizmu państwowego umacnia te trendy i prowadzi do intensyfikacji poszukiwań zagranicznych rynków. Jane Jacobs pisze:

„Podczas gdy większość miast w kraju zaniedbuje swój rozwój w nowych dziedzinach, szczególnie przez ludzi o niższym statusie społecznym (których liczba musi się w tej sytuacji zwiększyć, lub być zrównoważona przez migrację do krajów o rozwijającej się gospodarce), jedynym wyjściem by pozbyć się niezręcznej nadwyżki kapitału jest jego eksport. Intensywne przelewanie kapitału za granicę Stanów Zjednoczonych przez ostatnie ćwierć wieku, to w przeważającej części pieniądze, które nie zostały wydane na rozwój biznesów lub inwestycje metodą prób i błędów w Ameryce. Pieniądze, które nie zostały wydane na rozwój nowych towarów i usług by rozwiązać problemy praktyczne… Zawstydzenie bogatych w gospodarce, która oszczędza na pracach rozwojowych jest tymczasowe. Jest to preludium do stagnacji”. [39]

(Williams udokumentował zapierającą dech w piersi powtórkę wykonaną przez amerykańskich przywódców, wykonaną pod koniec Drugiej Wojny Światowej, oraz na początku Zimnej wojny, a polegającą na przeświadczeniu, że Ameryka musi rozszerzać swe rynki zbytu, by uniknąć kolejnej depresji. [40] Innymi słowy, monopolistyczna struktura w gospodarce, zapobiegając innowacjom, ogranicza także ilość pieniędzy, które mogłyby być zainwestowane w kraju. W dodatku korporacjonizm poprzez monopolistyczne ceny i zyski, doprowadza do produkcji sztucznych nadwyżek, a tym samym dalszego parcia na rynki zagraniczne. W ten sposób ograniczenia i stagnacja gospodarki w korporacjonizmie prowadzą do zintensyfikowanych poszukiwań zagranicznych rynków dla kapitału i nadwyżki towarowej. Rezultatem tego jest interwencjonizm gospodarczy i wojskowy za granicami i utworzenie Imperium. I Wojen Indochińskich. Ponieważ zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że małe kraje mogą wprowadzić u siebie autarkie (system narodowy lub etatyzm) lub też mogą dostać się w obce strefy wpływu i zostaną włączone w zamknięty system handlu (taki jak ten wewnątrz Układu Warszawskiego), utrzymanie zagranicznych rynków może wymagać toczenia wojny o „Otwarte Drzwi” przy towarzyszącym wzroście znaczenia wojska w państwie. [41] Dlatego Nowa Lewica wraz z neo-Marksistami mają rację co do amerykańskiego imperializmu, ale całkowicie się mylą w zrozumieniu, że to właśnie brak kapitalizmu, prawdziwie wolnego rynku, a nie kapitalizm leży u podstaw Imperium. Choć niektórych może to zaskoczyć, z takim postawieniem problemu zgodziliby się anty-imperialistyczni libertarianie tacy jak William Gragam Suner, Howard Atkinson i Gustave de Molinari, francuski ekonomista. Wszyscy z nich aktywnie sprzeciwiali się Imperium na przełomie wieków.

W typowy dla korporacjonizmu sposób, potrzeba wielkiej wojskowej maszynerii do obrony Imperium została obrócona na korzyść monopolistów. Oprócz kontraktów wojskowych, które działają jak „roczny przychód gwarantowany”, subsydia dla Lockheed’a i innych gigantów płacone przez rzesze podatników, istnieją wojskowe kontrakty badawczo-rozwojowe, które rozwiązują część problemów innowacyjnych w korporacjonizmie. Nowe produkty stworzone przy okazji wojskowych badań dostarczają wielu okazji do inwestycji i ekspansji w naszej ulegającej stagnacji, pół-rynkowej gospodarce.

W „Militaryzacji gospodarki amerykańskiej”, Charles E. Nathanson poświęca kilka stron by wymienić nowe produkty pochodzące z rozwojowo-badawczych kontraktów zbrojeniowych. Stwierdza on: „Dowody jasno pokazują, że militaryzacja znacznie ograniczyła główny obszar ryzyka w kapitalizmie: rozwój i eksperymentowanie z nowymi procesami produkcji i nowymi produktami. [42] Nathanson przytacza interesujące statystyki (nie będziemy ich tutaj powtarzać), które wskazują na intensywność militaryzacji gospodarski amerykańskiej. Stąd, na przykład, „udział zbrojeniówki w rynku elektronicznym jest prawdopodobnie dzisiaj większy niż 60%”. [43] Zauważając, że wiele firm w rezultacie jest „zamkniętych” w sektorze zbrojeniowym, pisze on: „Jakkolwiek tego nie będziemy tłumaczyć, jeden wniosek jest oczywisty: wielkie firmy z zagregowanym korporacyjnym kapitałem i zdolnościami produkcyjnymi, przetrwanie okresu po Drugiej Wojnie Światowej zawdzięczają Zimnej Wojnie, a dzisiaj tkwią niemal zupełnie w pułapce sektora zbrojeniowego”. [44] W nawiązaniu do tego, Paul Baran sugeruje, że „systematyczne marnotrawstwo” produkcji w nadbudowie zbrojeniowej „może dostarczyć potrzebnego ‚impulsu z zewnątrz’ w gospodarce kapitalistycznego monopolu” i pomóc zapobiec depresji. [45]

Inny taki „impuls z zewnątrz” był wytworzony po Drugiej Wojnie Światowej w formie pomocy zagranicznej, która funkcjonuje jak subsydia dla amerykańskich eksporterów. Słowami Davida W. Eakinsa:

„Porozumienie osiągnięte przez liberalnych korporacjonistów w 1945 r. na temat zachowania jakości w handlu zagranicznym zostało zinstytucjonalizowane w nowym programie w 1947 r. Masowe pompowanie dolarów za granicę rozwiązało problem pełnej produkcji w kraju”. [46]

Ponieważ pomoc jest często przyznawana pod warunkiem, że będzie wydana na amerykańskie produkty, programy pomocowe działają jak „nowy podatek użyty do finansowania amerykańskiego eksportu jako środek do osiągnięcia pełnego zatrudnienia”. [47]

To, że imperium jest niezmiernie ważne, staje się jasne gdy Williams (podając za Harrym Magdoffem) stwierdza, że zagraniczne operacje przynosiły około 20% zysku netto firmom produkcyjnym z USA w 1965 r. [48] W kraju, mniejsi partnerzy rządu i wielkiego biznesu, związki zawodowe pogarszają problemy korporacjonizmu powodując mimowolne bezrobocie ludzi, którzy mogliby pracować za niższe pensje, poprzez dyskryminacje rasowe, poprzez wymuszanie podwyżek, które potem muszą być łagodzone przez państwo za pomocą inflacji oraz poprzez ogólne ograniczanie wolnego dostępu pracowników w różne gałęzie gospodarki. Możemy stwierdzić, że w warunkach korporacjonizmu potrzeba zagranicznych rynków prowadzi do imperializmu, a podobnie, kosztowna metoda prób i błędów do innowacji i rozwoju musi być subsydiowana przez państwo, tak samo jak państwo musi próbować „zatrudniać” tych, którzy nie potrafią znaleźć pracy na ograniczonym rynku pracy poprzez ich szkolenie i nabór oraz poprzez rozszerzanie pasożytniczego sektora (rządu) – by zapewnić produktywność gospodarczo zbędnym ludziom i materialnym środkom produkcji.

Libertariańska strategia otwartych drzwi w domu

Sytuacja w warunkach kapitalizmu państwowego bądź korporacjonizmu jest dobrze opisana słowami Jane Jacobs: „W gospodarkach rozwijających się ciągle pojawiają się parweniusze (…), lecz w okresie stagnacji ci sami ludzie, wraz z tymi którzy zdobyli sobie ich uznanie, dochodzą do nieograniczonej władzy”. [49] Tak więc widząc już, że gospodarczy etatyzm służy monopolistom, mamy co najmniej poszlakowe dowody, że istnieje elita władzy wywodząca się głównie z wielkiego biznesu, będąca u steru aparatu państwowego. Możemy polegać na „Kto rządzi Ameryką?” G. Williama, „Elita władzy” C. Wrighta Millsa i „Bogaci i super-bogaci” Ferdinanda Lundberga, by potwierdzić, że słowami Jacobs „Ci sami ludzie” oraz „Ci którzy zdobyli sobie ich uznanie ‚trzymają władzę’”

Szczególnie Domhoff próbuje wykazać istnienie „narodowej klasy wyższej” wywodzącej się z bogatych przedsiębiorców i ich potomków, których członkowie dominują w aparacie państwowym i rekrutują nową krew z warstw niższych. [50] Nie jest to niespodzianką w świetle związków pomiędzy etatyzmem i monopolistycznymi zyskami dzisiejszej hierarchii korporacyjnej. Podobnie Lundberg skompilował długą listę udziałowców giełdowych, która obala korporacyjno-liberalny mit, szerzony przez Adolfa Berla i Grdinera Meansa, że posiadanie i kontrola korporacyjnej własności uległa rozdzieleniu. [51] Mit ten, sugerujący, że korporacyjnie świadoma elita menadżerska pełna szlachetnych pobudek (i nie ograniczana przez prymitywne stosunki własności) oto podniosła głowę i zadba o nas wszystkich, był i jest głównym ideologicznym filarem korporacyjnego liberalizmu.

35 Socjalistyczna alternatywa dla korporacjonizmu może zostać odrzucona jako lekarstwo gorsze od samej choroby, które zniszczyłoby całą wolność, i która, ponieważ nie jest zdolna do racjonalnej kalkulacji, równa się centralnie planowanemu chaosowi. [52] Socjalizm, przymusowe porzucenie rynku, byłby znacznie gorszy od kartelowych ograniczeń wolnego dostępu do rynku w obecnym systemie.

Alternatywą jest wolny rynek. Słowami Rothbarda: „W warunkach wolnego rynku (…) istnieje harmonia interesów, ponieważ każdy widocznie zyskuje użyteczność poprzez rynkową wymianę. Tam gdzie interweniuje rząd (…) pojawiają się konflikty klasowe, jako że zysk jednego odbywa się kosztem drugiego”. [53] Ponieważ monopol jest „przyznaniem przywileju przez rząd”, pisze on „niemożliwym jest dla rządu zmniejszenie monopolu poprzez wprowadzanie praw ograniczających”. [54] W ten sposób dochodzimy do konkluzji osiągniętej przez francuskiego pisarza ekonomicznego, M. Paula de Rousiers w 1899 r.:

„Formowanie się trustów nie jest bezpośrednio spowodowane naturalnym działaniem sił ekonomicznych. Jako że podlegają one sztucznej ochronie, najefektywniejszą metodą ataku jest po prostu zmniejszyć liczbę takich ochronnych przypadków tak dalece, jak jest to możliwe. Możemy walczyć ze sztucznymi obwarowaniami, ale jesteśmy bezsilni próbując przeciwstawić się warunkom naturalnym”. [55]

Dlatego, rozwiązaniem, które nie stworzy nowych monopoli, jest zniesienie wszelkich regulacji prawnych w gospodarce i zmniejszenie roli państwa do roli „nocnego stróża” niczym w klasycznym liberalizmie (przynajmniej jako półśrodek w drodze do całkowitego zniesienia państwa i jego zastąpienia przez konkurencyjne firmy obronne i sądownicze, jak to niektórzy z nas postulują). W ten sposób nie tylko zapobiegnie się formowaniu nowych monopoli, ale także dawni monopoliści, teraz obdarci ze swych przywilejów, musieliby lepiej służyć swym konsumentom, by w obliczu konkurencji nie utracić swych wcześniej chronionych pozycji. Słowami Misesa „w czysto rynkowym społeczeństwie konsumenci codziennie decydują od nowa, kto powinien posiadać i jak wiele”. [56] Dlatego tylko kilka środków regulujących ma rację bytu (Fellmeth sugerował takie uchylenia tylko dla przemysłu transportowego).

Ponieważ głównymi środkami do uwolnienia gospodarki z uścisku zakorzenionych interesów (i towarzyszącej temu stagnacji) jest zniesienie regulacji (jak np. odpolitycznienie politycznego kapitalizmu), stajemy twarzą w twarz z problemem politycznego działania. W swym „Liście do lewicy” w 1960 r., późny C. Wright Mills pisał, że „Lewica oznacza, lub powinna oznaczać (…) strukturalny krytycyzm i reportaż teorii społecznych, które w pewnym punkcie są politycznie skupione jako żądania i programy”. [57] Podczas, gdy takie definicje stawiają radykalnych libertarian na lewicy, pozostaje problematycznym jak możemy skupić nasz strukturalny krytycyzm politycznie i wprowadzać wolne społeczeństwo.

„Wielką zaletą rewolucji”, jak pisze Williams, „jest to, że mogą tworzyć okoliczności w których mogą być rozwiązane problemy społeczne”. [58] Pomimo tej zalety, możemy z góry założyć, że żaden ruch rewolucyjny (a już na pewno libertariański ruch rewolucyjny) nie może odnieść sukcesu w krótkiej perspektywie w Stanach Zjednoczonych. Stąd, przynajmniej między libertarianami, rozmowy o wywołaniu przewrotu powinny ustąpić rozmową o budowaniu społecznej „bazy” dla libertariańskich zmagań w dłuższej perspektywie. Rewolucyjna metoda oczyszczania gruzów korporacjonizmu nie może stanowić punktu oparcia w krótkiej perspektywie.

Możemy także założyć (chociaż pewne jednostki z Waszyngtonu mogą zadawać temu kłam), że formalnie polityka demokratyczna będzie póki co trwać w tym kraju. Jako że strategia rewolucyjna jest wykluczona na gruncie praktycznym (a dla niektórych libertarian na innych gruntach także), i ponieważ demokratyczne instytucje już istnieją, libertarianie koniecznie spróbują użyć ich dla swych celów. Rothbard pisze:

„Socjalista i libertarianin (…) uznając wrodzoną niestabilność form demokratycznych, mogą popierać demokrację jako środek do DOCHODZENIA do socjalistycznego bądź libertariańskiego społeczeństwa. Libertarianin może dlatego uważać demokrację jako użyteczną w celu ochrony ludzi przed rządem lub w celu poszerzania wolności osobistej”. [59]

Podczas gdy nasza krótkoterminowa polityka może być demokratyczna, stoimy naprzeciw, słowami Millsa: „najważniejszego zagadnienia w politycznej refleksji bądź działaniu naszych czasów: problemu historycznego działania ku zmianie, społecznych i instytucjonalnych środków strukturalnej zmiany”. [60] Krytykując „robotniczą metafizykę” w socjalistycznej teorii zmiany, Mills pisze, że „jeśli będziemy chcieli być realistyczni w naszym utopizmie – i nie jest to bezowocne zaprzeczenie – piszący dzisiaj na lewicy musi zacząć od inteligencji (…) ponieważ to jest czym jesteśmy, i gdzie stoimy”. [61]

Mises przytoczył bardzo podobny argument. Większość po prostu przyjmuje idee stworzone przez innych, mówi, i „co jest potrzebne by odwrócić strumień, to zmiana mentalności intelektualistów. Wtedy masy podążą za wzorcem”. [62] Poprzez angażowanie się w, jak nazwał to Lenin, „wszechstronną agitację” – poprzez dramatyzację szkodliwych skutków korporacjonizmu i imperializmu, nadużyć władzy poprzez państwo, jego naruszeń wolności – możemy rozpocząć formowanie układu idei i propagandy na rzecz polityki libertarianizmu (lub antypolityki). Ja powiedział w 1965 r. Carl Oglesby, gdy był prezydentem SDS, „Musimy nazwać system, który tworzy i podtrzymuję wojnę w Wietnamie – nazwać go, opisać go, przeanalizować go, zrozumieć go, i zmienić go”. [63]

W zmaganiach ideologicznych, libertarianizm cieszy się kilkoma punktami przewagi, włączając w to nacisk na wolność w czasach, gdy wyborcy stają się rozdrażnieni efektami korporacjonizmu. Na przykład, jeżeli ograniczenia wolnego handlu były wprowadzane małymi krokami, być może mogą być podobnie wyeliminowane. Słowami Misesa: „Tylko nieznaczna część amerykańskiej populacji jest zainteresowana w (…) podnoszeniu cen cukru (…) Niemniej rząd amerykański jest mocno zaangażowany w ochronę wysokich cen cukru pooprzez rygorystyczne ograniczania zarówno importu cukru jak i produkcji krajowej”. [64] Jeśli tylko można by było pokazać, że takie wsparcie dla cen nie leży w ich interesie (tzn jeśli mogliby zostać przekonani, że wiara w korporacjonistyczno-liberalne racjonalizacje w imię „wspólnego dobra” nie mają podstaw), wtedy mogłoby się okazać, że, o ile nadal ich głos coś by oznaczał, takie rządowe wsparcia upadałyby jedno po drugim. W związku z tym, może udałoby się zyskać poparcie pokazując, że w warunkach wolnego rynku ceny wielu dóbr pierwszej potrzeby (szczególnie żywności) byłyby znacznie niższe niż obecnie.

Podczas gdy wykuwanie intelektualnych narzędzi przeciwko etatyzmowi musi być najważniejszym zadaniem libertarian, polityka wyborcza dostarcza środków obrony wolności oraz może służyć jako forum dla naszych idei. Wyobraźmy sobie kampanię, w której zaistniałaby inteligentna dyskusja na temat kontroli płac, lub kandydata rezygnującego blisko wyborów. Lub kongresmena głosującego przeciwko wszystkim ustawom oprócz tych redukujących władzę państwową.

Jednak same w sobie, działania edukacyjne i wyborcze mogą przynieść tylko tyle. Równoległe instytucje i opór muszą iść z nimi w parze, jeżeli mamy się zbliżyć do sukcesu w czymś, co niewątpliwie będzie długą i żmudną walką. Dobrowolne, umowne instytucje które będą konkurować z istniejącymi państwowymi o legitymację i wsparcie mogą stanowić punkt zborny i być awangardą dla wysiłku libertariańskiego, dając libertariański impuls do wczesnej idei „kontrspołeczeństwa” SDS. [65] Ukazując, że kilka dobrych rzeczy, jakich dostarcza rząd, może być zapewnionych bardziej moralnie i efektywnie przez instytucje alternatywne, radykałowie mogą dzięki budowie wolnego społeczeństwa dostarczyć argumentu w dyskusji. Darmowe szkoły, prywatne poczty i mennice, agencje ochrony, „czarne” rynki i wyzwolone obszary wyznaczają drogę do wolności.

Opór, jako bezpośredni skutek prawa do samoobrony, łączący czyny z dawaniem przykładu, jest również potencjalnie skutecznym narzędziem zmiany. Libertariańska strategia musi przede wszystkim obejmować opór przeciwko podatkom (włączając w to pobór wojskowy) by pozbawić państwo pieniędzy i ciał, za pomocą których wykonuje ono swą brudną robotę. [66] Przy tym wszystkim nieodłączna niezręczność i głupota państwa działa na naszą korzyść.

Możemy więc stwierdzić, że uwolnienie gospodarki zależy głównie od możliwości pozyskania wystarczająco wielu intelektualistów, by wywrzeć wpływ, pozyskując zwolenników dzięki zyskom jakie daje wolny rynek, budując równoległe instytucje i dając odpór państwowej tyranii. Jest jednak możliwe, że różne oddzielne grupy, które czerpią zyski z korporacjonizmu, będą tak oczarowane swymi przywilejami (w odróżnieniu od tzw. wad konkurencji), oraz tak ślepe na koszty, jakie ponoszą w związku z przywilejami innych grup, że utworzą wystarczającą siłę bezwładu do zablokowania ponownego dostępu do rynku. Jeżeli wystarczająca liczba osób przekona się, że zyski ze zmów i przywilejów są lepsze niż dobrodziejstwa wolnego dojścia, pozostanie im ich korporacjonizm z jego nieodłącznym niezrównoważonym rozwojem, ciągle powracającymi „niedoborami” i „nadwyżkami”, zanieczyszczeniem, inflacją, kontrolą i wojskowym interwencjonizmem w celu utrzymania rynków zagranicznych. Te wszystkie cechy państwowego socjalizmu, wraz z innymi im towarzyszącymi, etatyzmem, bizantyzmem, imperializmem, i militaryzmem, utrzymają się w tym scenariuszu w amerykańskim społeczeństwie, a ośrodek gospodarczego rozwoju przeniesie się do społeczeństw z mniejszą ilością instytucjonalnych przeszkód dla przedsiębiorczości. Lepiej dla libertarian, by byli w stanie uzmysłowić sobie każdą z alternatyw.

W każdym razie, Charles Beard, historyk „izolacjonistyczny”, miał rację pisząc w 1930 r., że Amerykanie powinni popierać libertarianizm „otwartych drzwi w domu”, ostatnim krokiem w kierunku umowy – od feudalnych pozostałości do wolnego handlu i prawa naturalnego – są właśnie otwarte drzwi. Dążąc do tego, musimy, słowami Hayek’a „uczyć się od socjalistów (…). Ich odwaga polegała na byciu Utopistami, uzyskaniu poparcia intelektualistów i wpłynięciu w ten sposób na opinię publiczną, co wszystko razem umożliwia to co jeszcze niedawno mogło się wydawać całkowicie niemożliwym”. [67] Z Nowej Lewicy i ekonomicznej teorii libertarianizmu wyłoniła się nowa synteza. Kiedy „lewica” i „prawica” utraciła znaczenie, możemy korzystać z dorobku obu. Nawet John Birchers czyta Kolko! Jak C. Wright Mills napisał w 1960 r.: „Znowu jesteśmy w ruchu”.

Przypisy

[1] Ludwig van Mises, Human Action (Chicago, 1966), 357-87.
[2] Ibid., 681.
[3] Murray N. Rothbard, Man, Economy and State, vol. II (Princeton, N.J., 1962), Chapter 10, 560-660.
[4] Ibid., 591.
[5] Ibid.. 595.
[6] Murray N. Rothbard, Power and Market (Menlo Park, Calif.,1970), 28-58.
[7] Ibid., 29.
[8] Ibid., 44.
[9] Jane Jacobs, The Economy of Cities(New York, 1969), 247.
[10] Ibid.
[11] Paul A. Baran, The Political Economy of Growth (New York, 1957), 92. To, że takie społeczeństwa nie były nigdy w pełni wolne, jest zrozumiałe samo przez się.
[12] Gabriel Kolko, The Triumph of Conservatism (Chicago, 1967), especially 29-56.
[13] Ibid., 2.
[14] Ibid.. 2-3.
[15] Ibid., 107.
[16] Na temat pełnej definicji „politycznego kapitalizmu” według Kolko zob. ibid., 3.
[17] William Appleman Williams, The Contours of American History (Chicago, 1966), 358.
[18] James Weinstein, The Corporate Ideal in the Liberal State, 1900-1918 (Boston, 1968), 3.
[19] Ibid., 40-61.
[20] M. Browning Carrott, „The Supreme Court and American Trade Associations, 1921 -1925,” Business History Review, XLIV, 3 (Autumn, 1970), 321.
[21] Weinstein, Corporate Ideal, 233.
[22] Murray N. Rothbard, „The Hoover Myth” w: James Weinstein and David Eakins (eds.), For a New America: Essays in History and Politics from ‚Studies on the Left’ 1959-967 (New York, 1970), 167-8.
[23] Ibid.. 174.
[24] Ibid., 174-5.
[25] Ibid., 179.
[26] Williams, Contours, 440.
[27] Ibid.. 445.
[28] Ibid., 440. Dla pozycji pracy w systemie korporacyjnym, zob. James Weinstein, „Gompers and the New Liberalism, 1900-1909,” 101-114, i Ronald Radosh, „The Corporate Ideology of American Labor Leaders from Gompers to Hilman,” 125-152, w: Weinstein and Eakins, For a New America.
[29] Williams, Contours. 448.
[30] Ibid., 449.
[31] Robert C. Fellmeth, The Interstate Commerce Omission (New York, 1970), 129.
[32] Ibid.. 127.
[33] Ibid., 1.
[34] Ibid., 131.
[35] Ibid., 132.
[36] Yale Brozen, „Is Government the Source of Monopoly?” Intercollegiate Review, Vol. 2 (Winter, 1968-1969), 78.
[37] William Appleman Williams, The Tragedy of American Diplomacy (New York, 1962), 76.
[38] Martin J. Sklar, „Woodrow Wilson and the Political Economy of Modern United States Liberalism” w: Weinstein and Eakins, For a New America, 80.
[39] Jacobs, Economy of Cities, 228-9.
[40] Williams, Tragedy, 203-276.
[41] Na ten temat zob. Jospeh D. Philips, „Economic Effects of the Cold War” w: David Horowitz (ed.), Corporations and the Cold War (New York, 1969), 188-9.
[42] Charles E. Nathanson, „The Militarization of the American Economy” w: ibid.. 230. Poszukując jego listy, zob. 228-230.
[43] Ibid.. 209.
[44] Ibid., 214.
[45] Baran, Political Economy, 12f.
[46] David W. Eakins, „Business Planners and America’s Postwar Expansion” w: Horowitz, Corporations, 166.
[47] Ibid., 160.
[48] William Appleman Williams, „The Large Corporation and American Foreign Policy” w: ibid.
[49] Jacobs, Economy of Cities, 218. F.A. Hayek wskazywał lata temu, że wysiłki „starych przeciwników konkurencji” spowodują powstanie „rodzaju syndykalistycznej lub ‚korporacyjnej’ organizacji przemysłu, w którym konkurencja jest mniej lub bardziej stłumiona, ale planowanie jest pozostawione w rękach niezależnych monopoli oddzielonych od siebie gałęzi przemysłu,” zdając „konsumenta na łaskę wspólnych monopolistycznych działań podejmowanych przez kapitalistów i pracowników najlepiej zorganizowanych gałęzi przemysłu” The Road to Serfdom (University of Chicago, 1944, wznowiona, 1965), 40-41.
[50] G. William Domhoff, Who Rules America? (Englewood Cliffs, N.J., 1967), 12-37 i 84-114. Zob. też jego „Who Made American Foreign Policy, 1945-1963?” w: Horowitz, Corporations, 25-69.
[51] Ferdinand Lundberg, The Rich and the Super-Rich (New York, 1968), 240-263.
[52] W sprawie niemożności kalkulacji ekonomicznej w socjalizmie zob. Mises, Human Action, 698-715.
[53] Rothbard, Power and Market, 126.
[54] Ibid., 45.
[55] Cytowany w Gustave de Molinari, The Society of Tomorrow (New York, 1904), 194.
[56] Mises, Human Action, 683.
[57] C. Wright Mills, „On the New Left” w: Paul Jacobs and Saul Landau (eds.), The New Radicals(New York, 1966), 107.
[58] Williams, Contours, 51.
[59] Rothbard, Power and Market, 147.
[60] Jacobs and Landau, New Radicals, 109.
[61] Ibid., 111.
[62] Ludwig von Mises, Planning or Freedom (South Holland, III., 1962), 181.
[63] Carl Oglesby, „Liberalism and the Corporate State” w: Jacobs and Landau, New Radicals, 258.
[64] Mises, Planning, 182.
[65] Na temat „kontrspołeczeństwa” zob. dyskusję w: Jacobs and Landau, New Radicals, 34-38.
[66] Zob. Jerome Tuccille, Radical Libertarianism: A Right-Wing Alternative (New York, 1970), 79-92.
[67] F.A. Hayek, Studies in Philosophy, Politics and Economics (New York, 1969), 194.

✳ ✳ ✳

Essej ten jest jednym z trzech, napisanych i opublikowanych w pamflecie Centrum Studiów Libetariańskich w 1977 r. na temat kapitalizmu państwowego. Tak jak pozostałe, essej ten ukazuje jak niekonkurencyjne podmioty zależą od interwencji rzadowych, i jakie patologiczne skutki to niesie.

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronie „Luka pamięci”.

Tłumaczenie: Jędrzej Kuskowski, Marcin Pasikowski
Korekta: Karol Korczak

1 comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *