Społeczeństwo, kultura i wartości

Karol Korczak: Orkiestra gra

Już jutro po raz kolejny odbędzie się akcja charytatywna zwana „Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy”, największa w kraju dobroczynna zbiórka pieniędzy niezależna od państwa i Kościoła. Środki są co prawda przeznaczane dla państwowych szpitali, ale są wydawane na to, czego fundacja sobie zażyczy. Wydawać by się mogło, że jedyne tego rodzaju wydarzenie medialne i społeczne powinno być oceniane przez osoby o poglądach wolnorynkowych pozytywnie, jako przykład na to, że prywatna inicjatywa może z powodzeniem zastępować państwo w funkcjach socjalnych. Co ciekawe, jest inaczej.

Ostatnio na temat „Orkiestry” wypowiedział się Tomasz Sommer z „Najwyższego Czasu” w związku z listem od prawnika Jerzego Owsiaka, który domaga się, aby, jak zrozumiałem z treści artykułu, przeprosić na łamach gazety za pogardliwe określenie „bojówki Owsiaka”, którym w jednym z wywiadów zostali nazwani członkowie „Pokojowego Patrolu”, formacji porządkowej z „Przystanku Woodstock”. Sprawa jest echem wydarzenia z roku 2009, kiedy to nieznani sprawcy zniszczyli wystawę antyaborcyjną, która dziwnym trafem znajdowała się tuż obok terenu festiwalu, mimo że jej otwarcie nie było podobno z organizatorami „Przystanku” konsultowane. Po niefortunnym zdarzeniu ekipa z „Pokojowego Patrolu” usunęła zniszczoną ekspozycję, jako że, zapewne, niezbyt pasowała do wystroju.

Tomasz Sommer, redaktor naczelny „Najwyższego Czasu”, być może przejęty o przyszłość pisma zagrożonego szykanami sądowymi, napisał zwięzłe podsumowanie swoich poglądów na działalność „Orkiestry”: przypomnijmy, że po pierwsze: zebrane przez Jerzego pieniądze zawsze są mniejsze od wartości czasu antenowego i miejsca reklamowego, jakie jego akcja zajmuje. Po drugie: nachalne żebractwo jest w Polsce zakazane. Po trzecie: cała WOŚP to zapchajdziura przedłużająca życie państwowego systemu, który powinien zostać jak najszybciej zlikwidowany. Po czwarte: prawdziwe miłosierdzie musi być anonimowe – w tym sensie działalność Jerzego Owsiaka jest zaprzeczeniem miłosierdzia. Po piąte wreszcie: Jerzy Owsiak jest w gruncie rzeczy częścią systemu, który jak najszybciej trzeba zlikwidować z uwagi na jego szkodliwość dla Polski.

Po pierwsze, emisja rozmaitych materiałów związanych z WOŚP ma jednak jakąś wartość dla widzów, skoro podejmuje się jej również TVN, co by nie mówić, firma prywatna, działająca dla zysku. Poza tym, telewizja publiczna istnieje właśnie po to, aby realizować jakąś „misję”, a nie sądzę, żeby mogło nią być emitowanie, jak w każdą niedzielę, kolejnych odcinków popularnych seriali. Po drugie, nachalne żebractwo to aktywność, która byłaby w Polsce o wiele szerzej praktykowana, gdyby większość z usług świadczonych obecnie przez państwo, jak na przykład opieka zdrowotna i edukacja, zostało sprywatyzowanych i urynkowionych. Z pewnością wielu z niekompetentnych nauczycieli, niedouczonych lekarzy, zbędnych urzędników to ludzie, którzy nie nadają się do żadnej uczciwej pracy. Po utracie przywilejów zostałoby im tylko żebractwo, ale pan redaktor Sommer, jak rozumiem, wolałby, żeby wyzdychali z głodu. Trzecia uwaga jest szokująca i nie pasuje do innych poglądów wyrażanych na łamach pisma. Czy dla dobra kapitalizmu dobrze by było, gdyby obecną Europę nawiedziła jakaś nowa epidemia dżumy? W końcu wtedy na pewno pozycja obecnej klasy politycznej by się zachwiała. Ale czy ważniejsze jest to, aby system został „zlikwidowany”, czy to, abyśmy my zlikwidowani nie zostali? Mam wrażenie, że, według pana redaktora Sommera, to pierwsze.

Uwaga czwarta natomiast jest uwarunkowana religijnie. Jak wiemy, Jezus stwierdził, że ważne są tylko te dobre uczynki, które czynimy „po cichu”, nie zważając na to, czy przyniosą nam one korzyść. W tym sensie działalność „Orkiestry” rzeczywiście rzuca wyzwanie tradycyjnemu rozumieniu jałmużny. Zbieraniem pieniędzy nie zajmują się ludzie potrzebujący pomocy czy też ich rodzice, to zadanie dla osób młodych, silnych, zdrowych. Do oddawania pieniędzy zachęcają również największe gwiazdy muzyki rozrywkowej, ludzie uważani przez wielu za wzór do naśladowania. Pomoc udzielana orkiestrze w żadnym wypadku nie jest anonimowa i bezinteresowna. Pomagający w zamian za swoje zaangażowanie otrzymuje coś wartościowego i zupełnie unikalnego: poczucie wspólnoty z ludźmi, których może uważać za silniejszych od siebie, i którzy mogą, jeśli będzie miał szczęście, pewnego dnia pomóc jemu.

Bardzo udanym przedsięwzięciem, mającym na celu promocję działalności Fundacji, jest festiwal „Przystanek Woodstock”. Setki tysięcy osób spotykają się raz w roku w szczerym polu, aby wspólnie słuchać muzyki i cieszyć się życiem. Wielu z nich bardzo się od siebie różni, wielu reprezentuje niski poziom kultury, ale mimo to festiwal jest miejscem, w którym można poczuć się bezpiecznie, jak nigdzie indziej. Być może dzięki temu, że ochrona składa się z ochotników, którym osobiście zależy na tym, aby każdy kolejny „Przystanek” przyciągał jak najwięcej widzów. Może to nam dostarczyć inspiracji dla snucia wizji o tym, co może się stać, jeśli gdziekolwiek na ziemi rządy zostaną wyparte przez prywatne, zdecentralizowane przedsięwzięcia w utrzymywaniu porządku publicznego. Ochotnicy z „Pokojowego Patrolu” starają się zrobić wszystko, aby umilić czas uczestnikom, pomagają osobom z problemami zdrowotnymi, ale w razie powstania zagrożenia zewnętrznego reagują równie zdecydowanie, o czym mogli przekonać się prowokatorzy z Fundacji Pro – Prawo do Życia i ich kontrowersyjna wystawa.

Zastanawia, skąd taka niechęć do Jerzego Owsiaka ze strony części prawicy? Cóż, nie należy on z pewnością do politycznych szpanerów. W wywiadzie z Andrzejem Sekielskim i Tomaszem Morozowskim opublikowanym w książce „Piękna Dwudziestoletnia” stwierdza: Ludzie mówią mi oczywiście, że powinienem zostać ministrem zdrowia. Ale to niemożliwe. Dwa dni i przewracam się do góry nogami, bo nie wiem, jak załatwić potrzeby pielęgniarek, zorganizować codzienne życie szpitali i tak dalej. Nie ma wygórowanych ambicji politycznych: Pamiętam na przykład spotkanie z jakimiś ludźmi w mieszkaniu prywatnym, nie pamiętam już u kogo. To było towarzystwo związane z Kościołem, z akademią Papieską w Rzymie. Niemal w pierwszym zdaniu ktoś spytał: „Czy pan nie czuje, jaką ma teraz siłę?”. Od razu pomyślałem, że chcę stamtąd jak najszybciej wyjść. To nie jest mój świat. Idee, które próbują mi wciskać, nie zgadzają się z tym, co myślę. Widać tutaj pewną przepaść w myśleniu o działalności społecznej. Knucie w wąskim, elitarnym gronie na temat spraw, które mają dotyczyć wielu ludzi nie jest zajęciem, które by założyciel „Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy” uważał za godne szacunku.

Czym więc tak naprawdę zajmuje się Jerzy Owsiak? Pytanie, wbrew pozorom, nie jest proste. W dość dogłębny, choć zdecydowanie stronniczy sposób omawia ten temat internauta tad9 w artykule Teleewangelista (rzecz o „Jurku” Owsiaku). Można mieć wątpliwości co do tego, jak wysoko jest subsydiowana „Orkiestra”, albo czy jej twórca nie wyciąga ze swojej działalności zbyt wiele na własne potrzeby. Ale wątpliwości takie mogą być podstawą do potępienia całego projektu tylko wtedy, kiedy uważa się działalność dobroczynną za jeden ze sposobów na „czynienie dobra” w celu osiągnięcia zbawienia, a nie jako po prostu kolejny rodzaj działalności gospodarczej, polegający na tym, że stwarzamy dla klientów atrakcyjną możliwość świadczenia sobie wzajemnej pomocy. A celem każdej działalności powinien być zysk, niekoniecznie wyrażony w pieniądzach, ale w tym, co konkretnie dany przedsiębiorca uzna za wartościowe – być może wycieczki dookoła świata, wystrzeliwanie sztucznych ogni lub organizowanie festiwali rockowych. Takich przedsięwzięć w naszym kraju i poza nim bardzo brakuje. Tylko ich powstawanie na masową skalę sprawi, że działalność socjalna, zdrowotna i edukacyjna państwa zostanie wyeliminowana z gry.

Karol Korczak

***

Brak praw autorskich: ten artykuł jest udostępniony na licencji Free Art License. Można go swobodnie modyfikować oraz rozpowszechniać zgodnie z warunkami tej licencji.