Karolina Przesmycka

Karolina Przesmycka “Globalny pseudo-kapitalizm”

W jakim systemie ekonomicznym przyszło nam żyć w początkach XXI wieku? Odpowiedź jest banalna i nie wymaga doktoratu z ekonomii. Szczególnie dla zbuntowanych młodzieńców w czerwonych koszulkach z Che Guevarą, szturmujących Warszawę w czasie ostatniego Szczytu Ekonomicznego.

Wszystkiemu złu na naszej planecie winien jest według nich „globalny kapitalizm”, który spętał świat grubą siecią zależności i wysysa zeń ostatnie soki niczym drapieżny pająk ze swojej ofiary. Czy jednak jest tak naprawdę? Dla formalności przypomnijmy, iż pod pojęciem kapitalizmu, czy liberalizmu gospodarczego (a dzisiaj raczej neoliberalizmu) kryje się system, który gwarantuje niczym nie skrępowany handel, wolność zrzeszania się i funkcjonowania wolnych rynków. „Nieskrępowany” oznacza pozbawiony regulacji oraz wszelkich interwencji rządowych, całkowicie leseferyczny, rządzący się wyłącznie prawami konkurencji.

Jak wiadomo, uosobieniem znienawidzonego systemu są dla przeciwników „kapitalizmu” przede wszystkim globalne organizacje i korporacje międzynarodowe. Zostańmy na chwilę przy tych pierwszych i przyjrzyjmy się, jakie podmioty one zrzeszają. G8, Światowa Organizacja Handlu (WTO) i Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF), przeciwko którym kierują swój gniew antyglobaliści są wszystkie organizacjami RZĄDOWYMI. Zrzeszają kraje, które faktycznie decydują o gospodarce innych, biedniejszych, ale cały czas są to podmioty państwowe. Czy system gospodarczy, w którym najwięcej do powiedzenia mają państwa, a nie wolna konkurencja, jest systemem kapitalistycznym? Czy zrzeszonym w G8 krajom zależy na wolnym rynku, czy na umacnianiu własnej pozycji w globalnych rozgrywkach etatystycznych? Ciekawe, że państwa zawierają między sobą „porozumienia o wolnym handlu”. Przecież to właśnie wolny handel jest porozumieniem. I dlaczego owe „porozumienia o WOLNYM handlu” przybierają formę ton papieru zadrukowanego tysiącami regulacji?

No dobrze, a co w takim razie z korporacjami? Przecież nie zrzeszają państw, tylko przedsiębiorców. Nike, IBM, Coca-Cola, General Motors – złowrogi wydźwięk tych słów niejednego antyglobalistę wytrąca z równowagi. Ale zauważmy, co te wszystkie firmy mają ze sobą wspólnego. Oprócz tego, że wszystkie kojarzą się z wyzyskiem, każda z nich dostaje olbrzymie pieniądze od rządu. A skąd rząd ma pieniądze? Wiadomo – z naszych podatków. A czy ktoś spytał nas, czy chcemy dotować zatruwające środowisko General Motors lub ganiającą dzieci do pracy w krajach trzeciego świata Nike? Chyba nie. Więc gdzie tu wolność? Gdzie swobodna wymiana dóbr i usług? Wreszcie – gdzie kapitalizm?

Najczęściej „anty-kapitalistycznie” nastawieni przeciwnicy wojny w Iraku używali argumentu, iż za amerykańską interwencją stoją imperialistyczne chęci ugruntowania wpływów geoekonomicznych na Bliskim Wschodzie („wojna o ropę”). Zgoda – pewnie jest w tym trochę prawdy, wszak nikt nie jest w stanie zgłębić tajemnic umysłu George’a W. Busha. Jednak zadajmy sobie pytanie – z jakim systemem mamy do czynienia, kiedy w grę wchodzi realizowanie przez państwo polityki gospodarczej? Czy jest to wolny rynek, czy rynek upaństwowiony? System kapitalistyczny, czy etatystyczny?

Po głębszej analizie problemu odpowiedź nie nastręcza trudności. Żyjemy dziś w globalnym systemie etatystycznym, powodującym, że grupa najbogatszych państw świata steruje gospodarką w skali całego globu. Problem wdrażania etatystycznych rządowych regulacji do gospodarki wolnorynkowej owocuje jedynie wzmocnieniem pozycji bogaczy i monopolistów, krzywdząc jednostki niezależne i przedsiębiorcze. Im więcej kontroli, tym więcej monopolu. Kto może sobie na przykład pozwolić na płacenie pracownikom wyższej płacy minimalnej, czego między innymi domagają się środowiska „anty-kapitalistyczne”? Odpowiedź – Nike, Intel, General Motors. A czy może sobie na to pozwolić mały niezależny przedsiębiorca, który właśnie uruchomił działalność gospodarczą? Nie. W takiej sytuacji mały niezależny przedsiębiorca nie ma nawet co myśleć o dłuższym zaistnieniu na rynku. Wszystko dzięki stosom bezmyślnych regulacji, zalewających biurko urzędnika, który wydaje decyzję o zamknięciu „nielegalnego” interesu.

Jak wszyscy wiemy, w nie tak odległych czasach zimnej wojny istniały dwa bloki ideologiczno-polityczno-ekonomiczne: kapitalistyczny i socjalistyczny. W ramach bloku socjalistycznego działała międzynarodowa organizacja o pięknej nazwie – Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. Pomoc gospodarcza w jej ramach oczywiście wzajemna nie była, charakteryzując się jednokierunkowym charakterem – ku ojczyźnie Włodzimierza Iljicza. Mieliśmy wówczas wątpliwą przyjemność uczestniczenia w systemie, w którym wszystkie działające w jego ramach kraje zdane były gospodarczo na łaskę jednego mocarstwa. Polska i inni „satelici” ZSRR wyzyskiwane były ekonomicznie (i nie tylko) przez prawie pół wieku. Czy był to system kapitalistyczny? Nie, był to w pełni imperialistyczno-socjalistyczny system sterowany odgórnie przez radzieckich decydentów. Nie obejmował swym zasięgiem całego świata, ale poprzez sieć zależności, jego połowę na pewno. Dzisiaj mamy grupę krajów, która w dziedzinie gospodarki steruje odgórnie grupą biedniejszych krajów. Czym system dzisiejszy różni się od tamtego sprzed 15 laty? Chyba jedynie składem członkowskim. Bo i jeden i drugi są tworami socjalistycznymi, etatystycznymi, anty-kapitalistycznymi.

Zawsze lepiej jest leczyć przyczyny, niż skutki. Eksploatacja taniej siły roboczej w krajach trzeciego świata i inne nadużycia wielkich korporacji to skutki funkcjonowania systemu, w którym gospodarka regulowana jest przez wspierające je rządy. Zamiast atakować wielkie korporacje transnarodowe i globalnych monopolistów należałoby skupić się na systemie, który umożliwia ich ekspansję i nadużycia. Wtedy ruch antyglobalistyczny miałby sens. Na w pół globalny socjalizm już przerabialiśmy. Teraz przerabiamy całkowicie globalną jego odmianę, jaką jest etatyzm. Może więc pora na PRAWDZIWY globalny kapitalizm? Może to w imię walki o prawdziwy wolny rynek warto maszerować ulicami Pragi i Genui? Jeśli nie, to chociaż przestańmy utożsamiać kapitalizm z etatystyczną dyktaturą.

Karolina Przesmycka

7 comments

  1. kuskowski

    …albo może lepiej przestańmy używać słowa ‚kapitalizm’ inaczej niż był zawsze używany. Z tego, co pamiętam, słowo kapitalizm powstało jako nazwa systemu koncesji i regulacji, mającego na celu utrzymanie hegemonii pewnej grupy przedsiębiorców nad resztą.

    Większość ludzi przyzwyczaiła się myśleć, że kapitalizm to jest to, co mamy obecnie – i, historycznie rzecz biorąc, jest to jak najbardziej prawidłowa definicja. Tylko wolnościowcy jeszcze kurczowo trzymają się kapitalistycznego fetyszyzmu, który jedynie służy naszej izolacji i marginalizacji. Ludzie myślą, że zwolennicy ‚radykalnego kapitalizmu’ chcą po prostu więcej tego, co już jest – więcej ekonomicznej nierówności, alienacji, konfliktu, wojny etc. Jeśli uważają, że mają do wyboru z jednej strony kapitalizm, oznaczający to wszystko plus duża produkcja, a z drugiej strony socjalizm, czyli większa równość plus mniejsza produkcja i mniej wolności, to jasnym jest, że będą chcieli wybrać coś pośrodku, mieszankę tych dwóch.

    I niezależnie tego, ile napiszemy polemik, artykułów i czego tam sobie tylko chcemy na ten temat, to, jak ludzie używają tych terminów się nie zmieni i w takiej sytuacji, gdy usytuujemy się w pozycji ‚skrajnego kapitalizmu,’ to będziemy zawsze utożsamiani z korporacjami, nierównością, imperializmem itd.

    Neoliberalizmowi, powiedziałbym, też raczej daleko do naszego wspólnego wolnorynkowego ideału. Może słownikowa definicja mówi dużo o ‚wolnej konkurencji’ i rynkach, ale to, co de facto nazywa się neoliberalizmem zakłada raczej wolne rynki dla biednych i socjalizm dla bogatych.

    Określenie ‚wolny rynek’ nie ma takich skrajnych konotacji – a nawet jeśli, łatwiej zmusić ludzi do myślenia, gdy skonfrontuje się ich z ideologią, która popiera wolny rynek i jest przeciwna kapitalizmowi, niż z taką, która popiera i kapitalizm, i wolny rynek – bo nawet keynesiści albo neokonserwy by to o sobie powiedzieli.

    Niestety, trzeba zmierzyć się z faktami: czas pozbyć się archaicznej terminologii, która ma niewielki związek z rzeczywistością. Czas stanąć jasno po stronie i wolności, i równości i przestać udawać, że są one względem siebie sprzeczne. Czas przeciwstawić niewolnictwu (i nierówności) socjalizmu i nierówności (i niewolnictwu) kapitalizmu system, który odrzuca oba zimnowojenne bloki i obiecuje nową, lepszą, dotąd niezrealizowaną przyszłość – wolny rynek.

  2. bitelz

    popieram. slowo ‚kapitalizm’ jest spalone.
    pozostaje ‚leseferyzm’ albo ‚free-makret anarchism’ i do przodu!

  3. kuskowski

    W jakim sensie, Marku, spalone?

    W sensie „chaos, przemoc na ulicach” czy w sensie kolektywistycznego anarchizmu?

  4. jaś skoczowski

    powiedz gdziekolwiek poza wąskim gronem anarchistów, że jesteś anarchistą. reakcje zazwyczaj są dosyć niemiłe. od litości po wrogość.

  5. kapron

    Jędrzeju, miałem na myśli właśnie „chaos, przemoc na ulicach”. Tak właśnie odbierany jest anarchizm.

    Uwazam że cała dyskusja o tym czy właściwą jest nazwa kapitalizm, leseferyzm itd. za pozbawioną sensu. Jakiego słowa, na określenie naszych poglądów, byśmy nie użyli, to i tak będzie ono negatywnie obciążone. Wydaje mi sie więc, ze zamiast traci czas na wewnętrzne dyskusje (np. z agorystami o wspomniany wczesniej kapitalizm), lepiej zając sie jakas konkretna działalnoscia. Kazda nowa, przekonana osoba i tak zauwazy że te wszystkie „szufladki” odnosza się do tego samego pojęcia

  6. kuskowski

    Cóż, ja uważam, że istnieje pewien rodzaj używania definicji, który jest bardziej dla nas korzystny niż inne. Jak chcesz, możesz używać takich, do jakich jesteś przywyczajony, ja będę używać takich, jakie uważam za najlepsze – tym lepiej nawet. Możemy przystosować sposób przekazu do widowni.
    Tylko nie dziw się potem (jak p. Przesmycka), jak wszyscy dookoła używają tych słów inaczej niż Ty.

    A najważniejszy problem jest nie z przekonanymi osobami, a z nieprzekonanymi. Dlatego warto zastanowić się, do kogo kierujemy swój przekaz i jaki rodzaj retoryki najlepiej wpłynie na niego. Bo nie zaprzeczysz chyba, że PR naszego małego ruchu jest nienajlepsze.

    A w ogóle z jakiej okazji tak nagle odkopałeś ten artykuł? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *