Paweł Witecki

Paweł Witecki “System prawny w katalaksji”

1) Przyzwyczajeni jesteśmy do łączenia pojęcia systemu prawnego z działalnością państwa. Współczesne prawo jest tworzone, wprowadzane i egzekwowane przez aparat państwowy. W związku z tym nie jest rzeczą prostą wyobrażenie sobie, jak mógłby funkcjonować system prawny w warunkach społeczeństwa bezpaństwowego. Spróbujmy nakreślić jednak pewną wizję takiego systemu.
2) By lepiej zrozumieć i opisać stan anarchii, Hobbes analizował sposób, w jakich funkcjonuje społeczność międzynarodowa. Społeczność państw jest bez wątpienia anarchiczna. I, wbrew wszelkim apokaliptycznym wizjom anarchii, nie musi oznaczać ona chaosu. Międzypaństwowa anarchia jest porządkowana przez naturalnie wykształcone mechanizmy kontroli: hierarchię (mocarstwa globalne i regionalne), równowagę sił, ostracyzm (przykład Korei Północnej i Zimbabwe), interwencję międzynarodową, system bodźców gospodarczych itd. Jednym z takich naturalnych mechanizmów jest prawo międzynarodowe. Mimo iż tworzone przez państwa, jest to prawo z zasady prywatne – nie istnieje żadna nadrzędna władza, która egzekwowałaby sankcje, czy prowadziła działalność legislacyjną. Państwa dobrowolnie zawierają umowy, dobrowolnie też przestrzegają ich lub nie. Oczywiście istnieje system bodźców, który niejako wymusza przestrzegania tego prawa. Nie jest to jednak ograniczenie dobrowolności – fakt, że np. naruszając daną konwencję państwo zepsuje sobie stosunki z sąsiadami, nie znaczy, że nie może ich zerwać. Jak najbardziej może – ale będzie musiało ponieść tego konsekwencje. I bierze ten fakt pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. W efekcie – dzięki owemu społecznemu systemowi bodźców – prawo prywatne nie może być kompletnie ignorowane.
3) Pierwotnym źródłem prawa w katalaksji byłyby zatem dwu- i wielostronne umowy między jednostkami. Oczywiście nie istniałby żaden system odgórnego egzekwowania umów. Musiałby tu wystarczyć naturalny mechanizm bodźców. I zapewne wystarczyłby. Los osoby naruszającej umowy nie byłby godny pozazdroszczenia. Czasem do rozwiązania problemu potrzebny byłby jedynie arbitraż prywatnych sądów. Innym razem trzebaby zastosować radykalniejsze rozwiązania: czarne listy dłużników, ostracyzm społeczny, lincz. I inne – potrzeba jest matką wynalazku i wolne społeczeństwo zapewne szybko stworzyłoby nowe rozwiązania, o których nawet nam się nie śniło. Lista jest długa, ale sprowadzałaby się w dużym stopniu do utraty wiarygodności (a w społeczeństwie bezpaństwowym bez wiarygodności jak bez ręki) i bojkotu gospodarczego (wiarołomcy nikt nie pożyczyłby pieniędzy, nikt nie zawarłby z nim poważniejszej i choć trochę bardziej ryzykownej transakcji, nikt nie chciałby go ubezpieczać ani ochraniać po rozsądnej cenie – bo zbyt duża byłaby groźba odwetu ze strony poszkodowanych skierowanego przeciw jego osobie).
4) Kolejnym źródłem prawa w katalaksji byłyby zapewne różne wcześniej istniejące systemy prawne. Z jednej strony różne grupy religijne chętnie używałyby swoich rozwiązań (prawo kanoniczne, koraniczne itd.) w stosunkach wewnątrzgrupowych. Z drugiej strony sięganoby prawdopodobnie po bogaty dorobek legislatur państwowych i międzynarodowych przy tworzeniu własnych systemów prawnych danych grup. Choć ze względu na odmienny charakter stosowalność legislacji państwowej byłaby siłą rzeczy dość ograniczona.
5) Następnym źródłem byłyby zapewne prywatne systemy prawne opracowane przez przedsiębiorstwa, w szczególności firmy ochroniarskie i ubezpieczeniowe. Każdy, kto chciałby skorzystać z usług danego przedsiębiorstwa musiałby w mniejszym czy większym stopniu zaakceptować przyjęte przez nie rozwiązania prawne. Z drugiej strony przedsiębiorstwa w swoim najlepszym interesie musiałby brać pod uwagę społeczne systemy prawne swoich klientów (firmy, które nie robiłyby tego po prostu traciłyby klientów na rzecz bardziej elastycznych pod tym względem przedsiębiorstw).
6) Tu pojawia się dość istotny problem: jak w takich warunkach rozwiązywać kwestie sporne, związane z kilkoma systemami prawnymi. Odpowiedzi nie trzeba szukać daleko. Wystarczy spojrzeć na funkcjonowanie współczesnego obrotu międzynarodowego, regulowanego przez międzynarodowe normy kolizyjne. Poprzez analogię można stwierdzić, iż początkowo takie spory byłyby rozwiązywane przez arbitrów, którzy staraliby się po prostu połączyć w jakiś sposób rozwiązania przewidziane przez związane z daną sprawą systemy prawne (przy założeniu, że w przeciwieństwie do opłacanych przez państwo sędziów arbitrzy dążyliby do bezstronności – w warunkach dobrowolnego arbitrażu stronniczy arbiter szybko straciłby klientów), zaś z biegiem czasu wykształciłyby się bardziej powszechne systemy norm kolizyjnych, regulujących jaki system stosować w danej sprawie. Państwowe i międzynarodowe akty prawne w tej materii, byłyby zapewne wzorcami, do których sięganoby na początku.

 

Paweł Witecki

***

Tekst został wcześniej opublikowany na blogu Konserwatywny blog anarcho-kapitalistyczny

Autor artykułu prowadzi bloga Konserwatywny blog anarcho-kapitalistyczny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *