Krzysztof Kurpiecki

Krzysztof Kurpiecki “Snus – niepoprawny produkt regionalny”

Wszyscy wiemy z telewizji, że Unia promuje produkty regionalne, wiemy to choćby z reklam emitowanych przez TVP na koszt płatnika abonamentu. No może wspieranie tych produktów w takich krajach jak Polska nie przebiega w praktyce najlepiej…

…ponieważ zafundowano nam rygorystyczne przepisy, a władze przy pomocy Sanepidu i innych urzędów robią wszystko, żeby producenci regionalnych dóbr spożywczych nie mogli sprzedać swoich wyrobów choćby w swojej własnej ojczyźnie czy sklepiku za rogiem.

No ale w dokumentach eurotowarzyszy z Brukseli stoi jak byk, że wspieramy, wszystkimi rencami i te wsparcie, przynajmniej dla zachodnich landów UE chyba rzeczywiście istnieje, bo to i owo można tam u rolnika kupić, co oznacza, że zbyt gorliwie go tam, w przeciwieństwie do naszych, nie gnębią HACCPem czy podobnymi wynalazkami.

No więc podjadając niejadalną acz legalną kiełbasę z supermarketu, a marząc o legalności kiełbasy jadalnej – od chłopa, przejdźmy do tematu głównego – szwedzkiego produktu regionalnego, czyli snusa, którego jakoś UE wspierać nie zamierza, a nawet wprost przeciwnie.

Snus?!

Co to jest snus? To wilgotny, sproszkowany tytoń, czasami traktowany jest jako rodzaj tabaki (snuff). Snus produkowany jest z suszonych liści tytoniu, wody, dodatków smakowych i innych. Poddawany jest procesowi pasteryzacji, chłodzeniu a gotowy produkt przechowuje się w lodówce. Zwyczajowo snus zażywa się poprzez umieszczenie go pod górną wargą i trzymanie go tam przez pewien okres czasu aby uwolnić zawartą w nim nikotynę do krwiobiegu.
W siedemnastym wieku, w Szwecji, tabaka była zażywana przez nos. Snus zaczął być używany z powodów ekonomicznych. Wciąganie tabaki nosem i palenie uważane było za luksus dostępny tylko wyższym klasom, a klasy niższe zadowalały się żuciem tytoniu, ponieważ był on tańszy i w przeciwieństwie do palenia pozostawiał wolne ręce do pracy. Jednak żuty tytoń miał tendencję do rozsypywania się w ustach. Ktoś sprytny wpadł na pomysł aby zamiast żuć, zmielić tytoń i włożyć go sobie pod wargę (lub po prostu użyć do tego gotowej już tabaki). Następne udoskonalenia to dodanie do tabaki wody – w celu łatwiejszej manipulacji przy formowaniu porcji, dodanie soli jako substancji konserwującej i zastosowanie dodatków, takich jak wino lub przyprawy korzenne.
Ten nowy sposób używania wilgotnej tabaki szybko rozpowszechnił się jako rozwiązanie tańsze i wygodniejsze od żucia tytoniu lub niuchania tabaki. Wielu szwedzkich farmerów uprawiało swój własny tytoń, a przerabiali go na tabakę domowym sposobem, często za pomocą zwykłego młynka do mielenia kawy.

Obecnie snus zażywa regularnie około 15% Szwedów. Należy wspomnieć, że szwedzki rząd (nazywają go tam konserwatywnym), nie zapomina bynajmniej o tej części swoich obywateli i 1 stycznia tego roku, wraz z życzeniami noworocznymi, obdarzył Szwedów ponad 100% podwyżką podatku na snus, oczywiście dla ich własnego dobra. Ile osób używa snusa w innych krajach UE? Niewiele, bowiem handel snusem (i innymi produktami typu bezdymny tytoń, oprócz tytoniu do żucia) jest tam zakazany.

Zakaz handlu snusem

W UE snus legalnie można kupić w Szwecji, bowiem kraj ten wywalczył sobie takie prawo w rokowaniach przedakcesyjnych. Z uwagi na spore spożycie snusa Szwedzi mogliby zagłosować w referendum przeciw wstąpieniu do UE, gdyby Bruksela nie uczyniła dla nich wyjątku. Snus można jeszcze kupić w Danii, gdzie sprzedaż też jest zabroniona, ale rząd kierując się zdrowym rozsądkiem, ignoruje zalecenia biurokratów z UE i patrzy na ten handel przez palce. Snus, w miarę legalnie, dostępny jest jeszcze w np. Belgii, Niemczech, Francji, tyle że nie nazywa się snus i nie pochodzi ze Szwecji; a możliwe jest to dzięki prawu tych państw, które co prawda dostosowane jest do dyrektyw UE, ale nie jest bardziej restrykcyjne niż tego wymaga Unia. U nas jak zwykle ustawodawcy pozabraniali na wszelki wypadek trochę więcej czyli praktycznie wszystkiego, co ma nikotynę, a czego nie da się skonsumować za pomocą palenia i nie zmodyfikowali tego prawa po akcesji do UE. Skutkuje to tym, że mamy jedne z najbardziej restrykcyjnych praw antytytoniowych i jednocześnie najwyższe współczynniki umieralności na choroby odtytoniowe, np. na raka płuca czy zawał serca. U nas nawet Minister Zdrowia ma raka płuc. No ale o ile rządowym notablom publiczna służba zdrowia może w czymś pomóc, to zwykły Kowalski ma na to o wiele mniejsze szanse. Lecz kto by się tym przejmował, ważne że idea zabraniania jest słuszna!

Kolejnym regionem Europy, gdzie można kupić snus, są Wyspy Alandzkie, terytorium należące politycznie do Finlandii, ale dysponujące szeroką autonomią i kulturowo bardziej zbliżone do Szwecji.
UE, wiedząc, że na Wyspach Alandzkich handel snusem kwitnie pełną parą i ma nawet poparcie miejscowych władz, nakazała Finlandii wprowadzenie zakazu obrotu tym artykułem na Wyspach i kursujących z nich promach, na których to zaopatrywali się Finowie. Tyle że rząd Finlandzki nie może tego zrobić, ponieważ Wyspy Alandzkie dysponują autonomią w zakresie praw dotyczących zdrowia i w ten sposób powstaje pat. Wyspy Alandzkie chciałyby bronić swoich praw przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, ale UE nie uznaje ich jako pełnoprawnego podmiotu. Więc Alandczycy, na początku pozytywnie nastawieni do UE zaczynają wspominać o występowaniu z Unii, zwłaszcza że Bruksela zirytowała ich także zakazem tradycyjnych połowów. Żeby dopełnić obraz eurosocjalistycznego bezsensu należy wspomnieć, że każdy obywatel UE może sobie legalnie kupić snus przez internet bowiem konsumpcja nie jest w żaden sposób zakazana. Cała ta sytuacja przypomina zawirowania z tabaką, która też była jakiś czas w Polsce nielegalna, ale znalazł się na to w końcu jakiś sposób i dopisano do ustawy zwrot „z wyjątkiem tabaki”, który sprawił, że obrót nią stał się w pełni legalny. Chętnie dopisałbym do wspomnianej ustawy „lub snusa”.

Równi, Równiejsi i Najrówniejsi

Żeby było ciekawiej, w Polsce można sprzedawać, a nawet w przeciwieństwie do innych wyrobów tytoniowych, reklamować bezdymne produkty z nikotyną.
Można, ale pod warunkiem, że jest się koncernem farmaceutycznym. Dzieje się tak dlatego, ponieważ według ustawy, środek farmaceutyczny zawierający nikotynę nie jest wyrobem tytoniowym, więc koncerny farmaceutyczne mogą nawet reklamować swoje produkty nawet w najlepszym czasie reklamowym. Jest to zresztą słuszne, bo nikotyna nie jest zaliczana przez IARC (Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem) do kancerogenów, tylko dlaczego znowu są równi i równiejsi? Skutek istnienia monopolu firm farmaceutycznych na produkty z nikotyną nieprzeznaczone do palenia jest taki, że snus importowany prywatnie ze Szwecji, gdzie ceny i podatki są znacząco wyższe, jest cztery razy tańszy (przy porównaniu ceny za gram nikotyny użytej do kuracji odwykowej) od podobnego produktu dystrybuowanego na rynku rodzimym i to np. przez firmę mającą swoją siedzibę w Sztokholmie (producent Nicorette). Oznacza to, że część potencjalnych klientów o mniej zasobnych portfelach produktu prawdopodobnie nie kupi, co statystycznie oznacza, że po prostu szybciej umrą.

Jak żmija jest jadowita to padalec chyba też? Czyli jak myśli eurowierchuszka

UE oparła swój zakaz handlu snusem na raporcie IARC – instytucie badań nad rakiem WHO. Raport ten wskazywał na to, że istnieją powiązania między używaniem snusu a występowaniem przypadków raka. Do połowy lat osiemdziesiątych nie przeprowadzono zbyt wielu badań nad Szwedzkim snusem a badania WHO/IARC skupiały się głównie na produktach, podobnych do snusu, pochodzących z innych krajów, głównie Indii. Czyli, mówiąc krótko – zakaz dotyczący jednego produktu oparto na badaniach nad produktem innym, trochę go przypominającym. To tak jakby biolog systematyk, ogarnięty szałem radosnej twórczości oznajmił, że padalce należą do żmijowatych bo… pełzają. Można i tak.
Gdy przedstawiono badania pokazujące relatywnie nikłą szkodliwość szwedzkiego snusu, firma Swedish Match (największy producent tego specyfiku w UE) zainicjowała procedurę prawną, mającą prowadzić do zniesienia handlu snusem, argumentując że UE nadużyła swojej władzy wprowadzająca zakaz dyskryminujący, nieuzasadniony i naruszający równość podmiotów. Niestety w grudniu 2004 Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że zakaz importu snusa na rynki UE poza Szwecją nie jest nieuzasadnionym ograniczeniem swobodnego przepływu towarów, tylko zakazem jak najbardziej zgodnym z prawami UE. Nadmienię, że to ten sam trybunał, który wydał ostatnio werdykt mówiący, że szwedzkie przepisy, zabraniające obywatelom prywatnego importu alkoholu z innych krajów Unii Europejskiej, z pominięciem państwowego monopolu są sprzeczne z unijnym prawem. I jak tu nie wspomnieć o dwójmyśleniu?

Eurotowarzysze zdecydowali, że bezdymny tytoń jest beee, a jeżeli nawet fakty temu przeczą, to tym gorzej dla faktów. Zresztą co to za władza, która musi kierować się racjonalnymi przesłankami przy podejmowaniu decyzji?. Gdyby tak miało być, z władzy nie byłoby żadnej radości a Neron abdykował by z nudów na długo przed spaleniem Rzymu.

Debata albo śmierć

Jak już chyba każdy wnikliwszy obserwator zauważył śledząc historię różnych socjalizmów – ustrój ten ma to do siebie, że ci w imieniu których, dla ich własnego dobra, wprowadzane są różne światłe ulepszenia, mają się coraz gorzej, a wprowadzacze, czyli władze, raczej nigdy nie narzekają na swoją sytuację, rozsiewając dodatkowo propagandę sukcesu sprzeczną z realiami życia codziennego. W przypadku tytoniu bezdymnego wystarczy wspomnieć, że na choroby związane z używaniem tytoniu umiera rocznie w Szwecji około 7000 osób, a np. w Belgii, kraju o podobnej liczbie ludności aż 16 000. No ale łatwiej chyba im umierać wiedząc, że rządzą nimi ludzie wybitni, którzy zamiast pozostawić ludziom możliwość wyboru, sami zdecydują dyrektywami co dla owieczek i baranków (ups, przepraszam – miało być OBYWATELI) jest lepsze.

Niemniej widać światełko w tunelu. Ludzie widząc, że próby skłonienia palaczy do rzucenia nałogu poprzez restrykcyjną politykę rządów dają nikłe rezultaty zaczynają dostrzegać w bezdymnym tytoniu bezpieczniejszą alternatywę konsumpcji nikotyny. W maju tego roku w opiniotwórczym magazynie dla lekarzy „The Lancet” przedstawione zostały badania dotyczące wpływu konsumpcji snusu na zdrowie. Fakty te w sposób miażdżący obnażają fałsz europejskiej propagandy antysnusowej. Wprowadzenie bezdymnego tytoniu jako konkurencji dla palenia na rynku UE popierają takie organizacje jak Royal College of Physicians czy Action on Smoking and Health. Również w Polsce powinniśmy rozpocząć poważną debatę publiczną na ten temat Jeżeli zakaz handlu snusem zostanie w UE zniesiony, rocznie uratujemy od śmierci, być może, dziesiątki tysięcy ludzi. Jest o co grać.

Krzysztof Kurpiecki

***

Tekst został wcześniej opublikowany w portalu iThink

Autor artykułu prowadzi serwis SNUS.pl

1 comment

  1. RadekFF

    Jak zauważyłeś, zakazy w większości przypadków służą raczej tresowaniu społeczeństwa (i czerpaniu z tego zysków oraz radochy) a nie czemukolwiek konkretnemu. Nawet jeśli legalizacja snusu uratowałaby kilka tysięcy ludzi przed śmiercią na raka, to nie ma znaczenia dla rządzących w imię idei „państwa opiekuńczego”.

    Od wprowadzenia obowiązku jazdy na światłach, na drogach zginęło już 500 osób więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego (co zresztą było do przewidzenia). I co? I nic!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *