Jędrzej Kuskowski “Ideologia i kontekst”

Rzeczywistość to skomplikowana sprawa. Dlatego ludzie czasem dziwnie na nas patrzą, gdy mówimy, że największe problemy świata da się rozwiązać podążając za prostą zasadą: nie krzywdź innych ludzi, o ile oni nie skrzywdzą cię pierwsi i stosując ją konsekwentnie we wszystkich sferach, także politycznej.

Każdy Chrześcijanin potrafi docenić to, że nie zawsze najlepsze zasady to te najbardziej skomplikowane. Nie w zasadzie zatem leży problem. Libertarianie cierpią jednakże niejednokrotnie na pokrewną przypadłość, która może nas bardzo dużo kosztować – spłycanie rzeczywistości. Prostota Zasady Nieagresji nieczęsto przekłada się na prostotę jej stosowania i wyodrębniania z rzeczywistości jasnych granic pomiędzy dobrem a złem.

Prawdopodobnie główną przyczyną tego zjawiska jest to, że główne korzenie libertarianizmu leżą w filozofiach kładących nacisk na racjonalizm i aprioryzm – obiektywizm, Szkoła Austriacka, prawo naturalne itd. Pewne przyzwyczajenia po prostu nam zostały – np. nierzadko zwolennicy Szkoły Austriackiej spieszą przypominać, że użyteczności nie da się porównywać. Cóż, w austriackim paradygmacie, według którego ekonomia ma być nauką tak ścisłą, jak to tylko możliwe, jest to rzeczywiście prawda. Ale w życiu codziennym jest to wierutna bzdura.

Takie przekładanie ścisłej metody na życie codzienne może być bardzo niebezpieczne. Libertarianie często są wyalienowani od potrzeb zwykłych ludzi, bo nie potrafią spojrzeć poza swoje ideologiczne, przeintelektualizowane podejście do życia. Klasycznym przykładem jest Walter Block, który w swojej książce „Defending the Undefendable” broni alfonsów albo szantażystów. Bo w teorii z takimi ludźmi z czysto libertariańskiego punktu widzenia rzeczywiście nie ma nic złego. Ale po pierwsze, libertariańskie zasady to nie jedyne zasady, jakim można – i należy – hołdować, a po drugie, no właśnie – w teorii.

A konkretniej co mam na myśli?

Dobrym przykładem są sweatshopy. Choć są autorzy libertariańscy, którzy wzięli je w ryzy i pokazały, że nie są one tak niewinne, jak mogłoby się wydawać, to jednak są ludzie, którzy ciągle nam przypominają, że są one „najlepszym z możliwych wyborów,” kolejna Austriacka mantra. I całkiem prawdziwa. Gorzej, jeśli służy ona temu, by zasłaniać szerszy obraz sprawy. Jeśli sweatshop jest dla kogoś „najlepszym możliwym wyborem” to nie trzeba wiele filozofować, by stwierdzić, że ta osoba jest zdesperowana i pozbawiona podstawowych środków utrzymania się.
Nikt nie zadaje pytania: dlaczego tak jest? Rzeczywiście, na krótką metę powstrzymywanie firm przed tworzeniem sweatshopów przyniosłoby pewnie więcej szkody niż pożytku, ale problem sam nie odejdzie jeśli nie zastanowimy się nad głębszymi przyczynami takiego stanu rzeczy, jaki mamy. Nie można z góry założyć, że sweatshopy są wspaniałe i tak dalej, bo są tworem wolnego rynku – z tego prostego powodu, że nie ma nigdzie na świecie wolnego rynku. Tak więc stosowanie zasady nieagresji może być nieco bardziej skomplikowane.

Innym konkretnym przykładem sytuacji, w której libertarianie niekoniecznie dostrzegają szerszy kontekst problemu jest „niewolnictwo najemne.” Lewicowcy i socjaliści chętnie o nim mówią – w końcu to przykład nieludzkiego wyzysku wolnych rynków. Libertarianie często – dla kontrastu – udają, że problem w ogóle nie istnieje, że w końcu „ma się wybór.” Ale takie podejście ignoruje kontekst sytuacji, jakim jest silnie regulowany rynek, na którym konkurencja na rynku pracy pomiędzy konsumentami jest sztucznie ograniczana. Taka sytuacja ma w ekonomii swoją nazwę – oligopson. Dzięki niemu pracodawcy mają korzystniejszą sytuację na rynku i mogą – że użyję niepopularnego słowa – wyzyskiwać pracowników.
Lewicowcy również nie są bez grzechu, oczywiście, zakładając, że to, co krytykują jest wolnym rynkiem. Brakuje im odpowiedniego aparatu narzędziowego, jak aprioryczna ekonomia, by móc poprawnie analizować tego typu zjawiska. Ale ich błędna diagnoza nie powoduje, że wolno nam chować głowę w piasek. Trzeba zrozumieć, że sytuacja na rynku pracy nierzadko przypomina analogię Brada Spanglera, w której polityczny kapitalizm to napad, gdzie Państwo trzyma pistolet, a biznes trzyma worek na łupy. Na pierwszy rzut oka biznes nie łamie tutaj zasad libertarianizmu – ale czy na pewno?

Albo weźmy bardziej kontrowersyjny przykład. Dwie osoby, które ukradły bochenek chleba – jedna bogata, druga biedna i głodująca – abstrakcyjny przykład, wiem, ale ilustruje pewne zasady. Z czysto libertariańskiego punktu widzenia nie ma żadnej różnicy pomiędzy tymi postępkami. Nie wierzę jednak, że jest ktoś, kto stwierdziłby, że te czyny są sobie moralnie równe. Oczywiście, jest źle kraść, nie zamierzam tu odwracać oczywistych prawd do góry nogami. Ale jedną rzeczą jest kraść dla wygody, inną jest kraść, by przeżyć.
Oprócz bycia libertarianinem, każdy z nas jest też żyjącym, myślącym, czującym człowiekiem – i nie możemy postawić tu znaku równości nie działając wbrew naturalnemu instynktowi współczucia. Dlatego, oczywiście, źle jest, jeśli kradnie się, by rozdawać biednym. Ale czy nie jest o wiele gorzej, gdy kradnie się, by rozdawać bogatym? Korupcja, korporacjonizm, merkantylizm – to są właśnie te przypadki, o których powinniśmy krzyczeć najgłośniej, nie czepiać się emerytów i bezrobotnych.

I co z tego?

A co to wszystko ma do libertariańskiej propagandy?

Przede wszystkim to, że pozwalając sobie na abstrakcyjną, przeintelektualizowaną retorykę, alienujemy od siebie ludzi. I choć wiem, że czasem jest strasznie pociągające argumentować na przekór, rzucić jakąś politycznie niepoprawną myśl i pokazać tym wszystkim grzecznym, ułożonym demoliberałom, że ich grzeczna, ułożona filozofia ma swoje rysy. W końcu i tak walczymy pod górę, więc co nam szkodzi angażować się w jeszcze kilka niewygrywalnych wojen?

Jedyny problem jest taki, że angażowanie się w te poboczne wojenki szkodzi naszej głównej wojnie, a to od niej zależy przyszłość świata. To od niej zależy, czy ludzkość przetrwa wolna czy zniewolona – albo nawet czy w ogóle przetrwa. To ogromny ciężar, ogromna odpowiedzialność – i marnowanie ograniczonych zasobów, jakimi dysponujemy, na puste spory, „polityczną niepoprawność” i kłócenie się o rzeczy, które albo nikogo nie obchodzą, albo wszystkich obrażają, jest po prostu nieodpowiedzialne. I może kosztować nas, jako ludzi, więcej, niż możemy sobie wyobrazić.

Bo co po naszym libertarianizmie, co po Nockowskiej „resztce” i naszych intelektualnych sporach, jeśli nie przekonamy do siebie ludzi. A nie przekonamy ich, jeśli nie będziemy w stanie im pokazać, że libertarianizm jest w ich interesie. I to właśnie ich egoizm powinien stać w centrum naszych zainteresowań, bo tylko dzięki niemu możemy osiągnąć sukces.

Dlatego jest kluczowym, byśmy patrzyli na konkretne problemy, z jakimi szerokie rzesze społeczeństwa muszą się mierzyć i szukać sposobów, dzięki którym nasze przesłanie może im nieść nadzieję. Dziś za sprawą działania Państw na całym świecie garstki ludzi są uprzywilejowane kosztem całej reszty. Czas wskrzesić tradycje klasycznego liberalizmu jako ruchu przeciwko przywilejom, przeciwko neomerkantylizmowi, wyzyskowi, dyskryminacji. Geje uciskani przez heteroseksualistów, kobiety uciskane przez mężczyzn, pracownicy uciskani przez pracodawców – to są grupy ludzi, które z radością powitają każdą pomocną dłoń. I to są też problemy, które – w przeciwieństwie do prawicowych widm ucisku heteroseksualistów przez „homofaszyzm” albo mężczyzn przez „feminazistki” – istnieją i przynoszą wielu ludziom dużo cierpienia (z pracodawcami i związkami zawodowymi różnie bywa, ale nie nazwałbym stosunków na tej linii „uciskiem”).

Dlatego…

Powinniśmy się starać rozumieć ludzi i dlaczego robią to, co robią. Dlaczego wybierają socjaldemokratów, neokonserwatystów i neoliberałów zamiast wolność. Bo mogę Was zapewnić, że nie przybliżamy do siebie ludzi wyzywając ich od leni, pasożytów albo bydląt – nie tylko dlatego, że nikt nie chce być tak nazywany, ale też dlatego, że większość z nich na to nie zasługuje. Każdy próbuje przeżyć tak jak może w dzisiejszym świecie, a to nie jest takie łatwe, szczególnie gdy Państwo i jego korporacyjno-intelektualno-medialne elity się na nas wszystkich żywią. Prawda jest taka, że głodnego nie obchodzą niuanse teorii etycznych albo ekonomiczne dywagacje – obchodzi go chleb. I ciężko go za to winić.

A na pierwszym miejscu w libertarianizmie stoi przecież nie abstrakcyjna ideologia lecz człowiek. Jesteśmy ruchem tworzonym przez ludzi i dla ludzi i jest w nas potencjał, który może odmienić świat. Nieśmy więc naszą dobrą nowinę tym, którzy są niej najbardziej spragnieni.

Nie tylko po to, by przekonać do siebie innych. My sami, jako ludzie, możemy na zrozumieniu innych tylko skorzystać.

***

Autor prowadzi bloga Rusz Sumieniem!

Artykuł na karnawał postów “Propaganda Wolnościowa: Jak Pociągnąć za Sobą Masy.”

  • RSS
  • Print
  • PDF
  • Add to favorites
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • MySpace
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • LinkedIn
  • del.icio.us
  • Digg
  • Technorati
  • Google Bookmarks

Pomóż otagować nam wpisy. Wpisz poniżej proponowany przez Ciebie tag dla tego wpisu. Gdy tylko 2 osoby opiszą powyższy post tak samo zostanie on automatycznie dodany do listy tagów dla tego wpisu.

15 komentarzy do “Jędrzej Kuskowski “Ideologia i kontekst””

Strony: « 1 [2] Show All

  1. 11
    Timur napisał:

    @ Jędrzej Kuskowski

    Jędrzeju. Naprawdę byłeś kiedyś kimś w rodzaju UPR-owskiego konliba? Zupełnie tego po Tobie nie widać.

    Ja osobiście zrozumiałem Twój tekst jak “należy się odwalić od zwykłych ludzi, gdy ci nie mają chleba i przestać ich zanudzać w takiej sytuacji libertariańskimi wynurzeniami bo to takie samo chamstwo jak zrzucić staruszkę ze schodów i pytać ją “dokąd lecisz stara”"

    Zrozumiałem także jak “należy się odwalić od prostej wiejskiej kobiety za to że nie zna każdej mysli Arystotelesa czy innego Platona a już tym bardziej jej za to nie rozstrzeliwać.”

    Moim zdaniem to nie żaden elityzm tylko człowieczeństwo.

    Tak na marginesie, wielu libertarian by mnie chętnie rozstrzelalo za to, że onegdaj byłem nauczycielem w szkole publicznej. wiadomo. Praca ta jest finansowana z podatków.
    Tak uważać może tylko ktoś kto nigdy nie musiał pracować by utrzymać się przy życiu, bo miał wpływowych rodziców którzy “grzeszyli za niego”. Ja byłem nauczycielem poniekąd z konieczności. Nie miałem tatusia ani wujka po którym odziedziczyłbym firmę. Uważam za szczyt chamstwa i buty zapluwanie się w stylu “całe życie byłem płatnikiem brutto”.

    A tak na marginesie, uważam że wiele się nauczyłem będąc nauczycielem i ucząc dzieci w różnych szkołach i z różnych środowisk.

    Jędrzeju. Słyszałęś może o ostatniej wrzawie wokół Janusza Korwina Mikke? Chodzi o incydent we Wrześni.

    To na razie tyle,

    Pozdro,

  2. 12
    RadekFF napisał:

    Nie krytykuję Cię Jędrzeju, ani nie atakuję, próbuję zrozumieć Twoje poglądy i jak je rozumiem, to się od nich odcinam (jak napisałem). Z elitarystów zostało Ci być może przelatywanie nad trudnościami na dużej wysokości (moim zdaniem). O to właśnie mi tak naprawdę chodzi i o nic więcej.

    Nie było moim celem obrażanie Cię, ani dotykanie Twojej godności. Jeśli tak się stało – przepraszam.

    Być może (tak sądzę) rozumiem Ciebie źle i dlatego właśnie proszę o wyjaśnienie jednej szczegółowej kwestii sweatboxów. To ważne, bo ustawia całe rozumowanie w jakimś kontekście związanym z rzeczywistością. Sweatboxy to nie tylko Birma …

    Czy uważasz, że wolny rynek ich (z istoty rzeczy) nie wytworzy?
    Pytam chyba jasno i prosto jak uważasz.

    Z artykułu nie potrafiłem tego wyczytać mimo usilnych starań a zawsze sądziłem iż radzę sobie z tekstem pisanym. Napisałeś, że sweatboxy istnieją (i są niedobre) a na świecie nie ma wolnego rynku. Z tego nie wynika, że gdyby był, toby nie istniały. Dlatego pytam. Narzuca się również pytanie dlaczego by nie istniały.

  3. 13
    kuskowski napisał:

    >> Z elitarystów zostało Ci być może przelatywanie nad
    >> trudnościami na dużej wysokości (moim zdaniem).
    >>
    Masz rację w tym względzie, niestety.

    >> Nie było moim celem obrażanie Cię, ani dotykanie
    >> Twojej godności. Jeśli tak się stało – przepraszam.
    Nie ma sprawy :)

    >> Czy uważasz, że wolny rynek ich (z istoty rzeczy) nie
    >> wytworzy?
    Nie uważam, że ich z istoty rzeczy nie wytworzy, ale uważam, że w praktyce będzie dążyć do ich wyeliminowania – bo sweatshopy, nędzne warunki pracy itd. są najprawdopodobniej rezultatem nędzy i pozbawienia możliwości samodzielnego utrzymania się – które to efekty prawdopodobnie rynek by zmniejszał. Ale nawet, gdybym tak nie uważał, i tak myślę, że powinniśmy zwracać uwagę na ten problem, bo są libertarianie, którzy traktują problem, jakby nie istniał (np. ludzie z LvMI czasami).

  4. 14
    RadekFF napisał:

    Dziękuję za wyjaśnienie i w kwestii sweatshopów w wolnym rynku zgadzam się z Tobą.

  5. 15
    jeah « Rusz Sumieniem! napisał:

    [...] 8th, 2007 at 21:27 (Inne, Lewica Libertariańska) Jeremy Weiland wziął to, co napisałem tu i to, co napisałem tu i plus minus mój pogląd na temat głosowania i zrobił z tego jeden [...]

Strony: « 1 [2] Show All

Zostaw odpowiedź