Patryk Bąkowski

Patryk Bąkowski “Człowiek AD 2020″

Wstałem jak zwykle. Podszedłem do elektronicznego panelu w kiblu. Jak zwykle wysłałem zapytanie. Bateria umywalki przeszła pomyślną weryfikację. System administracji budynku wysłał zezwolenie na użycie. Kibel też działa. Prysznica znów nie wezmę. Producent nie wykupił kolejnej licencji na kompatybilność z systemem kanalizacyjnym budynku. Cholera, tak mi się marzy prysznic we własnym mieszkaniu. Chyba nie ma co się zastanawiać i czas udać się po nowy system prysznicowy. Z tego już zdaje się nic nie będzie. Następny punkt poranka – kawa. Wrzuciłem do ekspressu odmierzoną porcję ziaren. Najpierw weryfikacja gramatury ziarna. Jak zwykle połowa odrzucona. Wyrzucam do kosza. Nigdzie tego cholerstwa nie zmiele, chyba że bym zawinął w skarpetkę i stłukł obcasem od buta. I co z tego jak i tak nie miałbym co z tym zrobić. Kilka lat temu zabroniono używania półproduktów. Prawa autorskie autorów przepisów na zaparzenie kawy czy herbaty nie mówiąc o jajecznicy i innych posiłków mogłoby zostać naruszone.

Ekspress właśnie rozpoczął weryfikację ziaren pod względem pochodzenia. Spokojnie mogę sobie pójść odpalić weryfikację komputera. System zaczyna sprawdzać najpierw podzespoły. Komunikat o konflikcie z kartą dźwiękową. Pojawia się od tygodnia. Producent karty nie przedłużył kontraktu z producentem płyty głównej. Karta graficzna w porządku. W zeszłym miesiącu zaniosłem ją do serwisu który zmienił mi na niej procesor weryfikacyjny i kość pamięci z kluczami na kolejne 360 dni. Oki reszta poszła oki. Czas na weryfikację kompatybilności z sprzętu z systemem operacyjnym. Jednak kość RAMu nieznanego producenta – sektor pamięci podręcznej zostanie pominięty. Co do diabła? Dobrze że reszta kości sprawna. Fajnie że producent mojej płyty wpadł na pomysł aby rozszerzyć ilość banków pamięci do 8. W każdym mam kość od kogo innego – jak któryś producent naruszy warunki licencji systemu zawsze pozostanie jeszcze kilka dodatkowych kości. Włączyłem muzykę z mojego radyjka. Radia nadające całe szczęście mają własny system weryfikujący i tylko sygnał wysyłają z opóźnieniem które pozwala globalnym bazom przeprowadzić sprawdzenie pod względem legalności nadawanych treści. Moje radyjko jest wybajerzone. Dawno temu jakiś złodziej wymyślił że sygnał radiowy można kraść i nagrywać sobie na własny nośnik danych (to w ogóle niewyobrażalne że mogło istnieć coś takiego co pozwalało na samodzielne nagranie czegokolwiek nie mówiąc już o rzeczach chronionych prawem autorskim) . Oczywiście słusznie wprowadzone przepisy już dawno to zmieniły po groźbą kary pozbawienia wolności do dożywocia włącznie. I bardzo dobrze należy karać bandytów nie szanujących cudzej pracy. Tymczasem ja dziś mam wspaniały system który pozwala mi każdy zasłyszany utwór wykupić na określony przeze mnie czas i odtwarzać sobie go kiedy chcę.

Kawa przeszła pomyślną weryfikację. Rozpoczął się proces weryfikacji wody i jej dostawcy. Zamówiłem śniadanie. Jak zwykle mają problem z którymś z nieuczciwych kontrahentów który omijał prawo własności intelektualnej i nie wykupił licencji na swój produkt. Muszą szukać innego. Śniadanie będzie za godzinę. Zamówiłem od razu obiad i kolację. Dobrze że można tego dokonać wcześniej. Fakt że kolację będę musiał zjeść o 19 bo później normy zabraniają przewozić towary nietrwałe. Zresztą zgodnie z normami Ministerstwa Zdrowia jedząc posiłek później mógłbym się narazić na anulowanie mojego ubezpieczenia zdrowotnego. Zupełnie nie rozumiem jak ludzie mogli funkcjonować bez tej szlachetnej instytucji. Dziś w ramach programu zapobiegania niezdrowym zachowaniom długość życia przedłużyła się o 10 lat, dzięki czemu można było podnieść wiek emerytalny. Z tych oszczędności państwo opłaca jakże słuszny program ochrony własności intelektualnej i emocjonalnej. Dobra, teraz na kompie weryfikacja oprogramowania i czasu wygaśnięcia licencji na pliki. Standardowo już nie patrząc zaznaczam wszystko co wygasa aby przedłużyć zezwolenie na użytkowanie na kolejny tydzień. Odkąd wprowadzono system rozpoznawania klienta po numerze IP nawet nie muszę sięgać palcem do czytnika linii papilarnych. Niezły bajer.

Po mieszkaniu rozszedł się zapach kawy. Włączył się system wentylacyjny. Zapomniałem. Zapomniałem opłacić tego cholerstwa – licencji na zapachy i aromaty. Nic to biorę szybko kawę, dmucham i wypijam. Każda minuta działania wentylatorów to po pierwsze cholerny hałas a po drugie i co gorsza kara w wysokości dziesięciokrotnej miesięcznej opłaty aromatycznej.
Czas popracować. Co do cholery? Pracodawca nie opłacił pozwolenia na pracę z aplikacją w apartamentach pracowniczych. Do cholery a gdzie ja niby mam pracować jak siedziba firmy jest w mieszkaniu prezesa. Do niego mam się przenieść? Komunikator zaczął migać. Szybka weryfikacja czy przybywające dane zostały wysłane z opłaconej i licencjonowanej wersji oprogramowania. Po około minucie (coś dziś szybko działają globalne serwery weryfikacyjne) wyświetla się wiadomość od szefa że dziś mam wolne. Tia. Jak tak dalej pójdzie to będę pracował góra dobę w tygodniu. Nic to. Pooglądam sobie telewizje. Włączyłem telewizor. Trwa weryfikacja. Przyjechało śniadanie. Jak zwykle musiałem wysłuchać tekstu licencji na kanapki i postawić parafkę że nie udostępnię przepisu nikomu ani sam z niego nie skorzystam. Bla bla bla. Zasiadłem z kanapeczkami przed telewizorkiem. Trwa weryfikacja. Coś za szybko pochwaliłem te serwery. W końcu tekst: aktualny poziom wiarygodności klienta pozwala na transmisję kanałów Mój pies, Mój kot, Moje rybki, Chińskiego Programu Informacyjnego. Cholernie duży wybór. Dawajcie Chińczyków. Tia – odkąd Chińczycy stwierdzili że światowe prawo własności intelektualnej mają delikatnie mówiąc w dupie, ich program to czarny ekran przerywany reklamami i pomniejszymi, urywanymi co chwila informacjami ze świata. Miło że przynajmniej Chińczycy mówią po angielsku jak reszta cywilizowanego świata: – Jak informują źródła w Federacji Europejskiej rząd zamierza wprowadzić wyrywkową weryfikację obywateli pod względem przestrzegania prawa własności. W ciągu roku mają zostać zweryfikowani wszyscy. Do każdego obywatela tuż nad ranem zgłosi się kontroler i będzie go obserwował cały dzień…. czarny ekran…

Patryk Bąkowski
14 stycznia 2007 r.

***

Tekst został wcześniej opublikowany na blogu Qatrykowe boje

Autor artykułu prowadzi bloga Qatrykowe boje

2 comments

  1. Timur

    Quatryku! Chyba już kiedyś ten tekst czytałem.
    Fajna wizja.
    Dlatego ja choć używam komputera staram się jednak by elektroniki było w innych rzeczach jak najmniej.
    Dlatego też lubię stare autka. Takie „zero elektroniki”.
    Uważam, że samochó powinien „rozmawiać” z człowiekiem poprzez drgania kierownicy a nie poprzez komputer pokładowy.
    Dlatego szanujmy wolę klubowiczów-fanów takiej czy innej zabytkowej marki nawet jak to jest Trabant czy inny Moskwicz. To że komuś sama nazwa marki się z komunizmem kojarzy to nie znaczy że tak musi być.
    A może ci ludzie opróćz sentymentu kochają… Wolność?
    Jazda bez elektronicznego zapłonu, bez GPS. Przecież jeszcze kilkanaście lat temu takich rzeczy nie było a ludzie jakoś żyli.

    A tak na marginesie. Wiesz Quatryku dlaczego tak mile wspominam swoją pierwszą miłość? Między innymi dlatego, że ona świetnie gotowała i nie stosowała się do żadnych standardów bo ich nie znała. To była dziewczyna ze wsi. Jej żarcie było 100 procentowym zaprzeczeniem Twojej wizji z artykułu Quatryku. Ja też miałęm obawy co do przyszłości ale moje ówczesne obawy dotyczyło że dokona się pełna kolektywizacja i będzie „jedynie słuszna” odmiana ziemniaków oraz suplementy diety w pigułkach.
    Okazuje się że wizja którą Ty przestawiłeś Quatryku przy użyciu urządzeń i wynalazków wynalezionych w „miłującym Wolność” USA jest bardziej przerażająca.

    Precz z AMERYKAŃSKĄ dyktaturą Praw Autorskich!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *