Janusz Wójciak

Janusz Wójciak „Tolkien anarchokapitalistą?”

Jako że już wcześniej miałem okazję zapoznać się z wieloma szalenie trafnymi, czy też ożywczymi tekstami, jakie zostały zamieszczone na portalu liberalis.pl, z niekłamaną radością przyjąłem propozycję spłodzenia jakiegoś artykułu, który także zostałby na nim zamieszczony. Natychmiast zacząłem łamać sobie głowę, jakiż temat byłby właściwy na mój debiut na tychże łamach i w krótkim czasie doszedłem do wniosku, ze nic nie nada się lepiej, niż od dawna leżakujący w mym umyśle plan przedstawienia Władcy Pierścieni jako anarchokapitalistycznej epopei. Idea ta narodziła się, gdy w przepastnych czeluściach Internetu odnalazłem fantastyczny tekst, wypunkowujący przyczyny, dla których Drużyna „A” miała charakter ściśle libertariański. Należy bowiem zauważyć, że choć książki fantastyczne nie przyjmują za arenę dziejów świata rzeczywistego, to przedstawione tam wydarzenia nie tylko mogą być nań przeniesione, lecz niejednokrotnie winny być odbierane archetypicznie, alegorycznie czy też metaforycznie. O taką właśnie analizę się pokuszę. Nie mam wszelako zamiaru przypisywania Mistrzowi wszystkich poglądów, jakie w ten sposób wyinterpretuję z Jego dzieła. Z założenia moje działania należy odbierać pół – żartem, pół – serio.

Muszę też z góry przeprosić Czytelnika za to, ze tu i ówdzie znajdą się (być może) w moim tekście pozornie bezsensowne wtrącenia, różnego rodzaju dygresje i tym podobne ozdobniki, które bardziej ścisłe umysły (o ile takowe po poznaniu tematu mego artykułu są w ogóle dalej z Nami) mogą przyprawić o ból żołądka, dwunastnicy, tudzież innego witalnego organu, czuwającego nad prawidłowym przebiegiem funkcji życiowych. Niestety, nie zawsze jestem w stanie zapanować nad tekstem, który zaczyna się rozrastać w niezaplanowanym kierunku. Żywię nadzieję, że osoba odpowiedzialna za publikację tekstów nie wpadnie w furię, wywalając mój skromny artykuł w cholerę, czy też tnąc go tak, że z formy oryginalnej zostaną tylko przecinki, a i to nie wszystkie.

Pozwolę sobie poczynić jeszcze jedna uwagę wstępną – nie mogę (co z przykrością przyznaję) założyć, że treść wielkiego dzieła Mistrza Tolkiena jest ogólnie znana, będę więc zmuszony do dość dokładnego opisu sporej części wydarzeń, jakie zachodzą na łamach tejże powieści, przez co osoby doskonale zaznajomione z jej fabułą będą czasem odczuwać – być może – lekką irytację. Niech będą wszelako wyrozumiałe.

Po tym przydługim wstępie zacznijmy naszą analizę w miejscu zawiązania akcji, to jest sielskiej krainie Shire. Jak wygląda ustrój hobbickiego państwa? Otóż ciężko jest tu mówić o państwie – w Rothbardowskim ujęciu tego słowa – gdyż pełniący tam rolę monarchy than pełnił w zasadzie tylko funkcje reprezentacyjne; Tolkien nie wzmiankuje zaś nigdzie o jakichkolwiek podatkach, czy też monopolu sądowniczym / policyjnym. Jak wygląda życie w tej krainie? Ano Autor „Władcy Pierscieni” przedstawia je jako sielankę, w której uczciwą pracę na polu ubarwiają ucztowanie i zabawy, na które hobbici mieli zapewne środki dzięki motywacji do pracy (100% dochodów w ich rękach). W tym kraiku funkcjonuje też specyficzna forma elitaryzmu – oto rodzina głównego bohatera znajduje się w tej hierarchii wysoko (Tolkien nie wzmiankuje, by pracowali, można się domyślić, że żyli z jakiejś formy gospodarowania kapitałem) i wbrew obawom licznych przeciwników Wolnego Rynku – wspierają oni gorzej usytuowanych mieszkańców swej Ojczyzny, wydają urodzinowe przyjęcie, na które zaproszeni są wszyscy itd., ergo cenią sobie również wartości pozamaterialne (Zrozumienie faktu, ze człowiek w kapitalizmie nie kieruje się jedynie zyskiem, lecz – jak twierdzi Mises – dążeniem do „Szczęscia”, które należy rozumeć bardzo szeroko – w końcu niektórych uszczęśliwia pomoc innym – jest kluczowe). Co istotne, to właśnie Frodo Baggins, mogący spokojnie żyć w swym bogactwie okazuje się jednostką skora do poświęceń i wyrusza w niebezpieczna wyprawę, by zniszczyć Pierścień Władzy. (Pierścień ów stanowi zagrożenie dla całego uniwersum, w jakim przyszło żyć bohaterom.) Czy nie przypomina nam to czegoś? A może ideę rewolucji antypaństwowej, którą miałyby zainicjować naturalne elity, jaką proponuje p. H.H. Hoppe? Czyżby Tolkien miał w głowie taką wizję jakieś 50 lat przed znanym anarchokapitalistą? Kontynuując wątek Pierścienia Władzy – dawał on swoim posiadaczom wielka moc, ale za cenę moralnego upadku, jaki symbolizuje zapewne przejście do krainy cieni. Czyż nie znamy słynnej sentencji Lorda Actona, mówiącej „Każda władza deprawuje. Władza absolutna deprawuje absolutnie.”? Czyż nie taką myśl pragnął zawrzeć Mistrz Tolkien?

Wątek władzy, jaką miałby reprezentować ów Pierścień, daje się alegoryzować dalej. Jedną z najbardziej poruszających scen książki jest chwila, gdy jeden z sojuszników Froda w jego misji – Boromir – próbuje odebrać mu Pierścień, by z jego pomocą stanąć w szranki z zagrożeniem, jakie czyha nad jego krajem. Pierścienia nie można jednakże użyć bez negatywnych skutków. Każda użycie władzy, jak uczy nas filozofia anarchokapitaliatyczna oraz ekonomia Austriaków, kończy się gorszymi skutkami, niż te, które zaistniałyby na Wolnym Rynku. Postać Boromira zdaje się symbolizować ludzi, którzy chcą użyć władzy dla dobrych celów, nie będąc świadomymi ceny, jaka zostanie zapłacona przez nich i wszystkich rządzonych, gdy tylko do niej dojdą.

Jeszcze tragiczniejsza postacią jest Gollum, uprzedni właściciel Pierścienia, który stał się od niego uzależniony i za wszelka cenę próbuje odebrać go Powiernikowi Pierścienia. Gra tylko w swoim imieniu i nie cofa się przed zdradą, oszustwem ani przemocą. Czyż nie można uosobić go z osobami, które są kimś tylko wtedy, gdy dzierżą władzę, a bez niej są nikim? Używają jej tylko po to, by uwiecznić swe imię i wzbudzić grozę w sercach milionów poddanych. Ich moralność, wątpliwa jeszcze przed jej zdobyciem, poparta krwią przelaną w celu jej uzyskania (Gollum zabija poprzedniego właściciela Pierścienia, który wyłowił go z rzeki, a potem umyka, by ukryć się w górach i pędzić żywot samotnika, uradowanego posiadaniem Pierścienia, czyż to nie wymowne?) Tworzy obraz osoby niegodnej nawet litości.

Lecz jednak to owa postać odgrywa szalenie istotna rolę, niszcząc Pierścień, gdy Frodo nie był w stanie tego uczynić, opętany urokiem władzy. Jak to zinterpretować? Po pierwsze, pokazuje to, ze nawet bardzo ideologicznie zaangażowane osoby, gdy dostaną możliwość sprawowania władzy w swoje ręce, mogą zawieść pokładane w nich oczekiwania. Władza jest jak narkotyk, któremu nie można się długo opierać. Nie można zniszczyć jej, poprzez jej objęcie – jedyną drogą jest inicjatywa, mająca na celu jej usunięcie. Po drugie, Tolkien zawiera tu watek chrześcijański, dający każdemu prawo do poprawy. To nie jest jednak związane z naszymi rozmyślaniami.

Na swej drodze Frodo trafia do Bree, małej osady, zamieszkałej zarówno przez hobbitów, jak i przez ludzi. Jest to czysta egzemplifikacja tezy H.H. Hoppe, że to miasta mają strukturę wielo-etniczna, podczas gdy tereny wiejskie są raczej monokulturowe. Co ciekawe, cały Tolkienowski świat jest podzielony, zaś ciężko odnaleźć przykłady miejscowości, w których żyliby przedstawiciele różnych ras. Mniemam, ze Tolkien chciał dać wyraźny sygnał – choć osoby te sprzymierzają się w razie potrzeby, nie odczuwają ochoty zamieszkiwania razem. Czyżby znowu nasz genialny Hoppe?

Nie można dokonać obiektywnej analizy Dzieła Mistrza, nie wspominając o tym, ze przewijają się w nim postaci monarchów. Co ciekawe, żaden z ludów zamieszkujących Śródziemie nie rządzi się metodami demokratycznymi (oj, Hoppe…). Nie znaczy to wszelako, ze każda postać monarsza łączy w sobie jedynie cechy pozytywne. Wręcz na odwrót, poza głównymi adwersarzami naszych bohaterów, tworzącymi imperia oparte na strachu i przemocy, również „pozytywni” władcy zdają się mieć wiele wad. Król Rohanu jest niezdolną do działania marionetką w rękach szpiega Sarumana (to ten „czarny charakter królewski”), wszelako, daje się przekonać samą argumentacją Gandalfa (Główny koordynator oporu, stawianego siłom zła). Czyż nie dowodzi to tezy, że monarchę zawsze można jakoś przekonać do właściwego stanowiska, w przeciwieństwie do reżimu demokratycznego, w którym władze sprawuje motłoch?

Podczas lektury poznajemy również fascynującą społeczność Entów, w imieniu których jej członek – Drzewiec – wygłasza znamienną sentencję „Nie jestem po niczyjej stronie, bo nikt nie jest po mojej stronie”. Czyż nie tak może sformułować swoje stanowisko wolnościowiec, pytany, jaką partie polityczna popiera? Nikt nie głosi jego poglądów, a każdy oferuje swoją wizję socjalistycznego raju, w którym Wolność jest zdeptana i splugawiona. Idea Wolności w ogóle nie odgrywa żadnej roli na politycznym targu współczesnych demokracji. (Rola jedynej polskiej partii prowolnosciowej, jaką jest UPR jest, niestety, minimalna w obecnych realiach politycznych. Na taką sama rolę skazane są inne partie, n.p. Libertarian Party w U.S.A., której możliwości działania skutecznie blokuje system wyborczy – nasuwa się refleksja, ze moze celowo…).

Do ciekawych przemyśleń natchnął mnie również pewien fakt natury ogólnej – Śródziemie zamieszkują rozmaite rasy istot rozumnych, których charaktery, motywacje i przyzwyczajenia są diametralnie różne. Od chroniących przyrodę, stałych, spokojnych, konsekwentnych entów, poprzez nastawione bardziej materialistycznie krasnoludy, na ceniących zabawę hobbitach skończywszy (a nie wolno zapominać o elfach, ludziach, czy nawet orłach, których część Tolkien wyposażył w zdolność do działania w Misesowskim ujęciu tego terminu, co pozwala dołączyć je do grona istot ludzkich). Wszystkie te istoty sprzeciwiają się zakusom Saurona. Co z tego wynika dla naszej idei? Ano wiele. Po pierwsze, Libertarianinem można być z wielu pobudek – utylitarystycznych (Krasnoludowie?), prawno- naturalnych (Elfowie?), emotywnych (hobbici?), jak i wielu innych, które mogą byc kombinacja tychże, czy tez zupełnie inne (Autora zawsze najbardziej przekonywała koncepcja Praw Naturalnych,a argumenty utylitarystyczne tylko wzmocniły jego poglądy). Po wtóre, inicjatywy pozapaństwowe przyjmują zawsze dopasowany do ludzi charakter, żadna z ras nie pragnęła zunifikować świata tak, jak chciał tego dokonać ich główny antagonista. Po trzecie zaś, Wolny Rynek różnorodnością stoi, jak widać, z samej swojej natury, a monopole na nim nie grożą!

Jako ostatnią ciekawostkę należy spojrzeć na to, jak opisywane są stworzenia, rządzone przez Saurona, głównego antagonistę naszych bohaterów. Otóż zgodnie z treścią zarówno tej książki, jak i „Silmarillionu” (Zbioru legend Tolkienowskiego uniwersum, obejmującego wydarzenia od powstania świata, po znaną z kart „Władcy Pierścieni”, Wojnę o Pierścień) nie był on w stanie stwarzać nowych istot, lecz jedynie korumpować i przetwarzać już stworzone. Czy nie przypomina to państwa, które samo niczego nie wytwarza, lecz jedynie grabi i nieudolnie parodiuje inicjatywy prywatne ze skutkiem fatalnym, zresztą? Tak bym pojmował tę metaforę.

Jak widać, Władcę Pierścieni można na wielu płaszczyznach odebrać jako książkę prawdziwie libertariańską, co więcej – anarchokapitalistyczną i paleolibertariańską oraz antydemokratyczną. Wielość aspektów, jakie porusza Mistrz nie wyczerpuje się, co oczywiste, na sferze polityczno – ideologicznej, lecz zahacza także o sferę moralności, czy też etyki, nie zawsze relewantną z punktu widzenia Anarchokapitalizmu (tudzież: Libertarianizmu). Dlatego też każdej osobie, która nie przeczytała tejże powieści, polecam uczynienie tego, a każdemu, kto już miał tę przyjemność – zaaplikowanie jej sobie ponownie.

Janusz Wójciak
05.05.2008 r.

11 comments

  1. Maciej Piechotka

    1. Można interpretować, że Bilbo żył ze skarbów które zdobył w „Hobbicie” (choć chyba Frodo wspomina, że już się wyczerpały)
    2. Sprawa kreacji np. orków przez Morgotha nie jest chyba jasne. Z jednej strony jest napisane, że nie znalazł Płomienia ([tworzącego] posiadanego przez Eru) ale w niektórych tekstach on stworzył orki a nie skorumpował elfy.
    3. System wyborczy w USA powstał w dawnych czasach – nie posądzałbym go o celowe blokowanie. Inna sprawa to brak woli politycznej do zmiany go…
    4. Nie znam ksiązki Hoppego (jeszcze) ale nie każdy libertarianin (szczególnie anarchokapitalista) zgadza się z pojęciem monarchii – szczególnie w jej historycznym ujęciu.

  2. Trikster

    Proszę nie mylić pojęć. Tolkien NIE był anarchokapitalistą. Osobiście, Tolkien owszem skłaniał się ku anarchii, ale jednak specyficznie pojmowanej. Pisał:
    „Moje poglądy polityczne [pisał Tolkien do Michaela w 1943 roku] coraz bardziej skłaniają się ku Anarchii (w rozumieniu filozoficznym, w którym oznacza ona zniesienie wszelkiej kontroli, nie zaś mężczyzn z bokobrodami podkładających bomby) – lub ku Monarchii »niekonstytucyjnej«. Aresztowałbym każdego, kto używa słowa »Państwo« (w jakimkolwiek innym znaczeniu niż nieożywione królestwo Anglii i jego mieszkańcy: rzecz pozbawiona władzy, praw i rozumu); a po daniu mu szansy odwołania swoich słów, gdyby okazał się uparty, straciłbym go!.”
    Mało to libertariańskie IMHO, ale Tolkien z całą pewnością wpisuje się w dość szeroką doktrynę anarchizmu.
    Inne wypowiedzi Tolkiena wpisujące się w temat:
    „Nic do czytania – nawet w gazetach tylko teherański szum. Chociaż muszę przyznać, że uśmiechnąłem się krzywo (…), kiedy usłyszałem, jak ten krwiożerczy stary morderca Józef Stalin zaprosił wszystkie narody do włączenia się w szczęśliwą rodzinę ludzi dążących do zniesienia tyranii i nietolerancji! (…) Hm, no cóż! Ciekawe, czy (jeśli przeżyjemy tę wojnę) dla takich reakcjonistów jak ja (i Ty) zostanie jakaś nisza tolerancji. Im sprawy stają się większe, tym mniejszy, nudniejszy lub bardziej płaski robi się nasz glob. Wkrótce będzie to jedno przeklęte, prowincjonalne przedmieście. Ależ będziemy szczęśliwi, kiedy amerykańskie urządzenia sanitarne, gadki podnoszące morale, feminizm i produkcja masowa zostaną wprowadzone na całym Bliskim Wschodzie, Środkowym Wschodzie, w ZSRR, na pampie, w Gran Chaco, dorzeczu Dunaju, Afryce Równikowej, w Bliższej, Dalszej i Wewnętrznej Mambolandii, w Gondwanie, Lhasie i zabitych deskami wioskach Berkshire! (…) Ale poważnie: rzeczywiście ten ameryko–kosmopolityzm bardzo mnie przeraża”
    O poglądach nt. technologii można poczytać tu:
    http://www.pracownia.org.pl/dz/index.php?d=archiwalne&e=artykuly&rok=2006&nr=111&id=409
    Wydaje mi się, że szczególnie ten ostatni fragment podważa tezę, jakoby Tolkien był anarchokapitalistą.
    A o anarchizmie Tolkiena napisano już naprawdę sporo.
    http://www.mises.pl/wp-content/uploads/2007/02/laissez_faire_styczen_2007.pdf Wayne John Sturgeon: Anarchomonarchizm
    http://www.mises.pl/wp-content/uploads/2007/04/laissez_faire_marzec_2007.pdf Alberto Mingardi: Tolkien przeciwko władzy, Jakub Z. Lichański: J.R.R. Tolkien jako apologeta anarchokonserwatyzmu
    O antykapitalistycznym stanowisku Tolkiena można poczytać tu:
    http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=314
    http://www.tygodnik.com.pl/numer/274608/fialkowski.html

  3. Trikster

    A teraz kolej na konkretne zarzuty wobec tekstu. 🙂
    1. Opis Shire ok, ale gdzie tu wzmianka o Thanie? To than był władzą wykonawczą w Shire jako przedstawiciel króla. Mógł zwoływać wiece i pospolite ruszenie, jednakże zdarzało się to tak rzadko, że uprawnienia te miały czysto symboliczny charakter. I właśnie o to chodziło Tolkienowi – o ukazanie, że tak, istnieje ktoś, kto ma jakiś zasób władzy, ale ta władza pokazuje się tylko w sytuacjach ekstremalnych, jak np. wojna (vide: Bitwa na Zielonych Polach i Bitwa nad Wodą).
    2. ROHAN! Rohan również jest przykładem idealnego ustroju Tolkiena, może nawet bardziej idealnego niż Shire w kwestiach instytucjonalnych. Jedna króciutka wzmianka o Theodenie nie załatwi sprawy. Proszę przeanalizować instytucję króla – pełni on podobne funkcje jak Than w Shire (król jako osoba czysto prywatna, władza królewska, uprawnienia w czasie wojny).
    3. Tolkien nie był zwolennikiem monarchii jako takiej (z tego co wiem). Opowiadał się za pewnym całościowym systemem społeczno-gospodarczo-politycznych, który możemy nazwać anarchomonarchizmem i który zakorzeniony jest ideowo w odmętach średniowiecza (choć idelanie nigdy miejsca nie miał).

    Quatryk:
    Wiem, zauważyłem, dlatego podzieliłem na 2 i wkleiłem. 🙂 U mnie się wyświetlił. 🙂

    Filip:
    A co? 🙂

  4. Trikster

    No i na koniec: poza fragmentami mówiącymi o anarchokapitalizmie Tolkiena, niezła praca. 🙂

  5. LUDzik

    Bardzo fajny tekst choć trzeba by podjąć wększych studiów aby zgłębić jak to było z Tolkienem. Na pewno zerknę na linki w wolnej chwili.

    Merytorycznie można się przyczepić do pewnych rzeczy. Np. Bree akurat był raczej głównie ludzkim miastem a nie specjalnie wielokulturowym.

  6. Vin

    Witam!

    Pozwoliłem sobie dodać stronę do bazy zakładek liberalnych 🙂
    http://linki.polityk.net/
    Zapraszam również sympatyków wolnego rynku, liberalizmu i libertarianizmu do dodawania wartościowych polskich (!) stron powiązanych z tematyką.
    Pozdrawiam

  7. Eruantalon

    No cóż, krytykę przyjmuję w większej części, na bardziej głębokie studia nie mam chwilowo czasu, ale być może je podejmę…

  8. Trikster

    Hmm, tak sobie teraz czytam Twoją pracę i to, co pod nią napisałem i myślę, że można mojego pierwszego posta odebrać nie w taki sposób, w jaki powinien być odebrany. Otóż, nie chodziło mi o zmniejszenie wartości Twojej pracy przez zaatakowanie jej oryginalności. Wcale nie, praca w znacznej mierze jest dość nowatorska (fragment o entach czy rasach, na które to wątki wcześniej w ogóle nie zwróciłem uwagi), ja chciałem jedynie zrobić listę „Further reading”, bo temat Tolkiena był wielokrotnie poruszany, ale nie z tej perspektywy, jaka jest widoczna w pracy. No i tyle gwoli ścisłości. 🙂

  9. Apfelbaum

    Podobieństwo Tolkiena do libertarian wynika z podobieństwa do nich wszystkich zwolenników organicyzmu tradycjonalistycznego od Karl Ludwig von Haller.

    Adam Wielomski: Tradycjonalizm Karla Ludwga von Hallera

    Karl Ludwig von Haller (1768-1854) był najwybitniejszym filozofem szwajcarskiego konserwatyzmu. Prócz pisania uczonych traktatów uzasadniających wyższość przedrewolucyjnych stosunków nad tymi, które stworzyła Rewolucja, zajmował się także publicystyką i polityką czynną. Pochodząc ze znamienitej Berneńskiej rodziny miał ułatwioną karierę polityczno – administracyjną. W 1786 roku wstępuje do służby państwowej w rodzinnym Bernie; działa w dyplomacji. Początkowo odnosi się z sympatią do Rewolucji, jednakże w 1799 roku, w obliczu inwazji francuskiej ucieka do południowych Niemiec, a następnie do Austrii, gdzie jest radcą kancelarii arcyksięcia Karola w Wiedniu. W 1806 roku powraca do Szwajcarii i prowadzi wykłady na uniwersytecie w Bernie jako profesor prawa państwowego i historii Szwajcarii. W 1814 roku rezygnuje z profesury po wybraniu go do Wielkiej Rady kantonu Berno. Wtedy też kończy dzieło swego życia – „Restauration der Staats – Wissenschaft”. W październiku 1820 roku przechodzi na katolicyzm i, zmuszony przez protestancką nietolerancję[i], opuszcza Szwajcarię i przenosi się do Paryża, gdzie staje się czołowym publicystą prasy ultrarojalistycznej – min. pisuje w redagowanym przez Louis de Bonalda „Debats”. Za swe zasługi w maju 1830 roku zostaje profesorem w Chartres. W kilka miesięcy później, po Rewolucji Lipcowej wraca do Szwajcarii, gdzie osiedla się w katolickim kantonie Soleure; oddaje się pracy publicystycznej i pisarskiej aż do śmierci.[ii] Haller był pisarzem dwujęzycznym, tworzył zarówno po niemiecku, jak i po francusku, częstokroć samemu tłumacząc własne dzieła z jednego języka na drugi. Mimo oryginalnej wizji społecznej nie doczekał się zbyt wielu naśladowców – jedynie w Niemczech działała odwołująca się do „halleryzmu” grupa młodych konserwatystów określanych jako Maikafer.[iii]

    Myśl polityczna Hallera zajmuje w dziejach konserwatyzmu miejsce szczególne ponieważ autor postawił sobie za cel opisanie zasad jakie rządziły społeczeństwami chrześcijańskiej Europy przez lat ponad tysiąc, a równocześnie ex definitione odrzucał całą nowożytną myśl o państwie. Haller nie jest konserwatystą, którego celem byłoby zachowywanie tego co jest; wprost przeciwnie; cały czas domagać się będzie restauracji zniszczonych przez myśl nowożytną instytucji, zwyczajów i praw. Często będzie się więc posługiwał anachronicznym już w jego czasach słownictwem, którego nie znajdziemy w politycznych rozważaniach takich wrogów moderny jak Bonald czy de Maistre – znajdziemy u niego takie określenia jak np. lenno i inne pojęcia z epoki feudalnej. Nie jest to przypadek, ponieważ dla szwajcarskiego filozofa to właśnie Średniowiecze stanowić będzie niedościgniony archetyp polityczny, religijny i społeczny. Wszystko co nastąpiło później, było już dlań tylko nieładem. Nowoczesność stanowiła dlań zło o charakterze egzystencjonalnym; w jednym w jego artykułów czytamy: „Dziś umie się zachować ze starego ładu tylko to co było w nim złe i zepsute. Wszystko to co miał w sobie dobre, słuszne i użyteczne zostało bezlitośnie wytępione. Jeżeli zaś znajdzie się jakiekolwiek nadużycie, jakieś szokujące zło, powstałe na skutek namiętności lub występnych okoliczności, to możecie być pewni, że zostanie skrupulatnie zachowane, a nawet odnowione gdyby popadło w zapomnienie. Można tę prawdę udowodnić przez frapujące przykłady z historii wszystkich nowożytnych rewolucji. Duch stulecia, podobny do szatańskiego, wydaje się czuć silny wstręt do wszystkiego co dobre i, przeciwnie, siłę przyciągania wszystkiego co złe, nieważne zaś czy zło to tkwi w monarchiach czy w republikach, w starym czy nowym porządku rzeczy.”[iv] Nowożytność, cała tzw. postępowa, a więc liberalna nauka o państwie jest dla Hallera esencjonalnym złem. Charakterystyczny jest tytuł jednego z najbardziej znanych tekstów tego konserwatysty: „Satan und die Revolution” i nie ma w tym nic dziwnego, bowiem duch nieładu, duch nowinkarstwa i zmian jest podszeptem szatana, Władca Ciemności nie ma siły aby kogokolwiek zmusić do zła, on może tylko szeptać, namawiać, mamić. To właśnie czynią zwolennicy postępu: dobro nazywają złem, a zło dobrem, niewolę wolnością; mieszają w głowach jednakże tylko tym, którzy podszeptu tego usłuchają i sięgną po zakazany owoc. Wolność – hasło pod którymi wywoływano rewolucje i które ściągało pod swój sztandar tysiące ubogich ludzi, oznacza dla nich nic innego niźli to, że zostaną pozbawieni patriarchalnej opieki możnych i dobrze urodzonych – wolność będzie więc dla nich nieszczęściem, prawie że śmierci[AW1]ą głodową. Kiedy zaś przejrzą na oczy i zrozumieją, ze to nie o wolność dla siebie walczyli, ale o władzę dla nowych elit, to powie się im, że są wrogami wolności i postępu. Rewolucyjna nowomowa tych co zawsze opiekowali się słabszymi, nazwała ciemiężcami i tyranami. Ale jeśli jest tak, że wszyscy którzy uzależniają od siebie słabszych w zamian za opiekę – co jest sednem feudalizmu – są ciemiężcami i tyranami, to pierwszymi „tyranami” są rodzice. Szatan powiedział ludziom, że s[AW2]ą wolni i równi. Stali się takimi pod batem Napoleona czy jakobinów?

    Szatan powiedział ludziom, że będą wolni, gdy wybiorą parlamenty; uwierzyli mu i zagłosowali – i oto mają nowe żądne władzy i bogactw elity. Królom szatan powiedział, że będą postępowi i uzyskają więcej władzy gdy podepczą tradycję, religię, odrębności stanowe. Królowie uwierzyli mu i dali głowy pod gilotynami. „Żyjemy dziś pod panowaniem piekieł – stwierdza Haller – a uwolniony szatan panuje pod imieniem ducha stulecia.”[v]

    Porządek Boski i porządek ludzki – te dwa pojęcia są charakterystyczne dla dualizmu który w przekonaniu Hallera jest cechą nowożytnego świata. Tradycjonalista zadaje sobie bowiem pytanie: czy Bóg tworząc świat miał jakieś plany, wyobrażenie o tym, jak ten świat ma wyglądać, czy też stworzył go i powiedział ludziom: „rządźcie się jak chcecie”? Autor „Restauration” nie ma wątpliwości, że Stwórca zaplanował w jaki sposób ludzie powinni żyć, mieszkać, rządzić się i myśleć. Stąd bardzo silnie przejawia się u Hallera przywiązanie do pojęcia „porządku właściwego”, czyli takiego jakiego życzył sobie Stwórca. Lad ten Bóg objawia nam codziennie w postaci tradycji i historii. Rozumowanie konserwatysty jest bardzo proste: jeżeli rodzina, własność, władza, hierarchia społeczna, religia i wiele innych zasad i instytucji istnieje od zawsze, to znaczy, że Bóg chciał, ażeby te zasady i instytucje istniały; gdyby były sprzeczne z Jego wolą, to nieprzetrwałyby całych tysiącleci. Tymczasem człowiek bez władzy, społeczeństwa czy własności nie tylko nigdy nie istniał, ale nawet trudno go sobie takim wyobrazić. „Mój system nie zawiera niczego nowego” stwierdza Haller we wstępie do „Restauration”[vi] Bóg objawia się więc człowiekowi codziennie poprzez tradycję. Niestety, szatan także objawia się nam codziennie i szepcze, że w świecie stworzonym przez Boga wcale wszystko nie jest tak dobre jak być powinno: o tam widać ubogich; tam niesprawiedliwość i krzywdę ludzką. Szatan mówi do człowieka, że przecież zło to można łatwo naprawić, wystarczy uchwalić kilka ustaw i zlikwidować parę nadużyć, oddać władzę ludziom mądrym itp. Pycha wszelkich reformatorów nowożytnych polega więc na tym, że ośmielają się oceniać Boskie dzieło stworzenia i poprawiać je, podczas gdy prawdziwa mądrość uczy, że należy je obserwować i kontemplować, aby zrozumieć jego piękno i doskonałość; wreszcie, aby odkryć prawa rządzące tym światem, czyli prawa naturalne.. Postępowcy absolutnie tego nie rozumieją, widząc wszędzie stan gorszy niż w wielkich teoretycznych rozprawach którymi karmią się całymi dniami. Dlatego kiedy tylko dojdą do władzy, to z fanatyzmem niszczą wszystko co stare, co ma na sobie piętno tradycji, Kościoła, hierarchii i państwa.[vii]

    Rewolucję Francuską wywołano właśnie pod hasłami obalenia wyrażającego się w tradycji prawa Bożego. Jednakże właśnie to ona najbardziej udowodniła, że człowiek nie jest władny żyć inaczej niźli wedle zasad stworzonych przez Boga. Ludzie mieli być wolni i równi, ale „rezultatem tych wysiłków sprzecznych z prawami naturalnymi, było tylko uczynienie panów sługami, a części sług panami, zniżenie do służenia tych, którzy byli wolni i danie wolności nielicznym z tych którzy żyli w poddaństwie; w ograbieniu bogatych, i we wzbogaceniu niewielkiej liczby ubogich.”[viii] Miało nie być autorytetów, a przyszli tyrani, miało nie być dyscypliny a przyszedł militaryzm, miało nie być elit a powstała Napoleońska arystokracja…

    W pracach Hallera, a szczególnie w „Restauration” dużo miejsca zajmują opisy przedrewolucyjnego społeczeństwa, czy, żeby powiedzieć dokładniej, społeczeństwa z epoki przednowożytnej. Szwajcarski filozof miał bowiem szczęście urodzić się w kraju, w którym feudalne instytucje w stanie prawie nie zmienionym zachowały się aż do inwazji Francuzów za Napoleona. Mógł więc na prawdę opisywać społeczeństwo takim jakim je widział w rzeczywistości, a które podniesione zostało u niego do rangi „ładu właściwego”

    Człowiek jest w jego przekonaniu istotą społeczną zawsze żyjącą w rodzinie, która jest najmniejszą formą życia społecznego. Ludzie nie tylko chcą, ale wręcz muszą żyć wspólnie, a to z powodu ich nierówności. Słaby i ubogi potrzebuje opiekuna, który go nakarmi, ubierze i osłoni. Z kolei silny i zamożny potrzebuje słabszych aby mu służyli, pracowali na jego polu lub w warsztacie. Społeczeństwo powstaje więc z potrzeby wymiany usług, drogą naturalną (jak u Arystotelesa). Haller zdecydowanie odrzuca Hobbesowską wizję natury, gdzie ludzie – wilki podrzynają sobie gardło walcząc o przetrwanie. Wprost przeciwnie, człowiek chce żyć w spokoju, ciszy i w bezpieczeństwie. Zasadami tworzącymi społeczeństwo są zaufanie, miłość, przyjaźń. Ludzie wzajemnie sobie pomagają, silni wspierają słabych. Haller nie rozumie jak ktoś może uważać, że silni będą w sposób naturalny dążyć do stłamszenia słabych. Nie mają żadnego powodu – przecież już nimi rządzą, a więc są zainteresowani w podtrzymywaniu ładu, a nie w jego zmienianiu. Silny będzie więc konserwatystą. To raczej słabi i ubodzy mogą dążyć do zmiany istniejącego stanu i próbować obalić arystokrację- i czynią to pod postacią złodziejstwa i przestępczości, choć wcale nie mają zamiaru obalić rządów elit jako takich – któż ich wtedy wyżywi, da pracę, zorganizuje?[ix] Mamy tutaj zdecydowane odrzucenie liberalnego paradygmatu, że silniejsi dążą do wyzyskania i zniszczenia słabszych – Hallerowi zupełnie obca była wizja wczesnokapitalistycznego społeczeństwa, gdzie trwa Darwinowska walka o przetrwanie; wprost przeciwnie, wzorem było dlań rolnicze społeczeństwo Szwajcarii i nieprzypadkowo jest on postrzegany jako jeden z czołowych przedstawicieli koncepcji społeczeństwa patriarchalnego[x]

    Podstawową zasadą społeczeństwa patriarchalnego jest jego antywolnościowy charakter – Haller zapewne nie zgodziłby się z takim stwierdzeniem, bowiem jego pojęcie wolności nie miało nic wspólnego z używanym przez nas liberalnym pojęciem tego słowa, a liberalizmowi szwajcarski filozof był zdecydowanie przeciwny. W normalnym społeczeństwie człowiek nie powinien bowiem zostać pozostawiony na pastwę losu; wprost przeciwnie, znajduje się w układzie prostych zależności patriarchalnych. Wolność jest dla autora „Restauration” ukoronowaniem statusu społecznego i majątkowego. Wolni są więc tylko i wyłącznie ci, którzy są bardzo bogaci i należą do społecznych elit. Zwykły, szary człowiek nigdy wolnym nie był i nigdy nie będzie, ponieważ nie zajmuje miejsca na szczycie hierarchii społecznej. Człowiek zawsze jest zależny. Jako dziecko podlega rodzicom, w zabawie podlega hersztowi bandy z podwórka, w szkole nauczycielom. Nawet na balach usadza się ludzi wedle ich ważności. Przez całe życie podlega urzędnikom i suwerenowi. Oświeceniowi filozofowie prawili, że ludzie są z natury wolni, jednakże doświadczenie pokazuje nam, że zawsze są od kogoś zależni. Nawet król jest zależny od własnego, choć nisko urodzonego lekarza; przynajmniej póki się leczy. To właśnie podległość, mówi Haller, jest dla człowieka stanem natury. Państwo naturalne to to, gdzie są rządzący i rządzeni. Ludzka wolność nigdy nie jest więc pełna; jest to pewien cel do którego człowiek dąży poprzez posuwanie się wzwyż po drabinie społecznej i majątkowej. Ziemianin wobec chłopa jest panem, a więc jest wobec niego wolny, ale wobec innego ziemianina jest już tylko równy, wobec suwerena jest już tylko poddanym. Ojciec jest panem w rodzinie, ale wobec wyższego odeń w hierarchii jest sługą. Ludzie rodzą się, emigrują, wchodzą lub spadają z drabiny społecznej – jednakże kiedy ustają jedne związki zależności, to wtedy rodzą się następne. Po cóż więc oszukiwać ludzi, że są wolni? Nigdy nie byli, nie są i nie będą! Bez względu na to co wymyślą liberałowie i jakby nie manipulowali słowami. Lepsi, mądrzejsi, bogatsi i lepiej urodzeni zawsze będą elitą, a tłum zawsze będzie tłumem. Dlaczego człowiek nie może być wolny? Ponieważ nie jest samowystarczalny. Społeczeństwo istnieje dlatego, że ludzie wzajemnie się uzupełniają. Jeden zna się na tym, inny na czymś innym. Jeden jest mądry, inni są za to silni fizycznie; jeden rządzi, inni słuchają.[xi]

    Idea równości ludzi jest dla Hallera pomysłem dziwacznym, ponieważ ludzie, na co wskazują wszelkie ich zachowania, wcale nie chcą być równi. Po co były turnieje rycerskie, wyścigi rydwanów itp.? Aby wyłonić najlepszego, czyli tego, któremu ludzie z dumą będą podlegać. Dlaczego rzymski lud jako przedstawicieli wybierał zawsze bogatych i dobrze urodzonych? Ponieważ nie chciał podlegać byle komu, czyli ludziom, którzy z tegoż ludu pochodzą. Człowiek ma w sobie zaszczepioną ideę autorytetu. Podlega tylko tym, których uważa za lepszych od siebie, a czym ten ktoś jest lepszy, tym bardziej sługa jest dumny, że służy tak szlachetnemu panu.[xii]

    Odrzucenie przez autora „Restauration” nowożytnej wizji państwa nie miało jednak wpływu na to, że średniowieczny model społeczeństwa załamał się ostatecznie w osiemnastym stuleciu. Porządek Boski został zniszczony i zastąpiony porządkiem ludzkim. Tradycjonalista był więc zmuszony zbadać dlaczego tak się stało; tym bardziej, że porządek był w wieku XVIII obalany bardzo pracowicie nie przez lud, ale przez monarchów. Absolutyzm oświeceniowy był dlań wcieleniem ducha destrukcyjnego w przedrewolucyjnym społeczeństwie. Monarchia typu patriarchalnego, czyli opiekuńcza, ale zarazem ograniczona i oparta na zwyczajach Średniowiecza odwzorowywała Boską wizję świata. Jednakże postępująca od XVI stulecia bezbożność powodowała, że obracający się pośród dworskich filozofów monarchowie zaczęli wątpić w boskość pochodzenia własnej władzy. Stopniowo zaczynali przyzwyczajać się do myśli, że władza ich pochodzi od ludu, że to ogół był pierwotnym suwerenem, który zawiązał państwo w wyniku umowy. Monarcha działa więc w imieniu ludu, jako jego egzystencjonalny reprezentant. Idea umowy społecznej została oczywiście zmyślona przez filozofów, ale monarchowie znaleźli w niej bardzo nęcące aspekty. W Średniowieczu nie istniało bowiem pojęcie własności państwowej, to co dzisiaj określa się jako „państwowe” wtedy nazywało się „własnością króla”. Monarcha na własny koszt, korzystając z osobistych dóbr i środków wystawiał armię, zatrudniał urzędników, utrzymywał dwór itp. Długoletnie wojny, rozrost administracji i zwykła rozrzutność spowodowały, że skarb królewski zaczął świecić pustkami, rosły długi. Wtedy właśnie pojawili się filozofowie i podszepnęli królom, że armia, administracja i dwór to nie są rzeczy z których korzysta tylko suweren, ale wszyscy poddani; i gdyby tak stwierdzić, że władza pochodzi od ludu, że państwo powstało w wyniku umowy, a następnie królom przekazano władzę, to, po przyjęciu przez ludzi takiej argumentacji, można by powiedzieć, że skoro monarcha jest tylko przedstawicielem ludu, to jego długi wcale nie są tylko i wyłącznie jego długami, ale długami całego narodu – „W momencie kiedy władcy uznali się za pierwszych wykonawców woli narodu, ich wojny stały się wojnami narodowymi, ich długi zmieniły się w długi narodowe, ich potrzeby w potrzeby państwa.”[xiii] Lud z pewnością złapie się na ten podstęp, bowiem wpadnie w pychę, że jest pierwotnym suwerenem, a więc teoretycznie stoi ponad królami, i w tę bzdurną teorię uwierzy… A wtedy powie mu się, że skoro jest suwerenem, to niech spłaca długi, już nie prywatne króla, ale „państwowe”. Lud był na tyle naiwny, że uwierzył i zapłacił, ale królowie niewiele na tym zyskali, bowiem filozofowie zaczęli nauczać, że skoro monarcha jest tylko administratorem z łaski ludu, to jego własność osobista także należy do ludu, czyli jest „państwowa”. W pewnym momencie okazało się, że władca nie jest już suwerenem, ale administratorem państwa; z właściciela stał się sługą; a sługa jak to sługa, jeśli się panu nie spodoba to można go wypędzić i wypłazować szablą. To właśnie stało się we Francji po 1789 roku.

    Nie uprzedzajmy jednak faktów. Na razie, tzn. w wieku osiemnastym monarchowie uznali, że powoływanie się na wolę ludu jest o wiele silniejszą zasadą legitymizacyjną niźli łaska Boga. Uznanie bowiem za kryterium prawowitości Bożej woli zmusza rządzącego na jej podstawie monarchę do przestrzegania wynikłej z religii moralności, a także respektowania Boskich praw natury i Boskiej wizji świata, jak została nam przekazana w postaci tradycji. Ograniczenia nie są jednak dla monarchy zbyt wygodne, nadto ograniczają wydatki i możność kreacji bardziej łatwego do administracyjnego rządzenia państwa, państwa w którym król stałby się głową biurokratycznej maszyny. Idea umowy społecznej problemy te rozwiązuje, ponieważ monarcha uzyskuje legitymizację od ludu i nie musi się już oglądać na Bożą wolę zapisaną w naturze i tradycji. To co czyni, czyni zawsze w imieniu ludu, czyli nominalnego suwerena; a czyż władza wykonywana w imieniu suwerena może być ograniczona? Absolutnie nie. W Rosji, Portugalii, Hiszpanii, Austrii, Francji podnosi głowę hydra politycznego konstruktywizmu skierowana przeciwko jezuitom, arystokratycznym elitom, tradycji i zwyczajom. Królowie nadają kodeksy cywilne, prawa „państwowe” (miast będących wolą króla) łamiące zapisane w tradycji uprawnienia i przywileje, gwałcące własność, wprowadzające wysokie podatki, wszędobylstwo administracji, a równocześnie stanowiące, że państwo jest indyferentne religijnie – czymże innym jest bowiem zasada tolerancji? Zniesiono poddaństwo aby zniszczyć patriarchalne stosunki na wsi i zapędzić ubogich, dotąd pańszczyźnianych chłopów do fabryk, podważono zasadę swobody testamentów[xiv], zglajszachtowano stanowe i regionalne prawa i przywileje, kobiety zachowały prawo do dysponowania swą własnością po ślubie, wprowadzono powszechną służbę wojskową, zrównano w prawach dzieci ślubne z bękartami, zarekwirowano majątki zakonne, co spowodowało zniszczenie kościelnej opieki społecznej itd.[xv]

    Rewolucja nie była dla Hallera absolutnie czymś niezwykłym; po prostu lud wdrożywszy się do myślenia o państwie w kategoriach mechanicystycznych, miast patriarchalno – organicystycznych, wyciągnął z głoszonej oficjalnie doktryny króla jako wyraziciela woli ludu wnioski logiczne, chociaż znacznie dalej idące niż chcieli tego monarchowie Wieku Świateł – skoro to lud jest suwerenem, to i dlaczego nie miałby prawa usuwać tych monarchów, którzy źle wykonują powierzony im in illo tempore mandat?

    Ponieważ wziąwszy pod uwagę jednoznaczną opinię Hallera nt. ideologii nowożytnych nie ma chyba potrzeby dokładnie omawiać jego poglądów tyczących się Rewolucji Francuskiej, poświęćmy raczej czas na przedstawienie Hallerowskiej koncepcji restauracji patriarchalnego społeczeństwa. Sabaudzki tradycjonalista zalicza się do tych nielicznych, którzy wierzyli, że możliwa jest nie tylko restauracja stosunków sprzed 1789 roku, ale, co więcej, powrót do systemu społecznego i politycznego Średniowiecza.

    Haller nie zgadzał się z ultrasami, którzy propagowali ideę powrotu do stanu z roku 1789; on chce iść znacznie dalej. Prawdziwa restauracja ładu nastąpi bowiem w jego przekonaniu dopiero wtedy, gdy zniesione zostaną wszelkie podatki państwowe. Autor „Restauration” zachwycał się Sredniowieczem między innymi dlatego, że w tej epoce monarcha utrzymywał państwo z własnej kieszeni, nie pobierał podatków poza tymi, które poddani zgodzili się uiszczać dobrowolnie. Jedynym źródłem utrzymania państwa winny być dobra królewskie, myta z należących do króla dróg, dochody z kopalin znajdujących się w posiadłościach prywatnych monarchy, jak i jego fabryk. Król jako osoba może posiadać nawet prywatne banki czy zakłady ubezpieczeniowe. W państwie Hallera nie ma nawet jednego metra kwadratowego, o którym można by powiedzieć, że należy do państwa; wszystko jest własnością prywatną króla lub jego poddanych. Skoro zaś król sprawuje władzę tylko i wyłącznie na mocy tego, że jest największym proprietariuszem w państwie, to nie ma najmniejszego powodu ażeby inni płacili na niego podatki, skoro państwo, czy konkretniej, królewszczyzny, są jego osobistą własnością. Poddani mogą być rzecz jasna zobowiązani do pewnych opłat, ale nie na mocy prawa państwowego, ale prywatnego, o ile są związani jakimiś umowami z monarchą jako osobą, która zapewnia im opiekę lub wyświadcza inne przysługi. Gdy związek taki ustaje, wtedy poddany przestaje też płacić – np. płaci się za drgi póki się po nich jeździ. Zauważmy, że ten nieubłagany wróg wszelkiego liberalizmu (dla Hallera słowo „liberał” jest synonimem słowa „mason”) stworzył praktycznie libertariańską koncepcję państwa![xvi] Jest to cecha konstytutywna dla patriarchalizmu Karla Ludwiga von Hallera – jego patriarchalizm absolutnie nie opiera się na przymusie prawnym, nikt nikogo tu nie zmusza aby wyrzekł się swej wolności w zamian za opiekę. Haller po prostu nie wierzy aby ktoś był tak głupi, że dla pustego słowa „wolność” zdecyduje się głodować! Stosunki patriarchalne nie są więc nikomu narzucane, wynikają z natury stosunków pomiędzy ludźmi.

    Autorytet suwerena opiera się na jego osobistym majątku, a konkretnie na własności ziemskiej, ponieważ Haller nie dostrzegał wzrastającej roli przemysłu i nadal myślał kategoriami agrarnymi, co zresztą wcale nie przeszkadzało mu myśleć bardzo nowocześnie o ekonomii – znajdujemy u niego np. przekonanie, że wzrost podatków powoduje obniżkę przychodów państwa, a więc dokładnie to samo, co we współczesnej ekonomii mówi tzw. Krzywa Laffera.[xvii]

    Podatki są dla tego konserwatysty wypaczeniem patriarchalnego charakteru państwa: „Naturalny porządek rzeczy wymaga aby to pan karmił i opłacał sługi, a nie słudzy opłacali i żywili pana, jakkolwiek w nadzwyczajnych przypadkach winni mu pomóc własnymi środkami.”[xviii] W sytuacjach dla państwa kryzysowych suweren może poprosić poddanych o pomoc finansową, np. w obliczu najazdu zewnętrznego i poddani są zobowiązani mu ją dać, ale obligacja ta ma charakter moralny, a nie prawny. Idea, że płacenie podatków jest obowiązkiem obywatela, to nic innego niźli wywiedziona z umowy społecznej i pierwotnej suwerenności ludu idea, że ten, kto jest suwerenem, ten utrzymuje państwo. Współcześni Hallerowi królowie nie utrzymują państwa, jednakże suwerenność porewolucyjnych monarchów jest co najwyżej iluzoryczna…

    W konsekwencji Haller odrzuca też pojęcie wojen „narodowych”; wojują przecież suwereni, a więc na zdobytą prowincję zdobywca nie ma moralnego prawa narzucić podatków czy kontrybucji; jeśli to czyni, to uznaje jej mieszkańców za stronę w sporze, co jest jawną niesprawiedliwością ponieważ dżentelmeni toczą wojny z innymi dżentelmenami, a nie z gminem.

    W tym momencie docieramy do sedna problemu, dlaczego po 1815 roku nie dokonała się restauracja „ładu właściwego” . Rewolucja bowiem ograbiła monarchów, splądrowała i sprzedała ich dobra jako tzw. dobra narodowe. Królowie nie są więc zdolni na swój koszt utrzymać aparatu i armii. Ponieważ bali się odebrać swoją własność ze względu na siłę i liczbę zwolenników Rewolucji, przystali na status quo majątkowe, zawarli kompromis ze wzbogaconą w ten paserski sposób burżuazją, i w konsekwencji musieli prosić poddanych o utrzymywanie państwa. Ponieważ ci zaś chcieli mieć wpływ na dysponowanie państwowymi pieniędzmi, to królowie musieli zgodzić się na parlamenty. Karty i konstytucje były więc niejako umową pomiędzy ubogim suwerenem teoretycznym, a bogatym suwerenem praktycznym – oto sens oktrojowanej przez Ludwika XVIII Karty. Król Francji miał jednakże ciągłe kłopoty z Izb[AW3]ą, która zwlekała z uchwaleniem budżetu, co doprowadzało rząd do rozpaczy. Autor „Restauration” nie płacze jednakże z tego powodu: w 1815 roku trzeba było iść na kompromis, bo siły kontrrewolucyjne były zbyt słabe, jednakże kiedy się wzmocniły, opanowały państwo, to honor króla wymaga aby dotrzymać umowy w postaci Karty konstytucyjnej. Jednakże gdyby Izba nie uchwaliła budżetu… to umowa byłaby zerwana przez przedstawicieli tzw. ludu. W tym momencie król także nie byłby już związany danym słowem i mógłby, nawet siłą, dokonać restauracji „ładu właściwego”, czyli odebrać paserom zagrabione majątki własne, szlachty i Kościoła, przestać wypłacać renty republikańskim i Napoleońskim weteranom, zlikwać armię z poboru. Wskazówki historycznego zegara cofną się więc do 1789 roku.[xix]

    Haller miał jednakże świadomość tego, że królewszczyzny mogą nie wystarczyć na utrzymanie nowoczesnego państwa i licznej armii, dlatego chciał aby poddani płacili podatki, tyle, że dobrowolne. Suweren nie ma prawa nikogo do ich płacenia zmusić, ale może je wymusić, ponieważ nazwiska „wrogów króla”, czyli tych, którzy będą się od nich uchylać będą publiczne ogłaszane, zakaże się aby zajmowali stanowiska w królewskiej administracji, korzystali z królewskiej poczty, a nawet dróg i chodnika. Nie będzie ich chronił królewski żandarm ani sędzia. Będą sobie po prostu żyć poza opieką suwerena, skoro nie mają ochoty mu za nią płacić. Jest to wybór jaki stoi przed każdym człowiekiem. Ktoś, kto się od podatków będzie uchylał, nie będzie nawet królewskim poddanym, oto jednostka aspołeczna, żyjąca poza społeczeństwem i nie chcąca partycypować w jego kosztach.[xx]

    * * *

    Myśl Hallera jest przykładem tradycjonalizmu integralnego, odrzucającego całą nowożytną ideę państwa. Oceniając ją, trzeba stwierdzić, że zawiera ona jeden fundamentalny błąd, który powoduje, że nie mogła być urzeczywistniona. Haller nieprawidłowo oceniał ludzką naturę. Człowiek był dlań z natury dobry, skłonny do życia w przyjaźni i miłości. Zło rewolucyjne było dlań tylko skutkiem zwiedzenia przez grupkę anarchistycznych filozofów. Obserwując patriarchalne i rolnicze środowisko Szwajcarii nie dostrzegł, że feudalizm w Europie już nie istnieje (we Francji cały czas siedział w Paryżu i nie znał chyba prowincji). Stosunki kapitalistyczne premiowały zaś zysk i egoizm. Hallerowi nie przyszło do głowy, że człowiek bogaty, tak jak czyni to kapitalista, stara się zatrudnić robotników tak, aby na nich maksymalnie zarobić. Dla wyznającego optymistyczną antropologię konserwatysty (de Maistre ma rację, że rewolucje oddziaływują nawet na największych ich wrogów – owa optymistyczna antropologia to przecież dziedzictwo Oświecenia) było nie do pojęcia, że patron nie będzie chciał pełnić roli ojca dla robotników, ci zaś z ochotą nie wyrzekną się własnej wolności i zgodzą na coś w rodzaju poddaństwa. Dziś wiemy, że tak się nie dzieje, że stosunki w statycznych gospodarkach wiejskich różnią się od dynamicznej gospodarki kapitalistycznej – dlatego żaden kapitalistyczny patriarchalizm nie miał szansy zaistnieć z własnej woli pracodawców i robotników. Błąd Hallera polegał na tym, że wychowany i myślący w sposób niezwykle tradycjonalistyczny, absolutnie nie rozumiał mentalności nowożytnego człowieka i społeczeństwa.

    Adam Wielomski

    [i] Haller przeczuwał, że protestanci będą go szykanować za porzucenie Kalwińskiej herezji – zob. „List J. Pana Karola Ludwika de Haller … o powrocie swoim na łono rzymsko – katolickiego Kościoła,” Warszawa 1822, s.16 in.

    [ii] ¯yciorys za „Lexikon des konservatismus” C. Schrenck – Notzing (red.), Graz – Stuttgart 1996, s.228; „Haller” w: La Grande Encyclopedie, Paris b.d.w.

    [iii] zob. H.P. Pyclick: Friedrich Julius Stahl: A Study of the Development of German Conservative Thought, 1802-1861. University of Minnesota 1972, s. 50 i nast.; L. Jones, J. Retallack, Between Reform, Reaction and Resistance. Studies in the History of German Conservatism from 1789 to 1945, Oxford 1993, s.35, 40, 47.

    [iv]„Melanges de droit public et haute politique, Paris 1839, T.II, s.93.

    [v] ibidem, T.II, s.423.

    [vi] „Restauration de la science politique”, Paris – Lyon 1824, T.I, wstêp,s.38.

    [vii] ibidem, T.I, s.wstêp, s.9, 30, 67; s.3-4; T.III, s.434 in.; Melanges.., T.II, s.417-19.

    [viii] „Restauration…”. T.I,s.304.

    [ix] ibidem, T.I, s, 439-51, 455.

    [x] „Lexikon…”, s.228. Tak też przedstawia Hallera R. Skarzyński w „Konserwatyzm”, s.147-55 (w druku).

    [xi] „Restauration…”, T.I, s.347-360, 392-427.

    [xii] ibidem, T.I, s.424-31.

    [xiii] ibidem, T.I, s.201.

    [xiv] Haller będzie wielką wagę przywiązywał do zasady progenitury w dziedziczeniu, ponieważ pozwala ona zachować niepodzielność własności ziemskiej, co jest warunkiem wiejskiego patriarchalizmu. Wolność testowania wymusza na dzieciach posłuszeństwo pod groźbą wydziedziczenia. Równy podział majątku powoduje likwidację ziemskiej arystokracji, ponieważ ziemia rozparcelowywana jest na coraz to mniejsze kawałki; niepodzielność majątku zapewnia jego mniejszą ruchomość, a więc powstrzymuje rozwój odrzucanego przez Hallera kapitalizmu, w którym kapitał jest właśnie ruchomy, co wzmaga nastroje skierowane na zysk i egoizm. (zob. „Melanges…” T.I, s.273-78, T.II,s.295-334.)

    [xv] „Restauration…”, T.I, s.203 – 55.

    [xvi] Nie jest to wcale przypadek, ponieważ często można znaleźć powiązania pomiędzy libertarianizmem a teoriami organicystycznymi, a to z powodu wrogości obu tych doktryn wobec etatyzmu i racjonalistycznego konstruktywizmu – na ten temat zobacz hasło „Organic Society” w: N. Ashford, S. Davies, A Dictionary of Conservative and Libertarian Thought, London 1991; rozdział o organicyźmie w książce F. Leavis, O. Thompson, Culture and Environment, London 1962; R. Grant, The state as end, w: G. Parkinson, An Encyclopedia of Philosophy, London 1988; w literaturze polskiej zaś L. Jachimowska – Jaskólska, Z dziejów analogii między społeczeństwem a organizmem, w: Historyka T.XIII, 1982.

    [xvii] „Restauration…”, T.II, s.342-43.

    [xviii] ibidem, T.II, s. 379.

    [xix] „Melanges…”, T.II.,s.228 in.

    [xx] ibidem, T.II, s.248 in.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *