Jako że już wcześniej miałem okazję zapoznać się z wieloma szalenie trafnymi, czy też ożywczymi tekstami, jakie zostały zamieszczone na portalu liberalis.pl, z niekłamaną radością przyjąłem propozycję spłodzenia jakiegoś artykułu, który także zostałby na nim zamieszczony. Natychmiast zacząłem łamać sobie głowę, jakiż temat byłby właściwy na mój debiut na tychże łamach i w krótkim czasie doszedłem do wniosku, ze nic nie nada się lepiej, niż od dawna leżakujący w mym umyśle plan przedstawienia Władcy Pierścieni jako anarchokapitalistycznej epopei. Idea ta narodziła się, gdy w przepastnych czeluściach Internetu odnalazłem fantastyczny tekst, wypunkowujący przyczyny, dla których Drużyna „A” miała charakter ściśle libertariański. Należy bowiem zauważyć, że choć książki fantastyczne nie przyjmują za arenę dziejów świata rzeczywistego, to przedstawione tam wydarzenia nie tylko mogą być nań przeniesione, lecz niejednokrotnie winny być odbierane archetypicznie, alegorycznie czy też metaforycznie. O taką właśnie analizę się pokuszę. Nie mam wszelako zamiaru przypisywania Mistrzowi wszystkich poglądów, jakie w ten sposób wyinterpretuję z Jego dzieła. Z założenia moje działania należy odbierać pół – żartem, pół – serio.
Muszę też z góry przeprosić Czytelnika za to, ze tu i ówdzie znajdą się (być może) w moim tekście pozornie bezsensowne wtrącenia, różnego rodzaju dygresje i tym podobne ozdobniki, które bardziej ścisłe umysły (o ile takowe po poznaniu tematu mego artykułu są w ogóle dalej z Nami) mogą przyprawić o ból żołądka, dwunastnicy, tudzież innego witalnego organu, czuwającego nad prawidłowym przebiegiem funkcji życiowych. Niestety, nie zawsze jestem w stanie zapanować nad tekstem, który zaczyna się rozrastać w niezaplanowanym kierunku. Żywię nadzieję, że osoba odpowiedzialna za publikację tekstów nie wpadnie w furię, wywalając mój skromny artykuł w cholerę, czy też tnąc go tak, że z formy oryginalnej zostaną tylko przecinki, a i to nie wszystkie.
Pozwolę sobie poczynić jeszcze jedna uwagę wstępną – nie mogę (co z przykrością przyznaję) założyć, że treść wielkiego dzieła Mistrza Tolkiena jest ogólnie znana, będę więc zmuszony do dość dokładnego opisu sporej części wydarzeń, jakie zachodzą na łamach tejże powieści, przez co osoby doskonale zaznajomione z jej fabułą będą czasem odczuwać – być może – lekką irytację. Niech będą wszelako wyrozumiałe.
Po tym przydługim wstępie zacznijmy naszą analizę w miejscu zawiązania akcji, to jest sielskiej krainie Shire. Jak wygląda ustrój hobbickiego państwa? Otóż ciężko jest tu mówić o państwie – w Rothbardowskim ujęciu tego słowa – gdyż pełniący tam rolę monarchy than pełnił w zasadzie tylko funkcje reprezentacyjne; Tolkien nie wzmiankuje zaś nigdzie o jakichkolwiek podatkach, czy też monopolu sądowniczym / policyjnym. Jak wygląda życie w tej krainie? Ano Autor „Władcy Pierscieni” przedstawia je jako sielankę, w której uczciwą pracę na polu ubarwiają ucztowanie i zabawy, na które hobbici mieli zapewne środki dzięki motywacji do pracy (100% dochodów w ich rękach). W tym kraiku funkcjonuje też specyficzna forma elitaryzmu – oto rodzina głównego bohatera znajduje się w tej hierarchii wysoko (Tolkien nie wzmiankuje, by pracowali, można się domyślić, że żyli z jakiejś formy gospodarowania kapitałem) i wbrew obawom licznych przeciwników Wolnego Rynku – wspierają oni gorzej usytuowanych mieszkańców swej Ojczyzny, wydają urodzinowe przyjęcie, na które zaproszeni są wszyscy itd., ergo cenią sobie również wartości pozamaterialne (Zrozumienie faktu, ze człowiek w kapitalizmie nie kieruje się jedynie zyskiem, lecz – jak twierdzi Mises – dążeniem do „Szczęscia”, które należy rozumeć bardzo szeroko – w końcu niektórych uszczęśliwia pomoc innym – jest kluczowe). Co istotne, to właśnie Frodo Baggins, mogący spokojnie żyć w swym bogactwie okazuje się jednostką skora do poświęceń i wyrusza w niebezpieczna wyprawę, by zniszczyć Pierścień Władzy. (Pierścień ów stanowi zagrożenie dla całego uniwersum, w jakim przyszło żyć bohaterom.) Czy nie przypomina nam to czegoś? A może ideę rewolucji antypaństwowej, którą miałyby zainicjować naturalne elity, jaką proponuje p. H.H. Hoppe? Czyżby Tolkien miał w głowie taką wizję jakieś 50 lat przed znanym anarchokapitalistą? Kontynuując wątek Pierścienia Władzy – dawał on swoim posiadaczom wielka moc, ale za cenę moralnego upadku, jaki symbolizuje zapewne przejście do krainy cieni. Czyż nie znamy słynnej sentencji Lorda Actona, mówiącej „Każda władza deprawuje. Władza absolutna deprawuje absolutnie.”? Czyż nie taką myśl pragnął zawrzeć Mistrz Tolkien?
Wątek władzy, jaką miałby reprezentować ów Pierścień, daje się alegoryzować dalej. Jedną z najbardziej poruszających scen książki jest chwila, gdy jeden z sojuszników Froda w jego misji – Boromir – próbuje odebrać mu Pierścień, by z jego pomocą stanąć w szranki z zagrożeniem, jakie czyha nad jego krajem. Pierścienia nie można jednakże użyć bez negatywnych skutków. Każda użycie władzy, jak uczy nas filozofia anarchokapitaliatyczna oraz ekonomia Austriaków, kończy się gorszymi skutkami, niż te, które zaistniałyby na Wolnym Rynku. Postać Boromira zdaje się symbolizować ludzi, którzy chcą użyć władzy dla dobrych celów, nie będąc świadomymi ceny, jaka zostanie zapłacona przez nich i wszystkich rządzonych, gdy tylko do niej dojdą.
Jeszcze tragiczniejsza postacią jest Gollum, uprzedni właściciel Pierścienia, który stał się od niego uzależniony i za wszelka cenę próbuje odebrać go Powiernikowi Pierścienia. Gra tylko w swoim imieniu i nie cofa się przed zdradą, oszustwem ani przemocą. Czyż nie można uosobić go z osobami, które są kimś tylko wtedy, gdy dzierżą władzę, a bez niej są nikim? Używają jej tylko po to, by uwiecznić swe imię i wzbudzić grozę w sercach milionów poddanych. Ich moralność, wątpliwa jeszcze przed jej zdobyciem, poparta krwią przelaną w celu jej uzyskania (Gollum zabija poprzedniego właściciela Pierścienia, który wyłowił go z rzeki, a potem umyka, by ukryć się w górach i pędzić żywot samotnika, uradowanego posiadaniem Pierścienia, czyż to nie wymowne?) Tworzy obraz osoby niegodnej nawet litości.
Lecz jednak to owa postać odgrywa szalenie istotna rolę, niszcząc Pierścień, gdy Frodo nie był w stanie tego uczynić, opętany urokiem władzy. Jak to zinterpretować? Po pierwsze, pokazuje to, ze nawet bardzo ideologicznie zaangażowane osoby, gdy dostaną możliwość sprawowania władzy w swoje ręce, mogą zawieść pokładane w nich oczekiwania. Władza jest jak narkotyk, któremu nie można się długo opierać. Nie można zniszczyć jej, poprzez jej objęcie – jedyną drogą jest inicjatywa, mająca na celu jej usunięcie. Po drugie, Tolkien zawiera tu watek chrześcijański, dający każdemu prawo do poprawy. To nie jest jednak związane z naszymi rozmyślaniami.
Na swej drodze Frodo trafia do Bree, małej osady, zamieszkałej zarówno przez hobbitów, jak i przez ludzi. Jest to czysta egzemplifikacja tezy H.H. Hoppe, że to miasta mają strukturę wielo-etniczna, podczas gdy tereny wiejskie są raczej monokulturowe. Co ciekawe, cały Tolkienowski świat jest podzielony, zaś ciężko odnaleźć przykłady miejscowości, w których żyliby przedstawiciele różnych ras. Mniemam, ze Tolkien chciał dać wyraźny sygnał – choć osoby te sprzymierzają się w razie potrzeby, nie odczuwają ochoty zamieszkiwania razem. Czyżby znowu nasz genialny Hoppe?
Nie można dokonać obiektywnej analizy Dzieła Mistrza, nie wspominając o tym, ze przewijają się w nim postaci monarchów. Co ciekawe, żaden z ludów zamieszkujących Śródziemie nie rządzi się metodami demokratycznymi (oj, Hoppe…). Nie znaczy to wszelako, ze każda postać monarsza łączy w sobie jedynie cechy pozytywne. Wręcz na odwrót, poza głównymi adwersarzami naszych bohaterów, tworzącymi imperia oparte na strachu i przemocy, również „pozytywni” władcy zdają się mieć wiele wad. Król Rohanu jest niezdolną do działania marionetką w rękach szpiega Sarumana (to ten „czarny charakter królewski”), wszelako, daje się przekonać samą argumentacją Gandalfa (Główny koordynator oporu, stawianego siłom zła). Czyż nie dowodzi to tezy, że monarchę zawsze można jakoś przekonać do właściwego stanowiska, w przeciwieństwie do reżimu demokratycznego, w którym władze sprawuje motłoch?
Podczas lektury poznajemy również fascynującą społeczność Entów, w imieniu których jej członek – Drzewiec – wygłasza znamienną sentencję „Nie jestem po niczyjej stronie, bo nikt nie jest po mojej stronie”. Czyż nie tak może sformułować swoje stanowisko wolnościowiec, pytany, jaką partie polityczna popiera? Nikt nie głosi jego poglądów, a każdy oferuje swoją wizję socjalistycznego raju, w którym Wolność jest zdeptana i splugawiona. Idea Wolności w ogóle nie odgrywa żadnej roli na politycznym targu współczesnych demokracji. (Rola jedynej polskiej partii prowolnosciowej, jaką jest UPR jest, niestety, minimalna w obecnych realiach politycznych. Na taką sama rolę skazane są inne partie, n.p. Libertarian Party w U.S.A., której możliwości działania skutecznie blokuje system wyborczy – nasuwa się refleksja, ze moze celowo…).
Do ciekawych przemyśleń natchnął mnie również pewien fakt natury ogólnej – Śródziemie zamieszkują rozmaite rasy istot rozumnych, których charaktery, motywacje i przyzwyczajenia są diametralnie różne. Od chroniących przyrodę, stałych, spokojnych, konsekwentnych entów, poprzez nastawione bardziej materialistycznie krasnoludy, na ceniących zabawę hobbitach skończywszy (a nie wolno zapominać o elfach, ludziach, czy nawet orłach, których część Tolkien wyposażył w zdolność do działania w Misesowskim ujęciu tego terminu, co pozwala dołączyć je do grona istot ludzkich). Wszystkie te istoty sprzeciwiają się zakusom Saurona. Co z tego wynika dla naszej idei? Ano wiele. Po pierwsze, Libertarianinem można być z wielu pobudek – utylitarystycznych (Krasnoludowie?), prawno- naturalnych (Elfowie?), emotywnych (hobbici?), jak i wielu innych, które mogą byc kombinacja tychże, czy tez zupełnie inne (Autora zawsze najbardziej przekonywała koncepcja Praw Naturalnych,a argumenty utylitarystyczne tylko wzmocniły jego poglądy). Po wtóre, inicjatywy pozapaństwowe przyjmują zawsze dopasowany do ludzi charakter, żadna z ras nie pragnęła zunifikować świata tak, jak chciał tego dokonać ich główny antagonista. Po trzecie zaś, Wolny Rynek różnorodnością stoi, jak widać, z samej swojej natury, a monopole na nim nie grożą!
Jako ostatnią ciekawostkę należy spojrzeć na to, jak opisywane są stworzenia, rządzone przez Saurona, głównego antagonistę naszych bohaterów. Otóż zgodnie z treścią zarówno tej książki, jak i „Silmarillionu” (Zbioru legend Tolkienowskiego uniwersum, obejmującego wydarzenia od powstania świata, po znaną z kart „Władcy Pierścieni”, Wojnę o Pierścień) nie był on w stanie stwarzać nowych istot, lecz jedynie korumpować i przetwarzać już stworzone. Czy nie przypomina to państwa, które samo niczego nie wytwarza, lecz jedynie grabi i nieudolnie parodiuje inicjatywy prywatne ze skutkiem fatalnym, zresztą? Tak bym pojmował tę metaforę.
Jak widać, Władcę Pierścieni można na wielu płaszczyznach odebrać jako książkę prawdziwie libertariańską, co więcej – anarchokapitalistyczną i paleolibertariańską oraz antydemokratyczną. Wielość aspektów, jakie porusza Mistrz nie wyczerpuje się, co oczywiste, na sferze polityczno – ideologicznej, lecz zahacza także o sferę moralności, czy też etyki, nie zawsze relewantną z punktu widzenia Anarchokapitalizmu (tudzież: Libertarianizmu). Dlatego też każdej osobie, która nie przeczytała tejże powieści, polecam uczynienie tego, a każdemu, kto już miał tę przyjemność – zaaplikowanie jej sobie ponownie.
Janusz Wójciak
05.05.2008 r.