Rafał Lorent

Rafał Lorent ”Libertarianizm – lekcja druga”

To jednostka jest podstawowym punktem odniesienia – tylko jednostka myśli, dokonuje wyboru, posiada prawo własności. Tylko ona może wchodzić w interakcje tzw. „społeczne”, które w swoim podstawowym znaczeniu oznaczają interakcje między jednostkami, między jednostką a grupą jednostek lub między grupami jednostek. Jak to ujęła Margaret Thatcher, „nie istnieje taka rzecz jak społeczeństwo” *

Poprzednia lekcja zawierała możliwie jak najbardziej zwięzłe i proste przedstawienie koncepcji leżących u podstaw libertarianizmu. Z faktu egzystencji istoty ludzkiej wywodzi się niezbywalne i przyrodzone prawo naturalne, „składające się” z trzech praw: samoposiadania, aksjomatu o nieagresji i prawa własności.

Dziś zajmiemy się podstawowymi konsekwencjami ideowymi wywodzonymi z prawa naturalnego. Jak powiedział Thomas Jefferson ze zwykłą sobie celnością, „Prawa naturalne są samooczywiste” – jednak ich konsekwencje już nie, zatem warto je wymienić i wyjaśnić. Zaliczają się do nich między innymi:

Indywidualizm

To jednostka jest podstawowym punktem odniesienia – tylko jednostka myśli, dokonuje wyboru, posiada prawo własności. Tylko ona może wchodzić w interakcje tzw. „społeczne”, które w swoim podstawowym znaczeniu oznaczają interakcje między jednostkami, między jednostką a grupą jednostek lub między grupami jednostek. Jak to ujęła Margaret Thatcher, „nie istnieje taka rzecz jak społeczeństwo”*

Co z tego wynika?

Po pierwsze, niekumulatywność uprawnień. Oznacza to, że kilka jednostek nie ma żadnego prawa narzucać swojej woli jednej, jak również 10 milionów jednostek nie ma prawa narzucać czegokolwiek setce. Narzucać wbrew woli zainteresowanych – każdy może dobrowolnie ograniczyć swoją wolność i robi to na przykład poprzez wejście w związek małżeński, poprzez przyjęcie zobowiązań wynikających z umowy etc. Zasada ta była powszechnie uznawana już w średniowieczu – król musiał prosić parlament o samoopodatkowanie się.

Po drugie, jednostkowa perspektywa społeczna. Dobro jednostki i jej szkoda jest podstawowym kryterium moralności. Nie można twierdzić, że jeśli ucierpi jedna jednostka – np.: poprzez utratę danej własności – a zyska na tym kilka jednostek, to wtedy jest to moralnie dobre.

Po trzecie, równość praw. Każda jednostka podlega prawu naturalnemu i z niego wywodzi wszystkie swoje prawa szczegółowe – wszyscy mają tyle samo wolności. Wszystkich ogranicza aksjomat o nieagresji i samoposiadanie. Zatem każdy winien być równy wobec prawa.

Powyższe implikacje mniejsze (minores) prowadzą nieuchronnie do implikacji większej (maior):

Woluntaryzm albo dobrowolność

Zgodnie z aksjomatem o nieagresji, jednostka nie może być poddawana żadnemu przymusowi. Zatem jedyny sposób, w jaki mogą zachodzić interakcje między ludźmi to sposób dobrowolny. Każdy zawierany dobrowolny kontrakt czy umowa – do których sprowadza się większość interakcji społecznych – musi być korzystny dla obu stron w ich mniemaniu. W przeciwnym razie strony nie zawarłyby umowy.

Co z tego wynika?

Żadna strona trzecia nie ma prawa ingerować w treść zawartego dobrowolnie porozumienia czy umowy. Każda dobrowolna interakcja nie ograniczająca wolności innych nie może być zakazana. Przykłady: umowa kupno-sprzedaż narkotyków, papierosów, broni, lekarstw, bananów, jabłek, gier komputerowych.

Indywidualizm i woluntaryzm niejako wymuszają istnienie trzeciej konsekwencji praw naturalnych:

Wolny rynek

Tylko na wolnym – zgodnym z prawem naturalnym – rynku możliwe jest pełne urzeczywistnienie zasad indywidualizmu i woluntaryzmu. W każdym innym systemie zarówno wolność umów jak i wolność jednostki jest krępowana.

Co z tego wynika?

Niekrępowany legislacją rynek jest w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby jednostek. Jednostki zawierające dobrowolne umowy i ryzykujące własne pieniądze będą dążyć do jak największej wydajności i jak najmniejszych kosztów. We własnym interesie również będą dbały o przychylność klientów, spełniając ich zachcianki. Jak napisał Adam Smith, „Nie od przychylności rzeźnika, piwowara czy piekarza oczekujemy naszego obiadu, lecz od ich dbałości o własny interes.”

Dobrze, tylko w jaki sposób, spytacie? Kto tym zarządza? Kto stoi za tym, że mogę zjeść chińską potrawę okraszoną przyprawami z Cejlonu na holenderskiej zastawie za pomocą niemieckich sztućców, popijając ją francuskim winem? Kto to ORGANIZUJE? Smith odpowiedziałby: niewidzialna ręka rynku ale pełniejszym i bardziej poprawnym terminem będzie:

Spontaniczny porządek alias ład samoistny

Z niekoordynowanych działań milionów jednostek działających dobrowolnie na wolnym rynku wyłania się ład. Samoistnie, oddolnie powstaje porządek i uporządkowana struktura, umożliwiająca wydobycie, obróbkę, transport, reklamę i sprzedaż dowolnych dóbr na całym świecie. Jednak zasada ta odnosi się to nie tylko do ekonomii, lecz do każdej instytucji „tworzonej” przez jednostki. Historycznymi przykładami samoistnie powstających struktur uporządkowanych są: prawo, język, pieniądz, społeczeństwo.

Co z tego wynika?

Po pierwsze, ingerencje państwa są szkodliwe. Każdy interwencjonizm – ekonomiczny, kulturowy, społeczny, etyczny – oznacza zmianę zastanego ładu samoistnego według wizji sprawujących władzę. Najlepiej widać to na przykładzie demokracji: gdy rządzi prawica, homoseksualizm, pornografia itp są zwalczane; gdy rządzi lewica, zwalczana jest religia, hierarchia w społeczeństwie itp. Zatem najlepsze, co może zrobić rząd to – nie przeszkadzać. Laissez-faire.

Po drugie, konserwatywna rola państwa. Znaczenie terminu konserwatyzm zgodne jest w tym przypadku ze źródłosłowem: łac. conservare – zachowywać. Państwo ma tylko dbać o zabezpieczenie prawa naturalnego, a zatem: zabezpieczenie praw własności, indywidualizmu, dobrowolności kontraktów, zagwarantowanie istnienia wolnego rynku i ładu samoistnego.

Te same przesłanki, wedle których egoizm jednostki (dążenie do zysku) przekładają się na dobro innych jednostek (dostęp do dobrych i tanich dóbr), każą sądzić że mając możliwość maksymalizacji swoich zysków poprzez wykorzystanie aparatu państwowego mało kto oprze sie pokusie. Lord John Acton ujął tę regułę w słynne zdanie: „Każda władza korumpuje – władza absolutna korumpuje absolutnie„. Zatem jedynym sposobem na zabezpieczenie prawa naturalnego są:

Rządy prawa

Tylko prawo powstałe w oparciu o prawo naturalne powinno „rządzić” jednostkami. Jak pisał Thomas Paine w latach rewolucji amerykańskiej, odwrotnie niż w Wielkiej Brytanii w Ameryce to prawo ma być królem, a nie król prawem.

Najłatwiej można wyjaśnić „o co chodzi”, przywołując zasady nierozerwalnie związane z istnieniem państwa prawa:
• Volenti non fit iniuria – chcącemu nie dzieje się krzywda – patrz: samoposiadanie, własność
• Nullum crimen sine lege – nie ma przestępstwa bez złamania obowiązującego prawa
• In dubio pro reo – w razie wątpliwości rozstrzygać na korzyść oskarżonego
• Lex retro non agit – prawo nie działa wstecz
• Vim vi repellere licet – siłę wolno odeprzeć siłą – patrz: własność, samoposiadanie
• Pacta sunt servanda – umów należy dotrzymywać – patrz: dobrowolny kontrakt
• Habeas corpus – nietykalność osobista bez wyroku sądowego – patrz: samoposiadanie

Zasad jest naturalnie więcej, jednak ogólny sens powinien być zrozumiały. Jednostki podporządkowane są tylko i wyłącznie prawu naturalnemu. To właśnie oznaczają rządy prawa, nazywane w niemieckiej filozofii Rechtsstaat.

Takie są podstawowe konsekwencje istnienia prawa naturalnego. Indywidualizm, woluntaryzm, wolny rynek, ład samoistny i rządy prawa. Z tych podstawowych implikacji wywodzą się wszelkie konsekwencje szczegółowe, które zostaną przedstawione na kolejnych lekcjach.

To wszystko tym razem. Czekam na wszelakie komentarze i konstruktywną krytykę.

Rafał Lorent

*Cytat z Margaret Thatcher , wywiad w czasopiśmie Women’s Own magazine, 31 września 1987
***
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.5 Polska.
Tekst był wcześniej opublikowany na ego.riki.pl

16 comments

  1. Gigabyte

    Artykuł bardzo fajny, ale mam jedno zatrzeżenie – wymieniona została tylko koncepcja minarchistycznego państwa prawa, a pominięty został anarchokapitalizm, który zdaniem wielu jest bardziej moralny i zgodny z prawami naturalnymi.

  2. Apfelbaum

    Dlaczego pominął pan polski dorobek wolnościowy jak:
    Neminem captivari permittimus, nisi iure victum

  3. Autor

    „Zasad jest naturalnie więcej”
    Jak napisałem: nie chciałem wymieniać wszystkich. A że pominąłem polski dorobek w tej materii: cóż, tak wyszło, nie było za tym żadnej intencji.

  4. Apfelbaum

    Ja po prostu jestem dumny z Neminem captivari permittimus, nisi iure victum.

  5. Metalurg87

    Jestem kulawy z Łaciny, więc czy mógłby Pan przetłumaczyć mi na język Polski tą zasadę, z której jest Pan tak dumny, abym i Ja-Polak mógł także poczuć gorąco w sercu? :>

  6. Apfelbaum

    „Nikogo nie pozwolimy uwięzić, chyba, że zwyciężonego przez prawo.”

  7. Romański

    Nie ma społeczeństwa?! No to już jakiś dowcip. Widzę, że Autor nie ma nawet rudymentarnej wiedzy z socjologii. Otóż społeczeństwo jak najbardziej jest i istnieje. Nie ma człowieka poza społeczeństwem. Nawet skrajny asceta jest z nim związany. Odnosi się do niego – w odruchu buntu, ale zawsze jest ono w nim obecne. Oczywiście, że to jednostka podejmuje decyzję – to nie ulega wątpliwości. Jednak to społeczeństwo daje jednostce ramy tych decyzji (znów – albo pozytywnie, albo negatywnie), nadaje jej cel, tworzy to co można opisać jako dopuszczalne, czy normalne środki. To społeczeństwo mówi nam, co wolno nam pomyśleć, nie możemy wyjść poza nie. Ba! nawet libertarianie w tej normie się znajdują, jako margines, ale jednak dopuszczalny. Jesteście tym dla kapitalizmu, czym fundamentalizm dla religii – pewnym „normalnym” ekstremum. I tak samo jak fundamentaliści jesteście niebezpieczni…. Pozdrawiam!

  8. Eruatalon

    Oczywiściem ze społeczeństwo per se nie istnieje. Nie ma takiego zwierzęcia, istnieje tylko x jednostek. Widział Pan kiedyś „społeczeństwo”? Ja nigdy, a wzrok, choć słaby, uzupełniam przez szkiełka, które, o dziwo, robił mi opyk, na podstawie recepty wydanej przez okulistę, kóremu zapłaciłem pieniędzmi, jakie otzymałem ze sprzedaży książki. Książkę sprzedałem panu Y, a nie społeczeństwu.

  9. Romański

    Przede wszystkim – społeczeństwa jako zwierzęcia nie widać, zgadza się. Ale za Humem mogę powiedzieć, że tak samo nie ma przyczyny i skutku – są tylko dwa, nie związane ze sobą zdarzenia. To że nie widać społeczeństwa nie znaczy, że go nie ma. Grawitacji jako takiej też nie widać – a tu co? A jest! Tak samo istnieje społeczeństwo. Jako zbiór sił, które determinują nasze zachowania. Nas jako jednostek i nas jako grup. Bo każdy z nas należy do jakiejś grupy i jej interes realizuje. Libertarianie na ten przykład także stanowią grupę i realizują jej interesy – chociażby poprzez propagandę, jakiej wyrazicielem jest ta strona. Przecież sami korzystacie z dystynkcji jaką jest pojęcie „libertarianie” – separując się tym samym od innych grup. Odrzucacie na ten przykład anarchokomunistów – a więc macie jakieś kryteria przyjęcia do grupy itp. itd. Cechujecie się tak interesem jak i organizacją (np. Warszawska konferencja, te i inne strony itp.). Więc nie mów mi, że nie ma społeczeństwa. Pozdrawiam!

  10. qatryk

    jasio jest np. anarchokimśtam co nie ma żadnego związku z libertarianizmem , ja jestem anarcholibertynem i to też jako takie nie ma związku z przynależnością do libertarian. Ogólnie libertarianie z rzadka używają słowa „my”. Zresztą dość dziwne jest nazywanie społecznością grupy osób o podobnych poglądach czy systemie wartości.
    Społeczeństwo w powszechnym rozumieniu to jakaś taka bezkształtna, bezideowa zbiorowość która w moim rozumieniu zwyczajnie istnieje tylko po to aby ludziom mydlić oczy że wobec tej społeczności mają jakieś obowiązki i długi które muszą spłacać. A to tylko po to aby wzbudzić w ludziach niczym nie uzasadnione wyrzuty sumienia.

  11. Romański

    Nie ma znaczenia, czy libertarianie korzystają ze słowa „my” – ważne jest to, że mają poczucie więzi ze sobą na wzajem. Używasz słowa społeczeństwo odnosząc je do Społeczeństwa jako kraju – ale społeczeństwem są także grupy społeczne. Które mają już interesy ponadjednostkowe, cele wyższe. Na tym opierają się na ten przykład firmy, towarzystwa, partie polityczne czy kościoły. Każdy z nas czasami podporządkowuje swój interes jakiejś większej grupie (np. nie je mięsa w piątek, albo dla dobra firmy zrzeka się podwyżki) tak realizuje interes społeczny grupy, stawia go ponad swój. Oczywiście problem pojawia się, gdy patrzymy na większe grupy, takie jak naród czy klasa społeczna, czy ich homogeniczność jest na tyle duża, żeby mówić o ich interesie? To jest szerszy problem, niejednoznaczny – ale nawet jak powiemy, że nie, to ta odpowiedź nie neguje bezspornego faktu, jakim jest istnienie tego, czy tamtego społeczeństwa. Czego dowodzi to, że tyle ich na świecie istnieje (np. społeczeństwa plemienne, czy grupy zawodowe). Jednostka ma naprawdę mało do powiedzenia, gdy za nią nie stoi jakaś grupa, tego uczy historia. Pozdrawiam!

  12. smootnyclown

    Społeczeństwo – naturalna rzecz, w moim przekonaniu – istnieje. Cały problem w gruncie rzeczy rozbija się o definicję. To jest jak z hasłem „kapitalizm”. Dla akapa oznacza on coś innego, niż dla reszty społeczeństwa (pardon: ludzi!). Ze społeczeństwem jest to samo. My, tzn. libertarianie (a co!, Patryku, nie mogę się tak spoufalać?:>) dostrzegamy, że społeczeństwo samo w sobie jest abstraktem i zwracamy uwagę na mnogość jednostek, z ich wszystkimi ideami, zachciankami, celami i marzeniami. Z kolei nasi, nazwijmy to, adwersarze społeczeństwo uznają za osobny byt, nie dostrzegając osobliwości osobowości. To jest jak ze związkami chemicznymi. Jedni dostrzegają tylko wodę, a inni dopatrują się wodoru, tlenu – atomu, kationu, kwarka, itd.

    Akurat kończę czytać „Źródło” randowskie i taka mnie naszła myśl, że Toohey jest tym typem, który nie chce dostrzec tych jednostek. Roark z kolei, widać to w jego mowie obronnej na drugim procesie i wcześniej podczas rozmowy z Wynandem) doszukuje się jednostki ponad wszystko. Zresztą randowska wizja jest w kwestii społeczeństwa nieco kontrowersyjna (przynajmniej ja to tak odbieram): społeczeństwo vs. jednostka. Tymczasem zgodziłbym się z Romańskim, że bez większej grupy i indywiduum nic nie wskóra.

    Nota bene wczoraj przeczytałem sobie Spencera „The man versus the state” i muszę przyznać, że w filozofii egoizmu Rand czerpała z niego ogromnie. Zresztą w „Źródle” pojawia się nawet nazwisko H.S. Spencer właśnie zwraca uwagę, że wszystek postęp zawdzięczamy jednostkom, że to nie altruizm i poświęcenie do niego prowadziły, a dążenie do własnych celów. I Rand to samo. Z tą tylko różnicą, że Herbert mówi wprost, że społeczne współdziałanie napędza ten postęp, a Rand w społeczeństwie, jako zbiorowości, upatruje niszczyciela (a przynajmniej nie mówi o jego pozytywnych skutkach). To jest trochę tak, jak Nockowska wizja „rządu”, a nie państwa. Zresztą wydaje mi się, że Nock również obficie czerpał ze Spencera. W każdym razie i Herbert i Albert mówią o tym, że społeczeństwo jest przede wszystkim przeciwieństwem państwa, jako władzy. Spencer używa nawet ładnej metafory z szalką; gdy jedną szalką jest społeczeństwo, a drugą państwo, to każda nowa inicjatywa władzy osłabia inicjatywę społeczną. i to osłabia po dwakroć. To samo przecież twierdzi Nock i, w milczeniu, Rand.
    No nic, wybaczcie ucieczkę od tematu, ale tak mnie to trzymało od wczoraj.

    Powtórzę więc jeszcze na koniec, że problem ze społeczeństwem rozbija się o definicję. Więc, żeby zapobiec nieporozumieniom, proponuję miast społeczeństwo, używać zwrotu „społeczność”, który to nie ma chyba tak kolektywnych konotacji:)

  13. qatryk

    No własnie sedno w tym co to jest społeczność a co to społeczeństwo. Romański próbuje tu moim zdaniem udowodnić że to jedno i to samo. A gówno prawda. Owszem społeczność to grupa ludzi o podobnych poglądach, podobnych celach i tak dalej. Ale to do cholery nie jest społeczeństwo – społeczeństwo ma silna konotację z narodem. Społeczeństwo to taka masa bezideowa, bezpłciowa która jest figurą retoryczną rządów – jak się sprzeciwiasz rządowi to sprzeciwiasz się woli społeczeństwa. Mnie z panem Ziutkiem z Pcimia Dolnego nic nie łączy, podobnie jak z ciulami z mojego osiedla. I nie życzę sobie aby mnie wrzucać z nimi do jednego wora i nazywać społeczeństwem. Bo skoro mnie z nimi nic nie łączy to zbiór w który się nas razem wrzuca zwyczajnie nie istnieje a jest tylko jakimś wymysłem tych którzy sobie roszczą prawo do definiowania mojej osoby. A zdefiniować to mogę się tylko i wyłącznie sam.

  14. qatryk

    @smootny
    ja właśnie dziś dostałem Źródło i Atlasa i się troche przeraziłem – to raczej nie sa lektury do autobusu. 😀

  15. smootnyclown

    Źródło w 5 dni ogarnąłem. Atlas na mnie czeka, ale mam kilka innych lektur teraz, więc może za tydzień:)

    Ale Źródło jest zajebiste, naprawdę polecam. Szczególnie ostatnia część, bo w niej najwyraźniej Rand pokazała, co myśli. Wcześniej to tak po łebkach wtrącała, a w IV części to już wystrzeliła, jak z armaty:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *