Społeczeństwo, kultura i wartości

Patryk Bąkowski „Danka rozmowy z bogami”

Z zasady staram się unikać wysłuchiwania sporów fanatyków bo sam jestem fanatykiem i niebezpiecznie mi ciśnienie skacze jak czytam fanatyczne spory o to kto ma racja. Ja mam racje i to w żaden sposób nie ulega wątpliwości. Czytanie zatem takich pierdół przysporzyć może o skok ciśnienia a jak wiadomo podniecanie na sucho szkodzi zdrowiu fizycznemu i psychicznemu przede wszystkim.
Mimo to zdarzyło mi się dziś ulec i przeczytać najpierw polemikę Tomasza Sommera z Aleksandrem Majewskim a potem list dziękczynny jaki Adam Danek wystosował do Majewskiego z mrowiem dodatkowych argumentów ku pokrzepieniu konserwatywnych serc. No cóż – moja wina, moja bardzo wielka wina że nie posłuchałem jedynego prawdziwego autorytetu czyli siebie samego. No i mnie cholera wzięła.
Pomijam już tu cała dyskusję o libertarianizmie bo moim zdaniem to cała ta dyskusja sprowadza się do naparzania dwóch chłopców pt. który to lepiej zgłębił kobiece wdzięki Wiktorii podczas gdy obaj widzieli ją co najwyżej przez dziurkę od klucza w szatni podczas szykowania się tejże do zajęć wuefu.

Pozwolę sobie na kilka smacznych cytacików:

Ład jest tylko jeden, kosmiczny i przenikający cały wszechświat, tak jak tylko jeden jest Stwórca tego Ładu. Poszczególne kultury, wspólnoty, ustroje etc. są dobre w takim stopniu, w jakim realizują ten Ład. Nikt nie wie tego lepiej, niż konserwatysta, zwłaszcza katolicki. Nie istnieje zatem żadna „wielość porządków” (pluralizm), które ludzie „mieliby prawo wybierać” wedle własnego widzimisię.

Będąc konsekwentnym i przyjmując że faktycznie jest tak że jest ino ten jeden ład to ja się pytam na jakiej podstawie można stwierdzić że ten ład w który się wierzy jest tym właśnie jedynym ładem? Czyżby pan Danek miał kontakt z bogiem i ten go oświecił i rzekł: “Danek ty jesteś rycerz który oświeci tę swołocz co do istoty ładu jedynego.”?
Patrząc z mojej perspektywy mogę być pewnym jedynie swojej osoby i ewentualnie wnioskować na podstawie kontaktów z innymi co tak naprawdę godzi w człowieka. Tu żaden bóg nie jest potrzebny, żadne pojęcia dobra ani zła bo to są pojęcia wtórne i bardzo subiektywne, zależne od kultury w jakiej przychodzi nam żyć i twardości naszej własnej dupy. I mogę być pewnym że jak ktoś mnie pobije (w najbardziej ekstremalnej formie zwyczajnie zabije w ten czy inny sposób) to nie do końca jest to fajne (tzn. jeszcze zależy oczywiście od okoliczności – np. seria bolesnych klapsiorów w pupę jest bardzo stymulująca podczas zbliżającego się orgazmu – no ale na to można się zgodzić, podobnie jak na orgazmiczne przeżycie jakim jest przejechanie wiertłem dentystycznym po nerwie w zębowej dziurze), jak mi ktoś coś ukradnie to też nie jest to fajne i w zasadzie całość interakcji groźnych dla mojej osoby w stosunkach międzyludzkich się na tym kończy. Na tej podstawie wnioskować sobie mogę że i inni nie za bardzo chcieliby ode mnie takich rzeczy doświadczać co zasadniczo wydaje mi się dość logiczne i godne uszanowania.
Nie za bardzo wiem jak ma się do tego pojęcie ładu ale zawsze zdawało mi się że ład opiera się na takim minimum i każde tworzenie jakiś nowych praw, obowiązków, zakazów, nakazów zwyczajnie prędzej czy później wchodzi w konflikt z tym ładem. No ale ja z bogami nie gadam. Przestałem jak stwierdziłem że mnie ignorują i objąłem w stosunku do nich podobna strategię. Zobaczymy kto kogo przetrzyma.

Po trzecie, nie istnieje żadna „zasada wolnego wyboru”, przynajmniej nie w takiej postaci, jak ją opisuje p. Sommer. Ład zasadza się m.in. na tym, że Pan Bóg dał człowiekowi wolną wolę. Tzw. „wolnościowcy” często o tym gardłują, kiedy przychodzi im bronić różnych obrzydliwych i nieprzyzwoitych zachowań ludzkich. Ale zapominają, czemu służy wolna wola. Bóg dał człowiekowi wolną wolę, aby człowiek z własnej, nieprzymuszonej woli wybierał dobro, co nadaje jego działaniu wartość moralną. A nie po to, żeby wybierał cokolwiek. Dlatego nie istnieje żadne „prawo do wyboru zła”. Jak również „prawo do prostytucji”, „prawo do pornografii”, „prawo do bluźnierstwa”, „prawo do samobójstwa” i tym podobne lewackie hasełka, jakimi nierzadko szafują zarówno liberałowie, jak i libertarianie.

No więc tak – masz wolna wolę do tego abyś sam wybrał dobro albo zło, pod warunkiem że wybierzesz dobro. Inaczej nici z dilu i ognie piekielne – tylko czy wybór ogni piekielnych nie jest elementem tego dilu? Albo Danek nie gadał z bogiem albo jak gadał to bóg musiał sobie nieźle zakpić z jego człowieczego umysłu. Ale zawsze podejrzewałem go o bycie niezłym kpiarzem (tzn boga a nie Danka). Ta ignorancja którą od niego codzień doświadczam jest niewątpliwie również jednym z elementów dość wysublimowanego poczucia humoru.
Wartość moralna działaniom nadaje nie to że wybieramy dobro a to że nie wybieramy zła albo się mu sprzeciwiamy. Definiowanie dobra poprzez samo czynienie czynów zgodnych z panującym ładem (chodzi o ten jedyny, boski a nie ludzki) jest tak samo śmieszne jak definiowanie pieprzniczki nie wiedząc co to pieprz.

Aborcja jest morderstwem pierwszego stopnia ze szczególnym okrucieństwem i jako taka musi być bezwzględnie penalizowana i zwalczana przez każdą prawowitą władzę, czy będzie to władza państwa, czy jakiegoś innego ośrodka.

Zabicie z zimna krwią przeze mnie gościa który wejdzie do mojego domu bez mojego pozwolenia (względnie nie zechce go opuści w momencie w którym nie będzie mi odpowiadało juz jego towarzystwo) jest morderstwem pierwszego stopnia ze szczególnym okrucieństwem i jakby na to nie patrzeć zgodnie z dankowom oświeconą myślą tak postępuje dzisiaj władza. Gratuluję sprzymierzeńców i konsekwencji w logice.

Kończąc temat Kościoła, p. Sommer w swojej apologii libertarianizmu szereg razy powołuje się na św. Tomasza. Wyrwane z kontekstu poszczególne wyrażenia Doktora Anielskiego mogą niewątpliwie zamydlić oczy laikowi, ale nie komuś, kto miał choćby trochę większą (niż żadna) styczność z myślą Akwinaty. Prawdą jest, iż św. Tomasz był zdecydowanym przeciwnikiem tego, co dziś nazywamy etatyzmem, ale równie mocno sprzeciwiał się temu, co dziś nazywamy wolnym rynkiem;

Tu za miękka pyta ze mnie (podobnie jak i wyżej) aby polemizować. Ale z tego co zdarzyło mi się pogadać i poczytać Wyrusa który Akwinite “co nieco” zna to śmiem wątpić w słowa które napisał człowiek który rozmawia z bogiem.

I na koniec, zupełnie na poważnie. Dlatego nie lubię religii że daje niektórym ludziom możliwość wypowiadania się w imieniu sił których kompletnie nie rozumieją (bo nikt ich nie jest w stanie pojąć) a co najgorsze swym niezrozumieniem tych sił czyli samą w nich wiarą pozwalają sobie uzasadniać swą moralną wyższość i nieomylność.

Patryk Bąkowski

18 sierpień 2008