Stefan Blankertz „Poza lewicą i prawicą: Libertariańskie motto tak aktualne, jak nigdy dotąd”
28 grudnia, 2008 — GigaKu czci
Murray N. Rothbarda
„Mr. Libertarian“,
1926-1995.
Kiedy najwięksi zwolennicy etatyzmu dmą w trąby, propagandowo nawołując do wielkiego ataku na kapitalizm, a socjaldemokratów, którzy pragną nieco ograniczyć rozrost państwa, obraźliwie określają jako „neoliberałami”, płowieje profil niektórych zwolenników wolności i wolnego głoszenia swoich poglądów, którzy skłaniają się „ku prawicy”, pozornie tylko pozostając w opozycji „do lewicy”.
Przy pomocy czterech ważnych zagadnień, chciałbym pokazać jak bardzo aktualna jest jasna i wyraźna zasada libertariańska „poza prawicą i lewicą”.
1. Kiedy państwa prowadzą wojnę, „nie chwytać się żadnej partii!”
Wojna jest „ultima ratio” (ostatnim argumentem) państwa, aby wymusić „solidarność”. Teoretycznie jest to stwierdzenie zupełnie jasne dla każdego zwolennika wolności. Ale w gorączce codziennego boju umyka to łatwo z pola widzenia.
Szybko podano rękę USA, które wmaszerowało do Iraku, mając na uwadze „mniejsze zło”. To była pozycja „prawicy”. Głoszono również opinię, iż Saddam Hussein „nie jest aż taki zły”. To była opinia „lewicy” – czasami jednak również prawicowych radykałów.
Uważam, iż zwolennicy wolności powinni opowiedzieć się za tym, że Saddam musi odejść. Ale nie powinni opowiadać się za interwencją państwową.
Takie stanowisko lubią piętnować konstruktorzy presji solidarnościowej po obu stronach, definiując je jako „utopijne”, „nierealne” albo też „nieżyciowe”.
Odpowiadamy, iż utopijna, nierealna i nieżyciowa jest władza z pierwowzorem wszystkich władz, chcąca zwalczyć państwo. Dotyczy to zarówno działań USA tak samo jak rzekomego „oporu”. W ten sam sposób obowiązuje to w relacji do postępowania Rosji wobec czeczeńskich separatystów jak i samych separatystów, którzy w przypadku wątpliwości chętniej eliminują swoje mniejszości, odstępców i odmieńców bądź też inne niemiłe im osoby, niż wspólnie walczyć przeciwko państwu.
2. Podczas krytykowania państwa socjalnego nie mylić ofiar ze sprawcami!
Bezrobocie oraz nędza „produkowane” są przez interwencjonistyczną politykę gospodarczą państwa. Czasami jednak zwolennik wolności uznaje za łatwiejsze i prostsze, pogodzenie się z ogólnym biadoleniem prawicowców, ale w międzyczasie i lewicowych etatystów, w sprawie „naciągaczy na pomoc socjalną” , wskazując na powiązania ekonomiczne.
Wspieranie bezrobotnych jest świadczeniem ubezpieczeniowym. Chodzi wprawdzie o wymuszone świadczenie ubezpieczeniowe, ale nikt w żaden sposób nie może go legalnie odrzucić. Pomoc socjalna oznacza przekupienie ofiar polityki państwowej, powodując zachowania pasywne i brak przedsiębiorczości.
Zwolennik wolności, który osoby otrzymujące pomoc socjalną nazywa „naciągaczem” powinien zadać sobie pytanie, czy on sam na przykład nie pobiera zasiłku na dziecko, nie wysyła swoich dzieci na studia na uczelnie państwowe, nie korzysta z publicznych, państwowych dróg i jeszcze więcej?
Społeczeństwo etatystyczne zbudowane jest w taki sposób, iż nie może dalej żyć i funkcjonować bez roszczenia sobie praw do jakichkolwiek świadczeń państwowych.
W takim kontekście wszyscy jesteśmy „naciągaczami”. Granica walki przebiega niejako „ w nas”, a nie pomiędzy nami i tymi „innymi”.
3. Podczas debaty ekologicznej respektować decyzje rynkowe!
Ponieważ politycznie poprawna świadomość dotycząca zagadnień związanych ze środowiskiem ucieleśnia się aktualnie najczęściej w wymuszonych działaniach państwowych – takich jak: zakaz palenia papierosów, selekcjonowanie śmieci i odpadów, obowiązek znakowania, odrzucenie genetycznie modyfikowanych produktów, ochrona klimatu – wśród zwolenników wolności modne stało się wykorzystywanie naukowych oświadczeń ekologów jako ogólnych ideologii etatystów. W wyniku tego uzależniamy się od stanu nauki. Ale występują również liberalne i demokratyczne rozwiązania, niezależnie od tego czy ten bądź inny model klimatu został określony jako prawidłowy, obojętnie czy dotyczy to tej bądź innej prognozy w sprawie rezerw paliw kopalnych, bądź też czy modyfikowane genetycznie rośliny stwarzają zagrożenie dla zdrowia, czy też nie.
Jeżeli zaczyna brakować jakiegoś surowca, wtedy drożeje on – i rynek zaczyna się troszczyć i starać o alternatywy. Jeżeli ludzie są sceptyczni w odniesieniu do żywności z genetycznie modyfikowanych roślin, wtedy nie będą jej konsumować i tym samym taki rynek zniknie. Kto kupuje tylko żywność z „gospodarstw ekologicznych”, nie jest wrogiem, ale przyjacielem i zwolennikiem gospodarki rynkowej. Ale kto popiera wspierane przez państwo elektrownie atomowe, nie jest przyjacielem, ale wrogiem gospodarki rynkowej.
4. Prawa do swobodnego wyrażania myśli bronić jak prawa własności!
Wolność wyrażania myśli nie będzie zagrożona, jeżeli „prawicowi” – bądź też „lewicowi” – politycy nie otrzymają dostępu „do mediów” i „przez media” nie będą szkalowani.
Jest prawem każdej rozgłośni radiowej i telewizyjnej oraz każdej gazety odrzucenie partnerów do konwersacji bądź przeprowadzenia wywiadu czy też relacjonowanie „partyjne” bądź „jednostronne”. To właśnie państwowy przymus do zredukowanej bądź rozbudowanej „partyjności” jest wrażliwym ograniczeniem wolności wyrażania myśli, nie mniejszym zresztą niż cenzura, albo zakaz publikowania określonych opinii.
Zwolennicy wolności nie żądają, aby media były otwarte „dla wszystkich” i relacjonowały „obiektywnie”, ale aby nie było żadnych państwowych – bądź też „publiczno-prawnych”, czyli pośrednio państwowych mediów.
tekst opublikowano na www.ef-magazin.de
Tłumaczenie: Anna Muszkieta-Buszka

sobota, 10 Styczeń, 2009 o 19:45
>Zgadzam się. Ale co z tym drugim etapem, czyli wprowadzaniem socjalu? Jest korzystny, czy nie? A może to “uświadomiona konieczność”:)? Bez urazy, ale to też jest proces, który trzeba zrozumieć jakoś. I Blankertz, jeśli za nim nadążam, stwierdza, że “Pomoc socjalna oznacza przekupienie ofiar polityki państwowej, powodując zachowania pasywne i brak przedsiębiorczości.” A ja bym to po prostu odwrócił i powiedział, że to właśnie zachowania pasywne i brak przedsiębiorczości powodują konieczność zwiększania pomocy socjalnej.
Równie dobrze można powiedzieć, że rynek jest niedoskonały, więc potrzebna jest ingerencja państwa, która tą niedoskonałość poprawi. :>
sobota, 10 Styczeń, 2009 o 19:47
>Nie może być jednego prawa dla wszystkich, bo każdy ustala sobie, według jakiego prywatnego prawa ma funkcjonować. Nie może być jednej organizacji sądowniczej, bo panuje konkurencja między prywatnymi rozjemcami. Nie może być równości, bo nie ma żadnego punktu odniesienia dla tej równości.
A to, że każdy ma prawo do skorzystania z firm arbitrażowych?
Że każdy ma taką samą relacje do posiadanej własności?
To jest poniekąd „równość”. Nikt nie ma większego, ani mniejszego stanu posiadania.
sobota, 10 Styczeń, 2009 o 19:52
Poza tym, na wolnym rynku pasywność i lenistwo były by karane z miejsca, zaś przedsiębiorczość i dobre służenie konsumentom – wynagradzane.
Oczywiście w makroskali.
sobota, 10 Styczeń, 2009 o 20:52
Blankertz, jeśli za nim nadążam, stwierdza, że “Pomoc socjalna oznacza przekupienie ofiar polityki państwowej, powodując zachowania pasywne i brak przedsiębiorczości.” A ja bym to po prostu odwrócił i powiedział, że to właśnie zachowania pasywne i brak przedsiębiorczości powodują konieczność zwiększania pomocy socjalnej.
A co było pierwsze, jajko, czy kura?
niedziela, 11 Styczeń, 2009 o 00:04
Ja jednak uważam, że pensjonariusze Opieki Społęcznej to W WIĘKSZOŚCI są OFIARY braku Wolności a nie sprawcy. Pomoc Społęczna podwyższa podatki i generuje ciepłe posadki dla „blondynek” należących do notabli.
Ot co!
piątek, 16 Styczeń, 2009 o 19:42
>A co było pierwsze, jajko, czy kura?
To jest pytanie z dziedziny historii, jak rozumiem. I postaram się odpowiedzieć zgodnie z moją skromną wiedzą z tej dziedziny.
Pierwszym, zasadniczym zwrotem akcji w kształtowaniu się współczesnej rzeczywistości politycznej była Rewolucja Francuska. Konserwatyści demonizują to wydarzenie, postępowcy gloryfikują ponad wszystko. Trzeba na to spojrzeć jako fakt, skutek pewnych procesów kulturowych. Tak zwane oświecenie to był okres, który przygotował ideologiczny grunt pod rewolucję, wychwalając racjonalizm i podkopując coraz bardziej rolę Kościoła.
Można powiedzieć „Kościół był zły, więc dobrze, że tak się stało”, albo „był to upadek cywilizacji łacińskiej, która już się z tego nie podniosła”, ale takie opinie nie za dobrze korespondują z tym, co się stało potem. Bo ani Kościół nie został zniszczony, ani cywilizacja. Rewolucja i poprzedzające ją prądy umysłowe stworzyły coś innego: ideologię dla biednych. Dotychczas panujące w Europie chrześcijaństwo tworzyło wzorce postępowania odpowiadające bogatym o wiele bardziej, niż biednym. Uzasadniało własność, legitymizowało władzę królewską, skazywało odszczepieńców ideowych, którzy chcieli podkopać pozycję możnych. A co najważniejsze – przez wychwalanie jałmużny dawało bogatym nadzieję, że oni również trafią do Nieba, mimo, że niektóre przypowieści mówią inaczej…
Powstał popyt na ideowe wzorce dla powiększających się mas biedaków, stało się tak na skutek rozpoczynającej się Rewolucji Przemysłowej, z powodu której ludzie przestali na taką skalę umierać i zaczęli szybko zaludniać naszą planetę. Ten proces postępował i zwiększało się również zapotrzebowanie, a więc już nie tylko władza ludu, ale i „godne” warunki życia dla każdego, czyli socjalizm, potem Marks, Lenin i reszta. O przewodzenie ludem walczyli też liberałowie, ale nie udało im się, bo byli zbyt mało radykalni i nie potrafili przyciągnąć do siebie mas. Nadal i we współczesnych czasach wśród biednych przeważa socjalistyczna wizja wolności, czyli chęć posiadania jak największej ilości dóbr materialnych w celu ich konsumowania, do czego przyłożyli się poważnie pozytywiści z ich wizją powszechnego szczęścia. Najlepszym dowodem jest tak wielka popularność gier liczbowych. A poparcie dla polityków takich, jakich mamy, to tylko dalekie odbicie tych silnie skoncentrowanych i odizolowanych od reszty myśli wzorców osobistego szczęścia, które już nawet pomijają wolność.
Współcześnie można zauważyć w kulturze masowej odwrót od prymitywnej wizji masowego błogostanu, choć w znacznej większości zmierzamy ku wizjom Mustafy Monda z „Nowego, wspaniałego świata”.
piątek, 16 Styczeń, 2009 o 22:30
>ale i “godne” warunki życia dla każdego, czyli socjalizm, potem Marks, Lenin i reszta.
A Saint-Simon i jego uczniowie (wyznawcy)? A Comte? A scjentyzm?
sobota, 17 Styczeń, 2009 o 01:47
Saint-Simon był pierwszy, potem pojawił się Marks, o pozytywistach też wspomniałem…
Do Timura: jutrzejsze spotkanie jest na Nowogrodzkiej 44 mieszkania 7, to taka stara kamienica.
sobota, 17 Styczeń, 2009 o 08:26
Dzięki za info Dobrze Urodzony, ale już zostałem powiadomiony.
środa, 26 Sierpień, 2009 o 01:03
[...] [...]