Mike Gogulski

Mike Gogulski „Drogie narzędzie”

Jesteś technikiem dokręcającym śruby na Enola Gay. Jesteś nieprzychylnie nastawionym biuralistą w urzędzie rejestracji pojazdów. Jesteś strażnikiem zmywającym ślady krwi po robocie plutonu egzekucyjnego. Jesteś programistą pracującym dla urzędu podatkowego. Jesteś księgowym u producenta min lądowych. Jesteś policjantem strzelającym do psa. Jesteś ekonomistą usprawiedliwiającym inflację. Jesteś instruktorem musztry szkolącym ludzi, aby zabijali. Jesteś prawodawcą mataczącym dla zysku.

Jesteś katem gotującym stryczek. Jesteś pracownikiem wsparcia technicznego naprawiającym pocztę generała. Jesteś sędzią, który bije swoją żonę. Jesteś tłumaczem przy przetargu na amunicję dla wojska. Jesteś inkwizytorem przywiązującym poganina do koła tortur. Jesteś oficerem logistyki upewniającym się, że rakiety dotrą na front. Jesteś profesorem ubiegającym się o rządową dotację. Jesteś hydraulikiem pracującym dla więzienia. Jesteś redaktorem przemilczającym kontrowersyjny pogląd. Jesteś matematykiem pracującym dla agencji szpiegowskiej. Jesteś kapłanem służącym faraonowi. Jesteś kierownikiem projektu starającym się o kontrakt zbrojeniowy. Jesteś instalatorem montującym kamerę inwigilacyjną. Jesteś urzędnikiem bankowym wciągającym do ewidencji mętny raport o transakcji. Jesteś inspektorem celnym. Jesteś nauczycielem namawiającym uczniów do ślubowania wierności fladze. Jesteś rzemieślnikiem naprawiającym gilotynę. Jesteś inżynierem wymyślającym bombę. Jesteś biznesmenem bez sumienia. Jesteś dyrektorem szkoły bijącym ucznia. Jesteś recepcjonistą w ambasadzie. Jesteś ochroniarzem w składzie broni. Jesteś agentem infiltrującym grupę aktywistów. Jesteś cieślą konstruującym krzyż egzekucyjny. Jesteś szoferem polityka. Jesteś gliną używającym gazu przeciw protestującemu. Jesteś komentatorem wiadomości usprawiedliwiającym wojnę. Jesteś lekarzem przygotowującym zastrzyk z trucizną. Jesteś prawnikiem usprawiedliwiającym tortury. Jesteś asystentem w laboratorium broni biologicznej. Jesteś donosicielem kapującym na sąsiada. Jesteś pracownikiem budowlanym wznoszącym mur graniczny. Jesteś projektantem graficznym zaangażowanym w kampanię propagandową. Jesteś żołnierzem przebijającym dziecko bagnetem.

Jak ty możesz w nocy spać?

Wesołych Świąt, ty pieprzone narzędzie.

Mike Gogulski
***
Tłumaczenie: Łukasz Kowalski
na podstawie:
Mike Gogulski, Dear tool, http://www.nostate.com/1332/dear-tool/

Dear tool opublikowano na stronie Mike’a Gogulskiego nostate.com 24 grudnia 2008 r.
Tłumaczenie zostało wcześniej opublikowane na blogu luke7777777.blogspot.com

5 comments

  1. Timur

    Tekst miodny ale oszołomski!

    Oto dlaczego obawiam się niektórych libertarian a zwłaszcza konlibów!

    Jak można zrównywać recepcjonistę w ambasadzie z inkwizytorem od koła tortur dla Pogan?

    Gdy libertarianie dojdą do władzy obawiam się że tak jak w III Rzeszy nastapi zjawisko „dewaluacji kary śmierci”.
    No bo gdy kara śmierci grozi i za kradzież wiadra węgla zimą i za morderstwo ( tak za okupacji było ) to jaka jest różnica moralna pomiędzy tymi dwoma postępkami?
    Zeby nie było niejasności, społeczeństwo ( wbrew bohaterszczyźnianym łzawym opowieściom ) wyszło z II WŚ STRASZLIWIE zdemoralizowane i zdeprawowane.

    Jeszcze na tej „liście kanalii” zabrakło, jesteś dzieckiem chodzącym do szkoły publicznej, jesteś babcią jezdzącą do państwowego lekarza autobusem finansowanym z podatków.

  2. Luke7777777

    Na ile rozumiem idee wolnościowe i aksjomat nieagresji chodzi w nich właśnie o to, aby nikt nie „dochodził do władzy” (w rozumieniu: władzy, do której prawo roszczą sobie funkcjonariusze państwowi) albo nawet nie usiłował do niej dochodził – więc obawy Timura są chyba nieuzasadnione. W każdym razie osobiście nie chcę „dochodzić do władzy” i mam nadzieję, że taka postawa łączy wszystkich libertarian (tzw. „konliby” to etatyści, nie libertarianie).

    (Myślę, że w ogóle warto byłoby w dyskusji nt. „Społeczeństwo wolnościowe vs. etatyzm” kłaść nacisk na dbałość o znaczenie słów i przedstawiać spór takim, jakim jest on naprawdę, a zatem wskazując na różnice: libertarianie (agoryści, woluntaryści itd.) vs. etatyści (trockiści, naziści, konliby). Wyznacznik stanowiłby stosunek do społeczeństwa opartego o zasadę dobrowolnej współpracy, do społeczeństwa woluntarystycznego. Jeśli ktoś opowiedziałby się za takim właśnie porządkiem, określilibyśmy go mianem wolnościowca, libertarianina. To może być libertarianizm różnych odcieni, ale ma wspólną podstawę. Jeśli ktoś stara się moralnie uzasadnić jakąkolwiek (nawet tzw. „najmniejszą”, „drobną”) niesprawiedliwą agresję, nie jest libertarianinem, jest etatystą (a więc np. konlibowie zaliczają się do tej grupy; również wszyscy tzw. „minarchiści” – nb. zaletą idei libertariańskiej jest prostota: działalność funkcjonariuszy państwowych jest niemoralna i nikt nie powinien działać jako taki funkcjonariusz – relacje międzyludzkie można oprzeć o zasadę pokojowej współpracy; tzw. „minarchizm” to idea mętna – co znaczy „państwo minimalne”? – poglądów jest pewnie tyle, ilu „minarchistów”). Może więc możliwie często przedstawiajmy prawdziwą linię, granicę sporu o porządek społeczny: albo anarchia albo etatyzm – to będzie realistyczne podejście do sprawy, bo innych wyjść nie ma.)

    Oczywiście, inny jest stopień odpowiedzialności za zło etatyzmu recepcjonisty w ambasadzie niż człowieka bezpośrednio niesprawiedliwie atakującego kogoś fizycznie (państwowego żołnierza, policjanta, ochroniarza firmy prywatnej zaangażowanego przez funkcjonariuszy państwowych). Wydaje mi się, że Mike Gogulski chciał po prostu zwrócić uwagę na fakt, iż ta odpowiedzialność recepcjonisty też dotyczy. W mniejszym pewnie stopniu – ale dotyczy.

    Tu otwiera się pole do dalszej debaty nt.: co osobiście robię, aby przybliżyć upowszechnienie praktyk wolnościowych, agorystycznych? Czy narzekam i twierdzę, że „rząd musi”, „państwo powinno pozwolić”, „funkcjonariusze państwowi powinni przywrócić stadard złota” – czy też np. osobiście praktykuję kontrekonomię, posługuję się alternatywnymi wobec rządowych papierków (zwanych fałszywie „złotymi”) walutami, angażuję się w dobrowolne, prywatne inicjatywy lokalne?

    Jest faktem, że w pewnych dziedzinach życia etatyzm się utrzymuje, bo „ludzie tego chcą” – bo istnieje powszechne przyzwolenie na niemoralne działania funkcjonariuszy państwowych. Więc w pewnym sensie, patrząc nieco z lotu ptaka – jako „społeczeństwo”, pewna grupa ludzi, „wybraliśmy” etatyzm – równie dobrze możemy w każdej chwili wybrać wolność i odpowiedzialność.

    Nie da się ukryć, że – gdyby nie było ludzi gotowych pracować na wspomnianych przez Gogulskiego stanowiskach ambasadorów, mechaników itd. – to tzw. „państwo” nie miałoby jak funkcjonować, bo zabrakłoby rąk do pałowania jego przeciwników, rąk do podpisywania zamówień na rzeczone pały itd. – i w naturalny, ewolucyjny, pokojowy sposób by zanikło. Może mało prawdopodobne, że to się zdarzy – ale zasada jest prawdziwa, tak by właśnie było.

    Spójrzmy na odpowiedzialność osobistą: czy sam (na możliwie dużą skalę) powstrzymuję się od współdziałania z funkcjonariuszami państwowymi?

    Sam Gogulski pisał na swoim blogu nostate.com, że np. odmawiał wykonywania tłumaczeń (nawet takich, którą chciała zlecić mu firma prywatna) dokumentów Unii Europejskiej – bo nie chciał przykładać ręki (tam, gdzie miał na to wpływ) do działalności tej etatystycznej organizacji. Bardzo szanuję tę postawę – bo pokazuje ona, że Gogulski serio traktuje to, co głosi. Zdaje się, że taki czyn oznacza dla sprawy wolności dużo więcej niż dziesiątki najmądrzejszych nawet artykułów na temat zalet i moralności rozwiązań wolnościowych/agorystycznych – bo to samo życie, ludzkie (praktyczne) działanie.

    Dziecko chodzące do szkoły państwowej albo babcia jeżdżąca do państwowego lekarza autobusem finansowanym z podatków nie deklarują dobrowolnej współpracy z państwem w roli funkcjonariuszy (inna sprawa, że dziecko zazwyczaj samo nie decyduje, czy chce chodzić do takiej, czy do innej szkoły albo czy w ogóle chce chodzić do szkoły – czy np. uczy się w ramach koncepcji non-schooling albo homeschooling albo jeszcze jakiejś innej) – tylko (jeśli to co czynią, czynią świadomie) w imię pewnego realizmu poruszają się i żyją w tym świecie, który teraz obiektywnie istnieje.

    Proponowałbym zatem taką zasadę: Korzystać, wykorzystywać wszystko to, co funkcjonariusze państwowi “dają”, finansując ze skradzionych pieniędzy (tak jak mamy pełne prawo korzystać z niezamawianego towaru wciśniętego nam przez akwizytora i nie mamy obowiązku płacić za ten towar / usługę) – ale nie dawać nic w zamian (np. podpisu deklarującego dobrowolną współpracę z państwem na stanowisku funkcjonariusza – recepcjonisty, mechanika tzw. “prezydenta”, ochroniarza “premiera”, sekretarki “ministra” itd.).

    Uprzedzając nieco zapowiedziany karnawał postów nt. “brania” (może właściwie ODBIERANIA) pieniędzy od państwa: Moim zdaniem niemoralność współpracy z funkcjonariuszami państwowymi dotyczy również dawania podpisów i ogólnie jakichkolwiek wyrazów akceptacji, legitymizacji istnienia i działalności funkcjonariuszy państwowych np. ubiegania się o tzw. “dotacje unijne” itd., “granty rządowe”. Wiem, że ich beneficjenci (wśród nich osoby deklarujące się jako libertarianie) mogą powiedzieć: “a co mam robić? Taki ten świat już jest.” Tylko – powiedzmy sobie szczerze – co to za libertarianizm, o którym tylko mówię, ale któremu przeczą moje czyny? Jeśli ktoś chce zmienić w pewien sposób trochę więcej niż tylko siebie – to i powinien zacząć od siebie. Jeśli jako wolnościowcy sami nie będziemy co najmniej usilnie starali się postępować zgodnie z głoszonymi przez siebie zasadami, to co to za libertarianizm?

    Otóż libertarianinowi może trudno przychodzi powiedzieć drugiemu: “Rób to! Powinieneś zdecydować tak! Postąp w ten sposób!” – to wynika trochę z samej istoty idei wolnościowej. Libertarianin może natomiast stosunkowo łatwo powiedzieć o tym, czego na pewno robić nie wolno – np. NIE WOLNO MORDOWAĆ, NIE WOLNO KRAŚĆ.

    Nie ulega wątpliwości, że kara za skradzenie i nieoddawanie przez określony czas danej własności powinna być odpowiednia w zależnosci od konkretnego przypadku przestępstwa (por. Samuel Konkin, “Nowy Manifest Libertariański” – koncepcja zwrotu zagrabionej własności uzależniona m.in. od tego, przez ile czasu prawowity właściciel był pozbawiony możliwości jej używania). Niemniej jednak, Timurze, chyba zgodzimy się, że zasada pozostaje niezmienna: NIE WOLNO KRAŚĆ. MOŻNA I POWINNO SIĘ DOKONYWAĆ PRZENOSZENIA TYTUŁÓW WŁASNOŚCI WYŁĄCZNIE DROGĄ POKOJOWEJ WSPÓŁPRACY, DOBROWOLNEJ UMOWY.

  3. Pingback: Łukasz Kowalski: Praktyczny agoryzm, czyli da się, tylko jak | Liberalis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *