Bryan Caplan

Bryan Caplan „Dlaczego nie jestem austriackim ekonomistą”

Wstęp

Z austriacką szkołą ekonomiczną spotkałem się po raz pierwszy w ostatniej klasie szkoły średniej, gdy zetknąłem się z dziełami Misesa i Rothbarda. W czasie wakacji przed rozpoczęciem studiów na Berkley miałem możliwość uczestniczenia w letnim seminarium Instytutu Misesa na uniwersytecie Stanford, gdzie spotkałem Murray Rothbarda i wielu innych czołowych austriackich ekonomistów. Obecnie, 8 lat później, gdy uzyskałem tytuł doktora nauk ekonomicznych [Ph.D. in economics] w Princeton i wkrótce dołączę do zespołu wydziału ekonomii na George Mason University, uważam za naturalny punkt w mojej karierze dokładne wyjaśnienie, dlaczego nie uważam już siebie – a co z pewnością robiłem 8 lat temu – za austriackiego ekonomistę.

Nie zaprzeczam, że austriaccy ekonomiści wnieśli bardzo wiele do ekonomii. Jednak, co dalej dokładniej wyjaśnię, uważam, że:
1. Próba przebudowania ekonomii na innych podstawach jak współczesna ekonomia neoklasyczna zakończyła się niepowodzeniem.
2. Austriacka ekonomia często błędnie interpretowała współczesną ekonomię neoklasyczną, co doprowadziło do nadmiernego podkreślania  przez nich różnic między tymi dwoma szkołami.
3. Część z najważniejszych twierdzeń austriaków jest fałszywych, bądź co najmniej naciąganych.
4. Współczesna ekonomia neoklasyczna dokonała sporej ilości odkryć, których austriaccy ekonomiści w większości nie zaakceptowali.

Na podstawie tego stwierdzam, że o ile austriacy wciąż jeszcze mają pewien potencjał, by wnieść nowe idee do ekonomii, to nie są one jednak na tyle wyraziste by tworzyć oddzielną szkołę. Zadanie wytworzenia oddzielnego austriackiego paradygmatu zakończyło się fiaskiem, pozostawiając po sobie wiele na polu meta-ekonomii [filozofia, metodologia, historia myśli], ale niewiele znaczących osiągnięć. Cokolwiek austriacy mają do powiedzenia powinno być adresowane do szerszego spektrum ekonomistów, którzy [w przeciwieństwie do samych austriaków] są otwarci na oryginalne, prawdziwe i mające oparcie w rzeczywistości idee.

Pragnę dodać, że mam wielu przyjaciół, którzy oceniają szkołę austriacką znacznie lepiej niż ja. Mam nadzieję, że ten tekst pobudzi zainteresowanie i dyskusję bez wzbudzania jakichkolwiek personalnych urazów.

1. Szkoła austriacka – czyli co.

Ponieważ można by długo dyskutować, co należy rozumieć pod pojęciem ‘ekonomii austriackiej’, pragnę już na samym początku zaznaczyć, że używam tego terminu w odniesieniu do Ludwiga von Misesa, Murray Rothbarda oraz innych ekonomistów, których poglądy są z nimi zgodne. Jeśli jakichkolwiek dwóch ekonomistów należało kiedykolwiek do tej samej “szkoły”, z pewnością byli to Mises i Rothbard. I o ile zdarzało im się nie zgadzać, to takie przypadki można policzyć na palcach jednej dłoni. [1] Stąd próba zaprzeczenia jednemu z nich niemal zawsze będzie prowadziła  do zaprzeczenia drugiemu – ważna rzecz do zapamiętania, gdyż wizerunek “szkoły” oparty jest w większym stopniu na obronie poglądów Misesa przez Rothbarda, niż na samym Misesie. W większości przypadków Mises i Rothbard myślą tak podobnie, że przedstawianie źródeł tekstowych od obydwu z nich będzie zbędne.

Moje przyrównanie szkoły austriackiej do Misesa i Rothbarda, nie zaś do F.A.Hayeka może być kontrowersyjne. Główną przyczyną takiego podziału jest to, że Mises i Rothbard wyraźnie odrzucili wiele kluczowych elementów nowoczesnej neoklasycznej ekonomii, czego nie uczynił Hayek. Jeśli Mises i Rothbard mają rację, wówczas ekonomia neoklasyczna jest w błędzie. Ale jeśli to Hayek ma rację, wówczas główny prąd ekonomii musi jedynie trochę się dostosować. [2] Inną przyczyną podziału, to fakt, że Mises i Rothbard spędzili większość swojej kariery na rozwoju ekonomii, podczas gdy Hayek zwrócił się po latach 30tych XX wieku niemal całkowicie ku filozofii, prawu i historii. W konsekwencji, można znacznie więcej powiedzieć o ekonomii Misesa i Rothbarda niż o ekonomii Hayeka.

2. Podstawy mikroekonomii

Współczesna ekonomia neoklasyczna wyrasta na kilku kluczowych mikroekonomicznych fundamentach. Ważniejszymi wśród nich są: funkcja użyteczności, analiza obojętności oraz efektywność Kaldor-Hicksa [czy też “koszt-strata” lub “polepszenie stanu w sensie Pareto”] w stosunku do ekonomii dobrobytu. Mises i Rothbard odrzucają wszystkie te trzy elementy, budując teorię ekonomii na innych podstawach. Jest to definitywnie wystarczające do utworzenia oddzielnej, austriackiej szkoły. Jednak Mises i Rothbard odrzucili podstawy neoklasyków zbyt szybko, a przedstawione substytuty nie są wystarczające.

2.1. Funkcja użyteczności  vs. skale wartości [utility function vs. value scales]

Współcześni neoklasycy podświadomie wykorzystują “funkcję użyteczności”, aby opisać preferencje jednostki. Na przykład mogą założyć, że jednostkowa użyteczność wyraża się wzorem U=a*ln(ilość jabłek) + (1-a)*ln(ilość pomarańczy). Rothbard wolał mówić o “skalach wartości” jednostki. Na przykład indywidualne preferencje mogą być przedstawione jako {pierwsze jabłko, drugie jabłko, pierwsza pomarańcza, trzecie jabłko…}. Oba podejścia dostarczają jasnej interpretacji “maksymalizacji użyteczności”: dla neoklasyków jednostka wybiera najwyższą osiągalną wartość U, dla Rothbarda maksymalizacja oznacza stojącą najwyżej w rankingu możliwą preferencję na jej skali wartości.

Oba podejścia wydają się być całkiem podobne, tak podobne, że neoklasyczni ekonomiści ogłosiliby je identycznymi. Ale Rothbard zaznaczał pewne różnice i podkreślał, że “skala wartości” to właściwe podejście. Dlaczego? Według niego główny nurt zbyt łatwo zgodził się na użycie “kardynalnej użyteczności” [cardinal utility], podczas gdy jedynie użycie “użyteczności porządkowej” [ordinal utility] jest możliwe do obrony. Jak Rothbard podkreślał “Skale wartości każdej jednostki są czysto porządkowe i nie ma żadnego sposobu zmierzenia dystansu między rankingami. Niewątpliwie jakakolwiek koncepcja takiego dystansu jest wadliwa”. [3]

Początkowo Rothbard zdaje się ograniczać swoją krytykę jedynie do “tych twórców, którzy starają się mierzyć psychiczny zysk z wymiany” jako nadwyżkę konsumenta. [4] Ale szybko okazuje się, że Rothbard odrzuca podejście całej funkcji użyteczności jako sprzeczne. “Głównym błąd polega na postrzeganiu użyteczności jako pewnej ilości, funkcji pokazującej przyrost wartości z dobra. (…) Użyteczności nie są ilościami, ale rangami”[5]. By jeszcze bardziej podkreślić swoją niezgodę z głównym nurtem, Rothbard odrzuca standardową mikroekonomiczną teorię, “że w stanie równowagi krańcowe użyteczności różnych dóbr równają się krańcowym cenom. Bez wchodzenia w szczegóły sposobu, w jaki ci twórcy doszli do takich wniosków, możemy zobaczyć wyraźnie ich absurdalność, gdyż użyteczności nie są ilościami, więc nie mogą być podzielne”. [6] Co początkowo zdawało się być niewielką różnicą w nomenklaturze, wzbudziło poważny spór o pewne podstawowe kwestie.

O ile argumentacja Rothbarda może brzmieć logicznie, o tyle jednak nie rozumie on tego, co atakuje. Funkcja użyteczności oparta jest w takim samym stopniu na użyteczności porządkowej, jak funkcja Rothbarda. Współcześni neoklasyczni teoretycy – jak Arrow czy Debreau – którzy rozwinęli funkcję użyteczności, dokonali wielu starań by uniknąć użycia użyteczności kardynalnej [7]. Załóżmy, że neoklasyk stwierdza: “oceńmy użyteczność jednej oferty na 8, zaś drugiej na 7”, i wówczas Rothbard stwierdzi, że nie wierzy w użyteczność kardynalną. Ale język tutaj jest techniczny; by zrozumieć o co chodzi, musimy cofnąć się do kryjących się pod nim definicji. Wówczas dojdziemy do wniosku, że “oceńmy użyteczność jednej oferty na 8, zaś drugiej na 7” oznacza nic innego jak “oceńmy pierwszą ofertę jako lepszą od drugiej”. Funkcja użyteczności jest po prostu pewnym skrótem myślowym o uporządkowanych preferencjach, nie zaś twierdzeniem o “utylach” [8]. Właśnie dlatego neoklasycy mówią, że funkcja użyteczności może być przekształcana jedynie monotonicznie. Możesz przeskalowywać ją jak tylko Ci się podoba, tak długo, jak długo robisz to monotonicznie [9].

A co z twierdzeniem – które Rothbard odrzuca – że jednostki maksymalizując swoją satysfakcję przyrównują krańcową użyteczność dóbr podzieloną przez ich ceny? Czy to nie pokazuje, że neoklasycy wierzą w użyteczność kardynalną? Nie, to nieprawda; twierdzenia w technicznym żargonie często brzmią absurdalnie, jeśli zapomnisz, jakie definicje kryją się pod nimi. Funkcja użyteczności po prostu używa liczb, by podsumować użyteczność porządkową; to wcale nie oznacza wiary w użyteczność kardynalną. Oparcie użyteczności krańcowej na tej funkcji nie pociąga za sobą niczego więcej.

Odejście od funkcji użyteczności poskutkowało u Rothbarda dziwnymi ustępstwa ad hoc. Używając swojej skali wartości, był on w stanie oprzeć się na prawie popytu i podaży.  Ale później, w niewytłumaczalny sposób, w czasie dyskusji o pracy i ziemi, przyznał możliwość istnienia “wstecznie” ugiętej [“backward” bending] krzywej podaży [12]. Co więcej, w czasie dyskusji o ekonomice podatków, Rothbard przyznał teoretyczną możliwość, że wyższe opodatkowanie przychodów z pracy może doprowadzić do zwiększenia podaży pracy – a nawet posunął się do użycia określenia “substytucyjny” i “dochodowy” efekt, o których nie wspominał w swoich wcześniejszych pracach o teorii użyteczności [13]. Co ciekawe, Rothbard nie był w stanie oprzeć efektu dochodowego i substytucyjnego na swoim podejściu o skalach wartości. Wręcz przeciwnie, zapożyczył te określenia ze standardowej analizy funkcji użyteczności, która pokazuje, że istnieją dwa różne kanały, poprzez które zmiana ceny wywołuje zmianę w popycie. Zatem nie tylko w niewłaściwy sposób odrzuca on neoklasyczne podejście do teorii użyteczności, ale jednocześnie uznał je wystarczająco owocne, żeby wziąć je pod uwagę, zapożyczając jej implikacje.

Podsumowując, Rothbard błędnie oskarża neoklasyczną teorię użyteczności o zakładanie kardynalności. Właściwie nie ma nic błędnego w skalach wartości, ale ponieważ założenia neoklasyków są w pewien sposób mniej restrykcyjne niż Rothbarda [14], pozwoliły one na odkrycie, że cena zmienia się pod wpływem dwóch efektów – dochodowego i substytucyjnego. A takiego odkrycia Rothbard nie był w stanie dokonać opierając się na swoich postulatach i jedynie przyjął je bez wytłumaczenia [15].

2.2 Obojętność

Funkcja użyteczności prowadzi do konkluzji, którą Rothbard odrzuca. Używając standardowej neoklasycznej definicji stwierdzimy, że U(a)>U(b) oznacza, że mając wybór między „a” i „b”, to „a” będzie wybrane; zaś jeśli U(a)<U(b), wówczas „b” będzie wybrane. Ale co jeśli U(a)=U(b), tj. co jeśli agent jest obojętny wobec dwóch alternatyw? Rothbard rozwinął myśl Misesa stwierdzając, że taki przypadek nie może wystąpić – i w konsekwencji odrzucił krzywą obojętności, która jest kluczowym fundamentem współczesnej neoklasycznej teorii. [16]

Głównym argumentem przeciw analizie krzywej obojętności, jest to, że niemożliwym jest, by działanie demonstrowało obojętność. Działanie pokazuje preferencję, nie obojętność. Rothbard tłumaczy to następująco: “Główną słabością jest to, że obojętność nie może być bodźcem dla akcji. Jeśli człowiek byłby naprawdę obojętny między dwoma wariantami, nie mógłby dokonać wyboru, a zatem jego wybór nie znalazłby odbicia w czynności”.[17]

Kluczowym założeniem – które podzielali tak Mises, jak i Rothbard – jest to, iż nie istnieje żadna preferencja, która nie może mieć odzwierciedlenia w działaniu. Ale po co to zakładać? Czy nie jest to dziwnym sprowadzeniem behawioryzmu do myśli ekonomicznej, która dowodzi, że jest mocno anty-behawioralna? W swoim wstępie do “Mises’ Theory and History” Rothabrd mówi nam, że:

Jednym z przykładów, których Mises lubił używać w czasie swoich wykładów, by zaprezentować różnicę między dwoma głównymi podejściami do ludzkiego działania było obserwowanie zachowania na Grand Central Station w czasie godzin szczytu. “Obiektywny” bądź “w pełni naukowy” [“truly scientific”] behawiorysta, podkreślał, zaobserwowałby empiryczne wydarzenia, takie jak ludzi ciągnących tam i z powrotem, bez celu, w możliwych do określenia porach dnia. I to byłoby wszystko, czego by się dowiedział. Ale prawdziwy badacz ludzkiego działania rozpocząłby od stwierdzenia faktu, że wszystkie działania mają swój cel, zatem zaobserwowałby, że celem jest dostać się z domu do pociągu, a następnie do pracy rano, oraz odwrotnie wieczorem. Jest oczywistym, który z nich odkryłby i wiedziałby więcej o ludzkim działaniu, a zatem który byłby prawdziwym naukowcem”. [18]

Ponieważ moje działania to coś więcej niż moje usposobienie, moje preferencje to coś więcej niż moje akcje. Mogę mieć całe zestawy preferencji, które nie są – i nie mogą być – ujawnione w działaniu. Na przykład moja preferencja dla lodów wczoraj nie może być wykazana, gdyż nie miałem ich wczoraj, zaś jakiekolwiek obecne działanie dotyczące lodów ukaże obecną, nie zaś przeszłą preferencję. Ale wciąż mam introspektywną wiedzę o moich wczorajszych lodowych preferencjach. Podobnie mogę nigdy nie wykazać preferencji wobec produktów, których ceny różnią się od rynkowych, ale poprzez introspekcję będę wiedział o nich.

W dokładnie ten sam sposób mogę wskazać parę przykładów, gdy jestem obojętny. Bardzo często jestem obojętny w kwestii kolorów ubrań; mimo że wybieram jeden kolor, wiem, że wybrałbym inny, gdyby ceny nie było równe. Behawioryści mogliby zanegować moje zdrowie psychiczne, ale z pewnością nie jest to droga, którą Mises i Rothbard chcieliby podążyć. Co więcej, Mises i Rothbard sami używają hipotetycznych preferencji w innym kontekście. Oddziaływanie popytu i podaży pozwala nam na obserwację nie tylko jednego punktu – równowagi ceny i ilości – ale również – i Rothbard również tak to rysuje – krzywej popytu ukazującej pożądane ilości przy każdej możliwej cenie. Podobnie można zaobserwować jedynie to, że wybrałem zielony sweter, ale to nie wyklucza możliwości, że byłem obojętny między zielonym i niebieskim swetrem.

2.3. Ciągłość

Mises i Rothbard mają w końcu ostateczny argument przeciw standardowej neoklasycznej teorii użyteczności: założenie o ciągłości. Cytując Rothbarda: “Istoty ludzkie działają na podstawie rzeczy, które są ważne dla ich czynności. Ludzie nie potrafią dostrzec nieskończenie małej zmiany; ona nie ma dla nich oraz ich działań jakiegokolwiek znaczenia”.[16] Konsekwencje są większe, niż może to się na pierwszy rzut oka wydawać, gdyż – jak matematyk by Wam powiedział – nie możecie odróżniać funkcji, które nie są ciągłe. To oznacza, że jeśli Mises i Rothbard mają rację, szerokie użycie kalkulacji w ekonomii musi zostać odrzucone in toto.

Pojawia się jeden oczywisty problem. Bez ciągłych preferencji jest wysoce nieprawdopodobne, aby np. podaż i popyt były sobie kiedykolwiek równe. Jeśli nakreślisz krzywe popytu i podaży w sposób ciągły, wówczas (niemal) na pewno się przetną. Ale jeśli będziesz je kreślił jako nieciągły zestaw punktów, popyt i podaż generalnie nie mają punktu przecięcia. Zatem argument przeciw kalkulacji, który oparty jest na odrzuceniu ciągłości funkcji, jest również argumentem przeciw użyciu nawet najprostszych konstrukcji algebraicznych – jak krzywe popytu i podaży – które wypełniają dzieła Rothbarda.

Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że nierzeczywistość ciągłości to jedynie mały szczegół. Ale to jest argument, który Rothbard wziął pod rozwagę i odrzucił: “Większość pisarzy-ekonomistów uważa to założenie za nieszkodliwą, ale bardzo użyteczną fikcję i wskazuje na jego wielki sukces w fizyce. (…) Podstawowa różnica polega na tym, że fizyka zajmuje się pozbawiony życia obiektami, które poruszają się, ale nie działają”. [19] Rothbard wpada zatem w poważną sprzeczność. Jeśli założenie o ciągłości nie jest nieszkodliwą fikcją, wówczas jest on zobowiązany usunąć wszystkie przecięcia krzywych popytu i podaży ze swoich prac oraz ogłosić, że podaż równa się popytowi tylko w niezwykle rzadkich warunkach (bez ciągłości cen prawdopodobieństwo, że podaż równa się popytowi jest niezwykle małe). Takie twierdzenie jest niewątpliwie spójne (a ponieważ Mises nie używał diagramów, przystosowanie się nie wymagałoby od niego wiele pracy), ale dość dziwne. Z drugiej jednak strony, Rothbard mógłby zgodzić się, że założenie o ciągłości rzadko znacząco zmienia wynik i zaakceptować zarówno przecięcie popytu i podaży, jak i użycie kalkulacji jako metodologiczną koszerność w ekonomii.

2.4 Ekonomia dobrobytu

O ile Rothbard i Mises mieli podobne obiekcje wobec teorii użyteczności, Rothbard poszedł krok dalej od swojego mistrza i “zrekonstruował” ekonomię dobrobytu tak, żeby zgadzała się z linią austriacką. Jego główne konkluzje były proste i niezbyt skomplikowane: z każdej transakcji rynkowej korzyść wynoszą wszyscy uczestnicy, zaś z każdej interwencji rządu korzystają niektórzy kosztem innych. Rothbard idzie potem jeszcze dalej wzmacniając swoje twierdzenie: “Jeśli pozwolimy sobie na użycie terminu >społeczeństwo< by sportretować wszystkie indywidualne wymiany, wówczas możemy powiedzieć, że wolny rynek >maksymalizuje< społeczną użyteczność, gdyż każdy zyskuje”. [20] To twierdzenie można streścić, iż każda dobrowolna transakcja wzbogaca każdego uczestnika, a wolny rynek pozwala urzeczywistnić wszystkie pożądane dobrowolne wymiany.

Hans-Hermann Hoppe, wspierając podejście Rothbarda, używa trochę silniejszego stwierdzenia: “Optymalność w sensie Pareto jest nie tylko kompatybilna z indywidualizmem metodologicznym; razem z koncepcją demonstrowanych preferencji dostarcza klucza do (austriackiej) ekonomiki dobrobytu i jest dowodem, że wolny rynek – operujący wg właśnie opisanych zasad – zawsze i niezmiennie zwiększa społeczną użyteczność, podczas gdy każde odejście od niego obniża ją”.[21] Jednakże – delikatnie mówiąc – Rothbard mógłby jedynie ogłosić, że efekty rządowej interwencji są dla “społecznej użyteczności” niepewne; tj. ponieważ ofiara traci, a interweniujący zyskuje, jest niemożliwym by powiedzieć cokolwiek bez dokonania – zabronionego – porównania dobrobytu. To bardzo ważne, gdyż pokazuje, że ekonomia dobrobytu Rothbarda dostarcza dużo słabszej obrony wolnego rynku niż się powszechnie sądzi. W szczególności to właśnie sama teoria Rothbarda pozbawia go możliwości nazwania jakiejkolwiek rządowej interwencji mianem “nieefektywnej”. Negując możliwość poparcia działania państwa w imię efektywności, neguje również możliwość rezygnacji z działania państwa w imię efektywności. Tu nie ma żadnej luki w teorii Rothbarda (aczkolwiek pokazuje logiczną lukę w prezentacji Hoppe’a o teorii Rothbarda), ale polityczne konsekwencje są znacząco inne od powszechnie zakładanych: kryteria dobrobytu Rothbarda usprawiedliwiają niepewność co do pożytków etatyzmu, nie zaś ich odrzucenie.

Istnieje jednakże znacznie poważniejszy błąd w ekonomice dobrobytu Rothbarda – błąd, który wywodzi się ponownie z jego behawiorystycznego uporu, że tylko preferencje ujawnione w działaniu są prawdziwe. Z tego powodu odrzuca on argument, iż zazdrość trzeciej strony może zniekształcić pogląd, że dobrowolna wymiana zwiększa społeczna użyteczność: “Nie możemy zajmować się hipotetyczną  użytecznością, która nie jest powiązana z konkretnym działaniem. Możemy – jak prakseolodzy – badać jedynie użyteczność, którą możemy wydedukować z konkretnego zachowania ludzkich istot. Czyjaś >zazdrość<, nieurzeczywistniona w działaniu, staje się czystą retoryką z prakseologicznego punktu widzenia. (…) Jego odczucia w związku z czyjąś wymianą nie mogą zostać zademonstrowane dopóki nie popełni on agresywnego czynu. Nawet jeśli opublikuje on pamflet denuncjujący owe wymiany, nie mamy żelaznego dowodu na to, że nie jest to żart bądź najzwyklejsze kłamstwo”. [22] W rzeczy samej, Rothbard mógłby pociągnąć ten argument dalej. Jeśli dwoje ludzi podpisuje kontrakt, czy rzeczywiście demonstrują preferencje co do warunków kontraktu? Może jedynie demonstrują preferencje co do podpisania swoich imion na kawałku papieru, który leży przed nimi? Nie ma żadnego „żelaznego dowodu”, że podpisanie czyjegoś imienia na kartce papieru nie jest żartem bądź próbą poprawy swojego charakteru pisma.

Sprzeciw Rothbarda wobec niezaobserwowanych preferencji musiałby zadziwić nawet B.F.Skinner’a. Jaki jest możliwy powód by uznawać, że użyteczność jest “czystą retoryką”, dopóki nie jest ukazana w działaniu? W każdej chwili, poprzez introspekcję, jesteśmy świadomi naszych preferencji nieukazanych w akcji. Określenie czyjegoś stanu psychicznego jest niewątpliwie znacznie trudniejsze, ale to w żaden sposób nie oznacza, że ich stan psychiczny nie istnieje. Etatyści mogliby z łatwością odwrócić obiekcje Rothbarda i stwierdzić, że ponieważ nie ma “żelaznego dowodu”, że trzecia strona nie sprzeciwia się czyjejś dobrowolnej wymianie, to niemożliwe jest stwierdzenie, czy podnosi ona społeczną użyteczność. Zatem ekonomika dobrobytu Rothbarda kończy się agnostycyzmem nie tylko w kwestii korzyści z interwencjonizmu, ale również  korzyści z dobrowolnej wymiany.

Przez całą swoją karierę Rothbard mocno krytykował współczesne neoklasyczne podejście do ekonomiki dobrobytu, które zakłada, że zmiana jest “efektywna” tak długo, jak “polepsza stan w sensie Pareto”.[23] O ile usprawiedliwienie takiej efektywności nie jest oczywiste, to kryterium to ma wiele przewag nad podejściem Rothbarda. W szczególności pozwala na efektywne sądy o rzeczywistym świecie – by osądzić, że np. komunizm był nieefektywny, kontrola czynszów jest nieefektywna, czy piractwo było nieefektywne. To nie pokazuje, że “optymalne w sensie Pareto” kryterium dobrobytu jest poprawne, ale z pewnością dostarcza prima facie podstawę, by rozważyć je mocniej. [24]

2.5 Subiektywizm

Niezliczona ilość austriackich esejów i książek zawiera słowo “subiektywizm” w tytule. Może to sprawiać wrażenie, że inni ekonomiści nie zdołali objąć subiektywizmu – wrażenie, które jest błędne. Który neoklasyczny ekonomista głosi, że wartość dobra wywodzi się z wkładu pracy, albo z jego wewnętrznej dobroci, albo czegokolwiek innego jak indywidualna preferencja? To prawda, że wiele akademickich artykułów często abstrahuje od heterogeniczności preferencji, ale to jest niczym więcej jak upraszczającym założeniem. By założyć, że wszyscy mają takie same liniowe funkcje, to tak samo jak założyć, że świat składa się z dwóch ludzi – Crusoe i Piętaszka. Nie jest to twierdzenie o świecie, ale metoda służąca do skupienia się na jednym, konkretnym problemie.

Tendencja neoklasycznych ekonomistów by określać konkretne sytuacje mianem “nieefektywnych” może jawić się jako pogwałcenie subiektywizmu (lub inaczej, jako międzyosobowe porównania użyteczności). Jak wspomniałem wcześniej, jest tak, gdyż “efektywność” ma techniczną definicję odmienną od jej znaczenia w powszechnym języku.

3. Teorie ekonomiczne

Teoretyczne podstawy ekonomii austriackiej – rozwinięte przez Misesa i Rothbarda – różnią się znacząco od fundamentów współczesnej ekonomii neoklasycznej. To stanowi znaczną część jej “rodowodu”, podstaw by twierdzić, że jest oddzielną szkołą myślenia. Różnice w podstawach nie są jednak wystarczającym argumentem; te podstawy muszą również dostarczać znaczących różnic w teoriach na nich bazujących. Ta część zajmuje się tymi właśnie teoriami austriackiej ekonomii i wskazuje, że są one błędne, naciągane lub obecnie zaakceptowane przez główny nurt ekonomii.

3.1 Ekonomiczna kalkulacja i “niemożliwość” socjalizmu

Mises uznawał “argument socjalistycznej kalkulacji” za przeważający o ekonomicznej niemożliwości socjalizmu. Są jednak inne wartościowe argumenty przeciw socjalizmowi; “Żaden zdrowo myślący człowiek może nie stwierdzić – na podstawie dowodów tych rozważań – że gospodarka rynkowa ma nieporównywalnie wyższą produktywność z pracy niż socjalistyczna„. [25] Jednak Mises twierdzi, że to nie przesądza sprawy:

Jeśli nie zostaną zgłoszone inne obiekcje do planów socjalistycznych jak tylko taka, że socjalizm obniży standard życia wszystkich lub przynajmniej zdecydowanej większości , będzie wówczas niemożliwym dla prakseologii by ogłosić werdykt. Ludzie musieliby wybrać między kapitalizmem a socjalizmem na podstawie sądów wartości i sądów znaczenia [judgements of value and judgements of relevance]. Musieliby wybrać między dwoma systemami tak, jak wybierają między wieloma innymi rzeczami. (…) Jednak prawdziwy stan rzeczy jest zupełnie inny. (…) Socjalizm jest niemożliwym do zrealizowania systemem ekonomicznej organizacji społeczeństwa, ponieważ brakuje w nim jakichkolwiek metod ekonomicznej kalkulacji. (…) Socjalizm nie może być zrealizowany, gdyż ponad ludzkie możliwości jest ustanowienie go systemem społecznym. [26]

Ta konkluzja jest zaskakująca, gdyż Mises wielokrotnie powtarzał, że ekonomiczna teoria dostarcza jedynie jakościowych, nie zaś ilościowych praw. Np. w „Ludzkim Działaniu” Mises mówi nam, że:

Niepraktyczność mierzenia nie jest spowodowana brakiem technicznych metod, ale brakiem stałych relacji. Gdyby to było spowodowane jedynie brakiem odpowiedniej techniki, możliwa by była – w niektórych wypadkach – przynajmniej przybliżona estymacja. Ale głównym faktem jest to, że nie ma stałych relacji. Ekonomia nie jest, jak pozytywiści powtarzają w kółko, wsteczna, gdyż nie jest “ilościowa”. Nie jest ilościowa, gdyż nie jest stała. Statystyczne wartości odnoszące się do wydarzeń są jedynie historycznym zbiorem danych, który mówi nam, co się stało w niepowtarzającej się historii. [27]

Jeśli tak, to jak może on wiedzieć – na podstawie samej tylko teorii ekonomicznej – że negatywne efekty braku ekonomicznej kalkulacji będą tak dotkliwe, że socjalizm będzie nieopłacalny? Oczywiste, że socjalistyczna gospodarka będzie cierpieć z powodu niemożliwości ekonomicznej kalkulacji; ale jak, na podstawie własnej teorii, Mises może wiedzieć, że ta trudność będzie tak dotkliwa, że społeczeństwo się zawali?

Znaczenie tej obiekcji staje się jeszcze bardziej jasne, jeśli rozważymy proces podejmowania decyzji przez Robinsona Crusoe na jego wyspie. Jak Mises tłumaczy “Samotny człowiek może z łatwością zdecydować czy powinien poświęcić więcej czasu na polowanie, czy uprawę ziemi. Proces produkcji, który musi wziąć pod uwagę, jest relatywnie krótki. Wymagane wydatki i efekty pracy mogą być z łatwością objęte przez umysł w całości”.[28] Crusoe zarządza swoją jednoosobową gospodarką używając po prostu “kalkulacji podobieństwa” [calculation in-kind],  w myślach porównując swoje preferencje i możliwości by podjąć decyzję. Mises stwierdza, że taka sytuacja jest możliwa do wyobrażenia sobie, dodając jednak, że taka metoda nie sprawdziłaby się dla większej gospodarki. “Założenia, że socjalistyczna społeczność mogłaby zastąpić kalkulację podobieństwa kalkulacją pieniężną jest iluzją. W gospodarce, w której nie ma wymiany, kalkulacje podobieństwa nigdy nie pokryją czegokolwiek ponad dobra konsumpcyjne. Przestają działać całkowicie, kiedy dobra lub wyższy porządek wchodzą w grę”. [29]

To sugeruje pewne oczywiste pytania. Czy jednoosobowy socjalizm Crusoe stanie się “niemożliwym”, gdy pojawi się Piętaszek? Raczej nie. A co jeśli pojawi się 100 osób? 1000? Podział Misesa na współczesną i crusoewską gospodarkę i to, że argument kalkulacji stosuje się tylko do tej pierwszej, ponownie pokazuje, że Mises stosuje podświadomie ilościowe założenia mimo swojego sprzeciwu wobec nich. Stosuje ilościowe sądy, że brak kalkulacji nie zaszkodziłby znacząco gospodarce Crusoe, ale zniszczyłby współczesną. Być może Mises miał rację, ale czysta teoria ekonomii nie dała mu tej odpowiedzi.

Od czasów Misesa austriacy nadużywali argumentu o ekonomicznej kalkulacji. Przy braku dokładnego empirycznego dowodu pokazującego, że ten konkretny problem jest najważniejszy, jest on jedynie kolejnym argumentem obok setek na liście argumentów przeciw socjalizmowi. Skąd mamy wiedzieć, że problem nakładów pracy albo innowacji, albo czarnego rynku, albo jakikolwiek inny nie ma znaczenia większego niż problem kalkulacji?

Upadek komunizmu pozwolił austriakom głośno ogłosić, że “Mises miał rację”. Tak, miał rację, że socjalizm jest tragicznym systemem ekonomicznym – i tylko jego upadek pokazał, jak zły był naprawdę. Jednak obecne wydarzenia nie przyczyniają się do ukazania, że problem ekonomicznej kalkulacji był niemożliwą do przeskoczenia przeszkodą dla socjalistycznej gospodarki. Nie ma naturalnego przykładu gospodarki socjalistycznej cierpiącej jedynie z powodu braku tejże kalkulacji. Zatem historia gospodarcza, tak samo jak czysta teoria ekonomiczna nie są w stanie wykazać, że problem ekonomicznej kalkulacji był poważnym wyzwaniem dla socjalizmu. [30]

3.2. Teoria monopolu

Teoria monopolu jest jednym z punktów niezgody między Misesem a Rothbardem. Mises przyznawał teoretyczną możliwość istnienia wolnorynkowego monopolu – definiując monopolistę jako jedynego sprzedawcę dobra z nieelastyczną krzywą popytu w punkcie konkurencyjnej [rynkowej] ceny. Rothbard odrzucał tę teorię twierdząc, że nie ma niezależnego kryterium określenia konkurencyjnej ceny, dopóki rząd stanowczo nie ogranicza konkurencji.

Rothbard z łatwością obala teorię Misesa, ale poświęca zbyt mało uwagi współczesnej neoklasycznej teorii: konkretnie temu, że zawsze występują w pewnym stopniu monopolistyczne zakłócenia, jeśli firmy nie spotykają się z poziomą krzywą popytu. Gdyż jeśli firmy nie napotykają takiej krzywej, to maksymalizując zysk ustalają cenę powyżej kosztów marginalnych. Przy braku idealnej dyskryminacji cenowej [perfect price discrimination] oznacza to istnienie zbędnej straty społecznej – lub niezrealizowanych zysków. W przypisach do “Man, Economy and State” Rothbard krótko odrzuca ten pogląd bez tłumaczenia: “Powstał dziwny pogląd, że użycie marginalnych przychodów, zamiast ceny, jako mnożnika w pewien sposób wypacza optimum satysfakcji konsumenta na rynku. Nie ma żadnego konkretnego dowodu dla takiego założenia”. [31] To jednak w żadnym wypadku nie jest założenie, ale wniosek. Jeśli np. producent oprogramowania musi zapłacić 1$ by stworzyć dodatkową kopię swojego programu, ale napotykając opadającą krzywą popytu, ustala cenę maksymalizującą zysk na poziomie 10$; wówczas istnieją niezrealizowane zyski. Konsumenci, którzy gotowi byliby zapłacić za program od 1 do 9,99$ nie robią tego, mimo że przekracza to krańcowy koszt produkcji.

Na wypadek gdyby czytelnik uznał, że bezkrytycznie narzucam ideał doskonałej konkurencji, pragnę stwierdzić, że moim zdaniem jednym z największych osiągnięć Rothbarda jako ekonomisty było wskazanie niezliczonej ilości sposobów, w jaki rząd tworzy monopol [33]. Rothbard miał rację tłumacząc dlaczego rynkowy monopol jest tak trudny do utrzymania. Miał rację twierdząc, że istnienie ekonomii skali, różności preferencji i innych składników pokazuje, że wysiłki zmierzające do narzucenia idealnej konkurencji za wszelką cenę są błędne. Powinien on jednak po prostu zaakceptować oczywiste braki niedoskonałej konkurencji, a potem wskazać jej liczne zalety.

Rothbard popełnił pewne błędy w teorii monopolu, ale w 1962 roku wciąż znacząco wyprzedzał swoją epokę. Teoria idealnej konkurencji była znacząco nadużywana przez ekonomistów i polityków, którzy mętnie “wykazywali”, że dekoncentracja jest efektywna, zakładając wpierw nieważność ekonomii skali, czy “wykazywali” nieefektywność reklamy, zakładając pełną informację. Od kiedy jednak Rothbard napisał “Man, Economy and State” pojawili się lepsi neoklasyczni teoretycy. Obecnie dostępna jest potężna literatura wykazująca, że korzyści z niedoskonałej konkurencji przeważają nad jej kosztami. Niektórzy ekonomiści skupili się na obserwacji Schumpetera, że firmy na doskonale konkurencyjnym rynku otrzymują niewiele bodźców zachęcających do innowacji. Inni analizowali rozwiązania kompromisowe [trade-off] między różnorodnością produktów a atomistyczną strukturą rynku. Jeszcze inni odkryli zalety reklamy. W skrócie, w neoklasycznym żargonie, istnieje obszerny materiał pokazujący, że struktury wolnorynkowe to rozwiązanie drugie z najlepszych: nie istnieje wykonalny rzeczywisty sposób by je usprawnić. Niestety, chociaż Rothbard zapewnił austriakom znaczną przewagę na początku, nie przeszkodziło to neoklasykom w prześcignięciu ich.

3.3 Dobra publiczne

Rezygnacja Rothbarda z neoklasycznej teorii dóbr publicznych [a także z powiązanej z nią teorii efektów zewnętrznych] jest logiczną konsekwencją jego niecodziennej teorii użyteczności:

Jeśli chodzi o odbiorców, to są oni zmuszani przez państwo do płacenia za zyski, których w przeciwnym wypadku nie zakupiliby. Czy możemy mówić, że to są “zyski”? Standardową odpowiedzią jest to, że odbiorcy “nie mogliby” uzyskać tych zysków, nawet jeśli chcieliby dobrowolnie je zakupić. Pierwszym problemem tutaj jest pytanie, dzięki jakiemu tajemniczemu procesowi krytycy wiedzą, że odbiorcy chcieliby zakupić “zysk”.  Jedynym sposobem by poznać zawartość skali preferencji jest zaobserwowanie ich w konkretnych wyborach. Ponieważ konkretnym wyborem było niepodjęcie zakupu korzyści, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla obserwatorów by zakładać, że skala preferencji odbiorcy była “naprawdę” inna niż to, co zostało wykazane w jego działaniach [34].

Zatem argumentacja Rothbrada wywodzi się z jego teorii użyteczności, a jak wcześniej wykazano, jest ona w znacznej mierze błędna. Krótko mówiąc: preferencje mogą istnieć mimo że nie są wykazane w działaniu. Prawdą jest, że ekonomiści powołujący się na teorię dóbr publicznych zbyt często zapominali rozważyć, że konsumenci po prostu nie chcą owych “dóbr publicznych”. Ale to, że niektórzy nadużywają danej teorii, wcale nie oznacza, że jest ona błędna. Rothbard miał również rację, zastanawiając się dlaczego aktorzy wstrzymują się od negocjacji w celu rozwiązania problemu dóbr publicznych; potężna ilość dzieł dot. kosztów transakcyjnych – zapoczątkowana przez Ronalda Coase’a – dostarcza większości odpowiedzi.

Gdy Rothbard pisał swoją krytykę dóbr publicznych w 1962 roku, niemal wszyscy ekonomiści uznali, że pokazuje ona podstawowe defekty rynków. Późniejsze badania wykazały jednak, że każda instytucja, w szczególności rząd, może być dotknięta tym problemem. “The Logic of Collective Action” Mancur Olsona [35] pokazała, jak problem dóbr publicznych sprawia, że rząd pracuje kiepsko; liczna literatura dot. wyboru publicznego dochodzi do podobnych wniosków. Nawet samodzielna analiza Rothbarda na temat użyteczności ex post demokratycznego działania dostarcza podobnych wniosków [36]. Odrzucenie na wstępie idei dóbr publicznych było po prostu błędną decyzją; Rothbard winien był podkreślić problem dóbr publicznych w odniesieniu do rządu razem z dobrowolnymi rozwiązaniami autentycznego problemu tych dóbr na wolnym rynku.

Równie nieskuteczne okazały się starania Rothbarda, aby przyjąć połowę teorii efektów zewnętrznych: „Problem kosztów zewnętrznych – zazwyczaj traktowany jako symetryczny do korzyści zewnętrznych – nie jest właściwie powiązany. (…) Koszty zewnętrzne [np. szkody spowodowane paleniem przez innych] to skutek klęski przy  próbie wprowadzenia pełnego wolnego rynku, nie zaś defekty tego rynku”. [37] Sens tego rozróżnienia jest jednak mglisty. Z jednej strony liczne negatywne efekty [czy też “koszty zewnętrzne”] nie są fizyczne, ale psychiczne; klub ze striptizem w religijnej dzielnicy jest takim samym negatywnym efektem jak zanieczyszczenie powietrza, ale całkowicie wolny rynek ostatecznie mógłby jedynie uznać naruszenie praw własności. I odwrotnie, korzyścią zewnętrzną może być wszak wkroczenie na czyjś teren, gdyż pełne prawo własności wymaga nie tego, by właściciel korzystał z tego, jak inni wykorzystują jego własność, ale tego by właściciel wyrażał zgodę na to, jak inni korzystają z jego własności. Załóżmy, że mój sąsiad zakłada sklep z pączkami obok mojej posesji i zapach pączków rozchodzi się po mojej posesji. Mimo że jest to korzyść zewnętrzna – kocham zapach pączków – jako właściciel domu mogę twierdzić, że mój sąsiad dokonuje naruszenia terenu. Dlaczego strzeliłbym sobie w stopę czyniąc to? Być może wyceniam zapach pączków na 10$ rocznie, a sklep zarabia 1000$. Zatem w moim interesie byłoby narzucić właścicielowi sklepu opłatę 100$ za zgodę na emitowanie zapachu pączków na moją ziemię. Mimo że korzystam z tego zanieczyszczenia, to korzystam więcej z zanieczyszczeń plus 100$.

W skrócie, nie ma sensu by Rothbard akceptował negatywne efekty zewnętrzne, ale nie pozytywne. Koszty zewnętrzne często nie naruszają praw własności, a zyski mogą to czynić. O ile Rothbard zasługuje na pochwałę za jego analizę sposobów, w jakie prywatna własność potrafi rozwiązać problemy efektów zewnętrznych, o tyle jego próba przeformułowania teorii tych efektów jest całkowicie chybiona.

3.4 Austriacka teoria cyklu koniunkturalnego.

Jest ważne, aby odróżnić poprawne i niemal powszechnie akceptowane aspekty austriackiej teorii cyklu koniunkturalnego [ATCK] od niepoprawnych i bardzo kontrowersyjnych komponentów. Wiele dyskusji o ATCK schodzi z tematu, gdyż austriacy często nie rozumieją, że część ich teorii jest obecnie akceptowana przez główny nurt.

3.4.1. Poprawne i powszechne akceptowane aspekty ATCK.

Jedną z ważnych cech koniunkturalnych spadków jest wzrost bezrobocia. Mises i Rothbard podkreślają dwa ważne fakty związane z bezrobociem:

Twierdzenie 1: (niedobrowolne) bezrobocie spowodowane jest nadmiernymi realnymi wynagrodzeniami

Twierdzenie 2: Użycie inflacji do redukcji realnych wynagrodzeń (jeśli wynagrodzenia są stałe w wartościach nominalnych, wówczas ceteris paribus inflacja pomniejsza wynagrodzenia realne) jest w najlepszym wypadku niepewnym sposobem, a w każdym wypadku nie jest długoterminowym rozwiązaniem problemu bezrobocia.

W 1963 Rothbard stwierdził: “Zaawansowany keynesism przyznaje teraz, że teoria >równowagi w stanie niepełnego zatrudnienia< nie tyczy się wolnego i nieregulowanego rynku, iż zakłada, że poziom wynagrodzenia jest >sztywno opadający< [rigid downward]”.[38] Sam Keynes nieśmiało to przyznawał, a jemu współczesny Pigou napisał cały traktat o bezrobociu tłumacząc niemożliwy do pominięcia związek z wynagrodzeniami realnymi. Co wielu austriaków rzadko sobie uświadamia, po roku 1997 nawet niezaawansowani ekonomiści właściwie zgadzają się z twierdzeniem 1 i 2. Milton Friedman mówił podobnie w przemowie prezesa AEA w 1969. Praca Roberta Lucasa, która była jednym z głównych powodów otrzymania przez niego ostatnio nagrody Nobla, akceptowała te postulaty. Pomijając wyjątki, poglądy Misesa i Rothbarda są podzielane przez akademickich ekonomistów. [39] Może nie głoszą ich tak głośno jak Mises czy Rothbard i możliwe, że preferują szybkie doraźne recepty niż radykalną deregulację rynku pracy, ale główny nurt i austriacy nie kłócą się już o to.

Mimo że, że [niemal] wszyscy uznają, że “sztywno opadające” realne wynagrodzenia są fundamentalną przyczyną bezrobocia, większość ekonomistów – w tym również ja – uznała pogląd Misesa i Rothbarda za zbyt uproszczony. Typowe stwierdzenie Rothbarda to: “Bezrobocie powodowane jest przez związki lub rząd, którzy utrzymują poziom wynagrodzenia powyżej poziomu wolnorynkowego”. [40] O ile ten pogląd daje wiele by zrozumieć bezrobocie np. we współczesnej Europie, to jednak pozostawia wiele do życzenia. W jednym z najbardziej ekumenicznych momentów, Rothbard tłumaczy, że:

Generalnie poziom wynagrodzenia może być utrzymany powyżej stanu pełnego zatrudnienia tylko za pomocą przymusu rządu, związków lub obydwu. Czasami jednak poziom wynagrodzenia jest utrzymany przez dobrowolny wybór (choć zazwyczaj brakuje wiedzy o konsekwencjach) lub przez przymus wsparty dobrowolnym wyborem. Może się bowiem zdarzyć, że np. zarówno firma, jak i pracownicy zostaną przekonani, że utrzymanie pensji na sztucznie zawyżonym poziomie to ich święty obowiązek. Taka perswazja była właściwą przyczyną większości bezrobocia naszych czasów, a w szczególności w depresji 1929 roku. [41]

Ten cytat pokazuje Rothbarda w szczycie formy; w większości dyskusji – podobnie jak Mises – koncentrował się on wyłącznie na działalności rządu i związków, całkowicie pomijając rynkowe przyczyny [42]. Oprócz motywacji etycznej Rothbard wspomina również inne ważne powody by uniknąć lub opóźnić obniżenie pensji nawet na rynku wolnym od regulacji czy związków zawodowych. Np. pracodawcy mogą wstrzymywać się od obniżek pensji by nie obniżać morale załogi – potencjalnie ważny powód. Możliwe również, że istnieją kontrakty gwarantujące pensje [ale nie zatrudnienie] na okres 1, 2 czy 3 lat. Nawet bez takich kontraktów renegocjacja wynagrodzenia może być kosztowna – negocjacje zajmują wiele czasu i niosą ze sobą ryzyko utraty wzajemnego zaufania między pracodawcą i pracownikiem. Warto również wziąć pod uwagę, że zagrożeni nowymi pracownikami ‘insiderzy’ mogą nieformalnie znęcać się, oszukiwać czy unikać współpracy z “outsiderami”. Postaw siebie w sytuacji właściciela biznesu. Czy Twoją automatyczną odpowiedzią na depresję byłaby redukcja pensji by spowodować dobrowolne odejścia? Czy może wolałbyś zwolnić kilku pracowników bez obniżania wynagrodzenia pozostałym?

Tendencja Rothbarda by przypisywać wszelką sztywność płac rządowi i związkom zawodowym prawdopodobnie tłumaczy, dlaczego wielokrotnie podkreśla, że “nie ma czegoś takiego jak “za mało” czy “za dużo” pieniędzy, że jakikolwiek jest ich zasób w społeczeństwie, to korzyści z nich są zawsze wyciągane w maksymalnym stopniu”. [43] Jak można to pogodzić ze stwierdzeniem Rothbarda, że przy sztywności płac wzrost podaży pieniądza może zwiększyć zatrudnienie, zaś spadek obniży je? [44] W końcowej analizie charakterystyczna jasność wywodu skrywa jednak pewne pogmatwanie: O ile czasami przyznaje, że sztywność pensji może istnieć na całkowicie wolnym rynki i powtarza, że podaż pieniądza może wpływać na zatrudnienie przy sztywnych płacach, to również niezmiennie głosi, że ilość pieniądza jest zawsze ‘optymalna’ i mocno krytykuje monetarystów, wolnych bankowców [free-bankers] i innych ekonomistów zainteresowanych unikaniem spadku podaży pieniądza i kompensowaniem zmian w popycie na pieniądz [45].

3.4.2 Błędne i kontrowersyjne aspekty ATCK

Co zatem jest kontrowersyjnego i błędnego w ATCK? Ważniejsze aspekty ATCK zakładają:

Twierdzenie 3: Ekspansja monetarna zaburza strukturę produkcji w niezrównoważony sposób.

Twierdzenie 4: ATCK tłumaczy “nagłe ogólne zebranie biznesowych błędów” [“sudden general cluster of business errors”]

Twierdzenie 5: ATCK dostarcza najlepszego wytłumaczenia, dlaczego spadek koniunktury uderza szczególnie mocno w sektor dóbr kapitałowych.

Twierdzenie 6: Tylko austriacka teoria może wytłumaczyć istnienie depresji inflacyjnej (stagflacji)

Austriacy – podobnie jak wszyscy inni ekonomiści – zgadzają się, że ekspansywna polityka monetarna zmierza do obniżenia stóp procentowych (na pewno realnych, a zazwyczaj również nominalnych) w krótkim okresie. [46] Bezdyskusyjnym jest, że wysokość stóp wpływa na zyskowność różnych inwestycji; jak podkreślają austriacy, przy niższej stopie więcej okrężnych [round-about] inwestycji będzie zyskownych. Projekty ze zwrotami w dalszej przyszłości mogły mieć ujemną wartość bieżącą netto; obniżmy stopy i możliwe, że wartość bieżąca netto (NPV) stanie się dodatnia. Teoria kapitału Bohm-Bawerka – skupiająca się na międzyokresowej koordynacji licznych stadiów produkcji – skłania austriaków do szczególnej czułości, iż niższe stopy procentowe stymulują okrężne projekty. Ale współcześni neoklasycy również zgodziliby się, że niższe stopy zmieniają kalkulacje NPV na korzyść inwestycji ze zwrotami w dalszej przyszłości. [47]

Zatem zgodziliśmy się, że (a) ekspansywna polityka monetarna redukuje stopy procentowe i że (b) niższe stopy stymulują inwestycje okrężnych projektów. Gdzie zatem pojawia się spór? Sprzeciwiam się twierdzeniu, że sztucznie stymulowane inwestycje mają tendencję do okazywania się nieudanymi. Załóżmy, że ponieważ bank centralny nie może powodować inflacji w nieskończoność, w pewnym momencie pojawia się konieczność podniesienia stóp do naturalnego poziomu, który pokazuje wcześniej ukrytą niezyskowność sztucznie stymulowanych inwestycji. Wątpliwość jest prosta: zakładając że stopy są na sztucznym i niemożliwym do utrzymania niskim poziomie, dlaczego jakikolwiek biznesmen oparłby swoje kalkulacje na założeniu, że niskie stopy trwać będą w nieskończoność? Przeciwnie, w rzeczywistości przedsiębiorcy zdaliby sobie sprawę, że stopy procentowe są na tak niskim poziomie jedynie tymczasowo i wzięliby to pod uwagę.

W skrócie, austriacy zakładają, że przedsiębiorcy mają dziwnie irracjonalne oczekiwania. Rothbard stwierdza to całkiem wprost: “Przedsiębiorcy są przygotowywani do przewidywania zmian i unikania błędów. Potrafią przetrwać nieregularne fluktuacje i z pewnością powinni też poradzić sobie z konsekwencjami napływu złota, które są – mniej więcej – przewidywalne. Nie mogliby jednak przewidzieć rezultatów ekspansji kredytowej, gdyż zakłóca ona ich wszystkie przyzwyczajenia, zaburza stopy procentowe i kalkulacje kapitału”. [48] Wszędzie indziej informuje nas, że: “skuteczni przedsiębiorcy to dokładnie ci, którzy są najbardziej zdolni do poprawnego przewidywania i wydawania dobrych sądów w analizie warunków rynkowych. Mając ten warunek na uwadze absurdem jest sugerować, że cała masa przedsiębiorców popełni takie błędy, jeśli obiektywne zdarzenia na rynku nie były zakłócane przez znaczny okres czasu. Takie zakłócenia spowodują błędne odczytanie obiektywnych >sygnałów< rynkowych i wprowadzą w błąd rzeszę przedsiębiorców.”

Dlaczego Rothbard uważa, że biznesmeni są tak niekompetentni w przewidywaniu polityki rządu? Przyznaje im przedsiębiorczą wnikliwość w analizowaniu wszelkich efektów spowodowanych przez rynek, ale w dziwny sposób uznaje ich za niezdolnych do przewidzenia polityki rządu, czy nawet do przezwyciężenia prostej księgowej iluzji spowodowanej inflacją i deflacją. Nawet jeśli prości biznesmeni posługują się – w całkowicie mechaniczny sposób – bieżącą stopą procentową, dlaczego arbitraż specjalistów rynku kredytowego, którzy narzucają długoterminową stopę procentową, nie będzie rozsądną prognozą obecnej polityki? Problem ten sugeruje, że przedsiębiorcy po prostu spoglądają na obecną stopę procentową, obliczają NPV i z powodu sztucznie niskich stóp (które nie mogą trwać w nieskończoność) uruchamiają liczne błędne inwestycje. Ale dlaczego nie mogliby używać długoterminowych stóp rynku kredytowego do prognozowania zyskowności, zamiast głupio patrzeć na stopy krótkoterminowe? W szczególności w gospodarkach interwencjonistycznych naturalna selekcja usunęłaby tak ograniczonych biznesmenów. Co więcej, nawet jeśli większość ludzi biznesu nie rozumie, że niskie stopy są jedynie tymczasowe, długoterminowa stopa procentowa wciąż będzie dobrą prognozą, tak długo jak profesjonalni spekulanci nie popełnią takiego samego błędu.

Należy zwrócić uwagę, że inni austriacy, w szczególności Roger Garrison, rozważają problem oczekiwań. Garrison słusznie zauważa, że “makroekonomiczna irracjonalność nie implikuje irracjonalności jednostki. Człowiek może racjonalnie zapoczątkować bądź przekazać dalej łańcu (…) Podobnie możliwe jest dla jednostki osiągnięcie korzyści z udziału w procesie rynkowym, który jest – i jednostka wie o tym – skazany na porażkę”. [50] To jest oczywiście możliwy scenariusz. Ale czy ma on sens w tym konkretnym przypadku? Nie, nie ma. Oczywiście przedsiębiorcy nie zrezygnują ze skorzystania z niższych stóp procentowych. Jednak racjonalną odpowiedzią na sztucznie niskie stopy będzie (a) przystąpić do inwestycji, które będą zyskowne nawet jeśli później stopy wzrosną, oraz (b) wstrzymać się z inwestycjami, które byłyby zyskowne tylko przy założeniu, że stopy w przyszłości nie wzrosną. Jeśli biznesmeni dostosowaliby się do tej reguły, nie pojawiałaby się tendencja, iż zmiany w stopie procentowej powodują nieudane inwestycje.

Austriacka teoria cierpi również na wewnętrzne sprzeczności. Jeśli – jak austriacy zakładają – początkowe preferencje konsumpcji/inwestycji “odtwarzają się same z siebie”, dlaczego przemysł dóbr konsumpcyjnych nie przeżywa wielkiego boomu w czasie depresji? W końcu jeśli ceny czynników kapitałowych są zbyt wysokie, czy ceny czynników konsumpcyjnych nie są zbyt niskie? Pracownicy zatrudnieni w przemyśle dóbr kapitałowych są niezadowoleni, gdy stare preferencje odtwarzają się same z siebie. Ale pracownicy sektora dóbr konsumpcyjnych powinni być zachwyceni. Austriacka teoria zakłada spadek zatrudnienia w niektórych sektorach, ale wzrost w innych; nie czyni jednak nic, by wyjaśnić dlaczego bezrobocie jest wysokie w czasie recesji i niskie w czasie boomu.

Jeszcze bardziej zaskakująca jest nieumiejętność austriackiej teorii, by wytłumaczyć, dlaczego produkcja spada w czasie depresji; zamiast tego przewiduje ona krótkoterminowy wzrost. [51] Teoria kapitału Bohm-Bawerka, na której Rothbard mądrze buduje swoją tezę, stwierdza, że krótkoterminowym efektem przejścia do produkcji dóbr konsumpcyjnych byłby okres zwiększonej produkcji, po którym następuje okres produkcji niższej niż ta, jaka nastąpiłaby gdyby zamiast tego użyte zostały produkty długoterminowe [longer period products]. [52] W skrócie, austriacka teoria zbyt łatwo uznaje okres sztucznie niskich stóp za boom, zaś okres ponownego dostosowania za spadek koniunktury. Bez dodatkowych założeń, teoria nie przewiduje wzrostu zatrudnienia w czasie boomu i spadku w czasie recesji. Co więcej, prognozuje wzrost produkcji bieżącej w czasie recesji. Te konsekwencje wprawiają w zbyt duże zakłopotanie by je zignorować.

Końcową sugerowaną wartością ATCK jest to, iż wyjaśnia dlaczego sektor dóbr kapitałowych jest dotknięty bardziej przez depresję niż dóbr konsumenckich. [53] Jednak współczesna neoklasyczna ekonomia oferuje proste alternatywne wytłumaczenie. Interesującą obserwacją na temat cyklu koniunkturalnego jest to, iż sektor trwałych dóbr konsumenckich cierpi w podobny sposób jak dóbr kapitałowych. Prostym wytłumaczeniem tego fenomenu jest, iż zakup jakiegokolwiek trwałego dobra – niezależnie czy kapitałowego czy konsumenckiego – jest znacznie bardziej czuły na zmiany w przychodach czy zyskach niż nietrwałych dóbr. W każdym okresie nabywcy dóbr trwałych uzupełniają swoje zasoby, aby uwzględnić deprecjację, plus dostosowują swój zamierzony poziom zasobów w oparciu o nowe informacje o zyskowności (dla firm) czy stałym dochodzie (dla jednostek). Nadejście depresji powoduje dostosowanie prognoz w dół; często oznacza to nawet rezygnację z rekompensaty za deprecjację, gdyż naturalny proces zużycia zbliża Cię bliżej do nowego zamierzonego poziomu zasobów. Najprostszy model popytu na dobra trwałe dostarcza spójnego wytłumaczenia dlaczego sektory produkcyjne cierpią bardziej w czasie depresji i w przeciwieństwie do teorii “przyspieszenia”, którą Rothbard słusznie wyśmiewa, przestrzega rygorystycznie podstaw mikroekonomii.

Innym ciekawym argumentem na korzyść teorii austriackiej jest to, że jako jedyna tłumaczy stagflację – jednoczesne występowanie wysokiego bezrobocia i wysokiej inflacji. Rothbard na przykład opisuje austriacką teorię jako “jedyne przedstawione wytłumaczenie” stagflacji. [54] Jednak istniały liczne teoretyczne wytłumaczenia stagflacji, z których większość była dobrze znana zaawansowanym akademikom w 1978, kiedy Rothbard użył tego komentarza na korzyść ATCK. By wymienić kilka z nich:

a) naturalny szok podażowy, np. ropa (zmniejszenie podaży, wzrost cen i obniżenie produkcji)

b) racjonalne oczekiwania: pracownicy budzą się ze swojej dezorientacji dotyczącej realnych/nominalnych wynagrodzeń i domagają się podwyżki by zrekompensować inflację (ponownie zmniejszenie podaży, wzrost cen, spadek produkcji). Lucas otrzymał Nagrodę Nobla za swoją pracę na ten temat.

c) szok technologiczny (znów zmniejszenie podaży, wzrost cen, spadek produkcji). Teoria, która przypisuje cykle koniunkturalne szokom technologicznym, znana jako teoria prawdziwych cykli koniunkturalnych [real business cycle theory] była gorącym tematem dyskusji makroekonomicznych przez dekadę.

Pragnę podkreślić, że wszystkie argumenty w tej części były czysto teoretyczne, nie empiryczne. ATCK wymaga zadziwiających założeń o głupocie przedsiębiorców, którzy ślepo bazują na bieżących stopach procentowych przy podejmowaniu decyzji o inwestycjach. Nawet jeśli zaakceptujemy ATCK, to ma ona w sobie poważne sprzeczności: nie przewiduje ona zmian w zatrudnieniu, a zakłada wzrost produkcji w czasie depresji. Co więcej, zjawisko stagflacji nie jest jakimkolwiek argumentem na rzecz ATCK, gdyż liczne inne teorie (z których większość powstała zanim zagadnienie stagflacji stało się ważne) również biorą ją pod uwagę.

Te argumenty przeciw ATCK – jak wspomniałem – tyczą się tylko “kontrowersyjnych” części teorii. Austriacy mieli absolutną rację, gdy potępiali przestarzały keynesowski pogląd, iż nie ma zależności między pensjami a bezrobociem. [55] Rządowi oficjele, dziennikarze i opinia publiczna, a także słabsi akademicy, wciąż muszą nauczyć się tej lekcji. Ale większość ekonomistów-akademików już się tego nauczyła. Jeśli ATCK ma cokolwiek do dodania, musi pójść trochę dalej – znaleźć coś nowego i prawdziwego. Mało jednak prawdopodobne, że potrafi.

4. Metody, matematyka i dane.

4.1. Teoria i praktyka teorii ekonomicznych

Czytelnik musi zauważyć, że jak dotąd nie poruszono jakiejkolwiek kwestii metodologicznej. Dla wielu jest to pole, na którym różnica między Rothbardem i Misesem a neoklasycznymi ekonomistami jest najbardziej widoczna. Mises i Rothbard podkreślają prymat teorii ekonomicznej nad historia ekonomiczną; teoria wywodzi się z prawdy ‘aksjomatu działania’, zatem historia ekonomiczna raczej ilustruje niż “testuje” teorię.

Oczywiście, istnieje ogromna różnica między tym, co Mises i Rothbard mówią na temat poprawnej metodologii ekonomii a tym co mówi większość neoklasyków. Ale różnica między tym, co neoklasycy naprawdę robią jest dużo mniejsza. Empiryczne badania ekonomii wykazałyby, że czysta teoria odgrywa ogromną rolę w sądach wszystkich ekonomistów, niezależnie od tego czy zajmują się czystą teorią, czy badaniami empirycznymi. Czyści teoretycy często żyją w niemal całkowitej izolacji od pracy empirycznej; w rzeczy samej, nawet empiryczni badacze zazwyczaj znają jedynie badania empiryczne z ich własnej specjalizacji. [56] Jak formułują swoje poglądy na inne kwestie? Głównie poprzez łączenie szeroko rozumianej teorii ekonomicznej i części empirycznych założeń. Dla wielu to pokazuje, że ekonomiści są nienaukowymi ideologami, ale w moim mniemaniu dowodzi to, że praktyka neoklasycznych ekonomistów jest znacznie bardziej rozsądna niż proklamowane metody. Austriacka krytyka metodologii neoklasyków jest często wadliwa dokładnie dlatego, bo większość ekonomistów nie praktykuje metod przez nich samych propagowanych.

4.2 Czy teoria wystarcza?

Wolne od praktyki ekonomiczne teoretyzowanie może być i często jest skutecznym sposobem nauki o otaczającym świecie. Mises i Rothbard jasno to głoszą, ja się już z tym zgodziłem, a większość neoklasycznych ekonomistów zazwyczaj “postępuje tak jakby” w to wierzyli. Mises i Rothbard mylą się jednak, kiedy mówią że historia ekonomiczna może jedynie zilustrować teorię. W szczególności empiryczny dowód jest często potrzebny, by zdeterminować czy teoretyczny czynnik jest istotny.

Teoria cen pokazuje nam, że płaca minimalna ponad poziomem rynkowym przyczyni się do wzrostu bezrobocia. Jednak, co Mises i Rothbard akcentują, teoria ekonomiczna nic nam nie powie o tym, jak duży wzrost bezrobocia nastąpi. Studia empiryczne na temat wprowadzenia płacy minimalnej czynią więcej, jak tylko ilustrują teorię; pomagają ekonomistom pojąć, jakie teoretycznie ważne czynniki w rzeczywistości maja znaczenie. Parafrazując lorda Kelvina, o ile teoria ekonomiczna jest prawdziwą wiedzą, jeśli nie studiujesz historii ekonomicznej jest ona pośledniego i niesatysfakcjonującego gatunku. Ekonomista, która przypisuje hiperinflację radykalnym i trwałym spadkom w popycie na pieniądz, nie sprzeciwia się żadnej teorii. Ale jest to kiepski ekonomista, gdyż analizuje on czynniki, które są daleko od bycia istotnymi.

Tak, możliwe jest, iż znaczenie różnych czynników zmienia się w czasie i jest różne w poszczególnych społeczeństwach; ale badanie tych zmian to po prostu kolejne zadanie, któremu powinien poświęcić się dobry ekonomista. Np. ekonomiści-demografowie czynią więcej niż tylko opisują powody wzrostu populacji; wyjaśniają, które powody są ważniejsze w poszczególnych krajach i w danym czasie. Wzrost podaży pożywienia może znacznie zwiększyć populację w biednym kraju, ale nie miałby żadnego wpływu w bogatym; oba fakty wymagają empirycznych studiów by zrozumieć, że chociaż występuje różnorodność w poszczególnych miejscach i czasie, to wciąż istnieje ukryty wzór opisujące te zjawiska.

4.3. Matematyka, ekonometria i rozwój ekonomii.
Powodem, dla którego austriacy nie publikują więcej prac w głównych przeglądach jest fakt, że ich dzieła rzadko używają matematyki czy ekonometrii, czyli tych narzędzi badawczych, które austriacy odrzucają z zasady. Odrzucają ekonomię matematyczną z powodu założeń o ciągłości i nieobojętności. Te zarzuty zostały rozpatrzone w sekcji 2.3 i uznane za błędne. Podobnie, austriacy rezygnują z ekonometrii, gdyż uznają, że teoria ekonomiczna jest prawdziwa a priori, więc statystyka czy studia historyczne nie mogą jej “przetestować”. Brzmi to nieźle, ale w sekcji 4.2 pokazano, że ekonometria i inne prace empiryczne mogą odegrać większą rolę: pomóc w zdeterminowaniu, jak istotne (lub trywialne) są różne teoretycznie ważne czynniki.

W skrócie, odrzucenie z zasady matematyki i ekonometrii (M&E) nie zdaje egzaminu. To nie oznacza jednak, że M&E są odporne na słabszą krytykę: a mianowicie, że po prostu nie dostarczyły pożądanych owoców. Kiedy Mises napisał „Ludzkie Działanie” w 1949 użycie M&E w ekonomii wciąż było w powijakach. Obecnie można powiedzieć, że M&E jest używane w badaniach już od 50 lat. Nauka ekonomii uczyniła postęp, ale w jakim stopniu winien on być zawdzięczany M&E?

Rozważmy to pytanie empirycznie. Oto kilka z najlepszych pomysłów jakie powstały w akademickich kręgach od 1949:

1) teoria kapitału ludzkiego

2) racjonalne oczekiwania w makroekonomii

3) błądzenie losowe a rynki finansowe

4) modele wysyłania sygnałów [signaling models]

5) teoria wyboru publicznego

6) model naturalnego poziomu bezrobocia

7) zgodność czasu [time consistency]

8) dylemat więźnia, gry koordynacyjne, gry orzeł-gołąb

9) ricardiański argument o neutralności długu

10) rynki sporne

Formalna matematyka była głównym językiem użytym do zaprezentowania tych idei w akademickich przeglądach. Ale czy matematyka odegrała znaczącą rolę w tych odkryciach? Czy może owe artykuły bazowały głównie na intuicji, a dopiero potem cofnęły się by zdeterminować jakie matematyczne zależności są tam zawarte? Z całej listy można wybrać kilka przykładów, gdzie matematyka była czymś więcej jak późniejszym dodatkiem: może idea nr 2 i prawdopodobnie 3. Ale nawet tam intuicja, nie zaś matematyka, raczej odegrała wiodącą rolę. [57]

Wkład ekonometrii do ekonomii jest podobnie znikomy – głównie z tego powodu, iż ekonometria “wypchnęła” tradycyjną jakościową historię ekonomiczną. Popularność ekonometrii sprawiła, że bardzo ciężko przeprowadzić jakiekolwiek badania w okresie, z którego brakuje wygodnych ‘zbiorów informacji’; narzuciła również ciężką do zaakceptowania ciszę na każdy temat w historii (podobnie zresztą jak ideologia), który ciężko wyrazić w danych liczbowych. Kiedy prosta ekonometria nie pozwalała wprowadzić powszechnej zgody pośród zaangażowanych ekonomistów, powstawał pęd do tworzenia coraz to bardziej skomplikowanych mierników i innych narzędzi. Można to porównać do szukania kluczy do samochodu w pobliżu źródeł światła, gdyż jest jaśniej. Powodem niezgody jest po prostu to, iż powody i korelacje są różne, ale niemal każdy interpretuje korelację jako powszechną, jeśli rezultaty wydają się być rozsądne, i jako nieważną, jeśli wyniki odbiegają od oczekiwanych.

Lepszy eksperymentalny ‘design’ – włączając metodę “naturalnych eksperymentów” – to krok w tył w dobrym kierunku, ale to tylko nieśmiałe początki. Osobiście uważam, że ekonometria nie jest bezużyteczna, ale musi stać się narzędziem podporządkowanym ekonomicznym historykom, nie zaś vice versa.  A „Monetary Hisotry of the United States” Friedmana i Schwartza jest blisko optymalnego połączenia – uważna analiza historyczna wsparta ekonometrią, nie zaś na odwrót. [58]

M&E ma za sobą 50 lat coraz większej hegemoni w ekonomii. Empiryczne dowody ich wkładu są bezdyskusyjnie ujemne. Ale nie oznacza to jednak, że ekonomiści powinni natychmiast zaprzestać używania M&E w swoich pracach. To była odpowiedź austriaków i doprowadziła ich do ekstremalnej izolacji od pozostałych ekonomicznych profesji. Prostym faktem jest, iż M&E są językiem współczesnej ekonomii, tak jak łacina była językiem średniowiecznej filozofii. Owe zawodowe języki powodują utratę ogromnej ilości czasu i sprawiają, że trudno jest porozumieć się akademikom i prostym ludziom.  Ale jeśli zostaną opanowane, nawet dysydenci mogą używać tych narzędzi by wyrazić swoje myśli.

Wnioski

Austriaccy badacze wnieśli wiele do ekonomii w ostatnich latach. Osobiście jestem pod wrażeniem prac Lawrence`a White’a i George`a Selgina na temat wolnej bankowości i innych monetarnych kwestii, ale pozostali austriacy również stworzyli wiele. Patrząc historycznie, uważam również, pomimo moich licznych przedstawionych tu obiekcji, że ekonomia Misesa i Rothbarda była wielkim dokonaniem. Ale zbyt duża część austriackich badań dotyczyła nie ekonomii, ale meta-ekonomii: filozofii, metodologii i historii myśli. Zgodzić się trzeba, że wiele z owej meta-ekonomii wywodzi się z prac F.A.Hayeka i jego licznych interpretatorów, których wkład w ekonomię nie był omawiany w tym eseju. Ale uczniowie Misesa i Rothbarda zrobili również wiele dla meta-ekonomii. Neoklasyczni ekonomiści posuwają się za daleko usuwając meta-ekonomię niemal całkowicie, ale istnieje oczywisty powód by odnosić się podejrzliwie do naukowców, którzy mówią o ekonomii bez zajmowania się nią. Parafrazując Deng Xiaopinga: “Nie należy mówić codziennie o metodologii. W prawdziwym życiu nie wszystko jest metodologią”.[59]

O ile niektóre dokonania austriaków są poważnym wkładem w ekonomię, o tyle suma ich dokonań od czasów „Ludzkiego Działania” do dzisiaj jest bardzo mała w porównaniu z rozwojem neoklasycznej ekonomii w tym samym okresie. 10 dobrych idei wymienionych w sekcji 4.3 to tylko początek tego, czego ekonomiści nauczyli się od 1949 – mimo kuli u nogi, jaką okazała się matematyka i ekonometria. Mises i Rothbard oczywiście stworzyli oryginalny i odmienny paradygmat ekonomii – i zastosowali go do licznych interesujących tematów. Niestety podstawy tego nowego paradygmatu są wadliwe, a najważniejsze wnioski wątpliwe bądź naciągane. Rozsądnym intelektualnym kursem, który powinni obrać austriacy winno być porzucenie wyzwania zmiany paradygmatu i zgoda na podzielenie się wszelkimi wartościowymi pomysłami, jakie posiadają, z resztą ekonomistów – i oczywiście z intelektualnie zaangażowaną publiką. Podsumowując, Milton Friedman powiedział mądrze, że “nie ma austriackich ekonomistów – tylko dobrzy bądź źli ekonomiści”. [60] Od siebie dodałbym, że “austriacy stworzyli trochę dobrej ekonomii, ale większość dobrej ekonomii nie jest austriacka”.

Przypisy

[1] Nie ma wątpliwości, że Rotbard świadomie podążał za Misesem: patrz np. Murray Rothbard, Man, Economy, and State (Los Angeles: Nash Publishing, 1962), xi-xii, i esej Rothbarda „The Essential Von Mises” [w:] Ludwig von Mises, Planning for Freedom (South Holland, Illinois: Libertarian Press, 1980), s. 234-270. Co więcej Mises nie miał zadnych obiekcji, gdy recenzował Man, Economy, and State: patrz: Ludwig von Mises, „A New Treatise on Economics” [w:] New Individualist Review (Indianapolis, IN: Liberty Fund, 1981), s. 323-326.

[2] O ile współcześni zwolennicy Hayeka często prezentują jego prace jako radykalnie różne od głównego nurtu ekonomii, istnieje niewiele dowodów na to, że Hayek tak uważał. Porównaj sprzeciw Misesa i Rothbarda wobec ekonomii matematycznej z chęcią Hayeka by “uniknąć wrażenia, że generalnie odrzucam metody matematyczne w ekonomii. Uważam to za wielką zaletę techniki matematycznej, że pozwala nam opisać za pomocą algebraicznych równań ogólny charakter zjawiska, nawet wtedy gdy nie jesteśmy świadomi jego liczbowych wartości. Bez tych algebraicznych technik rzadko kiedy osiągalibyśmy tak spójny obraz wzajemnych zależności różnych zjawisk na rynku”. F.A. Hayek, „The Pretense of Knowledge,” [w:] F.A. Hayek, Unemployment and Monetary Policy (Washington, D.C.: Cato Institute, 1979), s. 28.

[3] Man, Economy, and State, s. 222.

[4] Ibid, s. 223.

[5] Ibid, s. 263. Rothbard podąża tropem Misesa: “Działanie dzieli się na grupy i stopniuje; oryginalnie za tylko liczby porządkowe, nie kardynalne”.  (Ludwig von Mises, Human Action [Chicago: Contemporary Books, Inc., 1963], s. 119).

[6] Ibid, s.262.

[7] Rothbard nie jest osamotniony w tym zakłopotaniu; znacząca część autorów podręczników również nie rozumie tej kwestii.

[8] Patrz np. David Kreps, A Course in Microeconomic Theory (Princeton, NJ: Princeton University Press, 1990), s. 17-69.

[9] Ibid, s. 31-32.

[10] Warto zwrócić uwagę, że nawet gdyby krytyka neoklasycznej teorii konsumenta autorstwa Rothbarda była poprawna, wciąż nie byłby on w stanie obalić neoklasycznej teorii producenta. Tutaj zarówno Rothbard jak i standardowa teoria ekonomiczna stwierdza, że przedsiębiorcy maksymalizują zyski – zatem wartość kardynalną

[11] Man, Economy, and State, s.107 i s.106 odpowiednio.

[12] Ibid, s. 515-516.

[13] Ibid, s. 797.

[14] Użycie przez Rothbarda wartości dyskretnych służących dyskretnym celom eliminuje efekt dochodowy pozostawiając tylko substytucyjny.

[15] Co jest takiego ważnego w rozpoznaniu dwóch efektów zmiany ceny? Uznaje się, że wzrost ceny zmniejsza popyt, gdyż aktor przestawia się na inne dobra (efekt substytucyjny). Ale co gdyby istniało tylko 1 dobro? W tym wypadku jest oczywiste, że wzrost ceny nie zmniejsza popytu z powodu przejścia na inne dobro. Popyt spada raczej dlatego, iż przy jednym dobrze, stałych dochodach i wyższej cenie, realny przychód aktora jest mniejszy.

[16] Mises mocno krytykuje możliwość analizy krzywej obojętności przez Fishera: “Po pierwsze należy sprzeciwić się dziwnej matematycznej koncepcji, gdyż nieskończenie małych ilości nie da zaaplikować się do ekonomicznych problemów. Użyteczność, przy danej ilości dóbr, jest albo wystarczająco duża do wartościowania, lub na tyle mała, że pozostaje niezauważona przez oceniającego, a co za tym idzie nie może zmienić jego sądów”.  (Ludwig von Mises, The Theory of Money and Credit [Indianpolis, IN: Liberty Classics, 1980], s. 57). Dalsze dowody na to, ze Mises i Rothbard sprzeciwiali się neoklasycznej teorii użyteczności, porównaj ibid, s. 51-60, oraz Man, Economy, and State, s. 260-268.

[17] Ibid, p.265.

[18] Ludwig von Mises, Theory and History (Washington, D.C.: Ludwig von Mises Institute, 1985), s. xiv.

[19] Man, Economy, and State, s. 264.

[20] Murray Rothbard, Power and Market (Sheed Andrews and McMeel, Inc.: Kansas City, 1977), s. 13.

[21] Hans-Hermann Hoppe, „Man, Economy, and Liberty: Essays in Honor of Murray N. Rothbard (book review)” [w:] Review of Austrian Economics, tom 4, s. 258. Joseph Salerno twierdzi, że stworzył argument dla twierdzenia, że interwencjonizm redukuje społeczną użyteczność, ale mówi, że jego wniosek jest silniejszy niż Rothbarda. Patrz Joseph Salerno, „Mises and Hayek Dehomogenized” [w:] Review of Austrian Economics, tom 6, nr 2, s.131.

[22] Power and Market, s.18.

[23] Przykładowo w nagraniach Rothbarda, „A Short Course on Free Market Economics„, dostępnych na http://www.lfb.org.

[24] Patrz mądre uzycie neoklasycznej koncepcji efektywności w: Steven Landsburg, The Armchair Economist: Economics and Everyday Life (NY: The Free Press, 1993), s. 49-105.

[25] Human Action, s. 678.

[26] Ibid, s. 679-680.

[27] Ibid, s. 56.

[28] Ludwig von Mises, Socialism: An Economic and Sociological Analysis (Indianpolis, IN: Liberty Classics, 1981), s. 98.

[29] Ibid, s.102. Mises później wzdragał się przed używaniem terminu „kalkulacja podobieństwa”: patrz Human Action, s. 703.

[30] Historia komunizmu sugeruje, że problem bodźców jest najpoważniejszy ze wszystkich. Przymusowa kolektywizacja – odebranie chłopom ziemi i ich zniewolenie – wielokrotnie powoduje głód. To kończy się 5 milionami zmarłych za czasów Lenina, co najmniej 7 pod rządami Stalina i 30 milionów pod rządami Mao. Patrz: Museum of Communism FAQ: http://www.princeton.edu/~bdcaplan/museum/faqframe.htm. Co więcej, miliony niewolniczych robotników w komuniźmie było nieproduktywnych, patrz dyskusja Misesa o nieefektywności niewolnictwa w Liberalism (Irvington-on-Hudson, NY: Foundation for Economic Education, 1996), s. 20-23.

[31] Man, Economy, and State, s. 461-462.

[32] Jeśli istnieją niezrealizowane zyski, dlaczego monopolista nie zmieni strategii cenowej? To jeden z licznych przykładów, gdzie sytuacja nie jest optymalna w sensie Pareto, ale koszty transakcyjne sprawiają, że dobrowolne polepszenie w sensie Pareto jest mało prawdopodobne. Np. możliwość dalszej odsprzedaży czy niemożność określenia konsumenckiej woli do zapłaty czyni perfekcyjną dyskryminację cenową trudną do wprowadzenia.

[33] Nie tylko w Power and Market (s. 37-82), ale również w świetnych nagraniach „The American Economy and the End of Laissez-Faire: 1870 to World War II„. Szczególnie w tych nagraniach Rothbard zawsze ogranicza się do wyjaśnienie, dlaczego wolnorynkowy monopol jest tak trudny do utrzymania i jak rząd powoduje zwarcia w rynkowej kontroli monopoli. Zamiast próbować zdefiniować monopol rynkowy jako niemożliwy, jak uczynił jako teoretyk, Rothbard jako historyk stara się rozważyć tę empiryczną kwestię produkując całkiem przekonujące rezultaty.

[34] Man, Economy, and State, s. 890.

[35] Mancur Olson, The Logic of Collective Action: Public Goods and the Theory of Groups (Cambridge: Harvard University Press, 1971).

[36] Patrz: Power and Market, s.18-23.

[37] Man, Economy, and State, s. 944.

[38] Murray Rothbard, America’s Great Depression (Kansas City: Sheed and Ward, Inc., 1975), s. 43.

[39] Którzy często uczą tej prawdy tylko studentów magisterskich, pozostawiając dla licencjackich i dziennikarzy zdyskredytowanego “dinozaura Keynesizmu” Patrz mój esej „In Defense of Macroeconomic Theory„, http://www.princeton.edu/~bdcaplan/macro.doc.

[40] Power and Market, s. 204-205.

[41] America’s Great Depression, s. 45.

[42]Niektórzy pisarze, którzy określają siebie mianem “Misesianów” mają bardziej subtelny pogląd na proces dostosowywania wynagrodzeń na wolnym rynku. Patrz np. Roger Garrison, „The Austrian Theory of the Business Cycle in the Light of Modern Macroeconomics” [w:] Review of Austrian Economics, tom. 3; George Selgin, The Theory of Free Banking: Money Supply Under Competitive Note Issue (Totowa, NJ: Rowman and Littlefield, 1988).

[43] Man, Economy, and State, s. 670.

[44] Patrz na przykład Man, Economy, and State, s. 683-687 oraz America’s Great Depression, s. 43-53.

[45] Patrz sprzeciw Rothbarda wobec stałego wzrostu podaży pieniądza:  „Ci ekonomiści nie przyjęli wielkiej monetarnej lekcji klasycznej ekonomii: że podaż pieniądza właściwie nie ma znaczenia. Stąd nie ma jakiejkolwiek potrzeby dla zwiększenia podaży pieniądza (poza niemonetarnym użyciem złota i srebra)” w: Murray Rothbard, The Case for a 100 Percent Gold Dollar (Meriden, CT: Cobden Press, 1984), s. 28.

[46] Mechanizm w jaki monetarna ekspansja wpływa na stopy procentowe byłby jednak znacznie bardziej kontrowersyjny. Ekonomiści głównego nurtu zazwyczaj akcentują “prawdziwą równowagę” czy efekt “płynności”, podczas gdy austriacy preferują by uważać nowo kreowane pieniądze jako zwiększenie podaży funduszy pożyczkowych. Specyfika relacji pieniądze-stopa procentowa nie ma jednak tutaj znaczenia.

[47] O ile współcześni neoklasyczni ekonomiści zazwyczaj pracują przy założeniu nieczasowej [atemporal] produkcji używając homogenicznych dóbr kapitałowych, osobiście uważam, że jest to wygodne upraszczające założenie, nie zaś dokładna charakterystyka fundamentalnej natury dóbr kapitałowych i produkcji.

[48] America’s Great Depression, s.38.

[49] Ibid, p. 76.

[50] Roger Garrison, „The Austrian Theory of the Business Cycle in the Light of Modern Macroeconomics„, s. 9.

[51] Próbując spojrzeć przychylniejszym okiem, austriackie wytłumaczenie spadku produkcji i zatrudnienia jest niczym innym jak sztywnością płac połączoną z monetarnymi napięciami. To jednak byłoby trudno pogodzić z relatywną obojętnością Misesa co do deflacji i entuzjazmem Rothbarda co do jej pozytywnych wpływów. Mises np. informuje nas (w trzeciej edycji Ludzkiego Działania z 1966), że “deflacja i restrykcje kredytowe nigdy nie odegrały znaczącej roli w historii ekonomicznej” (s. 567). Twierdzić to po powojennej deflacji jest naprawdę zaskakujące. Rothbard posuwa się nawet dalej, chwaląc deflację: “napięcia deflacyjne wielce pomagają przyspieszyć proces przystosowania, a zatem dokończyć uzdrowienie gospodarcze, sposobami dotąd nieokreślonymi”. (America’s Great Depression, s. 25). Patrz: ibid, s. 25-26.

[52] Tradycyjne mierzenie “produkcji” (takie jak PKB) uznają inwestycje biznesowe za produkcję i stąd niekoniecznie jest prawdą, iż na podstawie teorii austriackiej produkcja spadnie w czasie okresu przejściowego, kiedy struktura produkcji ulega wydłużeniu. Ale jeśli użyjemy zmodyfikowanego pomiaru produkcji, który wyklucza dobra kapitałowe, wówczas moje twierdzenie będzie poprawne.

[53] Patrz np. America’s Great Depression, s. 58: „Jest tylko jeden sposób w jaki niewystarczająca konsumpcja może wytłumaczyć problem zwiększonej fluktuacji w sektorach dóbr konsumenckich i producenckich: zasada przyspieszenia”.

[54] Murray Rothbard, For a New Liberty: The Libertarian Manifesto (New York: Libertarian Review Foundation, 1978), s. 191.

[55]To ciekawe, że empiryczna praca Gallaway’a i Veddera – interpretowana przez wielu jako empiryczne wsparcie ATCK – dostarcza jedynie dowodu na istnienie zależności pensja-zatrudnienie – tj. niekontrowersyjnej części ATCK. Patrz: Lowell Gallaway and Richard Vedder, „Wages, Prices, and Employment: Von Mises and the Progressives„, Review of Austrian Economics, tom 1, s.33-80; idem, „The Great Depression of 1946„, tom 5, nr 2, s. 3-31.

[56] Często uważam, że ekonomiści mają bardziej sensowne poglądy na problemy, które nie leżą w zakresie ich specjalizacji!

[57] Zachęcam innych do tworzenia własnych list “najlepszych idei” by powtarzać ten eksperyment.

[58] Z własnego doświadczenie wiem, że ekonomiści w nieformalnych dyskusjach często przyznają, że Friedman i Schwartz przekonali ich w wielu puntach. Niemal nigdy nie słyszę, by mówili, że jakiekolwiek ekonometryczne dzieło zmieniło ich pogląd na świat.

[59] Oryginalny cytat to: „Nie należy codziennie mówić o walce klas. W prawdziwym życiu nie wszystko jest walką klas”. Cytat za: Paul Johnson, Modern Times: The World from the Twenties to the Nineties (NY: HarperCollins Publishers, 1991), s. 565.

[60] Cytat za: Edwin Dolan, „Austrian Economics as Extraordinary Science,” [w:] Edwin Dolan, ed., The Foundations of Modern Austrian Economics (Kansas City: Sheed & Ward, Inc., 1976), s. 4.

***

Tłumaczenie: Piotr Romaniak

na podstawie:
Bryan Caplan: Why I Am Not an Austrian Economist http://www.gmu.edu/departments/economics/bcaplan/whyaust.htm

21 comments

  1. Kamil

    Jeszcze nie wczytałem się w całość tekstu, a już widzę, że autor nie do końca wie, co krytykuje i traktuje pewne twierdzenia SA bardzo powierzchownie.

    Jak na przykład „Jeśli tak, to jak może on wiedzieć – na podstawie samej tylko teorii ekonomicznej – że negatywne efekty braku ekonomicznej kalkulacji będą tak dotkliwe, że socjalizm będzie nieopłacalny?”

    Mises nie pisał, że będzie nie opłacalny, bo nieopłacalny dla kogo? Dla klasy rządzącej, dla partii i aparatu represji jak najbardziej opłacalnym będzie.
    Mises pisał, że bez kalkulacji i cen opartych na wolnym rynku będzie dochodziło do złej alokacji zasobów.. baaardzo złej alokacji i marnotrawstwa.

    „Oczywiste, że socjalistyczna gospodarka będzie cierpieć z powodu niemożliwości ekonomicznej kalkulacji; ale jak, na podstawie własnej teorii, Mises może wiedzieć, że ta trudność będzie tak dotkliwa, że społeczeństwo się zawali?”

    Po pierwsze najważniejsze Mises uznawał socjalizm za utopie. Jako system niemożliwy do zaistnienia w rzeczywistości, więc twierdzenie o tym, że społeczeństwo mogło by się zawalić nie ma sensu. :)

  2. Turin

    Krytyka autora ogranicza się jedynie do wytknięcia kilku nieścisłości językowych z punktu widzenia wyspecjalizowanych narzędzi neoklasyków, jednak nie udowadnia żadnych wewnętrznych sprzeczności ASE. Przypomina to krytykę wytwórcy wiertarek z punktu widzenia robotnika budowlanego. Istotą ASE jest właśnie owa „meta-ekonomia”, wpinanie w ekonomię elementów nauk społecznych, psychologii i innych, gdyż tylko tak można otrzymać możliwie najbardziej spójny model działania ludzi w środowisku. ASE raczej rzadko zajmowała się tworzeniem uproszczonych modeli do zastosowania w mikroekonomii, zostawiając to pole innym szkołom, chociażby wspomnianym neoklasykom, którzy za to budowali swój kręgosłup aksjologiczny na teoriach Misesa czy Boehm-Bawerka.

    Matematycy nie zarzucają fizykom prymitywizmu, podobnie jak fizycy nie zarzucają matematykom braku praktyczności.

    A niektóre z argumentów naprawdę wydają się jedynie produktem zawężonej perspektywy widzenia. Nie może istnieć U(a)=U(b), chociażby dlatego, że stragan ze śliwkami musi znajdować się bliżej lub dalej od straganu z jabłkami. A kalkulacji w jednoosobowej „gospodarce” nie można ujmować w kategoriach socjalizmu czy wolnego rynku, bo oba te terminy odnoszą się do relacji, a nie stricte działań izolowanej jednostki.

  3. Czytelnik

    Trikster , wielkie dzięki za przetłumaczenie tego artykułu :) Ekonomiczny slang jaki go wypełnia uniemożliwiał mi go zrozumienie w pełni w oryginalnym języku.

    Przydała by się do tego poważna polemika , ja niestety nie jestem zawodowym ekonomistą więc nie podołam temu zadaniu , choć niektóre zarzuty prezentowane przez Caplana przewijały się już w polskich artykułach z zakresu ASE. Choćby ten o tym dlaczego w czasie recesji nie ma boomu na dobra konsumpcyjne , i dlaczego rośnie bezrobocie – odpowiedź na nie jest w artykule R. Murphy’ego : „Znaczenie teorii kapitału”
    http://www.mises.pl/859/robert-p-murphy-znaczenie-teorii-kapitalu/

    O obojętności tutaj : http://www.mises.pl/276/276/

    Zgadzam się z za to Caplanem że austriacy zbyt pochopnie odrzucają matematykę , bo zwyczajnie do wielu nie przemawiają ich aprioryczne argumenty , sam kiedyś musiałem udowadniać ułomności systemu skandynawskiego za pomocą ekonometrii bo tezy ASE zwyczajnie nie przemawiały do oponenta.

  4. smootnyclown

    Ja też nie jestem ekonomistą z wykształcenia, a jedynie z pasji i to tylko na pół gwizdka. Za Caplana wezmę się za jakieś pół godziny. Tylko z psem na spacer pójdę:)
    A tekst u nas wisiał już ładnych kilka miesięcy:)

  5. Czytelnik

    „A tekst u nas wisiał już ładnych kilka miesięcy:)”

    Aha , a ile takich tekstów jeszcze wisi ???

  6. kapron

    Tekst przetlumaczyl Piotrek Romaniak, Krzysiek (Trisker) zrobil korekte i wklepal go do bloga.
    W tej chwili okolo 20 tekstow czeka na opublikowanie :-)

  7. Realista

    Wypowiem się tutaj jako osoba która skończyła studia magisterskie na kierunku informatyka i ekonometria. Takie rzeczy jak ekonometria, ekonomia matematyczna, matematyka finansowa… to są narzędzia do badania konkretnych zjawisk.
    Natomiast teorie Austiaków są w pełni słuszne, w przeciwieństwie do ekonomii wpajanej na studiach opartej o poglądy keynesa… Wcale nie potrzeba skomplikowanej matematyki do opisywania zjawisk ekonomicznych. Taka matematyka jedynie zaciemnia zrozumienie mechanizmów makro i mikroekonomicznych.

  8. Kamil

    >Tekst przetlumaczyl Piotrek Romaniak, Krzysiek (Trisker) zrobil korekte i wklepal go do bloga.
    W tej chwili okolo 20 tekstow czeka na opublikowanie :-)

    Jeżeli więcej takich niewypałów, to możecie je apriorycznie wywalić na śmietnik.:>

    >Zgadzam się z za to Caplanem że austriacy zbyt pochopnie odrzucają matematykę , bo zwyczajnie do wielu nie przemawiają ich aprioryczne argumenty , sam kiedyś musiałem udowadniać ułomności systemu skandynawskiego za pomocą ekonometrii bo tezy ASE zwyczajnie nie przemawiały do oponenta.

    A matematyka nie jest aprioryczna???

    Jest!

    Tobie chyba chodzi o zwykłą statystykę, która co prawda pokazuje pewne korelacje, ale nie zawsze jednoznacznie i trudno na ich podstawie wywnioskować jakieś stałe prawa ekonomiczne.

  9. smootnyclown

    No dobra, przejrzałem sobie tego Caplana (sorki, że dopiero teraz, ale wczoraj podczas spaceru pies mi uciekł i dzisiaj do godziny 17 go szukaliśmy – szczęście, skutecznie). Zrobię może tak: najpierw zacytuję Caplana, a później się do niego odniosę. Nie jestem aż tak lotny, jak Caplan, w s.a., więc moje odpowiedzi mogą być niejako na czuja i nie do końca zgadzać się z teorią austriacką. Ale mam to w dupie, dopóki nikt nie udowodni mi, że bredzę:)

    1. Moje przyrównanie szkoły austriackiej do Misesa i Rothbarda, nie zaś do F.A.Hayeka może być kontrowersyjne. Główną przyczyną takiego podziału jest to, że Mises i Rothbard wyraźnie odrzucili wiele kluczowych elementów nowoczesnej neoklasycznej ekonomii, czego nie uczynił Hayek. Jeśli Mises i Rothbard mają rację, wówczas ekonomia neoklasyczna jest w błędzie. Ale jeśli to Hayek ma rację, wówczas główny prąd ekonomii musi jedynie trochę się dostosować.
    Poniekąd zgodziłbym się z Hayekiem. Nie znam się bardzo na szkole neoklasycznej (D.Friedmana mogę do niej zaliczyć?), ale odnoszę wrażenie, że są względem siebie dopełniające. Stosując różną metodologię i sposób argumentacji, dochodzi do zbliżonych wniosków (s.a. chyba robi to bardziej intuicyjnie, przez co jest łatwiej przyswajalna; z drugiej strony ta intuicyjność prowadzi do pobłażliwego traktowania jej, jako „młodszy brat ekonomista”).

    2. “oceńmy użyteczność jednej oferty na 8, zaś drugiej na 7” oznacza nic innego jak “oceńmy pierwszą ofertę jako lepszą od drugiej”. Funkcja użyteczności jest po prostu pewnym skrótem myślowym o uporządkowanych preferencjach, nie zaś twierdzeniem o “utylach”
    Tu jest różnica nie tyle terminologiczna, co różne podejścia. Neoklasyk mówiąc o ocenie na 8, czy 7 ustala miarę użyteczności. Austriak odpowie na to, że to nieistotne jest i ryzykowne twierdzenie: wybór opcji, którą neoklasyk uznał za lepszą jest ukazaniem preferencji (zgadzają się tutaj obie szkoły). Przy czym neoklasyk stosuje wymierne ocenianie, a austriak powie, że to nie jest istotne, co ile dla kogo znaczy – interesuje nas to, że jedną opcję stawia (w obecnych warunkach, w konkretnej sytuacji) nad inne. Jeżeli mamy skalę wartości gdzie:
    1. książka
    2. gra
    3. kino
    4. kwiaty dla żony
    5. ołówek i zeszyt
    to przy dajmy na to 50 złotych nie obchodzi nas, dlaczego ktoś wybierze książkę. Interesuje nas to, że wybrał tę, a nie inną opcję, bo uznał, że tak będzie dla niego najlepiej. Jeżeli wybrałby kino i kwiaty dla żony, to dlaczego by tak wybrał, mimo, że książkę miał na 1. miejscu? Może dlatego, że przy zakupie książki nie starczyłoby mu kasy na coś innego, a tak, to może wyjść do kina, kupić żonie kwiaty i liczyć na seks wieczorem. A co to oznacza? Ano ni mniej, ni więcej, jak tyle, że te opcje uznaje za ważniejsze, niż jedna książka. Istnieje nieskończenie wiele tych kombinacji. Austriaka nie obchodzi, co skłania go do takiej, a nie innej decyzji, co jest na drugim, trzecim, piątym, dziesiątym miejscu na skali. Interesuje go podjęcie działania i ukazanie preferencji. Nie jest to behawioryzm, jak pisze Caplan, a prakseologia.

    3. Głównym argumentem przeciw analizie krzywej obojętności, jest to, że niemożliwym jest, by działanie demonstrowało obojętność. Działanie pokazuje preferencję, nie obojętność – to twierdzenie austriaków, z którym się Caplan nie zgadza. I pisze dalej:
    Na przykład moja preferencja dla lodów wczoraj nie może być wykazana, gdyż nie miałem ich wczoraj, zaś jakiekolwiek obecne działanie dotyczące lodów ukaże obecną, nie zaś przeszłą preferencję. Ale wciąż mam introspektywną wiedzę o moich wczorajszych lodowych preferencjach.
    I oczywiście Caplan ma rację, że jeśli mówi, że wczoraj wolał lody truskawkowe, nad waniliowe, ale niestety nie miał porfela, jak był na spacerze. Tylko co to wnosi do ekonomii? Zasadniczo niewiele, ponad to, że wolał nie mieć lodów, niż pójść do więzienia za pobicie i okradzenie lodziarza. Fajnie brzmi tutaj argument Hoppe’go (a nie Hoppe’a, jak jest w tekście przetłumaczone:), że matka, mając do wyboru uratowanie jednego z synów, którzy akurat się topią nie ukazuje preferencji między jednym a drugim, a między dalszym życiem z jednym synem, a nie bez żadnego.

    4.Podobnie można zaobserwować jedynie to, że wybrałem zielony sweter, ale to nie wyklucza możliwości, że byłem obojętny między zielonym i niebieskim swetrem.
    Pytanie: czy zamieniłbyś po wyborze te swetry? Tak? A czy znowu byś zamienił? Itd. Sęk w tym, czego Caplan nie uwzględnia, jest właśnie wybór między jednym, a żadnym. Jeżeli to jest dla niego obojętne, to czemu nie zamienia tych swetrów w nieskończoność? Bo CZAS też jest dobrem rzadkim. Albo inaczej: otwiera Caplan szafkę i wyciąga zielony sweter, niebieski zostaje. Podchodzimi do szafy i widzimy: zielony leżał na wierzchu, niebieski pod stertami innch bluz. Caplan wybrał, że WOLI zielony od tak, niż niebieski, ale z użeraniem się za resztą ubrań. Albo tak: podchodzimy do szafki, i widzimy, że swetry leżą obok siebie. Caplan jest praworęczny, więc bierze sweter, który leżał po lewej stronie. Albo prawa ręka go boli. Nieważne. Ważne jest to, że obojętność może istnieć tylko, jako retoryczna wielkość. Gdy dochodzi do działania, kończy się obojętność, a zaczyna preferencja. Być może w innych warunkach by postąpił inaczej, np. założył dwa swetry, albo kupił sobie dwukolorowy. W pierwszym wypadku istnieje obojętność, między swetrami, ale preferencja między ciepłym ubraniem, a mrozem.

    5. Bez ciągłych preferencji jest wysoce nieprawdopodobne, aby np. podaż i popyt były sobie kiedykolwiek równe. Jeśli nakreślisz krzywe popytu i podaży w sposób ciągły, wówczas (niemal) na pewno się przetną. Ale jeśli będziesz je kreślił jako nieciągły zestaw punktów, popyt i podaż generalnie nie mają punktu przecięcia.
    Pytanko: a skąd Caplan to wie?;> Problem w tym, że austriacy dowodzą, że krzywe są niedokładne w tym sensie, że panta rhei. Ponadto z tego co wiemw myśli austriackiej jest pogląd, że popyt i podaż DĄŻĄ do punktu równowagi, ale w świecie „stałych zmiennych” taka równowaga praktycznie nie występuje. Krzywe są tutaj uproszczeniem, a nie aksjomatem. Równowagi w podaży i w popycie prawdopodobnie nigdy w życiu nie doświadczymy, ale nie wyklucza to zawierania transakcji rynkowych! Prawdopodobnie nigdy nie doświadczymy zegarka, który by wskazywał godzinę idealnąco do setnych części sekundy (ale idealną w związku z czym?:), ale nie przeszkadza nam to posługiwać się zegarkiem i odczytywać upływ czasu…

    6. Jednakże – delikatnie mówiąc – Rothbard mógłby jedynie ogłosić, że efekty rządowej interwencji są dla “społecznej użyteczności” niepewne; tj. ponieważ ofiara traci, a interweniujący zyskuje, jest niemożliwym by powiedzieć cokolwiek bez dokonania – zabronionego – porównania dobrobytu.
    W związku ze zmiennością świata zwrot „paretooptymalny” wydaje mi się conajmniej absurdalny. Wypadkowa ludzkich dążeń powoduje ciągłe „szukanie” optymalności w sensie Pareto, a nie osiągnięcie jej. Państwo nie dysponuje wiedzą, ani środkami do pozyskania jej, stąd – i jest to rzecz jasna założenie! – nie wydaje się możliwe, by było w stanie działać skutecznie (tj. zbliżać się do osiągnięcia stanu paretooptymalnego). Tutaj i w następnym fragmencie: (Negując możliwość poparcia działania państwa w imię efektywności, neguje również możliwość rezygnacji z działania państwa w imię efektywności.) wynika coś, czego u Rothbarda akurat nie lubię, tj. łączenia szkoły austriackiej i libertarianizmu. Mises był pod tym względem o tyle lepszy, że w politykę się nie angażował i dzięki temu jego wywody ekonomiczne są „czyste”. Rothbard zbyt często w pracach ekonomicznych łączył tak ekonomię, jak i moralność.

    7. W rzeczy samej, Rothbard mógłby pociągnąć ten argument dalej. Jeśli dwoje ludzi podpisuje kontrakt, czy rzeczywiście demonstrują preferencje co do warunków kontraktu? Może jedynie demonstrują preferencje co do podpisania swoich imion na kawałku papieru, który leży przed nimi? Nie ma żadnego “żelaznego dowodu”, że podpisanie czyjegoś imienia na kartce papieru nie jest żartem bądź próbą poprawy swojego charakteru pisma.
    W pełni zgadzam się tutaj z Caplanem, Rothbard strzelił sobie w stopę takim argumentem. Co może mięć na swoją obronę? Tylko tyle, że ekonomii – z punktu widzenia austriackiego – nie jest istotne, dlaczego ktoś działa tak, a nie inaczej – ważny jest sam fakt działania i zademonstrowany w ten sposób wybór preferencji.

    8. Jeśli tak, to jak może on wiedzieć – na podstawie samej tylko teorii ekonomicznej – że negatywne efekty braku ekonomicznej kalkulacji będą tak dotkliwe, że socjalizm będzie nieopłacalny? Oczywiste, że socjalistyczna gospodarka będzie cierpieć z powodu niemożliwości ekonomicznej kalkulacji; ale jak, na podstawie własnej teorii, Mises może wiedzieć, że ta trudność będzie tak dotkliwa, że społeczeństwo się zawali?
    Tutaj nie wydaje mi się, bym miał jakąkolwiek wiedzę, by odpowiedzieć po austriacku. Ale odnoszę wrażenie, że wyjaśnienie, do czego służy kalkulacja ekonomiczna i dowód, że w socjalizmie takowa jest niemożliwa prowadzi do logicznie poprawnych przesłanek, że socjalizm jest niemożliwy do zrealizowania, jako system społeczny. Ujmę to w ten sposób: planowanie jest jak najbardziej możliwe i „kalkulatywne”. Ale to planowanie jednostkowe, a nie centralne/ogórne. Szkoła austriacka jest szkołą w dużej mierze intuicyjną, gdzie z aksjomatów wyprowadza się dedukcyjne wnioski. Implikacje, jeżeli aksjomaty są poprawne logicznie i nie są sprzeczne wewnętrznie, a sam proces dedukcji również jest logicznie poprawny, TEŻ SĄ LOGICZNIE POPRAWNE.

    9. Czy jednoosobowy socjalizm Crusoe stanie się “niemożliwym”, gdy pojawi się Piętaszek? Raczej nie. A co jeśli pojawi się 100 osób? 1000?
    Albo Caplan nie zrozumiał tutaj Misesa, albo Mises się wyraził nieprecyzyjnie. Otóż taki „jednoosobowy socjalizm” jest jak najbadziej możliwy. I przy samym Crusoe, i przy Piętaszku, i przy tysiącach innych. Ale ten jednoosobowy socjalizm musi oznaczać, że: Crusoe planuje za siebie, Piętaszek za siebie, i wszyscy inni też planują za siebie. Z kolei Misesowi chodziło o to, że niemożliwym jest, by było ekonomicznie wydajnym i opłacalnym, by Crusoe planował za wszystkich. Ten rodzaj planowania jest niemożliwy do zrealizowania (tj. samo planowanie jest możliwe, efekty – o ile planujemy pozytywne – nie).

    10. Przy braku dokładnego empirycznego dowodu pokazującego, że ten konkretny problem jest najważniejszy, jest on jedynie kolejnym argumentem obok setek na liście argumentów przeciw socjalizmowi.
    Wyjaśnieniem jest w zasadzie punkt 8. Dodam tylko, że sama teza a priori musi być logicznie podtrzymywana empirycznie, by oparte na niej wnioskowanie było poprawne. Innymi słowy: aprioryzm austriaków wynika z aksjomatyki. Z aksjomatów w pierwotnym słowa znaczeniu (w przeciwieństwie do libertarianizmu, który bazuje na aksjomatach w znaczeniu potocznym, stąd może on sobie pozwolić na „aksjomatykę”:). Więcej na ten temat w artykule na mises.pl o aprioryzmie (nie pomnę tytułu).

    11. Przy braku idealnej dyskryminacji cenowej [perfect price discrimination] oznacza to istnienie zbędnej straty społecznej – lub niezrealizowanych zysków.
    Tutaj wychodzi cały spór między austriakami, a neoklasykami. Dla austriaka zwrot „strata społeczna” przy dobrowolnej transakcji jest absurdalny. Jeżeli ktoś godzi się na zawarcie umowy, to wątpliwym jest, by godził się na wymianę mercedesa klasy E prosto z salonu, na malucha z 75. roku, w którym drzwi się zamyka na gumkę, zaczepioną o skrzynię biegów. Oczywiście, może typ jest kolekcjonerem rzęchów. Ale, jeżeli dokonuje wymiany, to musi uważać, że na tym zyska. Tutaj wychodzi subiektywizm austriaków i obiektywizm neoklasyków (któremu zaprzecza wcześniej Caplan, mówiąc, że inni przyjęli austriacki subiektywizm). Najlepsze jest jednak to, jak Caplan mówi, że neoklasycy wyprzedzili już dawno austriaków, jeśli idzie o teorię konkurencji doskonałej i mówi, że neoklasycy skupili się na obserwacji Schumpetera. Austriaka, nota bene:)

    12. preferencje mogą istnieć mimo że nie są wykazane w działaniu
    Ależ oczywiście, toż nikt nie twierdzi inaczej. Chodzi o to, że są retorycznym ujęciem, które nie leży w orbicie zainteresowań ekonomii. Myśli też mogą przecież istnieć, bez wprowadzenia ich w życie.

    13. “nie ma czegoś takiego jak “za mało” czy “za dużo” pieniędzy, że jakikolwiek jest ich zasób w społeczeństwie, to korzyści z nich są zawsze wyciągane w maksymalnym stopniu”. Jak można to pogodzić ze stwierdzeniem Rothbarda, że przy sztywności płac wzrost podaży pieniądza może zwiększyć zatrudnienie, zaś spadek obniży je?
    Na przykład tak: pracodawca, miast podnosić pensję o 10% 8 pracownikom postanawia zatrudnić nowego i dać mu taką samą pensję, jaką ma tych 8. Mamy wzrost podaży pieniądza, mamy sztywność płac. Da się?

    14. Załóżmy, że ponieważ bank centralny nie może powodować inflacji w nieskończoność, w pewnym momencie pojawia się konieczność podniesienia stóp do naturalnego poziomu, który pokazuje wcześniej ukrytą niezyskowność sztucznie stymulowanych inwestycji. Wątpliwość jest prosta: zakładając że stopy są na sztucznym i niemożliwym do utrzymania niskim poziomie, dlaczego jakikolwiek biznesmen oparłby swoje kalkulacje na założeniu, że niskie stopy trwać będą w nieskończoność? a na dodatek: Jednak racjonalną odpowiedzią na sztucznie niskie stopy będzie (a) przystąpić do inwestycji, które będą zyskowne nawet jeśli później stopy wzrosną, oraz (b) wstrzymać się z inwestycjami, które byłyby zyskowne tylko przy założeniu, że stopy w przyszłości nie wzrosną. Jeśli biznesmeni dostosowaliby się do tej reguły, nie pojawiałaby się tendencja, iż zmiany w stopie procentowej powodują nieudane inwestycje.
    Już to tłumaczyłem pewnemu typkowi, teraz więc tylko powtórzę: Szkoła austriacka odrzuca teorię o racjonalności i miast tego przyjmuje założenie, że przedsiębiorstwa w swoich działaniach będzie się kierował hipotetycznym zyskiem. Stąd kredyt na warunkach trudnych do spełnienia (przy nieznajomości przyszłych stóp procentowych!) weźmie tylko ta część przedsiębiorców, którzy mają na tyle wysokie obroty, że będą mogli go spłacić, a przy okazji daje im szanse na rozwój firmy. Z kolei im bardziej preferencyjne warunki (wskutek ekspansji monetarnej) będą oferowały banki, tym bardziej poszerzą bazę kredytobiorców (od najpewniejszych, przez średnich, aż po ryzykownych). Oczywiście każdy kolejny przedsiębiorca nie będzie spodziewał się wzrostu swoich obrotów i dochodów, więc kredyt będzie brał.. bo nie wie, czy to, co się dzieje, jest normalne, czy nie jest. Bo mało który przedsiębiorca wie, jak bez ekspansji monetarnej by wyglądała bankowość. A nawet, jeśli zdaje sobie sprawę: nie wzięcie kredytu skazuje go z góry na porażkę. Wzięcie kredytu, mimo świadomości ryzyka, daje mu szansę na gospodarczy awans.

    15. badanie tych zmian to po prostu kolejne zadanie, któremu powinien poświęcić się dobry ekonomista.
    W zupełności się zgadzam i popieram.

    Na wiele zarzutów nie odpowiedziałem, ale nie czuję się aż tak mocny, żeby to zrobić. Albo po prostu zmęczony jestem:P Jeszcze jutro przysiądę, jak coś zmóżdżę.
    Ale ciekawy artykuł by z tego posta wyszedł:)

  10. Pingback: Karol Korczak: Dlaczego jestem Austriackim ekonomistą? | Liberalis

  11. fndr

    zanim przeczytałem ten tekst myślałem, że ma on jakiś walor naukowy, skoro jest pisany przez pracownika tak prestiżowej uczelni jak GMU, ponadto chwalonego przez Blocka, ale już na początku się mocno rozczarowałem absurdalnością wniosków, które w zasadniczych kwestiach błędnie wypływają z (pseudo?)rozumowania Caplana, którego czas zostawić w spokoju. niech przemyśli, to co napisał. stąd nie będę się już odnosił do wartości merytorycznej, zwłaszcza że inni już to uczynili lepiej. przyczepię się do tłumaczenia, które trzeba miejscami poprawić, bo czytając tekst, często przez właśnie krzywe tłumaczenie, musiałem się nieźle nagimnastykować, aby go zrozumieć. jakieś przykłady:

    Przestają działać całkowicie, kiedy dobra lub wyższy porządek wchodzą w grę”. [29] – to zdanie jest kompletnie pozbawione sensu, głowiąc się o co biega sięgnąłem do oryginału i rezultatem tego działania jest wskazanie na prosty błąd tłumacza, który pomylił „or” z „of”: They break down completely where goods of higher order are concerned. czyli chodzi po prostu o dobra wyższego rzędu.

    „“Monetary Hisotry of the United States” Friedmana i Schwartza” to Anna Schwartz była w kadrze narodowej NRD, że jej jaja urosły?

  12. LeonProof

    Przebrnalem przez tekst do punku 2.5 (do konca tegoż) i skapitulowałem, bo musialbym robic notatki, zeby opisac rzeczy w ktorych się nie zgadzam. Podstawowy zarzut do tej czesci tekstu, jaka przeczytalem (i okazalo sie, ze popieram Rothbarda, przynajmniej w tym co zostalo do tego miejsca porownane) to manipulacja czasem sugerujaca tok rozumowania Rothbarda czy austriackich ekonomistow. 2 przyklady tylko (zakladajac ze tlumaczenie jest ok) :
    2.4. teoria „efektywnosci” nie moze byc uproszczona do efektow „pozytywnych” (czy tez efektow „korzysci”). Brak korzysci pokazany jest jako nieefektywny. Bzdura. Bez dookreslenia co to efekt zamierzony i podanie zakresu tegoz, taka teza jest nieprawdziwa.
    2.5 Z czestego uzywania słowa „subiektywny” autor tworzy teze, iż inni neoekonomisci nie znaja znaczenia slowa „subiektywny” i zaczyna udowaniac ze tak nie jest.
    Myslalem ze dowiem sie cos wiecej o roznych szkolach ekonomii, ale ten czlowiek wyklada sie na logicznym mysleniu i wyciaganiu wnioskow. To bym zniosl, bo dla niektorych czytanie ze zrozumieniem jest sporym osiagnieciem, wiec gdzie tam ekonomia. Ale po takim wstepie jaki zafundowal autor: uczelnia i tytul, to juz totalna kompromitacja. Bo tak mysli, dlatego tak napisal. Czyli nielogicznie. Chyba ze tekst tzw. sponsorowany, gdzie tytul doktora ma go uwiarygodnic, wiec wtedy …..
    Pozdrawiam czytelnikow portalu.

  13. ronpaul

    Witam,

    Ja chcialem tylko o najwazniejszym, o ktorym autor tekstu zapomnial, albo to ignoruje.

    Problem z gospodarka sterowana (w jakimkolwiek stopniu) jest sternik.

    Skad to zaufanie do wiedzy, doswadczenia i zdolnosci sternikow?

    pozdrawiam.

  14. Paweł

    Ad. 2.3
    Autor chyba nie doczytał publikacji Rothbarda, bo było w nich wyraźnie napisane, że np. na rynku barterowym może istnieć przestrzeń do negocjacji ceny, bo może nie dać się wyznaczyć punktu przecięcia krzywych popytu i podaży. Ciężko sprzedać 5 krów za 3,5 konia. Rothbard twierdzi, że ekonomia na temat wyniku takiej negocjacji nic więcej powiedzieć nie może, niż tylko podać „widełki”. Rothbard mówi wręcz nie o punkcie przecięcia, ale o obszarze.
    A jednocześnie dla rynku barterowego Rothbard rysuje krzywe metodą „połącz kropki”, gdyż poprawia to czytelność wykresów. Ba! Później nawet te krzywe wygładza, wyraźnie zaznaczając, że jest to duże uproszczenie. Idzie nawet dalej. Na niektórych wykresach rysuje schematycznie nawet nie krzywe, tylko proste!!! Ale przechodzić stąd do założenia o ciągłości i liczyć pochodne w punkcie, to już przegięcie!

    A co do rynku pieniężnego? Pół żartem, pół serio: z punktu widzenia pani w warzywniaku występuje na nim nieciągłość o wielkości co najmniej 1 grosz :)
    Problemem nie jest to, czy matematyk nie będzie mógł odróżnić dwóch funkcji. Problemem jest to, że matematykowi, przy przyjętych nierealnych założeniach, wszystko się zgadza, ale zwykły człowiek, który nie spełnia tych założeń, jest ofiarą błędnych ideologii ekonomicznych.

    Może by tak matematycy uznali, że nie są wstanie opisać pewnych zjawisk bez rażących uproszczeń i z pokorą stwierdzili, że trzeba pozostawić pewną sferę wolności człowiekowi, nie oplątując go siatką układów równań?!

    Gratulujemy Autorowi Ph. D. Ja też byłem dumny (informatyka :) ). To miłe uczucie. Ale z takim samym nastawieniem czytałbym ten artykuł, gdyby nie wyszedł spod pióra Ph. D. :)

  15. Fred.

    Dotarłem do fragmentu o wyspiarzach i zdałem sobie sprawę, że uogólnianie prowadzi do upraszczania, czyli zwiększania ilości osób, których dotyczy obserwacja.Inaczej mówiąc, co człowiek to ekonomia.Teorie tworzone przez naukowców coraz częściej dotyczą przeszłości
    nie uwzględniającej masowego napływu nowych czynników determinujących popyt.Próby
    opisu procesów ekonomicznych służą obecnie porównaniom, by stwierdzić co jest, a nie co będzie w przyszłości.Odkrywanie reguł ekonomicznych prowadzi do poznania wpływu regulacji
    rynku na jego funkcjonowanie.Autor wspomina o powyższym nie wyciągając żadnych wniosków, a szkoda.Dodam tylko, że na wykresach, poziom odciętych można przesuwać, zmieniając diametralnie interpretację przedstawianego zjawiska.Na koniec zagadka; które ze znanych wzorów ekonomicznych przedstawiają proces gospodarczy, choćby najkrótszy?

  16. GalAntonim

    Pan neoklasyk w swoim wywodzie nie zauważa podstawowej różnicy między szkołami. Mianowicie wolny rynek jako ład naturalny nie jest celowy, a spełnia funkcję. Wolny rynek nie ma na celu czegokolwiek, a tym bardziej alokacji zasobów itd. To są wypadkowe funkcji czyli wymiany dóbr i usług po umówionej cenie, czyli funkcji informacyjnej. Nie wiem czy dobrze w ten sposób wpisuję się w szkołę Hayeka, ale ogólnie neoklasycy i ich ekonomia zajmują się „problemem alokacji zasobów” i przez samo to wywyody na temat efektywności i jej braku będą kierowały ich wnioski w stronę interwencjonizmu. Natomiast ekonomia Hayeka, czyli austriacka zajmuje się problemem wykorzystania wiedzy nie danej wszystkim jednakowo.

  17. qwe

    „4. Współczesna ekonomia neoklasyczna dokonała sporej ilości odkryć, których austriaccy ekonomiści w większości nie zaakceptowali.”
    Widzę, że pan Caplan ma podobny problem jak niektórzy współcześni artyści i kompozytorzy. Polega on na tym, że cały czas trzeba tworzyć coś nowego i to akceptować. Niestety tak nie jest. Dobra teoria to taka, która jest spójna i kompletna. Takiej teorii nie trzeba już niczym uzupełniać, ponieważ każdy nowy wniosek może wynikać tylko z założeń tej teorii. Jeśli nowy wniosek jest sprzeczny z teorią, to błędna jest albo teoria, albo ten wniosek.

  18. maciej walczak

    „Dobra teoria to taka, która jest spójna i kompletna.” – dobra teria to taka która daje wyniki zgodne z obserwacją. Innymi słowy pozwala nam przewidywac, epirycznie potwierdzone potem dane. Inna teria to nawet wewnetrzeni spójna nie ma sensu. Patrz fizyka teoretyczna eksperymentalna. Eksperyment i doswiadczenie sa oczywiscie najistotniejsze, ciekaw jestem czy chcialby Pan jezdzic samochodem wewnetrznie spójnym ale nieprzetestowany w tescie zderzeniowym.

  19. Rothschild

    zanim zaczniesz akceptowac wspolczesna ekonomie dowiedz sie kim był jej twórca czyli Keynes i dla czyjego dobra ją stworzył. Jedno moge tu podpowiedzieć nie dla dobra społęczęstwa !. A potem gdy juz poznasz przyjaciól dla których pracował Keynes ,porównuj obydwie „szkoły”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *