Jacek Kacperski

Jacek Kacperski: Spór o racjonalność gospodarki socjalistycznej – problem rachunku ekonomicznego

W praktyce socjalizm okazał się wielką klęską. System ten przyczynił się do zacofania cywilizacyjnego krajów, w których występował oraz okazał się być kompletnie nieefektywny ekonomicznie, co znalazło swój wyraz w upadku ZSRS. Jednak na początku XX wieku, wielu ekonomistów wierzyło w wyższość socjalizmu nad kapitalizmem, dzięki czemu miała miejsce ożywiona dyskusja między zwolennikami socjalizmu a jego przeciwnikami. W skład tych drugich wchodzili oczywiście ekonomiści austriaccy. Słynna stała się debata pomiędzy Ludwigiem von Misesem a Oskarem Lange na temat możliwości prowadzenia kalkulacji ekonomicznej w gospodarce socjalistycznej. Friedrich von Hayek krytykował socjalizm od strony nie tylko ekonomicznej w swoim dziele Droga do zniewolenia, książka ta była jedną z podstaw przyznania mu później Nagrody Nobla. Poszczególne aspekty socjalizmu, takie jak: państwowa własność środków produkcji, centralne planowanie oraz zjawiska pochodne, były krytykowane przez każdego bez wyjątku ekonomistę utożsamianego ze szkołą austriacką.

Dyskusja na temat socjalizmu toczyła się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to płaszczyzna ekonomiczna, gdzie prezentowano argumenty dotyczące racjonalności gospodarowania w socjalizmie, możliwości rachunku ekonomicznego, czy też występowania bodźców finansowych do efektywnej pracy. Z drugiej zaś strony, zastanawiano się nad sprawiedliwością socjalizmu. Intelektualiści poruszali problemy związane z bardziej sprawiedliwym podziałem dochodu, lecz również zagrożeniem ograniczenia wolności osobistej w socjalizmie: „Albert Schaffie, uczestnik wcześniejszego etapu debaty, zawarł te dwie zasadnicze kwestie w formie dwóch pytań: Jaki mechanizm zostanie użyty do alokacji rzadkich zasobów? oraz: Czy zachodzi konflikt między socjalizmem a wolnością? Stanowisko zajęte podczas debaty przez Hayeka doskonale koresponduje z problemami zawartymi w obu tych pytaniach. Jego udział w sporze miał właśnie taki dwutorowy charakter”.

Jedną z pierwszych poważnych prognoz załamania się systemu socjalistycznego była opublikowana w 1922 roku książka “Socialism”. W pracy tej Mises udowadnia, iż socjalizm nie może funkcjonować w gospodarce przemysłowej, ponieważ nie byłoby żadnego rynku dla dóbr kapitałowych, a zatem żadnego systemu cenowego wyznaczającego zyski i straty. Mises swoją krytykę centralnej kalkulacji cen wywodzi z poglądu, iż każda jednostka szacuje wartość towarów i usług na podstawie zaspokojenia indywidualnych potrzeb jakie daje jej dany towar lub usługa. W przypadku konsumpcji kalkulacja jest dość prosta, jednak w procesach produkcji należy przeprowadzić bardziej ostrożne obliczenia, które wymagają jednostki, wspólnego mianownika. Nie istnieje wreszcie i istnieć nie może standardowa jednostka użyteczności towarów.

Użyteczność krańcowa nie dostarcza nam jednostki przydatnej do centralnego ustalania cen towarów. W wolnej gospodarce ceny kształtują się w wyniku nieskrępowanej gry rynkowej i powstają pod wpływem wielu złożonych czynników. Na pierwszym miejscu, wpływ na kształtowanie się cen rynkowych mają subiektywne oceny podmiotów biorących udział w wymianie handlowej. Cena, przy której doszło do jednej transakcji nie może być, co prawda, bezpośrednio porównywana z ceną drugiej transakcji, nawet, jeśli dotyczy tego samego towaru, jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę cenę wywodzącą się z wzajemnego oddziaływania subiektywnych ocen podmiotów biorących udział w transakcjach kupna i sprzedaży, możemy mówić o obiektywnej cenie rynkowej. Ceny powstałe w ten sposób pozwalają sprawować kontrolę nad prawidłowością wykorzystania środków produkcji, umożliwiają przedsiębiorcy kalkulację kosztów skomplikowanych procesów produkcyjnych w celu porównania ich z innymi. Jeśli, przy danych cenach rynkowych, owe procesy nie przynoszą zysku, jest to wystarczający dowód, iż dane środki produkcji mogłyby być wykorzystane lepiej. Ostatecznie, kalkulacje dokonywane na podstawie cen rynkowych, pozwalają nam sprowadzić wartości dóbr do wspólnej jednostki, a ponieważ w wolnej gospodarce znamy wzajemną zależność wartości dóbr, jednostką tą może być każdy towar40.
Szczegółowy opis problemu kalkulacji w gospodarce centralnie planowanej, Mises zawarł w opublikowanym w 1920 roku artykule „Economic Calculation In The Socialist Commonwealth”.

W artykule tym całkowicie krytykuje ustrój, w którym państwo jest jedynym właścicielem środków produkcji. Artykuł ten, pomimo, iż napisany 70 lat przed upadkiem Związku Sowieckiego, doskonale opisuje ekonomiczne realia panujące w krajach socjalistycznych.

W gospodarce socjalistycznej, pisze Mises, istnieje wolny rynek dóbr konsumpcyjnych, pieniądze mogą być używane tylko w tej sferze. Sektor dóbr produkcyjnych jest natomiast całkowicie zmonopolizowany przez państwo, brak jest prywatnej własności środków produkcji. Nie istnieje wolna wymiana środków produkcji i co za tym idzie, nie ma możliwości ustalania cen, które by wskazywały sposoby produkcji. Jeśli nie ma cen, nie ma możliwości znalezienia optymalnej kombinacji czynników produkcji: „Jest niemożliwością, aby kalkulacja państwa socjalistycznego in natura zastąpiła kalkulację pieniężną. W gospodarce, w której nie występuje wolny handel, kalkulacja in natura może obejmować jedynie dobra konsumpcyjne, natomiast kompletnie zawodzi jeśli chodzi o dobra produkcyjne. Jeśli zrezygnuje się z wolnego rynku dóbr produkcyjnych, racjonalna produkcja staje się niemożliwa. Każda decyzja oddalająca nas od prywatnej własności środków produkcji oraz dowolnego sposobu dysponowania pieniędzmi oddala nas również od racjonalnego gospodarowania”.

Artykuł Misesa doprowadził do słynnej debaty na temat rachunku ekonomicznego w socjalizmie. Polski ekonomista, Oskar Lange, kwestionował stanowisko Misesa i próbował udowodnić, że w socjalizmie można skutecznie ustalać ceny metodą „prób i błędów”.

W modelu Langego, dobra konsumpcyjne kupowane są i sprzedawane na wolnym rynku. Sfera produkcyjna podzielona jest na branże i przedsiębiorstwa, kierowane przez Centralną Radę Planistyczną. Kierujący przedsięwzięciami ustalają plany produkcyjne w ten sam sposób, w jaki czyniliby to prywatni przedsiębiorcy, minimalizując koszty oraz dążąc do sytuacji, w której koszt krańcowy równa się cenie. Centralna Rada Planistyczna ustala stopę zwrotu z inwestycji, ilość oraz strukturę dóbr publicznych a także ceny wszystkich czynników. Stopa zwrotu z inwestycji jest wynikiem dopasowania popytu i podaży dóbr kapitałowych. Rada Planistyczna podnosi ceny jeśli popyt jest niezaspokojony i obniża gdy podaż jest zbyt duża, w ten sposób powstaje równowaga rynkowa. Lange twierdzi, że ta metoda jest lepsza od nieskrępowanej gry sił rynkowych, gdyż pozwala na mniej zróżnicowany podział dochodu, nie ma zysków kapitałowych więc wynagrodzenia są uzależnione jedynie od nakładu siły roboczej. Ponadto socjalizm pozwala, według Langego, na lepsze planowanie inwestycji długoterminowych, które w gospodarce kapitalistycznej są narażone na krótkoterminowe zmiany nastrojów i opinii co do opłacalności inwestycji, są zatem mniej opłacalne i przyczyniają się do marnotrawstwa.

Lange twierdził, iż wolny rynek wysyła fałszywe sygnały dotyczące inwestycji długoterminowych i przez wielu ekonomistów został uznany za zwycięzcę polemiki z Misesem, po czym postulował wystawienie Misesowi pomnika w ramach podziękowań za zmobilizowanie socjalistów do wytężonej pracy nad własnym systemem gospodarczym43. Debata ta doczekała się wielu komentarzy, najczęstszą jej interpretacją było stwierdzenie, iż planista w kraju socjalistycznym może używać cen z ogólnej analizy równowagi rynkowej sprzed nacjonalizacji środków produkcji i wprowadzenia socjalizmu. Zatem teza Misesa mówiąca, iż ekonomiczna kalkulacja jest w socjalizmie niemożliwa, została uznana za fałszywą. Jednak w artykule z 1920 roku Mises przewidział i odrzucił twierdzenie, jakoby centralny planista był w stanie używać równań ogólnej analizy równowagi do swoich obliczeń. W artykule tym (jak również w późniejszych publikacjach na ten temat), Mises stwierdza, że w realnym świecie stan ogólnej równowagi występować nie może i nie występuje, jako że warunki gospodarowania, dane ekonomiczne nieustannie się zmieniają. Równowaga rynkowa to jedynie hipotetyczna i abstrakcyjna konstrukcja ekonomistów. Mises, zauważa dalej, iż z powodu statycznej natury równowagi rynkowej, ekonomiczna kalkulacja nie jest pożądana.

Kolejnym argumentem przytaczanym jako eliminujący możliwość sensownego ustalania cen w gospodarce centralnie planowanej jest ten, iż po zmianie ustroju z kapitalizmu na socjalizm oraz transferu praw własności z obywateli na państwo, całkowicie ulegnie zmianie struktura gospodarcza kraju. Preferencje ludności, a także wiele innych danych ekonomicznych, spowoduje, że ceny będące wynikiem gry rynkowej przed wprowadzeniem socjalizmu będą teraz dla planistów bezużyteczne. Sednem dyskusji okazuje się zatem zagadnienie równowagi rynkowej: „Lange i inni ekonomiści socjalistyczni traktowali teoretyczną i uproszczoną koncepcję równowagi tak, jakby była ona opisem realnego świata. Ich modele opierały się zasadniczo na symulacji rzeczywistości gospodarczej (…) tymczasem Mises, Hayek oraz inni ekonomiści podważający tezę o racjonalności gospodarki planowej postrzegali teorię równowagi jako ważne narzędzie opisu, nie twierdzili jednak, że w realnej gospodarce ma miejsce równowaga statyczna”. Zwycięstwo socjalistów w debacie o racjonalność gospodarki socjalistycznej było ułatwione dzięki obowiązującemu wówczas, neoklasycznemu spojrzeniu na gospodarkę, które nie dostrzegało hipotetyczności założenia równowagi w gospodarce. Wśród ekonomistów austriackich powszechne natomiast było spojrzenie na gospodarkę jako na dynamiczny organizm dążący do równowagi, jednak nigdy go nie osiągający. Losy państw opartych na gospodarce centralnie planowanej dowiodły jednak, że socjalizm był systemem nieefektywnym, a ekonomiści austriaccy jeszcze wielokrotnie opisywali to w swoich pracach.

Friedrich August von Hayek, który największą wagę przywiązywał do problemu rozproszenia wiedzy stwierdza, że: „Osobliwy charakter problemu z porządkiem ekonomicznym jest spowodowany faktem, iż wiedza o warunkach, które musimy znać, nigdy nie istnieje w skoncentrowanej, zintegrowanej formie, ale wyłącznie jako rozproszone skrawki niekompletnej, często wykluczającej się wiedzy, którą posiadają odrębne jednostki. Problem z gospodarowaniem w społeczeństwie nie polega więc jedynie na tym jak alokować posiadane zasoby (…) jest to raczej problem jak zapewnić najlepszy użytek z zasobów posiadanych przez każdego z członków społeczeństwa, gdyż tylko oni znają ich subiektywną wartość. Mówiąc jaśniej, jest to problem używania wiedzy, która nie jest dana nikomu w całości”. Hayek odrzuca stwierdzenie, iż wiedza naukowa, posiadana przez ekonomistów, lub ta zebrana przez urzędników z urzędów statystycznych, mogłaby być sumą wszystkich informacji znajdujących się na rynku. Stwierdza, iż należy rozróżnić wiedzę znajdującą się w posiadaniu władz, zebraną przez ekspertów od wiedzy poszczególnych jednostek. Każda jednostka posiada wiedzę, która daje jej przewagę nad wszystkimi innymi jednostkami, ponieważ wiedza ta jest unikatowa i może być spożytkowana tylko wtedy gdy decyzje oparte na niej będą pozostawione osobie ją posiadającą oraz jej działaniu: „Spedytor, który zarabia na życie przesyłając towary statkami, które w innym wypadku płynęłyby puste lub zapełnione tylko w połowie, agent nieruchomości, którego wiedza pozwala wykorzystywać tymczasowe okazje, albo handlarz, który zarabia na różnicach w lokalnych cenach towarów: wszyscy wykonują bardzo ważne funkcje, bazujące na specyficznej wiedzy przydatnej w krótkiej chwili, wiedzy nie znanej innym”. I tak jak zwolennicy gospodarki centralnie planowanej dowodzili, że kapitalizm nie sprawdza się w długim okresie, tak Hayek dowiódł, iż centralne planowanie kompletnie zawodzi w okresie krótkim.

W książce “Zgubna pycha rozumu. O błędach socjalizmu” Hayek zwrócił uwagę na brak motywacji do jak najbardziej efektywnego działania jaki występuje w socjalizmie: „Proces wymiany ma charakter produktywny, ponieważ zwiększa zaspokojenie ludzkich potrzeb za pomocą dostępnych zasobów. Cywilizacja jest dlatego tak złożona, a handel ma tak produktywną naturę, gdyż istnieje zróżnicowanie subiektywnych światów jednostek, żyjących w świecie cywilizowanym. Okazuje się, że zróżnicowanie indywidualnych celów prowadzi do większych możliwości zaspokojenia potrzeb w ogóle, niż wówczas gdy panuje jednolitość, jednomyślność oraz kontrola”. I wydaje się, że ten właśnie czynnik był decydującym mankamentem socjalizmu: „Zanim Ludwig von Mises opublikował swój słynny artykuł z 1920 roku dotyczący problemu kalkulacji, wszyscy socjaliści jak i nie-socjaliści zdawali sobie sprawę, iż w socjalizmie istnieje problem motywacji. Jeśli, dla przykładu, wszyscy w socjalizmie mieli otrzymywać jednakowe wynagrodzenie, albo inaczej, każdy miał produkować «według możliwości» i otrzymywać «według potrzeb» to powstaje słynne pytanie: kto w socjalizmie będzie wynosić śmieci? Co będzie motywować ludzi do wykonywania niewdzięcznych prac, a co więcej, do wykonywania ich dobrze. Innymi słowy, co będzie motywacją do ciężkiej pracy i bycia produktywnym w każdym zajęciu?”. Ideowi socjaliści rozwiązania tego problemu upatrywali w stworzeniu Nowego Socjalistycznego Człowieka, wolnego od chciwości, osobistej chęci zysku, gotowego ciężko pracować dla ogółu społeczeństwa: „Ekstremiści socjalizmu, tacy jak Lenin i Bucharin, a później Mao Tse-tung i Che Guevara planowali zastąpić materialną motywację, tak zwaną motywacją moralną. (…) Socjaliści szybko zorientowali się, iż dobrowolne metody budowania Nowego Socjalistycznego Człowieka są nieskuteczne. Jednak nawet najbardziej zdeterminowane i krwiożercze metody nie skutkowały przy tworzeniu tego robota”.

Jacek Kacperski

(Powyższy tekst jest fragmentem pracy magisterskiej “Szkoła austriacka wobec socjalizmu”, wydanej w formie książkowej przez Wydawnictwo PROHIBITA. Praca ta zdobyła pierwsze miejsce w ubiegłorocznej edycji konkursu Magister PAFERE. Książkę nabyć można na www.multibook.pl . 1 zł z każdej zakupionej książki o tamatyce ekonomicznej, księgarnia ta przeznacza na wsparcie Fundacji PAFERE)

***
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronie Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego

15 comments

  1. Kamil

    hm… niezła myśl, ale to trochę potrwa, jeśli w ogóle się za to wezmę.. ;]

  2. butters

    Jako przypadkowy czytelnik liberalis, muszę wam oznajmić, że ostatnio ukazują się tu nudne, oderwane od rzeczywistości i nieaktualne artykuły. Że człowiek w ogóle gdzieś wam umyka, to nawet nie wspominam, wiecznie tylko systemy, szkoły, sratytaty…

  3. DysKordian

    Rozumiem Cię butters aż za dobrze. Od dłuższego czasu mam podobne uczucia. I chyba skłaniam się ku temu, żeby dać sobie spokój z tym całym libertarianizmem, a zwłaszcza z aktywnością na libertariańskich forach i serwisach. Życiowych konkretów i społecznej praktyki w nim jak na lekarstwo, za to scholastyki aż po same, pierdolone pachy. Ale przede wszystkim, nie mam ochoty dłużej użerać się z konserwami, których niestety jest w tym środowisku nadreprezentacja (wielki hawude Kurwinowi, UPR i KoLibrowi, którym zawdzięczamy taką tresurę). Forum Libertarian, z którym wiązałem początkowo nadzieje na przełamanie tego stanu rzeczy, tylko przelało czarę goryczy.

    I tyle. Może w wolnym czasie coś poczytam na liberalis.pl, ale nic więcej.

  4. Czytelnik

    Skoro koledzy tak narzekają na jakość ostatnio prezentowanych tekstów to nic nie szkodzi samemu znaleźć jakiś temat , opracować go i wysłać na tą stronę 🙂 Chociaż z drugiej strony też mam pewane obiekcje : wklejanie publikowanych już na innych stronach tekstów po raz n-ty też nie jest dobre , może przydało by się więcej oryginalności ???

    Co do użerania się z konlibami , to i tak tutaj jest ich najmniej 🙂 Na innych stronach jest o wiele gorzej – wiem bo często je przeglądam. Po za tym kultura całej dyskusji na liberalis jest o wiele wyższa niż na takim CIA gdzie zazwyczaj wyzywają oponentów od libertariańskich gówien 🙂 No cóż ale zideologizowanych fanatyków można spotkać wszędzie.

  5. smootnyclown

    wszyscy kurwa sobie lubią ponarzekać; taki nasz mały sport narodowy. Medal na olimpiadzie mamy gwarantowany w tej konkurencji. Tylko jak już przyjdzie co do czego, to nie ma komu słowa napisać. Przestańcie pierdolić, tylko piszcie i zmieniajcie serwis, jak tak bardzo wam się nie podoba. My jesteśmy otwarci na teksty – jak macie coś ciekawego do napisania, to chętnie puścimy (tutaj ukłon w stronę DysKordiana, którego teksty chętnie bym poczytał).

    Panowie, mówiąc wprost, sprawa wygląda tak, że jak mamy jakiś tekst, to go puszczamy. Jak ktoś napisze coś wartego uwagi, to my to puścimy. Ale jak nie napisze, no to ni chuja nie ma jak tego puścić. To chyba jest jasne, nie?

  6. butters

    Wystarczy trochę pokrytykować i smootny od razu kurwami rzuca 😉 Ja tam nie jestem związany z ruchem libertariańskim, więc i pisać nic na liberalis nie chcę. Natomiast polityki redakcyjnej na zasadzie „puszczamy, co mamy” nie rozumiem. Jak jakiś faszysta dla was tekst napisze, też puścicie? (w sumie faszyzm i konliberalizm to synonimy… tak se powtórzę:) )
    Ach, a na CIA są takie komentarze, bo ludzie już są powoli znudzeni jaskiniowymi poglądami części libertarian.

  7. Kamil

    >Życiowych konkretów i społecznej praktyki w nim jak na lekarstwo, za to scholastyki aż po same, pierdolone pachy.

    A Ty co? Chodzisz całymi dniami po domach, knajpach, szkołach i agitujesz ludzi? rotfl

  8. smootnyclown

    butters,
    Zły dzień mam, to rzucam kurwami. A jak mam dobry, to mogę kurewkami rzucać. „Nasza strona jest glównie zorientowana na libertarian i anarchistów rynkowych, ale kazdy wolnosciowy punkt widzenia – od wolnosciowego socjalizmu po konserwatywny liberalizm – jest mile widziany.” – ten tekst wisi choćby na MySpace. Każdy tekst w obrębie tych nurtów będzie mógł polecieć i u nas. No, chyba że na narzekaniu się skończy, jak do tej pory. Prawdę mówiąc już mnie to zaczyna wkurwiać, że każdy by coś chciał wziąć, ale już żeby dać, to nie ma komu. Nic za dormo, koledzy, nic za darmo. Albo jak wołał Kazik dalej jazda, do roboty – jebanie nieroby

  9. DysKordian

    @Kamil

    A Ty co? Chodzisz całymi dniami po domach, knajpach, szkołach i agitujesz ludzi?

    Nie. Najzwyczajniej w świecie wstydziłbym się łazić po domach, knajpach, szkołach i agitować ludzi, mając zaplecze w postaci… grubych tomiszczów scholastycznych rozkmin z jednej, i masę pojebów pokroju Przemoslava z drugiej strony. Ludzi spełnionych i wolnych, jako podnóżki swoich szefów i pragnących taką samą „wolność” sprezentować innym, w imię przenajświętszego prawa własności prywatnej.

    @smootny

    Gdybyś zaproponował coś w rodzaju „chuj z publicystyką – lepiej pokombinujmy, jak skutecznie jumać towary z hipermarketów i rozdawać biednym, wspomóc walki lokatorów, samoorganizację pracowników zakładu X itp”, to może jeszcze przemyślałbym swoją decyzję. A tak sorry, ale nie skorzystam.

    Przede wszystkim, uważam „wolnościową” działalność oświatową za stratę czasu i niepotrzebne marnowanie energii, o ile nie towarzyszy praktycznej emancypacji. Emancypacji tu i teraz, od domu, przez zakład pracy, na ulicach skończywszy. Odpowiesz – więc co za problem, zakasuj rękawy i edukuj! Cóż…. Problemem nie jest moim skromnym zdaniem brak dobrej, libertariańskiej publicystyki, która skierowałaby uwagę libertarian na wskazane przeze mnie zagadnienia. Problemem jest sam libertarianizm – a przynajmniej jego dominująca, mejnstrimowa wersja. Jego aparat pojęciowy, metodologia i ideologiczne, konserwatywne implikacje, które jego wyznawców stawiają o lata świetlne od proponowanej przeze mnie perspektywy (choć podejrzewam, że tą listą nie wyczerpałem wszystkich przyczyn takiego stanu rzeczy – sądzę, że wielu z nich to po prostu konserwy z krwi i kości, wychowywane w tym duchu od małego). A ja zwyczajnie nie mam ochoty produkować się, żeby potem frustrować się i wkurwiać, bo przyjdzie taki jeden Przemoslav z drugim, pokręci nosem i wyzwie od „bolszewików”. Choć fakty są takie, że to właśnie bolszewicy, z samym Leninem na czele, pryncypialnie sprzeciwiali się np. samorządności robotniczej (o czym pisze m.in. Bob Black w eseju, którym „pożegnałem” Przemoslava na Forum Libertariańskim).

    Nie chcę uchodzić za jakiegoś mędrca, tudzież kreować się na elitę, ale po prostu nie lubię rzucać pereł przed wieprze. Kilku sensownych libertarian w Polsce (np. Ty, Jędrzej Kuskowski i parę innych osób), plus garstka lewicowych libertarian za Wielką Wodą to za mało, żeby skłonić mnie do zmiany mojego nastawienia. Srodze się na libertarianizmie (libertarianach?) zawiodłem i dopóki status quo nie ulegnie zmianie w pożądanym przeze mnie kierunku, to nie widzę dla siebie miejsca wśród polskich libertarian. Przykro mi.

  10. Czytelnik

    „Ach, a na CIA są takie komentarze, bo ludzie już są powoli znudzeni jaskiniowymi poglądami części libertarian.”

    Za robienie samych związków z libertarianizmem , ma się tam bluzgi na dzień dobry , do tego moderatorzy w ogóle nie reagują na to , co też o czymś świadczy. Zresztą wystarczy poczytać dyskusję w których biorą udział Dyskordianin czy Jasio S. ( który mam nadzieje nie obrazi się za taki skrót ) im tak samo się obrywa , choć trudno uważać ich za czołowych libertarian 🙂 Po za tym twój argument o jaskiniowych poglądach można odbić w drugą stronę , bo pierdolenie w kółko tych samych sloganów o wyzysku czy demonicznych libertarianach też można uznać za przykład takich poglądów.

  11. smootnyclown

    „Kilku sensownych libertarian w Polsce (np. Ty, Jędrzej Kuskowski i parę innych osób), ”

    bardzo mi miło, jakkolwiek zastrzegam, że konserwatywnych libertarian nie jest tak dużo, jak się wydaje:)

    „zaproponował coś w rodzaju “chuj z publicystyką – lepiej pokombinujmy, jak skutecznie jumać towary z hipermarketów i rozdawać biednym, wspomóc walki lokatorów, samoorganizację pracowników zakładu X itp”

    Na pochybel – a może o tym chcesz coś napisać? Jakąś agitkę w tej kwestii, albo coś?:P

  12. butters

    Hmmmm… akurat w kwestii CIA, cała zabawa polega na tym, że libertarianie wchodzą w polemikę za pomocą jakiegoś nieprzystającego języka i mi jakoś trudno się dziwić, że rące opadają co niektórym. Przykład. Krytyka pornografii z pozycji feministycznej, gdzie kluczową rolę odgrywało rozumienie takich terminów jak „przemoc symboliczna”, mało tego zaznajomienie się z problematyką genderową, a chyba Jaś właśnie wyskakuje z tekstem, że przecież nie mamy prawa tego krytykować, bo to jest dobrowolne. No, ludzieeeeeeeeee…

    „chuj z publicystyką – lepiej pokombinujmy, jak skutecznie jumać towary z hipermarketów i rozdawać biednym”

    O. Cholera, nie patrzyłem na komentarze libertarian pod wiadomością o tej akcji, ale jestem pewien, że jakiś wyjebał ze wspaniałym i wszechmocnym prawem własności.
    Nie mówię, że wszyscy z CIA to mądre głowy (bo zdarzają się idioci, fakt), ale trochę pomyślunku by się libertarianom przydało.

  13. Kamil

    @ DysKordian …Bla bla bla..

    Ale edukujesz czy ograniczasz się do pouczania innych?

    @ Czytelnik

    Dokładnie. Odczuwam nawet niesmak zarówno po tekstach konserw etatystycznych jak i „dyskordianistów” (komunitarystów?)..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *