John Acton: Teoria Narodowości

Ilekroć wielka kultura intelektualna połączona była z dolegliwościami, które są nieodłączne od rozległych zmian w położeniu ludzkości, ludzie obdarzeni spekulatywnym geniuszem lub wyobraźnią szukali lekarstwa na zło, którego w istocie nie mogli usunąć – lub choćby pociechy w kontemplacji wyimaginowanego, idealnego społeczeństwa.

Poezja zawsze hołdowała przekonaniu, że w jakimś odległym miejscu lub czasie, za Zachodnich Wyspach lub w rejonie Arkadii, niewinna i zadowolona społeczność, wolna od korupcji i ograniczenie świata cywilizowanego, zrealizowała legendy złotego wieku. Funkcja poetów jest prawie niezmiennie ta sama i niewielkie są różnice w ich ujmowaniu owego idealnego świata; lecz, gdy filozofowie usiłują ostrzec lub zreformować ludzkość, stwarzając wyimaginowano państwo, ich motywy są bardziej sprecyzowane i doraźne, a ich społeczność jest zarówno satyrą jak modelem. Platon i Plotyn, More i Campanella zbudowali swoje zmyślone społeczeństwa z materiałów pominiętych przy tworzeniu rzeczywistych społeczności, których wady były dla nich źródłem inspiracji. Republika, Utopia i Miasto Słońca były protestem przeciw stanowi rzeczy, który autorzy nauczyli się potępiać dzięki doświadczeniu, a przed jego wadami szukali schronienia na przeciwnych krańcach. Pozostali bez żadnego wpływu nigdy na nic przeszli przez historię literatury politycznej, albowiem potrzeba czegoś więcej niż nic zadowolenia i spekulatywnej pomysłowości, by wyposażać myśl polityczną we władzę nad masami ludzkości. Program kilofa może w praktyce mógł pociągnąć jedynie fanatyków, nie narody i choć ucisk może spowodować gwałtowne i ponawiające się wybuchy podobne do konwulsji cierpiącego człowieka, nie może on zaowocować ustalonym celem i planem odrodzenia, chyba że nowe pojęcie szczęścia połączy się z poczuciem obecnego zła.

Historia wyznań religijnych dostarcza pełnej jego ilustracji. Między sektami późnego średniowiecza a protestantyzmem istnieje zasadnicza różnica, która góruje nad analogiami znajdującymi się w tych systemach uznanych za zwiastuny Reformacji i wystarcza, by wyjaśnić żywotność tej ostatniej w porównaniu z pozostałymi, podczas gdy Wicliff i Hus zaprzeczali poszczególnym tezom nauki katolickiej, Luter odrzucił autorytet Kościoła i przyznał indywidualnemu sumieniu niezależność, która nieuchronnie musiała prowadzić do nieustającego oporu. Podobna różnica istnieje między buntem Niderlandów, wielką rebelią, wojną o niepodległość lub powstaniem brabanckim z jednej strony, a rewolucją francuską z drugiej. Przed rokiem 1789 powstania były sprowokowane poszczególnymi objawami zła, usprawiedliwione konkretnymi żalami oraz odwoływaniem się do zasad uznawanych przez wszystkich. Nieraz rozwijano nowe teorie na rzecz spornego stanowiska, były one jednak przypadkowe, a wielkim argumentem przeciw tyranii była wierność starym prawom. Od czasu przemian stworzonych przez rewolucję francuską pragnienia rozbudzone przez zły i wadliwy stan społeczeństwa zaczęły działać jako stałe i żywotne siły w całym świecie cywilizowanym. Są one spontaniczne i agresywne, nie potrzebują proroków, którzy by je głosili, ani prowodyrów, którzy by je torowali, ale są popularne, nieodwołujące się do rozumu, prawie nieodparte. Rewolucja dokonała tej przemiany, częściowo przez swoje doktryny, częściowo przez pośredni wpływ na wydarzenia. Nauczyła ona ludzi uważać swoje życzenia i potrzeby za najwyższe kryterium słuszności. Zmienne koleje losu władzy, przy której każda partia kolejno ubiegała się o przychylność masy jako arbitra sukcesu, przyzwyczaiły masy zarówno do arbitralności, jak i do niesubordynacji. Upadek wielu rządów i częste zmiany terytorialne pozbawiły wszelkie umowy powagi trwałości. Tradycja i nakazy obyczajowe przestały być strażnikami władzy, a ustalenia, które wynikały z rewolucyjnych zwycięstw wojennych traktatów pokojowych równie lekceważyły ustalone prawa. Obowiązki nie mogły być oderwane od praw – i narody nie chcą być rządzone przez prawa nie zapewniające im żadnej ochrony.

W tym stanie świata teoria i działanie następują bezpośrednio przy sobie – i błędy w praktyce łatwo służą poczęciu przeciwnych systemów. W domenie wolnej woli regularność naturalnego postępu jest utrzymywana przez konflikt przeciwieństw. Impuls reakcji prowadzi ludzi od jednej skrajności do drugiej. Pogoń za odległym i idealnym celem, który urzeka wyobraźnię swą świetnością oraz rozum prostotą, wywołuje energię, jakiej nie wzbudziłby racjonalny, możliwy do osiągnięcia cel, ograniczony wieloma antagonistycznymi żądaniami i sprowadzony do tego, co jest rozsądne, praktyczne i słuszne. Jeden nadmiar lub przesada koryguje inny i omyłka – przynajmniej, jeśli idzie o masy – sprzyja prawdzie, równoważąc błąd przeciwny. Nieliczni nie mają siły, by dokonać wielkich zmian bez pomocy; licznym brak mądrości, by mogła ich poruszyć czysta prawda. Tam,gdzie chorób jest wiele, żadne poszczególne, określone lekarstwo nie każe zaspokoić potrzeb wszystkich. Jedynie atrakcyjność abstrakcyjnej idei – lub idealnego państwa – mogą zjednoczyć we własnym działaniu tłumy szukające uniwersalnego leku na wiele specjalnych form zła oraz wspólnego środka, który można by zastosować w wielu rozmaitych warunkach. Stąd też fałszywe zasady, które zgadzają się zarówno ze złymi, jak i słusznymi pragnieniami ludzkości, są normalnym i koniecznym elementem społecznym w życiu narodów.

Teorie tego rodzaju są słuszne na tyle, na ile są one wywołane przez ściśle określone, stwierdzone formy zła i podejmują się ich usunięcia. Są one użyteczne w opozycji jako ostrzeżenie lub groźba, by modyfikować istniejący stan rzeczy i utrzymywać świadomość zła. Nie mogą one służyć jako podstawa dla odbudowy obywatelskiego społeczeństwa, tak jak lekarstwo nie może służyć za pożywienie – mogą one jednak wpływać na nie korzystnie, ponieważ wskazują kierunek – choć nie metody, w jakim reforma iść winna. Sprzeciwiają się porządkowi rzeczy będącemu wynikiem samolubnego i gwałtownego nadużycia władzy przez klasy rządzące, sztucznego ograniczenia naturalnego postępu świata, ogołoconego idealnego elementu lub moralnego celu. Praktyczne skrajności różnią się od skrajności teoretycznych, które wywołują, ponieważ te pierwsze są zarówno arbitralne jak gwałtowne, podczas gdy ostatnie, choć również rewolucyjne, są jednocześnie zaradcze. W jednym wypadku zło jest dobrowolne, a w drugim jest nieuniknione. Taki jest ogólny charakter sporu między istniejącym porządkiem a wywrotowymi teoriami odmawiającymi mu legalności. Trzy są główne teorie tego rodzaju, zwalczające: obecny podział władzy, własności, i terytorium oraz atakujące odpowiednio: arystokracją, klasę średnią i monarchię. Są to teorie: równości, komunizmu i narodowości. Chociaż mają wspólne pochodzenie, przeciwstawiają się pokrewnym formom zła i połączone są wieloma więzami – nie pojawiły się jednocześnie. Rousseau głosił jedną z nich, Baboeuf drugą, a Mazzini trzecią: trzecia jest najświeższej daty, najbardziej atrakcyjna w obecnym czasie i najbardziej obiecująca władzę w przyszłości.

W starym systemie europejskim prawa narodów nie były ani uznawane przez rządy, ani przez społeczeństwo. Interes panujących rodów, a nie narodów, ustalał granice – a rządy sprawowano, nie zważając na życzenia ludu. Tam, gdzie wszelkie wolności zostały zniesione, żądania niezależności narodowej były z konieczności ignorowane; księżniczka, słowami Fenelona, przynosiła królestwo w swym ślubnym wianie. Osiemnasty wiek przyzwalał na to zapomnienie o prawach zbiorowych na Kontynencie, albowiem absolutyści dbali jedynie o państwo, a liberałowie jedynie o jednostki. Kościół, szlachta i naród nie mieli miejsca w polarnych teoriach owego wieku, a sami żadnych nie obmyślili w swojej obronie, ponieważ nie byli otwarcie atakowani. Arystokracja zatrzymała swoje przywileje, Kościół swoje posiadłości; interes dynastyczny, który odrzucił naturalną skłonność narodów i zniszczył ich niepodległość, utrzymał jednak ich integralność. Uczucia narodowe nie były zranione w ich najczulszym miejscu. Pozbawienie monarchy jego dziedzicznej korony i zabór jego dominium byłoby uważane za krzywdę wyrządzoną wszystkim monarchiom i za dostarczenie niebezpiecznego przykładu ich poddanym z powodu odebrania władzy królewskiej jej nietykalnego charakteru. W czasie wojny, ponieważ sprawa narodowa nie wchodziła w grę, nie było próby wzniecania uczuć narodowych. Kurtuazja rządzących wobec siebie była proporcjonalna do ich pogardy dla niższych warstw. Komplementy krążyły między dowódcami wrogich armii; nie było zawziętości ani podniecenia; bitwy staczano z pompą i godnością parad. Sztuka wojen stała się powolną i wyuczoną grą. Monarchie łączyły się nie tylko przez naturalną wspólnotę interesów, lecz również przez związki rodzinne. Kontrakt ślubny stawał się nieraz sygnałem do niekończącej się winy, podczas gdy związki rodzinne często stawiały bariery ambicji. Po zakończeniu wojen religijnych w 1648 r. jedynymi wojnami były odtąd wojny toczone o spuściznę lub prowincję, względnie przeciw krajom, których system rządów wyłamywał się spod wspólnych praw państw dynastycznych, co czyniło je nie tylko niechronionymi, lecz i znienawidzonymi. Takimi krajami były Anglia i Holandia – dopóki Holandia nie przestała być republiką i dopóki w Anglii porażka Jakobinów roku czterdziestym piątym nie zakończyła walk o koronę. Był jednak jeden kraj, który pozostał wyjątkiem; jeden monarcha, któremu nie przyznano miejsca w komitywie królów.

Polska nie posiadała tych gwarancji trwałości, które dostarczały koneksje dynastyczne i teoria legitymacji, dzięki którym korona była osiągalna przez małżeństwo lub dziedziczenie. Monarcha bez krwi królewskiej, korona nałożona przez naród – były anomalią i zniewagą w owym stuleciu absolutyzmu dynastycznego. Kraj ten został wyłączony z systemu europejskiego przez samą istotę swoich instytucji. Wzbudzał zachłanność, która nie mogła być zaspokojona. Panującym rodom Europy nie dawała żadnej nadziei na trwałe wzmocnienie się poprzez małżeństwa z jego władcami lub uzyskanie jego korony przez prośbę czy odziedziczenie. Habsburgowie walczyli z francuskimi Burbonami o posiadanie Hiszpanii i Indii, o Włochy z hiszpańskimi Burbonami, o cesarstwo z domem Wittelsbachów, o Śląsk z domem Hohenzollernów. Między rywalizującymi ze sobą dynastiami bywały wojny o połowę terytorium Włoch lub Niemiec. Żadna wszak nie mogła żywić nadziei na wyrównanie swoich utrat lub na zwiększenie swej potęgi – w kraju, w którym małżeństwo lub pochodzenie nie nadawało prawa do wysuwania jakichkolwiek żądań. Sąsiedzi, nie mogąc trwale dziedziczyć, usiłowali intrygami zwyciężyć na każdej elekcji – i po walkach na rzecz kandydatów, którzy byli ich stronnikami, wynaleźli wreszcie sposób na ostateczne obalenie Państwa Polskiego. Do tej pory żaden naród nie został pozbawiony swej politycznej egzystencji przez mocarstwa chrześcijańskie i jakkolwiek lekceważono okazywanie pomocy dla narodowych interesów i uczuć – starano się w pewnej mierze ukryć zło przez obłudne wypaczanie prawa. Rozbiór Polski był jednak aktem niczym nieusprawiedliwionego gwałtu, popełnionym z jawną pogardą nie tylko uczuć ludności, lecz i prawa międzynarodowego. Po raz pierwszy w nowożytnej historii wielkie państwo zostało obalone, a cały naród podzielony między jego wrogów.

Ten sławetny czyn, najbardziej rewolucyjny akt starego absolutyzmu, rozbudził teorię narodowości w Europie, przekształcając uśpione prawo w pragnienia a sentyment w polityczne żądanie. „Żaden mądry lub uczciwy człowiek” – pisał Edmund Burke – „nie może pochwalać tego podziału ani rozważać go, nie przepowiadając wielkiej szkody, jaka kiedyś stąd wyniknie; dla wszystkich krajów”. Od tego czasu istniał naród żądający zjednoczenia w jednym państwie – jak gdyby dusza wędrująca w poszukiwaniu ciała, w którym mogłaby rozpocząć życie na nowo; i – po raz pierwszy – dało się słyszeć wołanie, że układ państw jest niesłuszny, że ich granice nie są naturalne i że i naród został pozbawiony swego prawa do utworzenia niepodległej wspólnoty. Zanim to żądanie mogło być skutecznie uznane wobec przytłaczającej potęgi jego przeciwników – nim wzmogło się, po ostatnim rozbiorze, na tyle, by przezwyciężyć wpływ długotrwałego przyzwyczajenia do uległości oraz pogardę, jaką dawne nieporządki ściągnęły na Polskę – stary europejski system legł w gruzach, a na to miejsce powstawał nowy świat.

Dawna polityka despotyzmu, która uczyniła Polaków swą zdobyczą, miała dwóch przeciwników – ducha angielskiej wolności i doktryny tej rewolucji, która zniszczyła francuską monarchię jej własną bronią i oba te czynniki zaprzeczały, każdy w przeciwny sposób, teorii, że narody nie posiadają praw zbiorowych. W dniu dzisiejszym teoria narodowości jest nie tylko najpotężniejszym pomocnikiem rewolucji, lecz również jej istotą w ruchach ostatnich trzech lat. Jest to jednak niedawne przymierze, nieznane pierwszej rewolucji francuskiej. Nowoczesna teoria narodowości powstała częściowo jako jej prawowita konsekwencja, częściowo jako reakcja przeciw niej. Skoro systemowi, który nie zważał na podział narodowy, przeciwstawiał się liberalizm w dwóch postaciach: francuskiej i angielskiej, przeto system, który opiera się na nim, pochodzi z dwóch różnych źródeł i przejawia charakter albo roku 1688, albo 1789. Gdy lud francuski obalił władze, pod którymi żył i stał się swym własnym panem – Francja znalazła się w niebezpieczeństwie rozpadu: wspólną wolę trudno jest bowiem ustalić i do niej doprowadzić. „Prawa” – rzekł Vergniaud w debacie nad skazaniem króla – „są obowiązujące jedynie jako domniemana wola ludu, który zachowuje sobie prawo do aprobaty lub do potępienia ich. Z chwilę, gdy ogłosi on swą wolę, wytwór przedstawicielstwa narodowego – ustawy prawne – muszą zniknąć”. Ta doktryna rozkładała społeczeństwo na jego naturalne elementy i groziła rozbiciem kraju na tyle republik, ile było gmin. Prawdziwy republikanizm jest bowiem zasadą samorządu całości – i wszystkich części. W rozległym kraju może on zapanować jedynie jako unia kilku niezależnych wspólnot w jednej konfederacji, tak jak w Grecji, w Szwajcarii, w Niderlandach i w Ameryce; tak więc duża republika nie oparta na zasadzie federalnej musi w rezultacie być rządzona przez jedno pojedyncze miasto, jak Rzym lub Paryż, a w mniejszym stopniu Ateny, Berno i Amsterdam; lub innymi słowy: wielka demokracja musi albo poświęcić, samorządność na rzecz jedności, albo utrzymać ją poprzez federalizm.

Francja historyczna upadła razem z Państwem Francuskim, które było wytworem wieków. Dawna suwerenność została zniszczona. Nowa lokalna władza musiała być ustanowiona na nowej zasadzie jedności. Stan natury, który był ideałem społeczeństwa, stał się podstawą narodu, pochodzenie zajęło miejsce tradycji i lud francuski uważano za fizyczny produkt i jednostkę etnologiczną, a nie historyczną. Przyjmowano, że – poza przedstawicielstwem i rządem – istnieje jakaś jedność całkowicie niezależna od przeszłości i będąca w stanie wyrazić w każdej chwili swoje zdanie lub zmienić je. Zdaniem Sieyes’a nie była to już Francja, lecz jakiś nieznany kraj, do którego został przeniesiony naród. Centralna władza posiadała autorytet o tyle, o ile była posłuszna całości, i żadne rozbieżności z powszechną opinią nie były dozwolone. Ta władza, obdarzona wolą, była uosobiona w Republice Jednej i Niepodzielnej. Tytuł ten oznaczał, że część nie mogła przemawiać ani działać w imieniu całości – że nad Państwem istnieje najwyższa władza, odmienna od jego członków i niezależna od nich i po raz pierwszy w historii wyrażała pojęcie abstrakcyjnej narodowości w ten sposób idea suwerenności ludu, nie kontrolowanego przez przeszłość, zrodziła ideę narodowości niezależnej od politycznego wpływu historii. Powstała z odrzucenia dwóch autorytetów – Państwa i przeszłości. Królestwo Francji było, zarówno geograficznie, jak i politycznie, produktem długiego szeregu wydarzeń i te same wpływy, które zbudowały państwo, ukształtowały jego terytorium. Rewolucja odrzuciła zarówno te czynniki, którym Francja zawdzięczała swoje granice, jak i te, którym zawdzięczała rozwój i rząd. Każdy dający się zmazać ślad i relikt i historii narodowej został starannie usunięty: system administracyjny, fizyczne podziały kraju, klasy społeczne, korporacje, miary i wagi, kalendarz. Francja nie była już ograniczona granicami otrzymanymi od potępionego toku swej teorii, mogła uznawać tylko te, które zostały ustalone przez naturę. Definicja narodu została zapożyczona od świata materialnego – a w celu uniknięcia straty terytorialnej została tylko abstrakcją, ale i fikcją.

W etnologicznym charakterze ruchu tkwiła zasada narodowości, która jest źródłem powszechnej obserwacji, że rewolucja zdarza się częściej w krajach katolickich niż protestanckich. Istotnie, jest ona częstsza w świecie latyńskim niż teutońskim, ponieważ zależy częściowo od narodowego porywu, który powstaje tylko tam, gdzie znajdzie się obcy element, pozostałość obcego panowania które należy usunąć. Zachodnia Europa uległa dwóm podbojom – jednemu przez Rzymian, drugiemu przez Germanów i dwukrotnie otrzymała prawa od najeźdźców. Za każdym razem powstawała przeciwko zwycięskiej rasie i obie wielkie reakcje, aczkolwiek różnią się od siebie stosownie do odmiennego charakteru obu podbojów – łączy zjawisko imperializmu. Republika Rzymska wkładała wiele trudu w rozkruszenie podbitych narodów tak, by stały się jednolitą i posłuszną masą; ale wzrost prokonsularnej władzy uzyskany w tym procesie podkopał rząd republikański, a reakcja prowincji przeciw Rzymowi dopomogła do założenia cesarstwa. System cesarski dał bezprecedensową wolność podległym prowincjom i zapewnił im równość obywatelską, która położyła kres panowaniu jednej rasy nad drugą i jednej klasy nad innymi. Monarchia została obwołana schronieniem przeciw pysze i zachłanności ludu rzymskiego – a umiłowanie równości, nienawiść do szlachty i tolerancja despotyzmu wpojone przez Rzym stały się, przynajmniej w Galii, głównym rysem narodowego charakteru. Lecz spośród narodów, których żywotność została zmiażdżona przez srogą republikę, żaden nie zachował cech potrzebnych, by cieszyć się niepodległością lub stworzyć nową historię. Zdolności polityczne, dzięki którym organizuje się państwa i porządek moralny społeczeństwa, zostały wyczerpane, a doktorzy chrześcijańscy na próżno wypatrywali w pustkowiu ruin ludu, z pomocą którego Kościół mógłby triumfować z powodu upadku Rzymu. Nowy element narodowego życia był przynoszony do tego chylącego się do upadku świata przez jego wrogów, którzy go zburzyli. Zalew barbarzyńców trwał jakiś czas, po czym opadł; kiedy kamienie graniczne cywilizacji ukazały się ponownie, stwierdzono, że ziemia została nasycona użyźniającym i regenerującym wpływem, że zalew ten posiał zarodki przyszłych państw i nowego społeczeństwa. Świeża krew przyniosła z sobą polityczny rozum i energię, co ujawniło się we władzy sprawowanej przez młodą rasę nad starą i w zaprowadzaniu stopniowej wolności. Zamiast powszechnych równych praw, z których faktyczne korzystanie jest nieodzownie uwarunkowane siłą i współmierne do niej, prawa ludności uzależnione zostały od różnorodnych warunków; pierwszym z nich była dystrybucja własności. Obywatelskie społeczeństwo stało się uporządkowanym organizmem zamiast bezkształtnej kombinacji atomów i stopniowo powstał system feudalny.

Rzymska Galia przyswoiła sobie tak dokładnie idee władzy absolutnej i niewyróżniającej nikogo równości w ciągu pięciu wieków od Cezara do Clovis’a, że ludność nie mogła nigdy się pogodzić z nowym reżimem. Feudalizm pozostał obcym nabytkiem, feudalna arystokracja obcą rasą. Prości ludzie Francji szukali opieki przeciw nim obu w prawodawstwie rzymskim i we władzy korony. Rozwój monarchii absolutnej z pomocą demokracji jest jedną stałą cechą francuskiej historii. Władza królewska, początkowo feudalna i ograniczona przez immunitety oraz wielkich wasali zyskiwała na popularności, w miarę jak przekształcała się we władzę absolutną; natomiast gnębienie arystokracji, usunięcie pośrednich władz było tak dalece celem narodu, że zostało tym bardziej energicznie dokonane po upadku tronu. Monarchia, która od trzynastego wieku starała się ukrócić możnowładców, została wreszcie odrzucona przez demokrację, ponieważ okazała się zbyt opieszała w tym działaniu, niezdolna do wyparcia się swego pochodzenia i rzeczywistego zniszczenia klasy, z której powstała. Wszystkie te czynniki, które stanowi szczególny charakter francuskiej rewolucji – żądanie równości, nienawiść do szlachty i feudalizmu oraz do powiązanego z nimi Kościoła, ciągłe nawiązywanie do pogańskich przykładów, obalenie monarchii, nowy kodeks praw, zerwanie z tradycją i wprowadzenie idealnego systemu w miejsce wszystkiego, co pochodziło z wzajemnej mieszaniny i wzajemnego oddziaływania ras – wszystko to ukazuje powszechny typ reakcji przeciw skutkom inwazji Franków. Nienawiść do władzy królewskiej była mniejsza niż nienawiść do arystokracji, przywileje były bardziej znienawidzone niż tyrania – a król zginął raczej z powodu pochodzenia swej władzy, aniżeli z powodu jej nadużywania. Monarchia niepowiązana z arystokracją stała się popularna we Francji nawet wówczas, gdy była najmniej kontrolowana; natomiast próby przywrócenia tronu oraz ograniczenia go i chronienia przez parów upadły, albowiem dawne teutońskie elementy, na których polegały – dziedziczna arystokracja, pierworództwo i przywileje – nie były już więcej tolerowane. Istotą idei roku 1789 jest nie ograniczenie władzy królewskiej, lecz zniesienie władz pośrednich. Władze te oraz klasy, które z nich korzystały, miały w łacińskiej Europie barbarzyńskie pochodzenie; ruch, który nazywa siebie liberalnym, jest w swej istocie narodowym. Jeżeli wolność byłaby jego celem, środkiem do tego celu byłoby ustanowienie silnych, niezależnych władz niewywodzących się od Państwa, i jego wzorem byłaby Anglia. Lecz jego celem jest równość – i stara się, tak jak i Francja w 1789 roku, usunąć elementy nierówności zaprowadzone przez rasę. Jest to cel, który Włochy i Hiszpania dzieliły z Francję na tym polega naturalna liga narodów łacińskich.

Ten narodowy element w owym ruchu nie został zrozumiany przez przywódców rewolucyjnych. Z początku ich doktryna wydawała się całkowicie przeciwna idei narodowości. Nauczali oni, że pewne ogólne zasady rządzenia są absolutnie słuszne we wszystkich państwach; w teorii zapewniali o nieograniczonej wolności jednostki i o przewadze woli nad jakąkolwiek zewnętrzną koniecznością czy zobowiązaniem. Było to w jawnej sprzeczności z teorią narodową głoszącą, że pewne naturalne siły powinny określać charakter, formę i politykę państwa, przez co coś w rodzaju przeznaczenia postawiono na miejsce wolności. Skutkiem tego uczucia narodowe nie rozwinęły się bezpośrednio z rewolucji,w łonie której się zrodziły, lecz przejawiły się początkowo w oporze przeciw niej, kiedy to próby wyzwolenia stłumione zostały dążeniem do ujarzmienia, a po republice nastąpiło cesarstwo. Napoleon stworzył nową potęgę, atakując nacjonalizm w Rosji, głosząc go we Włoszech, rządząc bez niego w Niemczech i Hiszpanii. Władcy tych krajów zostali usunięci lub zdegradowani i wprowadzono system administracji, który był francuski z pochodzenia, z ducha i metod. Lud opierał się zmianie. Ruch przeciw nowym porządkom był powszechny i spontaniczny, ponieważ rządzący byli albo nieobecni, albo bezsilni, był on również ruchem narodowym, był bowiem skierowany przeciw obcym instytucjom. W Tyrolu, w Hiszpanii i później w Prusach ludzie nie mieli bodźca ze strony rządu, lecz samorzutnie podjęli się wypędzić armie i idee rewolucyjnej Francji. Ludziom uświadomił się narodowy element rewolucji przez jej podboje, a nie jej powstanie. Trzy wartości, które cesarstwo jak najbardziej jawnie prześladowało – religia, narodowa niepodległość i wolność polityczna – zjednoczyły się w krótkotrwałej lidze, aby pobudzić wielką insurekcję, która spowodowała upadek Napoleona. Pod wpływem tego pamiętnego przymierza na Kontynencie wywołany został duch polityczny, który trwał przy idei wolności, żywił odrazę do rewolucji – i usiłował przywrócić, rozwinąć i zreformować podupadłe instytucje narodowe. Ludzie, którzy głosili te idee: Stein i Górres, Humboldt, Muller i de Maistre, byli równie wrodzy bonapartyzmowi, jak absolutyzmowi dawnych rzędów – i domagali się praw narodowych, które zostały naruszone na równi przez oba systemy władzy, a które mieli nadzieję przywrócić drogą obalenia francuskiej supremacji. Przyjaciele rewolucji nie żywili sympatii do sprawy, która zatriumfowała pod Waterloo, nauczyli się bowiem identyfikować swoje doktrynę ze sprawę Francji. Wigowie Domu Holenderskiego w Anglii, Afrancesados w Hiszpanii, Muratyści we Włoszech i poplecznicy Konfederacji Renu, włączając patriotyzm do swoich rewolucyjnych uczuć, żałowali upadku francuskiej władzy i patrzyli z bojaźnią na nowe i nieznane siły, które wojna o wyzwolenie wywołała, a które były groźne tak dla francuskiego liberalizmu, jak i dla francuskiej supremacji.

Lecz nowe dążenia do narodowych i powszechnych praw zgniecione zostały za Restauracji. Liberałowie owego czasu chcieli wolności nie w formie narodowej niepodległości, lecz francuskich instytucji – i sprzymierzali się z ambicjami rządów przeciwko narodom. Byli tak samo gotowi poświęcić narodowość swemu ideałowi,jak Święte Przymierze interesom absolutyzmu. Talleyrand wprawdzie oświadczył w Wiedniu, że kwestia polska winna mieć pierwszeństwo przed wszystkimi innymi sprawami, ponieważ rozbiór Polski był jedną z pierwszych i najważniejszych przyczyn wszelkiego zła, jakie wycierpiała Europa; jednak interesy dynastyczne przeważyły. Wszyscy monarchowie reprezentowani w Wiedniu odzyskali swoje dominia z wyjątkiem króla Saksonii, który został ukarany za swoją wierność Napoleonowi; lecz państwa, które nie były reprezentowane wśród panujących rodów – Polska, Wenecja i Genua – nie zostały wskrzeszone. Nawet Papież miał wiele trudności, by odzyskać legację ze szponów Austrii. Narodowość, którą stary reżim ignorował, która była znieważana przez rewolucję i cesarstwo – otrzymała po swej pierwszej jawnej manifestacji najcięższy cios podczas kongresu wiedeńskiego. Zasada, jaką ustalił pierwszy rozbiór, której rewolucja dała teoretyczną podstawę, a którą cesarstwo sprowadziło do chwilowego, konwulsyjnego wysiłku, dojrzała, przez długotrwały błąd Restauracji, do spójnej doktryny, żywionej i usprawiedliwionej przez sytuację Europy.

Rządy Świętego Przymierza poświęciły się z jednakową troską zadaniu stłumienia ducha rewolucyjnego, który im zagrażał, jak i ducha narodowego, dzięki któremu zostały przywrócone. I Austria, która niczego nie zawdzięczała ruchowi narodowościowemu i która nie dopuściła do jego wskrzeszenia po 1809 roku, oczywiście stanęła na czele, by go zdusić. Każde zakłócenie końcowych porozumień 1815 roku, każde dążenie do zmian czy reform potępione było jako bunt. Ten system tłumił to, co dobre ze złymi skłonnościami epoki i opór, jaki wywołał za życia pokolenia żyjącego w okresie od Restauracji do upadku Metternicha, a następnie znów za reakcji, która zaczęła się za Schwarzenberga i zakończyła wraz z administracją Bacha i Manteuffla – pochodził od rozmaitych kombinacji przeciwnych form liberalizmu. W kolejnych fazach tej walki pogląd, że żądania narodowościowe są ponad wszystkimi innymi prawami, stopniowo narastał aż do supremacji, jaką teraz posiada wśród rewolucyjnych idei.

Pierwszy ruch liberalny – karbonariuszy na południu Europy – nie miał specyficznego charakteru narodowego, lecz był popierany przez bonapartystów zarówno w Hiszpanii, jak we Włoszech. W następnych latach przeciwstawne idee z roku 1813 wysunęły się na czoło i rewolucyjny ruch – pod wieloma względami wrogi zasadom rewolucji – rozpoczął się w obronie wolności, religii i narodowości. Wszystkie te racje połączyły się w agitacji irlandzkiej oraz przyświecały rewolucjonistom greckim, belgijskim i polskim. Uczucia te, które były znieważane przez Napoleona i powstały przeciw niemu, powstały również przeciw rządom Restauracji. Stłumione zostały mieczem, a następnie przez traktaty! Zasada narodowa dodała siły – lecz nie słuszności – temu ruchowi, który wszędzie poza Polską uwieńczony został powodzeniem. Nastąpił okres, w którym ruch ten degenerował się do czysto narodowej idei, jak kiedy rozruchy o rozwiązanie zjednoczenia (z Anglią – przyp. tłum.), nastąpiły po usamodzielnieniu (Irlandii – przyp. tłum.), a pod auspicjami Kościoła wschodniego powstały panslawizm i panhellenizm. Była to trzecia faza oporu przeciw porozumieniom wiedeńskim, które były słabe, ponieważ nie zaspakajały dążeń narodowych lub konstytucyjnych, z których każde stałoby się zabezpieczeniem przed drugim dzięki moralnemu, względnie ludowemu uzasadnieniu. Z początku, w 1813 roku, ludność powstała przeciw swoim najeźdźcom, w obronie swych prawowitych władców. Nie godziła się, by rządzili nią uzurpatorzy. W okresie między rokiem 1825 a 1831 postanowiła, że nie będzie źle rządzona przez obcych. Francuska administracja była nieraz lepsza od tej, którą usunęła – lecz istnieli wcześniejsi pretendenci do władzy sprawowanej przez Francuzów, i początkowo walka narodowa była walką o prawowitość. W następnym okresie brakowało tego elementu. Dawni wywłaszczeni książęta byli przywódcami u boku Belgów lub Polaków. Turcy, Holendrzy i Rosjanie zostali zaatakowani nie jako uzurpatorzy, lecz jako ciemiężyciele – ponieważ źle rządzili, a nie dlatego, że wywodzili się z obcej rasy. Potem nadszedł czas, kiedy głoszono wprost, że narody nie będą rządzone przez cudzoziemców. Władzę otrzymaną legalnie i sprawowaną z umiarem uznano za nieprawą. Prawa narodowe, podobnie jak religia, miały swój udział w poprzednich związkach i były siłami pomocniczymi w walkach o wolność – lecz teraz narodowość stała się żądaniem najdonioślejszym, które mogło występować samoistnie, które mogło służyć jako pretekst dla uprawomocnienia rządzących, wolności ludu, bezpieczeństwa religii – lecz które, gdyby takie połączenie nie mogło się utworzyć, miało wziąć górę kosztem innych racji, dla których narody ponoszą ofiary.

Metternich jest obok Napoleona głównym krzewicielem tej teorii, albowiem antynarodowościowy charakter Restauracji był najwyraźniejszy w Austrii – i to w opozycji do austriackiego rządu nacjonalizm przerodził się w system. (Hitler w „Mein Kampf” napisał, że do socjalizmu pchnął go kosmopolityzm CK Austrii, a Żydzi z S-D zmusili do stworzenia jego narodowej wersji, by opozycji nie pozostawić w obcych rękach. Przyp.tłum.)

Napoleon, który wierząc swoim armiom gardził moralnymi siłami w polityce, został obalony przez ich powstanie. Austria popełniła ten sam błąd w zarządzaniu swymi włoskimi prowincjami. Królestwo Italii połączyło całą północną część półwyspu w jedno państwo i uczucia narodowe, które Francuzi tłumili, gdzie indziej, we Włoszech i w Polsce były popierane jako zabezpieczenie ich władzy. Gdy fala zwycięstw się odwróciła, Austria wezwała na pomoc przeciw Francuzom nowe ideę, której tamci sprzyjali. Mugent w swej proklamacji do Włochów obwieścił, że powinni stać się niepodległym narodem. Ta sama idea służyła różnym panom i przyczyniła się najpierw do zagłady starych państw, następnie do wypędzenia Francuzów i znów, za Karola Alberta, do nowej rewolucji. Odwoływano się do niej w imieniu jak najbardziej sprzecznych zasad rządzenia i służyła ona kolejno wszystkim partiom, ponieważ wszyscy mogli się w niej zjednoczyć. Poczynając od protestu przeciw panowaniu jednej rasy nad drugą – tej jej najbardziej umiarkowanej i najmniej rozwiniętej formy – idea ta rozrosła się do tego stopnia, że potępiała każde państwo, które łączyło w sobie kilka ras, wreszcie stała się pełną i konsekwentną teorią głoszącą, że państwo i naród muszą być współmierne. „Jest to” – powiada p. Mili – „na ogół koniecznym warunkiem wolnych instytucji, aby w zasadzie granice rządów zbiegały się z granicami narodowości. Wiadomy historyczny postęp tej idei, począwszy od nieokreślonego dążenia, by być podstawą politycznego systemu, można prześledzić w życiorysie człowieka, który obdarzył ją pierwiastkiem, w jakim tkwi jej siła — Józefa Mazzini. Został on karbonariuszem bezsilnym wobec środków stosowanych przez rządy i postanowił wlać nowe życie w ruch liberalny, przenosząc go na grunt narodowości. Banicja jest kolebką nacjonalizmu, tak jak ucisk jest szkołą liberalizmu – i Mazzini stworzył ideę Młodej Italii jako uchodźca: w Marsylii. W ten sam sposób Polacy wygnańcy są przodownikami każdego ruchu narodowego, albowiem i dla nich wszystkie prawa polityczne mieszczą się i w idei niepodległości – która, choć mogą oni jak najbardziej różnić się między sobą, jest wspólnym dążeniem wszystkich. Około roku 1830 literatura również przyczyniła się idei narodowej. „Był to czas” – mówi Mazzini – „wielkiego konfliktu między szkołą romantyczną a klasyczną – który to konflikt mógł z równej słuszności zostać nazwany konfliktem między zwolennikami wolności a władzy”. Szkoła romantyczna była niewierząca we Włoszech, a katolicka w Niemczech, lecz w obu jednako popierała narodową historię i literaturę – a Dante był wielkim autorytetem zarówno u włoskich demokratów, jak u przywódców średniowiecznego odrodzenia w Wiedniu, Monachium i Berlinie. Lecz ani wpływ wygnańców, ani poetów lub krytyków nowej partii nie rozciągał się na masy. Była to sekta pozbawiona szerszej sympatii i poparcia; konspiracja oparta nie na krzywdzie, lecz na doktrynie; w Sabaudii w roku 1834 miała miejsce próba powstania pod sztandarem z dewizą: „Jedność, Niezależność, Bóg i Ludzkość”, ludzie byli zaskoczeni takimi celami powstania i obojętni na jego upadek. Jednakowoż Mazzini kontynuował swą propagandę, rozszerzył swoje „Giovine Italia” na „Giovine Europa” i założył w 1847 roku międzynarodową ligę narodów. „Lud” – powiedział w swoim inauguracyjnym przemówieniu – „jest przeniknięty tylko jedną ideą, ideą jedności i nacjonalizmu, nie ma żadnej międzynarodowej kwestii co do formy rządów, istnieje tylko kwestia narodowa”.

Rewolucja 1848 roku, nieudana w kwestii narodowej, przygotowała późniejsze zwycięstwo nacjonalizmu w dwojaki sposób. Pierwszym było przywrócenie władzy Austrii we- Włoszech z nowym bardziej energicznym centralizmem, który nie dawał żadnych obietnic wolności. Chociaż ten system zwyciężył, słuszność była po stronie pragnień narodowych, które zostały wskrzeszone w szczegółowej i uzupełniającej formie przez Manina. Polityka rządu austriackiego, któremu nie udało się w ciągu dziesięciu lat reakcji zamienić rządów siły na rządy prawa i ustanowić wraz z niezależnymi instytucjami warunku wierności, przyczyniła się do tej teorii. Pozbawiła ona Franciszka Józefa wszelkiego czynnego poparcia i sympatii w roku 1859, ponieważ błądził w swoim postępowaniu w sposób bardziej oczywisty niż jego wrogowie w swych doktrynach. Prawdziwe jednak przyczyna zyskała teoria narodowościowa, jest triumf zasady demokratycznej we Francji i jej uznanie przez mocarstwa europejskie. Teoria narodowa jest związana z demokratyczną teorią suwerenności woli ogółu. „Trudno powiedzieć, czym jest wolność jakiegokolwiek odłamu rasy ludzkiej, jeśli nie mógłby on określać, do którego z licznych zbiorowych ciał istot ludzkich chce się on przyłączyć”. Tym właśnie aktem konstytuuje się naród, aby istniała zbiorowa wola, konieczna jest jedność – a niepodległość jest warunkiem jej uznania. Jedność i narodowość są jeszcze bardziej istotne dla pojęcia suwerenności ludu niż zdegradowanie monarchów lub unieważnienie praw. Szczęście ludu lub popularność króla mogą zapobiec arbitralnym czynom tego rodzaju, lecz naród natchniony ideą demokratyczną nie może zgodnie nie pozwolić, by jego część należała do obcego państwa lub by całość była podzielona na kilka rodzimych państewek. Teoria narodowości wywodzi się więc z obu tych zasad, które dzielą świat polityczny – z legitymizmu, który ignoruje jego żądania, oraz od rewolucji, która przyznaje; i z tej samej przyczyny jest to główna broń tej ostatniej przeciw pierwszej.

Śledząc otwarty i widomy wzrost teorii narodowej, gotowi jesteśmy na zbadanie jej politycznego charakteru i wartości. Absolutyzm, który ją stworzył, zaprzecza zarówno temu absolutnemu państwu prawa do narodowej jedności, która jest wytworem demokracji, jak i żądaniu niezależności narodowej, która należy do teorii wolności. Te dwa poglądy na ideę narodowości, odpowiadające francuskiemu i angielskiemu systemowi, łączy tylko nazwa; w rzeczywistości są przeciwstawnymi skrajnościami myśli politycznej. W pierwszym przypadku nacjonalizm opiera się na nieustającej supremacji zbiorowej woli, dla której jedność narodu jest koniecznym warunkiem, do której odnosić się musi każde oddziaływanie i przeciw której żadne zobowiązanie nie jest ważne, a wszelki opór jest tyranią. Naród jest tutaj idealną jednostką opartą na rasie, pozbawioną modyfikującego działania zewnętrznych przyczyn, tradycji i istniejących praw. Anuluje on wszelkie prawa i życzenia mieszkańców, pochłaniając ich rozbieżne interesy w fikcyjnej jedności; poświęca ich rozliczne skłonności i obowiązki dla wyższego zewu nacjonalizmu, miażdży wszelkie naturalne prawa i wszelkie ustalone swobody dla swego rozwoju. Ilekroć jakiś pojedynczy określony przedmiot staje się najwyższym celem państwa, czy to będzie korzyść jednej klasy, bezpieczeństwo lub siła kraju, największe szczęście największej liczby ludzi lub poparcie dla jakiejś teoretycznej idei – państwo nieuchronnie staje się na jakiś czas państwem absolutnym. Jedynie wolność żąda dla swej realizacji ograniczenia organów władzy, albowiem wolność jest jedynym celem, który przynosi korzyść jednakowo wszystkim i nie wzbudza poważnego sprzeciwu. Wskutek popierania żądań narodowej jedności podkopywane są rządy bez skazy, których polityka jest dobroczynna i sprawiedliwa, a poddani muszą odtąd być posłuszni władzy, dla której nie żywią przywiązania i która może być w praktyce obcym panowaniem.

W niczym niepowiązana z tą teorią poza wspólną wrogością do państwa absolutnego jest teoria, która przedstawia narodowość jako zasadniczy, lecz nie najwyższy czynnik określający formy państwa. Różni się ona od poprzedniej, ponieważ dąży do różnorodności, a nie do jednolitości; do harmonii, a nie do jedności; ponieważ zmierza nie do arbitralnej zmiany, lecz do rozważnego szacunku dla istniejących warunków życia politycznego; i ponieważ jest posłuszna prawom i rozstrzygnięciom historii, a nie pragnieniem idealnej przyszłości. Podczas gdy teoria jedności czyni z narodu źródło despotyzmu i rewolucji, teoria wolności uważa naród za przedmurze autonomii i za główną granicę dla nadmiernej władzy państwa. Prawa prywatne, poświęcane na rzecz jedności, są zachowane przez unię narodów. Nic nie może tak skutecznie oprzeć się tendencjom centralizacji, korupcji i absolutyzmu jak siła takiej wspólnoty, która jest najrozleglejszą, jaka może być włączona w jedno państwo – a która narzuca swoim członkom konsekwentne podobieństwo charakteru, interesów i opinii oraz powstrzymuje działania suwerena wpływem podzielonego patriotyzmu. Obecność różnych narodów pod tą samą władzą zwierzchnią podobna jest w swoich skutkach do niezależności Kościoła w państwie, zabezpiecza przed służalczością kwitnącą w cieniu jedynej władzy, utrzymując interesy w równowadze, mnożąc stowarzyszenia i zapewniając poddanym poparcie i oparcie w zbiorowej opinii. W ten sam sposób popiera niezależność, tworząc określone grupy publicznej opinii i tolerując wielkie źródła i ośrodki politycznych zapatrywań oraz pojęć o obowiązku – niewywodzące się z woli suwerena. Wolność powoduje różnorodność, a różnorodność chroni wolność, zapewniając środki organizacji. Wszystkie te dziedziny prawa które rządzą wzajemnymi stosunkami ludzi i regulują życie społeczne, są zmiennymi skutkami narodowego zwyczaju i tworzą społeczność prywatną. W tych sprawach różne narodowości będę się różnić między sobą; same bowiem stworzyły te prawa i nie zawdzięczają ich państwu, które nimi wszystkimi rządzi. Ta różnorodność w jednym państwie jest mocną barierą przeciw wychodzeniu rządu poza sferę polityczną (wspólną wszystkim) – i wkroczeniu w dziedzinę społeczną, która unika prawodawstwa i rządzi się samorzutnymi prawami. Ten rodzaj ingerencji jest charakterystyczny dla rządu absolutnego i nieomylnie musi sprowokować reakcję, a w końcu usunąć przyczynę. Ten brak tolerancji dla społecznej niezależności, który jest naturalną cechą absolutyzmu, jest pewnie korygowany przez narodowe różnorodności, czego żadna inna siła nie mogłaby tak skutecznie dokonać. Koegzystencja kilku narodów w tym samym państwie jest probierzem, jak również najlepszym zabezpieczeniem wolności. Jest to również jedno z głównych narzędzi cywilizacji – i, jako takie, jest ono naturalnym i opatrznościowym porządkiem i oznacza stan większego postępu niż narodowa jedność będąca ideałem współczesnego liberalizmu. Połączenie różnych narodów w jedno państwo jest równie koniecznym warunkiem cywilizowanego życia, co złączenie różnych ludzi do jednego społeczeństwa. Niżej stojące rasy są podniesione na wyższy poziom przez to, że żyją w politycznym związku z narodowościami górującymi nad nimi intelektualnie, wyczerpane i chylące się do upadku narody przywracane są do życia przez kontakt z młodszą witalnością. Narody, w których element organizacji i zdolność rządzenia zostały zatracone albo z powodu demoralizującego wpływu despotyzmu, albo rozpadającego działania demokracji, są uzdrawiane i wychowywane na nowo dzięki temu, że utrzymywane są w posłuchu przez silniejsze i mniej skorumpowane rasy. Ten zapładniający i regenerujący proces zachodzi tylko wtedy, gdy żyje się pod jednym rządem. To właśnie w kotle państwa wytwarza się stop, dzięki któremu energia, wiedza i zdolności jednej części ludzkości mogę być przekazane drugiej. Tam, gdzie granice polityczne pokrywają się z narodowymi, postęp społeczeństwa ustaje i narody popadają w stan odpowiadający położeniu ludzi, którzy rezygnują z obcowania ze swoimi bliźnimi i różny ich przebieg łączy ludzkość nie tylko przez korzyści, jakie odnoszą żyjący razem, lecz i dlatego, że łączy społeczeństwo albo politycznymi, albo narodowościowymi więzami; sprawia, że ludzie interesują się swymi sąsiadami, ponieważ są albo pod tymi samymi rządami lub tego samego pochodzenia – w ten sposób sprzyjając interesom ludzkości, cywilizacji i religii.

Chrześcijaństwo raduje się mieszaniną ras, tak jak pogaństwo identyfikuje się z ich różnicami, ponieważ prawda jest uniwersalna, a błędy i różnorodne, i indywidualne. W starożytnym świecie bałwochwalstwo i narodowość szły w parze i stosuje to samo określenie do obu Pismo Święte. Misją Kościoła było zwalczanie narodowych różnic. W okresie niewątpliwej supremacji Kościoła cała zachodnia Europa posłuszna była tym samym prawom, cała literatura mieściła się w jednym języku, polityczna jedność chrześcijaństwa uosobiona była w jednym potentacie, natomiast jego intelektualna jedność była reprezentowana w jednym uniwersytecie. Starożytni Rzymianie kończyli podbój, zabierając podbitym ludom ich bogów, natomiast Karol Wielki pokonał narodowy opór Sasów jedynie przez zniszczenie przemocą ich pogańskich obrządków. Z okresu Średniowiecza i połączonego działania rasy germańskiej i Kościoła wyłoni się nowy system, narodów i nowa koncepcja narodowości. Natura została przezwyciężona zarówno w narodzie jak i w jednostce. W pogańskich i niecywilizowanych czasach narody bardzo różniły się między sobą nie tylko różnorodnością religii, lecz obyczajów, języka i charakteru. Pod nowymi prawami miały wiele wspólnego; usunięte zostały dawne bariery, które je dzieliły, a nowa zasada autonomii, jaką narzuciło chrześcijaństwo, umożliwiła im wspólną egzystencję pod tą samą władzą bez konieczności utraty ich umiłowanych przyzwyczajeń, obyczajów i praw. Nowa idea wolności zapewniła różnym rasom miejsce w jednym państwie. Naród nie był już tym, czym był dla starożytnego świata – potomstwem wspólnego przodka lub rdzennym wytworem jakiegoś poszczególnego regionu – po prostu wynikiem fizycznych i materialnych przyczyn, lecz bytem moralnym i politycznym; wytworem nie geograficznej lub fizjologicznej jedności, lecz rozwiniętym w procesie historii przez działanie państwa. Wywodzi się z państwa, nie górując nad nim. Państwo może z biegiem czasu wytworzyć narodowość, lecz to, by narodowość stanowiła państwo, jest przeciwne naturze nowoczesnej cywilizacji. Naród wywodzi swoje prawa i swoją siłę z pamięci o dawniejszej niepodległości.

Kościół zgodził się pod tym względem z tendencją politycznego postępu i był przeciwny, gdy tylko mógł, izolacji narodów, przypominając narodom ich obowiązki wobec siebie nawzajem i uznając podbój oraz feudalną inwestyturę jako naturalne środki wydźwignięcia barbarzyńskich i podupadłych narodów na wyższy poziom. Lecz choć nigdy nie przypisywał narodowej niepodległości immunitetu w razie przypadkowych konsekwencji, feudalnego prawa, roszczeń dziedzicznych lub zapisów testamentowych – Kościół bronił wolności narodów przeciwko ujednoliceniu i centralizacji z energią inspirowaną przez doskonałą wspólnotę interesów. Albowiem ten sam wróg zagraża obu – a państwo, które niechętnie toleruje różnice i oddaje sprawiedliwość specyficznemu charakterowi różnych ras, musi z tego samego powodu wtrącać się w wewnętrzny zarząd religii. Związek wolności religijnej z wyzwoleniem Polski lub Irlandii nie jest jedynie przypadkowym wynikiem lokalnych przyczyn; niepowodzenie zaś konkordatu w zjednoczeniu poddanych Austrii jest naturalną konsekwencją polityki, która nie pragnęła chronić różnorodności i autonomii prowincji, a próbowała przekupić Kościół, darząc go względami zamiast go wzmocnić przez niezależność. Z tego wpływu religii w nowożytnej historii wywodzi się nowa definicja patriotyzmu. Różnica między narodowością a państwem uwidoczniona jest w naturze patriotycznego przywiązania. Nasze powiązanie z rasą jest jedynie naturalne lub fizyczne, natomiast; nasze obowiązki wobec narodu politycznego są etyczne. Pierwsze jest wspólnotą uczuć i instynktów, ogromnie ważną i silną w życiu pierwotnym, lecz należącą bardziej do zwierzęcia niż do człowieka cywilizowanego; drugie są władzą rządzącą za pomocą praw, narzucającą zobowiązania i udzielającą moralnej sankcji i charakteru naturalnym stosunkom w społeczeństwie. Patriotyzm jest „w życiu politycznym tym samym, co wiara w religii i tak się ma do rodzinnych uczuć, tęsknoty za domem i ojczyzną, jak wiara do fanatyzmu i przesądów. Z jednej strony wywodzi się z prywatnego życia i natury, gdyż jest przedłużeniem rodzinnego przywiązania, tak jak plemię jest przedłużeniem rodziny, lecz w swoim rzeczywistym politycznym charakterze patriotyzm polega na rozwoju i instynktu samozachowawczego do takiego stopnia, że staje się on moralnym obowiązkiem, który może wymagać poświęceń, samo zachowanie jest zarówno instynktem, jak obowiązkiem, naturalnym i mimowolnym z jednej strony, a równocześnie moralnym zobowiązaniem. Pierwsza cecha tworzy rodzinę, a druga państwo. Gdyby naród mógł egzystować bez państwa, podlegałby jedynie instynktowi samozachowawczemu, byłby niezdolny do wyrzeczeń, samokontroli lub poświęceń, były zarówno celem, jak i środkiem. Natomiast w politycznym ładzie realizuje się cele moralne i dąży do osiągnięcia celów publicznych, dla których trzeba poświęcić prywatne interesy – a nawet życie. Oznaka prawdziwego patriotyzmu, jaką jest przeobrażenie samolubstwa w poświęcenie, jest wytworem życia politycznego. To poczucie obowiązku jakie daje pochodzenie nie jest całkowicie oddzielone od swej samolubnej i instynktownej podstawy; i miłość Ojczyzny, podobnie jak miłość małżeńska, stoją jednocześnie na materialnym i moralnym fundamencie. Patriota winien umieć rozróżniać między dwiema przyczynami – lub przedmiotami swego oddania; przywiązanie wyłącznie do kraju jest jak posłuszeństwo wyłącznie wobec państwa: uległością fizycznym wpływom. Człowiek, który przedkłada swój kraj ponad wszelkie inne obowiązki, przejawia tego samego ducha co człowiek, który wyrzeka się wszelkich praw na rzecz państwa, obaj zaprzeczają, że słuszność prawo stoi wyżej niż władza.

Istnieje, słowami Burke’a, kraj moralny i polityczny, odmienny od geograficznego, z którym może on być w kolizji. Francuzi, którzy podnieśli broń przeciw Konwentowi, byli tak samo patriotami jak Anglicy, którzy podnieśli broń przeciw królowi Karolowi – ponieważ uznawali obowiązek wyższy od posłuszeństwa aktualnemu władcy. „W odniesieniu do Francji” – powiedział Burke – „w próbach pertraktacji z nią, lub w rozważaniach nad jakimkolwiek projektem odnoszącym się do niej, nie możemy myśleć o kraju w znaczeniu geograficznym, zawsze musimy mieć na uwadze kraj moralny i polityczny… Prawda jest taka, że Francja nie jest sobą – Francja moralna jest odseparowana od Francji geograficznej. Gospodarz został wypędzony, a dom w posiadanie objęli rozbójnicy. Jeśli wypatrujemy zbiorowego ciała Francji, istniejącego jako ciało w oczach i intencjach prawa międzynarodowego tego zbiorowego ciała, które ma możność naradzać, ale i decydować, oraz które ma uprawnienia, by pertraktować i zawierać traktaty – znajdziemy je we Francji, Niemczech, w Szwajcarii, Hiszpanii, Włoszech i Anglii. Są tam wszyscy książęta krwi wszystkie starty państwa, wszystkie parlamenty królestwa… Owszem, jestem pewny, że gdyby połowę tej liczby jedności analogicznej rangi usunąć z naszego kraju, pozostałoby niewiele z tego, co mógłbym nazwać ludnością Anglii”. Rousseau przeprowadza prawie to samo rozróżnienie między krajem, do którego przypadkowo należymy, a tym, który spełnia wobec nas polityczne funkcje, państwa. W „Emilu” umieścił zdanie, którego pointa trudna jest do przełożenia „Qui na pas une patrie a du moins un pays”. A w swojej rozprawie o ekonomii politycznej pisze: „Jak ludzie mają kochać swój kraj, jeśli nie jest on dla nich niczym więcej niż dla obcych i wyświadcza im tylko to, czego nikomu nie może odmówić?”. W tym samym sensie ciągnie dalej: „La patrie ne peut subsister sans la liberte”.

Narodowość ukształtowana przez państwo jest wobec tego jedyną, której należą się od nas polityczne obowiązki i jest w związku z tym jedyną, która ma polityczne prawa. Szwajcarzy są pod względem etnologicznym albo Francuzami, albo Włochami, albo Niemcami; lecz żadna z tych narodowości nie ma najmniejszych roszczeń wobec nich poza czysto polityczną narodowością Szwajcarii. Państwa toskańskie lub neapolitańskie stworzyły narodowość, lecz i obywatele Florencji i Neapolu nie czują politycznej wspólnoty. Istnieją inne państwa, którym nie udało się ani wchłonąć odmiennych ras w polityczną narodowość, ani odseparować jakiegoś szczególnego odłamu od większego narodu. Przykładem tego z jednej strony są Austria i Meksyk, z drugiej – Parma i Badenia. Postęp cywilizacji z trudem przystaje do tych ostatnich państw, aby móc utrzymać swoją integralność muszą się one łączyć za pomocą konfederacji lub rodzimych więzów z większymi mocarstwami, tracąc w ten sposób coś niecoś ze swej niepodległości. Ich dążeniem jest odizolowanie i zamknięcie mieszkańców, zawężenie ich światopoglądowego horyzontu, skarlenie i zniekształcenie ich myśli. Opinia publiczna nie może utrzymać swej wolności i czystości w tak małych wymiarach i prądy przychodzące z większych wspólnot zalewają skurczone terytoria. W przypadku małej i jednorodnej ludności nie ma prawie miejsca dla naturalnej stratyfikacji społeczeństwa ani dla wewnętrznych grup interesów, które wyznaczają granice władzy zwierzchniej. Rząd i jego poddani walczą pożyczoną bronią. Zasoby pierwszego i pragnienia drugich pochodzę z jakiegoś zewnętrznego źródła i w konsekwencji kraj staje się narzędziem i scenę sporów, którymi nie jest zainteresowany. Te państewka, tak jak mniejsze wspólnoty wieków Średnich, służą pewnemu celowi, tworząc podziały i gwarancje samorządu w większych państwach; są one jednak przeszkodą dla postępu społecznego, który zależy od zmieszania ras pod tymi samymi rządami.

Próżność i niebezpieczeństwo żądań narodowych nie opartych na politycznej tradycji, a jedynie na pochodzeniu, ukazały się w Meksyku. Tam rasy różnej krwi nie łączą się ponad regionami. Jest więc niemożliwością zarówno zjednoczyć je, jak i przeistoczyć w elementy zorganizowanego państwa. Są one płynne, bezkształtne, niepoliczone i nie mogę być ani wtłoczone w ramy politycznych instytucji, ani uformowane jako ich podstawa. Ponieważ państwo nie może ich wykorzystać, nie mogą być przez państwo uznane; ich specyficzne, indywidualne zalety, uzdolnienia, namiętności i przywiązania są bezużyteczne, wobec czego nie cieszą się żadnymi względami. Są z konieczności ignorowane i bezustannie znieważane, świat Wschodu uniknął tych kłopotów z rasami o politycznych aspiracjach, lecz bez politycznej podstawy, tworząc instytucję kast. Tam, gdzie są tylko dwie rasy, tam są zasoby niewolnictwa; lecz gdy różne rasy zamieszkują różne terytoria jednego Imperium składającego się z kilku mniejszych państw, to pozostaje najkorzystniejsza ze wszystkich możliwych kombinacji do utworzenia wysoce rozwiniętego systemu niezależności. W Austrii istnieją dwie okoliczności, które jeszcze utrudniają ten problem, również zwiększając jego znaczenie. Kilka narodowości jest na bardzo nierównych poziomach rozwoju i nie ma jednego narodu, który byłby na tyle wybitny, by przytłoczyć i wchłonąć pozostałe. Są to warunki konieczne, by uzyskać najwyższy stopień organizacji rządu. Zapewniają one: największą różnorodność intelektualnych zasobów; nieustający bodziec postępu tworzony nie tyle przez konkurencję, co przez obraz bardziej rozwiniętych ludów; najobfitsze elementy autonomii połączone z niezdolnością państwa, by rządzić wszystkimi według swej własnej woli; i najpełniejsze gwarancje zachowania miejscowych zwyczajów i starych praw. W takim to kraju wolność osiągnęłaby najwspanialsze rezultaty, podczas gdy centralizacja i absolutyzm oznaczałyby zagładę.

Problem, wobec którego stanął rząd Austrii i jest poważniejszy niż rozwiązany w Anglii – z i powodu konieczności uznania narodowych roszczeń. System parlamentarny nie jest zdolny do ich zaspakajania, jako że zakłada z góry jedność ludności. Skutkiem tego w krajach zamieszkanych wspólnie przez różne narodowości system ten nie zaspakaja ich pragnień i uważany jest za niedoskonałą formę niezależności. Uwydatnia on wyraźniej niż przedtem różnice, których nie uznaje i w ten sposób prowadzi dalej pracę starego absolutyzmu, ukazując się jako nowa faza centralizacji. W tych zatem krajach władza cesarskiego parlamentu musi być ograniczana z równą zawiścią, co władza korony i wiele jego funkcji muszą przejąć prowincjonalne sejmy oraz wywodzący się z nich szereg lokalnych władz.

Wielkie znaczenie narodowości w państwie polega na tym, że jest ona podstawą politycznej zdolności. Charakter narodu w wielkiej mierze określa formę i żywotność państwa. Pewne polityczne obyczaje i idee należą do poszczególnych narodów i zmieniają się z biegiem narodowej historii. Ani naród wydobywający się z barbarzyństwa, ani lud wyczerpany ekscesami zbytkownej cywilizacji nie mogą posiadać odpowiednich środków, by rządzić się samodzielnie; lud oddany idei równości lub monarchii absolutnej jest niezdolny do wytworzenia arystokracji; lud niechętny instytucji prywatnej własności jest pozbawiony podstawowego elementu niezależności. Każdy z tych ludów może się przeistoczyć w wartościowych członków wolnej wspólnoty jedynie przez kontakt z wyższą rasą, w mocy której będę się znajdować przyszłe losy państwa. System, który te sprawy ignoruje i nie szuka oparcia w charakterze i uzdolnieniach ludności, nie dąży do tego, by ludność sama zarządzała swymi sprawami – lecz by była po prostu posłuszna najwyższym nakazom. Zaprzeczenie narodowości pociąga więc za sobą zaprzeczenie politycznej wolności. Największym przeciwnikiem praw narodowych jest nowoczesna teoria nacjonalizmu. Czyniąc teoretycznie państwo i naród współmierne ze sobą, w praktyce teoria ta sprowadza wszystkie inne narodowości będące w granicach państwa do pozycji podrzędnej. Nie może uznać ich równymi narodowi rządzącemu – który tworzy państwo, ponieważ wówczas państwo przestałoby być narodowe, co zaprzeczałoby zasadzie jego istnienia. Stosownie więc do stopnia humanitaryzmu cywilizacji tego dominującego ciała, które domaga się wszystkich praw wspólnoty – niższe narodowości albo zostają wytępione, albo sprowadzone do niewolnictwa, albo wyjęte spod prawa, albo postawione w stan zależności.

Jeśli uznamy, że ustanowienie wolności dla realizacji zobowiązań moralnych jest celem obywatelskiego społeczeństwa, musimy dojść do wniosku, iż zasadniczo najdoskonalsze są te państwa, które jak Imperium brytyjskie i austriackie łączą odrębne narodowości, nie ciemiężąc ich. Te, w których nie wystąpiło zmieszanie ras, są niedoskonałe; a te, w których jego skutki zanikły, chylą się ku upadkowi. Państwo, które nie jest zdolne do tego, by zadowolić butne rasy, samo się potępia; państwo, które pracuje nad tym, by je unieszkodliwić, wchłonąć lub wygnać, niszczy swoją własną żywotność; państwo, które ich nie obejmuje, jest pozbawione głównej podstawy autonomii. Nacjonalizm jest wobec tego wstecznym krokiem w historii. Jest to najbardziej zaawansowana forma rewolucji zachowująca się do końca okresu rewolucyjnego, którego jest zwiastunem. Jego wielkie historyczne znaczenie wynika z dwóch głównych przyczyn.

Po pierwsze jest to chimera. Układ, do którego zmierza, jest niemożliwy, ponieważ nigdy nie może być zaspokojona i wyczerpana, stale domaga się uznania – nie dopuszcza, by rządy wróciły kiedykolwiek do stanu, jaki sprowokował jej powstanie. Niebezpieczeństwo jest zbyt groźne i władza nad umysłami ludzkimi zbyt wielka, by pozwolić przetrwać jakiemuś systemowi, który uzasadniłby opór przeciwko nacjonalizmowi. Teoria narodowościowa musi więc przyczynić się do powstania tego, co teoretycznie potępia – wolności różnych narodowości jako członków jednej suwerennej wspólnoty. Jest to przysługa, jakiej żadna inna siła nie mogłaby oddać; jest to, bowiem czynnik korygujący zarówno monarchię absolutną, jak demokrację i konstytucjonalizm – jak również dla centralizmu, który jest wspólny wszystkim trzem. Nie może tego uczynić ani system monarchiczny, ani rewolucyjny, ani parlamentarny i wszelkie idee, jakie wzbudziły entuzjazm w minionych czasach, są bezsilne dla osiągnięcia tego celu z wyjątkiem jedynie nacjonalizmu. Po drugie, teoria narodowości wyznacza koniec doktryny rewolucyjnej i jej logiczne wyczerpanie. Proklamując supremację praw narodu, system demokratycznej równości przekracza swoje własne najdalsze granice i zaprzecza sam sobie. Między demokratyczną a narodową fazą rewolucji zjawił się socjalizm – i już sprowadził do absurdu konsekwencje tej zasady. Ta faza jednak minęła. Rewolucja przetrwała swoje potomstwo i dała dalsze wyniki. Nacjonalizm jest bardziej postępowy niż socjalizm, ponieważ jest systemem bardziej arbitralnym. Teoria socjalna usiłuje zabezpieczyć egzystencję jednostki uginającej się pod strasznymi ciężarami, jakie nowoczesne społeczeństwo nakłada na klasę pracującą. Nie jest to jedynie rozwój pojęcia równości, lecz ucieczka przed rzeczywistą niedolą i głodem. Jakkolwiek fałszywym mogło to być rozwiązanie, żądanie, by biednych ratować od zguby, było rozsądne; i jeśli wolność w państwie została poświęcona na rzecz bezpieczeństwa jednostki, ten bardziej bezpośredni cel został, przynajmniej w teorii, osiągnięty. Lecz nacjonalizm nie zmierza ani do wolności, ani do dobrobytu – i oba te cele poświęca na rzecz imperatywu uczynienia z narodu obrazu i miary państwa. Jego szlak będzie napiętnowany zarówno materialną, jak i moralną ruina nieuniknioną, by nowy wymysł mógł zatriumfować nad dziełami Boga i interesem ludzkości. Nie ma zasady przemian, nie ma możliwej do pomyślenia fazy politycznych spekulacji bardziej ogólnej, wszechstronnej, bardziej wywrotowej lub bardziej arbitralnej niż ta teoria. Plącze ona zasady demokracji, ponieważ wytycza granice spełniania woli ludu i stawia na to miejsce wyższą zasadę. Zapobiega nie tylko podziałowi, ale i wzrostowi państwa, nie pozwala na zakończenie wojny podbojem ani na nieuzyskanie gwarancji pokoju. Tak więc, poddawszy jednostkę woli zbiorowej, system rewolucyjny uzależnia wolę zbiorową od warunków niezależnych od niej i odrzuca wszelkie prawa, pozostawiając rzędy przypadkowi.

Aczkolwiek więc teoria nacjonalizmu jest bardziej absurdalna i bardziej zbrodnicza niż teoria socjalizmu, ma do spełnienia ważną misję w świecie i zaznacza ostateczny konflikt – a więc i koniec – dwóch sił, które są najgorszymi wrogami cywilnej wolności: monarchii absolutnej i rewolucji.

Jan Emeryk Edward Dalberg ACTON of ALDENHAM

***

Tłumaczenie ukazało się pierwotnie w „Stańczyku Królewskim” nr 1. Dziękujemy panu Januszowi Korwin-Mikke, wydawcy czasopisma, za udostępnienie tekstu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *