Ekonomia i wolny rynek

Paweł Sikora: Tezy o Marksie. Z punktu widzenia libertarianizmu.

1.

Głównym brakiem wszelkiej dotychczasowej myśli lewicowej – nie wyłączając marksowskiej – jest to, że rzeczywistość społeczną ujmuje ona w formie wspólnotowej, gdzie poszczególne elementy owej zbiorowości występują (co najwyżej) drugoplanowo. Takie pojmowanie społeczności jako organizmu skutkowało tym, iż wszelkie formy emancypacji odnoszą się do człowieka w ogóle lub do ludzkości jako takiej i dopiero wtedy dotyczą indywiduum. W takim ujęciu jednostka z góry jest marginalizowana, albowiem jej podmiotowość rzekomo rodzi się dopiero w zbiorowości, czy też sprowadza się do siatki relacji społecznych lub też realizuje plan „powrotu do siebie” z płaszczyzny egoistycznej na właściwą, społeczną. To sprawiło, że stronę indywidualną w filozofii polityki, w przeciwieństwie do lewicy, rozwijał klasyczny liberalizm czy konserwatyzm – jednak tylko w sposób abstrakcyjny, ponieważ konserwatyzm, rzecz jasna, nie zna rzeczywistej jednostki, bo rozumie ją również jedynie w ramach zbiorowości („narodu”, „rasy”, czy „cywilizacji”). Marksowi chodzi o człowieka i jego świat, samej jednak obecności człowieka w nim nie ujmuje on jako obecności jednostek, które wytwarzają relacje społeczne, tylko jakby relacje te w swej dialektyce dziejowej funkcjonowały ponad i poza jednostkowym działaniem indywiduum w świecie. W tym również sensie stawia Hegla na głowie, bo nie zauważa istotnej roli subiektywności podmiotu ludzkiego względem obiektywnej podmiotowości Ducha. W swojej wczesnej filozofii Marks rozpatruje przeto tylko teoretyczną stronę człowieka jako prawdziwie ludzką, podczas gdy praktyka ujawnia się źródłowo w każdorazowym działaniu pojedynczego „Ja”, zaś wszelkie sposoby przejawiania się różnorakich relacji w świecie ludzkim są pochodną od działalności subiektum. Dlatego też jego rozumienie działalności praktyczno-krytycznej jest z góry osadzone na poziomie abstraktu a nie konkretu.

2.

Zagadnienie, czy myśleniu ludzkiemu właściwa jest prawdziwość przedmiotowa, jest zagadnieniem zarówno praktyki, jak i teorii. Na obu poziomach człowiek dowodzi prawdziwości, tzn. rzeczowości i mocy, żywotnego charakteru swego myślenia. Zarzuty wobec tradycji filozoficznej (zwłaszcza wobec Kanta, Hegla, czy Feuerbacha), rzekomo odsłaniającej prawdę tylko na płaszczyźnie teoretycznej są po prostu niesprawiedliwe. Spór o rzeczywistość myślenia realizującego się i potwierdzającego się tylko w i poprzez praxis jest zagadnieniem czysto ideologicznym.

3.

Koncepcja, że ludzie są wytworami warunków i wychowania, że więc zmienieni ludzie są wytworami innych warunków i zmienionego wychowania, zapomina, że warunki są zmieniane przez działania jednostek i że poprzez to ludzkość nie potrzebuje nadzoru według ideologicznego planu, sama może się wychowywać, o ile wyciąga wnioski ze swej historii, z racjonalnych i pożądanych działań poszczególnych ludzi. Innymi słowy, obiektywność i słuszność norm postępowania nie jest zapisana na świętych tablicach, do których mają wgląd nieliczni. Moralny charakter norm wyłania się z rozwoju świadomości ogólnoludzkiej, do której dochodzi poprzez współdziałanie jednostek i w oparciu o niezbywalne prawa każdego z nas. Jednak lewicowa koncepcja człowieka i jego świata dochodzi siłą rzeczy do tego, że dramatycznie rozdziela społeczność na dwa elementy – wspólnotę wraz z jej regułami i indywidua, niemal rozmyte w zbiorowości i poddane jej regułom. W tym modelu nie znika, lecz zostaje podtrzymany wertykalny układ nakazowy, alienacja i wykluczenie. Marks nie wskazuje dokładnie jak człowiek sama dokona zniesienia wyobcowanych sił kapitału poprzez zjednoczenie swej świadomości ze zbiorowością i jego interes będzie tożsamy z interesem zbiorowości. To wydaje się być u niego jedynie przedmiotem wiary. Dlatego też często w historii praktyki późniejszego marksizmu zbieżność zmian warunków istnienia wspólnot i działalności jednostek bywała wynikiem ideologicznego projektu, wprowadzanego przemocą. Rewolucyjna praktyka emancypacyjna musi być postteoretyczna i wynikać z koncepcji podmiotowości ludzkiej jako jednostkowej, która dzięki współdziałaniu (praktyce) z innymi jednostkami przeobraża się w świadomość zbiorową, ujmowaną jako teoretyczny model, który jednak nie jest faktem, takim jak pojedyncze indywiduum. 

4.

Marks bierze za punkt wyjścia fakt podziału pracy i własności prywatnej jako źródeł ekonomicznej alienacji człowieka i w konsekwencji nędzy jego świata. To, co on robi polega na sprowadzeniu źródeł wyzysku do korzeni wyłącznie ekonomicznych. Przeocza on, że pozostaje jeszcze do zrobienia rzecz najważniejsza. Mianowicie fakt, że owa ekonomiczna podstawa jest ściśle połączona ze strukturami władzy politycznej ostatecznie utrwala się w ramach państwa niczym zjednoczona w nim rzeczywistość, da się wytłumaczyć jedynie rozdarciem i sprzecznościami zawartymi w regułach tejże władzy. Inaczej mówiąc, „polityczność” nie jest sferą, w której dokonuje się rzeczywista emancypacyjna obecność człowieka w tym, co publiczne. „Polityczność” jest wygodnym określeniem systemów władzy, obwarowanych przymusem i przemocą, gdzie pojedynczą osobę traktuje się jak paliwo do napędzania molocha. Władza państwa musi być sama najpierw zrozumiana w swojej sprzeczności, następnie zaś, przez usunięcie jej zostanie praktycznie zrewolucjonizowana sfera publiczna. Istnienie państwa musi być poddane krytyce w teorii i ulec przekształceniu w praktyce. Dopiero wtedy to, co wspólnotowe przestanie alienować się od interesów jednostek, polityka zostanie oddzielona od gospodarki (korporacyjny kapitalizm przestanie otrzymywać pomoc od lobbystów i nie będzie preferencyjne traktowany przez rządy państw), zaś retoryka lewicowej władzy nie będzie posługiwać się mitologią naturalnego obumierania państwa, gdy alienogenne mechanizmy rzekomo zostaną usunięte. Historia rozwoju myśli Marksa i jej praktyczna realizacja w komunizmie pokazały, że władza polityczna rozszerzając swe kompetencje na wszystkie sfery życia społecznego wcale nie likwiduje alienacji i wykluczenia – wręcz je pogłębia. Istotną charakterystyką mechanizmów tej władzy jest nieodzowny przymus i przemoc, które pogłębiają ucisk i nie stanowią w żadnej mierze źródła wyzwolenia z nędzy. Być może żywotność represyjnego aparatu państwowego w państwach komunistycznych brała się również stąd, iż idea ewolucyjnego rozmontowania państwa była wygodnym elementem manipulacji, określającym represyjność jako niezbędne narzędzie potrzebne do uzyskania (zawsze kiedyś, nigdy dziś!) demontażu państwa. W tym sensie każdy komunistyczny despota mógł używać retoryki „jeszcze nie” („rewolucja jeszcze się nie skończyła”), określającej konieczność stosowania przemocy w imię niedokończonego projektu zniesienia alienacji i nędzy, czy nawet samego obumierania państwa. Fetyszyzm polityczny polega więc również na tym, iż istnienie Lewiatana, poza realnym wymiarem w postaci wszechobecnego aparatu państwowego, ma także symboliczną formę ideologicznej nadbudowy, w której świadomość konieczności funkcjonowania państwa oderwała się od ludzkiego myślenia i przybrała postać niezależnej od niego chimery, ujmowanej jako zewnętrzna i pozostała nierozpoznana przez owo myślenie jako jego własne dzieło.

5.

            Marks nie zadowala się tylko myśleniem o praktyce rewolucyjnej, bo odwołuje się także do teoretycznych modeli opisujących rzeczywistość społeczną; ale ujmuje ją nie jako działalność praktyczną jednostek, tylko człowieka w ogóle. Paradoksalnie afirmuje wręcz mechanizm alienacji. Według niego świat społeczny jest o tyle prawdziwy i właściwie rozumiany, gdy jednostka zjednoczy się ze swoim światem społecznym i swój interes realizować będzie tylko w zbiorowości, tj. będzie istnieć w rozdarciu i poza sobą – będzie rzeczywiście wyalienowana (choć w innym niż krytykował to Marks znaczeniu). W tym więc sensie jego rozumienie ludzko-zmysłowej działalności nie odnosi się ani do faktów, ani nie dotyczy zmysłowego charakteru jednostki, bo wciąż pozostaje na poziomie abstraktu.

6.

            Marks sprowadza istotę kapitalizmu do podziału pracy, własności prywatnej środków produkcji i alienacji. Ale istota kapitalizmu to nie abstrakcja tkwiąca w poszczególnych sferach ekonomii. Realny kapitalizm, to nie realizacja idei laissez faire, która na dobre prawie nigdy nie zaistniała. Realny kapitalizm to całokształt mariażu gospodarki i polityki. W tym więc sensie wszelka krytyka wolnego rynku jest zupełnie chybiona, bo wolnego rynku nie ma. Jednak idea laissez faire jest ważna, jako postulat, wynikający z konieczności rozdzielenia gospodarki od polityki.

Ich jedność jest bowiem źródłem:

a)      wyzysku – choćby poprzez obowiązek płacenia podatków na system i klasę zarządzającą;

b)      wykluczenia – nie można samodzielnie umieścić siebie poza regułami systemu, bo odnoszą się one do wszystkich, ale z drugiej strony – paradoksalnie – system sam dokonuje wykluczenia na innym poziomie. Określając władzę nad poddanymi, zawsze odgórnie organizuje reguły i nie dopuszcza do alternatywnych sposobów wytwarzania sfery publicznej; ani demokratyczne zasady ani polityczność nie dają możliwości usprawniania systemu poprzez ewolucyjne nadawanie mu od wewnątrz „wolnościowego” kształtu (libertarianizm). Obecność w systemie powoduje jednak, iż albo godzimy się na zasady Lewiatana (co nie daje możliwości realnej emancypacji od jego negatywnych posunięć) i nie korzystamy z deklarowanego przezeń bycia obywatelem albo jesteśmy wykluczani z dyskusji, bo adwersarze uczestnicząc w ramach status quo w nie są w ogóle zainteresowani jego likwidacją. W tym sensie polityka jest areną różnorodnych, skonfliktowanych propozycji ideowych, ale zawsze w ramach istnienia Lewiatana i które, niezależnie od różnic, natychmiast jednoczą swe szyki, gdy chodzi o zamach na jego istnienie. Ostatecznie to Lewiatan, a nie Kapitał jest warunkiem realizacji interesów uprzywilejowanej klasy politycznej;

c)      alienacji – polityka nie jest wymiarem uczestnictwa każdego, pojedynczego „Ja” w oddolnie wytwarzanej sferze publicznej, tylko jest czymś obcym i wrogim. Gdyby Marks zamiast „odkrycia proletariatu” dokonał „odkrycia” każdego pojedynczego indywiduum, tak samo uwikłanego w alienogenne zasady Lewiatana, jego koncepcja rozwiązania konfliktów klasowych przybrałaby formę krytyki państwa (Stirner, Bakunin). Ostatecznie bowiem, każde „Ja” jest zmysłowo-praktyczną manifestacją człowieka i jego świata, a nie jedynie proletariusz. Paradoksalnie zatem, marksowski koncept „zniesienia alienacji” poprzez państwowe reguły w rzeczywistości komunistycznej wcale nie neguje, lecz właśnie realizuje heglowskie rozumienie „zniesienia”, jako zachowania alienogennych mechanizmów i braku wyzwolenia, gdzie potwierdza się i umacnia wyższość ogólnego i instytucjonalnego modelu nad jednostką.

Marks nie podejmuje krytyki tej rzeczywistej istoty państwowego kapitalizmu i choć nie abstrahuje od historycznego przebiegu tego mariażu, to uznaje jedynie istnienie ekonomicznej (a nie także politycznej) strony tego ustroju oraz za przesłankę bierze abstrakt – człowieka w ogóle, na tle równie abstrakcyjnie pojmowanego całokształtu stosunków społecznych. Dlatego też późniejszy marksizm ujmował istotę człowieka jako wypadkową stosunków społecznych, gdzie jednostka ostatecznie zanika, bo jest wypadkową anonimowych sił. To, co w marksizmie łączy jednostki ze światem społecznym to dialektyka mechanizmów, na które nie ma ona wpływu, bo nie zostały one rozpoznane w swej polityczno-ekonomicznej istocie.

7.

Marks nie widzi zatem, że jednostki nie są po prostu wytworami społecznymi. Rzecz jasna, funkcjonują one w społeczności, ale nie da się ich sprowadzić do całokształtu stosunków społecznych. Analizowane przezeń abstrakcyjne formy wspólnotowe funkcjonują jako rezultat konkretnych działań jednostek (świadomych tego faktu czy nie – to już inny problem). Tradycja „wolnościowa” nie postuluje – wbrew pozorom – radykalnego atomizmu. Każde „Ja” funkcjonuje w ramach ukształtowanych historycznie i cywilizacyjnie form społecznych, ale tych ostatnich nie da się rozumieć ponad i poza indywiduami. Marks co prawda odróżnia jednostki od zbiorowości (w „Ideologii niemieckiej”), ale odróżnienie to ma służyć modelowi „powrotu do siebie” ze świata nad którym nie ma kontroli, w którym los nie należy do pojedynczego człowieka. Nie wyjaśnia tylko na czym ma polegać jedność pojedynczego „Ja” z „My” i pozostawia ostatecznie ten projekt na poziomie myślenia życzeniowego. Idea przywrócenia autentycznej, społecznej formy istnienia człowieka, wraz z zachowaniem jego jednostkowej osobowości jest bowiem tak samo racjonalna i odnosi się do faktów, jak późniejsza idea rozmycia się i obumarcia instytucji państwa w dojrzałych formach komunistycznej rzeczywistości (czyli nie jest racjonalna w ogóle).

8.

            Zarówno życie na poziomie faktycznej podmiotowości (jednostki), jak i życie społeczne jest ze swej istoty praktyczne. Wszelkie misteria sprowadzające koncepcję podmiotowości człowieka na manowce ideologii, gdzie jednostka jest niczym wobec sił wytwórczych znajdują swe weryfikujące rozwiązania w codziennej praktyce, gdzie w ramach społecznych i kulturowych wzorców, to każdorazowe „Ja” dokonuje działania i kreacji swego świata i w ten sposób „wytwarza” każdorazowo wspólnotowy świat, a nie tylko uczestniczy w nim, jako już zastanym.

9.

            Szczytem, do którego dochodzi myśl lewicowa, pojmująca faktyczność ludzkiego świata na poziomie zbiorowości jest postać nowego człowieka w bezimiennym „społeczeństwie towarzyszy”. Ale nawet wcześniej, u młodego Marksa praca jako wyraz samo-afirmacji człowieka nie jest ujęta w postać zindywidualizowanej działalności konkretnego „Ja”. Jeśli krytykowana przez niego w Rheinische Zeitung ustawa o kradzieży drewna odrzuca dawny zwyczajowy przepis, który w istocie był czymś pozytywnym dla ludzi i dlatego stanowił podstawę do właściwego wydźwięku ogólnego prawa, a negacja tegoż prawa działa w interesie uprzywilejowanych grup, to właśnie marksowski stosunek do państwa, a nie do kapitału winien być otwarcie negatywny. To właśnie państwo poprzez swe ustawy stanowi o mariażu uprzywilejowanych grup z nim samym, co skutkuje obopólnym działaniem na ich korzyść. Innymi słowy, aparat państwowy jest represyjny i jeśli zapewnia klasie rządzącej możliwość podporządkowywania sobie wszystkich, to mechanizm ten dotyczy nie tylko państwa burżuazyjnego i rzekomego liberalizmu Prus połowy XIX wieku. Opis ówczesnego Marksowi państwa nie zostaje wykorzystany do skonstruowania istotnych norm, określających czym przyszła rzeczywistość polityczna nie powinna być. Marks nie zauważa w ogóle, że domaganie się od państwa, by było racjonalne i stanowiło reprezentację całego społeczeństwa jest zwykłą naiwnością. Brak „wolnościowego” kształtu polityki i ekonomii Prus było dla niego przesłanką do formułowania krytyk za brak realizacji idei demokratycznego państwa (biurokracja, cenzura), ale to nie wystarczyło mu, by przesunąć akcent krytyki na ideę państwa w ogóle. Problem bowiem w tym, iż kiedy Marks zarzucał Heglowi, iż jego koncepcja państwa jest nierzeczywista (nie odpowiada swemu pojęciu, tzn. nie realizuje powszechnego interesu społecznego), to nie zauważa, iż sam koncept powszechnego interesu jest również tylko teoretycznym modelem i nie ma nic wspólnego z realnością sytuacji jednostek w państwie, gdzie w działaniu właśnie, w praktyce codziennej pracy indywiduum napotyka na represje i urzędowe bariery Lewiatana. To musiało mieć później swe reperkusje w postaci alienowania się klas politycznych (najczęściej stających się także klasami posiadającymi) od potrzeb ludzi oraz nie tylko nie realizowało pojęcia państwa, tak jak je rozumiał Marks, lecz było wręcz powrotem w dawne totalizujące ujęcie państwa jako organizmu nadrzędnego, ponad i poza jednostkami, gdzie wolność była wolnością despoty lub grupy całkowicie wyobcowanej wobec społeczeństwa (partia). Heglowski Duch z poziomu Świata Wschodu powrócił więc do swej pierwotnej postaci władzy tyrana, a więc tam, gdzie nie występuje w ogóle synteza rozszerzająca świadomość i realizację wolności.

10.

Punktem widzenia dawnej myśli lewicowej jest społeczeństwo „zrównanych” względem siebie „towarzyszy”; punktem wyjścia współczesnej myśli lewicowej jest społeczeństwo „obywateli”, akceptujących status quo, o ile realizuje ono podział na zarządzających (urzędników państwa) oraz zarządzanych. W nim bowiem model jawnych (zazwyczaj progresywnych) i ukrytych podatków ma zapewnić realizację idei wyrównywania szans, zaś polityczne zaangażowanie zarządzanych, świadomie obecnych w sferze publicznej, ma wytwarzać demokratyczne narzędzia społecznej kontroli nad rządzącymi. Jeśli jednak władza posiada kontrolę nad mediami (co nie jest trudne przy mariażu elit z lobbystami), to owo oddolne pilnowanie posunięć władzy sprowadza się niestety tylko do udziału rządzonych w sondażach i wyborach. W tym sensie polityka zawłaszczyła światem człowieka (jako jednostki) i jest źródłem jego alienacji, jakiej istnienia Marks nie przewidział. Z kolei punktem widzenia libertarianizmu jest społeczeństwo ludzkie, czyli uspołeczniona zbiorowość wolnych jednostek, gdzie wszelkie relacje społeczne „zaczynają się” wtedy, gdy znika przymus, to znaczy gdy uszanowane zostanie:

a)      prawo do samo-posiadania („self-ownership”);

b)      własność prywatna będąca przedłużeniem zasady „self-ownership”;

c)      aksjomat nieagresji jako fundament moralnego stosunku do drugiej jednostki;

d)     zasada dobrowolności wszelkich umów.

11.

Ideologowie rozmaicie interpretowali koncepcje władzy państwowej i zmieniali jej kształt; idzie jednak o to, by ją w ogóle znieść.