Idee liberalne

Karol Mazur: O fachowe zdefiniowanie anarchizmu

Głośno ostatnio zrobiło się o anarchokapitalizmie i jego przynależności do nurtu zwanego szerzej anarchizmem. Wielu anarchistycznych publicystów odżegnuje się od jakichkolwiek konotacji z doktryną anarchokapitalistyczną sugerując, że jest ona niewiarygodna i zaprzecza podstawowym tezom wolnościowym. W niniejszym tekście postaram się przeanalizować te zarzuty i nakierować krytyków „akapu” na właściwy tok myślenia wolnościowego.

Na portalu Centrum Informacji Anarchistycznej pojawił się niedawno esej autorstwa niejakiej Babci Wandzi krytykujący Murray’a Rothbarda i zarzucający jego idei fałszywość kryjącą się za hasłami wolnościowymi. Dialog anarchokapitalizmu z pozostałymi nurtami anarchistycznymi przebiega dosyć burzliwie, wierzę jednak, że nurty te są w stanie prowadzić twórczą i pełną pasji polemikę, osiągając przy tym jakiś ideowy konsensus.

Na pierwszy rzut czytamy, że Rothbard – Postulował w skrócie zniesienie państwa na rzecz systemu agencji ochrony współzawodniczących na wolnym rynku, które byłyby wynajmowane przez biznesmenów. Takie agencje zastępowałyby policję i sądownictwo.[1]

Przede wszystkim ten chybiony zarzut ma za zadanie uzmysłowić czytelnikom, że anarchokapitaliści owszem są przeciwko państwu ale postulują jedynie zamianę ucisku państwowego na ucisk prywatny, przez co tak naprawdę niczym się nie różnią od obecnej władzy. Anarchiści obawiają się, że prywatny ucisk prowadzić musi do sytuacji, w której jedynie przedsiębiorcy będą w społecznej strukturze faworyzowani, będą mogli bez skrępowania ciemiężyć lud pracujący i naginać ich do swoich potrzeb. Taki pogląd wynika z kompletnej nieznajomości doktryny anarchokapitalistycznej jak i samej myśli Rothbarda. W istocie, Rothbard pisze o prywatnych agencjach ochrony mających za zadanie dbać o interes swojego klienta, niemniej jednak nie to jest głównym przedmiotem omawianej doktryny, dlatego nie bardzo rozumiem skupienie się autora tekstu na tym tylko aspekcie anarchokapitalizmu. Propozycja, nad którą rozwodzi się Rothbard wynika po prostu z podjęcia przez niego pewnej analizy prób teoretycznych, chodzi przecież o stworzenie spójnej teorii, w której każdy szczegół musi mieć odpowiednie podłoże merytoryczne składające się z rzetelnych argumentów popartych realnym odwzorowaniem w rzeczywistości. W przypadku zniesienia monopolu państwowego, ktoś musi chronić własność prywatną i w tę lukę Rothbard wprowadza koncepcję rywalizujących prywatnych agencji ochroniarskich działających na tym wolnym już rynku. Mało tego, ta rywalizacja, przejawiać się będzie podnoszeniem jakości świadczonych usług przez takie firmy. Gwoli ścisłości – Marks zakładał, że w takiej strukturze w konsekwencji dominującą rolę przejęłyby grube ryby – monopoliści. Zdaje się, że podobnie myślą anarchiści. Minęło już blisko kilkadziesiąt lat od koncepcji Marksa i nic takiego nie miało miejsca.

Widzimy, że grube ryby padają, dzielą się lub też są zjadane przez inne, najwyraźniej rynek posiada mechanizm regulujący takie kwestie.

Dalej w tekście czytamy, że Rothbard – stwierdza, iż stan w którym wszystkie środki produkcji są uwolnione od wpływu rynku i bezpłatne jest irracjonalny i nie ma nic wspólnego z wolnością.

Należy postawić autorowi pytanie, skoro anarchiści [anarchokomuniści w tym przypadku] postulują uwolnienie środków produkcji od wpływu rynku to w jaki sposób chcą aby ów rynek funkcjonował ? Przez regulacje ? Jeżeli tak, to dusząc rynek nie będą się oni różnić niczym od obecnej, interwencjonistycznej władzy, pytanie tylko jaką mają na to receptę. Jeżeli chodzi im o dobrowolne, oddolne regulacje zainicjowane przez jakąś społeczność to wypadałoby ten rys nieco uściślić. Trzeba zdać sobie sprawę, że własność prywatna wynika z tzw. naturalnych praw ekonomii, a to oznacza to, że każdy człowiek ma prawo do swojej własności, do rozporządzania nią i zarządzania wedle własnego uznania. W tym kontekście zawiera się też pojęciowy imperatyw znany szerzej pod siódmym przykazaniem dekalogu – „Nie kradnij”[2] Obawiam się, że negując te prawa anarchokomuniści nawet na potrzeby debaty nie są w stanie spojrzeć na ten problem innym okiem.

Nasuwa się kolejna kwestia – przyjmując koncepcję Babci Wandzi – że dana społeczność [jakkolwiek by to zrobiła] dobrowolnie uwalnia środki produkcji od rynkowego wpływu, tworząc kolektyw z iście anarchistycznego zdarzenia, to co zrobić z osobą, która nie będzie chciała w tym przedsięwzięciu uczestniczyć ? Jaka jest recepta na osobę, która zdecyduje się wyizolować z takiej społeczności ? Anarchiści, podobnie jak marksiści zakładają dobrowolność na zasadzie tzw. komun, pytanie tylko gdzie w tym miejscu będziemy mieli do czynienia z poszanowaniem zgoła odmiennej decyzji, co z własnością prywatną ? co się stanie z kimś kto wyłamie się z kolektywu ? Zniesienie własności prywatnej, totalne odrzucenie przy tym środków produkcji nie będzie przecież akceptowane przez wszystkich ludzi. Przyjmijmy na chwilę, że w tej komunistycznej społeczności pojawia się jednostka, która dąży do maksymalizacji swojego kapitału i niechętnie będzie chciała dzielić się swoimi wypracowanymi dobrami z resztą ludzi, jak wówczas powinni zachować się anarchokomuniści ? Pogląd Rothbarda w tej sprawie, bodaj jako jedyny, uczciwie stawia sprawę, taka nieścisłość i niedopasowanie może być rozwiązane jedynie za pomocą mechanizmów rynkowych. Zapominają o tym lewicowi anarchiści, rynek cechuje się tzw. samoregulacją. Redystrybucja dóbr w komunie czy też kolektywie zabija ducha dobrowolności a w konsekwencji i samą wolność. Dlaczego? ponieważ nie ma wolności bez dobrowolności, dyktując pewien schemat anarchiści przyczynią się jedynie do powstania tzw. dyktatury kolektywu, a w rezultacie prowadzić musi ona do zubożenia społecznego i opłakanych skutków gospodarczych, przerabialiśmy to już w swojej historii.

Dostrzegam jeszcze jedną niepokojącą tendencję w poglądach zawartych w tekście Babci Wandzi – cała ta polemika z anarchokapitalizmem motywowana jest po prostu odrzuceniem przez autora mechanizmów rynkowych na rzecz filozofii marksistowskiej. Problemem lewicowych anarchistów jest po prostu ich niechęć do kapitalizmu kojarzonego dziwnym trafem jedynie z wyzyskiem i chciwością. Uprzedzenie do kapitalizmu wynika nie z jakiejś rzetelnej oceny zaszłych faktów a jest raczej efektem ideologicznej lokomotywy, którą od samego początku podążają anarchiści. Ich złość i gniew w stosunku do kapitalizmu ma podłoże natury psychologicznej o czym świetnie pisał Ludwig von Mises w „Mentalności antykapitalistycznej”

Na bazie takiej argumentacji trudno jest zbudować rozsądną teorię, zwłaszcza jeśli w ocenie rzeczywistości kierujemy się jedynie emocjami. W dużej mierze myśl ignorująca mechanizmy rynkowe wywodzi się z uboższej warstwy społeczeństwa, jestem skłonny zaryzykować, że to po prostu żal wobec tych, którym powiodło się lepiej.

Ciekawe jest stwierdzenie, że –posiadanie (…) mieszkania w celu jego zamieszkiwania nie równa się posiadaniu kamienicy w celu wynajmowania jej lokatorom i zarabiania na niej.

Zastanawiam się czy lewicowi anarchiści biorą w ogóle pod uwagę, że kapitalizm w swej istocie zakłada nie tyle wyzysk co prywatne zyski jak i prywatne straty. Jeżeli zatem ktoś wynajmuje komuś mieszkania po to tylko aby na tym zarobić, znaczy to tyle, że jest on gotów świadczyć usługi na rzecz społeczeństwa i otrzymuje od niego godziwe za to wynagrodzenie. Innymi słowy osoba, która posiada kamienice i udostępnia ją potencjalnym lokatorom, którzy chętnie z tego skorzystają, wychodzi naprzeciw rynkowemu zapotrzebowaniu. Podobnie jest zresztą z prywatnym przedsiębiorcą, który mając np. fabrykę gwoździ, jest gotów zatrudnić kilkudziesięciu ludzi dając im pracę, co w konsekwencji powoduje obopólną korzyść.

Anarchokapitalizm Rothbarda to filozofia anarchicznego rynku. Z niewiadomych mi przyczyn lewicowi anarchiści z uporem maniaka starają się zanegować wolnościowy dorobek i tradycję libertariańską, która przecież wywodzi się XIX-wiecznych koncepcji anarcho-indywidualizmu, nurtu zapoczątkowanego przez takie postaci jak Lysander Spooner czy Benjamin Tucker. Owszem socjalizm w Ameryce rzeczywiście walczył z rządem i wielkim biznesem, nie znaczy to jednak, że był w tej walce osamotniony i że tylko on jeden miał sukcesy w tym zakresie.

W tekście pojawia się kolejna próba ataku na „akap”, gdzie czytamy, że – Anarcho-kapitalizm w praktyce można było swego czasu oglądać w Polsce. W marcu 2012 roku mieszkańcy kamienicy na ulicy Dzierzby w Warszawie zostali obudzeni hukiem z ulicy. Właściciel, który przejął ich kamienicę stosował już wobec nich nielegalne środki przymusu tak jak niezgodne z prawem budowlanym odcięcie wody. Tym razem wynajął firmę ochroniarską. O szóstej rano pojawili się tam ubrani na czarno ochroniarze w kaskach.

Kiepska retoryka. Zarzut ten jest o tyle niesprawiedliwy, że w ogóle nie bierze pod uwagę przypadków odwrotnych, mianowicie kiedy państwo zawłaszcza prywatne mienie uzasadniając to tzw. dobrem wspólnym. Historycznie można wskazać takich przypadków miliony, w Polsce mieliśmy z nim do czynienia podczas tzw. dekretu Bieruta z 1945 r. Anarchokomunizm w działaniu. Dekret Bieruta zlikwidował własność prywatną gruntów. Powody takiej decyzji były podobne do powodów o których piszą anarchiści – chodziło rzecz jasna o szybsze odremontowanie zrujnowanej Warszawy dla rzekomego wspólnego dobra.

Dlaczego przykład ten jest wart omówienia ? Dlatego, że w taki właśnie sposób różnego rodzaju anarchokomuniści, kolektywiści i wrogowie własności prywatnej walczą z dobrowolnością – siłą i pod przymusem odbierając czyjś majątek. Grabież czyjegoś mienia, własności prywatnej z reguły w teorii motywowany jest chęcią sprawiedliwej redystrybucji, w rzeczywistości jednak nie mamy do czynienia z żadnym sprawiedliwym podziałem, taka redystrybucja dóbr tylko i wyłącznie prowadzi do redystrybucji owszem… ale biedy [ co dało się zaobserwować wszędzie tam gdzie nie istniała własność prywatna a rynek duszony był przez państwowe regulacje ]

Jest jeszcze jedna istotna rzecz o której zapominają anarchokomuniści, że największym obrońcą konsumenta na rynku jest konkurencja. Logicznie i racjonalnie myślący klient, jeśli zostanie źle potraktowany skorzysta z oferty konkurencyjnej, która zapewni mu o niebo lepszej jakości usługi i świadczenia. Na wolnym rynku ludzie zawsze będą mieli wybór. Natomiast trudno jest przewidzieć efekty rozwiązań lewicowego anarchizmu.

Babcia Wandzia uważa, że –Policja i państwo stały po stronie własności prywatnej. Takie sytuację mają miejsce codziennie na całym świecie i jest to niezbity dowód na fałszywość założeń Rothbarda.

Niestety takie sytuacje to nie dowód na fałszywość argumentacji Rothbarda a raczej argument za tym, że państwo ingeruje wszędzie tam gdzie samo odnosi korzyść i jest mu to na rękę. O skradzione mienie ludzie walczą z państwem latami, rzadko kiedy wygrywają. Anarchizm rynkowy takiego problemu mieć nie będzie.

Autor krytyki „akapu” pisze jeszcze, że według anarchistów państwo to instytucja, która istnieje po to żeby legalizować przemoc dokonywaną przez klasę posiadającą na klasie pracującej. Kapitalizm nie może istnieć bez państwa, a państwo bez kapitalizmu.

Owszem anarchokapitalizm mógłby się zgodzić z pierwszym zdaniem, jednak wypada je nieco uściślić – owa klasa pracująca o której pisze autor to również klasa dążąca do polepszenia warunków swojego bytowania, niektórzy z tej klasy będą też zwolennikami akumulacji kapitału, wielu z nich będzie oczekiwało zysku, każdy pracuje nie dla dobra innych tylko dla dobra siebie. I ta praca, owszem może w rezultacie przekładać się na polepszenie warunków życia wszystkich ludzi, ale musi ona funkcjonować w sferze kapitalistycznej, która gwarantuje swobodny przepływ transakcji i bezproblemową wymianę.

Niechęć anarchistów do kapitalizmu wynika z rzekomej hierarchizacji, w myśl której kapitalizm po prostu z definicji tworzyć ma hierarchię, uzależniając jednych ludzi od drugich.
W rzeczywistości argument ten jest pozbawiony jakichkolwiek obserwacji na tym polu.
Ta koncentracja władzy ekonomicznej w jednych rękach jest niemożliwa na wolnym rynku ponieważ blokuje ją istnienie konkurencji. Efekt ten byłby bardziej widoczny w realizacji założeń anarchokomunistycznych, które przecież kompletnie pomijają mechanizmy rynkowe, w takiej strukturze mogłyby dopiero pojawić się problemy związane z monopolem na świadczenie pewnych usług. Takie postawienie sprawy powoduje, że anarchiści zdają się nie dostrzegać korzyści jakie daje realne istnienie konkurencyjności a co za tym idzie wolnej przedsiębiorczości.

Anarchiści wciąż zapominają, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Anarchokapitalizm o jakim pisał Rothbard doskonale rozumie ludzkie motywacje i stara się wyjść im naprzeciw. Perfekcyjnie istotę problemu przedstawia prof. De Soto, który pisze, że – Anarchokapitalizm to jedyny system który w pełni sprzyja wolnej, kreatywnej naturze istot ludzkich, oraz ich niezmiennej zdolności do szerzenia coraz to bardziej moralnych zachowań w obszarach, w których, z definicji, nikt nie może rościć sobie prawa stosowania monopolistycznej, systematycznej przemocy. W skrócie, w systemie anarchokapitalistycznym, każdy przedsiębiorczy projekt, pomysł może zostać wypróbowany, jeśli tylko będzie dobrowolnie wspierany w wystarczającym stopniu, co pozwoli na powstanie wielu kreatywnych, alternatywnych rozwiązań danego problemu wypływających ze stale zmieniającego się środowiska współpracy społecznej.[3]

Drugie zdanie Babci Wandzi, jakoby kapitalizm nie mógł istnieć bez państwa wynika z błędnie postrzeganej natury wolnego rynku. Jest to klasyczne pomieszanie z poplątaniem, w którym zarzuca się kapitalizmowi błędy popełnione przez państwo. Anarchokomuniści uważają, że rynek z natury jest czymś złym i niedobrym. Jeżeli, dajmy na to Afryka głoduje, wówczas anarchiści za nierówność pomiędzy czarnym kontynentem a Europą, obarczają winą kapitalizm. Tak jakby państwowe interwencje w rynek nie miały dla nich żadnego znaczenia sądząc, że państwo i kapitalizm stanowią jedno i to samo. Odrzucają więc oni możliwość, że tak naprawdę to tylko i wyłącznie państwo przyczynia się do powstałych anomalii. W rzeczywistości problem tej natury zainicjowany jest przez regulacje handlowe, które skutkują w efekcie końcowym ubożeniem warstw najniższych. Anarchokomuniści nie dostrzegają więc różnicy pomiędzy naturalnymi mechanizmami rynkowymi a ich dodatkami, które serwuje nam państwo. To rządy nakładają na rynek bariery, kontrolują ceny i wartość pieniądza. Kapitalizm, który mógłby wiele z tych ubogich państw wynieść z marazmu napotyka problem ze strony rządzących, którzy rzecz jasna w całej tej rozgrywce mają sporą korzyść. W Afryce jest to przypadek dosyć szczególny ponieważ w większości tych krajów winę za opłakane skutki tłamszenia gospodarki ponoszą rządy socjalistyczne tych państw.

Babcia Wandzia ciągnie swój wywód, sugerując, że Rothbard- Nie zakłada oczywiście, że gdyby człowiek miał do wyboru żyć samemu, pracować i dostać tylko niewielki odsetek wypracowanej wartości aby móc zaspokoić potrzeby, a otrzymywać środki na zaspokojenie wszystkich podstawowych potrzeb w zamian za pomoc innym wedle swoich możliwości wybrałby to drugie.
Znów mamy do czynienia z porzuceniem wiedzy na temat natury ludzkiej jak i tego co tak właściwie daje ludziom kapitalizm. Przede wszystkim w warunkach wolnego rynku osoby, które chciałyby pomagać biednym i ubogim na pewno znalazłyby swoje miejsce, ponieważ zasadą prawdziwego kapitalizmu jest dobrowolność. Wolny rynek to swoboda dokonywania wyborów. Jednostka nie podlega przymusowi kupna lub sprzedaży czegokolwiek, sama o tym decyduje. Jeżeli Babcia Wandzia wybiera drugą opcję, to nikt nie będzie jej tego bronił.
Na koniec autor krytyki poglądów Rothbarda podsumowuje, że –
Społeczeństwa bliskie społeczeństwu anarchistycznemu, opierające się na wolności osobistej, wolnych relacjach między ludźmi i pomocy wzajemnej istnieją na świecie, a próby budowania takiego społeczeństwa również nie pozostawały bez perspektyw.

Zgadzam się w pełni, niemniej jednak na wolnym rynku takie społeczeństwa również by istniały, bo co zostało już wspomniane, jedną z podstawowych cech kapitalizmu jest dobrowolność. Jeżeli znalazłaby się grupa ludzi, która utworzyłaby kolektyw o jakim marzy Babcia Wandzia, to taka działalność z powodzeniem mogłaby się realizować ale tylko i wyłącznie w strukturze wolnego rynku, który gwarantowałby jej trwałość i wolność. Inaczej takiej struktury, pozbawiając ją praw do własności prywatnej, zbudować się nie da. W społeczeństwie leseferystycznym własność prywatna musi mieć charakter uświęcony, w przeciwnym razie jednostki nie będą mogły w pełni się realizować na wolnym rynku.

Na koniec mojej polemiki, podsumowując całą dyskusję, posłużę się słowami wcześniej wspomnianego już tutaj prof. De Soto – Przesłanie anarchokapitalizmu jest wyraźnie rewolucyjne. Jest rewolucyjne w swoim celu: demontażu państwa i zastąpienia go konkurencyjnym procesem społecznym, w którym partycypuje szereg prywatnych agencji, stowarzyszeń i organizacji. Jest także rewolucyjne pod względem środków, zwłaszcza w sferze naukowej, ekonomiczno-społecznej i politycznej.[4]

I to właśnie w takim świetle należy rozpatrywać anarchokapitalizm, który w moich oczach jako jedyny zasługuje [jeśli możemy tak to ująć] na miano tzw. prawdziwego anarchizmu.
Anarchokapitalizm stwarza przyczynek i uruchamia lokomotywę ideową do stopniowej eliminacji państwa na rzecz odpowiedzialności i wolnej przedsiębiorczości, której jak widać brakuje ulicznym anarchistom notorycznie psioczącym na libertarianizm. System ten nie tylko ma potencjał rozwojowy ale i gwarantuje jako jedyny, że jest w stanie skutecznie blokować aspirację państwowych monopoli, które powodują, że jedne grupy uciskają drugie.
Musimy przyjąć, że ten spontaniczny ład rynkowy jest w stanie samorzutnie regulować i bez odgórnych restrykcji normować wszystkie przejawy życia społecznego, z korzyścią dla osób uczestniczących w tej wymianie. Pewne idee i pomysły wyznaczają dalsze wytyczne, stopniowe wypieranie państwa z rynkowej gry może odbyć się jedynie w oparciu o rynkowy anarchizm.

Karol Mazur

______________________________

Tekst Babci Wandzi, z którym polemizuję znajduje się tutaj:
http://cia.media.pl/murray_rothbard_i_jego_poglady_a_libertarianizm


[1] Murray Rothbard i jego poglądy, a libertarianizm [W:] centrum Informacji Anarchistycznej http://cia.media.pl/murray_rothbard_i_jego_poglady_a_libertarianizm (dostęp 18.06.2012).

[2] Zob. J. M. Małek, O prawach naturalnych w ekonomii, PAFERE, Warszawa 2012, s. 34.

[3] J.H. De Soto, Klasyczny liberalizm a anarchokapitalizm, [W:] Instytut Misesa http://mises.pl/blog/2011/04/17/huerta-de-soto-klasyczny-liberalizm-a-anarchokapitalizm/ (dostęp 18.06.2012).

[4] Tamże.