Jakub Kantorski

Jakub Kantorski “Wojny narkotykowe”

W dzisiejszym Świecie mogłoby się wydawać, iż wojny zanikają. Dzięki zmianie przeniesieniu zmagań z pól bitewnych na inne fronty (np. dyplomatyczny i gospodarczy) z każdym rokiem liczba konfliktów maleje. Dalej jednak trwają dwa wielkie starcia. Pierwsze z nich widzimy, na co dzień w telewizji, gdy dowiadujemy się o kolejnych anonimowych ofiarach z Iraku. Wojna z terroryzmem jest nagłośniona przez media, wróg jest znany, zwycięstwo zdaje się być w zasięgu ręki. Ale oprócz tego istnieje jeszcze jeden konflikt – „Wojny narkotykowe”. Od razu zauważamy różnicę w stosunku do starcia ze światowym terroryzmem, tu wróg jest ukryty, walki toczą się codziennie na ulicach naszych miast. Jakie zbiera żniwo? Hekatomby cywilnych ofiar.

Spójrzmy, co jest przyczyną tego starcia? Gra toczy się o wielką stawkę. Jaką? Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I tak jest w tym przypadku. Wielkie mafie i kartele, sprowadzające zakazane używki zarabiają krocie na nielegalnym interesie. Przemyt jest kosztowny, winduje to ceny narkotyków, sprawiając, że stają się one wyznacznikiem bogactwa, szansą na pokazanie się, robi je to popularnymi, a zażywanie „modnym”. Organizacje przestępcze, tworzą rzeczywiste monopole, stosując najbrudniejsze zagrywki by przywiązać i spętać odbiorcę sprzedawanych specyfików. W ten sposób kartele uzyskują całe rzesze klientów, nieodłącznie związanych, łatwych do wykorzystania, wspaniałe źródło zarobkowania. Powstaje cała piramida śmierci, krąg, z którego trudno się wyrwać.

Opisane działania grup przestępczych, nie mogą oczywiście uciec uwadze Rządu, mającego obowiązek bronić podatników, czyli swoje własne źródło dochodu. Wysocy urzędnicy, zza jeszcze wyższych biurek, mówią jasno – zagrożenie zlikwidować. I służby przystępują do działania. Bój jest to niełatwy, ciężko zatrzymać dilera, a nawet, jeśli się to uda, to zapewne dysponuje on niewielką wiedzą o zwierzchnikach. I tu przechodzimy do wielkiego błędu. Otóż Rząd, nie mogąc sobie poradzić z problemem, uznaje, że tym, co trzeba zrobić jest odcięcie mafii od pieniędzy tak, aby cały interes stał się nie opłacalny. Jak to jednak zrobić? Przechwytywać duże partie narkotyków? Nie pozwolić wprowadzić ich na rynek? Pomysł wydaje się być dobry, ale udaje się to niezbyt często, wszystkie te „wielkie zwycięstwa”, które oglądamy czasem w wieczornym dzienniku, te wszystkie kilogramy to nic. Bo to tak naprawdę nic nie daje. Przechwycona ilość to wierzchołek góry lodowej. Można powiedzieć, że po prostu policja powinna się bardziej postarać, ale w rzeczywistości, „towar” i tak można jakoś przemycić lub wytworzyć na miejscu, gra toczy się o zbyt wielką stawkę, a w tej sytuacji także łapówkarstwo kwitnie. Strategia polegająca wyłącznie na przejęciu określonego „ładunku” jest nieskuteczna, syzyfowa praca, która w ostateczności niewiele zmienia. Popatrzmy na przykład USA, tam specjalne jednostki przechwytują gigantyczne ilości „drugów”, nie mniej jednak, narko-interes kwitnie. Co więc jeszcze może zrobić władza? Skoro nie panuje nad kartelami, szuka czegoś, co znajduje się w zasięgu jej ręki, czegoś lub kogoś, z kim może zrobić, co się żywnie podoba. I tu dochodzimy do sedna. Bo Rząd sprawuje władzę nad obywatelami, którzy stają się celem w „wojnie narkotykowej”. Szybko wprowadza się „Ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii” i okazuje się, że policja ma prawo zatrzymać osobę z najmniejsza nawet ilością narkotyku. I grozi jej za to kara pozbawienia wolności. Tak właśnie walczymy dziś z baronami narkotykowymi, zamykając w więzieniach posiadających choćby setne grama jakiejkolwiek niezgodnej z prawem używki. I znów, jest to działanie prowadzące do nikąd. „Winny” odsiedzi karę, wróci do społeczeństwa, jednak pobyt w więzieniu (szczególnie w wydaniu polskim) go zdemoralizuje, zaczną się kradzieże i rozboje, powrót do narkomanii, zapewne także ich rozprowadzanie. Mafia wykorzystuje uzależnionych, każde im pracować za kolejną „działkę”, tworzą się zastępy niewolników, których nie żal stracić w razie „wpadki”. Znów zaklęty krąg.

Czy jest, więc wyjście? Czy możemy pokonać mafie i nie rujnować ludziom życia? Tak. Ale idąc w drugą stronę. Po pierwsze musimy dostrzec, że narkotyk to produkt, taki jak inne, istnieje na niego zapotrzebowanie, czyli popyt. Ludzie szukają, więc źródła, okazuje się, że legalnego brakuje. I tu pojawiają się przestępcy, którzy wprowadzają na czarny rynek zakazane produkty. Obecnie państwo próbuje powstrzymać organizacje przestępcze i nie pozwolić im wypuścić na rynek kolejnych partii. Jak jednak już mówiłem, jest to niemożliwe. Rozwiązanie jest tylko jedno, zlikwidować czarny rynek. Stwórzmy możliwość legalnego zakupu „towaru”. Co to zmieni? Po pierwsze, stracą źródło zarobkowania i sens istnienia zorganizowane grupy, zajmujące się przemytem i sprzedażą narkotyków. Zastąpią je legalne firmy. Skończy się zmuszanie do „dilowania”, krwawe porachunki. Dodajmy do tego wolny rynek i spadek wartości (czyli atrakcyjności towarzyskiej), poprawę jakości (obecnie, jeśli kupujemy u dilera to właściwie nie wiadomo co jest w środku, o ile bardziej jest szkodliwe i o ile bardziej uzależnia), stworzymy miejsca pracy, przestaniemy tworzyć przestępców z wsadzonych za kraty narkomanów i zapewnimy większą kontrolę rynku. Oczywiście, taki wolny obrót może być postrzegany jako błąd, nakłanianie do spróbowania. Ale to zło konieczne, całkowicie problemu narkomanii zlikwidować się nie da, towarzyszą nam one już od tysięcy lat.

Co jednak ma się dziać z uzależnionymi? Mają umierać na ulicy? Cóż tak dzieje się i dziś. Trzeba pamiętać, że to osoby chore, pokrzywdzone. Niedopuszczalne jest ich przetrzymywanie w zakładach karnych. Wiele jest organizacji, zajmujących się pomocą uzależnionym, chociażby MONAR, pozwólmy im działać i pomagać.

Chciałbym też poświęcić akapit pewnemu szczególnemu narkotykowi, marihuanie. To, iż nie jest legalna, zawdzięcza w dużej mierze łatwości uprawy, a więc kiepską opłacalnością dla Urzędu Skarbowego, zarabiającego na akcyzie. Dlaczego papierosy i alkohol są legalne? Łatwo je opodatkować, trudno samemu przygotować (oczywiście można np. destylować alkohol, ale domowe sposoby są ograniczone, poza tym jest to czasochłonne, lepiej kupić gotowy produkt). Rządy boją się, że trawka zastąpi przynoszące krocie „legalne używki”. Tymczasem prawda jest taka, że „ganja” jest mniej szkodliwa, czasami pożyteczna i nie uzależnia (więc nie trzeba jej kupować bez przerwy, zasilając urzędnicze kiesy). Czysta, biurokratyczna hipokryzja.
Podsumowując, czemu władze nie stosują zaproponowanych rozwiązań? Po pierwsze obskurantyzm, nawet racjonalne argumenty nie przebijają zbroi uprzedzeń. Po drugie. Czy Rządowi by się to opłacało? Walka z narkotykami jest o tyle dobra, że tworzy się na jej potrzeby specjalne jednostki, wydziały, agencje i urzędy. W interesie tego opresyjno-biurokratycznego aparatu nie leży rozwiązanie problemu, oznaczałoby zakończenie „Wojny”, tymczasem konsekwencji konieczność zmiany zatrudnienia. Jeśli ktoś żyje z walki tymczasem określonym wrogiem, to w jego najlepszym interesie leży przetrwanie tego oponenta. A tymczasem wystarczy zwykła policja, która kontrolowałaby jakość, pozwolenia, czy wiek kupujących jest odpowiedni. W naszym świecie najprostsze i najlepsze rozwiązania nie są niestety na rękę pewnym wpływowym ludziom. Miał rację Milton Friedman mówiąc „Rządy nie uczą się niczego. Tylko ludzie się uczą.”. Tego, co zawarłem w tym tekście powinniśmy się nauczyć jakieś 80 lat temu, w czasach prohibicji.

Jakub Kantorski

5 comments

  1. rossi

    BZDURY!! Mysli,ze jezeli narkotyki zostana zalegalizowane to nie bedzie szarej strefy? Puknij sie w czerep

  2. RadekFF

    Ja na to patrzę inaczej. Dla mnie to raczej problem moralny. Jakim prawem rząd (lub ktokolwiek inny) chce decydować co pije, pali czy wstrzykuje sobie obywatel za własne pieniądze?

    Do mniej więcej lat dwudziestych XXw narkotyki były legalne i co? I nic! Narkomanów było mniej! A teraz mamy absurdalną sytuację zabraniania ludziom trucia się czym tylko sobie życzą i państwo oddaje tym samym przysługę mafii.

  3. kuskowski

    Nie mogę przy okazji nie pojechać moim ulubionym konikiem czyli „kto na tym wszystkim korzysta?” Dziś istnieją narkotyki całkowicie legalne, o często podobnych efektach co te nielegalne. Różnice są takie, że nie nazywa się ich narkotykami, a sposób ich produkcji jest wysoce wyspecjalizowany, niedostępny dla szarego obywatela i chroniony patentami.

    Piję tutaj oczywiście do przemysłu farmaceutycznego, który ogromnie na delegalizacji narkotyków korzysta – skoro najbliższe substytuty takich prozaców i innych antydepresantów, środków przeciwbólowych itd. są nielegalne i – co za tym idzie – mają zawyżoną cenę na rynku, firmy famaceutyczne mogą zdzierać z konsumentów masę kasy. Gdyby zalegalizowano taką marihuanę, jej cena by spadła dramatycznie – w końcu można ją hodować nawet w domku w doniczce – i firmy farmaceutyczne miałyby duży problem – w końcu nie opatentują produkcji marihuany? Ale kto tam wie, co jutro wymyślą…

  4. kantorski

    O wow tekst pisany chy a rok czy coś takiego temu 😛

    W łeb się puknełem i cholera, dalej wychodzi mi, że jak zdepenalizuje się narkotyki i wprowadzi wolny rynek to owszem szara strefa zniknie… Zjawisko to jest powodowane bezsprzecznie poprzez interwencyjną politykę państwa. Zobrazujmy jeśli łaska – przedsiębiorca, który dzisiaj chce sprzedać narkotyki musi być bandytą, a zapotrzebowanie istnieje i istnieć zawsze będzie. Powiedzmy, że wyrzucamy do śmieci wszelkie ustawy antynarkotykowe, obniżamy podatki i wprowadzamy całkowicie wolny rynek z powiedzmy comiesięcznym pogłównym w wysokości 220 zł. Po pierwsze legalne firmy mogą sprzedawać narkotyki ich ceny spadają, mafie przestają się bogacić, bo nie mają monopolu ich reputacja jest bardzo kiepska, zero marketingu, prywatny przedsiębiorca może działać i dba o to by narkotyki były jak najmniej szkoldliwe (kto by chciał wykańczać klientów), a robi to na przykłąd przestając dorzucać różnych świństw, co robią mafie, gdyż mają monopol. Teraz dodatkowo pomyslmy, czy opłaca się przedsiębiorcy pozostawać w szarej strefie? Znaczy po pierwsze jest to skrajnie trudne, bo płcilibyśmy poprostu podatek od własnej osoby, a nie za firmę… A po drugie po co? Przy niskim opodatkowaniu nikomu by się to nie opłacało…

  5. kantorski

    „w końcu nie opatentują produkcji marihuany? Ale kto tam wie, co jutro wymyślą…”

    Eee nawet nie problem w tym, że nie opatentują, bo jak znam życie to by może i opatentowali czy coś, problem w tym, że uprawa jest dziecinnie prosta i na dobrą sprawę każdy mógłby to robić w domu… A to niespecjalnie było by korzystne dla firm…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *