Jakub Kantorski

Jakub Kantorski “Dwa fronty”

W dzisiejszym świecie masowego przekazu i Internetu mogłoby się wydawać, że nie grozi nam cenzura, a czasy ciemnej tłuszczy, bez dostępu do różnych źródeł informacji się skończyły. Z drugiej jednak strony, być może to właśnie wszechmocne media mogą teraz zasiać w naszych umysłach każdą, nawet najbardziej kłamliwą wiadomość i postawę?

Jeśli tak jest, to istnieje tylko jedno rozwiązanie, które skutkuje zawsze i w każdym kontekście – demonopolizacja, w tym przypadku informacji. Potrzeba nam do tego wielu, niezależnych od siebie, źródeł. Skoro jednak uzyskamy większa liczbę dostawców, to okaże się, że prezentują oni różne punkty widzenia, a w konsekwencji pozwalają wyciągać różne wnioski, dotyczące tej samej kwestii. Pojawia się, więc kolejna kwestia, czy nie spowoduje to niepotrzebnego chaosu? W tej sytuacji konieczna jest możliwość swobodnego zmiany nadawcy, przez odbiorcę, tak, aby z cząstkowych, tudzież subiektywnych fragmentów, mógł stworzyć jeden – dający pełen obraz sytuacji.

Przedstawiona konieczność demonopolizacji źródeł informacji musi się opierać na jeszcze jednym, najważniejszym filarze – wolności słowa. Ta swoboda wypowiedzi ma gwarantować, że myśl ludzka jest nieskrępowana i biegnie naturalnie, zgodnie z sumieniem jednostki. Nie może być, bowiem mowy o przedstawieniu pewnej kwestii z kilku punktów widzenia, gdy okazać się może, że sztucznie zmienimy pewną relację i zdanie dopasowując treść do przyjętej odgórnie formy. Brak wolności słowa to prosta droga do kontroli przepływu wszystkich informacji, dzięki czemu, w zgodzie z literą prawa można faktycznie sprawować kontrolę nad masami ludzkimi, determinując określone pożądane postawy, dusząc inne. Taki system przyjmuje się w każdej dyktaturze, a może się nią w ten sposób stać nawet demokracja, nawet bez demontażu demokratycznych instytucji. Zgodnie z libertariańską zasadą wolności, powinniśmy mieć możliwość korzystania z naszej swobody, jeśli tylko nie narusza ona swobody innej osoby. Czy wynika z tego, zatem, że także wolność słowa ma swoją określoną granicę, za którą zaczyna się nienaruszalna domena drugiej jednostki? Jeśli tak to czy da się obiektywnie określić jak przebiega i rozsądzić jak ją można naruszyć? Otóż wolność słowa jest o tyle specyficzna, że granicy nie ma. Czy można, bowiem naruszyć wolność człowieka samym słowem? Jeśli więc wyznaczymy dla słowa bariery to okaże się, że spowodowaliśmy powstanie cenzury. Może się wydać paradoksalnym, ale przyjęcie tej zasady prowadzi do tego, iż pozwalamy na także na propagowanie postaw, które sprzeciwiają się samej istocie wolności słowa, jednakże zabronione są akcje mające na celu wolność słowa znieść. Nie same poglądy anty-wolnościowe powinny być karane, a jedynie akcje bezpośrednie mające na celu zniesienie swobody innych osób. Bezsensownym jest stwierdzenie „wyjątek potwierdza regułę”, w szczególności w kwestii problemu nieskrępowanej wypowiedzi, tu nie może być mowy o wyjątkach, gdyż prowadziłyby one do stworzenia cenzury, a więc zaprzeczenia wolności słowa.

Jak zatem wygląda sprawa swobody wyrażania opinii w dzisiejszym Świecie, w Europie i oczywiście w Polsce? Przyznać trzeba, że wbrew pozorom, chyba nie najlepiej. Uważam, bowiem, że potrzeba o nią walczyć. Walki, jak wiadomo, toczą się na frontach, a bój o swobodę wyrażania własnych myśli toczy się na dwóch liniach frontu. Zajmijmy się na początek pierwszym, bardziej oczywistym i łatwiej dostrzegalnym, niejako zwalczanym, czy też potępianym przez tzw. „media mainstream’owe” i ugrupowania lewicowe, a także pozornie liberalne (w Polsce np. PO). Wolność słowa jest ograniczana, także w Polsce (i to wcale często), przez tzw. „obrońców moralności”. Ci strażnicy dobrych obyczajów reprezentują jakoby wolę społeczeństwa, które nie chce ulegać złym wpływom i dlatego cenzuruje pewne treści. Co jednak daje im prawo by tak twierdzić? Sadzę, że nie tyle ocena całości populacji, a ich własna, osoby takie przekuwają swoje własne poglądy na ogólnie przyjęte normy i próbują wpasować innych w te ramy. Często także pewne przekazy starają się zablokować środowiska związane z określona religią. Dochodzi w ty momencie do próby narzucenia pewnego moralnego kodeksu, niewynikającego z żadnej logicznej, czy tez racjonalnej przesłanki, a z określonych wierzeń, które są osobistą sprawą każdego człowieka. Czy można w tym kontekście dopuszczać do „obrazy uczuć religijnych”? Po pierwsze, co to oznacza? Zaprzeczamy istnieniu określonych sił, które wg. danego wyznania istnieją? Cóż w tym złego, to naturalne, że niektórzy zaprzeczają takiemu przedstawieniu świata, gdyż takie są właśnie ich poglądy. Czy jest może obrazą przedstawienie przedmiotu kultu w sytuacji innej niż dogmatycznie przyjęta przez daną grupę wyznaniową? Jednak przecież, jeśli nie podoba nam się takie, czy inne dzieło, czy też wypowiedź, to dysponujemy wolnością wyboru źródła informacji i sami decydujemy o nadawcy przekazu, jaki otrzymujemy, jest to podstawą demonopolizacji informacji. Dlatego też, niedopuszczalne są w mojej opinii sytuacje, takie jak, wezwanie policji by zdjęła wystawę przedstawiającą grafiki Chrystusa z Coca-Colą, jeśli nie podoba nam się taka sztuka, uważamy ją za bluźnierstwo, nie oglądajmy jej, zorganizujmy bojkot, nie można jednak zabronić innym jej obejrzeć. Oznacza to też, że w kwestii ostatnich publikacji karykatur proroka Mahometa, racja stoi po stronie dziennikarzy, zaprezentowali oni pewien przekaz, być może niedopuszczalny dla muzułmanina, ale nie znaczy to, że inni tego zrobić nie mogą. Dodatkowo często „moralność społeczna” ogranicza prawo do wolnego dysponowania swoją własnością. Załóżmy, że posiadamy stację telewizyjną, skoro to nasza prywatna własność, mogłoby się wydawać, że możemy przekazać dowolne treści. Niestety tutaj kontroluje nas państwo, nie pozwalając emitować pewnych treści przed odpowiednio późną godziną, a innych wcale. Chodzi tu o treści związane z przemocą i seksualnością.. Tłumaczy się to tym, iż przekaz taki może trafić do osoby niepełnoletniej. Jednak czy to nie rodzice powinni decydować o tym, co mogą, a czego nie mogą oglądać ich pociechy? Poza tym zawsze można zrezygnować z określonej stacji, której ramówka nam nie odpowiada, te kanały, na których będą niezgodne z naszymi oczekiwaniami treści tylko stracą. Zasada wolnej konkurencji jest tutaj sprzymierzeńcem wolności słowa i istnieje konieczność, aby te dwa liberalizmy szły w parze. Ogólnie rzecz biorąc nie można się zasłaniać moralnością, gdy mówimy o cenzurowaniu, gdyż jest to kwestia tak osobista, że nie da się stworzyć jednej moralności uniwersalnej i powinno być decyzją indywidualną wybór tego, co zamierzamy wysłuchać i tego, czego nie chcemy usłyszeć.

Wspominałem jednak o dwóch frontach współczesnej walki o wolność słowa. Z czy więc musimy zmagać się z przeciwnej strony? Odpowiadam – z odgórnie narzucaną, tzw. „poprawnością polityczną”, święcącą obecnie triumfy na Zachodzie, a w szczególności w Unii Europejskiej. Co nie znaczy, że sprzeciwiam się jej jako osobistemu przekonaniu jednostki, ale przyjmuje ona cech instytucjonalizmu. Ta „poprawność” z kolei przez „media mainstreamowe” jest promowana, a zwalczana przez media narodowe, w przypadku Polski jest to Radio Maryja i Telewizja Trwam Na samym początku musimy obalić podstawowy błąd w rozumowaniu na temat wolności wypowiedzi. Zawsze myślimy o dwóch przeciwnych biegunach liberalizmie, czyli właśnie „poprawności politycznej” i konserwatyzmie, już omówionym w tym tekście. Obydwie te postawy znajdują się jednak, tak naprawdę bardzo blisko siebie, a na prawdziwym przeciwnym biegunie znajduje się właśnie czysta wolność słowa, prawdziwy liberalizm i tolerancja. Mówi się, bowiem, że właśnie tolerancję propaguje „poprawność polityczna”, czy jednak na pewno? Myślę, że propaguje tylko przyzwolenie na „postępowość”. Dobrze widać to na przykładzie pewnego włoskiego polityka, który miał zostać członkiem Komisji Europejskiej, ale nie mógł objąć tego stanowiska gdyż uznawał homoseksualizm za grzech, co jest naturalne dla katolika, gdyż tak głosi Pismo Święte. Co to, więc za tolerancja? „Nie ma tolerancji dla nietolerancji”? To kłamliwe hasło niszczące ducha liberalizmu, głoszącego, ze człowiek ma prawo do własnych poglądów i własnej opinii. Przyjrzyjmy się też kwestii pozornie niezwiązanej z tematem, a mianowicie historią, a dokładniej historykiem Dawidem Irvingiem, prezentującym dość kontrowersyjne teorie dt. Holocaustu, twierdzi np., że nie istniały komory gazowe (nie neguje jednak samego faktu zagłady Żydów). Ten oto człowiek trafi niedługo do więźnia, skazany przez austryjacki sąd na 3 lata pozbawienia wolności, za „kłamstwo oświęcimskie”. Jak widzimy nie tylko w bratnim związku republik socjalistycznych istniała oficjalna wersja historii, której negować nie można. A przecież dyskusja to najlepsza droga do ustalenia prawdy, różne stanowiska to większe szanse na lepsze zrozumienie problemu. Tak jak w przypadku konserwatyzmu, „poprawność polityczna” to próba wpasowania innych we własne poglądy. I tak jak „obrońcy moralności” dzwonili na policję, gdy usłyszeli o wystawie z modernistycznymi obrazami Chrystusa, tak „rycerze poprawności politycznej”, eurokomuniści w Parlamencie Europejskim atakowali wystawę antyaborcyjną polityków Ligi Polskich Rodzin. Oczywiście wszystko w imię tolerancji i wolności… Jak już mówiłem pomiędzy obydwiema postawami, jakie musimy pokonać by uzyskać możliwość swobodnego wyrażania poglądów obserwujemy bardzo wyraźne podobieństwa. Po prostu jedna z tych cenzurujących ideologii broni tzw. „ciemnogrodu” i ksenofobii, a druga „postępowców” i ludzi, zwalczających przejawy manifestowania religijności i jakikolwiek sprzeciw wobec mniejszości, traktujący takie środowiska jak święte krowy.

Wspomniałem o tym, iż są media promujące poprawność polityczną i takie, które się jej sprzeciwiają i propagują ksenofobię i nietolerancję. Jak widzimy więc, promowane są postawy jedynie anty-wolnościowe. Pojawia się, więc kwestia mediów liberalnych, których w Polsce brak. Konieczność ich zaistnienia utwierdza każdy dzień, bowiem widzimy coraz wyraźniej manipulacje i cenzurę, której jesteśmy poddawani. Czy więc odważy się ktoś wyjść z inicjatywą wolnościową, negującą te negatywne zjawiska?

Podsumowując, stwierdzam, że jest ogromnie ważne zadanie stojące przed każdą partią, czy też inicjatywą, chcącą iść ścieżką klasycznie liberalną, tudzież libertariańską – uświadomienie społeczeństwu, że istnieje trzecia droga, ścieżka odejścia od jakiejkolwiek cenzury, czy to brunatnej, czy to tęczowej. Przeprowadzenie istotnych zmian musi doprowadzić do możliwości swobodnej wymiany stanowisk i wyrażenie swoje zdania, tak by nikt nie musiał bać się uwolnić swoje myśli, tak by ludzkość w końcu mogła swobodnie wymieniać i zmieniać poglądy.

Jakub Kantorski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *