Jaś Skoczowski

Jaś Skoczowski “Problem kalkulacji ekonomicznej w socjalizmie i gdziekolwiek indziej.”

Ekonomiści austriaccy (i nie tylko chyba oni zresztą) piszą o niemożności kalkulacji ekonomicznej przy braku własności prywatnej. Jeśli dobrze rozumiem, ich argument przebiega tak: wycena bez własności prywatnej jest arbitralna. Ceny ustalane przy nieobecności własności prywatnej będą chybione, będą kierowały nakłady tam, gdzie nie trzeba ich.

Problem który ja dostrzegam można streścić prosto: albo austriacy pojmują legalistycznie własność, jako pewne uprawnienie jakiegoś podmiotu prawa (a nie robił tego Mises w swoim „Socjalizmie”), albo brakuje im wyobraźni. Bo jeśli własność prywatna to rodzaj kontroli nad jakimś dobrem, to zasadniczo trudno wskazać jakikolwiek ustrój ludzkiego życia zbiorowego, w którym nie istnieje własność prywatna, rozumiana jako kontrola i wyłączność (zakładam, że wyłączność do kontroli jest zawsze w jakimś stopniu niezbędna). Oczywiście, istnieją pewne prawne deklaracje sugerujące zanik własności prywatnej, rozumianej jako ekskluzywna kontrola. Ale dopóki jedni wydają polecenia, a drudzy je wykonują lub się im podporządkowują, kontrola nad dobrami ekonomicznymi istnieje. I dopóki nie istnieje władza absolutna, to nie istnieje jeden wielki właściciel. Jest więc tak, że ceny w różnych systemach gospodarczych mogą się co najwyżej różnić poziomem arbitralności, nie samą arbitralnością. Zgłaszanie sygnałów przez różne strony komunikacji jest możliwe prawie zawsze, jeżeli prawie zawsze istnieje jakaś forma własności prywatnej, możliwe są więc też ceny powstające na skutek takiej komunikacji, a nie tylko wolnego uznania decydenta. Czyli możliwe jest niearbitralne ustawianie cen. Dlaczego więc forma „własności prywatnej” obowiązująca na Kubie czy Korei Północnej owocuje gorzej, niż ta, która funkcjonuje w Szwecji czy USA? Dlaczego jedna miałaby być mniej, a druga bardziej, arbitralna?

Jeśli się nie mylę, jest więc tak, że austriacy co najwyżej zauważyli to, co wszyscy wiedzą – w ZSSR było kiepsko z jedzeniem i innymi podstawowymi dobrami. A w Korei jeszcze gorzej. Dlaczego jednak tak było i jest, to tego austriacy wytłumaczyć nie potrafią – ich teoria tłumaczy tylko to, dlaczego coś takiego stałoby się w bajkowej sytuacji, gdy istnieje tylko jeden właściciel. Nie tłumaczą natomiast, dlaczego, gdy kalkulacja jest możliwa (a taka jest możliwa prawie zawsze, jeśli się nie mylę), czasem inwestycje są błędne, a czasem nie. I dlaczego niektóre systemy ekonomiczne zdają się sprzyjać dobrym inwestycjom, a w inne chybionym.

Jaś Skoczowski
10 lipca 2007 r.

***

Autor artykułu prowadzi bloga Król Jest Nagi

8 comments

  1. ConrPL

    Własność w sensie ekonomicznym (niekoniecznie np. prawnym) to (cytując z „Podstaw ekonomii” Wydawnictwa PWN):

    „Własność można zdefiniować jako zbiór efektywnie wykorzystywanych (a nie tylko deklarowanych, czy zapisanych w kodeksie, czy konstytucji) uprawnień, inaczej praw własności, jakimi dany podmiot własności (właściciel) dysponuje w odniesieniu do określonego obiektu (przedmiotu) własności. Na zbiór ten składają się, najogólniej biorąc dwa podzbiory uprawnień: (1) faktyczne korzystanie w różnorodny sposób z obiektu własności (np. czerpanie dochodów); (2) bezpośredni lub pośredni udział w podejmowaniu istotnych decyzji dotyczących wykorzystywania tego obiektu, czyli zarządzaniu nim. Jak dowodzi praktyka, praktyczne korzystanie z obiektu jest z reguły silnie uzależnione od udziału w zarządzaniu nim.”

    Za rzeczywistego właściciela/li można przy tym uznać tylko konkretnych ludzi, a nie inne instytucje/firmy, czy obiekty. Przedmiotem własności mogą być również konkretni ludzie.

    Ciekawe jest to, kto, w jakim stopniu jest np. właścicielem Agory. Formalni udziałowcy, czy osoby decydujące o propagowanej ideologii?

    Sam aspekt własności, ma to do siebie, że jeżeli chcemy przekształcić jeden system gospodarczy w inny, przy jak najmniejszych oporach, powinniśmy jak najdokładniej zachować prawa własności poszczególnych grup osób, do poszczególnych obiektów. W socjalizmie właścicielami poszczególnych państwowych firm z pewnością będą związki zawodowe w nich działające i partyjniacy. Oczywiście ludziom mimo wszystko trzeba dać prawo do samoposiadania, co może budzić sprzeciw. Nie rozważam tutaj, czy to najuczciwszy sposób przekształcenia, z pewnością najłatwiejszy.

    Teraz, dlaczego zarządzanie dobrami jest efektywniejsze w kapitalizmie niż komunizmie? W kapitalizmie właścicielami znacznych dóbr zostają osoby najlepiej nimi zarządzające, którym zależy na wzroście ich wartości. Jeżeli ktoś nie potrafi zarządzać swoją własnością i zdaje sobie z tego sprawę, z pewnością powierzy to zadanie komuś innemu, w zamian za część korzyści z danej własności płynących. W komunizmie, właścicielami wszystkiego jest pewna grupa osób, zmienna, lub stała, niezależnie od wydajności w zarządzaniu poszczególnymi obiektami. Dochody poszczególnych osób z tej grupy również niezależną od wyników, więc nawet, jeżeli ktoś potrafi zarządzać, może mu na tym po prostu nie zależeć. Ponadto nie ma konkurencji, ponieważ ta grupa osób jest również właścicielem innych ludzi i może im zabronić konkurowania, lub ograniczyć jego warunki. Skutkuje to relatywnie małymi zmianami wpływów z poszczególnych obiektów, zależnie od poziomu zarządzania (na Wolnym rynku dana firma po prostu by zbankrutowała, w komunizmie będzie wciąż funkcjonować, choć będzie generować dobra o mniejszej wartości).

    Na koniec chciałem wspomnieć, że czasami zdarza się, że firmy państwowe są dobrze zarządzane. Dzieje się tak, gdy na daną firmę trafi akurat osoba umiejąca to robić i robiąca to charytatywnie. Czasami również poszczególne aspekty produkcji, jak jakość/zgodność ze standardami/czy wydajność są zadbane, jeżeli odpowiedniej osobie na tym zależy.

    W dzisiejszych czasach, pomimo pewnej Wolności gospodarczej zaobserwowałem, że niektóre prywatne firmy (często duże korporacje) są bardzo nieefektywnie zarządzane. Często, gdy zgłaszam jakiś błąd w systemie, utrudniający korzystanie z niego, łatwy do naprawienia, dowiaduję się, że już o nim wiedzą, tylko dział zajmujący się kontaktem z klientami, nie może dopchać się do działu technicznego. Często nie wykorzystuje się pełnego potencjału pracowników, którzy pracują na niektórych stanowiskach i mają mnóstwo pomysłów, za które nie dość, że nie są nagradzani, to są totalnie olewani. Z drugiej strony często zdarza się, że na niektórych stanowiskach znajduje się osoby, które nie posiadają dostatecznej wiedzy, lub ignorują potrzeby klientów. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich dużych firm, spotkałem się z miłymi zaskoczeniami (nawet w niektórych firmach państwowych), ale z pewnością wielu banków i portali internetowych.

    Z drugiej strony mam wrażenie, że wiele firm celowo oszukuje swoich klientów.

    Myślę, że przyczyną tych niekorzystnych zjawisk są: chwilowo zaniżone stopy procentowe, trudności w dochodzeniu swoich praw w sytuacji oszukania i brak możliwości wygrania wysokiego odszkodowania, ograniczenia konkurencji, trudność w znalezieniu wady niektórych produktów przez przeciętnego klienta.

  2. radekff

    „Ekonomiści austriaccy (i nie tylko chyba oni zresztą) piszą o niemożności kalkulacji ekonomicznej przy braku własności prywatnej.”

    Nie jestem w stanie w tej chwili sięgnąć do źródeł, ale z pamięci wydaje mi się, że raczej kalkulacja ekonomiczna jest niemożliwa (wg. Misesa & co) przy braku rynku rozumianego jako suma dobrowolnych wymian. Oczywiście brak własności prywatnej uniemożliwia (przynajmniej znacznie utrudnia) dobrowolność.

    Jako ciekawostkę chciałbym dorzucić, że do ustalania wzajemnych relacji cen GosPlan ZSRR wykorzystywał katalog jakiegoś domu wysyłkowego z USA.

  3. jaś skoczowski

    problem w tym, że przy tak ustalonych warunkach wymiany swobodnej ekonomicznej, ona powinna następować zawsze, także w ZSRR. bo własność w sensie ekonomicznym nie zanika nigdy. więc albo coś jest nie tak z teorią, mówiącą, że do swobodnej wymiany potrzeba własności prywatnej, albo coś jest nie tak z definicją własności prywatnej jako ekskluzywnej kontroli. w to jest moja linia argumentacji.

  4. jaś skoczowski

    „Teraz, dlaczego zarządzanie dobrami jest efektywniejsze w kapitalizmie niż komunizmie? W kapitalizmie właścicielami znacznych dóbr zostają osoby najlepiej nimi zarządzające, którym zależy na wzroście ich wartości.”

    problem w tym, że nie istnieje jaką jednolita ekonomiczna wartość, taka, która jest zawsze „dodatnia” lub „ujemna”. a przecież zysk jednej osoby/grupy spokojnie może być stratą innej, praktycznie zawsze. nawet jeśli znajomy ma samochód, a mnie w brzuchu ściska z tego powodu, to moja strata.

    dlaczego jednak głos tych poszkodowanych nie jest uwzględniany w systemie kapitalistycznym? dlaczego przeważył w systemie „komunistycznym”? czy tylko dlatego, że kapitalizm bardziej podoba się uczestnikom kapitalizmu? czy może skuteczniej przymusza poszkodowanych do posłuszeństwa?

    „Jeżeli ktoś nie potrafi zarządzać swoją własnością i zdaje sobie z tego sprawę, z pewnością powierzy to zadanie komuś innemu, w zamian za część korzyści z danej własności płynących.”

    dokładnie to samo może zrobić komunistyczny decydent. w chinach to zrobili. dlaczego jednak proponuje się system prywatnej własności, a nie dyktaturę ludzi genialnych np? przecież wysokość inteligencji można badać?

    „W komunizmie, właścicielami wszystkiego jest pewna grupa osób, zmienna, lub stała, niezależnie od wydajności w zarządzaniu poszczególnymi obiektami. Dochody poszczególnych osób z tej grupy również niezależną od wyników, więc nawet, jeżeli ktoś potrafi zarządzać, może mu na tym po prostu nie zależeć. Ponadto nie ma konkurencji, ponieważ ta grupa osób jest również właścicielem innych ludzi i może im zabronić konkurowania, lub ograniczyć jego warunki. Skutkuje to relatywnie małymi zmianami wpływów z poszczególnych obiektów, zależnie od poziomu zarządzania (na Wolnym rynku dana firma po prostu by zbankrutowała, w komunizmie będzie wciąż funkcjonować, choć będzie generować dobra o mniejszej wartości).”

    ok, rozumiem, że można taki model „komunizmu” pokazać. ale ja nie pytam się, jaki jest model „komunizmu”. tylko dlaczego mam uważać, że ten mogę jest adekwatny z rzeczywistością. dlaczego nie ma konkurencji (która, obok jakiegoś poczucia solidarności, może skłaniać do pracy satysfakcjonującej innych)? czy na pewno dlatego, że nie funkcjonuje prawo pozwalające na prywatną własność środków produkcji? czy z tego, ze kontrola nad tymi środkami produkcji jest scentralizowana (czyli rozrosła sie wielka własność prywatna).

  5. radekff

    Należałoby przyjąć, że do swobodnej (i dobrowolnej) wymiany niezbędne jest istnienie własności rozumianej jak to zostało przedstawione: „kontrola i wyłączność”. Niezbędne, ale nie wystarczające.

    W rzeczywistości „własności społecznej” i „centralnego planowania” własność tak zdefiniowana jest ograniczona w ogromnym stopniu tak, że raczej powiedziałbym, że jej nie ma. Nie potrafimy wskazać wyłącznego zbioru właścicieli i ustalić relacji (zależności) między nimi. Jeszcze bardziej ograniczona była swobodna wymiana.

    Przy braku własności i braku swobodnej wymiany, nie ma ceny. Można sobie wyobrazić system, gdzie własność istnieje, ale swoboda wymiany (rynek) jest ograniczona np. koncesją. Wtedy też trudno mówić o „prawdziwej” własności danej rzeczy.

  6. jaś skoczowski

    wydaje mi się, że ważne jest to co powiedziałeś, w tym sensie, że można się pogubić w mechanizmach kontroli państwa „komunistycznego”. tyle, że uważam, że wynika to z problemu przepustowości informacji (zwłaszcza płynącej od kontrolowanych do kontrolowanego), a nie samego faktu braku własności rozumiejącej jako kontrola i wyłączność. dlatego w państwowych firmach są dobrze zarządzający, a prywatnych nie, czasami, jak napisał ConrPL – bo czasem zdarzy się facet, który potrafi zrozumieć zachowanie innych, przewidzieć. a czasami nie.

    gdyby tak było, jak mówię (warunek falsyfikacji podaję), to w strukturach przejrzystych i zdecentralizowanych najłatwiej byłoby o dobrobyt.

  7. RadekFF

    Zgadzam się całkowicie, że w strukturach przejrzystych i zdecentralizowanych najłatwiej o dobrobyt.

    Odpowiedź na pytanie dlaczego, mimo prawidłowo działającego rynku i własności prywatnej, ludzie podejmują błędne decyzje inwestycyjne wydaje się oczywista. Czasem popełniają błędy lub podejmują grę, przegrywając (np. gra na bessę czy hossę).

    Nie potrafię zrozumieć jak obliczyć ile kostek masła składa się na mieszkanie, nie posiadając wolnego rynku. Nie wiem też jak wybrać aktorów gry rynkowej, jeśli nie będą to właściciele.

  8. jaś skoczowski

    słuchaj, tylko, że „wolny rynek” misesiański wcale nie powinien Tobie w tym pomóc. wszystkie warunki dla „wolnego rynku” misesiańskiego masz nawet w mocno interwencjonistycznym państwie. a skoro one nie wspomaga dobrych inwestycji, to też nie „wolny rynek”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *