Tomasz Maślanka

Tomasz Maślanka “Szkoła austriacka w świetle ekonomii mainstreamowej”

Motto: „Ekonomia nie może stać się eksperymentalna ani empiryczna. Ekonomista nie potrzebuje do prowadzenia swoich badań drogiej aparatury. Potrzebuje za to zdolności jasnego myślenia i rozróżniania w całym mrowiu wydarzeń tego, co ważne, od tego, co tylko przypadkowe.” – Ludwig von Mises, Human Action

Szkoła Austriacka – rys historyczny

W większości podręczników akademickich Szkoła Austriacka nie zajmuje należnego jej miejsca, książki zdominowane są przez różnego rodzaju mutacje paradygmatu neokeynesowskiego i neoklasycznego. Być może przyczyna tego leży w niemożności ubrania teorii Austriaków w pseudonaukowe, matematyczne modele, co zmusza do zupełnie odmiennego sposobu patrzenia na ekonomię, bliższego światu realnemu, a nie wyidealizowanemu i „równowagowemu” – najwyraźniej duża część ekonomistów nie chce sobie zadać trudu jej zrozumienia. Jednakże przyszłość Szkoły rysuje się optymistycznie, coraz większa część środowiska akademickiego (szczególnie młodego) zauważa nie tylko czysto teoretyczną niespójność mainstreamu, ale i katastrofalne skutki implementacji ich teorii w polityce ekonomicznej.

„Austriacki” sposób patrzenia na ekonomię ma swoje początki już w twórczości Scholastyków, poszukujących uniwersalnych praw ekonomicznych opartych na łańcuchu przyczynowo-skutkowym [1].Wiele wspólnego z Austriakami mają także twórcy francuscy – Robert Jacques Turgot, Richard Cantillion, Jean Baptiste Say czy Frederic Bastiat. W ich pracach odnajdujemy subiektywizm, ślady austriackiej teorii pieniądza i kapitału, pochwałę wolności gospodarczej oraz bezpardonowe ataki na wszelkie przejawy interwencjonizmu. Szczególną rolę odegrał Bastiat, który aktywny udział w życiu publicznym (także uczestnik wieców, protestów itp.) przypłacił gruźlicą oraz w efekcie przedwczesną śmiercią. Już ponad 150 lat temu zauważył, że ludzie powinni nauczyć się „sądzić rzeczy nie tylko po tym co widać, ale też po tym, czego nie widać”. Postępując w myśl swojego motta, obalił, w pisanych barwnym i interesującym językiem publikacjach, wszelkie możliwe sofizmaty związane z protekcjonizmem – sofizmaty, niestety, żywe i utrwalone w pamięci mas po dziś dzień.

Narodziny właściwej Szkoły Austriackiej – Carl Menger

Urodzony w Nowym Sączu Carl Menger uchodzi za ojca właściwej Szkoły Austriackiej, a jego najwybitniejsze dzieło, Principles of Economics, stało się filarem „rewolucji marginalistów” w historii nauki ekonomicznej. Menger odświeżył zapomniane wówczas, subiektywistyczne podejście do ekonomii. Stworzył także teorię użyteczności marginalnej, zrekonstruował teorię dóbr i cen oraz wyjaśnił sposób, w jaki na rynku pojawił się pieniądz. [3] Jednakże twórczość Mengera została zignorowana przez dominującą wówczas Młodszą Szkołę Historyczną, której przewodził Gustav Schmoller, a która pałała zawziętą wrogością do „abstrakcyjnego” modelu teoretyzowania Mengera. Skutkiem ubocznym wieloletnich sporów, było powstanie nazwy „Szkoła Austriacka” – termin ten został wykuty i zastosowany przez niemieckich historycystów w celu podkreślenia oddalenia Mengera i jego naśladowców od mainstreamu niemieckiej ekonomii.

Innym ekonomistą, którego nie sposób pominąć przy omawianiu Szkoły Austriackiej, jest Ludwig von Mises. W doskonałym traktacie ekonomicznym Human Action zdefiniował on Szkołę, a jego uczeń, Murray Rothbard, stwierdził, iż jest to: „Największe osiągnięcie Misesa i jedna z najlepszych kreacji umysłu ludzkiego tego wieku. To całościowe przedstawienie ekonomii.” W życiorysie Misesa można znaleźć także polski wątek, a mianowicie jego słynny spór z Oskarem Lange, który ówczesne środowisko naukowe rozstrzygnęło na korzyść Langego. Jednakże historia i los Związku Radzieckiego zweryfikowały osąd i jego ostatecznym zwycięzcą pośmiertnie uznano Misesa. Misesowska krytyka socjalizmu dotykała nie tylko wątku nieefektywności, ale ze względu na niemożliwość istnienia sytemu cen bez prywatnej własności środków produkcji, uznał on, iż istnienie socjalizmu jest wręcz niemożliwe! Wraz z noblistą z 1974 roku, F. A. Hayekiem, Mises stworzył austriacką teorię cyklu koniunkturalnego, przedstawiając powtarzające się fazy boom – kryzys w sposób zupełnie nowatorski, za głównego sprawcę kryzysów uznając działalność banku centralnego i wywoływaną przezeń ekspansję kredytową. Bardziej szczegółową analizą tej kwestii zajmę się w dalszej części pracy.

Austriacka a ekonomia mainstreamowa – pojęcie ekonomii oraz metodologia

Podstawą jakiejkolwiek dyskusji jest zdefiniowanie problemu, w tym przypadku stworzenie definicji ekonomii. Okazuję się, że nawet w tej fundamentalnej kwestii podejście Austriaków zdecydowanie różni się od przedstawicieli innych szkół. Najczęściej spotykana, podręcznikowa definicja określa ekonomię jako ”naukę o tym, jak jednostka i społeczeństwo decydują o wykorzystaniu rzadkich zasobów – które mogą mieć także inne, alternatywne, zastosowania – w celu wytwarzania różnych dóbr i rozdzielania ich na konsumpcję obecną lub przyszłą, pomiędzy różne osoby i różne grupy w społeczeństwie.” Najczęściej dzieli się ją na mikroekonomię, która zajmuje się zachowaniem indywidualnego konsumenta, przedsiębiorcy, handlowca, rolnika oraz makroekonomię, która skupia swoją uwagę na badaniu takich wielkości jak całkowity dochód gospodarki, odsetek osób zatrudnionych, przepływ kapitału”. [4] Z kolei Roman Milewski określą ją zupełnie banalnie jako naukę o procesach gospodarczych, zaś przeciętnemu Kowalskiemu ekonomia kojarzy się z pieniądzem, bankiem lub urzędem skarbowym. [5]

Przedstawiciele Szkoły Austriackiej pod pojęciem ekonomia mają na myśli naukę o ludzkim działaniu. Ludwik von Mises w swoim magnum opus Human Action pisze: „Ekonomia (…) jest teorią ludzkiego działania, ogólną nauką o niezmiennych kategoriach działania i jego przebiegu we wszystkich możliwych do pomyślenia warunkach, w jakich przychodzi człowiekowi działać”. Termin „ludzkie działanie” Mises określa następująco: „Ludzkie działanie jest zachowaniem celowym. (…) działanie jest wolą wdrożoną w akcję i przetransformowaną w pracę, że zajmuje się ono celami i zamiarami, że jest istotną reakcją ludzkiego ego na bodźce i warunki jego środowiska, że jest świadomą adaptacją osoby ludzkiej do stanu uniwersum określającego jej życie [6].

Na podstawie powyższych definicji widać wyraźną różnicę między mainstreamowym, „partykularnym” (z podziałem na mikro i makro), rozumieniem ekonomii, a „austriackim”, w pełni humanistycznym i spójnym traktowaniem jej jako nauki o człowieku. Implikuje to odmienności metodologiczne.

Mainstream w swych analizach posługuje się nazbyt uproszczonymi, by nie rzec prymitywnymi modelami świata rzeczywistego. Jak to określił przedstawiciel Nowej Instytucjonalnej Ekonomii, Ronald Coase: „Analiza jest prowadzona genialnie, ale buja w powietrzu. (…) Mamy konsumentów bez cech jednostek ludzkich, firmy bez struktur organizacyjnych, a nawet wymianę bez rynków”. Choć wnioski wyciągane na tej podstawie są w pełni prawdziwe, to jednak znalazłyby zastosowanie wyłącznie w „modelowym świecie” stworzonym poprzez nierealistyczne założenia mające tyle wspólnego z otaczającym nas realnym światem, co Andrzej Lepper z liberalizmem. Próba traktowania ekonomii analogicznie do nauk przyrodniczych, takich jak fizyka czy chemia, gdzie dominują uproszczone modele, możliwie najlepiej wyjaśniające prawa natury, kończy się fiaskiem. Przyczyna jest oczywista – woda czy dany kwas w określonych warunkach zachowują się zawsze tak samo – wchodzą w identyczne i możliwe do przewidzenia reakcje. Natomiast ludzie nie są homogeniczni, w identycznych warunkach każdy reaguje na określone bodźce odmiennie, przykładowo obejrzenie określonego filmu może jednego rozśmieszyć, drugiego oburzyć, trzeciego zanudzić, a jeszcze innego skłonić do wyjścia z kina. W związku z tym metody wykorzystywane przez fizyków zupełnie nie nadają się do zastosowania w ekonomii!

Austriacy proponują wyjaśniać określone zjawiska zachodzące w świecie za pomocą wyborów podejmowanych przez pojedynczych ludzi, a swoją metodę nazywają prakseologią. Co oznacza ten szerzej nieznany termin? Posłużmy się tutaj wyjaśnieniem autorstwa Murray’a Rothbarda: „Prakseologia opiera się na fundamentalnym aksjomacie, że indywidualne istoty ludzkie działają, to jest, na podstawowym fakcie, że jednostki angażują się w świadome działania, żeby osiągnąć wybrane cele. Ta koncepcja działania kontrastuje z całkowicie odruchowym zachowaniem, takim jak np. odruch kolanowy, które nie jest nastawione na realizację celów. Metoda prakseologiczna jest poszerzana za pomocą werbalnej dedukcji, czyli logicznych implikacji tego podstawowego faktu. W skrócie, prakseologiczna ekonomia jest strukturą logicznych implikacji faktu, że jednostki działają. Ta struktura jest zbudowana na fundamentalnym aksjomacie działania i posiada kilka dodatkowych aksjomatów, takich jak ten, że jednostki się różnią, i że ludzie traktują czas wolny jako wartościowe dobro.(…) Co więcej, ponieważ prakseologia bierze swój początek z prawdziwego aksjomatu A, to wszystkie twierdzenia, które mogą być wydedukowane z tego aksjomatu muszą także być prawdziwe. Jeżeli A implikuje B i A jest prawdziwe, to B także musi być prawdziwe. Rozpatrzmy kilka bezpośrednich implikacji aksjomatu działania. Działanie implikuje, że zachowanie człowieka jest świadome, czyli nastawione na realizację celów. Co więcej, fakt jego działania implikuje, że świadomie wybrał on określone środki do osiągnięcia celów. Jako że chce on zrealizować te cele, muszą one przedstawiać dla niego wartość; zatem jego wybory są determinowane przez jego wartości. To, że używa on środków, implikuje, że wierzy on, iż posiada technologiczną wiedzę o tym, że określone środki służą do osiągnięcia pożądanych celów. Zauważmy, że prakseologia nie bierze na siebie oceny, czy osobiste wybory wartości i celów są mądre i właściwe lub czy wybrano technologicznie właściwą metodę osiągnięcia ich. Wszystkim, co twierdzi prakseologia jest to, że indywidualny aktor dobiera sobie cele i wierzy, błędnie lub nie, że może je osiągnąć przez użycie określonych środków” [7].

Należy także dostrzec fakt, że aksjomat działania jest prawdą niezaprzeczalną – ludzie działają, i działając, poświęcają środki dla osiągnięcia subiektywnie określonych celów. Każda próba podważenia aksjomatu wyłącznie potwierdza jego słuszność, gdyż, czyniąc to musimy zadziałać (przedstawić opinię przeciwną do przed chwilą przeczytanej np. poprzez słowną utarczkę, czy napisanie polemiki i w ten sposób poświęcić środek jakim jest papier, długopis itp.)[8].

Dla lepszego zobrazowania aksjomatu posłużmy się przykładem. Wyobraźmy sobie, iż budzimy się rano i odczuwamy głód – pojawia się zatem pierwszy element niezbędny do podjęcia działania, czyli niepełne zadowolenie (albo jak kto woli – poczucie niezadowolenia). Kolejnym krokiem jest znalezienie przyczyny dyskomfortu, którym mogło być np. wieczorne lenistwo i wynikające z tego nieprzygotowanie kolacji. Zatem zidentyfikowaliśmy już przyczynę i skutek, to jednak wciąż nie wystarczy do podjęcia działania. Musimy jeszcze wiedzieć, co począć, aby przedostać się ze stanu obecnego (głodu), do stanu jaki pożądamy (sytość) oraz wierzyć (subiektywne odczucie), iż to działanie wywoła określony skutek (zaspokojenie pragnienia). Teraz jesteśmy zmuszeni do dokonania wyboru, czy wstajemy z łóżka i wychodzimy do sklepu np. po pieczywo, co pozwoli nam zaspokoić głód, czy jednak pozostajemy w łóżku i cieszymy się ciepłem pierzyny, jednocześnie odczuwając dyskomfort wynikający z głodu. Zatem każde działanie obarczone jest kosztem wynikającym z utraty alternatywnej możliwości i ex post oceniamy, czy działanie przyniosło nam zysk (korzyść osiągnięta wskutek naszego działania przewyższa jego koszt) czy stratę (sytuacja odwrotna) [9].

Mainstream w swej teorii wyboru konsumenta także zajmuje się jednostką i problemem optymalizacji użyteczności. Podręcznikowe pojęcie brzmi: „Celem działalności gospodarstwa domowego jest maksymalizacja użyteczności (satysfakcji) czerpanej ze spożycia koszyka dóbr (które może ono nabyć przy danym dochodzie nominalnym i danych cenach) oraz z czasu wolnego” [10].

Pierwszym problemem jaki się pojawia, to fakt, że człowiek akceptuje dane egzogeniczne ceny – pojawia się wiec pytanie: skąd one się wzięły? Nieścisłość (by nie użyć mocniejszego terminu) ta wynika z założeń poczynionych przy budowie wyidealizowanego modelu konkurencji doskonałej, mianowicie punktu mówiącego o tym, że konsumenci nie mają wpływu na cenę, co jest oczywistym absurdem! Przecież każdy z nas, podejmując decyzje o zakupie bądź jego braku, kształtuje w pewnym stopniu cenę!

System kredytowo – pieniężny

Jednakże największą słabość mainstream ujawnia w kwestii pieniądza, który, choć obecny w wielu modelach, to właściwie nie wiadomo jaką ma rolę do odegrania. Robert Murphy pisze: „Najprościej mówiąc, w typowym modelu mainstreamowym nie ma w ogóle miejsca dla odegrania jakiejkolwiek roli przez pieniądz. W przebogatym modelu ogólnej równowagi, istnieją rynki dla każdego dającego się pomyśleć dobra, dla każdego zakresu czasu i w każdym możliwym stanie świata, a jednostki obdarzone są albo perfekcyjną dalekowzrocznością, albo doskonałą umiejętnością formułowania racjonalnych oczekiwań (nieobciążoną systemowym błędem przewidywań). W tych warunkach jednostka rozliczeniowa lub środek wymiany nie są potrzebne, ponieważ wszystkie przyszłe działania dają się określić (być może w zależności od losowych zdarzeń) już na początku. Z drugiej strony, rażąco uproszczone modele makroekonomiczne zawierają tylko jeden lub dwa dobra, co sprawia, że środek wymiany staje się w nich zbędnym dodatkiem” [11].

Austriacy znani są jako bezpardonowi obrońcy pieniądza opartego na kruszcu. Znaczącą role w sformułowaniu teorii pieniądza odegrał Ludwig von Mises [12]. Wykorzystał on teorię użyteczności krańcowej w wyjaśnieniu wartości jednostek pieniężnych oraz sformułował słynny teoremat regresji, mówiący: Aby jakiekolwiek dobro stało się pieniądzem na rynku, czyli środkiem wymiany spełniającym funkcję pośredniczącą, musi wcześniej na rynku barterowym posiadać cenę wynikającą z niemonetarnego zastosowania” [13].

Zatem pieniądz ma swoje źródło w rynku i wykształcił się z prozaicznego powodu – ułatwiał ludziom życie (wymianę, kalkulacje, tezauryzacje). Dobro, które ludzie wybrali jako środek płatności nie było przypadkowe i musiało posiadać odpowiednie właściwości: być odpowiednio zbywalne, łatwo nadawać się do transportu, występować w ilościach ograniczonych, nie ulegać łatwemu zepsuciu, dawać się łatwo przechowywać i dzielić, a jednostki dobra powinny być do siebie podobne. Takimi właśnie cechami charakteryzują się kruszce – złoto, srebro czy platyna.

Bank centralny włącza się do zabawy

Instytucją nieodłącznie związaną z prawidłowym funkcjonowaniem sytemu kredytowo – pieniężnego przedstawianego w mainstreamowych podręcznikach jest bank centralny. Przypisuje się mu wiele górnolotnie brzmiących funkcji takich jak „stabilizacja rynku finansowego”, „regulacja podaży pieniądza” czy „realizacja polityki pieniężnej [14]. Niezbędnymi działaniami dla realizacji w/w celów są równie mistyczne narzędzia – „zmiany stopy rezerw obowiązkowych”, „zmiany stopy redyskontowej” oraz „operacje otwartego rynku [15]. Wszystko oczywiście robione, aby „trzymać w ryzach” inflację, dbać o odpowiedni kurs walut – generalnie służyć społeczeństwu i stwarzać jak najlepsze warunki do rozwoju gospodarczego. A teraz przyjrzyjmy się faktom, obalmy mity i poznajmy prawdę, czyli spójrzmy oczyma „Austriaka”.

Najbardziej irytująca mnie kwestia dotyczy rzekomego zwalczania inflacji przez bank centralny (BC). Ogólnie znany jest fakt, iż BC posiada monopol na emisję pieniądza, więc każdorazowe zwiększenie bazy monetarnej (i w efekcie podaży pieniądza) MUSI wynikać z jego działań. Zdaniem keynesistów, manipulacje przy podaży pieniądza prowadzą do obniżki stóp procentowych i w efekcie do zwiększenia inwestycji. Czy jednak rzeczywiście tak się dzieje? Czy podaż pieniądza rzeczywiście wywiera wymierny wpływ na wzrost gospodarczy? Już w XVIII wieku ekonomiści (np. D. Hume) zauważyli, że przyspieszony napływ złota (ówczesnego pieniądza) do Europy wywoływał wzrost poziomu cen [16]. Na początku XX wieku, I. Fisher ubrał tę teorię w równanie wymiany, znane pod postacią M*V=P*T. Choć „Austriacy” są krytykami wzoru Fishera [17], to jednak zgadzają się z płynącym z niego wnioskiem o braku jakiekolwiek pozytywnego wpływu ilości pieniądza na bogactwo. Świadczą o tym także dane empiryczne.

Obliczenie korealcji pomiędzy podażą pieniądza a inflacją potwierdzają spostrzeżenie o tym, iż bank centralny, w tym przepadku Narodowy Bank Polski, zwiększając bazę monetarną i obniżając stopę rezerw obowiązkowych, przyczynia się do inflacji. Stopy korelacji przybierające wartości pomiędzy 0,995-0,998 świadczą o niemal idealnym związku pomiędzy podażą pieniądza a poziomem cen. Każdorazowe zwiększenie podaży pieniądza o 1% zwiększa inflację o około 0,63%. Powstaje pytanie – dlaczego nie o 1%? Otóż wzrost podaży pieniądza jest po części równoważony przez wzrost gospodarczy – zasoby pieniądza muszą „obsłużyć” coraz większą ilość transakcji. Dodatkowo mierniki wzrostu „ogólnego poziomu cen” obrazują zachodzące w gospodarce zmiany tylko w przybliżeniu, moim zdaniem dość znacznym. Jednakże jest to temat na osobną dyskusję.

Na tym jednak nie kończy się krytyka współczesnego systemu bankowego. Odgrywa on także znaczną, i to negatywną rolę, w powstawaniu cykli koniunkturalnych. Na początek jednak po krótce scharakteryzuje neoklasyczną i keynesistowską teorie cyklu koniunkturalnego.

Neoklasycy wskazują na czynniki egzogeniczne wobec mechanizmów gospodarczych, wyróżniając wśród przyczyn: rewolucje, wojny, zmiany demograficzne, fazę cyklu politycznego, wynalazki czy zjawiska przyrodniczey, uważają oni, iż uruchomione zostaną mechanizmy endogeniczne, przywracające stan equilibrium w długim okresie.

Keynesistowskie teorie wykazują tradycyjnie mniejszą wiarę w rynek i wskazują na jego domniemane ułomności. Tak też ma się sprawa z cyklem koniunkturalnym, który niejako jest wpisany w naturę w gospodarki kapitalistycznej. Jako przyczyna kryzysu wymieniana jest nadprodukcja, czyli nadwyżka podaży nad popytem, prowadząca do zaostrzenia się konkurencji oraz w efekcie spadku cen. Malejące ceny powodują spadek produkcji i konsumpcji oraz wymuszają na producentach wprowadzenie metod produkcji zmniejszających koszty. Powstaje zaklęty krąg prowadzący nieuchronnie do kryzysu.

W teorii keynesistowskiej jest jednak kilka nieścisłości. Po pierwsze należy sobie zadać pytanie, czy możliwy jest stan nadprodukcji? Jak pisze Mises „w odniesieniu do dóbr ekonomicznych nigdy nie wystąpi bezwzględna nadprodukcja, (…) występować może tylko względna nadprodukcja” [19]. Czyli innymi słowy, jedna branża ma się lepiej, druga gorzej, ale nie istnieje możliwość, aby na wolnym rynku wystąpił kryzys w skali całej gospodarki. „Podczas gdy konsumenci życzą sobie określonych ilości koszul i butów, producenci wyprodukowali, powiedzmy, większą ilość butów a mniejszą koszul. Nie oznacza to jednak ogólnej nadprodukcji wszystkich towarów. Nadprodukcji obuwia odpowiada niedobór koszul. Skutkiem tego nie może być ogólny kryzys wszystkich gałęzi gospodarki. Wynikiem jest jedynie zmiana stosunku pomiędzy ilością butów a koszul. Jeśli, przykładowo, poprzednio za jedną parę butów można było kupić cztery koszule, to teraz tylko trzy. Kiedy koniunktura jest zła dla szewców, to jest dobra dla krawców. Dlatego próby wyjaśnienia ogólnego kryzysu poprzez odnoszenie się do rzekomej ogólnej nadprodukcji są błędne” [20].

Kontynuatorzy myśli Lorda Keynes, powołując się na działanie sławetnego „mnożnika inwestycyjnego”, jako receptę rekomendują pobudzanie popytu poprzez zwiększona ekspansję kredytową lub wydatki rządowe. I znów są w błędzie…Dlaczego?

Z wyjaśnieniem przychodzi austriacka teoria cyklu koniunkturalnego (ATCK) [21]. Ma ona wiele wspólnego z pieniężną teorią cyklu przedstawioną 200 lat temu przez Davida Ricardo. Jako instytucje odpowiedzialną za powtarzanie się faz boom – recesja, przedstawiciele Szkoły Austriackiej uznają nie kogo innego jak bank centralny. BC, kusząc sztucznie tanim kredytem (tańszym niż wynikałby z relacji rynkowych i „preferencji czasowej” – skłonności do oszczędzania) zwiększa podaż pieniądza oraz wysokość udzielonych kredytów. Przedsiębiorcy zachęceni (zwiedzeni) „tanim pieniądzem” dokonują zwiększonych inwestycji, także w branżach uważanych do tej pory za nieopłacalne (jednak przy niższych stopach procentowych wydają się być rentowne). Rosną na masową skalę inwestycje w środki trwałe, producenci dóbr kapitałowych notują wysokie zyski. Mamy boom. Pojawia się presja na podwyższenie płac, konsumenci po ich otrzymaniu udają się na zakupy, dokonując zwiększonych wydatków na dobra konsumpcyjne. W tym momencie pojawią się problem – w rzeczywistości nie oszczędzają więcej, tylko zabierają się do wzmożonej konsumpcji, przywracając proporcje między wydatkami a oszczędnościami do poziomu sprzed interwencji. Wytwórcy dóbr kapitałowych nie mają komu sprzedać swoich produktów po sztucznie wywindowanych cenach, ponieważ zmniejszone oszczędności wywołały spadek inwestycji (i spadek popytu na produkowane przez nich dobra). Pojawia się nagłe załamanie na rynku środków trwałych – przedsiębiorcy dali się nabrać na niższe od naturalnych stopy procentowe i dokonali niewłaściwych inwestycji. Mamy kryzys. Przy okazji recesji, jeśli nie zakłóci tego procesu kolejna interwencją mędrców z banku centralnego, dochodzi do swoistego katharsis – usunięte zostają chybione inwestycje, a ceny czynników produkcji powracają do naturalnego, kształtowanego przez rynek poziomu.

Pojawia się jednak jedno, fundamentalne pytanie – dlaczego boom trwa latami? Otóż ekspansja nie jest jednokrotnym wybrykiem, ale zjawiskiem permanentnym, potrafiącym trwać długimi latami. Warto w tym miejscu przytoczyć alternatywną nazwę ATCK – „teoria kaca”. Skąd tak oryginalna nazwa? Ma to związek z analogią między piciem alkoholu a zwiększaniem ekspansji kredytowej. Jak wiadomo, w miarę spożywania trunków, świat wydaje nam się piękniejszy, życie bezproblemowe, a impreza weselsza. Ale pojawia się jedno „ale” – poranny kac, proporcjonalny ceteris paribus do spożytego alkoholu. Podobnie rzecz ma się z działaniem banku centralnego – im dłużej zabawia przedsiębiorców tanim pieniądzem, tym dłużej i dotkliwiej potem cierpią.

Dlatego też ekonomiści austriaccy w zupełnie inny sposób patrzą na Wielki Kryzys [22] – nie jako dowód na niedoskonałość rynku, ale rezultat interwencji państwa w system bankowy. Zresztą sam Mises, przyglądając się działaniom Fed-u w latach 20. przewidział nadejście krachu i w związku z tym odmówił pracy w prestiżowym banku, argumentując, iż nie chce aby jego nazwisko było w jakikolwiek sposób kojarzone z tym wydarzeniemtle [23].

Jak widać po podanych wyżej przykładach, „Austriak” musi spierać się z przedstawicielem mainstreamu niemal na każdej płaszczyźnie. Warto odnotować uboczny skutek poprowadzenia takich dyskusji, mianowicie, iż ekonomia austriacka, bijąca z niej logika oraz spójność przekonują coraz większą rzesze ludzi młodych. Do rosnącej popularności austriackiej myśli przyczynia się również działalność think-tanków (jak choćby powstała we Wrocławiu z inicjatywy p. Mateusza Machaja Fundacja Instytut im. Ludwiga von Misesa) oraz zwiększająca się dostępność książek i publikacji w ojczystych językach. Mam nadzieję, iż kolejnym momentem przełomowym na drodze krzewienia idei Mengera oraz jego sukcesorów w Polsce, okaże się wydanie w języku polskim największego dzieła Ludwiga von Misesa –Human Action [24], mające nastąpić w roku 2007. Życzyłbym sobie, aby po ukazaniu powyższego traktatu wielu ekonomistów wzięło sobie do serca następujące słowa Misesa: „Człowiek ma tylko jedną broń do walki ze swoimi pomyłkami – własny rozum.” [25]

Przypisy:

[1] Gene Callahan, Ekonomia dla normalnych ludzi, Fijorr Publishing, Warszawa 2004, s. 325.

[2] Ibidem, s. 325.

[3] Ibidem, s. 328.

[4] http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekonomia

[5] Roman Milewski, Podstawy ekonomii, PWN, Warszawa 2001, str. 17.

[6] Polskie tłumaczenie wyjątków z Human Action za: Callahan, Ekonomia …, str.18.

[7] Murray N. Rothbard, Prakseologia: metodologia Szkoły Austriackiej, www.mises.pl/site/subpage.php?id=40&content_id=235&view=full

[8] Mateusz Machaj, W obronie austriackiej metody, http://www.mises.pl/site/subpage.php?id=40&content_id=103&view=full

[9] Callahan, Ekonomia… , str. 18-20.

[10] Milewski, Podstawy … , str. 134.

[11] Robert P. Murphy, Austriacki student wobec głównego nurtu ekonomii, http://www.mises.pl/site/subpage.php?id=40&content_id=99&view=full

[12] Znakomitą pozycją dostępną w języku polskim i poruszającą problem pieniądza jest książka Murray’a Rothbard pt. Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza, Fijorr Publishing

[13] Mateusz Machaj, Pieniądz nie jest jałowy, http://www.kapitalizm.republika.pl/niejalowy.

[14] Milewski, Podstawy…, str. 473.

[15] Ibidem, str.474.

[16] Ibidem str. 567.

[17] Murray N. Rothbard, Ułuda równania wymiany, http://www.mises.pl/site/subpage.php?id=53&content_id=175&view=full

[18] Milewski, Podstawy…, str. 517-8.

[19] L. von Mises, Lord Keynes a Prawo Saya, http://www.mises.pl/site/subpage.php?id=53&content_id=196&view=full

[20] Ibidem.

[21] Wyjaśnienie ATCK na podstawie: M. Rothbard, Manifest Libertariański, Oficyna Wydawnicza Wolumen, Warszawa 2004, str. 237-249.

[22] Dokładną analizą Wielkiego Kryzysu zajmuje się Murray Rothbard w książce America’s Great Depression.

[23] Mateusz Machaj, Kryzys 1929-33, czyli największy przekręt w historii świata, http://www.kapitalizm.republika.pl/kryzys.html

[24] Informacje na temat projektu: http://www.ha.mises.pl/pl/

[25] Cytat za stroną: http://www.ha.mises.pl/pl/informacje/cytaty/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *