Krzysztof Nowak

Krzysztof Nowak “Henry Hazlitt – Ekonomia w jednej lekcji”

Sztuka ekonomii polega na tym, by spoglądać nie tylko na bezpośrednie, ale i na odległe skutki danego działania czy programu; by śledzić nie tylko konsekwencje, jakie dany program ma dla jednej grupy, ale jakie przynosi wszystkim.

Te słynne słowa były hasłem przewodnim Henry’ego Hazlitta, kiedy postanowił Ekonomię w jednej lekcji. Jak twierdzi autor głównym problemem wielu współczesnych ekonomistów (zwłaszcza tych na usługach rządu) jest krótkowzroczność w ocenianiu zjawisk gospodarczych. Dostrzegają oni tylko bezpośrednie efekty promowanego przez nich interwencjonizmu, które są widoczne gołym okiem. Dowiadujemy się jednak, że działania podejmowane przez etatystów wszelkiej maści powodują również ogromne straty tam, skąd zostały zaczerpnięte (a może raczej skradzione?) środki na ich zrealizowanie.

Most istnieje (…) Powstał dzięki magicznej sile wydatków rządowych. Gdzie byłby, gdyby obstrukcjoniści i reakcjoniści postawili na swoim? Nie byłoby mostu. Kraj byłby uboższy o most. I tu znów argumentacja zwolenników wydatków rządowych lepiej trafia do wszystkich, którzy nie potrafią spojrzeć poza bezpośrednie pole widzenia. Mogą oni zobaczyć most.
Ale gdyby nauczyli się spoglądać nie tylko na konsekwencje bezpośrednie, ale i pośrednie, oczami wyobraźni mogliby ujrzeć więcej – zobaczyć możliwości, które nie zostały zrealizowane.

Tak oto Hazlitt ilustruje w rozdziale Roboty publiczne oznaczają podatki jak bardzo brakuje „ekonomistom” umiejętności abstrakcyjnego myślenia, co powoduje często straszne konsekwencje jeśli ci zdobędą możliwość realizowania swych poglądów. Hazlitt daje też do zrozumienia, że istnieje różnica pomiędzy inwestycjami, które realizuje się jeżeli faktycznie istnieje na nie zapotrzebowanie, a inwestycjami, które są inicjowane tylko w celu zwiększenia zatrudnienia. Osoby wychodzące z takimi pomysłami ignorują fakt, iż podatki ściągnięte na zatrudnienie robotników przy budowie mostu są środkami, które sektor prywatny (któremu je zabrano) pokierowałby do produktywnych obszarów gospodarki.
W książce zostaje to opisane następująco:

Zbudowano most. Jeśli zbudowano go, by zaspokoić ważną potrzebę publiczną, jeśli rozwiązuje on ważny problem komunikacyjny, którego nie rozwiązano by, jeśli, krótko mówiąc przynosi on podatnikom jako całości większą korzyść niż rzeczy, na które wydaliby pieniądze, gdyby nie ściągnięto ich przez podatki – sprawa nie budzi zastrzeżeń. Ale most, który zbudowano tylko po to aby dostarczyć zatrudnienia to most innego rodzaju.

Chodzi o to, że jeżeli zaczynamy patrzeć na gospodarkę poprzez pryzmat tworzenia miejsc pracy to dochodzi do sytuacji kiedy:

Zamiast myśleć o tym gdzie trzeba zbudować budować mosty, dysponenci zadają sobie pytanie, gdzie mosty można zbudować.

Jeżeli inwestycje stają się domeną rządu są zazwyczaj nie trafione, a konsekwencje ponoszą podatnicy, którzy muszą opłacać wymysły parlamentarzystów zamiast inwestować w siebie i swój rozwój. Podobnie bezmyślność rządzących jest ukazana na przykładzie rządowych kredytów. Prywatni pożyczkodawcy ostrożnie udzielają kredytów, gdyż chcą pożyczone pieniądze odzyskać i to z zyskiem. Natomiast kredyty rządowe są często udzielane osobą niekoniecznie godnym zaufania, bez żadnego kapitału i zabezpieczenia.
Ponadto rząd jako pożyczkodawca nie podlega kontroli rynku. Jeżeli na wolnym rynku akcja kredytowa banku nadmiernie przekracza jego rezerwy – wypada z biznesu. Państwo może (i często to robi) udziela ogromnych kredytów poprzez redystrybucje (równie ogromnych podatków) lub poprzez zwiększanie inflacji. A jeśli podatnicy będą chcieli powstrzymać lewiatana – policja skutecznie im to utrudni.

W swojej pracy autor zadaje też kłam rozpowszechnianemu przez lewicę i prymitywistów mitowi mówiącemu o tym, jakoby postęp technologiczny kreował bezrobocie. Zgadza się co prawda z tym, ze wraz z wynalezieniem sposobu zmniejszającego zapotrzebowanie na pracę ludzi bezrobocie powstanie, ale będzie ono krótkotrwałe, a radykalna obniżka kosztów produkcji spowoduje też obniżkę cen, i co za tym idzie szerszy dostęp do dóbr, a więc zwiększony popyt na nie. Wystarczy zacytować jeden z historycznych argumentów przytoczonych w książce:

Arkwright [w 1771 r. otworzył pierwszą fabrykę, w której zastosował maszynę przędzalniczą, napędzaną kołem wodnym] wynalazł swoją maszynę-przędzalnie bawełny w 1760 roku. W tym czasie szacowano, że w Anglii 5200 robotników przędło bawełnę za pomocą kołowrotków, było też 2700 tkaczy – razem 7900 ludzi zatrudnionych przy produkcji tekstyliów bawełnianych. Wynalazek ten wywołał opór spowodowany obawą, że pozbawi on pracowników środków do życia; trzeba było stłumić go siłą. Jednak w 1787 roku – dwadzieścia siedem lat po tym, jak wynalazek ujrzał światło dzienne – przeprowadzone przez parlament badania wykazały, że liczba osób zatrudnionych przy przędzeniu i tkaniu bawełny zwiększyła się z 7900 do 320 000, a więc wzrost wyniósł 4400 procent.

Hazlitt nie oszczędził również doktryny protekcjonistycznej. Uzasadnia on, że każde nałożone cło nie przynosi korzyści, ale powoduje straty. Otóż każdy dolar opłaty celnej powoduje, iż ludzie mają mniej pieniędzy i nie mogą zasilić nimi innych gałęzi gospodarki. Ponadto wspieranie protekcjonizmem któregoś z sektorów gospodarki powoduje odsunięcie środków od efektywnych, wytrzymujących konkurencję przedsiębiorstw do sektorów, które bez protekcji rządu nie zaistniałyby i wypadłyby z rynku. Z krytyką spotkał się również mit o konieczności utrzymywania dodatniego bilansu płatniczego między państwami i inne sofizmaty związane z handlem międzynarodowym. Autor książki opisuje też m.in. zasady działania systemu cen i negatywne skutki jakie przynosi jego arbitralna kontrola na przykładzie np. płacy minimalnej.

Długo można by wymieniać i opisywać mity ,które zostały pobite na kartach Ekonomii… a zapewniam, że ani chwila spędzona z książką w rękach nie będzie stracona, gdyż dzieło to nie jest podręcznikiem opisującym skomplikowane i techniczne aspekty gospodarki zapełnionym wykresami i obliczeniami. Jest to błyskotliwa i przystępna praca przeznaczona dla zwykłego szarego człowieka, który chciałby dowiedzieć się prawdy o problemach dzisiejszego świata. Pierwsze wydanie pojawiło się w 1946 roku i było przez autora uaktualniane o nowsze dane historyczne i wydarzenia warte podania – przykłady wadliwej interwencji rządu w gospodarkę. Książka pełna jest prostych acz celnych ripost wycelowanych w etatystyczne teorię – trudno się dziwić, wszak za swój największy autorytet w tej dziedzinie Hazlitt uważa Fryderyka Bastiata (przytacza również jego słynną metaforę zbitej szyby), który w swojej twórczości bawiąc uczył ekonomi.

Jeżeli ktoś uważa, iż wolność – również ta ekonomiczna jest tylko nierealną ideą i utopią niech zapozna się z Ekonomią w jednej lekcji, a zobaczy, iż tylko swoboda działania przyniesie możliwość rozwoju i dostatku dla wszystkich, którzy będą chcieli do nich uczciwie dążyć. Wierzę, ze każdy kto podejmie się wejścia w świat austriackiej ekonomii za sprawą tej pracy już wkrótce będą mieli na ustach stare fizjokratyczne zawołanie laissez faire, laissez passer!

Krzysztof Nowak

15 sierpnia 2007 r.

***

Tekst został wcześniej opublikowany na stronie Stowarzyszenia Młodzi Libertarianie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *