Filip Paszko

Filip Paszko “Trzecia droga do socjalizmu”

Zastanawiałem się ostatnimi czasy, jakim słowem mogę określić obecny system gospodarczy Polski. Osobiście nazwałbym go socjalizmem (fakt, że w osobistym znaczeniu tego słowa), ale wywołałoby to oburzenie niektórych postaci. Pewnie część z blogerów nazwałaby go liberalizmem – wedle swojego rozumienia – ale gdy słyszę takie rzeczy, to aż mnie krew zalewa. Postanowiłem więc wybrać nazwę pośrednią: modną od jakiegoś czasu „trzecią drogę”. Przyznam, że nigdy nie czytałem czegoś więcej na temat modelu trzeciej drogi, posługuję się więc tym słowem jako próbą wyśrodkowania między liberalizmem gospodarczym, a „sprawiedliwością społeczną”. Co prawda ja nawet tego liberalizmu gospodarczego nie widzę w Polsce ni grosz, ale nie kłóćmy się o takie pierdoły.

W każdym razie mam kilka uwag, dotyczących tego, co się w Polsce dzieje, tego co może się stać i tego, co – najprawdopodobniej – się stanie. Nie ukrywam, że ta „trzecia droga” (uniwersalnie, a nie tylko w wypadku Polski!) prowadzi do socjalizmu. Bo i do czego może prowadzić? Gdy chcemy, by zapanowała sprawiedliwość społeczna (to też jest hasło bez jednego, uniwersalnego wyjaśnienia), musimy jakoś do tego doprowadzić. I doprowadzamy – wprowadzamy rozliczenia podatkowe, by urzędy wiedziały ile kto kiedy i za co zarobił. Oczywiście po to, by odpowiednio go opodatkować – wszak jak bogaty, znaczy że musi oddać swoje pieniądze biednym. A w zasadzie państwu – które większość wyda na siebie, a resztę łaskawie odda biednym. Oczywiście nie zapominając, by i oni zapłacili podatek (na jeszcze biedniejszych?). I jakoś nikomu nie przyjdzie do głowy, że gdyby im tego podatku nie zabierać, byliby bogatsi. I to blisko dwukrotnie. Jakoś bowiem wspomina się, że obciążenie fiskalizmem w Polsce jest wysokie, wspomina się o klinie podatkowym i innych pierdołach, ale nikt nie wspomni, ile w rzeczywistości płacimy podatków. A poza stawką 19% (ew. 30. i 40%) opłacać musimy wszystkie składki. A poza tym – nasz pracodawca musi na nas wydać blisko drugie tyle. I tak pracownik, który zarabia „na rękę” niewiele ponad 1000 zł, w rzeczywistości powinien zarabiać ponad 1800. Ale nie zarabia – bo resztę kradnie państwo. Pardon! Wydaje na biednych. Państwo podatkami tworzy problem, który później łaskawie stara się rozwiązać. Szkoda tylko, że nie w ten najprostszy sposób. Zresztą – warto jeszcze zapytać, dlaczego Polak z 4-osobowej rodziny, od każdej zarobionej złotówki oddaje państwu 40 groszy, podczas gdy w analogicznej sytuacji w Irlandii – od jednego euro, oddaje się 6 eurocentów? Czy naprawdę nikt nie zauważył, że gdy bogaci będą mogli swoje pieniądze spożytkować po swojemu, pomogą nie tylko sobie, ale i tym biednym? Część poprzez wydawanie pieniędzy napędzi popyt, co spowoduje wzrost zatrudnienia, część będzie wolała zainwestować we własną firmę i zwiększy produkcję – zatrudni nowych pracowników, albo podniesie pensje obecnym. Czemu cały czas myślimy kategorią: przedsiębiorca = złodziej, szuja i sknera, który tylko żeruje na słabych i biednych? Nauczmy się wreszcie, że nie ma już podziału na przedsiębiorców i zwykłych pracowników!

By podać inny przykład – choćby zakładanie firmy. Czemu u nas trwa to ok. 35 dni, podczas gdy w Australii 1 dzień, w Szwecji bodajże 3 (głowy nie dam – nie pamiętam dokładnie), w Wielkiej Brytanii ok. tygodnia (chociaż teoretycznie możliwe jest i w 15 minut). Ciekawe, że w Polsce przedsiębiorca musi się liczyć z obowiązkiem dostarczenia do konkretnych urzędów ponad 130 informacji dot. swojej firmy. Czemu przy wypełnianiu deklaracji podatkowej aż 6 razy musimy wpisywać imię, nazwisko i numer NIP? Czemu 150 różnych rodzajów działalności gospodarczej wymaga uzyskania koncesji? Czemu 5% PKB przedsiębiorcy wydają na obowiązkowe informowanie urzędów o różnych danych? A w ogóle – skoro już jesteśmy w temacie – czemu państwo kontroluje (bądź jest właścicielem) ok. 1300 przedsiębiorstw? Czy naprawdę jest to konieczne? Po co? Dla kogo? Dla biednych? Bo przecież wiadomo – państwo to sobie ustali ceny poniżej kosztów produkcji, by nawet najbiedniejsi mogli kupić dany towar. Ale skąd państwo weźmie pieniądze na to, by firma nie wpadała w długi? Od podatników – kolejny raz ich opodatkowując.

Państwo dział tak cały czas, to nie są jednostkowe przypadki. Choćby weźmy pod uwagę publiczne „darmowe” szkolnictwo, czy równie „darmową” służbę zdrowia. Powszechnie twierdzi się, że istnieją po to, by biednych było na to stać. Ale nikt nie zastanawia się, czy nie byłoby taniej, gdyby szkoły były prywatne i nieobowiązkowe. Gdy bowiem płacimy podatki, płacimy na urzędnika, który sprawdzi, czy dobrze się rozliczyliśmy, płacimy na urzędnika, który zabierze nasze pieniądze, płacimy na „magazyn”, w którym będą on trzymane, na urzędnika, który je będzie przydzielał i dopiero wtedy płacimy na szkołę. Doprawdy śmieszny wydaje się pomysł bonów edukacyjnych. Chodzi w nich o to, by pieniądze szły do szkoły, którą wybiorą sobie rodzice (swoją drogą – teraz właśnie mniej więcej tak chodzą). Przypomnijmy bowiem, że podatki są obowiązkowe i nie ma zwolnień z podatku, za brak dziecka (teoretycznie więc nie trzeba by płacić na szkołę!). Ale państwo i tak zabierze – oczywiście w imię sprawiedliwości społecznej. Biedni, których nie stać na potomka, są jeszcze biedniejsi, ale przecież państwa to nie obchodzi. Państwo chce dobrze. Wracając do bonów – nie rozumiem dlaczego na te bony mają łożyć też osoby, które dzieci nie mają. Ale – nikt nie odpowie na to pytanie, bowiem jest ono niezbyt poprawne politycznie.

To nie są wszystkie działania państwa, mające „pomóc”. Ale – by troszkę zmodyfikować słynny tekst Kisiela – państwo bohatersko walczy z problemami, które samo tworzy.

Jeżeli te działania nie są ani socjalizmem, ani liberalizmem, to najwygodniej nazwać je „trzecią drogą”. A – co chyba udowodniłem – trzecia droga nigdy nie prowadzi do liberalizmu. Mało tego – trzecia droga nigdy nie prowadzi do dobrobytu. Trzecia droga może prowadzić do tylko jednego celu – biedy i frustracji. Prowadzi do socjalizmu.

Filip Paszko

07 grudnia 2007 r.

***

Tekst został wcześniej opublikowany na blogu Ostry, k…a, jak brzytwa

Autor artykułu prowadzi bloga Ostry, k…a, jak brzytwa

2 comments

  1. krzychu

    Skąd te dane? Z każdego zarobionego euro Irlandczyk oddaje tylko 6 eurocentów? Jak to możliwe przy stawkach podatku dochodowego 18%/32%?!

  2. Apfelbaum

    Kiedyś nie można było podwyższyć podatków bez zgody wszystkich zainteresowanych, później szlachty i duchowieństwa, czyli od 20 do 10 % społeczeństwa, następnie bardzo licznych i reprezentatywnych zgromadzeń narodowych. A dzisiaj starczy zgoda połowy wśród zebranych na posiedzeniu spośród 460 posłów i Prezydenta, więc czemu się dziwić, że podatki rosną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *