Ludwik R. Papaj

Ludwik R. Papaj ”Libertariańska krytyka „Teorii sprawiedliwości” Johna Rawlsa”

Akademia Pedagogiczna im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie

Wydział Humanistyczny

Instytut Filozofii i Socjologii

Praca licencjacka

Autor: Ludwik Papaj

LIBERTARIAŃSKA KRYTYKA

TEORII SPRAWIEDLIWOŚCI JOHNA RAWLSA.

Promotor: dr Katarzyna Haremska

 

Kraków, czerwiec 2007

 

 

Plan

I
WSTĘP………………………………………….. str.3

Libertarianizm………………………………… str.5

II
KRYTYKA TEORII SPRAWIEDLIWOŚCI JOHNA RAWLSA
……………………………… str.9
1.Teoria sprawiedliwości Johna Rawlsa……………………………………….str.10
2.Krytyka zasady dyferencji………..
str.15
2.1Naturalne talenty a koncepcja osoby…………………………………………………str.15
2.2Najgorzej sytuowani………………….. str.17
2.3Rekompensata……………………………. str.19
2.4Permanentna dyskryminacja……… str.20
2.5Dystrybucja a zawiść………………….. str.22
3.Krytyka sytuacji pierwotnej…….. str.23
3.1 Sytuacja pierwotna a historyczność i własność………………………………………….. str.23
3.2 Sytuacja pierwotna a zasady sprawiedliwości …………………………………………………………str.26
3.3 Zasłona ignorancji……………………… str.28
3.4 Nieludzkie założenia…………………… str.30
3.5 Podejmowanie decyzji……………….. str.31
4.Sprawiedliwość libertariańska….str.34
4.1 Teoria legalistyczna…………………… str.34

4.2Stowarzyszenia ochrony a państwo minimalne………………………………………….str.35

5.Krytyka pragmatyczna……………. str.39
5.1 Preferencja czasowa…………………. str.39
5.2 Biurokracja…………………………………. str.41
5.3 Wolność, odpowiedzialność, dyskryminacja………………………………….. str.43

III
ZAKOŃCZENIE…………………………….str.46
Bibliografia…………………………………str.50

 

 

WSTĘP

Sprawiedliwość u Platona była jedyną cnotą, która nie odpowiadała żadnej części duszy, co świadczy o specyficzności tego pojęcia. Można uznać je, za kluczowe dla całej filozofii politycznej, bądź traktować z pewnym przymrużeniem oka, jako rodzaj ideału do którego należy dążyć, mimo że nie jest osiągalny. John Rawls, w „Teorii sprawiedliwości”, dziele, które wpłynęło na obecny kształt filozofii politycznej, decyduje się na ten pierwszy model i stawia sprawiedliwość społeczną w centrum swoich rozważań. Postanowiłem podjąć temat badań Johna Rawlsa, ponieważ uważam, że w pierwszej kolejności należy zajmować się tym, co obecne i nam współczesne, zaś dopiero w dalszej kolejności badać przeszłość. Głównym bohaterem niniejszego tekstu, jednak nie będzie dzieło Rawlsa, a filozofia libertariańska, za pomocą której podejmę się krytyki „Teorii sprawiedliwości”.

Dylematy związane ze sprawiedliwością dotykają każdego z nas. Niejednokrotnie zastanawiamy się, jak pogodzić społeczną uczciwość z największą możliwą wolnością. Często zadajemy sobie pytanie, do jakiego stopnia można narzucić innym swoją wizję sprawiedliwości, lub strategii życiowej. Nie da się uniknąć tego pytania w kontekście wychowania. Największy problem związany ze sprawiedliwością międzypokoleniową to kwestia dziedziczenia. Choć przekazanie komuś dóbr jakie zgromadziliśmy za życia, jest dobrowolne i legalne, równocześnie ta osoba, która je otrzymuje, nie zasłużyła na nie swoją pracą. Powyższy przykład jest jednym z wielu dylematów, z jakimi spotkamy się w tym tekście i uświadamia nam, że nie da się zajmować stanowiska rozjemczego.

Główną część pracy rozpoczynam opisem „Teorii sprawiedliwości” Johna Rawlsa, dalej przedstawiam jej krytykę z perspektywy libertariańskiej. Najpierw pod warsztat biorę dwa najistotniejsze elementy „Teorii sprawiedliwości” czyli zasadę dyferencji oraz sytuację pierwotną. W tych rozdziałach zajmę się również rawlsowską koncepcją osoby, nierównym traktowaniem lepiej uposażonych i kontrowersjami wokół zasłony niewiedzy. Po przedstawieniu zarzutów wobec dwóch zasadniczych fragmentów koncepcji Rawlsa prezentuje alternatywny model sprawiedliwości – model libertariański. Ostatni rozdział części głównej obejmuje pragmatyczne zarzuty wobec rawlsowskiej wizji świata – odnoszą się one do preferencji czasowej, biurokracji, oraz stosunku dyskryminacji do wolności i własności. Prostym sposobem na uniknięcie powyższych problemów jest przyjęcie libertariańskiej koncepcji sprawiedliwości.

W mojej pracy kilkakrotnie będą powracały dwa wątki, jeden to określanie „Teorii sprawiedliwości” jako nieszczerej, drugi zaś, to interpretacja puli uposażeń do rozdzielenia jako zmiennej w czasie. Uważam, że są to myśli warte rozważenia, jednak nie poświęciłem im całego rozdziału, lecz jedynie będą pojawiać się od czasu do czasu. Praca nie wyczerpuje libertariańskich argumentów przeciw „Teorii sprawiedliwości”, lecz przedstawia znaczną ich część, oraz pokazuje ich charakter.

Libertarianizm stanowi dobry fundament pod utopię, która musi zasadzać się na odmienności ludzi, nieuzasadnione jest zaś planowanie idealnego ładu jako systemu scentralizowanego. Utopia powinna bardziej przypominać anarchię. Nim przejdę do części głównej pracy, która obejmuje krytykę „Teorii Sprawiedliwości” przedstawiam stanowisko filozoficzno – polityczne , za pomocą którego podejmę się tematu.

Libertarianizm

Libertarianizm jest prokapitalistyczną filozofią polityczną, powstałą po drugiej wojnie światowej za sprawą takich ludzi jak: Ludwig von Mises (min. „Human action”)[1],Friedrich von Hayek (min. „Droga do zniewolenia”, „Konstytucja wolności”), Ayn Rand[2] (min. „Żródło”), Murray Newton Rothbard („O nową wolność: Manifest Libertariański”) i innych. Ponieważ często, z różnych przyczyn, myli się libertarianizm z trzema innymi pojęciami: liberalizmem, konserwatyzmem, i egoizmem, opiszę dlaczego nie jest on żadnym z nich.

„Libertarianizm” jest dość skomplikowanym i jeszcze niezbyt znanym słowem, dlatego dużo ludzi myli go z „liberalizmem”. I Faktycznie libertarianizm można nazwać radykalnym liberalizmem, bo nim jest. Liberalizm jednak obecnie, nie oznacza już tego samego, co w przeszłości. Kultura amerykańska wyrosła na liberalizmie, i to jemu zawdzięcza postęp techniczny, bogactwo oraz wolność osobistą. Deklaracja Niepodległości Thomasa Jeffersona głosi, że:[3] (1)ludzie posiadają naturalne prawa, (2) celem rządu jest ochrona tych praw, (3) jeśli rząd przekroczy swe kompetencje naród może go obalić. Współcześnie, jednak liberalne państwa powszechnie wykraczają poza drugi punkt donośnego dokumentu Jeffersona, zajmując się innymi takimi sprawami jak subsydia, dystrybucja i wszechobecna kontrola. Hasło „Libertarianizm” ukuto po to, aby odróżnić tę filozofię od współczesnego amerykańskiego liberalizmu, którego przedstawicielem jest Partia Demokratyczna,[4] a równocześnie nawiązać do korzeni wspólnych z klasyczną myślą liberalną jaką możemy znaleźć w „Drugim Traktacie o rządzie” Johna Locka czy „O wolności” Johna Stuarta Milla.

O ile Libertarianizm dzieli wspólne z liberalizmem stanowisko w sprawach wolności osobistej jednostki, dokładnie inaczej ma się to z konserwatyzmem[5]. Tutaj zbliża obie koncepcje stosunek do ekonomii, jednak z wyjątkami – libertarianie nigdy nie będą tolerować zastanych przywilejów czy subsydiów rolniczych. Choć należy szanować wiarę w tradycje jaką prezentuje światopogląd konserwatywny, to niechęć do zmian i asekuranctwo jest czymś, wobec czego należy się stanowczo przeciwstawić. Dla libertarianina żadne kwestie moralne czy religijne nie dopuszczają użycia przymusu. Konserwatyści zaś, mają tendencje do narzucania swoich poglądów i to nawet totalitarnymi środkami, co jest jawnie sprzeczne z wolnością osobistą jednostki. Ta tendencja może być wyjaśnieniem dlaczego skruszeni socjaliści mogą znaleźć schronienie u konserwatystów.[6]

Trzecia kwestia którą należy omówić to mylenie libertarianizmu z egoizmem. Człowieka żyjącego w systemie kapitalistycznym można nazwać egoistą z perspektywy marksistowskiej i tylko takiej. Stosunki między ludźmi w systemie wolnorynkowym nie są narzucane, lecz dobrowolne[7]. To spontaniczna współpraca powoduje, że jednostka może produkować więcej. Indywidualista nie jest samowystarczalny, to interes własny jest przyczyną działań i uświadamia mu, że współpracując może zdziałać więcej. Współpraca na rynku przynosi korzyść ogółowi poprzez poprawianie jakości usług, bez konieczności odwoływania się do cnót moralnych na jaką powołują się zwolennicy moralności altruistyczno – kolektywnej.[8]

Skoro wiemy, z czym nie należy mylić libertarianizmu, przejdźmy do opisania kluczowych kwestii będących podstawami tej filozofii. Mimo iż różni myśliciele mają nieco odmienne koncepcje, można wyróżnić trzy główne filary tego ruchu, a są to: anarchistyczny indywidualizm, austryjacka szkoła ekonomiczna i koncepcja praw naturalnych. Posługując się współczesną terminologią[9] – można określić poglądy libertarian na własność prywatną i gospodarkę jako „skrajnie prawicowe”, gdyż są zwolennikami niczym nieskrępowanego wolnego rynku. Równocześnie libertarianin opowiada się za swobodami obywatelskimi i przeciw wojnie (określając służbę wojskową jako legalne niewolnictwo) oraz za dopuszczalnością tzw. przestępstw bez ofiar (gdyż nie naruszają niczyjego prawa własności) – zatem jego stanowisko w kwestiach indywidualnej wolności jest skrajnie lewicowe.[10]

Anarchistyczny indywidualizm zasadza się na pierwszeństwie praw jednostki nad prawami grup i władzą państwową. Możemy powiedzieć, że anarchistyczny indywidualizm opiera się na optymistycznej antropologii, w której człowiek jest z natury dobry, zaś zło pochodzi w znacznej mierze od zalegalizowanej przemocy – od państwa. Państwo nie jest żadną świętością, ale instytucją utrzymującą się niczym pasożyt kosztem społeczeństwa. Lysander Spooner pisze[11]: W rzeczywistości bowiem rząd, podobnie jak rozbójnik, rozkazuje nam: „Pieniądze albo życie”. Większość podatków, jeśli nie wszystkie, ściągana jest pod taką groźbą. (…)Rabuś bierze na siebie odpowiedzialność, ryzyko i konsekwencje swojego czynu. Nie udaje, że ma jakiekolwiek prawo do twoich pieniędzy albo że zamierza ich użyć dla twojego dobra. Państwo jest złe, a czynnikiem demoralizującym jest władza, która uniemożliwia człowiekowi żyć godnie, czyli tak, jak ma na to ochotę.

Austryjacka szkoła ekonomiczna oparta na myśli Ludwiga von Misesa stanowi drugi filar. Jej Najważniejsze idee to subiektywistyczna teoria wartości, zasada preferencji czasowej oraz interpretowanie ceny jako wyznacznika wartości. Austryjacka szkoła ekonomiczna wypowiada się przeciw interwencjonizmowi państwowemu w dziedzinie gospodarki, gdyż zdaniem „austriaków” każda forma regulacji, w tym nawet monopol banków centralnych na emisję pieniądza uderza w podstawy wolnego rynku. Ekonomiści szkoły austriackiej min. Mises i Hayek kompromitują również socjalizm jako system ekonomiczny.

Wolnościowcy czerpią ponadto z tradycji praw naturalnych, choć w zależności od interpretacji, uważają któreś prawo naturalne za kluczowe, lub też tylko za wniosek wypływający z innego. Do praw naturalnych zaliczają się: zasada pierwotnego zawłaszczenia (od Johna Locka) i wynikające z niej prawo własności, zasada samoposiadania, aksjomat nieagresji i koncepcja praw negatywnych. Ta ostatnia twierdzi, że człowiek ma prawo do trzech rzeczy: życia, wolności i własności (i tylko do tego – nie należy mnożyć praw ponad potrzebę)[12]. Zaś Murray Rothbard pisze tak[13]: Libertariańskie kredo opiera się na jednym centralnym pewniku: żaden człowiek, ani grupa ludzi, nie ma prawa do agresji skierowanej przeciwko osobie lub własności innego człowieka. Twierdzenie to można nazwać „aksjomatem nieagresji.”

Skoro wiemy już, czym jest libertarianizm, a także znamy jego kredo, przejdziemy do głównej części pracy, która będzie krytyką „Teorii sprawiedliwości”. Ponieważ nie sposób krytykować racjonalnie coś, co nie jest dokładnie określone, zatem rozpoczynam część drugą od opisania samej teorii Johna Rawlsa.

 

Krytyka Teorii sprawiedliwości

Johna Rawlsa

 

1.Teoria sprawiedliwości………..str.10

2.Krytyka zasady dyferencji…….str.15

3.Krytyka sytuacji pierwotnej….str.23

4.Sprawiedliwość libertariańska.str..34

5.Krytyka pragmatyczna……………str.39

 

1.Teoria sprawiedliwości

Johna Rawlsa

Praca Johna Rawlsa z 1971 – „Teoria sprawiedliwości” została napisana przez autora jako polemika z dominującym prądem w nowożytnej filozofii moralnej i politycznej czyli utylitaryzmem. Zadaniem, jaki autor sobie postawił, było uogólnienie i rozwinięcie tradycyjnej teorii umowy społecznej, uczynienie niejako kolejnego kroku w jej rozwoju, od Locka przez Rousseau do Kanta. Teoria którą stworzył na charakter mocno kantowski, zdaje się jednak być bliższa realiom społeczeństwa demokratycznego.

Praca amerykańskiego filozofa wnosi wielki wkład we współczesną filozofię polityczną i w zasadzie, jak pisał Robert Nozick, nie można przejść obok niej obojętnie. Stała się ona swoistą osią, wokół której skupione są współczesne filozoficzne debaty nad sprawiedliwością. W reakcji na ukazanie się „Teorii sprawiedliwości” powstały prace krytyczne, między innymi : „Anarchia, państwo, utopia” wspominanego Roberta Nozicka, czy „The calculus of consent: Logical foundations of constitutional democracy” Jamesa Buchanana (z pozycji libertariańskich) czy „Whose justice? Which rationality” Alasdaira MacIntyre’a (krytyka z perspektywy komunitarystycznej).

Swoją koncepcje Rawls nazywa „sprawiedliwość jako bezstronność[14]” i odnosi się ona do sprawiedliwości rozumianej politycznie i społecznie. Zasadniczym przedmiotem sprawiedliwości jest sposób, w jaki główne instytucje rozdzielają zasadnicze prawa i obowiązki oraz określają podział korzyści płynących ze społecznych kooperacji. Aby określić zasady sprawiedliwości, jakim ludzie będę podlegać, trzeba odwołać się do sytuacji pierwotnej, którą powinno rozumieć się hipotetycznie. Wybór, jaki zostanie podjęty w tej sytuacji ma charakter legislacyjny.

W sytuacji pierwotnej wszyscy ludzie wolni i rozumni muszą przyjąć zasady sprawiedliwości dla podstawowej struktury społecznej. Każdy członek grupy może mieć inną koncepcję i rozumienie dobra, ale grupa razem musi przyjąć to, co uzna za właściwe dla swego stowarzyszenia. Co zatem wybierze?

Oczywiście każdy będzie kierował się własnym interesem, aby wybrać to, co jemu będzie służyło najbardziej, dlatego Rawls wprowadza coś, co nazywa zasłoną niewiedzy[15].” Zasłona niewiedzy powoduje, że jednostki nie znają swego miejsca w przyszłym społeczeństwie, czy statusu oraz nie wiedzą nic o sobie nawzajem. Ponadto oznacza to również, że nikt nie zna swoich uzdolnień i naturalnych przymiotów, jak siła, inteligencja i inne. Dzięki temu jednostki muszą myśleć w sposób racjonalny, gdyż ryzykują, iż niesprawiedliwe zasady odbiją się na nich ( a zatem uznanie legalności niewolnictwa wiąże się z ryzykiem, że w przyszłej strukturze społecznej zostaniemy właśnie niewolnikiem). Sytuacja ta zapewnia równość wyjściową. Trzeba dodać, że zasłona niewiedzy jest kluczowa, a zarazem kontrowersyjna, gdyż przenosi klasyczną koncepcję umowy społecznej na wysoki poziom abstrakcji.

Ludzie w sytuacji pierwotnej chcą stworzyć najlepsze zasady którymi będą się kierować, a zarazem są równi podczas ich wybierania. O ile filozofie utylitarystyczne są oparte na użyteczności i mogą dopuszczać upośledzenie jednej jednostki kosztem większości, o tyle w teorii Rawlsa nie ma takiej możliwości. Jego zdaniem jednostki wspólnie wybiorą dwie reguły sprawiedliwości[16]. Jedna będzie dotyczyła wolności a druga nierówności społecznych.

Pierwsza zasada głosi że każda osoba ma prawo do największej możliwej wolności dającej się pogodzić z równą jej wolnością dla innych. Wolność jednostki musi być najszersza jak to możliwe, bo w sytuacji pierwotnej nikt nie zgodził by się na jej ograniczenie. Musi być też równa wolności innych, ponieważ w innym wypadku musiała by ją naruszać. Zasada ta ma pierwszeństwo nad drugą zasadą, która głosi, że nierówności społeczne mają być tak ułożone, aby były z korzyścią dla najbardziej upośledzonych i aby wiązały się z pozycjami i urzędami na równi dla wszystkich otwartymi. Autor w dalszej części książki rozwija owe zasady i zapisuje w sposób formalny, linearnie. Oto one[17]:

Pierwsza zasada

Każda osoba winna mieć równe prawo do jak najszerszego całościowego systemu równych podstawowych wolności, dającego się pogodzić z podobnym systemem dla wszystkich.

Druga zasada

Nierówności społeczne i ekonomiczne mają być tak ułożone:

a) aby były z największą korzyścią dla najbardziej upośledzonych, pozostając w zgodzie z zasadą sprawiedliwego oszczędzania; i jednocześnie

b) aby były związane z dostępnością urzędów i stanowisk dla wszystkich, w warunkach autentycznej równości szans.

Pierwsza reguła priorytetu (priorytet wolności)

Zasady sprawiedliwości mają być zestawiane w porządku linearnym, a co za tym idzie – wolność może być ograniczana jedynie w imię wolności.

Istnieją dwa przypadki:

a) mniejszy zakres wolności musi wzmacniać całościowy system wolności, która jest udziałem wszystkich;

b) wolność mniej niż równa musi być do przyjęcia dla tych którzy mają mniej wolności.

Druga reguła priorytetu (priorytet sprawiedliwości wobec efektywności i dobrobytu)

Druga zasada sprawiedliwości ma w porządku linearnym pierwszeństwo wobec zasady efektywności i wobec zasady maksymalizowania sumy korzyści; zaś zasada równych szans ma pierwszeństwo wobec zasady dyferencji[18]. Istnieją dwa przypadki:

a) nierówność szans musi zwiększać szansę tych , którzy mają mniejsze szansę

b) nadmierna stopa oszczędzania musi per saldo zmniejszać ciężary tych, którzy to obciążenie biorą na siebie.

Koncepcja ogólna

Wszelkie pierwotne dobra społeczne – wolność i szanse, dochód i bogactwo, a także to, co stanowi podstawy poczucia własnej wartości – mają być rozdzielane równo, chyba że nierówna dystrybucja któregokolwiek z tych dóbr bądź wszystkich jest z korzyścią dla mniej uprzywilejowanych.

Autor zakłada, że zostaną wybrane właśnie te zasady powyżej. Alternatywą dla nich są modele[19]: mieszane, oparte na średniej zasadzie użyteczności ( np. pierwsza zasada taka jak w koncepcji sprawiedliwości jako bezstronności plus utrzymanie minimum socjalnego w warunkach zasady średniej użyteczności), teleologiczne (np. klasyczna zasada użyteczności), koncepcje intuicjonistyczne (oparte na bilansowaniu sprawiedliwości na podstawie intuicji) i egoistyczne.

Rawls zakłada[20], iż w sytuacji pierwotnej jednostki nie kierują się żadną preferencją czasową (ktoś kto kieruje się preferencją czasową wybiera natychmiastowe wykorzystanie środków materialnych nad skorzystaniem z nich w późniejszym czasie – przykładem istoty kierującej się preferencją czasową jest dziecko) . Tyczy się to bezpośrednio sprawiedliwości międzypokoleniowej, która zaś dotyczy zasad sprawiedliwego oszczędzania. System społeczny musi być tak skonstruowany, aby jedno pokolenie nie stworzyło (np. poprzez zasadę dyferencji) sytuacji niesprawiedliwej w stosunku do następnego pokolenia. Jeśli jedno pokolenie będzie w nadmiernej mierze oszczędzało, to będzie to tak samo niesprawiedliwe jak gdyby żyło ponad stan, konsumując pieniądze które powinny iść na inwestycje.

W sytuacji pierwotnej jednostkami nie kierują skłonności psychologiczne. Racjonalna jednostka nie poddaje się zawiści[21] w sytuacji gdy różnice między nią a innymi nie przekraczają pewnych granic, a pamiętajmy że w sytuacji pierwotnej ludzie są równi. Rawls nie przeczy, że ludzie często odwołują się do sprawiedliwości aby zamaskować zawiść. Zawiść zaś jest sytuacją w której jednostka działa nieracjonalnie pragnąć pozbawić lepiej sytuowanych/ego korzyści, nawet gdyby sama miała na tym stracić. Autor stwierdza że jego zasady sprawiedliwości nie powinny prowadzić do powstania zawiści na taką skalę, która mogła by być groźna.

Rawls rozwija swoja koncepcję w duchu absolutnego egalitaryzmu, i to do tego stopnia że można ją określić mianem postmodernizmu[22]. System ma za zadanie dążenie do minimalizacji nierówności. To że jesteśmy uzdolnieni w jakimś kierunku, że jesteśmy na przykład upośledzeni, czarni lub wysocy – a nawet to, że urodziliśmy się w tej, a nie innej rodzinie i wychowaliśmy w takiej kulturze – wszystko to uważane jest za rzecz niezasłużoną. Dotyczy to zarówno tego, co związane ze społecznymi uwarunkowaniami, jak i tego, co związane jest z wrodzonymi cechami jednostki. Ponieważ na żadną z tych rzeczy nie mieliśmy wpływu zatem „Można tak urządzić podstawową strukturę, by te akcydentalne właściwości pracowały dla gorzej usytuowanych. Prowadzi nas to do zasady dyferencji, jeśli pragniemy tak zestroić system społeczny, by nikt nie zyskiwał i nikt nie tracił z powodu swego miejsca arbitralnie wyznaczonego przez rozkład naturalnych zasobów, ani za sprawą swej początkowej pozycji w społeczeństwie, nie dając, bądź nie otrzymując w zamian kompensujących korzyści.”[23] Oznacza to że np. warto poświęcić środki raczej na edukację dzieci mniej inteligentnych, niż tych bardziej – szczególnie w ich początkowym okresie życia.

W przeciwieństwie na przykład do koncepcji Arystotelesa, doktryna Rawlsa nie jest teleologiczna, nie jest oparta na celu ( jakim u Arystotelesa jest dobro). Możemy ją nazwać deontologiczną, gdyż Rawls określa zasady i konkretne obowiązki z nich wynikające dla jednostki. Tak stworzony system jest uniwersalny i może obowiązywać w dowolnej sytuacji i kulturze.

2.Krytyka zasady dyferencji

Tak jak pisałem w poprzednim fragmencie „Teoria sprawiedliwości” zakłada, że różnice między ludźmi nie są zasłużone, ponieważ są arbitralne. Według tradycyjnej koncepcji zasługi lepiej sytuowani zasługują na swoje większe korzyści, ponieważ nie żyją dla korzyści innych, lecz na własny rachunek. Teoria sprawiedliwości jako bezstronności mówi, że jest to pomyłka[24], gdyż moralna wartość człowieka nie zmienia się zależnie od tego, jak wiele osób oferuje podobne wartości i nikt nie zasłużył na swoje miejsce w dystrybucji naturalnych uposażeń. W ten sposób Rawls dowodzi konieczności zasady dyferencji, czyli maksymalizowania pozycji najgorzej sytuowanych. Zamiast koncepcji liberalnej wolności i naturalnej wolności (a tym bardziej arystokratycznej wolności) oczekuje, demokratycznej wolności wyrażającej się w postaci prawa dyferencji i realnej równości szans. Przejdę teraz do krytyki przedstawionego systemu Johna Rawlsa. Krytyka będzie przede wszystkim zawierała i rozwijała zarzuty, jakie wobec „Teorii sprawiedliwości” wysuwa Robert Nozick w „Anarchia państwo utopia”.

Naturalne talenty a koncepcja osoby

Rawls twierdzi, że ład oparty na wolności naturalnej nie jest sprawiedliwy, gdyż musi być oparty na koncepcji zasługi. Taki porządek nie może być właściwy, gdyż nie uwzględnia arbitralności samej zasługi. Nozick natomiast zaprzecza temu podejściu – jednostka która otrzymuje korzyść, nie musi zasługiwać, bezpośrednio na każde z rzeczy, które używa w celu osiągnięcia tej korzyści. Pewne z tych rzeczy może mieć „nie bezprawnie”. Nie oznacza to, że może mieć coś, jeśli się jej nie należy, lecz, że podstawy zasługi nie muszą być same w sobie zasłużone – jedna po drugiej.[25] Tak jak musi istnieć pewien podmiot posiadania uprzedni względem posiadania, tak musi być pewna podstawa zasługi, uprzednia wobec zasługi. Można również, ten sam zarzut sformułować w sposób mocniejszy – nie jest możliwe, aby podstawy zasługi były w pełni zasłużone.

Gdy odpowiadamy, co to znaczy, ze coś jest zasłużone, musimy cofnąć się do podstaw zasługi, zatem dokonać redukcji. Stąd pojawia się problem w odpowiedzi na pytanie, czy zasługujemy na swoje charaktery, bo jeśli nie to – nie wiadomo co pozostaje do osądu. Gdzieś na końcu musi być podstawa zasługi, która nie jest czymś zasłużonym np. właśnie nasz charakter. Można zatem powiedzieć, że nasze charaktery są nabyte „niebezprawnie”[26] lub można (dalsza redukcja) odwołać się do sytuacji w której plemnik łączy się z komórką jajową. To, który plemnik stworzy zygotę, jest arbitralne z moralnego punktu widzenia, a mimo to tworzy on materiał genetyczny i „konstytuuje” podstawy zasługi. Uprawnień naturalnych nie można określić moralnie przygodnymi w mocnym tego słowa znaczeniu.

Natomiast u Rawlsa nie można o nikim powiedzieć, że ma podstawy do tego, aby na cokolwiek zasługiwać (w mocnym tego słowa znaczeniu), gdyż jeśliby istota człowieka zależała od uzdolnień, które są przygodne, to i suwerenny czynnik owej istoty byłby przypadkowy i nie miałby gwarantowanego statusu epistemologicznego. Oznacz to, że człowiek jest czymś innym, niż jedynie sumą uzdolnień, musi istnieć nieokreślona jaźń. Według Rawlsa ludzie nie mają żadnej wewnętrznej wartości w sensie czegoś, co byłoby niezależne od tego, co im społeczne instytucje przypisują. Są czystą jaźnią, do której dołączają przypadkowe cechy i talenty (wydaje się, że należy to interpretować po kantowsku, jako przedmiot transcendentalny – jednak Rawls raczej tego unika ).Taki model osoby uniemożliwia mówienie o odpowiedzialności i faktycznym moralnym wyborze.[27] Kim zatem jest człowiek?

Każdy człowiek ma prawo do pewnej części całości naturalnych aktywów, ale nikt jako taki nie ma do nich konkretnego tytułu. Całość naturalnych aktywów, czyli wspólnych zasobów, które po „odsłonięciu” zasłony niewiedzy trafią do ludzi jako uposażenia indywidualne, jest rozumiana jako pewna pula. Jeśli brać pod uwagę stosunek osoby do uposażeń, człowiek, jeśli nie jest właścicielem dóbr, musi być ich strażnikiem bądź składnicą. Rozumienie człowieka jako składnicy przygodnych uposażeń wydaje się prowadzić do relatywizmu związanego z osobą tj. wątpliwego statusu suwerennego czynnika konstytuującego człowieka. Ponadto jeśli człowiek jest składnicą uposażeń to nie ma potrzeby pytać do kogo należą ostatecznie dobra[28], są one niczym manna spadająca z nieba. Ich rezydowanie we mnie, nie uzasadnia zasady dyferencji. Jeśli prawdą jest koncepcja, że człowiek jest strażnikiem dóbr, to po stronie Rawlsa jest przekonanie nas do niej, ponieważ powszechnym poglądem, przynajmniej kiedyś było, że rzeczy przychodzą na świat już zawłaszczone, jako własności.

Widzę w tym duży filozoficzny problem mimo, że nie jestem tradycjonalistą. W „Teorii sprawiedliwości” Rawls nie przedstawia wystarczających argumentów, ale spróbujmy się chwilę nad tym problemem zastanowić. Na pytanie strażnikiem czyich dóbr miałby być odpowiedzią było by – dóbr wszystkich ludzi. Należałoby jeszcze (chyba) dodać – wszystkich ludzi w sytuacji pierwotnej. Widzę tu następujący problem – powiązanie między sytuacją pierwotną, a samym człowiekiem. Jeśli człowiek nie brałby udziału w sytuacji decyzyjnej za zasłoną niewiedzy, mógłby czuć się nie związany z tym co ma „chronić”. Rawls mógł, ale nie zrobił tego, dodać jeszcze jedno założenie do sytuacji pierwotnej – otóż że wszystkie jednostki wybierają zasady sprawiedliwości „w których kiedyś zaistnieją”, niezależnie w którym pokoleniu . Zauważmy że dopiero przyszłe pokolenia będą miały dostęp do pewnych odkryć, pewnych udogodnień, których nie mają te wcześniejsze i jest to argument na to że, pula uposażeń faktycznie nie jest losowa, a każdorazowo system musi odnosić się raczej do porównywania wewnątrz pokoleniowego, aniżeli międzypokoleniowego.

Dlatego dochodzą dalsze wątpliwości. Zbiór dóbr traktowany jest jako pula. Pula jest jednak zmienna z czasem i mogą istnieć prawdopodobieństwa uzyskania pewnych wyników, wiążące się z dużym okresem, jaki minął od odsłonięcia zasłony niewiedzy. Tym bardziej jeśli porówna się jednostki z różnych pokoleń. Czy zatem jednostka jest strażnikiem uposażeń całej ludzkości, czy tylko swojego pokolenia ? Może zaś wszystkich podmiotów myślących (za Kantem)[29]. Problem tez powstaje, jeśli system Rawlsa nie byłby jedynym systemem – czy wtedy człowiek byłby strażnikiem dóbr ludzi spoza systemu? Ciężko mówić w tym wypadku o własności, nawet własności kolektywnej, bo musi oznaczać to internacjonalizm (a pula jest rozumiana bardziej jako pula ludzkości).

Jak wnioskuje powyżej, koncepcja człowieka jako strażnika dóbr wspólnych jest wątpliwa i nie udowodniona (co nie znaczy, że może kiedyś zostanie opracowana w taki sposób, że będzie możliwa do przyjęcia. To zaś wymagałoby opracowania zwłaszcza kwestii związanych z arbitralnością rodziny), nie wspomniałem również o innym ważnym założeniu – człowiek będący właścicielem czegokolwiek, będzie zawsze efektywniej wykorzystywał zasoby. W związku z tym, należy uznać, za Robertem Nozickiem, że mimo iż nie zawsze zasługujemy na uposażenia, to mamy prawo je wykorzystywać. Wydaje mi się, że każde inne rozwiązanie, będzie pociągało problem ustalenia podstaw zasługi i w związku z tym, naznaczone będzie nieuniknioną hipokryzją.

Najgorzej sytuowani

Nasuwa się pytanie: to kim są najgorzej sytuowani? Rawls dużo pisze o kwestiach moralnych, a mniej o praktycznych, więc widać tutaj pewną lukę. Określenie to stosowane jest do całych grup, a nie do osób traktowanych indywidualnie. Unikanie podejścia jednostkowego zmusza nas do kolektywnego dyskryminowania jednostek – outsiderów, co jest zbliżone do krytykowanego przez autora utylitaryzmu. Zgodnie z podejściem libertariańskim należy interpretować działania pojedynczej jednostki, nawet, gdy dotyczy to sytuacji wyborów zbiorowych[30]. Dlaczego nie mielibyśmy zatem, znaleźć najgorzej sytuowane indywiduum, (jakąś istotę, która, żyje ponad stan, a na jego koncie istnieje wyłącznie astronomiczny, niemożliwy do spłacenia w ciągu jednego pokolenia dług)[31] i zgodnie z drugą zasadą sprawiedliwości maksymalizować jego sytuację ?[32] Wydaje się, że skupienie się na grupach jest ad hoc i nie jest dostatecznie atrakcyjne dla tych, którzy zajmują pozycje jednostkowe.

Aby uniknąć arbitralności Rawls sugeruje[33] (1)znaleźć najgorzej sytuowaną grupę i zastosować zasadę dyferencji biorąc pod uwagę reprezentatywną jednostkę, która to będzie średnią oczekiwań całej klasy, albo (2) odwołać się do średniego bogactwa lub dochodu. Pierwsze rozwiązanie należy, moim zdaniem od razu zarzucić, ze względu na niejasne określenie grup. [34] Ponadto należałoby, po ich określeniu, prowadzić ich statystykę. Gdy jedna grupa dostaje wyrównawcze przywileje automatycznie przestaje być najgorzej sytuowana i powstaje błędne koło. Równocześnie tylko ten sposób umożliwia uniknięcie dyskryminacji pewnych grup jak np. reprezentatywny alkoholik. Jedyną koncepcją dyferencji wydaje się być wobec tego drugie rozwiązanie, które polegałoby na minimum socjalnym[35] plus opodatkowanie spadków i darowizn (ponieważ równoczesne subsydiowanie pewnej grupy – jak w (1) byłoby niezgodne z zasadą dyferencji). Oczywiście można traktować sam system z przymrużeniem oka, jedynie jako ogólną regułę, wydaje się to jednak być sprzeczne z deontologiczną koncepcją Rawlsa. Jest jeszcze, trzecia droga interpretacji o której autor boi się wspominać – otóż, ta odnosząca się do mikropoziomu.[36]

Jeśli dowiodłem, że zmniejszanie nierówności będzie polegało na zastosowaniu minimum społecznego oraz minimalizowaniu nierównego startu i kumulacji własności za sprawą podatku od spadków i darowizn, należy udowodnić błąd tego rozumowania. Rawls błyskotliwie zauważa[37], że sprawiedliwy podatek w celu „zapłacenia” za zasadę dyferencji, powinien być najlepiej podatkiem od wydatków nie dochodów . Niestety wydaje się to być nierealne[38]. Płaca minimalna nie gwarantuje nikomu zatrudnienia, dlatego wydaje się, że Rawls musiałby oprzeć swój system na minimum socjalnym. Załóżmy, że za „granicę ubóstwa” uzna się poziom 4000 dolarów dochodu rocznie. Każdy, kto zarabia mniej, otrzymuje od Wujka Sama wyrównanie, przyznawane automatycznie na podstawie zeznania podatkowego. Osoby wykazujące dochód zerowy otrzymałyby od rządu 4000 dolarów; ci, którzy zarobili 3000 dolarów, dostaliby 1000 dolarów itd. Oczywiste jest, że nikt, kto by zarabiał poniżej 4000 dolarów, nie miałby żadnego powodu, żeby w ogóle pracować. Po co ktoś miałby pracować, skoro te same cztery tysiące dostanie, nic nie robiąc[39]. To Oznaczałoby dla systemu gospodarczego klęskę, a brak pracowników spowodowałby, że zmiana prawa byłaby nieunikniona. Równocześnie znaczna część ludzi uciekłaby w szarą strefę, jawnie kpiąc z tego śmiesznego systemu i stając się jego beneficjantami. Nie trzeba być ekonomistą, aby spostrzec, że podatek od spadków i darowizn nie byłby w stanie tego wyrównać, szczególnie biorąc pod uwagę konieczność uwzględnienia sprawiedliwości międzypokoleniowej czyli zasady sprawiedliwego oszczędzania.

Warto powiedzieć także kilka słów o narzucającym się rozumieniu zasad Rawlsa na mikro poziomie. Prawdopodobnie system Rawlsa musiałby prowadzić do innych zasad na mikro i makro ekonomicznym poziomie, nawet do tego stopnia, że wynik mógłby się okazać zaskakujący. Jeślibyśmy zastosowali reguły sprawiedliwości do samych jednostek, mógłby się okazać, że istnieje problem z uprawnieniami do własnego ciała. Otóż, zgodnie z drugą zasadą sprawiedliwości, można by np. przeszczepić oczy żyjącego człowieka, bądź też nawet zabić go, aby jego ciało wykorzystać jako konieczne do uratowania życia, tych, którzy umarliby młodo… Nie da się chyba wyobrazić większego zniewolenia, niż prawo do transplantacji za życia – poparte drugą zasadą sprawiedliwości! Nawet nie uciekając w skrajne przykłady, wystarczy wyobrazić sobie sportowca, który ma zostać pozbawiony nerki.

Rekompensata

Zwróćmy uwagę, że koncepcja sprawiedliwości Rawlsa, w punkcie drugim wprowadza pojęcie „najbardziej upośledzeni” a nie najbiedniejsi. Teoria wydaje się nie mieć odpowiednich narzędzi, aby traktować sprawiedliwie grupy opierające swoje upośledzenie na innych kwestiach niż zamożność, zatem dyskryminuje je (Opis alternatywy dla tej niesprawiedliwości przedstawię w mojej pracy opisując legalistyczną koncepcję Roberta Nozicka). Wydaje mi się ponadto, że bezpośrednio z dwu zasad sprawiedliwości, osoba o mniejszych zdolnościach, czy cechach, które jej nie pasują, może wywnioskować, że należy jej się prawo do otrzymania rekompensaty (ewentualnie może odwołać się również do równości startu i równości możliwości.) Kolejnym krokiem byłoby udowodnienie, że dany brak talentu powoduje, że jest najbardziej upośledzona w pewnym aspekcie działania. Kolejny krok zaś, to stworzenie komisji subiektywnie rozstrzygającej, czy za przypadłość „x” lub jej brak coś się należy (inną kwestią jeszcze jest ustalenie przelicznika upośledzenia)

Libertarianie zauważają, że prawa ekonomiczne dotyczą każdej dziedziny. Jeśli subsydiujemy bezrobotnych lub samotne matki z dziećmi, to tak jakbyśmy dawali ludziom motywację mówiąc „to jest dobre, czyńcie tak”. Ta „chrześcijańska” pomoc musi na dłuższą metę spowodować zwiększenie liczebności tych grup. Taka pomoc jest podobna do sytuacji alkoholika, czy narkomana, którego rodzina i otoczenie wyrozumiale patrzy na jego problem, współuzależnia się – tym bardziej uniemożliwiając mu wyzdrowienie. To jednostka zawsze podejmuje działanie. Także i w tej sytuacji to właśnie aktywne jednostki umiałyby się odnaleźć w sytuacji i wykorzystać stworzone dyferencyjne prawa na swoją korzyść (np. znajdując w nich kruczki), podczas gdy ci, do których pomoc miała by trafić, dostaliby mniej.[40] System tworzy negatywny sposób myślenia – wyszukiwania swoich słabych stron i odwoływania się do litości. Pośród słabych stron tylko niektóre mogą być rekompensowane. Ostatecznie takie rozumienie sprawiedliwości zawęzi się do zasad formalnych, a nie obiektywnych. Czemu tak? Gdyż w świecie w którym żyjemy, nawet wada może być poszukiwana w pewnych sytuacjach niszowych. Czołgista musi raczej być niski, urzędnik pedantyczny, a kobiety puszyste, mają swoja grupę adoratorów. Myślenie kategoriami Rawlsa pozwalałoby wykorzystywać te cechy, w sposób przeciwny zasadom rynkowym.

Permanentna dyskryminacja

Kolejne zastrzeżenie odnośnie zasady dyferencji odnosi się do faktu, że nie traktuje ona równo wszystkich podmiotów do których się odnosi.[41] Na współpracy każda z współpracujących stron zyskuje, bo aby dobrowolna współpraca powstała musi być zgoda między zainteresowanymi. Abstrahując od sytuacji pierwotnej, Rawls chciałby, aby gorzej uposażeni powiedzieli coś takiego „Spójrzcie lepiej uposażeni, zyskujecie na współpracy z nami. Zatem oczekujemy od was tyle, ile tylko możemy otrzymać, chyba że dostaniemy tak dużo, że będzie to na naszą niekorzyść – lub nie będziemy współpracować. Problem polega na wykazaniu, że jednostka A (bardziej uposażona od B) nie ma prawa do reklamacji.[42] Wydaje się to skrajną niesprawiedliwością, aby odmówić prawa do wolnej decyzji jednostce, tylko dlatego że jest lepsza. Uderza to w wolność handlu i stowarzyszania się. Jednostka nie może dyktować swoich warunków, mimo że ma równe prawo przekonywania jako jednostka wolna, a co więcej nie może nawet próbować.

Równie dobrze to lepiej uposażeni mogliby powiedzieć: „ Spójrzcie gorzej uposażeni, zyskujecie na współpracy z nami. Zatem oczekujemy od was tak dużo, jak się tylko możemy otrzymać, chyba, że dostaniemy tak dużo, że będzie to na naszą niekorzyść – lub nie będziemy współpracować.” Wyobraźmy sobie sytuacje, że do państwa utworzonego na zasadach Rawlsa przybywa obcy inwestor i daje taką ofertę. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostałaby ona odrzucona, jeśli obcy nie chciałby działać zgodnie z wymogiem gorzej uposażonych. Wydaje się, że w wypadku konfliktu interesów pierwszeństwo powinien mieć ten, kto działa czyli ten, kto zainicjował współprace. To taka osoba widzi cel i nie jest jedynie środkiem do jego osiągnięcia, ( i jakoś zazwyczaj tak się dzieje, że są to ci bardziej utalentowani). Równocześnie zwróćmy uwagę, że Kant, który jest bazą wyjściową dla myśli Rawlsa, inaczej widzi człowieka w społeczeństwie.[43] W jego wypadku założeniem stanu obywatelskiego jest samodzielność członka wspólnoty, a w wypadku gdyby lud nie zgadzał się na prawodawstwo „odpowiedź może być tylko: nie pozostaje mu nic innego jak słuchać„.

Co ciekawe wraz z dyskryminowaniem lepiej uposażonych Rawls atakuje również tych, którzy są najgorzej sytuowani. Traktowanie, niezależnie kogo, jako zasobów dla innych ludzi to nastawanie na jego godność. Traktowanie ludzkich talentów i zdolności, jako zasobów dla całego społeczeństwa jest atakiem na godność ludzką, pomniejszeniem jego autonomii i wolności. Jest to zasadny zarzut, gdyż jeśli Rawls tłumaczy swą koncepcję jako rozwinięcie teorii Kanta, to w ten sposób atakuje najważniejszą zasadę swego mistrza, mówiącą, że należy „traktować każdego jako cel sam w sobie, a nie tylko jako środek„.[44] Można przytoczyć jeszcze inny argument tyczący się pomocy najbiedniejszym[45]. Decyzja większości, że wąska grupa najbogatszych ma zostać opodatkowana na rzecz ubogich, to przeciwność wolnej decyzji – to grupa A decyduje o grupie B, aby ta dała coś grupie C. Nie ma sprzeczności między wolnym rynkiem, a współczuciem dla tych którym poszło gorzej – współczucie może przybrać formę działalności dobroczynnej, zaś kluczowym jej warunkiem jest chęć niesienia pomocy (bez niej powstaje uczucie podobne do zawiści). Dodam jeszcze, że tworząc „bezstronny” system tworzymy konflikt o charakterze marksistowskim. Nawet klasa „średnia” będzie w konflikcie z klasą najuboższą, bo wie, że w razie nieistnienia tej ostatniej, to jej pozycja byłaby maksymalizowana.

Dystrybucja a zawiść

Jest jeszcze jeden bardzo niepokojący błąd myślowy, na którym oparta jest zasada dyferencji. Jest to rozdział między produkcją a dystrybucją. W rzeczywistości nie ma takiego podziału, gdyż są to dwie części jednego mechanizmu. Kto chciałby zmieniać coś w relacji między działaniem, a skutkiem, który jest nagrodą, bądź karą za aktywność? Oczywiście tej ingerencji chcieliby ci, którzy zazdroszczą pozytywnego skutku. Nic w tym dziwnego, skoro sami najprawdopodobniej nie odnieśli sukcesu, jednak zważmy, że nie zauważają, iż osoba lub inny podmiot który podjął działanie liczył się z ryzykiem. Nikt nie zazdrości, gdy podmiot działający ponosi klęskę, znika wówczas również kwestia myślenia o rozdziale wspomnianego procesu. Uświadamia nam to zasadę pospolitego myślenia o sprawiedliwości, które można określić jako: „jeśli masz to się podziel, a jeśli nie masz – twoja sprawa”. Podczas, gdy właśnie na ryzyku oparty jest ewentualny sukces. Tendencja „do równości” oparta jest na zawiści, co zauważa sam Rawls.[46] Mówiąc o tym, że teoria sprawiedliwości jako bezstronności nie jest oparta na zawiści, myli się. Wystarczy przytoczyć prosty przykład. W wypadku, gdy mielibyśmy do wybory dwie dystrybucje: (1) A dostaje 10, a B dostaje 5, lub (2) A dostaje 8, a B dostaje 5, zasady sprawiedliwości Rawlsa preferowałyby drugi system, który jest nieoptymalny względem Pareta. Jak przedstawiłem w tej części pracy, pięknie brzmiąca zasada dyferencji posiada wiele błędów i oparta jest na wątpliwej koncepcji osoby. Skoro poruszyłem temat zawiści i ryzyka, trzeba zastanowić się raz jeszcze nad Rawlsowską koncepcją sytuacji pierwotnej.

3.Krytyka sytuacji pierwotnej

John Rawls wprowadza w swej koncepcji pojęcie sytuacji pierwotnej, które jest podstawą całej teorii. Nastręcza ono wielu trudności. Jak sam autor pisze, wprowadzona sytuacja pierwotna skłania racjonalne jednostki , do tego, aby mając na względzie własny interes wybrać dwie zasady sprawiedliwości.[47] Sytuacja w której zostaną one wybrane, ma jednak ten nietypowy charakter, że odbywa się za zasłoną niewiedzy, czyli w nieświadomości co do indywidualnych przymiotów naturalnych, własnej pozycji społecznej oraz bez wiedzy na temat poglądów etycznych.

Sytuacja pierwotna a historyczność i własność

Nozick porównuje[48] ludzi w sytuacji pierwotnej do klasy szkolnej. Założenia narzucane przez sytuację pierwotną gwarantują wybór, na zasadzie umowy, teleologicznych, a nie historycznych zasad sprawiedliwości. Jeśli dano by klasie pewną pulę będącą sumą ocen, z której grupa miałaby rozdzielić indywidualne noty to najprawdopodobniej klasa zgodziłaby się na równy podział ocen i na pewno nie podzieliłaby ocen tak jak zrobiłby to nauczyciel. Nawet jeśli rzeczywiste oceny został by przez nauczyciela napisane na tablicy, grupa nie miała by powodów, aby je przyjąć. Grupa taka, jak opisana klasa, zanegowałaby zasady historyczne – żaden podział historyczny nie jest możliwy do wybrania za zasłoną niewiedzy. Istnieją co najmniej dwa powody tłumaczące, dlaczego tak się dzieje. Po pierwsze jednostki nie mogą nic wiedzieć o historii, bo jest założeniem, że jej nie znają. Po drugie nie mogą one ocenić podziału historycznego na podstawie uczciwości, bo pojęcie to nie występuje w sytuacji pierwotnej, w której ludzie kierują się własnym interesem. Można powiedzieć, że sytuacja pierwotna została stworzona po to, aby zanegować zasady historyczne i legalistyczne, gdyż są one „z gruntu niesprawiedliwe”. Dla Rawlsa wolny porządek bez reguł jest indyferentny moralnie, nie ma w nim pojęcia sprawiedliwości.

Sytuacja pierwotna stwarza wielką trudność w stworzeniu zasad legalistycznych. Jednostka, kierując się tylko kalkulacją, będzie działała dokładnie tak, jak osoba w klasie, której przedstawiono problem dystrybucji ocen. Problem sprawiedliwej dystrybucji, jaki postawiono klasie, zmusza uczniów do wyboru jakichś sztywnych reguł podziału ocen, w rzeczywistości jednak zauważmy, że tak przedstawiona sprawa ma raczej na celu odwrócenie uwagi od faktycznej sprawiedliwości. Powstaje pytanie: „na jakiej podstawie możemy w ogóle dzielić coś, co nie jest nasze?” Jedyny uczciwy podział to ten, który uwzględnia, na jaką notę zapracował każdy z uczniów indywidualnie.

Wróćmy do sprawiedliwości historycznej, którą neguje John Rawls. Jeśli zanegujemy własność jako coś stałego, co możemy dowolnie przekazywać, pozostaje nam uznać, że mamy do własności prawo chwilowe. Faktem jest, że rzeczywiście, doczesną własność tracimy w chwili śmierci, w tym sensie nasze prawo nie jest wieczne. Mamy jednak potomków i inne osoby, które mogą zająć się tym, co mieliśmy za życia, jeśli wyraziliśmy na to ochotę. Nikt nam nie broni przekazać za życia gotówki, bądź pieniędzy w innej formie, jak opłata za np. szkołę salsy, treningi judo czy za studia filozoficzne, naszym dzieciom, bądź nawet obcym (mecenat). Dlaczego nie mamy, wobec tego prawa do stuprocentowego przekazania naszych dóbr po śmierci?[49] Odebranie fragmentu tego co posiadamy, na przykład w formie podatku od spadku jest zanegowaniem naszej faktycznej własności, szczególnie widoczne jest to, w przypadku gdy ktoś zmarł wcześnie, zostawiając pewien majątek. Nie dość, że ludzie którzy byli z nim związani tracą coś niezwykle cennego (zmarłego oraz jego dochody), co nadaje się do rekompensaty według zasad Rawlsa, to jeszcze zamiast niej, ci sami ludzie są „okradani” poprzez zajęcie sporego fragmentu byłej własności zmarłego. Może się wydawać, że takie podejście jakie prezentuje Rawls jest obarczone trudnym do rozwiązania błędem.

Podobna sprzeczność występuje w zakresie innych własności rozumianych jako „prawa do własności”. Rawls i również wielu współczesnych filozofów nie rozumie słowa „własność” w sposób właściwy. Nie należy traktować własności jako wolności konsumpcji, bądź możliwości konkretnego użycia czegoś, lecz jako pewien proces. „Własność” libertariańska oznacza fizyczną i całkowitą własność do czegoś, a nie „prawa własności”[50], chyba że w wolnej umowie porozumiemy się, że mamy do czegoś wspólne prawo (na przykład po połowie udziałów, bądź używamy czegoś na zmianę itp.). Błędem o kolosalnych rozmiarach, który powstał, za sprawą „społeczników” i „intelektualistów” dbających o tzw. „dobro wspólne” (które w rzeczywistości jako rozbite na każdego staje się niczyje) jest zastąpienie pojęcia samoposiadania i tego, co z niego wypływa „prawami własności”. Podejście libertariańskie zakłada, że pierwotną własnością każdego z nas jest posiadanie własnego ciała i miejsca w którym ono się znajduje. Każdy ma pełne prawo do siebie i do swojej własności, którą tworzy i zdobywa używając swoich talentów. Raz zdobyte dobro można, z pewnym przymrużeniem oka, porównać do przedłużenia ciała człowieka. Tak jak nikogo nie interesuje, dlaczego ktoś rozmyślnie uszkodził własne ciało, tak samo nie możemy ingerować w to, jak kto dysponuje swoją własnością, czy jakich strategii zachowań używa w swoim życiu (warunek: działanie nie może być agresją w stosunku do własności innych) – to nie nasza sprawa, nawet jeśli uważamy to za głupie lub niegodne.

Czymś innym od opisanej powyżej libertariańskiej „prawdziwej własności” są tzw. „prawa własności”, których powstanie zawdzięczamy niepewności i brakowi wiary w „prawdziwą własność” oraz poddaniu się myśleniu kolektywnemu. W rzeczywistości, choć możemy zrobić cokolwiek chcemy ze sobą oraz ze swoimi dobrami, ktoś zauważył, że może odnieść jakąś korzyść, zabraniając nam pewnych rzeczy. W ten sposób, bez naszej zgody, określa się i prawnie reguluje, jak można używać pewne rzeczy (mimo, iż to my mamy do nich pełną własność) oraz czego nie wolno robić (mimo, iż nie jest to agresją skierowaną ku innym).W ten sposób powstały prawa mówiące co i od kogo na jakich warunkach można kupić oraz co i jak należy używać, a jakie używanie jest zabronione. W ten sposób nagle okazuje się, że potrzeba określić w jakich zawodach można pracować i co potrzeba zrobić w tym kierunku, aby tą pracę uzyskać. Zauważmy, że aby oferować płatne przejazdy nie trzeba mieć sterty pozwoleń, licencji, homologacji i kasy fiskalnej lecz jedynie samochód. Na podobnym błędzie zasadza się prywatyzowanie prawa do określania, czy mamy prawo do używania leków, narkotyków i podobnego typu usług. Jeśli argumentem za prywatyzacją tego typu możliwości decydowania o sobie jest niebezpieczeństwo używania tych środków, to jesteśmy blisko zakazania sprzedaży noży czy środków chemicznych jak kleje – gdyż te ostatnie są bardziej niebezpieczne od większości narkotyków. Libertarianizm uczy nas, że ostatecznie ludzie i tak robią to, na co mają ochotę,[51] nie wolno zatem karać nikogo, jeśli nie ma ofiar jego działania (jeśli sam odniósł szkodę, to będzie miał nauczkę).„Prawa własności” powstały ponieważ ludzie boją się odpowiedzialności jaką niesie wolność, wolą poddać się myśleniu kolektywnemu. Odpowiedzialny człowiek używa rzeczy jak należy je stosować i kalkuluje ryzyko, zaś nieodpowiedzialny będzie bał się o siebie, bądź o swoje dzieci (które i tak zrobią, co będą chciały)- i to on jest nieodpowiedzialny, bo nie umiał ich wychować. W świecie, gdzie panują „prawa własności” nie ma prawdziwej wolności, a ludzie działają nieskutecznie, gdyż aby zwiększać skuteczność działań trzeba czasem ryzykować, użyć nowej strategii lub niestandardowego środka, aby sprawdzić czy nie maksymalizuje on efektywności działania.

Ponieważ ludzie w sytuacji pierwotnej są tylko chwilowo, zatem tworzą prawa które działają chwilowo. Ludzie w sytuacji pierwotnej, niczym wielkie zgromadzenie akcjonariuszy cieszą się, że ustalili „prawa własności”. Nie wiedzą jednak, że dobrowolnie stją się niewolnikami, że oddają za darmo innym to, co mieli najważniejsze – możliwość podejmowania nieskrępowanej decyzji. Jeśli próbowaliby, mimo to ustalić zasady legalistyczne bądź historyczne (zakładając na przykład, że w jakiś sposób, przed sytuacją niewiedzy istniał już jakiś inny system), to kalkulując swój interes i prawdopodobieństwo nie doszliby do wniosków logicznych. Sytuacja pierwotna umożliwiałaby stworzenie odwrotnie legalistycznej zasad sprawiedliwości z punktu widzenia własnej opłacalności. Wszystkie zasady typu „biedni zostaną bogatymi”, „ostatni staną się pierwszymi” „mądrzy i piękni będą głupimi i brzydkimi” mają duże prawdopodobieństwo bycia wybranymi. Zakładając, iż jakiś porządek istniał przed pojawieniem się sytuacji wyboru konstytucyjnego oraz, że decydenci posiadają o nim wiedzę, najbardziej „sprawiedliwą” regułą wydaje się odwrócenie dotychczasowego porządku. Taka oparta na zawiści reguła biorąc pod uwagę krótki okres czasu – około jednego pokolenia – jest najbardziej egalitarna.

Sytuacja pierwotna a zasady sprawiedliwości

Jak widać nie ma mowy o wybraniu w sytuacji pierwotnej reguł, które podejmowałyby, w sposób sprawiedliwy kwestie historyczne oraz kwestie własności. Co więcej, jeśli jakiekolwiek stanowisko historyczne uznamy za właściwe, musimy uznać teorię sprawiedliwości jako bezstronności za błędną. Pomyślmy teraz nad zasadami jakie ludzie wybraliby w sytuacji pierwotnej.

Rawls pisze, że nie ma kroku pośredniego między zasadą dyferencji, a ścisłą równością. Zasada dyferencji dopuszcza największa możliwą nawet nierówność pod warunkiem, że płynie z tego jakakolwiek korzyść dla tych którzy mają najmniej. Nie mniej jednak można wymyślić bardziej egalitarne zasady i istnieje duża szansa, że ludzie w sytuacji pierwotnej poparliby je.[52] Robert Nozick podaje dwie:(1) Nierówność jest jedynie wtedy usprawiedliwiona, jeśli korzyści z niej płynące przewyższają koszty z niej płynące oraz (2) nierówność jest usprawiedliwiona jedynie, jeśli korzyści z niej płynące przewyższają koszty z niej płynące i jeśli nieistnieje żaden inny bardziej egalitarny system spełniający pierwsze założenie. Dwie powyższe zasady opierają się na rawlsowskim rozumieniu korzyści, jako interesu najbardziej upośledzonych, podczas gdy kosztem jest nierówność. Dodatkowo można by tworzyć kolejne koncepcje jeśli założyć, że należy maksymalizować nie tylko pozycje najgorzej sytuowanych ale i grupy która ma więcej, ale jest poniżej średniego uposażenia. W tym wypadku należałoby się oprzeć o jakiś standard równości i minimalizować różnice w taki sposób, aby wypłaty były tym większe im jednostce więcej brakuje do standartu równości (do średniej). Ideą, która mogłaby to spełnić mógłby być np. podatek progresywny z bardzo dużą, nieskończoną w systemie idealnym, liczbą progów. Zatem w rzeczywistości wybór zasad sprawiedliwości nie polega tylko na odrzuceniu systemu stricte równościowego, jako niekorzystnego. W sytuacji pierwotnej ludzie mają co najmniej cztery systemy oparte na maksymalizowaniu sytuacji najbardziej upośledzonych (od najmniej egalitarnego): zasada dyferencji, koncepcja Nozicka (1), koncepcja Nozicka (2), ścisła równość. Ponadto na pewno możnaby stworzyć kilka koncepcji w których maksymalizowałoby się pozycję wszystkich ludzi poniżej progu równości. Tutaj najbardziej egalitarne byłyby te koncepcje, które stosowałyby wypłaty progresywnie w stosunku do ubóstwa (4), a mniej egalitarne to te, które ustaliłyby stałą stawkę np. połowa różnicy między standardem, a zajmowaną pozycją (3).

Zastanówmy się teraz nad dylematem, czy w sytuacji pierwotnej, „społeczeństwo”, zdecydowałoby się na asekuranctwo, czy raczej na ryzyko. Ponieważ sytuacja pierwotnej bogata jest w założenia (o czym będzie traktował następny fragment pracy), dlatego mamy prawo zadać to pytanie. Stwórzmy hipotetyczną sytuację, w której należy wybrać jeden system spośród czterech podanych systemów (co jest bezsprzeczne z teorią sprawiedliwości jako bezstronności; tabelka zakłada, że istnieją 3 klasy społeczne, zaś liczby oznaczają wypłatę uposażenia dla każdej z nich):[53]

 

naj-

biedniejsi

Klasa średnia

naj-

zamożniejsi

Sys. A

3

3

4

Sys. B

4

5

8

Sys. C

2

7

14

Sys. D

5

4

9

System A, który przypomina system komunizmu państwowego, jest odrzucony zarówno zgodnie z zasadą maksymalizowania pozycji najuboższych, jak i dlatego, że suma wypłat jest ewidentnie najniższa. System D mógłby zostać wybrany, mimo iż nie jest ani sprawiedliwy, ani realny (widać tu dylemat: jak ludzie w sytuacji pierwotnej mieliby wykryć to oszustwo, jeśli zostałoby im przedstawione jako jedna z propozycji) – lecz działa na niego zasada maksyminu. Główny problem stanowi wybór między systemem B a C. Wybór B, zbliżony do systemu Rawlsa, nie zawiera ryzyka, lecz suma wypłat jest niższa. Są zatem dwa zasadnicze modele myślenia. Można albo porównać sytuacje najgorszych i wtedy decyzja padnie na system Rawlsa – to pierwszy model. Drugi model, choć ryzykowny, gwarantuje marginalnie większą efektywność. Tutaj należałoby porównać wszystkie kombinacje danych w wierszach B i C macierzy[54]. Wynik pięć do czterech wskazuje na wybór systemu C, który jest zbliżony do systemu kapitalizmu wolnorynkowego, w którym w dwóch z trzech przypadków sytuacja ludzi będzie lepsza niż uśredniony wynik dla systemu B. Wniosek z tego rozumowania jest taki, że dla jednostek opłacalniejsze jest ryzyko, pytanie tylko czy ludzie by się go podjęli, jeśli w grę wchodzi coś tak ważnego, jak ich życie. Rawls nie widzi takiej możliwości.

Gdy chodzi o wybranie konkretnych reguł sprawiedliwości, nie da się określić jak, w sytuacji pierwotnej, zachowaliby się prawodawcy. Mogliby wybrać zarówno jedną z pięciu wymienionych reguł „równowościowych” (zgadzam się z Rawlsem, że ścisła równość odpada), jak i skalkulować i wybrać system bardziej wolnorynkowy, co opisałem w kolejnym akapicie. Przykładowe zasady sprawiedliwości po wybraniu tej drugiej możliwości mogłyby brzmieć np.”nierówności są tak długo dopuszczone, jak długo maksymalizują średnią wypłat” (wersja mniej egalitarna), lub „nierówności są tak długo dopuszczone, jak długo maksymalizują średnią wypłat i jeśli nie istnieje inny, bardziej bardziej egalitarny system”. Wybór zasad zależny jest od sposobu podejmowania decyzji w sytuacji pierwotnej. Przyjżyjmy się teraz zasłonie niewiedzy i jej kosmicznym założeniom.

Zasłona ignorancji

Zasłona niewiedzy (veil of ignorance) to skrojony na potrzeby teorii sprawiedliwości, warunek gwarantujący uczciwość w sytuacji pierwotnej. Na zasłonę niewiedzy składa się: brak wiadomości co do pozycji i uposażenia (również naturalnego) i przebiegu życia w realnym świecie, brak znajomości swojej psychiki oraz kierowanie się racjonalnością w podejmowaniu wyborów (brak afektów), a jej wprowadzenie tłumaczone jest jako warunek stworzenia obiektywnych, nie kierowanych prywatnym interesem reguł. Ze względu na założeniowość zasłonę niewiedzy można zaatakować z wielu stron.

Można wskazać wewnętrzną sprzeczność zasłony niewiedzy, w co najmniej dwóch miejscach. Nieznajomość własnej psychiki to również nieznajomość własnej koncepcji dobra, o czym pisze autor. Jeśli nie mamy koncepcji dobra to nie mamy możliwości ku temu by wybrać reguły, gdyż po prostu nie wiemy czym się kierować. Można wnioskować, że Rawls zakłada jednak pewną formę egoizmu jako koncepcję dobra. Podobny do opisanego, problem powstaje gdy chcemy mówić o „poczuciu sprawiedliwości” – czy jednostka bez psychiki, może stworzyć właściwe reguły, czy będzie mogła myśleć o tak abstrakcyjnym pojęciu jak sprawiedliwość? Odpowiedz, na to pytanie niektórzy uważają za kluczowe dla zasadności teorii, ja osobiście nie uważam żeby odpowiedź „nie” jednoznacznie obalała teorię Rawlsa. Jej założeniowość jest tak fantastyczna, że wystarczy niewielka modyfikacja, np. zastąpienie zasłony niewiedzy powszechnym wypiciem przez wszystkich serum prawdomówności i hormonu empatii, aby zachować jej ducha. Teraz na postawione powyżej pytanie można odpowiedzieć w ten sposób: „Tak, ludzie umieją kierować się poczuciem sprawiedliwości ale nie mają na to ochoty” (w końcu są egoistami). Postawieni „pod murem” jakim jest Rawlsowska sytuacja pierwotna, wybiorą jakieś zasady (jak pisałem w poprzednim fragmencie, mogą to być dowolne zasady), ale po odkryciu zasłony niewiedzy, niezależnie od wyniku, powszechnie nie będą ich akceptować i być może będą dążyć do zmiany. Mam wrażenie, że jest to powszechna bolączka systemów deontologicznych i schematycznych.

Przyjmijmy utajone założenie, iż ludzie w sytuacji pierwotnej kierują się egoizmem jako koncepcją dobra. Automatycznie nasuwa się pytanie: to kto tak naprawdę wybiera? Można wyobrazić sobie ludzi jako jaźnie, jednak presuponowanie koncepcji dobra nie jest deskrypcją tego, co rozumiemy jako „człowiek”, gdyż istnieje dużo ludzi, których koncepcja dobra opiera się bezpośrednio na koncepcji innych, bądź ogółu. Pytanie brzmi teraz tak: czy każdy człowiek postawiony w sytuacji pierwotnej będzie umiał zachować się racjonalnie – egoistycznie i obronić swoją pozycję, spowodować, aby sprawiedliwe zasady brały również jego pod uwagę, nie dyskryminowały jego lub jego zdania. A zatem ostateczna wersja pytania brzmiałaby: Czy każdy umie zachować się w skuteczny sposób w dowolnej hipotetycznej sytuacji?. Rawls mówi, że tak, a ja uważam że nie. Wydaje mi się, że założenie pozytywnej odpowiedzi na przeformułowane przeze mnie pytanie, wyklucza logiczność sytuacji pierwotnej. Cenię, że Rawls wybrał egoizm i oparł się na nim, a nie na retoryce dwulicowo altruistycznej, nie mniej jednak nie tak wygląda rzeczywistość. W sytuacji pierwotnej nie wybierają ludzie, lecz duchy.

Nie da się zaprojektować rzeczywistości, gdyż mimo, że działanie każdego człowieka podlega pewnym prawom, nigdy nie znamy pełnych przesłanek działania, ani motywacji człowieka. Można nawet stwierdzić, że znajomość tego, czym się człowiek kieruje, nie jest konieczna. Ludwig von Mises za kluczowe w zrozumieniu otaczającego nas świata uznaje przyjęcie aprioryczności działania[55], które leży u gruntu naszego doświadczenia. Można wręcz powiedzieć, że to działanie tworzy pojęcie człowieka.[56] Jeśli przyjmiemy sytuację zasłony niewiedzy, zmienimy warunki podjęcia działania jakim jest wybór decyzji sprawiedliwości, a co za tym idzie, zmienimy prawdopodobnie motywacje człowieka. Tym samym wpłyniemy na decyzję – będzie ona decyzją podjętą w danych realiach. Zauważmy zaś, że jej zastosowanie, odbędzie się w innych warunkach. Wydaje się to nieuprawnione.

Stworzenie zasłony ignorancji świadczy o negatywnej antropologii na jakiej tworzy teorię John Rawls. Założenie pełnej niewiedzy, tak samo jak założenie pełnej jawności jest kontrfaktyczne i jest to zarazem kolejny argument przeciwko zasadzie dyferencji, która może brać pod uwagę tylko te kwestie, które są jawne. Zbieranie informacji też jest kategorią działania – co oznacza, że jest apriori. To czy osiągniemy sukces jest równoznaczne z wykorzystaniem specyficznej wiedzy co do okoliczności i sposobów działania. Uważam, że teoria sprawiedliwości jako bezstronności, jest szczególnym wypadkiem teorii umowy społecznej, szczególnym w tym względzie, że zakłada, iż ludzie, tacy jacy są nie są w stanie stworzyć zasad sprawiedliwości i dlatego konieczne jest ingerowanie w ich psychikę, aby wymóc na nich konkretną formę sprawiedliwości, jaką jest teoria sprawiedliwości jako bezstronności. Uderza to moim zdaniem w podstawy człowieczeństwa, a negatywna antropologia, dająca pierwszeństwo ludziom odwołującym się do litości, nie może uniknąć oskarżenia o zawiść.

Nieludzkie założenia

Krytykowanie zasłony niewiedzy Rawlsa jest dość proste i zdaje mi się, iż mija się z celem, bo jest to raczej kwestia przyjęcia jej lub odrzucenia. Można to ocenić z perspektywy pragmatycznej, po skutku – w wypadku Rawlsa ocena ta źle wypada, jak zresztą w wypadku większości teorii deontologicznych. Zastanawiając się nad problemem, doszedłem jednak do ciekawej refleksji, która wydaje mi się dość ważna (można ją również znaleźć gdzieś między wierszami „Anarchii państwa utopii”).

Problem Rawlsa jest zbliżony do problemu Marksa, tworzącego swoją teorię. Budując system komunistyczny na obiektywnym, ekonomicznym gruncie zapomniał o kluczowej rzeczy, która tworzy nierówność między ludźmi. Chodzi oczywiście o naturalne rozróżnienie związane z przynależnością do konkretnej płci. W wypadku uwzględnienia tego w swoich pracach to Marks zapewne stałby się pierwszym feministą. Oczywiście nie sposób (chyba, że jest się konserwatystą bądź feministą), budować systemu ekonomicznego, na takiej podstawie, ale jest to problem moim zdaniem istotny, który nie został poruszony, ze względu na poprawność polityczną.

Za Rawlsem należy uznać, że zasłona niewiedzy zakrywa nam naszą świadomość co do płci. Widzę tu dwa problemy. Pierwszy dotyczy tego, jak ułożyć stosunki między ludźmi, skoro dzielą się na dwie główne grupy.[57] Dlaczego nie należałoby zastanowić się, jak można by usprawiedliwić, tą przypadkowość. Może właśnie na niej należało by stworzyć dwie zasady sprawiedliwości. Brzmi to kuriozalnie, ale wyobraźmy sobie sytuacje pierwotną, jeśli ludzie nie przynależą do żadnej płci – dlaczego nie mieli by uznać jednej z płci za upośledzoną, w jakiejś płaszczyźnie rzeczywistości? Ludzie za zasłoną niewiedzy nie mają podstaw, aby tego nie zrobić, ponieważ nie znają czegoś takiego jak „koncepcja dobra”, a płeć jest dla nich jedynie zmienną liczbową, określnikiem. Widać tutaj pewną spójność, bo skoro jednostki za zasłoną niewiedzy, nie posiadają świadomości płci, nie mogą kierować się kryteriami płciowymi w podejmowaniu decyzji. Jednak, równocześnie tylko osoby dorosłe są dopuszczone do podejmowania decyzji prawodawczych. Należy, więc wyjaśnić jak można być osobnikiem dorosłym, nie mając płci. Wydaje mi się, że w tym miejscu świecka koncepcja Rawlsa zaczyna się niebezpiecznie zbliżać do uniwersalizmu o charakterze religijnym.

Skoro poruszamy temat nieludzkich założeń przypomnijmy jeszcze raz, że sytuacja pierwotna nie zakłada, że wszyscy możliwi ludzie „w ogóle” podejmują decyzję. Decyzję podejmują tzw. „kontynuatorzy” w dowolnym momencie życia, będąc w wieku rozumnym. Nasuwa się pytanie – czemu reguł, nie wybierają faktycznie wszyscy ludzie, jacy istnieją lub zaistnieją, skoro sytuacja i tak jest hipotetyczna? Czy w innym wypadku współcześni sytuacji pierwotnej nie wykorzystają jej, aby żyć kosztem kolejnych pokoleń? Rawls szczegółowo opisuje warunki sytuacji pierwotnej,[58] a jednym z nich jest „jednomyślność po wsze czasy”, w dalszej części pracy podejmę i ten problem.

Podejmowanie decyzji

Rawls nie omawia obszernie kwestii jak zostaną wybrane jego dwie zasady sprawiedliwości. Zakłada w zasadzie, że jednostki oceniając kolejne koncepcje jakoś się porozumieją, jednak sposób w jaki podejmowana jest decyzja może okazać się kluczowy, szczególnie jeśli decydowałaby na przykład jedna jednostka. Przeanalizujmy to.

O wyborze zasad konstytucyjnych pisze J. Buchanan[59] podejmując, między innymi sprawę kosztu podejmowanych decyzji. Istnieją zarówno „koszty podejmowania decyzji„, czyli na przykład czas wymagany do osiągnięcia celu, jak i „koszty zewnętrzne” związane z rezultatami działania innych jednostek. Celem jest oczywiście minimalizowanie ich obu.

Wyobraźmy sobie ekstremalną sytuacje, w której każda jednostka ma prawo, kiedy sobie tylko tego zażyczy, zamówić jakieś konkretne kolektywne działanie. Jest oczywiste, że jednostka nie będzie brała pod uwagę całkowitego kosztu podejmowania takiej decyzji. Dla przeciętnej jednostki cena zewnętrzna takiego działania jest natomiast bardzo wysoka. Załóżmy teraz, że decydują dwie osoby. W tym wypadku koszt się zmniejszają, i będą tym mniejsze im więcej osób będzie koniecznych aby zapadła decyzja. Ostatecznie jedynie przy jednogłośnej zgodzie koszty będą równe zero. Właśnie taka sytuacja jest idealna. Równocześnie im więcej jednostek musi się zgodzić na decyzję, tym większy koszt podejmowania decyzji (gdyż trzeba więcej się targować). Zatem faktyczny wybór zasad konstytucyjnych jest wyborem między większym bezpieczeństwem od narzucenia działania ze strony innych, a większą możliwością wpływu na decyzje kolektywne.

W wypadku podejmowania decyzji przez jedną jednostkę, bądź wąską grupę, interes całej reszty jest zagrożony bo istnieje duże prawdopodobieństwo, zarówno działania na niekorzyść większości (jeśli sytuacja odbywa się bez rawlsowskiej „zasłony niewiedzy”), jak i nie branie pod uwagę całkowitego kosztu akcji kolektywnej ( zarówno w wypadku „zasłony niewiedzy”, jak i bez niej). Wniosek z pracy Buchanana i Tullocka jest taki, że w sytuacji gdy człowiek nie należy do żadnej z grup (mających wpływ) nie zdecydowałby się na kolektywizacje w sytuacji wybierania pierwotnych zasad konstytucyjnych. Równocześnie zauważają, że nie ma obiektywnej, ekonomicznej funkcji dobrobytu – muszą być one zawsze wybierane subiektywnie przez jednostki.

Co więcej, zdaniem Buchanana raz wybrane zasady, można zmienić, warunkiem jest jednogłośna zgodna oraz wyrównanie w postaci rekompensaty. Ideał jednogłośności jest odpowiednikiem wolnego rynku w ekonomii, dotyczy jednak tylko wybierania zasad konstytucyjnych. W pewnych mniej ważnych kwestiach nie jest wymagany (np. rząd to węższa grupa).

Jeśli połączymy wykresy „kosztów podejmowania decyzji” i „kosztów zewnętrznych” i narysujemy wykres całkowitych kosztów od ilości jednostek potrzebnych do podjęcia akcji kolektywnych, zauważymy że funkcja ma najniższą wartość kosztów w punkcie K. To optimum ( punkt K) wynosi w przybliżeniu 60% sumy jednostek w sytuacji decyzyjnej. Oznacza to że tradycyjne decyzje, podejmowane większością głosów, choć są bliskie optimum, nie są usprawiedliwione względem pragmatycznym (minimalizowaniem kosztów). Czym jest w zasadzie różnica między 51% głosów a 48% ? Równocześnie zauważmy, że działania rządu często zakładają zgodę jednogłośną, mimo iż do ideału, będącego interesem jednostki jest mu daleko.

Rawls nie zastanawia się nad tym, jak zostanie podjęty wybór – zakłada jednogłośność. Bez wątpienia, jednak Rawls unika opisania, jak formalnie by on wyglądał. Sugeruje, że propozycje z listy mogłyby być przedstawiane w parach do porównania[60]. Ponieważ decyzja musi być ostateczna, zatem ogół decyduje, że jedna z propozycji odpada i już nie będzie brana pod uwagę, a zwycięska jest porównywana z kolejną. Oznacza, to że porządek prezentacji, może być bronią negocjacyjną, opcja ostatnia w kolejności będzie porównana jedynie z jedną, podczas, podczas gdy pierwsza , z wszystkimi konkurencyjnymi propozycjami. Niezależnie od sposobu prezentacji, w wypadku zbliżania się do zgody jednogłośnej, odnośnie jakiegokolwiek propozycji, przekonanie ostatnich jednostek oznacza duży koszt. Może nawet spowodować niemożliwość zgody jednogłośnej, gdyż oczekiwania ostatnich (nie przekonanych) i ich pozycja związana z bardzo silną sytuacją przetargową (po prostu prawo liberum veto) mogą okazać się nie do zaakceptowania. Robert Nozick , którego alternatywną wobec teorii Rawlsa koncepcję opiszę w kolejnej części pracy zakłada, że w takim wypadku należy owe jednostki przymusić i narzucić im porządek równocześnie jednak gwarantującgzadośćuczynienie.

4.Sprawiedliwość libertariańska

Głównym założeniem teorii sprawiedliwości jako bezstronności jest rozumienie sprawiedliwości jako podziału dóbr. Dystrybucja wynika z oceniania sprawiedliwości działania po skutkach, zaś sytuacja pierwotna jest raczej wytłumaczeniem i próbą udowodnienia tego stanowiska. Taki sposób uniemożliwia spojrzenie legalistyczne – czyli zapytanie, czy to co mamy, nabyliśmy uczciwie (pytanie o pochodzenie roszczenia). Ponieważ, jak wykazuje Locke krytyka nic nie znaczy, jeśli nie przedstawimy poglądu alternatywnego wobec krytykowanego, zatem w tym fragmencie mojej pracy omówię przykładową typową dla libertarianizmu koncepcję sprawiedliwości jaką proponuje Robert Nozick w „Anarchia, państwo, utopia”.

Teoria legalistyczna

Legalistyczna koncepcja Nozicka[61] zwana też koncepcją uprawnień (the entitlement theory), głosi, że jeśli każdy jest uprawniony do posiadanie dóbr ( co jest założeniem), którymi dysponuje, to sprawiedliwą ich dystrybucją będzie rezultat swobodnej wymiany, między jednostkami. Założenie, że każdy jest właścicielem swoich dóbr, samo wyjaśnia się przez fakt pierwotnego zawłaszczenia dóbr, zgodnie z teorią Johna Locke (jednak bez jego założenia, że podział pierwotnych dóbr ma być równy). Człowiek poprzez wykonanie pracy (co zaś czyni dzięki swym umiejętnościom) zamienia dobro naturalne na swoją własność, przykładem może być rzemieślnik, tworzący z gliny jakiś przedmiot. Jeśli nie można mu odmówić prawa do posiadania nowej, stworzonej jakości, może zrobić z nią, co zechce – sprzedać, ustawić we własnym domu, bądź rozbić na kawałki w przypływie szału – ale nikt nie może czerpać z tego korzyści bez jego zgody, lub tym bardziej decydować za niego. Zwróćmy uwagę, że autor zupełnie odwraca relację jednostka – państwo, to uprawnienia państwa, a nie jednostki mają być szczegółowo zdefiniowane.

Nozick nie pisze, w jaki sposób reguły sprawiedliwości powstają – bo czyż trzeba tłumaczyć coś co jest wieczne, spontaniczne i zrozumiałe? Należy raczej uważać, że reguły sprawiedliwości, musiały istnieć od zarania dziejów, gdyż niemożliwe byłoby bez nich pokojowe współdziałanie ludzi (co nie znaczy, że nie były łamane). Jeśli świat byłby doskonale sprawiedliwy obowiązywały by trzy zasady:[62]

1.Osoba, która nabywa udział w sposób zgodny z zasadą sprawiedliwego nabywania, jest uprawniona do posiadania tego udziału.

2.Osoba, która w sposób zgodny z zasadą sprawiedliwego transferu nabywa udział od kogoś, kto jest uprawniony do posiadania tego udziału, jest uprawniony do posiadania tego udziału.

3.Nikt nie jest uprawniony do posiadania udziału z wyjątkiem tych, którzy weszli w jego posiadanie na mocy (wielokrotnego) zastosowania zasad 1 i 2.

Należałoby zdefiniować teraz zasadę sprawiedliwego nabywania, transferu – oraz zasadę naprawy niesprawiedliwości, która wynika z 3 zasady. Zasada transferu mówi, że dobra mogą być przedmiotem dobrowolnej wymiany, handlu, dobrowolnie przekazane bądź dziedziczone.

Aby dobra mogło podlegać drugiej zasadzie, najpierw muszą zostać stworzone, bądź nabyte. Zgodnie z zasadą pierwotnego zawłaszczenia, mamy prawo wykorzystywać naturę do swoich celów. Wszystkie pierwotne dobra naturalne są niczyje, tak więc możemy zawładnąć nimi „niebezprawnie”. Ponieważ świat nie obfituje w dobra nieograniczone, dlatego Nozick przyjmuje słabszą wersję zasady proviso Locka, co oznacza, że możemy, zawłaszczyć dowolną ilość dóbr, jeśli mamy ku temu sposoby – pod warunkiem, że sytuacja innych (którzy nie mieli okazji zawłaszczyć dóbr pierwotnych) się nie pogorszy. Sytuacja się nie pogorszy, gdyż sama natura nie oferuje właściwie nic, jeśli nie wykonamy pracy nad jej zasobami. Aby nieco uprościć: możemy przekształcać naturę i uznać ją za własną, jeśli nie oszukaliśmy nikogo np. skazując go na wygnanie czy odbierając mu jedyną możliwość nabycia wody pitnej. Pierwotne zawłaszczenie oraz kolejne kroki, jeśli są sprawiedliwymi transakcjami umożliwiają nawet utratę wolności.

Trzecia zasada sprawiedliwości musi istnieć, aby sankcjonować dwie pierwsze. Jeśli znajdziemy coś, nie będącego niczyją własnością, możemy sobie to przywłaszczyć. Jednak jeśli ktoś mógłby nam udowodnić, że rzecz ta jest jego własnością musimy mu ją zwrócić. Równocześnie zauważmy, że teoria uprawnień nie mówi nam o żadnej alternatywnej sytuacji, która była by sprawiedliwa. To, że ofiara złodzieja mogła przekazać mu skradzione dobra z własnej woli, nie jest żadnym wytłumaczeniem ( podczas, gdy u Rawlsa można by próbować powoływać się na większą sprawiedliwość). Niestety trzecia zasada opracowana jest przez autora najsłabiej, ogólnie głosi ona, że aby rozpoznać prawowitego właściciela każdego dobra, trzeba historycznie przeanalizować jakim ono podlegało transferom. Ponieważ każdych zasad trzeba strzec, prowadzi nas to do bezpośrednio do zagadnienia bezpieczeństwa.

Stowarzyszenia ochrony a państwo minimalne

Na podstawie zasad legalistycznych tworzy się sprawiedliwe społeczeństwo. Jego powstanie rozpoczyna się w sytuacji pierwotnej, takiej jaką opisuje John Locke w drugim traktacie o rządzie:[63]By właściwie zrozumieć władzę polityczną i wyprowadzić ją z jej źródła, musimy rozważyć stan, w jakim ludzie znajdują się naturalnie, a więc stan zupełnej wolności w działaniu oraz rozporządzaniu swymi majątkami i osobami, tak jak oni uznają za właściwe, w granicach prawa natury nie pytając nikogo o zezwolenie, bez zależności od woli innego człowieka.”

W tak opisanej sytuacji ludzie będą kooperować się i dobrowolnie się stowarzyszać, jednak szybko zauważą, że muszą bronić siebie i swojej własności przed niegodziwością innych. Człowiek ma prawo wystąpić w obronie siebie i tego co posiada, jeśli ktoś złamał prawo natury (np. wystąpił z jawną agresją, bezpodstawnym roszczeniem itp.). Prywatna egzekucja prawa oraz rekompensaty wobec poniesionej straty ma niemniej pewną wadę, co przedstawię na przykładzie. Gdy padniemy ofiarą kradzieży 100 krów będziemy szukać złodzieja, istnieje duża szansa (szczególnie w małej społeczności), że znajdziemy go. Od złapanego odzyskamy 100 straconych krów, a dodatkowo ukarzemy go , każąc mu w ramach rekompensaty oddać, dodatkowo 10 swoich (w innym wypadku, kalkulując ekonomicznie, każda próba kradzieży jest opłacalna, bo nie niesie za sobą ryzyka stary). W tej sytuacji wielu nadużyje swej władzy i dodatkowa rekompensata, może być dużo wyższa od opisanej. Zatem i niesprawiedliwie ukarany uzna się za ofiarę (kradzieży ad rebour) oraz sam wystąpi przeciw pierwszemu. Takiej naprzemiennej vendetty koniec może nie nastąpić i nawet silniejszy (co nie znaczy sprawiedliwy!) będzie musiał spać czujnie.

Właśnie z powodu tych i innych niedogodności, grupy ludzi będą tworzyć stowarzyszenia ochrony.[64] Początkowo będą się one koncentrować wokół niewielkich terytoriów, jednak szybko ich granice zetknął się i dojdzie do rywalizacji. Nozick rozumie stowarzyszenia ochrony jako pewnego rodzaju firmy, różniące się od innych przedsiębiorstw jedynie oferowanym towarem – bezpieczeństwem. Oferując usługi chętnym podlegają zwykłym rynkowym mechanizmom i ta która zaoferuje lepsze warunki będzie miała przewagę. Ponieważ konflikty będą wynikać również między klientami konkurujących stowarzyszeń, będą one musiały, wyznaczyć rozjemcę, bądź stoczyć walkę między sobą. To drugie rozwiązanie, spowoduje, że na danym terenie będzie ostatecznie tylko jedna firma oferująca tego typu usługi, inne zbankrutują (bądź zostaną wycięte w pień) i ich klienci przejdą do jedynej pozostałej (bądź do konfederacji kilku).

Stowarzyszenie ochrony nie będzie dyktowało równej ceny ze swe usługi, lecz różne zgodnie, z życzeniem klientów, co ma być chronione i od czego (dokładnie jak na zasadzie polisy ubezpieczeniowej) oraz zasięgu tego, co ma być chronione (ochronić pałac z ogrodem i służbą trudniej niż jedną rodzinę w ich małym mieszkaniu). Istnieje tutaj problem powiązany z odpowiedzialnością.[65] Ponieważ nie można nic nikomu odebrać bez jego zgody, ani go ograniczyć, jeśli chcemy aby ktoś unikał pewnych działań musimy mu za to wypłacić rekompensatę (bądź borykać się z problemem). Przykładem może być osoba z wykrytą padaczką, która chce jeździć samochodem i takowy posiada. Ponieważ chcemy aby nie jeździła, gdyż powoduje to duże ryzyko, musimy ją przekonać, gwarantując jej rekompensatę. Właśnie w tym momencie stowarzyszenie ochrony płynnie przechodzi w państwo minimalne, ponieważ nawet jeśli jednostka się nie zgodzi, na owe ograniczenie wolności, może być ono wykonane (wymagana jest, jak pisałem, rekompensata). Sam monopol na używanie siły na danym terenie (ewentualne redystrybuowanie tego prawa) można uznać jedynie za „państwo ultraminimalne”. Właściciele stowarzyszenia ochrony widząc jednak niedogodność jaka występuje na ich terenie – samodzielne działanie jednostek na niekorzyść innych, zapewne przymuszą je do swoich reguł, i dadzą rekompensatę, wiedząc, że ograniczają ich wolność. Ten krok (będący aktem dystrybucyjnym) konstytuuje „państwo minimalne”.

Powstanie instytucji którą, można nazwać państwem obala stanowisko anarchistyczne, ponieważ geneza struktury państwotwórczej jest udowodniona za pomocą zasady „niewidzialnej ręki”. Nie potrzebna jest żadna umowa społeczna. Państwo powstaje naturalnie, nie jest wynikiem spisku tych, którzy chcą wykorzystać władzę i narzucić ludziom poddaństwo. Równocześnie tak stworzone państwo jest, jedynym sprawiedliwym zdaniem autora. Każda dystrybucja, którą wykona państwo minimalne to sprzeniewierzenie się legalistycznym zasadom sprawiedliwości opisanym w pierwszym podpunkcie tego rozdziału. Istnieje także zagrożenie, że ludzie będą domagać się „praw” w decydowaniu, co inna osoba może zrobić z tym co posiada lub co jest jej zabronione, jest to niedopuszczalne.(tak zwane „prywatyzowanie” praw do siebie)[66]

Stworzona przez Nozicka koncepcja stanowi alternatywę, dla teorii sprawiedliwości jako bezstronności. Wydaje się, że lepiej opisuje wolność (która jest pierwotna i niejako automatyczna), zaś własność traktuje jako coś, co wynika z procesów historycznych. Nawet, jeśli nie uznamy takiego rozumowania za idealne[67], będziemy musimy zgodzić się, że lepiej sprawdza się ono w skali dziejowej. Z innym systemem libertariańskim możemy spotkać się na przykład u Hayeka, który nie uważa sprawiedliwości za pojęcie etyczne, i dla którego sprawiedliwość jest równoznaczna z działaniem mechanizmu wolnej konkurencji (a zatem niewłaściwy byłby każdy wzorzec który narzucałby dystrybucję, nie zależnie na czym byłby oparty, czy na zasadzie równości, czy nierówności). Jakikolwiek system, stworzony na dowolnych zasadach, jeśli już powstanie musi zmierzyć się z wymogiem efektywności. Podejmijmy_ten_temat.

5.Krytyka pragmatyczna

Libertarianizm ma wiele obliczy, ale to co łączy wszystkich wolnościowych myślicieli to wiara w wolny rynek. Niestety wielu ludzi woli żyć w stanie nieuświadomienia, lub otwartej wrogości do zasad kapitalistycznych, co może objawiać się na przykład stwierdzeniem „ludzie to nie towary”, „pragnienia to nie potrzeby, lecz sztucznie wzbudzane zainteresowanie”. Oczywiście każdy może wierzyć w co chce, ale nie zależnie od tego, prawa wolnego rynku nadal na niego działają, on sam zaś jest hipokrytą. Właśnie eskapizm powoduje, że tak wielu woli opowiedzieć się za mniej wymagającym państwem opiekuńczym takim jak opisuje Rawls. Jest to trochę śmieszne, ponieważ wyjąwszy systemy utopijne (które traktują człowieka jako inną, wyidealizowaną istotę), zasady ekonomiczne będą stosować się w strukturze mikro, czyli naszym życiu osobistym[68] (co jest niemożliwe w wypadku zasad Rawlsa[69]). Ludzie bardziej szanują, to co wymagające i trudne i będą do tego dążyć. Ostatecznie deontologiczne reguły zostaną złamane, chyba że będą oferowały co najmniej tyle, ile naturalny porządek. W tym fragmencie pracy rozważę tę sprawę bardziej z pragmatycznego, niż stricte filozoficznego punktu widzenia. Jednocześnie, mimo iż tytuł rozdziału sugeruje co innego, ten fragment pracy to nadal libertariańska krytyka teorii sprawiedliwości Rawlsa. W tej części pracy będę się starał odpowiedzieć na pytania: Co tak naprawdę zaoferować może nam teoria sprawiedliwości jako bezstronności? Jak będzie ona wyglądała w praktyce?

Preferencja czasowa

Każdy działający podmiot dąży do tego, aby zastąpić mniej zadowalający stan rzeczy bardziej zadowalającym, a zatem preferuje większą, a nie mniejszą ilość dóbr. Ze względu, na to jak plany będą realizowane, zastanawia się nad tym, jak długo dobro będzie istniało i ile potrzeba czasu aby je osiągnąć. Zatem podmiot działający zawsze będzie przedkładał dobro wcześniejsze, nad późniejsze oraz dobra trwalsze nad mniej trwałe.[70] To zjawisko nazywamy preferencją czasową.

Niższa stopa preferencji czasowej oznacza szybsze rozpoczęcie się procesu tworzenia kapitału, w szczególności zaś, oznacza szybsze wydłużenie okrężnego procesu produkcji. Każde zwiększenie akumulacji dóbr kapitałowych i okrężności struktury produkcji zwiększa krańcową produkcyjność siły roboczej, a zatem na dłuższą metę nastąpi wzrost zatrudnienia i wzrost płac. Te same dobra zawsze można skonsumować, bądź zamienić na dobra kapitałowe. Te ostatnie mają, co prawda, wartość jedynie jako produkt pośredni, jednak po kilku procesach kapitałowych suma dóbr „do podziału” (teoretycznego) jest dużo wyższa. Zjawisko preferencji czasowej jest niestety zwiększane przez: interwencje rządu (głównie tworzenie inflacji i częsta zmiana praw), klęski żywiołowe i przestępczość.

Rozważmy stanowisko z „Teorii Sprawiedliwości”. Z jednej strony, sytuacja pierwotna zakłada, iż jednostki racjonalne nie kierują się preferencją czasową, z drugiej zaś, system gdy powstanie jest porządkiem „po wsze czasy” i zakłada zasadę sprawiedliwego oszczędzania (która zakłada, że każde pokolenie ma mieć tę samą sytuację). Odnośnie sytuacji pierwotnej, jedyne co możemy powiedzieć – zasada preferencji czasowej jest racjonalna. Jeśli mamy do wyboru pewne dobro teraz, lub to samo dobro w przyszłości, to wybierzemy to pierwsze. Tym bardziej, gdy do wyboru stawia nam się dobro dotyczące nas, a dobro kolejnych pokoleń, to zakładając egoistyczną motywację, z jaką mamy do czynienia w sytuacji pierwotnej wybór jest oczywisty. Ponieważ w omawianej sytuacji wybierają „kontuatorzy” czyli np. głowy rodzin, wydaje się, że problem preferencji czasowej jest rozwiązany, gdyż dzięki biologicznemu zjawisku prokreacji podmioty mogą chcieć zapewnić środki do życia również swoim potomkom. Pytanie tylko: jak, w sytuacji niewiedzy, mogą wiedzieć że będą ich mieli? Tak samo, jak się ma silnie opodatkowany Rawlsowski proces dziedziczenia i zasada rozproszenia majątku do preferencji czasowej? Jest subsydiowaniem go.

Tworząc porządek deontologiczny Rawls musiał, do pewnego stopnia założyć, że świat będzie niezmienny, będzie jedynie oceniany z perspektywy sprawiedliwości (egalitarność rozprowadzania dóbr). Niestety w ten sposób zanegował istotę rozwoju, która może oznaczać, że jedna jednostka, ze sobie tylko znanych powodów, ma ochotę przez całe życie jedynie inwestować. Rawls zabrania jej tego[71], sarkastycznie można wręcz stwierdzić, że nakazuje jej odebrać należną sobie cześć szczęścia. Ten tok myślowy jest sprzeczny z kantowskim rozumieniem umowy społecznej[72], którą to Rawls chce rozwijać. Przypomnę, że pula, z której rozdzielane są uposażenia, nie jest stała, gdyż zmienia się co najmniej charakter wartościowych dóbr w czasie.[73] Argument Rawls brzmi , że zasady utylitarystyczne mogą oznaczać wysoką preferencję czasową.,[74] co zaś powoduje nadmierne obciążenie pierwszych pokoleń.[75]

Libertariański porządek nie jest utylitarystyczny, gdyż to zawsze jednostka decyduje, czy w danym momencie (lub całym swoim życiu), będzie kierowała się preferencją czasową, czy też będzie oczekiwała zysków w przyszłości. Jest to rozwiązanie tego problemu, bo choć oszczędzanie jest dobre, w pewnym momencie musi nastąpić konsumpcja. Czas i historia określi, które zachowania jednostki były skuteczne, a które nie. Instytucje nie są w stanie kontrolować historii.

Biurokracja

Zasada dyferencji Johna Rawlsa prawdopodobnie miała by zastosowanie, jeśli pomoc upośledzonym prowadziliby prywatni ludzie, bądź prywatne fundacje. Tak niestety nie jest i aby zapewnić równie sprawiedliwe traktowanie wszystkich podmiotów potrzeba instytucji państwowych. W codziennym życiu mamy do czynienia z różnymi tego typu strukturami które nazywamy ogólnie biurokracją. Większość z nas nie ma dobrego zdania na jej temat (bądź nawet serdecznie jej nienawidzi) – czy słusznie ?[76]

Każda organizacja o charakterze publicznym, świadczy jakieś usługi pewnej grupie ludzi. Robi to kierując się bilansem zysków i strat – te usługi na których nie ma popytu zostaną zamienione na te chętniej wybierane, bądź zostaną wprowadzone nowe. Każde decyzja właściciela (lub jego menadżera) oznacza ryzyko – nadmierne zwiększenie kosztów musi być zbilansowane większymi przychodami, bądź będzie należało dokonać cięć budżetowych w celu uniknięcia bankructwa. W organizacjach państwowych praktycznie nie ma pojęcia bankructwa, co więcej – kiedykolwiek koszty usług rosną, wystarczy upomnieć się o więcej od władz. Jest to błędne koło. W administracji publicznej nie ma pojęcia cen rynkowych i nie ma mechanizmu regulacji. Ponieważ brakuje cen dyktowanych przez rynek, zatem nie ma jak zmierzyć zadowolenia klientów (wyjątkiem są jedynie wybory w systemie demokratycznym) – oznacza to, że ostatecznie towar rozmija się z oczekiwaniami.

W rzeczywistości prowadzi to do sytuacji w której nie da się stworzyć jakiegoś wiecznie obowiązującego ( jak u Rawlsa) ładu. Każda instytucja musi działać według jakichś preferencji, co podważa jej sprawiedliwość. Ludzie chętni zysków, zawsze szukają ku nim temu sposobności, te zaś zjawiają się dlatego, że świat jest pełen ciągłych zmian.

Ponieważ system gwarancji praw kieruje się preferencją, rozrasta się liczba praw (nadanych raz nie sposób odebrać), co jest niebezpieczne i zamiast ochraniać wolność ogranicza ją, zazwyczaj kosztem jakiejś grupy. W ramach własnych „praw”, wiele jednostek czyni wolnościową dywersję i domaga się (formalnych – bo inne są niemożliwe) ograniczeń bądź gwarancji praw i wolności. Ten proces powoduje, że powstają nowe miejsca pracy, które same z siebie nie generują żadnych społecznych korzyści. Jedyne czym się zajmują to wypisywaniem różnego rodzaju zaświadczeń, upoważnień itp. Czy w rzeczywistości nasz czas i zasób portfela jest tak nieistotny, że potrzebujemy recepty na prawie każdy lek i skierowanie do każdego lekarza specjalisty?

System wolnej konkurencji opiera się na zaufaniu między stronami działalności i wymaga dobrej jakości oferowanych usług. System socjalny nie opiera się na niczym, za wyjątkiem pobożnego życzenia, że tym którym się gorzej wiedzie ktoś pomoże. Ludzie którzy tak myślą stanowią większość, jednak indywidualnie nikt z nich nie uważa, że właśnie on osobiście mógłby pomóc gorzej sytuowanym a tym bardziej wyłożyć z własnej woli pieniądze na ten cel. System biurokratyczny nie opiera się na zaufaniu, a dla władz nie ma znaczenia kto jak pracuje też dla tego, że istnieje ogromna trudność w kalkulacji działalności organizacji finansowanych z budżetu państwa. Ostatecznie oznacza to przyzwolenie na szerzenie korupcji i nepotyzmu. O ile w prywatnym przedsiębiorstwie zarówno dyskryminacja, jak i wymienione zjawiska również mogą wystąpić, zawsze uderzą one na dłuższą metę we właściciela i będzie on musiał skalkulować straty. O dobrej jakości oferowanych usług w systemie państwowym nie może być mowy, gdyż nie ma sytuacji realnej konkurencji.

Istnieje jeszcze, co najmniej jedno zjawisko, które należy podjąć. Każdy pracownik państwowy jest przez władzę opłacany, a równocześnie jest obywatelem. Najprostszą metodą na lojalność jest ustawienie kogoś w szachu i wypłacanie mu diety. Układ ten prowadzi do najgorszego zniewolenia, gdyż im więcej jest pracowników i beneficjantów systemu państwowego, tym bardziej zwiększa się od niego zależność i tym łatwiej odwołać się do „wspólnego interesu”. Ludwig von mises wyśmiewa w „Biurokracji” filozofię tytułowej grupy i zauważa, że każdy urzędnik jest zarazem pracownikiem i częściowo własnym pracodawcą. Zdaniem Misesa demokracja reprezentatywna nie może się utrzymać, jeśli duża część wyborców jest na liście płac.

Warto ostatecznie wspomnieć o zjawisku publicznego szkolnictwa, które musi być do pewnego stopnia zindoktrynowane (innymi słowy: musi istnieć preferencja programu szkolnego). Płacenie za szkołę, w której nasza pociecha będzie się uczyła wartości, z którymi się nie zgadzamy jest niesprawiedliwością. Ponadto, idealny system szkolnictwa, który uczy wszystkich tych samych umiejętności, nie jest oczekiwany na wolnym rynku, bo wolny rynek opiera się na równoważeniu deficytu i nadmiaru produktów, czyli na różnicy w rodzaju ilości i jakości posiadanych własności. Zarysowuje się tu wiele interesujących refleksji, ale na dzień dzisiejszy temat ten pozostawię innym badaczom.

Myślę, że przytoczone problemy, z jakimi boryka się każde państwo ponadminimalne uświadamiają nam, że o ile idee są piękne, zawsze trzeba przemyśleć jak zostaną zrealizowane. Zawsze należy wysoko cenić pracę ludzi twórczych, jednak system państwowy wyżej stawia urzędników, którzy mogą wpływać na społeczeństwo, mimo że ich praca nie da się zbilansować w kategoriach strat i zysków i nie przynosi żadnej realnej korzyści. Założenie, iż instytucje będą sprawiedliwe, jest utopią, tak samo jako założenie, że o nasze dobro będzie dbał ktoś inny. Zawsze lepsze jest dla nas, jeśli istnieje alternatywa dla tego co publiczne.

Wolność, odpowiedzialność, dyskryminacja

Można różnie rozumieć wolność[77] i zależnie od tego wyniknął z niej różne wnioski. Nie mniej, nawet jeśli będziemy traktować to pojęcie szeroko, jako „wolność robienia tego, na co ma się ochotę”, nie można uniknąć tematu odpowiedzialności. Nawet jeśli czujemy, że nasze działanie musi być rozliczane z częścią społeczeństwa, za którą jesteśmy odpowiedzialni, wcale nie zwiększy to wolności tej grupy. Odpowiedzialność dotyczy skutków własnych działań, wbrew temu co proponuje Rawls.

Zawsze, gdy działamy (nawet w wypadku najprostszych czynności) musimy podejmować decyzję, zaś każda decyzja będzie miała jakieś efekt którego nie przewidzimy – chodzi tutaj np. o wpływ na myśli drugiego człowieka. Zatem „niebezprawnie”, możemy, a nieraz i musimy, stosować wobec kogoś bojkot towarzyski. Jest to dozwolone i jest rzeczą różną od agresji wobec tej samej osoby, jakiej dopuszczamy się przykładowo lżąc ją. Takich sytuacji nie da się uniknąć, gdyż są często nieświadome, podczas gdy nie mamy czasu i ochoty bilansować każdego słowa czy zachowania. Co więcej nawet mimo dobrych chęci nie byłoby to i tak możliwe.

Równocześnie trzeba zauważyć, że ten sam mechanizm odnosi się do prywatnej własności. Definicja prywatnej własności wręcz oznacza wykluczenie pewnych ludzi z korzystania z niej, gdyż w innym wypadku mielibyśmy do czynienia z dobrem publicznym. Własność prywatna oznacza dyskryminację[78], bo mogę postawić dowolne warunki na jakich pozwalam korzystać z mojej własności. W rzeczywistości, pomimo tego co głosi wielu jej przeciwników, dyskryminacja jest, była i będzie obecna. Można, co prawda, stwierdzić, że zjawisko to jest dopuszczalne tylko w sferze prywatnej, jednak granica jest dość płynna.

Największym osiągnięciem kapitalizmu i liberalizmu, jest dostrzeżenie, że wzajemna konkurencja i dbanie o własny interes prowadzi do spontanicznego porządku i ostatecznie przyczynia się do dobra ogółu. „Wykluczenie” nie jest zjawiskiem wyłącznie negatywnym, gdyż stanowi jedną z form informacji zwrotnej dla jednostki. Natomiast kiedykolwiek odmawiamy pracodawcy możliwości formalnego opisania jakiego pracownika poszukuje, nie dość, że utrudniamy mu zadanie, to ostatecznie (np. podczas rozmowy kwalifikacyjnej) i tak będzie kierował się swoim interesem, czyli w wielu wypadkach dyskryminacją. Jednocześnie dyskryminacja, ta etycznie zła czyli oparta na kryteriach niezależnych od jednostki i równocześnie nie mających wpływu na jej skuteczność, jest czystą głupotą i błędem przedsiębiorcy.[79] W konfrontacji z tolerancyjnym i konkurencyjnym rynkowym przeciwnikiem, właściciel który zatrudnia np. tylko białych lub tylko Polaków, na dłuższą metę nie ma szans.

W tym fragmencie pracy chciałem wykazać, ze rozumowanie oparte na założeniu, że jeśli jestem wolny, to należy mi się prawo do bycia akceptowanym i traktowany „sprawiedliwie” ( czyli tak jak inni), nie jest prawdziwe. To jak będziemy postrzegani, i traktowani zależy zarówno od nas, jak i od innych. Jedynym możliwym zatem wyjściem jest działanie, zmierzające do zmiany naszych wad, a nie domaganie się, będąc „(najbardziej) upośledzonym” maksymalizowania swej pozycji, bądź równego traktowania. To, że ktoś nam w tej sytuacji pomoże nie jest zasadą, lecz wyjątkiem, gdyż koszt takiej akcji dla jednostek dobrze sytuowanych (bądź bardziej utalentowanych, na lepszej pozycji itp.) jest wysoki – mogą pozwolić sobie na dyskryminację. Równocześnie pragnienie bycia traktowanym „równo”, „tak samo” nie jest najlepszym rozwiązaniem dla jednostki. W rzeczywistości, gdyby każdy z nas miał do wyboru, albo szacunek wszystkich, albo miłość niewielu – wybierzemy raczej to drugie, bo czujemy, że życzliwość jest często jedynie mechanizmem obronnym. Nikt nie chce „tego co inni”, a to dlatego, że dóbr wartościowych[80], jest wieczny deficyt. Pragnienie sprawiedliwego i równego traktowania, to jedynie błędna droga do osiągnięcia ponadprzeciętności, w tej sferze ludzkich działalności, w której obecnie nam nie idzie (często, choć nie zawsze, z naszej winy). Nie o przeciętność nam chodzi przecież, a zastanówmy się, czy wolelibyśmy poznać kolejną osobę, która interesuje się footballem, chodzi do klubów i ma mały domek na wsi, czy też osobę, która interesuje się hodowlą motyli nauczy nas żonglerki i posiada gadającą papugę nawet mimo, iż nie posiada „standardów”, takich jak osoba pierwsza… Odmienność jest ryzykowną, ale skuteczną strategią i choć różnorodność oferuje nam najwięcej możliwości wyboru, to gwarantuje nam również najwięcej „wykluczeń”. Jedyne miejsce, gdzie zawsze unikniemy dyskryminacji, jest w obrębie naszej własności – Rawls nie oferuje nam tego. Niniejszą myślą kończę główną, krytyczną_część_mojej_pracy.

 

 

 

Zakończenie

 

Na kartach mojej pracy przedstawiłem krytykę „Teorii sprawiedliwości” Johna Rawlsa z perspektywy libertariańskiej. W powszechnej opinii istnieje tylko jeden liberalizm, który przeciwstawiony jest konserwatyzmowi i socjalizmowi, w rzeczywistości jednak liberalny porządek, który proponuje nam John Rawls jest zdecydowanie odmienny od radykalnie liberalnego ładu libertariańskiego. O ile ten pierwszy opiera się na deontologicznych zasadach i centralnym sterowaniu, to drugi zasadza się na swobodzie ludzkich działań.

Główny zarzut jaki przedstawiłem wobec „Teorii sprawiedliwości” związany jest z wątpliwą koncepcją osoby, na gruncie której nie sposób stworzyć system odwołujący się do odpowiedzialności. Warunkiem koniecznym aby być w pełni odpowiedzialnym za to, co robimy jest świadomość, że nasza wolność jest ograniczona jedynie wolnością innych. Równocześnie trzeba jednak uwzględnić drugi warunek, mówiący, że jakakolwiek ingerencja sił trzecich w dwustronną współprace stanowi agresję i burzy harmonię współdziałania. Mocniejsza teza mówi, że nikt nie ma prawa wpływać na interakcje między podmiotami (o ile nie stanowią one zagrożenia dla czyjejś własności), niezależnie czy powołuje się na autorytet państwowy, religijny czy obyczajowy.

Uważam, że wprowadzenie do systemu zasady dyferencji nie jest szczere i starałem się to zaprezentować w moich rozważaniach. Nasze poczucie sprawiedliwości opiera się nie tylko na kwestii ekonomicznej, ale także na innych czynnikach. Niestety niektóre różnice między ludźmi są tego rodzaju, że nie sposób wyrównać ich finansowo. Zasłona niewiedzy uświadamia nam, że tego, co najcenniejsze nigdy nie oddalibyśmy. Należy pomagać innym, lecz należy traktować ludzi równo, zaś zasada dyferencji dyskryminuje lepiej uposażonych. Tak jak w naszym osobistym życiu, nie możemy być w bliskich relacjach z każdym człowiekiem jakiego znamy, tak też nie możemy pomagać każdemu, kto tego od nas oczekuje – pomoc musi być dobrowolna, również za zgodą drugiej strony. Rekompensata, jaką otrzymują w systemie Rawlsa upośledzeni, jest formą negatywnej motywacji, zaś rozdział produkcji (czyli działania), od konsumpcji (skutku) jest małym błędem o kolosalnych wymiarach.

Rawlsowska sytuacja pierwotna tym się różni od innych hipotetycznych teorii, że nie tylko nie musiała nigdy wystąpić – ale wręcz nigdy nie mogła. Sytuacja pierwotna nie jest konieczna do stworzenia systemu politycznemu, a dwie zasady sprawiedliwości Rawlsa nie są jedynymi, jakie mogliby wybrać ludzie za zasłoną niewiedzy. Nie dziwi nas, że za zasłoną niewiedzy nie da się kierować kryteriami historycznymi, jednak nie zauważamy groźnej implikacji tego faktu – w sytuacji pierwotnej ludzie byli by gotowi przyjąć nawet odwrotnie legalistyczne zasady. Ilość założeń w sytuacji pierwotnej jest zbyt duża, aby w sposób realny mówić o istotach ludzkich podejmujących decyzję.

Wiele problemów „Teorii sprawiedliwości” związanych jest z faktem, że umowa społeczna jest stworzona na deontologicznych zasadach, a nie zasadza się na spontanicznych ludzkich działaniach. Problem jest analogiczny, do sytuacji, w której zadajemy pytanie reprezentatywnej grupie odnośnie oceny moralnej zabójstwa – potępienie go i zakazanie musi oznaczać, że powstaną wyjątki od reguły, jak obrona konieczna, czy też podczas wojny. Uświadamia nam to, że porządek powstaje spontanicznie, nie jest zaplanowany, jednak John Rawls nie dopuszcza takiej możliwości.

Ponieważ uważam, że krytyka bez przedstawienia alternatywy nie jest warta wiele, dlatego przedstawiłem, w mojej pracy libertariańską koncepcje sprawiedliwości Roberta Nozicka. Opisałem zarówno legalistyczne zasady transferu, jakimi należy się kierować, aby przestrzegać sprawiedliwości jak i właściwy proces państwotwórczy. Rozdział kończący główną część zawarł kwestie, których nie sposób uniknąć, gdy zajmujemy się filozofią polityczną. Każdy system, odwołujący się do sprawiedliwości dystrybutywnej nie uniknie olbrzymiej machiny biurokratycznej oraz będzie się kierował odgórnie wyznaczoną i równocześnie wysoką preferencja czasową. Aby rozwiązać te problemy należy przyjąć system bardziej wolnorynkowy. Libertarianizm ma dużą przewagę nad teorią Rawlsa ponieważ unika hipokryzji.

Autor „Teorii sprawiedliwości” nie pisze pewnych rzeczy wprost. Z tekstu literalnie nie wynika, że równość jest pierwszą cnotą, i zarazem głównym celem społecznym. Jest to zagadnienie na które trudno obiektywnie odpowiedzieć zważając, że choć wolimy przebywać wokół ludzi nam równych, w rzeczywistości raczej chcemy ich prześcignąć. Stawianie za społeczny cel ideału równości może być niebezpieczne, również w procesie wychowania i kształcenia. Jeśli porównać zatem dwa ideały – idealną równość i idealną specjalizacje, zawsze lepsza będzie idealna specjalizacja, która oznacza, że każdy jest w jakiejś dziedzinie lepszy od pozostałych, zaś w reszcie gorszy. Musimy się pogodzić, że w systemie idealnego kształcenia będziemy zawsze w jednej, bądź w dwóch dziedzinach lepsi od pozostałych, zaś w całej reszcie dużo słabsi. Poza wybitnymi talentami, nie ma wyjątków od tej reguły, mimo iż autorytety religijne, bądź filozofie zbliżone do myśli Johna Rawlsa będą próbowały nam to wmówić.

Choć za zasłoną niewiedzy każdy z nas wybiera zasady, które później mogą zadziałać na naszą niekorzyść, Rawls nie stwierdza „zaryzykowałeś i przegrałeś.” Tymczasem tak właśnie pomyśleliby ci, którzy otrzymali od natury lepsze warunki. W świecie realnym nie obowiązują idealne reguły, lecz czysta logika działania. Mimo, iż można stworzyć system, który daje obywatelom pewne bezpieczeństwo, zawsze odbywa się to ogromnym kosztem. Ostatecznie ci, którzy są na dole drabiny społecznej i tak tam będą, a ich warunki ulegną jedynie niewielkiej zmianie. Istnieje droga wolności, umożliwiająca wydobycie się ze złej sytuacji, opiera się ona na pracy, pomysłowości i odrobinie szczęścia. Aby podążać jej ścieżką trzeba uznać własność za podstawę wolności i gwarantuje nam to libertarianizm, a nie teoria sprawiedliwości jako bezstronności. Aby zrealizować pełną sprawiedliwość jaką proponuje nam Rawls należałoby pójść jeszcze dalej, niż zostało to opisane w „Teorii sprawiedliwości” do czego ja jako autor tej pracy nie zamierzam przyłożyć ręki.

***

BIBLIOGRAFIA

Źródła podstawowe:

Nozick Robert, Anarchia Państwo Utopia, tłum. P.Matejko i M. Szubiałka, Fundacja ALETHEIA, Warszawa 1999.

Rawls John, Teoria Sprawiedliwośc,i tłum. M. Panufnik, J. Pasek, A. Romaniuk, Wydawnictwo naukowe PWN, Warszawa 1994.

Źródła dodatkowe:

Boaz David, Libertarianizm tłum. D. Juruś, Poznań 2005.

Buchanan James and Tullock Gordon, The Calculus of consent: Logical foundations of constitutional democracy, www.econlib.org/library/Buchanan/buchCv3Contents.html.

Friedman Milton i Rose, Wolny wybór, tłum. J.Kwaśniewski 1994.

Hayek Friedrich von, Konstytucja wolności, tłum. Janusz Stawiński, Warszawa 2006.

Hayek Friedrich von, Indywidualizm i porządek ekonomiczny, tłum. G. Łuczkiewicz, Kraków 1998.

Hoppe Hans Herman, Demokracja Bóg, który zawiódł, tłum.Falkowski i Jabłecki, Warszawa 2006.

Juruś Dariusz, Neoarystotelesowska obrona praw w libertarianizmie. w: Civitas 8/2004.

Miklaszewska Justyna, Libertariańskie koncepcje wolności i własności, Kraków 1994.

Miklaszewska Justyna, Sprawiedliwość libertariańska, w: Civitas 4/2000.

Mill John Stuart, O wolności tłum. A. Kurlandzka; Warszawa 1999.

Mises Ludwig von, Human Action, www.mises.org/humanaction.asp

Mises Ludwig von, Biurokracja, tłum. Jan Kłos 1997 Lublin.

Mises Ludwig von, Mentalność antykapitalistyczna, tłum. J. Małek, Kraków 2000.

Porębski Czesław, Umowa społeczna w świetle teorii decyzji, Kraków 1986.

Rand Ayn, Cnota egoizmu, tłum. na podstawie oficyny liberałów (1987)i Jerzy Łoziński (2000).

Rothbard Murray Newton, O nową wolność: manifest libertariański, mises.org.pl/o-nowa-wolnosc-manifest-libertarianski.

Sandel Michael, Liberalizm i granice sprawiedliwości, tłum. A.Budkowska, materiały seminaryjne, IF UJ.

Studnicka Anna, Cnota sprawiedliwa. Teoria sprawiedliwości Arystotelesa na tle współczesnych koncepcji Rawlsa i Nozicka, praca licencjacka AP, Kraków 2004.

Źródła internetowe:

www.econlib.org

www.mises.org

www.mises.org.pl



[1] Misesa jako twórcę tzw. austryjackiej szkoły ekonomicznej oraz nauczyciela Hayeka i Rothbarda można uznać za prekursora libertarianizmu.[2] Ayn Rand i jej zwolennicy tzw. „obiektywiści” nie byli i nie są akceptowani przez wszystkich libertarian ze względu min. na poglądy metafizyczne.[3] D. Boaz Libertarianizm str. 63 – 64.[4] Należy pamiętać że „liberalizm” w rozumieniu amerykańskim oznacza to, co „socjaldemokracja” w polskich realiach.[5]Hayek Konstytucja wolności; postscriptum: Dlaczego nie jestem konserwatystą. ; oczywiście elementy wspólne w światopoglądzie też występują, -przykładem może być bardzo silne akcentowanie własności, za czym często idzie postulowanie legalności posiadania broni, czy legalności pewnych form dyskryminacji (Hoppe).[6] Np. Francis Fukuyama. Mowa oczywiście o dołączeniu do neokonserwatystów. Drugą kwestią, oprócz walki o moralność która łączy konserwatyzm z socjalizmem jest kwestia subsydiowania rolnictwa, oraz niektórych innych dziedzin które zwiększają niezależność państwa (to zaś związane jest z min. nacjonalizmem) . Hayek ponadto wyśmiewa wstecznictwo konserwatystów, za odmawianie uznawania faktów, ze względu na ich moralne konsekwencje bądź podkopywanie autorytetów. To o czym Hayek nie wspomina to nadmierny wpływ tzw. chrześcijańskiej prawicy w omawianym ruchu, a także w amerykańskiej partii republikańskiej która to grupa ze stanowiskiem wolnościowym nie ma nic wspólnego.[7] Hayek Indywidualizm i porządek ekonomiczny: indywidualizm prawdziwy i fałszywy.[8] Traktuje o tym min. Ayn Rand w Cnota egoizmu.[9] M. Rothbard O nową wolność: manifest libertariański: Rozdział 2.[10] Libertarianie opowiedzieli się przeciw wojnie w Wietnamie, wchodząc w sojusz z nową lewicą.[11] Lysander Spooner, No Treason, No. VI: The Constitution of No Authority str.17.[12] Gdyż prawa nie są postulatami a także nie stanowią kryterium oceny, czy ktoś się dobrze rozwija, czy nie. Mają jedynie zapewnić mu możliwość rozwoju i dlatego muszą mieć charakter metaetyczny. Zob. D.Juruś Neoarystotelesowska obrona praw w libertarinizmie. w: Civitas 8/2004.[13] M. Rothbard O nową wolność: manifest libertariański rozdział 2.[14] W oryginale „justice as a fairness”; fairness można tłumaczyć jako uczciwość, jasność; to sprawiedliwość rozumiana, tak jak w sporcie – gdzie sędzia musi zachowywać się bezstronnie. Prawdopodobnie stąd to tłumaczenie. Zważmy jednak, że rzeczownik fair oznacza po angielsku targ, jarmark.[15] John Rawls Teoria sprawiedliwości str. 24.[16] Tamże str. 86.[17] Tamże str. 414-416.[18] Zasada dyferencji głosi, że jeśli taki sposób dystrybucji polepsza sytuacje wszystkich stron należy się opowiedzieć za równą dystrybucją. Jest to modyfikacja ekonomicznej zasady skuteczności Pareto (za którą zaś opowiadaliby się utylitaryści).[19] Tamże str. 175.[20] Tamże str. 403; Ilość założeń w sytuacji pierwotnej jak widać wg. Rawlsa jest dość spora.[21] Tamże str. 716 – 731.[22] Uwagę zwraca pewna zbieżność między pracą Johna Rawlsa a Przygodność, ironia, solidarność Richarda Rorty’ego, która oparta jest właśnie na tytułowej przygodności i solidarności.[23]Teoria sprawiedliwości str. 146.[24]Teoria sprawiedliwości str. 427.[25] M. Sandel Liberalizm i granice sprawiedliwości. Rozdział 2 str. 14 – 15.[26] Coś co jest „niebezprawne” należy rozumieć jako „indyferntne moralnie”. Gdy znajdziemy coś, co wygląda na niczyje (choć mogło należeć do kogoś, zostało porzucone bądź zgubione) i nie da się, w prosty sposób, określić właściciela, możemy to coś sobie przywłaszczyć. Jest to indyferentne moralnie.[27] Tutaj zaznacza się zbieżna linia w myśleniu Rawlsa i komunitarystów.[28] M. Sandel Liberalizm i granice sprawiedliwości. Rozdział 2 str. 23 – 25.[29] Podmioty myślące mają wg. Kanta wspólne formy zmysłowości szeregujące wrażenia w zjawiska i narzędzia, jakimi są kategorie czystego intelektu (np. myślenie przyczynowe). Oznacza to, że jesteśmy strażnikami uposażeń (ich podziału ) także innych, inteligentnych form życia, jeśli takowe istnieją. Jesteśmy wypadkową kosmosu![30] Problemami tymi zajmuje się szkoła Public Choice.[31] Zasada dyferencji rozumiana jako maksymalizowanie interesu jednostkowego jest tak wielką zachętą na życie ponad stan, że inne strategie stają się nieracjonalne. Jest to związane z preferencją czasową, o której piszę w rozdziale 5. Problem jednostki żyjącej ponad stan uświadamia nam również, że zasada dyferencji niekoniecznie będzie wspierała, tych których powinna jak np. uczciwie pracujących robotników.

[32] Nozick Anarchia państwo utopia str. 226.

[33] Teoria sprawiedliwości str. 140.

[34] Grupy ciężko określić, bo nie ma kryterium. ( bezdomni a żebracy). Ponadto ilość grup społ., jeśli nie przyjąć kryterium liczebności jest nieskończona, a ponadto zmienna.

[35] I faktycznie rozumowanie Rawlsa zgadza z moim. Teoria sprawiedliwości str. 377 – 387.

[36] Nozick Anarchia państwo utopia str. 243.

[37] Teoria sprawiedliwości str. 383.

[38] Jest to ciekawy temat, ale wydaje się utopijny (lub może dystopijny). Jeśli podatek taki byłby zawarty w towarach, zmuszałby do ingerencji państwa w gospodarkę – wyznaczenia dóbr ekskluzywnych, czy innych objętych podatkiem (co w zasadzie już ma do pewnego stopnia miejsce). Jeśli nie były zawarty w towarach, a miałby być sprawiedliwszą alternatywą podatku dochodowego (gdyż to co skonsumowane nie może już podlegać ponownej dystrybucji) musiałby oznaczać kontrolowanie obywatela poprzez jawność jego wydatków.

[39] M Rothbard O nową wolność: manifest libertariański Rozdział 8.

[40] Nieskuteczność instytucji opisuje w rozdziale 5 str. 41

[41] Nozick anarchia państwo utopia str. 228 -234.

[42] Teoria sprawiedliwości str. 148. Rawls pisze tutaj o uposażeniach, tak jak gdyby każdy o nich wiedział.

[43] C. Porębski Umowa społeczna w świetle teorii decyzji str. 95 – 97.

[44] Zasada ta, moim skromnym zdaniem, jest szeroko nadużywana oraz rozłączna – jeśli nie sprzeczna z filozofią libertariańską. Nie da się uniknąć traktowania innych jedynie jako środki w wielu sytuacjach, zaprzeczanie temu to hipokryzja. W większości interakcji, mamy do czynienia z partnerami w działaniu – zaś gdy ono się kończy, kończy się i interakcja.

[45] Por. np. M. i R. Friedman Wolny wybór

[46] Teoria sprawiedliwości str. 729

[47] Tamże str. 168.

[48] Nozick Anarchia państwo utopia str. 235 – 237.

[49] Zauważmy, że obecnie, mamy nawet obowiązek utrzymywać nasze latorośle do 18 roku życia, lub dłużej jeśli się uczy.

[50] Tamże str. 329 -330.

[51] W państwie pseudoliberalnym, które pojęło źle liberalną zasadę, że należy godzić egoistyczne interesy w imię wspólnego dobra istnieje prostytucja, lecz jedynie pod przykrywką agencji i legalność aborcji, ale tylko w pewnych wypadkach. Ludzie domagając się legalności wszystkich „przestępstw”, w których nie ma ofiar, nie mogą po prostu wymagać, aby stało się zadość ich wolności (co wręcz oznacza, że tym którym odmawiano praw winna jest rekompensata) lecz są zmuszeni ograniczać ją w sposób instytucjonalny. Znakomitym przykładem są manifestacje zwolenników legalizacji marihuany w USA, którzy postulują zalegalizowanie tego środka „w celach medycznych” . Jest to hipokryzja którą zawdzięczamy centralizacji i „prawom własności” o charakterze socjalistycznym.

[52] Tamże str. 248 -250.

[53] Za: opracowanie własne.

[54] Zgodnie za Rawlsem nie szacujemy prawdopodobieństw, zakładamy że mamy równą szansę trafienia do każdej z trzech grup. W sytuacji pierwotnej nie ma pojęcia prawdopodobieństwa.

[55] L. von Mises Human action str. 13-14.

[56] Tamże str 12. Można potraktować ten fragment Human action jako argument za legalizację aborcji.

[57] Dwie? A być może i więcej – biorąc pod uwagę, że przynależność oparta jest na tożsamości.

[58] Teoria sprawiedliwości str. 203 – 204.

[59] J. Buchanan and G.Tullock The calculus of consent: Logical foundation of constitutional democracy 13: Pareto Optimality, External Costs, and Income Redistribution; Redistributive Elements in Majority Decisions; i 6: A Generalized Economic Theory of Constitutions; oraz J. Miklaszewska Libertariańskie koncepcje wolności i własności str. 56- 80.

[60] Teoria sprawiedliwości str. 173.

[61] Nozick Anarchia państwo utopia str. 182 – 186.

[62] Tamże str. 183.

[63] John Locke Drugi Traktat o rządzie str. 165.

[64] Nozick Anarchia państwo utopia str. 27 i dalej. Można wyobrazić sobie, że początkowo będą to stowarzyszenie sąsiedzkie, szerokie grupy przyjacielskiej (zgodnie z zasadą, że przyjaciel mojego przyjaciela jest moim przyjacielem), grupy blisko związane z kościołem – związane z parafią, czy dzielnicowe stowarzyszenia hobbistyczne (np. miejscowe kluby sportów walki).

[65] Tamże str. 140 – 147.

[66] Zob. tamże: rozdział 9; w którym autor opisuje tzw. Demoktesis. Problem ten opisałem również w rozdziale trzecim. Zob. Sytuacja pierwotna a historyczność i własność. Str.23

[67] Bo i faktycznie, można wysunąć wobec niego zarzuty. Zob. np. J. Miklaszewska Sprawiedliwość libertariańska; w Civitas 4/2000.

[68] Najprawdopodobniej jest to najsilniejszy istniejący argument za kapitalizmem. Tak jak nasz czas zawsze będzie ograniczony, tak samo i większość ludzi będzie oczekiwało, że każdy poznany człowiek ma coś do zaoferowania. Jeśli nie – tym gorzej dla niego (i zasada dyferencji nie pomoże).

[69] Zob. o mikro rozumieniu zasad sprawiedliwości; rozdział drugi pracy str. 19

[70] H.H Hoppe Demokracja Bóg, który zawiódł str. 32.

[71] Por. z drugą zasadą priorytetu podpunkt (b.

[72] C. Porębski Umowa społeczna w świetle teorii decyzji str. 97.

[73] Wydaje się, że uposażenia i cechy trzeba jednak traktować jako zmienne w czasie, gdyż w pewnym okresie historii bardziej ceniona może być np. odwaga niż intelekt albo pochodzenie od charakteru. Równocześnie inny jest charakter dóbr materialnych podlegających podziałowi i ma on inną realnej wartości.

[74] Teoria sprawiedliwości str. 408.

[75] Błąd! Tutaj teorię ściśle utylitarystyczną należałoby określić za skrajnie błędną, ponieważ preferuje jedynie dobra pośrednie jakimi są dobra kapitałowe.

[76] Ten podrozdział oparty na pracy L. von Misesa „Biurokracja” podejmuje jedynie w zarysie zastrzeżenia, jakie wobec biurokracji wnosi autor.

[77] Por. Hayek Konstytucja wolności str. 25 – 45.

[78] H. H. Hoppe Demokracja, bóg który zawiódł str. 277 – 281.

[79] Dyskryminacje można interpretować konsekwencjonalistycznie lub proceduralnie. Proceduralnie musi być ona dopuszczalna, mimo że konsekwencje często nie są opłacalne. Za dyskryminację grupy lub jednostki X, uważam każde działanie, które w sytuacji względnej równowagi (lub nierówności na korzyść X) z Y, nadaje pierwszeństwo Y, nie kierując się zasadą maksymalizacji skuteczności. Ten ostatni warunek nie jest doskonały, może nie jest nawet potrzebny – chciałem tu zwrócić uwagę na to, że jeśli kierujemy się czyjąś kompetencją nie dyskryminujemy drugiej strony (oczywiście można i takie zachowanie nazwać dyskryminacją, ale moim zdaniem mija się to z celem). Zwróćmy że dyskryminowana jest zarówno mniejszość przez większość (sytuacje powszechne), jak i większość przez mniejszość (parytety itp.).

[80] Nawet tych niematerialnych.

3 comments

  1. Tomek

    Nie rozumiem tabelki: w systemie D klasa średnia dostaje 4, a najubożsi 5. Ponieważ klasy definiowane są właśnie przez wysokość wypłat, klasa średnia nie jest już średnia, a najubożsi – najubożsi. W tekście nie znalazłem żadnego wyjaśnienia, ale też nie sądzę, aby jakiekolwiek wyjaśnienie uchroniło Cię w tym miejscu od sprzeczności.

    [Pracę, jak będę miał trochę więcej czasu, z checią przeczytam dokładnie (tylko pobieżnie przeleciałem), bo w Rawlsa święcie wierzę.]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *