Krzysztof "Critto" Sobolewski

Krzysztof „Critto” Sobolewski ”Przeciw państwowej edukacji — o tym, DLACZEGO państwo NIE powinno uczyć dzieci”

1 września to rocznica wybuchu II wojny światowej, rozpoczętej przez nazistowską agresję III Rzeszy na Polskę. Jest on przez to dniem hańby, i pozostanie nim na wieki.

Jak na ironię, każdego roku na prawie całym świecie, tego dnia dzieci i młodzież rozpoczyna rok szkolny – zaczynają się zajęcia w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych, oraz niektórych ‚policealnych’. Dzwoni pierwszy dzwonek, i już nie ma wyboru — dziecko, do odpowiedniego wieku (15 lat, 18 lat) MUSI, pod przymusem, który może zostać użyty wobec jego rodziców, uczęszczać do szkoły. Gromady Małych Ludzi gonią więc do obiektów zwanych ‚szkołami’ aby tam się — rzekomo — uczyć.

Rozumiem doskonale, i uważam podobnie jak Tomasz Jefferson, iż bez edukacji, wiedzy, oczytania i znajomości nauk humanistycznych i ścisłych nie ma mowy o wolności, gdyż ktoś słabo wykształcony lub w ogóle niepiśmienny jest bardzo łatwy do sterowania. Nie widzę więc nic złego w szkolnictwie jako takim, i uważam je za potrzebne.

Tym, czemu jestem przeciwny, jest PRZYMUSOWE SZKOLNICTWO PAŃSTWOWE, sprzeciw wobec którego postaram się w tym artykule dobrze udokumentować.

Głównym złem szkolnictwa państwowego, i w ogóle zajmowania się przez instytucję państwa edukacją jest jej PRZYMUS. Sprawia on, iż dzieci uczęszczają do szkoły nie z powodu rozsądku i woli rodziców, ani z własnej woli, ale dlatego, iż tak nakazują regulacje państwowe (zwane szumnie ‚prawem’).

Przymuszając rodziców do posyłania dzieci do szkół, i to nie jakichkolwiek szkół, a szkół państwowych, państwo dokonuje gigantycznej uzurpacji przeciw prawom jednostki, którą jest każdy rodzic – zarówno matka jak i ojciec. Państwo dokonuje w ten sposób zamachu na święte sanktuarium rodzinne, jakim jest dom, gdy grozi rodzicom karami lub nawet ‚odebraniem praw do dziecka’, jeśli nie chcą oni posyłać go do szkoły.

Ze złem przymusu edukacji wiąże się też zło przymusu edukacji W DANEJ PLACÓWCE, w określony sposób. Liczy się nie efekt uczenia, ale to, czy uczenie to jest zgodne z państwowymi wytycznymi i licencjami.

Gdyby bowiem jedynym, czego chce państwo, było edukowanie młodych pokoleń, to nie sprzeciwiałoby się ono edukowaniu dzieci przez rodziców w domu (nazywane jest to homeschoolingiem), zwłaszcza, iż badania wykazały, że dzieci pobierające naukę w ten sposób są (1) spokojniejsze (2) nie mają problemów z przemocą, narkotykami czy alkoholem oraz (3) osiągają lepsze wyniki w nauce. Nie jest również prawdą, iż dziecko takie jest odseparowane od rówieśników — cóż stoi bowiem na przeszkodzie, aby rodzice np. z danej ulicy zebrali się wspólnie i uczyli swoje dzieci, które będą kontaktować się z rówieśnikami, zachowując jednocześnie wszelkie prawa domów swoich rodziców oraz wiążące się z nimi ciepło domowego ogniska? Prawdziwy, „profesjonalny” homeschooling wygląda właśnie w taki sposób. Więcej informacji na stronach http://www.homeschooling.org oraz http://www.homeschool.org

Niezależnie od tego jak szczytny jest dany cel, jego osiągnięcie NIE USPRAWIEDLIWIA środków, jakie ktoś podejmuje, aby go osiągnąć. fakt, iż zamierzam założyć np. zakład opieki nad bezdomnymi, starszymi osobami nie oznacza, iż mam prawo w tym celu nasyłać na sąsiadów uzbrojonych bandytów, którzy będą ich ograbiać z ich pieniędzy, które z kolei ja będę przeznaczał na niewątpliwie szczytny cel. I, tak samo, państwo, niezależnie od tego, jak słuszny jest cel, do którego dąży, NIE MA PRAWA okradać ludzi przy pomocy podatków, które są dokładnie tym samym, co opisane w przykładzie ograbianie sąsiadów przez wynajętych zbirów.

Nieprawdą jest również, jakoby państwom zależało wyłącznie na nauczeniu dzieci i młodzieży tego, co jest im potrzebne, aby normalnie funkcjonować i mieć szerokie horyzonty. Przede wszystkim, państwa dążą do tworzenia karnych poddanych, czemu służą rozmaite rytuały (np. nie mające żadnej mocy prawnej ‚ślubowanie’ drugoklasistów (wiek 8-9 lat), którzy nie mają żadnej zdolności do czynności prawnych, więc i do skutecznego przysięgania), apele, ‚akademie’, śpiewanie hymnów, oddawanie pokłonu symbolom państwowym, itd. Bardzo poważny problem stanowi również przedmiot ‚Wiedza o Społeczeństwie’. Ja akurat natknąłem się na nauczycieli, którzy potraktowali tą tematykę jako ‚wstęp do socjologii i politologii’, ale słyszałem o przypadkach, w których WoS używany jest wyłącznie jako tuba propagandowa państwa, do piania peanów na rzecz ‚najlepszego z ustrojów’ — którym, w zależności od potrzeby chwili, mogła być demokracja lub socjalizm.

Zgodnie z sugestią jednego z moich znajomych wolnościowców, jeśli ma istnieć obecny system edukacyjny (z przymusem), to „Wiedza o Społeczeństwie” powinna (1) być przedmiotem opisującym społeczeństwo, bez komentarzy polityczno-ustrojowych, oraz (2) powinna być przedmiotem DOBROWOLNYM, tak samo jak lekcje religii oraz wychowania seksualnego, o uczęszczaniu na który będą decydować rodzice razem z dzieckiem, oraz noty z którego nie będą decydowały o promocji do następnej klasy lub o pozostaniu w aktualnej na drugi rok.

Indoktrynacja nie odbywa się jednak tylko na lekcjach WoSu, ale, praktycznie, na wszystkich pozostałych, a szczególnie na literaturze (znanej w Polsce jako ‚język polski’) oraz na historii. O przedmiocie ‚wychowanie obywatelskie’ w ogóle nie warto wspominać, bo sama jego nazwa sugeruje, iż jest to parasekciarskie, doktrynerskie wmawianie dzieciom, jaką postawę mają mieć wobec państwa, i że ma to być postawa na ‚tak’. Przedmiot ten, będący pozostałością po czasach komunizmu, W OGÓLE nie powinien istnieć i, mam nadzieję, został wycofany z (większości) szkół.

Fakt istnienia indoktrynacji politycznej w szkołach jest dostatecznym powodem dla tego, iż PAŃSTWO NIE POWINNO UCZYĆ DZIECI — nawet, jeśli ma wymagać tego od rodziców. Może wymagać posłania dziecka do szkoły prywatnej, kościelnej, charytatywnej, społecznej lub uczenia go w domu; może nawet przyznawać ‚bony edukacyjne’, szczególnie dla biedniejszych rodzin — ale MUSI ZREZYGNOWAĆ z prowadzenia szkół, gdyż do tego się nie nadaje, i popełnia w związku z tą działalnością liczne nadużycia, o których tu pisałem. Szkoła ma uczyć i wychowywać, na wolnego, wyedukowanego człowieka, a nie na posłusznego wobec państwa niewolnika, który zawsze będzie mu przyklaskiwał.

I nie oszukujmy się — WIĘKSZOŚĆ przymusowej, państwowej ‚oświaty’ na świecie reprezentuje sobą bardzo marny poziom. Przemoc szkolna (między uczniami) jest na porządku dziennym, a wielu nauczycieli (choć, oczywiście, nie wszyscy) bardziej nadawałoby się do pilnowania skazanych za ciężkie przestępstwa przeciw życiu i zdrowiu ludzkiemu, niż edukowaniu i wychowywaniu młodych pokoleń. Efekty widać wszędzie: uczniowie zabijają kolegów i koleżanki, biorą narkotyki, piją alkohol (i to mocny i w nadmiarze), palą papierosy, rozrabiają, stosują rozmaitą przemoc szkolną … I to wszystko dzieje się pod dyktando państw, w imię ‚tworzenia lepszego jutra’, ‚dawania szans młodym pokoleniom’, itd.

Marny poziom edukacji ‚publicznej’ jest ZŁEM, ponieważ jest ona przymusowa. Gdy ktoś już do czegoś zmusza, to MA OBOWIĄZEK zapewnić osobie zmuszanej jak najlepsze warunki — gdyż w braku przymusu, o wyborze warunków decyduje sam konsument (lub beneficjent), mający wolny wybór zarówno co do dostawcy usługi, jej jakości, jak i samego faktu korzystania lub niekorzystania z niej.

Edukacja jest czymś wspaniałym, czymś, bez czego nie byłoby mowy o postępie cywilizacyjnym; jest tak samo potrzebna, jak wszystkie jej efekty — dobra kultury, zdobycze techniki i odkrycia naukowe; stanowi fundament rozwoju każdej jednostki i każdego społeczeństwa. W wieku XIX, gdy nie było przymusu szkolnego, rodzice sami, z własnej woli, czasem nadwarężając budżet domowy, szkolili swoje dzieci, bo myśleli o ich przyszłości. Również dzieci, zgodnie ze swoją naturalną ciekawością świata, do tej wiedzy się garnęły.

Przymus jednak obraca nawet najwspanialszą rzecz w złą rzecz, czego dowodem jest narzucenie go w sferze edukacji dzieciom i ich rodzicom, zarówno w dziedzinie pobierania/niepobierania nauki, jak i jej formy. I to PRZYMUSOWI edukacji – jak każdemu przymusowi państwa, ingerującemu w życie jednostki, a nieuzasadnionego ochroną życia, wolności i własności drugiej osoby – a nie samej edukacji, jesteśmy jako libertarianie przeciwni.

Należy SKOŃCZYĆ z przymusem edukacji. Państwo NIE POWINNO uczyć dzieci, ani wymagać od kogokolwiek, by je uczył. Jak w każdym przypadku, tak i tu RYNEK zadecyduje o potrzebach. Przymus jest również niepotrzebny — niewyedukowani ludzie nie mają bowiem co robić w cywilizacji hi-tech, więc każdy garnie się do wiedzy. Dobrym krokiem na rzecz zakończenia z przymusem edukacji jest jej pełna prywatyzacja, i pozostawienie (przez pewien czas) obowiązku wybrania jakiejkolwiek szkoły dla dziecka (bądź uczenia go w warunkach domowych, na odpowiednim poziomie). Wolność dla dzieci i rodziców !!!

W Imię Wolności,

Krzysztof „Critto” Sobolewski

(c) Copyright by Krzysztof „Critto” Sobolewski 13.I.2001

Przedruk, kopiowanie, rozpowszechnianie i dystrybucja dozwolone bez żadnych ograniczeń w dowolnym celu. Modyfikacje dozwolone pod warunkiem ich wyraźnego zaznaczenia w tekście i poinformowania o tym, kto modyfikował, lub napisanie, iż modyfikacja jest anonimowa. W żadnym wypadku podpis autora, tj. wyrazy: Krzysztof „Critto” Sobolewski nie mogą być usunięte ani zmienione.
***
Tekst był wcześniej opublikowany na stronie autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *