Tags:
Mateusz Machaj

Mateusz Machaj „Pies zjadł zadanie domowe”

Kilka dni temu w „Financial Times” pojawiła się informacja, że jedna z najważniejszych agencji ratingowych – Moody’s – wystawiła błędne oceny niektórym inwestycjom ze względu na błąd w systemie komputerowym. Temat ten jest wbrew pozorom szalenie ważny, bo pokazuje jak bardzo chory jest dzisiejszy kapitalizm. Agencje ratingowe, w tym właśnie Moody’s, stanowią trzon tej zmizerniałej konstrukcji. Wystawiają poszczególnym inwestycjom oceny w zależności od ich ryzyka. I tak najlepsza ocena, jaką można otrzymać to Aaa, a kolejno potem są odpowiednio niższe (Aa, A, Baa…). Potrójne „A” oznacza inwestycję niezwykle bezpieczną, prawie tak bezpieczną, jak papiery amerykańskiego rządu, których wypłacalność jest praktycznie stuprocentowa (ponieważ, aby je wypłacić wystarczy, że amerykańskie państwo wydrukuje dolary).

Tak się składa, że tę niezwykle wysoką ocenę agencje ratingowe dały inwestycjom finansowym związanym z amerykańskim rynkiem nieruchomości. Co okazało się w przeciągu ostatnich kilku miesięcy, ocena ta była absurdalnie wysoka i zupełnie wyssana z palca. Te papierki otrzymujące piątkową ocenę Aaa wkrótce zaczęły się zmieniać w zwykłe śmieciarskie aktywa, które sprawiają więcej kłopotów niż przynoszą pożytku. Jak zauważył błyskotliwie jeden z internetowych komentatorów, opublikowane przez Financial Times tłumaczenia, że do systemu Moody’s wkradł się komputerowy robak i zepsuł system, przypomina żałosne tłumaczenie się rodem ze szkoły podstawowej o tym, iż „pies zjadł zadanie domowe”. Co ciekawe, wstrętny pies musiał też zjeść zadania domowe innych uczniów klasy, bowiem wysokie oceny dzisiejszym śmieciarskim aktywom wystawiły również inne agencje ratingowe. Odstawiając na bok kwestię niedorzecznych tłumaczeń, warto zwrócić uwagę, dlaczego te agencje wystawiły tak wysokie oceny.

Przede wszystkim jest to rezultat stworzenia kartelu agencji ratingowych NRSRO (Nationally Recognized Statistical Rating Organization), który regulowany jest przez państwowy (po)twór SEC, regulujący rynek giełdowy (Securities and Exchange Commission). Agencje te wystawiają oceny poszczególnym instytucjom i inwestycjom, a płacą im za to… sami zainteresowani. Nic zatem dziwnego, że opłaca się im wystawiać wyższe i przesadzone oceny, skoro to zwiększa opłacalność ich klientów. Całemu temu procederowi wtóruje instytucja państwowa. W normalnych warunkach za ocenę ryzyka inwestycyjnego płaciliby inwestorzy kupujący papiery wartości, a nie ich emitenci. Ponieważ jednak państwo postawiło ten sektor do góry nogami swoimi regulacjami i chorą polityką bankowo-pieniężną, agencje zrobiły się formalnie skorumpowane i podatne na pokusę nadużycia.

Na owym procederze korzystają wielkie firmy ubezpieczeniowe i banki, które podlegają państwowym regulacjom określającym kompozycję poszczególnych inwestycji w ich księgach. I tak, jeśli mają świstki z oceną Aaa, wtedy na papierze wyglądają jakby posiadały wystarczające zabezpieczenie kapitałowe. Gdyby te świstki miały inną ocenę, faktycznie odzwierciedlającą ponoszone ryzyko, wtedy należałoby radykalnie zmienić strukturę posiadanych aktywów.

Niestety mało kto zauważa, iż obecna niezwykle kłopotliwa sytuacja rynku amerykańskiego, na którym kryzys dopiero się rozwija, nie jest rezultatem braku wystarczających regulacji, lecz dokładnie na odwrót – jest skutkiem szeroko zakrojonej interwencji państwa i stworzenia otoczenia, w którym promuje się ryzykowne przedsięwzięcia. Co gorsza, przed Kongres co chwilę powołuje się kolejnych ekspertów mówiących albo o konieczności wzmocnienia kontroli państwa, albo o walce z niedobrymi „spekulantami”. Co z tego wyniknie, niedługo się przekonamy, ale mam uzasadnione przeczucie, że na pewno nic dobrego. Tak się bowiem logicznie składa, że im bardziej państwo będzie dostarczać rzekomego parasola ochronnego przed niebezpieczeństwami, tym rynek będzie podejmował bardziej ryzykowne i niebezpieczne działania, prowadzące do kryzysów, takich jak ten obecny. To prosta prawda, z której zdaje sobie sprawę już małe dziecko, gdy wie, że jeśli mamusia w razie czego złapie, to można sobie poskakać zdecydowanie wyżej i nie bać się upadku.

 
Mateusz Machaj
Radio Olsztyn, 2.06.2008
Tu można posłuchać.

Tekst wcześniej opublikowany na stronie Instytutu Misesa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *