Wywiady i recenzje

Rafał Lorent: Ayn Rand – Źródło

Ayn Rand, czyli tak naprawdę Alicja Rosenbaum była rosyjską Żydówką. W wieku 9 lat postanowiła, że zostanie pisarką. Była świadkiem rewolucji 1917 roku; w 1921 rozpoczęła studia nad historią i filozofią w Piotrogrodzie. W 1924 roku zbiegła do Ameryki. Nie wdając się w szczegóły biograficzne – Rand stworzyła filozofię zwaną obiektywizmem, będącą jednym z „nurtów” libertarianizmu, obok minarchizmu i anarchokapitalizmu.

Dokładna terminologia jest w tym momencie nieistotna – ważne jest to, co Rand zawarła w swojej książce. A starała się w niej, tak jak w innych dziełach jej autorstwa, pokazać swój ideał etyczny. Reprezentantem tego ideału jest Mr. Roark.

Howard Roark jest wybitnie uzdolnionym architektem. Howard Roark jest niezależny i egotyczny. Howard Roark jest bezlitosny i litości nie oczekuje. Howard Roark nie kocha ludzi za to, że są, lecz za to, czym są. Jest uosobieniem człowieczeństwa wg Rand – jest Twórcą, jednostką kreatywną. Howard Roark przeciwstawia się tłumowi, uosabianemu przez Ellswortha M. Tooheya – jednak nie w histeryczny, udramatyzowany sposób. Howard Roark ma świadomość tego, kim jest i jacy nie są otaczający go ludzie – lecz nie wyraża tego intencjonalnie; wyrasta ponad morze pustych skorup ludzkich i przyjmuje to jako rzecz naturalną, jak oddychanie czy sen. Mr. Roark jest ateistą, czci ducha ludzkiego wyrażającego się w nim samym. Jest przepełniony radością życia, jest spełniony i pewny. Howard Roark w wydarzeniach przedstawionych w książce spotyka zaledwie czterech ludzi podobnych do niego – lecz żaden z nich nie wytrzymuje ciśnienia wszechobecnej masy. Jako jedyny jest człowiekiem. Nienawidzą go zwykli ludzie, szukających sensu życia w innych, a nie w sobie. Howard Roark jest odkrywcą ognia spalonym na stosie, wynalazcą koła łamanym kołem, wynalazcą stali ściętym gilotyną, odkrywcą elektryczności na krześle elektrycznym, projektantem statku nadziemskiego ciśniętym w próżnię. Howard Roark ma duszę – w przeciwieństwie do mas, mających zamiast duszy tylko zwierciadło odbijające zwierciadła odbijające zwierciadła. Howard Roark jest apoteozą człowieka, amerykańskim snem uczłowieczonym. Howard Roark jest Prometeuszem posiadającym iskrę i nie dzielącym się nią. Howard Roark jest celem samym w sobie.

Książka opisuje walkę Mr.Roarka o możliwość tworzenia w świecie chylącym się ku amorficznej masie. Masami kieruje i masy wyraża pan Toohey – inteligent, krytyk sztuki, architektury, poezji, literatury, mówca, dziennikarz, socjalista, absolwent Harvardu. Jest najbardziej pustą istotą ze wszystkich które Roark spotyka – jest niczym gąbka, największym pasożytem na ludzkości. Chce przeobrazić ją w szarą masę – dla władzy; swoimi intrygami przyspiesza socjalizację Ameryki. Reprezentuje wszystkich „powielaczy”, ludzi nic nie tworzących, żyjących w głowach innych ludzi, dbających o „prestiż”, „sławę”, „uznanie”, „szacunek”. Przeobraża ludzkość z powrotem w błoto, z której powstała. Jest kolektywnym Mefistofelesem niszczącym Fausta-Roarka w świecie bez Boga.

Jedno z najbardziej znaczących zdań w książce, Toohey do Roarka:

– Panie Roark, jesteśmy tu sami. Dlaczego mi pan nie powie, co pan o mnie myśli? W jakichkolwiek słowach pan zechce. Nikt nas nie słyszy.
– Ależ ja o panu nie myślę.
Na twarzy Tooheya widniał wyraz skupienia, spokojnego nasłuchiwania czegoś tak oczywistego jak przeznaczenie. Milczał.

Niemal wszystkie jednostki przedstawione w książce, to pospolity ludzki pył. Urodzony, wykarmiony, wyedukowany, kieruje się tym, co włożono mu do głowy. Nie myśli – czyta. Nie mówi – słucha. Nie widzi, nie działa, nie żyje. Szuka uznania u drugiego człowieka, w sobie nie znajdując szacunku dla samego siebie. Przejmuje się cudzą opinią, bo to wszystko co zostało człowiekowi odczłowieczonemu. W Wielkiej Improwizacji Tooheya wygłoszonej do Petera Keatinga – architekta i kolegi Howarda ze szkoły, będącego esencją szarego człowieka – przedstawiona jest wizja ludzkości jako dwóch luster ułożonych naprzeciwko siebie. Odbijają nicość do nieskończoności. Szukasz szacunku u niego, u niej; oni szukają u następnych, następnych i następnych, dookoła świata. Zera się sumują. Roark nigdy się nie obraża, nie błaga, nie cieszy, nie smuci z powodu innych ludzi – nie mogą go dosięgnąć. Szary czytelnik „Sztandaru” Gaila Wynanda uznaje to za dehumanizację, nieludzki egoizm ostateczny. Zbijają się w masę, szydzą z samotności Jednostki, rozpaczliwie szukają potwierdzenia w innych, równie pustych jak oni sami. Nienawiść do Roarka bierze się między innymi ze świadomości własnej pustki – cóż jest ważniejsze niż szacunek dla samego siebie? W świecie „Źródła” Roark samą swoją obecnością to właśnie niszczy – nie sam szacunek, on jest nienaruszalny. Roark żyjąc robi coś znacznie gorszego – zabiera pozory szacunku. Pod koniec książki Peter Keating uświadamia to sobie. Spogląda w głąb samego siebie – a pustka nie odpowiada. Reagując agresją na Roarka, wszyscy potwierdzają tym samym to, do czego obawiają się przyznać. Są gorsi, są nieskończenie gorsi i wiedzą o tym.

Rand była ateistką. Traktowała wszystkie religie jako mechanizm kontroli i wykorzeniania najcenniejszego – „świętego EGO”. Nazizm, komunizm, buddyzm, socjaldemokracja, chrześcijaństwo, demokracja sama w sobie – wszystko, by zniszczyć jednostkę. Z Improwizacji Tooheya:

Opróżnij duszę ludzką, a miejsce, które po niej pozostanie, jest twoje. Nie wiem, dlaczego jesteś taki zszokowany, Peter. To najstarsza ze wszystkich metod. Przyjrzyj się historii. Przyjrzyj się jakiemukolwiek wielkiemu systemowi etycznemu, od Wschodu począwszy. Czyż nie głosiły one poświęcenia osobistej radości? (…) Czyż nie zdołałeś wychwycić ich refrenu: „Poddaj się, poddaj się, poddaj się”? Przyjrzyj się moralnemu klimatowi naszych dni. Wszystko, co sprawia przyjemność, od papierosów poprzez seks, ambicję, chęć zysku uważane jest za niemoralne czy grzeszne. Dowiedz się, że jakaś rzecz czyni człowieka szczęśliwym, a potępisz ją. Oto, jak daleko zaszliśmy. Powiązaliśmy szczęście z winą. Trzymamy ludzkość za gardło. Złóż ofiarę ze swego pierworodnego – leż na pryczy z gwoździ – idź na pustynię, by umartwiać ciało – nie tańcz – nie chodź w niedzielę do kina – nie próbuj się wzbogacić – nie pal – nie pij. (…)Weź moją gazetę i przeczytaj nagłówki. Czyż nie nadchodzi? Czyż nie jest już tutaj? Wszystko, o czym ode mnie usłyszałeś? Czyż nie połknęło już Europy i czyż my nie zmierzamy z wolna ku temu samemu? Wszystko, co powiedziałem, zawiera się w jednym słowie – kolektywizm. Czyż nie on właśnie jest bogiem naszego stulecia? Działać razem. Myśleć – razem. Czuć – razem. Jednoczyć się, zgadzać, podporządkowywać. Podporządkowywać się, służyć, poświęcać. Dziel i rządź – najpierw. Potem – łącz i rządź.

Nie można przecenić znaczenia myśli Rand na polu walki z takimi zgubnymi ideami jak równość, litość, altruizm (nie w ich potocznym rozumieniu). „Atlas zbuntowany”, wydany również w Polsce, jest – według Biblioteki Kongresu – najczęściej po Biblii czytaną książką w USA. Rand miała odwagę czcić jednostkę w czasach agresywnego kolektywizmu – Mussolini, Hitler, Stalin, Piłsudski, Franco, Salazar a w Stanach Roosvelt i jego New Deal. Będąc outsiderem, dokładnie tak jak Hayek piszący „Drogę do zniewolenia”, Rand przyczyniła się do uratowania najcenniejszych idei i wartości podczas rządów mas – wolności, własności, niezależności, samodzielności, kreatywności, egoizmu wreszcie (nie w potocznym rozumieniu). I za to jej dziękuję.

Łukasz Lorent
03.11.2008 r.

***

Tekst ukazał się wcześniej na www.mojeopinie.pl