Materiał archiwalny. Tekst opublikowano w 2008 r. i nie został ponownie zweryfikowany redakcyjnie. Przedstawia poglądy autora.
Problem dyskryminacji jest modnym tematem od lat. Setki gadających głów, dyskusje w radiu, bannery, inicjatywy, stowarzyszenia, reportaże, materiały filmowe, rezolucje PE. Jednak mało kto zadaje sobie pytanie, czym właściwie jest dyskryminacja. Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć.
Na początek powinniśmy pozbyć się podejścia wartościującego. Załóżmy na czas lektury tego artykułu, że dyskryminacja nie jest ani „dobra” ani „zła”, lecz postarajmy się przeanalizować samo zjawisko. Zjawisko dyskryminacji wiąże się ściśle z pojęciem wykluczenia Z wykluczeniem mamy do czynienia wówczas, gdy zachodzi sytuacja swoistego odizolowania jednostki od grupy, braku akceptacji dla niej, ograniczenie możliwości aktywności społecznej. Jest to niejako banicja społeczna. Na tak rozumiane wykluczenie składa się między innymi wykluczenie strukturalne (miejsce zamieszkania – np: wieś), wykluczenie fizyczne (inwalidztwo, podeszły wiek) oraz wykluczenie normatywne, polegające na wyłączeniu z grupy za łamanie pewnych ustalonych norm. Chodzi tu min. o alkoholizm, używanie narkotyków, konflikt z prawem, samotność a niekiedy także o płeć, narodowość, wygląd, przekonania itp.
Zatem możemy wstępnie zdefiniować dyskryminacje jako zjawisko występujące, gdy „jakimś kategoriom obywateli odmawia się równych praw i utrudnia dostęp do ważnych aspektów życia społecznego ze względu na ich szczególne cechy”, choćby te wymienione wyżej. Zwróćmy uwagę na rzeczownik „obywateli” – definicja ta akcentuje rolę państwa w szerzeniu/zwalczaniu dyskryminacji. Dlaczego? Ponieważ w przypadku instytucji państwowych niezwykle łatwo jest orzec o dyskryminacji czy jej braku. Jeśli urzędnik sprawia mi kłopoty bo mam czarny kolor skóry, jestem ateistą czy ubieram się ekstrawagancko, jest to ewidentna dyskryminacja. Wychodzimy tutaj z aksjomatu równości prawno-politycznej obywateli. Państwo jako powstałe poprzez umowę społeczną i jako Rechtstaat musi traktować obywateli jako równych.
Gdyby chodziło tylko o kwestie państwa, ten wywód można by zakończyć już teraz. Jednak pojawia się daleko bardziej istotna kwestia – zagadnienie dyskryminacji osobistej. Doszliśmy już do tego, że państwo prawa uznające koncepcje zawarte min. w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 musi traktować swoich obywateli w taki sam sposób. Jednak co w sytuacji, w której na przykład właściciel sklepy spożywczego nie będzie chciał sprzedać ziemniaków Senegalczykowi? Albo właścicielka zakładu fryzjerskiego nie będzie chciała obsługiwać lesbijek? Na Zachodzie odpowiedź na to pytanie jest znana – nie można dyskryminować nikogo i nigdy. Znane są przypadki wygranych odszkodowań od firm, które w ramach przystosowania się do gorszych warunków na rynku redukowały zatrudnienie i jako pierwsze zwalniały Afroamerykanów. Znane są także przypadki, w których właściciele małych przedsiębiorstw byli zmuszani werdyktem sądu do świadczenia usług właśnie homoseksualistom czy innym grupom, których usług świadczyć nie chcieli.
Zastanówmy się – czym różni się dyskryminacja prywatna od publicznej? Czy zakładając sklep mamy prawo nie przyjąć od kogoś zlecania czy wyprosić kogoś z naszej własności? Naturalnie – wiąże się to z nietykalnością własności a także wolnością ekonomiczną. Jednostka może robić interesy z kim chce. Zatem czy odmawiając obsługi na przykład Murzyna z Alabamy dyskryminujemy go? Oczywiście tak – odmawiamy mu równych prawa, „prawa do korzystania z naszego sklepu”. I tu pojawia się kwestia kluczowa: jednostka nie jest państwem. Nie jesteśmy w żaden sposób obowiązani do traktowania wszystkich na równi. Pan Jan, który wziął sobie za żonę Janinę, dyskryminuje przecież wszystkie inne Janiny, Małgorzaty i Haliny na świecie – dyskryminuje wszystkie kobiety, bo tylko z tą szczególną Janiną wszedł w związek małżeński. Każdy nasz wybór jest związany z preferencją – mając do wyboru skorzystanie z autobusu czy metra w drodze do pracy i wybierając jedno z nich, musimy dyskryminować drugie. Dyskryminacja to ciemna strona preferencji – cień każdego wyboru. Czytelnik poświęcając 2, 3 minuty na dotarcie tutaj dyskryminuje cały świat odmawiając mu tych konkretnych minut, które poświęca na lekturę tego tekstu.
Dyskryminacja jest czymś niezwykle istotnym dla funkcjonowania jednostki. Zawsze będziemy wybierać jedną możliwość ze wszystkich istniejących, ponieważ nasze życie jest ograniczone w czasie. Dyskryminacja jest nieodłączna od życia, ponieważ niemożliwe jest traktowanie wszystkich na równi. Jak to doskonale ujął Murray Rothbard:
„Dyskryminacja”, jako decyzja na czyjąś korzyść lub niekorzyść, podjęta według dowolnie wybranych kryteriów, stanowi integralny składnik wolności wyboru. Jest zatem warunkiem wolnego społeczeństwa. Oczywiście na wolnym rynku każda taka dyskryminacja jest kosztowna i właściciel będzie musiał zapłacić za jej egzekwowanie.
Zwróćmy uwagę na ostanie cytowane zdanie – mówi ono ni mniej ni więcej jak o odpowiedzialności. Wynika z niego to, że właściciel sklepu spożywczego może sobie w ramach światopoglądu czy ułańskiej fantazji powiesić tabliczkę „Żydom, Murzynom i blondynom powyżej 160cm wstęp wzbroniony” – i nie może być za to karany przez prawo. Właściciel taki jest „karany” przez rynek (mniej klientów), przez otoczenie (może stracić szacunek, klientów) czy wreszcie może być „ukarany” przez bojkotowanie jego osoby (Żydzi mający sklepy w okolicy mogą przestać wpuszczać jego do swoich sklepów).
Jak więc widzimy, istnieją dwie dyskryminacje. Dyskryminacja publiczna, powiązana z państwem i dyskryminacja prywatna, powiązana z jednostką. O ile dyskryminacja publiczna powinna być surowo potępiana i rugowana, o tyle dyskryminacja prywatna jest niezwykle ważna dla każdego z nas. W końcu emocjami czy czasem obdarzamy tylko niektórych a nie wszystkich – trudno sobie wyobrazić kogoś, kto kochałby wszystkich, łącznie z matką czy ukochaną osobą, na równi. Ciężko też wyobrazić sobie władzę, która nakazywałaby taką miłość wszystkich do wszystkich. A przecież na Zachodzie władza nakazuje dokładnie to samo na polu ekonomicznym – nie ważne, kto lepiej pracuje, ważne żeby w firmie był Biały, Czarny, Azjata i Meksykanin. Wszyscy kogoś dyskryminujemy – i bardzo dobrze. Dyskryminacja prywatna jest równie niezbędna do życia, co tlen. Zatem dyskryminujmy, póki można!
Rafał Lorent
23 listopad 2008 r.
Na podstawie:
Diagnoza społeczna 2007 – warunki i jakość życia Polaków, pod redakcją Janusza Czapińskiego i Tomasza Panka, Rada Monitoringu Społecznego, Warszawa 2007
***
Tekst ukazał się wcześniej na blogu autora