Ludwik R. Papaj

Ludwik R. Papaj: „Le-konstrukcja”

Na żelaznych łańcuchach co rusz postrobotnicy dźwigają konkretne pomniki z betonu i ustawiają w strategicznych lokacjach. Wstępnie sztaby (oj nie złote…) ludzi za biurkami godzinami wybierają konkretną lokację, protokołują i m(i)arkują szczegóły. Podpowiedz: jednym ze słów-kluczy do rozpostarcia wrót rozumienia jest właśnie „biurko”. Powracającym pytaniem jest kiedy uda się ludzi od nich oderwać.


No dobrze – ale dlaczego le-konstrukcje są konkretne? Dlaczego szczycą się totemicznymi zwierzętami (ot takim Piłsudskim czy Dmowskim). Nie chodzi o patos – text nie jest pisany na poważnie, a le-konstrukcje są takie tylko pozornie. Konstrukcje takie nie są już obecnie nawet le-wackie, ale muszą być zawsze le-gitymizowane. Napuszone tradycyjną modlitwą o dobro wspólne albo, dla odmiany, obklejone kiczowatymi sloganami o obronie biednych i poszkodowanych. Istotę stanowi niemniej nie przystrojenie a struktura balonu: jego kolor może być dowolnie pstrokaty lecz powietrza zawsze jest w nim tyle ile go „oni” napuszczą naszymi ustami. Napisałem „oni” zwiększając ciśnienie; kategoria „oni” jest polityczna lecz używam jej bez nienawiści, po prostu do przedstawienia suwerenów współczesnego feudalizmu który obrazuje oraz jego popleczników (tych grubych czerpiących zyski z katalaksji, jak i tych chudych pochylonych nad makulaturą). Wiadomo – ślepy tłum kieruje się psychologią znaną tylko sobie: zamiast lizaka pożera patyk a smakołyki pozostawia niczym padlinę. Nawet balon dmucha na wezwanie podziwiając jego wewnętrzny scentralizowany porządek.

Wiemy już, że le-konstrukcja zostaje stylowo opakowana na czas sprzedaży, opowiedzmy coś o strukturze jej zawartości. Diament jest kosztowny i stanowi najwytrzymalszy na mechaniczne zmiany cud natury. Treść le-konstrukcji różni się od diamentu tym, że nie jest naturalna, oraz, że jej cudowność objawia się jedynie planistom oraz zwolennikom pracowniczego gwałtu na żywej tkance systemu społecznego (otóż działalność jaką jest gwałcenie dzierży zaszczytne miejsce w strukturze le-konstrukcji. Nie wiąże się z wstydem ani napiętnowaniem a raczej zasiada z powagą na jego mentalnym tronie, stanowi niewidoczną podporę konstrukcji. Lubieżna (niewidzialna) ręka regulacji – jak pisał jeden z klasyków). Le-konstrukcja potrzebuje pięciolatki, stempla i pieczątki, cierpi na alergię sensu gdy słyszy o de-konstrukcji.

De-konstrukcja i wszystko jasne? Niekoniecznie, gdyż dekonstrukcja może wejść na metapoziom, i do tego właśnie dążymy. Możemy sobie wyobrazić jak w panopticonie Michela Foulcaulta sypią się weneckiego lustra. Ciało odzyskuje władze nad duszą: może wreszcie pracować z obłędem w oczach, tresować się w skuteczności osiągania obranych celów. Nawet wiedza, najpotężniejszy oręż prawodawcy, daje się pokornie znormalizować człowiekowi, może być produktywnie ujarzmiona ku chwale potomnych. W ładzie wielości możemy za pomocą własnych słów utrudniać innym zrozumienie naszych intencji. Jesteśmy świadomi, że taka zgrywa jest stosunkowo nieszkodliwa jednak o le-konstrukcji tego powiedzieć nie możemy. Kpina ma tutaj moralną wyższość nad każdą obłudną formacją le-konstrukcji i to właśnie czynić należy: bezlitośnie obnażać i ukazywać goliznę argumentów jej czcicieli a jej chorą logikę sprowadzać do absurdu, tak aby trafiła tam, gdzie dawno powinna się stawić. Do szpitala dla mentalnie niedomagających.

Artykuł został wcześniej opublikowany na stronie autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *