Jerzy Ponimirski

Jerzy Ponimirski: Zerwanie mechanizmów kontroli w demokracji

Dyskusja pod notką doprowadziła do pata. Zresztą zgodnie z przypuszczeniem, że demokraci boją się producentów, a wolnorynkowcy urzędników. Skoro jest to spór emocjonalny, jest nierozstrzygalny. Ale czy aby na pewno nienależny się niczego bać? Przecież nawet demokratyczna kontrola może być zerwana.

Kontrola w III RP

III RP nie była (jest) ani wolnym rynkiem, ani demokracją. Teoretycznie najbliżej jej jest do demokracji, ale została zerwana demokratyczna kontrola.

Jak pisał Suworow*) w swoich książkach o GRU i Specnazie, nawet sowiecka wierchuszka zdawała sobie sprawę z tego, że konkurencja jest lepsza od jej braku. Stąd rozdzielenie służb na dwa piony – cywilny i wojskowy. Jak wspomniałem w notce, na rynku byłby duopol – dwie „firmy” by się dogadały i stworzyły kartel. W ZSRR jednak były ciągle szczute na siebie.

Jak widać na rys., przedłużeniem KGB (dzisiejsza FSB) i GRU było SB i WSW. Te „firmy” przekształciły się częściowo w prywatne firmy, tzw. spółki nomenklaturowe. Przy czym nomenklaturzyści – o czym chyba mało kto pamięta – są dwojakiego sortu i prawdopodobnie jest między nimi antagonizm.

Taki ma wg mnie obraz Polski prawica. Jak widać nie ma szczególnego znaczenia, czy Rosja jest demokratyczna. Jeśli władca Rosji jest autokratą – nie będziemy mieli nad nim ani my kontroli, ani Rosjanie. Jeśli demokratą, to będzie miał nad nim kontrolę lud rosyjski, ale nie my. Czy lud rosyjski demokratycznie zagłosowałby nad pozbyciem się takiego zakamuflowanego wasala, jakim jest Polska? Polacy nie mają kontroli nad Rosjanami, by na nich wpłynąć. Wg prawicowców przejęcie władzy nad służbami jest kluczowe. Z rys. wynika, że jest to jedyna możliwość na przywrócenie demokracji w Polsce. Tzn. przejście do sytuacji opisanej w jednej z poprzednich notek. Czy kontrola władzy przez społeczeństwo w demokracji jest skuteczna? Wolnorynkowiec jest sceptyczny. Wolnorynkowcy chcieliby pójść na skróty. Do sytuacji pokazanej na rys 1szym tamtej notki.

Jak napisałem, w demokracji oligopole zamieniają się w kartele, a cała demokracja zamienia się w system oligarchiczny. W autokracji (demokracji przystosowanej do warunków rosyjskich) nie ma oligarchii – jest natomiast dworiaństwo. Dworiaństwo tym się różni od oligarchii, że nie ma zmowy (np. cenowej), czyli kartelu, trustu etc. Dworiaństwo jest ciągle antagonizowane przez autokratę (i monokratę). Tak czynili carowie i tak gensekowie. Nomenklatura to nic innego jak dworiaństwo. W nomenklaturze przenoszenie ze stanowiska w razie nie sprawdzenia się nie było tylko emanacją zasady BMW – bierny, mierny, ale wierny. Chodziło też (a może przede wszystkim) o to, żeby np. dyrektor nie związał się zbytnio ze swoją fabryką. Wynikało to z negacji praw własności. Dyrektor mógłby się zasiedzieć. Podobnie dworiaństwo nie posiadało ziemi, jedynie ją użytkowało, dostawało partie ziemi porozrzucane po całej Rosji (a nie w jednym kawałku) i potem jako urzędnik taki „dworzanin” mógł być miotany przez cara po całej Rosji jak nomenklaturzysta po fabrykach. Całą ziemię rosyjską posiadał zawsze car i nikt inny, komunizm nic specjalnie nie zmienił, bo jak nie było praw własności za cara tak nie było za sowietów. Czy tzw. oligarchowie w Rosji to de facto oligarchowie, się okaże. Jeśli będą miotani po firmach, to będą dworiaństwem. Jeśli nie, to będą oligarchią, a raczej feudałami. Postawię też ryzykowne twierdzenie, że po 1717 roku nie było w Polsce oligarchii magnackiej, a dworiaństwo magnackie. Magnateria nie była samosterowna, a sterowana z zewnątrz.

O podobieństwach między firmą prywatną a państwem oraz traktowania przez cara Rosji jako jedno wielkie przedsiębiorstwo napiszę kiedyś indziej. Teraz tylko wspomnę, że powyższy rysunek stosuje się też do Rosjan (pomijając na rys. „jakieśtam służby”) – demokracja jest tylko fasadowa. Natomiast kwestię, na ile w mitycznej III RP FSB i GRU kontrolowało polskie służby i czy one były polskie czy tylko polskojęzyczne zostawiam za otwartą.

Kontrola w demokracji deliberatywnej

Okazuje się, że nawet część osób zauważa wady demokracji. Pojawia się demokracja deliberatywna, tzn. pojawiają się pośrednicy (mediatorzy, rada mędrców) między władzą a ludem, po to by dowiedzieć się od ludu, co rząd ma robić. Sytuację tę wraz z konsekwencjami opisałem rok temu w innej notce i nie będę się tutaj rozwodził. Przypomnę tylko, że wady demokracji uświadomiono sobie na amerykańskich uniwersytetach, więc wymyślono eliminację tych wad. A jak wiadomo największą wadą demokracji są głosujący.

Wniosek

Polska próbuje się uwolnić od postkomunizmu i uzdrowić demokrację, natomiast USA i Europa dzielnie maszeruje w kierunku dyktatury. Więc jak my sobie tę demokrację już przywrócimy (tzn. nie w tej wersji, co chcą tzw. „obrońcy demokracji”, ale tradycyjnej**)), to znów się okaże, że jesteśmy obskurantami, bo demokracja jest dawno passe i różne nowoczesne pensjonarki będą nam stręczyć coś, co od biedy można nazwać cezareizmem. W końcu czy Cezar nie bronił republiki tak samo jak nasi „obrońcy demokracji”? Przynajmniej tak wynika z serialu Rzym. Cesarstwo później było ciągle de facto republiką, ale fasadową. Tak jak będzie demokracja zwana deliberatywną, albo ludową.

———————————————————————————————

*) Zakładając, że Suworow pisze prawdę i nie jest sowieckim agentem wpływu, który pod płaszczykiem antykomunizmu sieje dezinformację.

**) choć należy pamiętać, że tajne służby nigdy nie są poddane dostatecznej demokratycznej kontroli dlatego, że są tajne ; ) – z definicji tajnych służb wynika, że obywatele nie wiedzą, co one robią; zakładamy jednak, że polskie służby będą bardziej solidarne z narodem niż tylko polskojęzyczne.

19.11.2008
Jerzy Ponimirski
***
Tekst pochodzi z bloga autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *