Hubert Kaczmarczyk

Hubert Kaczmarczyk: Państwo jako źródło niestabilności gospodarczej.

Czy państwo ma do odegrania ważną rolę w przypadku braku stabilności gospodarczej? Aby odpowiedzieć prawidłowo na to pytanie należałoby wcześniej odpowiedzieć na pytanie kto lub co powoduje wystąpienie zjawiska braku stabilności. Jeśli za cykliczne kryzysy odpowiedzialny jest wolny rynek, chciwość i zachłanność bankierów to rzeczywiście państwo może odgrywać pewną rolę w przywracaniu stabilności. Problem pojawi się wtedy, gdy okazałoby się, że to właśnie państwo i stworzone przez nie regulacje są głównymi przyczynami cyklicznych kryzysów. W tym przypadku leczono by chorobę jeszcze większą chorobą. Jedyną rolą państwa w przypadku braku stabilności byłoby więc postępowanie zgodnie z medyczną zasadą Hipokratesa – po pierwsze nie szkodzić. W artykule postaram się wskazać na negatywne skutki państwowych ingerencji w gospodarkę a także na rolę państwa w wywoływaniu zjawiska cykli koniunkturalnych, w tym obecnego kryzysu.

Po pierwsze chciałbym zauważyć, że decyzje rządów we współczesnych systemach demokratycznych nie są suwerenne, lecz podejmowane pod wpływem rozmaitych grup nacisku. Państwo obejmując swą działalnością coraz to nowe dziedziny życia społecznego i gospodarczego stara się realizować rozmaite cele szczegółowe, a zarazem nie jest w stanie oprzeć się naciskom różnych grup interesów[1] . Niezależnie od uczciwości i fachowości ludzi piastujących najwyższe funkcje państwowe, aby utrzymać władzę w systemie demokratycznym, każdy rząd ulega naciskom i stara się spełnić żądania poszczególnych grup. Te różne żądania sprowadzają się ostatecznie do presji na zwiększenie podaży pieniądza.
Chciałbym krótko opisać sposób, w jaki instytucje takie jak Fannie Mae i Freddie Mac wpłynęły na destabilizację rynku mieszkaniowego. Fannie Mae i Freddie Mac były przedsiębiorstwami wspieranymi przez rząd – korzystały z przywilejów nadanych przez rząd i były nadzorowane przez Kongres. Nie było więc mowy o „wolnym rynku”[2] . W pierwszej połowie lat 90 Kongres dodatkowo zmniejszył wymagania kredytowe dla Fannie i Freddie do ¼ kapitałów wymaganych dla banków, aby ułatwić im udzielanie pożyczek. Ta rządowa regulacja wpłynęła znacząco na ekspansję na rynku mieszkaniowym. W 1995 roku Fannie i Freddie otrzymały pozwolenie na wejście na rynek ryzykownych kredytów (subprime market), a instytucje nadzorujące zaczęły rozliczać banki z ilości kredytów przyznawanych kredytobiorcom z niską zdolnością kredytową. Dokonana w 1994 roku zmiana w ustawie o reinwestowaniu w społeczność lokalną z 1977 roku[3] nakazywała, by banki przeznaczały część środków na kredyt dla społeczności lokalnych, które znajdują się w trudnej sytuacji ekonomicznej. Kongres wręcz zażądał, by Fannie i Freddie rozszerzyły swoją działalność kredytową na pożyczkobiorców bez wiarygodności kredytowej. Był to sposób na zwiększenie liczby właścicieli domów. Rząd chciał w magiczny sposób spełnić American Dream. Fannie Mae i Freddie Mac posiadając wsparcie rządu umożliwiły ogromny rozwój kredytów subprime. Robert Blumen już w 2002 roku zwracał uwagę na zagrożenie związane z niewypłacalnością Fannie Mae w przypadku pęknięcia bańki spekulacyjnej[4] . Ekonomiści przewidywali, że wszystkie te rządowe interwencje doprowadzą do katastrofy i że w razie kryzysu na rynku mieszkaniowym Fannie i Freddie będą musiały zostać wykupione[5] . Historia po raz kolejny nauczyła nas, że nie ma darmowych obiadów.
W tym czasie System Rezerwy Federalnej zwiększał akcję kredytową i obniżał stopy procentowe. Banki udzielały mało wiarygodnym kredytobiorcom kredytów, gdyż wiedziały, że mają zagwarantowane odkupienie pożyczek w Fannie i Freddie. Jak podkreśla słusznie Horwiz „historia regulacji biznesu to historia przedsiębiorstw wykorzystujących przepisy do własnych celów, bez względu na fasadę interesu publicznego. Ten sam mechanizm zadziałał w wypadku rynku nieruchomości. Wprowadzanie nowych przepisów i podejmowanie kolejnych ingerencji było i będzie nieskuteczne, ponieważ tylko najbogatsi są w stanie wpływać na decyzje władzy i ustalać korzystne dla siebie reguły gry”[6] . Oczywiście, jak słusznie zauważył Horwitz, bankami w poszukiwaniu klientów ryzykownych kredytów, kierowała „chciwość”, lecz reagowały na zachęty stworzone przez nieprzemyślane ingerencje rządu, który był pełen dobrych intencji. To nie „wolny rynek”, lecz ingerencje rządu wywołały obecny kryzys.
Inny przejaw niewłaściwych państwowych interwencji to państwowy system fiskalny z funkcją redystrybucji dochodów. Już Monteskiusz nawoływał, iż: „Nie trzeba zabierać ludowi z jego potrzeb rzeczywistych dla urojonych potrzeb państwa.(…) Nie wedle tego należy mierzyć dochody publiczne, ile lud może dać, ale ile powinien dać: a jeżeli się je mierzy tym, ile może dać, trzeba bodaj mierzyć tym, ile zawsze może dać”[7] . W przeciwnym wypadku będziemy obserwowali stały i systematyczny wzrost obciążeń podatkowych, co jest konsekwencją tego, że potrzeby społeczeństwa są nieograniczone. Gdyby było inaczej nie istniałby problem ekonomiczny – najwłaściwszej alokacji niedostatecznych środków.
Systematyczny wzrost podatków i rządowej redystrybucji dochodu to także nieustanny wzrost władzy rządu nad jednostkami. Hayek zwracał uwagę, podobnie jak potem robiła to szkoła Public Choice, na zasadę koncentracji korzyści i rozproszenia kosztów. Korzyści płynące z realizacji jakiegoś programu rządowego są ograniczone do małej liczby podmiotów, podczas gdy koszty są rozłożone na większość[8] . David Boaz nazywa ten proces poszukiwaniem transferu (transfer-seeking). Wszyscy użalamy się na podatki, lecz domagamy się opieki zdrowotnej, subwencji, programów dla rolnictwa, parków. Państwo zabiera nam pieniądze by potem je zwrócić z wielką pompą. „W sumie wszyscy przegrywamy, lecz trudno stwierdzić, kto jest naprawdę przegranym (net loser), a kto wygranym (net winner)[9] . Zdaniem Hayeka teoria i praktyka finansów publicznych zmierza w kierunku maksymalnej komplikacji przepisów podatkowych i ukrywania prawdziwej wielkości obciążeń. Cały system podatkowy jest „rezultatem wysiłków przekonania obywateli aby dali rządowi więcej niż kiedykolwiek świadomie zechcieliby dać”[10] . Trudno się więc dziwić, że głównym źródłem finansowania sektora publicznego są podatki pośrednie. Do podobnych wniosków dochodzi także Buchanan uznając stosowanie podatków pośrednich (ukrytych w cenach towarów) za sposób na ukrywanie przed jednostkami rzeczywistego poziomu obciążeń podatkowych[11] .
Progresywny podatek dochodowy nie spełnia należycie funkcji fiskalnych, podatki progresywne w praktycznie niezauważalny sposób poprawiają sytuację grup o niskich zarobkach a są w rzeczywistości narzędziem „społecznej sprawiedliwości”. Po prostu dochody uzyskiwane przez państwo z wyższych progów podatkowych mają minimalne znaczenia dla potrzeb finansowych, jednocześnie jednak umacniają siłę rządów wobec jednostek lepiej sytuowanych i są polityczną i redystrybucyjną bronią[12] . Ordoliberałowie niemieccy także wykazywali, iż obniżenie siły nabywczej grup społecznych o wysokich dochodach przez zastosowanie środków fiskalnych nie przyczynia się do wzrostu siły nabywczej grup o niższych dochodach[13] . Nie zyskują zatem na wysokich podatkach masy, lecz państwo, które ponadto zwiększa swą władzę i wpływy. Każdy podatek jest także świadczeniem przymusowym i „nie ma rzeczy, którą by rozum i przezorność bardziej musiały miarkować niż tę część, którą się odejmuje, i tę, którą się zostawia poddanym”[14] . Progresywny podatek dochodowy służy bardziej zaspokojeniu zawiści biedniejszych grup społecznych niż dostarczeniu im rzeczywistych korzyści materialnych.
Ważnym problemem interwencjonistycznego oddziaływania na gospodarkę jest arbitralność przy podejmowaniu decyzji ekonomicznych oraz praktycznie nieograniczona władza organów centralnych nad kierunkami i zakresem aktywności gospodarczej. Pod płaszczykiem walki o dobro wspólne czy interes publiczny może kryć się także chęć załatwienia partykularnych interesów przez przedsiębiorców działających przy pomocy rządów[15] . Społeczeństwo uwalnia się od wpływu bezosobowych sił rynkowych by dostać się pod całkowitą kontrolę interwencjonisty. Im więcej państwo planuje, tym mniejsze pole działania pozostaje dla jednostek, które stają się w ten sposób narzędziem w rękach planisty.
Tam gdzie bezpośrednim celem rządu jest uzyskanie określonych rezultatów, rząd przestaje być bezstronny. Musi za kimś się opowiadać, narzucać swoje oceny i zamiast umożliwiać ludziom swobodne dążenie do własnych celów, cele te wybierać za nich. „Jeśli w momencie ustanawiania jakiegoś prawa konkretne skutki możliwe są do przewidzenia, przestaje ono być jedynie środkiem, jakim mogą posłużyć się ludzie, a staje się instrumentem, którego prawodawca używa w stosunku do ludzi, by osiągnąć swe własne cele”[16] . Planowanie z konieczności wymaga różnego traktowania potrzeb innych ludzi, zezwalaniu jednym na działania, które są zabronione innym. Planista musi za pomocą przepisów prawa ustalać, jaki będzie stan zamożności poszczególnych ludzi i co będzie wolno im posiadać i czynić[17] .
Planowanie i interwencjonizm stoi w sprzeczności z zasadami rządów prawa, gdyż „formalna równość wobec prawa pozostaje w konflikcie, a właściwie jest nie do pogodzenia, z jakąkolwiek działalnością rządu, mającą na celu materialną czy rzeczywistą równość rożnych ludzi”[18] . Dlatego właśnie, zdaniem Hayeka, każda polityka dążąca do praktycznej realizacji ideału sprawiedliwości społecznej musi z konieczności doprowadzić do upadku rządów prawa. Między sprawiedliwością formalną i formalną równością wobec prawa a ideałami materialnej sprawiedliwości i równości istnieje nieprzezwyciężalny konflikt. Planowanie jest dla Hayeka podstawową przyczyną odejścia od zasady rządów prawa. Odejście to dzieje się powoli, najpierw przez zwiększanie uprawnień ciał ustawodawczych i rządu, potem na stopniowej ingerencji w życie obywateli. Prawo staje się instrumentem do realizacji określonych planów, narzędziem „inżynierii społecznej”. Hayek przestrzega i radzi zachować czujność, gdy rządzący posługują się retoryką „dobra powszechnego” w celu zwiększenia swych uprawnień i możliwości ingerencji w zachowania obywateli. Całkowicie zgadza się on z poglądem Dawida Hume’a, który uczynił mottem dla swej książki: „Rzadko kiedy całą wolność traci się od razu”[19] .
Chciałbym teraz omówić kilka problemów związanych z brakiem wolnego rynku w sektorze finansowym i na rynku pieniądza. Tradycyjny system pieniężny, oparty na monopolu państwa w zakresie emisji pieniądza, nie gwarantuje stabilności walut, lecz poważne zagrożenie dla sprawnego funkcjonowania systemu gospodarczego. Friedrich August von Hayek, laureat nagrody Nobla z ekonomii w 1974 roku pisał: „Doszedłem do wniosku, że najlepsze co państwo może zrobić w sprawie pieniądza, to dostarczyć ram prawnych, wewnątrz których ludzie mogą rozwijać instytucje pieniężne, które najlepiej im służą. Wydaje się, że gdybyśmy mogli zapobiec wtrącaniu się rządów w kwestie pieniądza, to zrobilibyśmy więcej niż jakikolwiek rząd zrobił kiedykolwiek w tej dziedzinie.(…) Naszą jedyną nadzieją na stabilny pieniądz jest znalezienie sposobu ochrony pieniądza przed politykami”[20] .
Pieniądz od momentu swojego powstania był towarem – funkcje pieniądza jako środka wymiany pełniło bydło, tytoń, muszelki aż rynek ustalił towar najdogodniejszy – złoto. Wolny rynek powinien bazować na dobrach realnych (takich jak choćby złoto) jako podstawy dla pieniądza. Pieniądz to nie kawałek papieru, który musimy przyjmować wyłącznie w wyniku przymusu państwowego monopolu. Murray Rothbard w artykule Taking Money Back stawia sprawę jasno i dobitnie „Odwieczny bowiem dylemat przed jakim stoimy, brzmi następująco: albo złoto (względnie srebro), albo rząd. Złoto jest pieniądzem rynkowym, towarem, który musi zostać wydobyty z ziemi i przetworzony. Tymczasem rząd produkuje papierowe pieniądze i czeki bankowe praktycznie z niczego i nie ponosząc prawie żadnych kosztów”[21] . Hayek zwracał uwagę, że gdy rząd ma kontrolę nad pieniądzem, wykazuje naturalną skłonność do wywoływania inflacji i podkopywania wartości waluty „Historia jest w większości historią inflacji, i zwykle inflacji powodowanej przez rządy i dla rządowych zysków”[22] .
Hayek porównywał władze monetarne próbujące za pomocą inflacji realizować określone cele gospodarcze lub społeczne, jak choćby politykę pełnego zatrudnienia do trzymania tygrysa za ogon. „Tygrys będzie biegał coraz szybciej, a jego ruchy będą stawać się coraz bardziej nerwowe, a perspektywa wypuszczenia go będzie stawać się coraz bardziej przerażająca, w miarę jak tygrys będzie stawał się coraz bardziej wściekły”[23] . Austriacy podkreślali wyraźnie, że standard złota jako tama dla ekspansjonistycznej polityki monetarnej upadł właśnie dlatego, że był przeszkodą dla inflacji. Lord Keynes standard złota porównywał nawet do „złotych kajdan” i „barbarzyńskiego reliktu”. Murray Rothbard w charakterystycznym dla siebie stylu odpowiadał, że „złoto rzeczywiście jest w pewnym sensie >>barbarzyńskim reliktem<<. Żaden >>barbarzyńca<< z prawdziwego zdarzenia nie przyjąłby nigdy zapłaty w lipnych papierach czy kredytach bankowych, w których używanie jako pieniądza, my – nowocześni światowcy – daliśmy się wrobić”[24] .
Tam gdzie obecnie dostrzega się wady i słabość rynku, można dużo bardziej poprawnie, dostrzegać wady rządowych interwencji. Przyczyną obecnego kryzysu nie jest wolny rynek, zachłanność konsumentów lub bankierów ale przede wszystkim błędna polityka monetarna banku centralnego, utrzymywanie systemu bankowego opartego na systemie rezerw cząstkowych i oczywiście sam pieniądz, którego wartość jest dowolnie kształtowana wolą władzy (fiat money)[25] . Nie mamy wolnego rynku pieniądza a jedynie państwowego monopolistę. Nie mamy wolnego rynku w sektor bankowym, gdyż bankom nie pozwala się upadać, a jeśli nawet to w wyniku decyzji politycznych a nie ekonomicznych.
Wszyscy Austriacy uważają, że pieniądz i bankowość powinny być pozostawione wolnemu rynkowi i że rządowe interwencje w tym zakresie mogą jedynie zaszkodzić. Mises już w 1912 roku (FED powstał w 1913) argumentował w pracy Teoria pieniądza i kredytu, że gdy bank centralny obniża sztucznie stopy procentowe poniżej poziomu rynkowego wypacza sektor dóbr kapitałowych i wywołuje cykl koniunkturalny, który prędzej lub później musi skończyć się gospodarczym spadkiem, gdy błędne inwestycje pojawią się na rynku[26] .
W latach dwudziestych ubiegłego wieku Mises i Hayek założyli w Wiedniu Austriacki Instytut Badania Cyklów Koniunkturalnych, dzięki któremu obaj wykazywali, ze bank centralny jest źródłem cyklu. Hayek rozwinął teorie Misesa w pracach Ceny i produkcja oraz Teoria monetarna i cykle koniunkturalne a sama teoria Hayeka została nazwana „teorią koniunktury jako teorią przeinwestowania pieniężnego”[27] . Hayek i cała Szkoła Austriacka odrzuca pogląd o neutralności pieniądza dla gospodarki, wręcz przeciwnie – ekspansja pieniężna powoduje zakłócenia, które silnie oddziałują na realne procesy alokacyjne w gospodarce. Z austriackiej teorii cyklu wynika, że jeśli stopy procentowe znajdują się na właściwym poziomie, czyli odzwierciedlają naturalną stopę procentową, to nie będzie regularnie występował w gospodarce cykl koniunkturalny.
Zgodnie więc z poglądami Austriaków jeśli chcemy zachować wolne społeczeństwo i gospodarkę rynkową a także uniknąć powtarzających się dramatycznych cyklów koniunkturalnych powinniśmy zlikwidować bank centralny i wprowadzić wolną bankowość, umożliwić „run” na banki, powrócić do standardu złota i zagwarantować pełne przestrzeganie praw własności. Jak mawiał Murray Rothbard „do odbudowy Starej Republiki niezbędny jest system gospodarczy oparty na nienaruszalnym prawie własności prywatnej, na prawie każdego człowieka do posiadania nabytej własności i do wymiany produktów swojej pracy. Żeby to osiągnąć, musimy mieć pieniądze, których dostarczy wolny rynek, pieniądze złote, a nie papierowe, pieniądze, których jednostką będzie określona wagowo ilość złota, a nie nazwa papierka wyemitowanego przez rząd kierujący się swoim widzimisię”[28] .
Warto zwrócić uwagę, że zwiększenie podaży pieniądza a więc rozpoczęcie cyklu koniunkturalnego może wynikać zarówno z inflacyjnej polityki banku centralnego, jak też z innej istotnej, immanentnej dla obecnego systemu bankowego cechy – systemu rezerwy cząstkowej i związanej z tym nieodłącznym zjawiskiem kreacji pieniądza przez banki (kreacji depozytów). Dzisiejszy system bankowy w pewnym sensie przypomina piramidę finansową a depozyty pochodzą z kredytów. W systemie rezerw cząstkowych praktycznie nie ma granicy dla tworzenia pieniądza. Im mniejszy poziom rezerw tym większa podaż pieniądza. Wprowadzenie 100% rezerwy jest jednym z naczelnych postulatów Szkoły Austriackiej – takie rozwiązanie uniemożliwi powstawanie „pustych” cykli koniunkturalnych. Według Austriaków zwiększanie nadzoru nad obecnym systemem to nie jest krok w dobrym kierunku, gdyż system jest popsuty od środka.
Chciałbym w tym miejscu omówić skrótowo problem depozytu nieprawidłowego (płatnego na każde żądanie), który w dzisiejszym systemie bankowym traktowany jest jak pożyczka. Od samego początku rozwoju bankowości (już w starożytnej Grecji i Rzymie) można wyraźnie dostrzec, że ludzie, którzy otrzymywali od współobywateli pieniądze na przechowanie, znali swoje zobowiązania odnośnie ochrony depozytu i zapewnieniu deponentowi stałego do niego dostępu. Oczywiście osoby otrzymujące depozyty pieniężne ulegały pokusie, by naruszać obowiązek bezpiecznego przechowywania i wykorzystać pieniądze, które powinny być stale bezpiecznie przechowywane[29] . Wykorzystywanie depozytów przez banki ( w odróżnieniu od pożyczek i lokat terminowych) prowadziło nieuchronnie do kreacji pieniądza – Ta siła banków w postaci kreacji pieniądza szybko została wykorzystana przez rządy, gdyż bardzo często to właśnie rządy były głównymi pożyczkobiorcami zainteresowanymi w łatwym dostępie do kredytu. Rządy zamiast powstrzymać system rezerwy cząstkowej, zaczęły same z niego korzystać tworząc banki państwowe. Rządy stworzyły sobie alternatywne źródła finansowania.
Dzisiaj zjawisko oprocentowania depozytów jest zjawiskiem powszechnym. Banki wręcz prowadzą wojnę depozytową podwyższając oprocentowanie rachunków depozytowych. Hiszpański myśliciel piszący w XVI wieku – Saravia de la Calle zwracał uwagę, że bankierzy płacący za depozyt są „nienasyconymi żarłokami, którzy wszystko połykają, wszystko niszczą, wszystko gmatwają, wszystko kradną i brudzą niczym harpie Fineusa (…) wychodzą na ulice i plac ze swoim stołem, krzesłem, kasą i księgą jak nierządnice do burdelu z własnym krzesłem”[30] . Autor twierdzi, że odsetek nie da się pogodzić z naturą depozytu pieniężnego i to bankier a nie deponent powinien otrzymywać wynagrodzenie. Krytykował klientów, którzy brali od bankierów odsetki od depozytu, stwierdzając „A jeśli mówisz, kupcze, że nie pożyczasz tych pieniędzy, lecz oddajesz je na przechowanie, to jest to jeszcze większe urągowisko; kto bowiem widział, żeby depozytariusz płacił? Zazwyczaj to jemu się płaci za kłopot bezpiecznego przechowywania depozytu. Co więcej, jeśli teraz powierzasz swoje pieniądze spekulantowi jako pożyczkę lub depozyt, to kiedy przyjmiesz część zysku, odbierasz też część winy, i to nawet większą część”[31] . Saravia barwnie zaznacza, że jeśli oczekujemy odsetek od depozytu to musimy liczyć się z tym, że bankier musi „zarabiać” naszymi pieniędzmi a więc wykorzystywać je zamiast bezpiecznie strzec jako depozytu: „Kto deponuje pieniądze u kogoś, o kim wie, że nie będzie ich strzegł, lecz je wyda, nie jest wolny od grzechu, przynajmniej grzechu powszedniego. Postępuje jak ktoś, kto daje dziewice lubieżnikowi albo przysmak żarłokowi”[32] .
Warto podkreślić, ze system bankowy oparty na rezerwie częściowej prędzej czy później prowadzi do utraty zaufania (w historii bankowości było wiele przykładów upadków banków na skutek paniki i zjawiska „runu na banki”). Bankowość oparta na rezerwie częściowej była niezdolna do przetrwania bez utworzenia przez państwo banku centralnego, który narzucając regulacje w sprawie prawnego środka płatniczego oraz wymuszając akceptację pieniądza papierowego, mógł wytwarzać znikąd płynność potrzebną bankom w sytuacjach krytycznych. Wykorzystywanie pieniędzy deponentów w celu udzielania pożyczek oznaczało pogwałcenie zasady strzeżenia pieniędzy deponentów. Jak zwraca uwagę de Soto, bankierzy „czynili to początkowo z poczuciem winy i w sekrecie, ponieważ wciąż mieli świadomość bezprawnego charakteru swych poczynań. Dopiero później, kiedy uzyskali rządowy przywilej osobistego wykorzystywania pieniędzy deponentów (na ogół w celu udzielania pożyczek – początkowo często właśnie rządom), dostali zgodę na naruszanie tej zasady w sposób otwarty i w majestacie prawa. Wydanie tego przywileju jest od strony prawnej toporne i przyjmuje zazwyczaj postać zwykłego zapisu administracyjnego uprawniającego banki – na zasadzie wyłączności – do utrzymywania zmniejszonego współczynnika rezerw”[33] .
Udzielanie przez banki pożyczek z depozytów płatnych na żądanie, czyli niepokrytych w dobrowolnych oszczędnościach, prowadzi do zniekształcenia struktury produkcji i powtarzających się kryzysów i recesji gospodarczych. Bez wyeliminowania systemu rezerwy częściowej niemożliwe jest unikniecie kolejnego kryzysu finansowego w przyszłości, choćby zwiększono nadzór finansowy w sposób maksymalny. Za pomocą systemu rezerwy częściowej banki po prostu zwiększają podaż pieniądza a to nieuchronnie prowadzi do powstania cyklu. Wykorzystywanie przez bankierów depozytów na żądanie w celu ekspansji kredytowej pozwala im tworzyć depozyty bankowe (czyli pieniądz), a w konsekwencji pożyczki z niczego. Nie jest to żadna dobroczynna funkcja banków polegająca na dostarczaniu płynności i zwiększaniu handlu, jak chcieliby to widzieć niektórzy, ale system oparty na zalegalizowanym oszustwie zbliżonym do piramidy finansowej, opartej jedynie na zaufaniu (lub naiwności) klientów.
Jak w skrócie wygląda mechanizm kreacji depozytów? Jest on oczywiście dość dobrze opisany w literaturze ekonomicznej, więc ograniczę się do krótkiego i oczywistego przykładu. Problem polega na tym, że autorzy literatury ekonomicznej posługują się dziwaczną koncepcją wypłacalności, sugerując, że tak długo jak bank utrzymuje rezerwę częściową depozytów w gotówce, to jest wypłacalny, a „przekroczenie tej granicy oznaczałoby, że bank nie jest ostrożny i naraża się na niewypłacalność”[34] . W rzeczywistości bank jest już w tym momencie i przez cały czas pozostaje bankrutem, z tym wyjątkiem że jego bankructwo wyjdzie na jaw dopiero wtedy, gdy klienci zaczną coś podejrzewać i podejmą „run” na bank. W rzeczywistości banki nie bankrutują tylko dlatego, że nie wszyscy klienci zgłaszają się po swoją własność w tym samym czasie. Jak więc tworzy się podaż pieniądza w systemie opartym na rezerwie częściowej? Wyobraźmy sobie deponenta otwierającego w banku rachunek płatny na każde żądanie (depozyt). Zasadniczym motywem takiego deponenta składającego na przykład 10.000 zł w banku jest ochrona i bezpieczne przechowywanie pieniędzy oraz ułatwienia w rozliczeniach pieniężnych. Taki deponent oczywiście jest przekonany, że utrzymuje pełną dostępność swoich pieniędzy i w każdej chwili może wyciągnąć każdą kwotę z rachunku. Z ekonomicznego punktu widzenia nie ma więc różnicy pomiędzy 10.000 zł w gotówce a 10.000 zł w depozycie bankowym. Zgodnie z umową z bankiem pieniądze deponenta są przecież w pełni dla niego dostępne, tak jak gdyby były fizycznie „w jego posiadaniu”. Jeśli jednak bank przywłaszczy sobie te pieniądze deponenta i udzieli powiedzmy pożyczki innemu klientowi banku w wysokości 9.000 zł (zakładając, że bank utrzymuje rezerwę częściową w wysokości 10% co jest w granicach dzisiejszej normy w bankowości) to następuje kreacja pieniądza z niczego. W rzeczywistości przecież zarówno deponent ma subiektywne, ale i prawne podstawy żądać w każdej chwili 10.000 zł, jak i pożyczkobiorca od tego momentu może rozporządzać kwotą 9.000 zł. Podaż pieniądza zwiększyła się więc blisko dwukrotnie. Sytuacja taka w skali całego systemu finansowego nie może pozostać bez ekonomicznych konsekwencji. Taki stan rzeczy mógłby być oczywiście skorygowany przez wolny rynek w postaci upadłości banków opartych na częściowej rezerwie i sankcjach karnych dla bankierów analogicznych do prawnokarnych sankcji za przywłaszczenie rzeczy cudzej. Problem w tym, że to właśnie państwo zamiast strzec obywateli przed nieuczciwymi i niebezpiecznymi praktykami bankowymi zalegalizowało cały ten proceder. Ostatecznie to państwo za pomocą prawnych przywilejów doprowadziło do powstania stałego źródła niestabilności w gospodarce. Kolejny raz, jak zawsze, to nie wolny rynek ale państwo za pomocą swych interwencji doprowadziło do braku stabilności gospodarczej.
Chciałbym zakończyć cytatem z książki jezuity Anthony de Mello. Często słyszę zarzut, że Szkoła Austriacka może i ma słuszne postulaty, ale jest przestarzała i staromodna oraz interesuje się wyłącznie rozprawianiem o historii i „cieniem rzeczy przeszłych”. Na te zarzuty pragnąłbym odpowiedzieć opowieścią z minuty nonsensu: „Kiedy uczeń narzekał, że duchowości Mistrza przydałoby się uwspółcześnienie, ten głośno roześmiał się. Następnie opowiedział historię pewnego studenta, który powiedział do sprzedawcy książek: – Czy nie masz jeszcze jakichś najnowszych książek poświęconych anatomii? Te tutaj są co najmniej sprzed dziesięciu lat. Sprzedawca odparł: – Słuchaj synu, w ciągu ostatnich dziesięciu lat nie przybyło nowych kości w ludzkim ciele. – Ani też, kontynuował Mistrz, przez ostatnie dziesięć tysięcy lat nie dodano nic nowego do natury ludzkiej” .

[1] „Demokratyczny rząd, nawet jeśli nominalnie omnipotentny, jest w rzeczywistości bardzo słaby, gdyż aby utrzymać poparcie większości musi zadowalać poszczególne grupy interesów”, F.A. Hayek, Law, Legislation…, t. 3, s. 99.
[2] Więcej na ten temat, zobacz S. Horwitz, An Open Letter to my Friends on the Left, artykuł dostępny na stronie internetowej (dostęp 25.11.2008): http://myslu.stlawu.edu/~shorwitz/open_letter.htm
[3]Community Reinvestment Act of 1977, “SEC. 804. (a) IN GENERAL.–In connection with its examination of a financial institution, the appropriate Federal financial supervisory agency shall–
(1) assess the institution’s record of meeting the credit needs of its entire community, including low- and moderate-income neighborhoods, consistent with the safe and sound operation of such institution; and
(2) take such record into account in its evaluation of an application for a deposit facility by such institution.”
Pełny tekst ustawy: http://www.fdic.gov/regulations/laws/rules/6500-2515.html
[4] „Fannie umożliwia bankom udzielanie pożyczek ludziom, którzy w normalnych warunkach nie mieliby zdolności kredytowej, na zakup domów, na które w normalnych warunkach nie byłoby ich stać… Kredytobiorcy, banki i udziałowcy Fannie wydają się bardzo zadowoleni z tego układu. Podatnicy zapewne nie zauważą niebezpieczeństwa do momentu kiedy stanie się jasne, że trzeba zapłacić rachunek. Tymczasem gdyby tylko wzrosły stopy procentowe, spadły ceny domów a współczynnik niewypłacalności wzrósł ponad rezerwy Fannie Mae, udziałowcy tego sponsorowanego przez rząd przedsiębiorstwa zapewne zwróciliby się do podatników o ratunek”, R. Blumen, Fannie Mae Distorts Markets, artykuł z 17 czerwca 2002 roku dostępny na stronie internetowej (dostęp 25.11.2008): http://mises.org/story/986
[5] W 1999 roku ukazał się artykuł w New York Limes ostrzegający przed polityką „ułatwiania kredytu” dla ludzi, których nie stać na domy. Potem powstało określenie takich kredytobiorców jako Ninja – No Income, No Job, No Assets. Zobacz więcej: Fannie Mae EasesCredit To Aid Mortgage Lending, artykuł dostępny na stronie internetowej http://www.nytimes.com/1999/09/30/business/fannie-mae-eases-credit-to-aid-mortgage-lending.html?sec=&spon=&pagewanted=1 (dostęp 8.05.2009)
[6] S. Horowitz , An Open Letter to my Friends on the Left, artykuł dostępny na stronie internetowej (dostęp 25.11.2008): http://myslu.stlawu.edu/~shorwitz/open_letter.htm
[7] Monteskiusz, O duchu praw, op.cit. , s.182.
[8] „Osoby najbardziej bezpośrednio zainteresowane konkretnym zagadnieniem nie muszą być przecież najlepszymi sędziami interesów społeczeństwa jako całości. (…) Stratę, która rozkłada się na tysiące czy miliony osób, albo po prostu się pomija, albo uwzględnia w zbyt małym stopniu”, F.A. Hayek, Droga do zniewolenia, s. 84.
[9 D. Boaz, Libertarianizm, s. 251.
[10] F.A. Hayek, Law, Legislation…, t. 2, s. 127.
[11] J.M. Buchanan, Fiscal Theory and Political Economy, Chapel Hill 1960, s. 61-62.
[12] E. Butler, Hayek. His Contribution…, s. 81.
[13] Szerzej na temat poglądów ordoliberałów zob. , T. G. Pszczółkowski, Ordoliberalizm. Społeczno – ekonomiczna i gospodarcza doktryna neoliberalizmu RFN, Warszawa – Kraków 1990 i cytowana tam literatura, A. Gomułowicz w restrykcyjnym opodatkowaniu tzw. wysokich dochodów także nie dostrzega skutecznego sposobu na wzbogacenie się osób uboższych. „ Po prostu z zamożniejszych grup ludności robi się uboższe, natomiast proces odwrotny jest znacznie trudniejszy, jeśli w ogóle nie niemożliwy”, Zasada sprawiedliwości w polskim systemie podatkowym, „Ruch Prawniczy Ekonomiczny i Socjologiczny” 1989, nr 4, s. 55.
[14] Monteskiusz, O duchu praw, Kęty 1997, s. 183.
[15] „w odbytej dwa tygodnie wcześniej naradzie najwyższych rangą przedstawicieli amerykańskiego ministerstwa skarbu (Treasury) i banku centralnego (Fed), poświęconej planowi ewentualnego uratowania kolosa ubezpieczeniowego AIG, uczestniczył Lloyd Blankfein – prezes Goldman Sachs. Blankfein miał być, według International Herald Tribune , jedynym postronnym uczestnikiem spotkania. Dlaczego Blankfein pofatygował się na spotkanie? I dlaczego właściwie został zaproszony, skoro nie był formalnie związany z żadną ze stron?
Nadaktywność szefa jął tłumaczyć Lucas van Praag, rzecznik Goldmana, który oświadczył, że „byłoby błędem wnosić, że [Blankfein] był tam ze względu na nasze interesy. Zaangażowaliśmy się ponieważ chodziło o implikacje dla całego systemu finansowego”. Z pozoru więc Blankfein wykazał się wyjątkowo bezinteresowną i prospołeczną postawą. Rzecz w tym, że jak donosi dalej IHT, Goldman – jeden z pięciu wielkich banków inwestycyjnych, który wszystkim wydawał się dotąd zadziwiająco odporny na zamieszanie na rynkach finansowych – był największym partnerem AIG i upadek ubezpieczyciela oznaczałby dla banku straty rzędu 20 mld dolarów – i to ostrożnie licząc. Jak się okazuje, Goldman był nie tylko pośrednikiem pomiędzy AIG a innymi klientami, ale także wykupił ubezpieczenia na wypadek gdyby niektóre z jego aktywów miały stracić na wartości. Bankructwo AIG mogło więc poważnie zagrozić wielkiemu bankowi. Z tej perspektywy decyzja władz, aby zasilić AIG kwotą 85 mld dolarów wydaje się dość podejrzana, szczególnie że inny bank inwestycyjny, Lehman Brothers, który wcześniej zwrócił się do sekretarza skarbu Paulsona dokładnie w tej samej sprawie, został odprawiony z kwitkiem i zbankrutował. Ministerstwo skarbu nie skomentowało jak dotąd zarzutów IHT ani tego, czy Lloyd jako była prawa ręka sekretarza Paulsona, który był wcześniej szefem Goldmana i namaścił Lloyda na swojego zastępce, faktycznie uczestniczył w spotkaniu jako bezstronny obserwator zatroskany o los „całego systemu”, Juliusz Jabłecki, In Goldman Sachs We Trust, artykuł dostępny na stronie internetowej (dostęp 11.05.2009) http://mises.pl/828/in-goldman-sachs-we-trust/
[16] Tamże, s. 83.
[17] „Gdy będziemy musieli wybierać między wyższymi płacami pielęgniarek i lekarzy a rozszerzonym zakresem usług dla chorych, większą ilością mleka dla dzieci a lepszymi płacami robotników rolnych, czy tworzeniem miejsc pracy dla bezrobotnych a lepszymi płacami dla już zatrudnionych, rozstrzygnięcia może dostarczyć tylko pełny system wartości, w którym wszelkie potrzeby każdego człowieka czy grupy posiadają określone miejsce”, F.A. Hayek, Droga do zniewolenia, s. 85.
[18] Tamże, s. 86.
[19] F.A. Hayek, Droga do zniewolenia, s. 5.
[20] F.A. Hayek, New Studies In Philosophy, Politics, Economics and History of Ideas, London 1978, s.224.
[21] M. Rothbard , Taking Money Back, artkuł dostępny na stronie http://www.mises.org , s. 3.
[22] F.A. Hayek, Denationalisation of Money: An Analysis of the Theory and Practice of Current Currencies, London 1976, s. 29.
[23] M. Rothbard, Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza, s. 154.
[24] M. Rothbard, Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza, Warszawa, s. 129.
[25] Szerzej na temat Szkoły Austriackiej w ekonomii zobacz H. Kaczmarczyk, Szkoła Austriacka w ekonomii i naukach społecznych, Pieniądze i Więź, 4/2008.
[26] L. Mises, The Theory of Money and Credit, Yale 1953, s. 216 i n.
[27] F. Hayek, Prices and Production, New York 1931 (pierwsza publikacja), książka dostępna na stronie internetowej (dostęp 22.11.2008): http://mises.org/books/pricesproduction.pdf oraz Monetary Theory and the Trade Cycle, London 1933.
[28] M. Rothbard, Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza, s. 154.
[29] Na temat historii depozytu nieprawidłowego, jego wykorzystywania przez banki i skutków w postaci ekspansji monetarnej wywołującej cykl koniunkturalny zobacz fundamentalną pracę Jesus Huerta de Soto, Pieniądz, kredyt bankowy i cykle koniunkturalne, Instytut Misesa, 2009.
[30] Saravia de la Calle, Instruccion de mercaderes, Medina del Campo 1544, cytat za J.H. de Soto, Pieniądz, kredyt…, s. 46.
[31 Tamże, s. 46.
[32] Tamże, s. 47.
[33] Tamże, s. 86.
[34] A. Kaźmierczak, Polityka pieniężna w gospodarce rynkowej, PWN, Warszawa 2000, s. 62.

***
Materiał pokonferencyjny z konferencji Funkcje władz publicznych w gospodarce rynkowej 15-16 maja 2009 Łączna k/Kielc (w publikacji)

Nota o autorze:

Dr Hubert Kaczmarczyk,
1. adiunkt zatrudniony na Uniwersytecie Humanistyczno-Przyrodniczym Jana Kochanowskiego w Kielcach,
2. wykładowca w Wyższej Szkole Ekonomii i Prawa w Kielcach,
3. kierownik działu prawnego Świętokrzyskiego Centrum Onkologii w Kielcach
Tel. 0694 498-020, adres email: hubertok@interia.pl
Adres do korespondencji:
Hubert Kaczmarczyk
Instytut Ekonomii i Administracji
Uniwersytet im. Jana Kochanowskiego
Ul. Świętokrzyska 21A
25-406 Kielce
***
Tekst był wcześniej opublikowany na stronie autora

2 comments

  1. Lukatini

    Witam!
    Z tego co pamietam Hayek w „Konstytucji” pisal ze standard zlota ma sens jedynie kiedy obejmie caly swiat.
    Jako alternatywe proponowal koszyk produktow ktorego wartosc mozna by odniesc do sily pieniadza. Czy zlota nie mozna uznac za produkt?
    „najlepsze co państwo może zrobić w sprawie pieniądza, to dostarczyć ram prawnych, wewnątrz których ludzie mogą rozwijać instytucje pieniężne” – czy ten cytat sugeruje, aby pozwolic obywatelom korzystac z dowolnej waluty? Jesli tak to po pewnym czasie jakis rodzaj pieniadza powinien zdobyc szerokie uznanie i stac sie powszechnym srodkiem wymiany – czy nie moze byc nim zloto?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *