Jakub Woziński

Jakub Wozinski: Kryzys szansą dla Grecji

Gdy na ulicach Aten i Salonik trwały starcia z policją, komentatorzy polskich stacji informacyjnych doszukiwali się przyczyn zaistniałej sytuacji w złym wykorzystaniu środków unijnych oraz w korupcyjnej mentalności południowców. Wymieniono też kilka innych przyczyn, ale tylko ukradkiem wspomniano, że winny jest także rząd.
Grecja to od dłuższego czasu kraj będący w nieustannym strajku. Pracy odmówiła już niemal każda branża. Potęgujące zadłużenie państwa rządy wywołały wśród ludzi irytację, która przelała się na gwałtowne starcia z policją. Myli się jednak ten, kto nazywa greckie zamieszki starciem społeczeństwa z rządem. W istocie mamy tu do czynienia z konfliktem wewnątrz Lewiatana. Pewna grupa jego funkcjonariuszy postanowiła poszukać oszczędności w określonych sektorach, których beneficjentami są inni funkcjonariusze – strajkujący.

Kierowania państwem i pieniądzem to zadanie, które przysparza wielu władcom sporo irytacji. Miało być tak pięknie: posiadanie kontroli nad całą gospodarką przyprawia rządzących o poczucie, że ich wola jest nieograniczona. Z perspektywy państwowego planisty cały kraj przedstawia się jako szachownica, na której trzeba jedynie odpowiednio poustawiać poddanych, czyli pionki. Ale, niestety, poza granicami kraju są też i inne państwa, które ograniczają kradzież państwa: ustalają inne stawki podatków, mają niższy deficyt budżetowy, emitują mniej pustego pieniądza, itd. Dlatego każde państwo pragnie być jak największe i pochłonąć inne państwa tak, aby móc jak najmniej przejmować się kwestiami fiskalnymi i monetarnymi.
Grecy natrafili na swój kryzys nie dlatego, że wpuścił ich w niego jakiś konkretny rząd. Do kryzysu parli niemal wszyscy: nauczyciele, lekarze, pracownicy lotnisk, kierowcy autobusów, urzędnicy. Choć od wielu lat dochodziły do nich sygnały, że ich państwo znajduje się na skraju wypłacalności i że dalsze życie na kredyt doprowadzi wreszcie do krachu. Ale od ostrzeżeń silniejsze było poczucie, że każdą dziurę da się zalepić.
Dziurę postanowiono zalepić pieniędzmi z MFW, czyli środkami pochodzącymi od zaprzyjaźnionych państw. Decyzja ta wywołała falę oburzenia wśród społeczeństw darczyńców, gdyż ich zaciskanie pasa poszło teraz na marne. Niemcy już obwieścili, że w odwecie nie pojadą na wakacje nad Morze Egejskie. Ale te pomruki uchodzą ostatecznie mimo ucha: ważniejsze jest trzymanie sztamy wśród bractwa Lewiatanów. Ich szwindel nie może się załamać z gruchotem, bo to tworzy zły PR. Lepiej więc po cichu przekląć Greków i dać im kredyt. Gdyby tego nie zrobić, powstałby zamęt i tamtejsze państwo wyłamałoby się jeszcze albo ktoś próbowałby je wyłamać z Imperium Dollarum.
Paradoksalnie jednak, obecny kryzys jest dla Greków wielką szansą. Przede wszystkim, jako kraj krytykowany za niespełnianie kryteriów Europejskiego Banku Centralnego, Grecja mogłaby wycofać się ze strefy euro. Choć mały, byłby to krok wiodący ku większej rywalizacji na rynku walut na świecie, a więc i ku obniżeniu zdolności inflacyjnych największych państw świata. Po drugie, utracenie wiarygodności finansowej przez greckiego Lewiatana mogłoby sprawić, iż ciężar prowadzenia gospodarki mógłby w końcu przechylić się na stronę społeczeństwa. Skoro państwo greckie jest fatalnym menedżerem, czas wreszcie pokazać na co stać Greków. Po trzecie, ostra reakcja świata na greckie wybryki, może wreszcie uświadomić Grekom, że państwo jest sztuką inteligentnej kradzieży, która nikomu nie popłaca. Być może zimny prysznic w postaci protestów i krytyki sąsiadów zatrzyma wreszcie manię wydawania.
Jak na razie jednak Grecy są rozwścieczeni i źli – nie są tak wielcy jak Stany Zjednoczone, żeby swój kryzys utopić w wojnach. Ich rozpacz jest tym większa, że na geopolitycznej mapie świata są jedynie letnim kurortem dla Niemców i Skandynawów. Nie mają wielkiej armii, tak jak III Rzesza, żeby przelać swoje niezadowolenie na sąsiadów. W modzie nie ma już walki o interes narodowy, dziś liczy się walka z globalnym ociepleniem. W związku z tym zostaną ze swym kryzysem sami w swoim kraju, a później będą musieli przez wiele lat kredyt.
I właśnie dlatego wizja pauperyzacji wyprowadziła Greków na ulice. Rzucają kamieniami i petardami, ale nie tłamsi ich żaden Stalin czy Jaruzelski. Ich prześladowcą są oni sami i ich socjalistyczny duch. Dzisiejsze rządy są odpowiedzialne za politykę jedynie w tym zakresie, w jakim oddziaływają na nie sondażowe słupki. Kryzysu chcieli sami Grecy, bo domagali się trzynastych i czternastych pensji, kupowali państwowe obligacje, popierali wydatki ponad stan, chcieli samych podwyżek, czyli, mówiąc najogólniej, chcieli państwa.
Pożyczki z MFW i UE na nic się zdadzą, jeśli Grecy nie zrezygnują ze swej postawy. Mogą być źli na cały świat o obwiniać go za swą ciężką sytuację, ale wina leży po ich stronie. Wszystko wskazuje także, że los Grecji spotka niedługo także Portugalię, Hiszpanię oraz Włochy. Jednoczesne wystąpienie kryzysu we wszystkich tych krajach może sprawić, że obszar objęty kryzysową rozpaczą znacznie się powiększy. Niestety, można się spodziewać, że taka sytuacja pociągnęłaby za sobą nagłe przyspieszenie budowy europejskiego państwa w celu przelania kryzysu na inne obszary świata.
Zwolennicy idei europeizmu zdaje się tylko na to czekają …

Jakub Wozinski
04.06.2010
***
Tekst pochodzi z bloga autora.

1 comment

  1. gymsiter

    Południowcy mają generalnie lenia w d***e. Klimat chyba nie sprzyja, bo w takim upale nie da się wydajnie pracować. Ale kasiory chcą jak każdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *