Jędrzej Kuskowski “Wojna symboli”
pobierz jako PDF 4 grudnia, 2007 — kuskowski
W dzisiejszym świecie publicznego dyskursu, można powiedzieć, liczą się jedynie 3 rodzaje ideologii: neokonserwatyzm, neoliberalizm i socjaldemokracja (neosocjalizm, żeby było symetrycznie) – oraz ewentualnie wariacje na ten temat – np. chadecja, połączenie neoliberalizmu z neokonserwatyzmem. Każda z tych ideologii odwołuje się do odmiennych wartości: neokonserwatyzm do bezpieczeństwa, porządku, patriotyzmu; neoliberalizm do wolności osobistej i gospodarczej, neosocjalizm do równości i wspólnoty. Te trzy ideologie, choć różnią się ogromnie w statutach, hasłach i założeniach, są jednak praktycznie identyczne w praktyce.
Takie przedstawienie sprawy to, zdaję sobie z tego sprawę, duże uogólnienie. Wszak akurat w Polsce się zgadza, mamy odpowiednio PiS, PO i LiD jako oficjalnie namaszczone, ale gdzie indziej może to wyglądać nieco inaczej. Np. w USA albo we Włoszech neoliberałowie są podzieleni między dwoma dominującymi obozami. We Francji albo Szwecji każda partia jest po trochu neosocjalistyczna. Ale podstawowa struktura pozostaje bardzo podobna. Sfera dopuszczalnego dyskursu jest tak ograniczona, jak to tylko możliwe. Gdy przychodzi taki np. Ron Paul i mówi o rzeczach, które jeszcze paręnaście lat temu były oczywiste, wrzuca się go do wora z neonazistami albo nazywa wariatem.
Czy to przypadek, że mimo pozornej walki, zaciekłości, partyjniactwa, te trzy główne nurty autorytarnego korporacjonizmu różnią się w szczegółach jedynie? To nie ma znaczenia. To, co ma znaczenie to to, że taki układ istnieje i niezależnie, czy to zamierzone, czy nie, skutecznie ogranicza sferę publicznej dyskusji. Można być „bezpiecznym” neoliberałem, ale libertarianinem – nigdy! Socjaldemokrata – proszę bardzo, ale socjalizm to, Panie, utopia przecie jest no. Neocon – jasne, ale tylko spróbuj uczyć swoje dzieci w domu, a federalni wnet zapukają do twych drzwi.
Niezależnie od wyznawanych wartości, niezależnie od symboli bliskich sercu, dla każdego jest inny smak, zapach i dotyk korporacjonizmu. W ten sposób efektywnie neutralizuje się jakiekolwiek radykalne ideologie – nie poprzez bezpośrednią walkę. Przez asymilację. Najłatwiejszym sposobem zaś asymilacji jest wywołanie sztucznego konfliktu – wojny symboli – a następnie zastąpienie nią wojnę idei. Nie ścierają się pomysły na przyszłość, ścierają się wartości uosabiane w hasłach, osobach, skojarzeniach. W ten sposób można stworzyć sztuczny konflikt, sztuczną dyskusję o niczym i zmarginalizować wszelkich dysydentów, niezależnie jak licznych, jako wariatów, ideologów.
Sam widzę to w swoim życiu codziennym. Studiuję na SGH i jestem otoczony ludźmi, którzy są „zadeklarowanymi liberałami,” co uważają, że Państwo „nic nie może” i że w ogóle trzeba wszystko prywatyzować. Jak ich jednak przycisnąć do muru, to status quo im wcale nie przeszkadza, Milton Friedman jest dla nich ekstremistą, a o libertarianizmie a tym bardziej o anarchizmie rynkowym nigdy nic nie słyszeli.
W wojnie symboli poświęceniu na ołtarzu mainstreamu uległy nie tylko różne postaci i wartości ale także słowa. Socjalizm i kapitalizm są oczywiste. Socjalizm jest teraz rozumiany jako „wtrącalnictwo się państwa we wszystko,” co dość niewiele ma wspólnego z oryginalnym ruchem socjalistycznym. Kapitalizm jest definiowany jako „wolny rynek” co również ma się nijak do oryginalnej definicji i użytku. Rezultat jest taki, że mamy do wyboru albo względną wolność i równość połączoną z władzą państwa, albo „wolny rynek” połączony z władzą korporacji. Trzeciego wyjścia nie ma.
Przykład socjalizmu i kapitalizmu jest jednak jedynie najbardziej powierzchownym. Co np. z „prywatyzacją?” Prywatyzacja oznacza dziś de facto odsprzedawanie za bezcen korporacjom majątku, na który się złożyli podatnicy. „Legalizacja” – pozwalamy, ale mamy na was oko i dowalimy podatków. „Deregulacja?” Pozwalamy robić to wam, bo was lubimy, a wam nie. „Wolny handel” to tysiącstronnicowe porozumienia o tym, co wolno, a czego nie. Ostatnio na jednym wykładzie dowiedziałem się, że np. skupy zboża albo cła są „instrumentami rynkowymi,” a dopłaty to już nie.
To nie sekret, że nazwa „liberalizm” została skradziona w USA i Wielkiej Brytanii przez socjaldemokratów. Ale problem jest znacznie głębszy, niż się niektórym wydaje. Korporacjonizm efektywnie zmonopolizował wszelki dyskurs polityczny poprzez słowną asymilację. Niezależnie, co się powie – socjalizm, kapitalizm, nacjonalizacja, prywatyzacja, wolny handel, protekcjonizm – to wszystko znaczy to samo, tylko z innym zabarwieniem. Jak powiedział Wittgenstein: „O czym nie można powiedzieć, musi zostać przemilczane.” Monopol mainstreamu na język powoduje, że o czymś musimy milczeć – że żeby wytłumaczyć komuś, o co nam chodzi, musimy mówić długo i kwieciście, co w erze deficytu uwagi z góry stawia nas na straconej pozycji.
Powstaje jedynie pytanie: co z tym zrobić? Odrzucić język mainstreamu i skazać się na margines? Czy dać się zaszufladkować, efektywnie wybijając nam kły i skłócając z sojusznikami, którzy pozostają poza głównym nurtem (jak choćby anarchokolektywiści)? A może po raz kolejny nas oszukano i jest trzecia droga, o której nikt nie mówi?
***
Tekst pochodzi z bloga Rusz Sumieniem!
Pomóż otagować nam wpisy. Wpisz poniżej proponowany przez Ciebie tag dla tego wpisu. Gdy tylko 2 osoby opiszą powyższy post tak samo zostanie on automatycznie dodany do listy tagów dla tego wpisu.

Grudzień 5th, 2007 at 23:41
Drogi Fear!
Ja bym nie przesadzał z tą indoktrynacją. Obecnie, gdy Internet przestał być przywilejem bogatych paniczyków oraz posiadających ciocię w Ameryce oficjalna propaganda czy to szkolna czy to medialna coraz bardziej spływa po ludziach jak woda po .
A zdrowy rozsądek i zgniły kompromis to cudowny wynalazek choć niewiele wnosi do Wolności to jednak daje Święty Spokój i … odpoczynek od strachu który był chlebem powszednim poprzednich pokoleń.
Żaden radykalizm nie jest dobry, bo żaden radykalizm nie jest zgodny z ludzką naturą.
Ludzie z pokolenia mojego i trochę starszego pamiętają “ściganie” za picie Coca Coli, długie włosy i cholera co jeszcze.
wielu radykałów z kręgu libertariańskiego a zwłaszcza konlibowie mają ciągoty do ścigania za Moskwicza czy radziecką lodówkę.
I ludzie sobie myślą. Po co nam takie świry.
Po co za nimi iść? Po to żeby oberwać pałą lub “baseballem” za coś co się komuś kojarzy z socjalizmem? Oberwać jak onegdaj oberwał ojciec tego ludzia za przysłowiowe buty na słoninie? Po co nam to?
Wkurzacie się na Political Correctioness bo zakłada kajdany na mózg ( i faktycznie zakłada! ) a często sami tworzycie nową jego wersję.
Tak jak kiedyś nie było Murzynów tylko Afroamerykanie tak teraz nie ma “wrażliwośći społecznej” bo to się od razu kojarzy z socjalizmem czy innym pioruństwem.
A z czym się kojarzy sam przymiotnik “ludowy”, lepiej nie mówić.
Czemu ludzie za Wami nie idą? Bo nie lubią zmian. A już zwłaszcza zmian w nowomowie. Political Correctiones jest wkurzająca, fakt, ale po kilku latach można się do niej przyzwyczaić. A jak pójdą za niektórymi libertarianami to co? Znowu trzeba naprędce zmieniac język a im się jest starszym tym trudniej to przychodzi.
Ludzie nie chcą obrywać pałą i udowadniać że nie są wrogami. Ludzie chcą żyć i cieszyć się życiem na tyle na ile jest to możliwe w danej sytuacji. Nawet za PRL-u pomimo tragicznych warunkach Radość Życia też istniała. Kwiaty kwitły, ptaki śpiewały, my kochaliśmy kobiety, kobiety kochały nas.. Bez kitu! Żyłem wtedy!
Fear! Wiesz kiedy świat będzie piękniejszy? Kiedy nie będziesz przyłapywał ani siebie ani bliźniego swego na nieprawomyślnych ( niewolnościowych ) myslach.
Grudzień 6th, 2007 at 00:40
@Timur:
Muszę powiedzieć, Drogi Timurze, że się zupełnie nie zgadzam z takim postawieniem sprawy.
Po pierwsze, zdrowy rozsądek i kompromis – super, tylko to, co decyduje o tym, jaki ten kompromis ma być i to, co jest “zdrowym rozsądkiem” nie bierze się z niczego. Zdrowy rozsądek nie jest elementem jakiejś zbiorowej nadświadomości czy wspólnej symboliki. Jest on co najmniej tyleż wypracowany przez wychowanie i edukację, co przez wspólną ludzką symbolikę. W sprawach codziennych człowiek wypracowuje sobie zdrowy rozsądek sam, bo nie potrzebuje zewnętrznego wpływu. Ale Państwo to sprawa na tyle skomplikowana i abstrakcyjna, że to, co człowiek myśli w jego sprawie jest bardziej kwestią tego, w jakim kontekście było ono zawsze ujmowane i z jaki jego aspektami się spotykał – dlatego Państwo jest szczególnie hojne wobec młodych ludzi, bo dzięki temu jest w stanie wypracować u nich to, co oni uważają za “zdrowy rozsądek.” Tak więc w zasadzie Państwo decyduje, co jest “zdrowym rozsądkiem” w kwestiach Państwa, a co nie. I internet tutaj wiele nie poradzi.
Dla mnie nieistnienie Państwa jest sprawą zdroworozsądkową, dla kogoś innego istnienie Państwa jest sprawą zdroworozsądkową – i tylko gdy przestaniemy traktować te kategorie jako “oczywiste” lecz jako otwarte do dyskusji, możemy spróbować dojść do jakiegoś racjonalnego wniosku. Co jest, rozumiem, cholernie trudne dla wielu ludzi ale my (libertarianie) jakoś się przemogliśmy a nie jesteśmy chyba przecież jakoś strasznie mądrzejsi od innych ludzi.
A “kompromis” też jest kwestią dość płynną, szczególnie kiedy jedna ze stron tego “kompromisu” jest potężną organizacją dysponującą ogromnymi środkami i mogącą działać praktycznie bezkarnie, a druga małą jednostką, która sama z siebie nie może prawie nic. Dlatego moim zdaniem możemy mówić o kompromisie dopiero wtedy, gdy mamy jednostkę vs. jednostka vel zrzeszenie vs zrzeszenie albo społeczność vs. społeczność.
Rozumiem strach przed wszelką nowością, szczególnie po wszystkim, co przyniósł XX wiek. Ale tak jak na poziomie indywidualnego człowieka nie rozwiąże się problemu zakopując go głęboko i udając, że nie istnieje. Rozwiązuje się go szczerze i bez uprzedzeń spoglądając na swoją sytuację i szukając najlepszego sposobu wybrnięcia z niej. A dzisiejsze społeczeństwa mają dużo problemów – bardzo dużych problemów.
W tym świetle “radykalizm” staje się czymś zupełnie innym. Gdy człowiek jest chory, nagły zwrot w kierunku wyzdrowienia jest radykalny. Nie oznacza to, że każdy taki krok jest pożądany – może się okazać, że wyleczyliśmy migrenę ucinając głowę. Ale nie oznacza to, że relatywny radykalizm jest z góry zły.
A definiować sobie co jest “obiektywnie radykalne” jest bezcelowe. Dla mnie radykalne jest postulowanie, by wziąć grupę ludzi, dać im całą władzę, wszystkie pieniądze i całą broń i oczekiwać, że będą z niej robili użytek dla dobra nas wszystkich. Dla kogoś innego myśleć, że to jest radykalne jest radykalne. Itd…
I powtórzę to, co pisałem we wpisie Jacka Sierpińskiego – że nie znam żadnych libertarian, którzy by ścigali za Moskwicza albo radziecką lodówkę, a już ładne dwa latka w tym siedzę więc myślałby kto że bym kogoś takiego napotkał. Ale nie. Konserwatywni liberałowie – i owszem, zdarzają się wsród nich osobniki ostro nietolerancyjne. Ale wśród libertarian qua libertarian? Zero. Nic. Pustka.
A generalnie im bardziej konserwatywny liberał ma ciągotki libertariańskie – tym mniejsza skłonność do tego typu zachowań.
A to akurat, że ktoś woli oceniać kogoś za frazy, jakich używa albo za wartości, jakie wyznaje albo za lodówkę, jakiej używa – to jest właśnie element Wojny Symboli, która utrzymuje ludzi skłóconymi. Gdyby ludzie usiedli i byli gotowi pozbyć się uprzedzeń i spróbować zrozumieć o co chodzi drugiej stronie, wszystko byłoby znacznie prostsze. Ale symbole, “political correctness,” ocenianie za radzieckie lodówki i – także – “zdrowy rozsądek” – są często dużymi przeszkodami na tej drodze.
Grudzień 6th, 2007 at 02:35
Ależ Jędrzeju!
“Muszę powiedzieć, Drogi Timurze, że się zupełnie nie zgadzam z takim postawieniem sprawy.”
Ależ ja wcale nie stawiam sprawy. Ja tylko opisuję rzeczywistość która nas otacza.
Tu się nie ma co zgadzać albo nie.
To tak jakby polemizować ze zdaniem “ludzie niechętnie chodzą do dentysty bo się boją bólu”.
“Po pierwsze, zdrowy rozsądek i kompromis – super, tylko to, co decyduje o tym, jaki ten kompromis ma być i to, co jest “zdrowym rozsądkiem” nie bierze się z niczego. Zdrowy rozsądek nie jest elementem jakiejś zbiorowej nadświadomości czy wspólnej symboliki. ”
Zapomniałeś o czymś takim jak Pamięć Zbiorowa.
“Jest on co najmniej tyleż wypracowany przez wychowanie i edukację, co przez wspólną ludzką symbolikę.”
A także przez doświadczenia własne krewnych i znajomych.
“Ale Państwo to sprawa na tyle skomplikowana i abstrakcyjna, że to, co człowiek myśli w jego sprawie jest bardziej kwestią tego, w jakim kontekście było ono zawsze ujmowane i z jaki jego aspektami się spotykał – dlatego Państwo jest szczególnie hojne wobec młodych ludzi, bo dzięki temu jest w stanie wypracować u nich to, co oni uważają za “zdrowy rozsądek.” Tak więc w zasadzie Państwo decyduje, co jest “zdrowym rozsądkiem” w kwestiach Państwa, a co nie.”
Przesadzasz z tym wpływem Państwa.
A większość nauczycieli w szkołach publicznych jest jak ta Panna Frau z “Włatcuf Móch”. Czyli bardziej na “pośmiech” niż na postrach.
“Dla mnie nieistnienie Państwa jest sprawą zdroworozsądkową, dla kogoś innego istnienie Państwa jest sprawą zdroworozsądkową – i tylko gdy przestaniemy traktować te kategorie jako “oczywiste” lecz jako otwarte do dyskusji, możemy spróbować dojść do jakiegoś racjonalnego wniosku. Co jest, rozumiem, cholernie trudne dla wielu ludzi ale my (libertarianie) jakoś się przemogliśmy a nie jesteśmy chyba przecież jakoś strasznie mądrzejsi od innych ludzi.”
Podoba mi się Jędrzeju ta Twoja skromność i krytycyzm.
Oby wszyscy libertarianie tak mieli.
“A “kompromis” też jest kwestią dość płynną, szczególnie kiedy jedna ze stron tego “kompromisu” jest potężną organizacją dysponującą ogromnymi środkami i mogącą działać praktycznie bezkarnie, a druga małą jednostką, która sama z siebie nie może prawie nic. ”
Z tym, że ja napisałem nie o kompromisie obywatela z państwem tylko człowieka z człowiekiem.
“Dlatego moim zdaniem możemy mówić o kompromisie dopiero wtedy, gdy mamy jednostkę vs. jednostka vel zrzeszenie vs zrzeszenie albo społeczność vs. społeczność.”
Tu się zgadzam.
Rozumiem strach przed wszelką nowością, szczególnie po wszystkim, co przyniósł XX wiek.
Raczej strach przed świrami!
Ludzie przyzwyczajają się do komputera czy do komórek. Nawet moja matka śmiga na kompie że aż miło mimo swych 67 lat.
Ale radykalne idee? Co to to nie!
No chyba że miałoby się PEWNOŚĆ, że radykalne idee walczyłyby ze ZJAWISKAMI a nie z LUDŻMI.
Ludzie się boją tych, dla których zasady są WSZYSTKIM, bo zaraz się okaże że zaaresztują 90-letniego dziadka za to że będąc w czasie wojny w Oświęcimiu podkradał chleb i ziemniaki z obozowej kuchni. A przecież kradzież to przestępstwo i należy z nim KONSEKWENTNIE walczyć. No nie?
doświadczenie zbiorowe uczy, że ludzie zbyt radykalni od zawsze byli “absurdogenni”.
Jak mawiała w chwilach szczerośći pewna zakonnica w żeńskiej szkole im Emilii Plater-Zyberówny “święci rzadko kiedy byli dobrzy, za to prawie zawsze byli SZALENI”
“Ale tak jak na poziomie indywidualnego człowieka nie rozwiąże się problemu zakopując go głęboko i udając, że nie istnieje. ”
A ja uważam, że obserwatorzy mylą się, gdy mówią, że np. ostatnie wybory w Polsce to były wybory pomiędzy Polską Liberalną a Solidarną.
Jak na mój nos to był plebiscyt “spoko” vs “oszoło”
Spytaj Drogi Jędrzeju swoich młodszych kolegów którzy wtedy głosowali po raz pierwszy w życiu ilu z nich głosowało licząc na podatek liniowy a ilu po prostu na to, by rządzili nami normalni, ( lub przynajmniej normalniejsi ) ludzie.
Donald Tusk jaki jest to jest, ale na moich znajomych robi dobre wrażenie. Przynajmniej wiadomo że facet nie ma kompleksów na punkcie wzrostu. Gdy się spotkasz z premierem mając 195 cm wzrostu, to wiesz na pewno, że nie skrócą cię o głowę ani nie przyjedzie po Ciebie CBA pod jakimś bzdurnym pretekstem. Dla jednych “tylko tyle” ale dla większości “AŻ tyle”.
“A dzisiejsze społeczeństwa mają dużo problemów – bardzo dużych problemów.”
Ano zgadzam się. Ale najpierw trzeba trochę pożyć w “normalniejszym państwie” aby ochłonąc i przestawić swoje tory myslowe pozycji “paraliżujący strach” na “twórcze myslenie”.
“W tym świetle “radykalizm” staje się czymś zupełnie innym. Gdy człowiek jest chory, nagły zwrot w kierunku wyzdrowienia jest radykalny. Nie oznacza to, że każdy taki krok jest pożądany – może się okazać, że wyleczyliśmy migrenę ucinając głowę. ”
Tego się boję Jędrzeju!
(
“I powtórzę to, co pisałem we wpisie Jacka Sierpińskiego – że nie znam żadnych libertarian, którzy by ścigali za Moskwicza albo radziecką lodówkę, a już ładne dwa latka w tym siedzę więc myślałby kto że bym kogoś takiego napotkał. Ale nie. ”
Z innego postu wynika że studiujesz na SGH.
Więc jesteś bardzo młodziutkim człowiekiem Jędrzeju.
Nie to co ja stary dziad.
Wiesz? Chwilami Ci zazdroszczę, że masz takich a nie innych kolegów.
Gdy czasami czytam stronkę “syreniarską” Nekli to serce roście bo tam jest sporo ludzi w Twoim wieku.
Podoba mi się ich podejście.
NA PRZYKŁAD
Lodówka marki Saratow? Moja babcia taką miała. Trochę huczy ale ma takie zajefajne obłe drzwi. mogliby teraz takie produkować. No i dobra do schładzania gazolinki.
Syrenka? Fajna fura. Trochę trzęsie, pyrka i się psuje ale nie dziwota. Fura jest dwa razy starsza ode mnie. No i te oldschoolowe kształty.
Miło posłuchać że gadżety z dawnych epok już się z niczym negatywnym nie kojarzą. Co najwyżej są zajefajne albo oldschoolowe.
A jeszcze w latach 90-tych ( przynajmniej u mnie na osiedlu ) grasowały watahy wand… o przepraszam Spóźnionych Rewolucjonistów i dzielnie rozprawiały się z pozostałościami accien regime.
Ktoś miał moskwicza to mu go podpalili a na drzwiach napisali “komuchy do sowiecji”.
Ktoś chciał zacząć przygodę z motoryzacją od Syrenki i na bank miał cukier w benzynie.
Ktoś zaporożca i mu amerykańską gwiazdę na masce sprayem namalowali i wszystkie szyby wytłukli.
Teraz nie dewastują bo już nie bardzo mają co.
“Konserwatywni liberałowie – i owszem, zdarzają się wsród nich osobniki ostro nietolerancyjne”
Wśród konlibów w moim wieku? 100 procent!
“A generalnie im bardziej konserwatywny liberał ma ciągotki libertariańskie – tym mniejsza skłonność do tego typu zachowań.”
Hm! Nie byłbym taki pewien.
“A to akurat, że ktoś woli oceniać kogoś za frazy, jakich używa albo za wartości, jakie wyznaje albo za lodówkę, jakiej używa – to jest właśnie element Wojny Symboli, która utrzymuje ludzi skłóconymi. ”
I tu wielka rola dla przyszłych pokoleń libertarian.
Skończyć z szaleństwem Wojny Symboli by “odkłócić” ludzi dla dobra Sprawy.
“Gdyby ludzie usiedli i byli gotowi pozbyć się uprzedzeń i spróbować zrozumieć o co chodzi drugiej stronie, wszystko byłoby znacznie prostsze. ”
Chiałbym dożyć tego “usiadnięcia”.
“Ale symbole, “political correctness,” ocenianie za radzieckie lodówki i – także – “zdrowy rozsądek” – są często dużymi przeszkodami na tej drodze.”
Ano są przeszkodami!
I o tym był mój post a nie oskarżeniem pod Twoim adresem Jędrzeju.
Na tym kończę bo padam na nosek,
Narka,
Grudzień 6th, 2007 at 20:26
Staszek
kurde nie wiem czemu ale aksimet wrzuca cie ciągle do spamu swięc sorry że czasem długo musisz czekać aż się pojawisz:(
Grudzień 7th, 2007 at 17:39
O “subtelnych” różnicach między socjalizmem, konserwatyzmem i liberalizmem polecam artykuł republikan’a.
@kuskowski
Pytanie lingwistyczne: Czy poganin żyjący TERAZ w Polsce może nie być neopoganinem?
Grudzień 9th, 2007 at 11:26
@Timur:
>> To tak jakby polemizować ze zdaniem “ludzie niechętnie
>> chodzą do dentysty bo się boją bólu”
>>
Polemizuję raczej ze zdaniem “dentysta, żeby zachęcić ludzi, żeby do niego przychodzili, powinien zrezygnować z wyrywania zębów i wszystkich innych zabiegów, które mogą boleć,” które zdaje się wypływać z Twoich postów, Timurze (choć może Cię źle zrozumiałem, jeśli tak to wybacz).
Moim zdaniem raczej powinien z jednej strony przekonywać ludzi, dlaczego na dłuższą metę i tak będą musieli przez zabieg przejść, a z drugiej pilnować i starać się, żeby zabieg był jak najmniej bolesny.
Przy czym przez “bolesny zabieg” nie mam na myśli oczywiście wybijania szyb i aresztowania dziadków tylko generalne trudności, jakie są zwykle związane z każdą większą transformacją systemową.
A to, jaka partia jest u władzy ma dla mnie prawie żadne znaczenie – i wątpię, by miało to jakiś większy wpływ np. na funkcjonowanie CBA. CBA istnieje nadal, wszystkie mechanizmy istnieją nadal – to jest już istniejąca instytucja, zaprojektowana w pewien określony sposób – między innymi żeby była dość niezależna od innych władz. A nawet jak PO opanuje CBA swoimi ludźmi to nie przewiduję osobiście jakichś większych zmian – może będzie trochę bardziej elegancko, trochę bardziej po cichu, bez szumu, bez “ten pan już nikogo więcej nie zabije,” ale esencja myślę pozostanie taka sama.
A “spoko” vs. “oszoło” to właśnie kolejny element establishmentowej gierki – która proponuje nam plus minus podobne jądro w dwóch róźnych smakach – jeden dla wiecznych krzyżowców, drugi dla ludzi chcących świętego spokoju. I w ten sposób ogranicza się chęć szukania jakiejś nowej drogi – bo daje się iluzję wyboru.
>> Przesadzasz z tym wpływem Państwa.
>> A większość nauczycieli w szkołach publicznych jest jak
>> ta Panna Frau z “Włatcuf Móch”. Czyli bardziej na
>> “pośmiech” niż na postrach.
>>
Wpływ Państwa jest chyba bardziej instytucjonalny, tak mi się wydaje. Nauczyciele nie muszą wiedzieć, że cokolwiek robią złego – mogą być święcie przekonani, że działają dla dobra dzieci itd. Ale mimo wszystko istnieją pewne mity, których się uczy w szkołach albo na uczelniach, które są KOMPLETNIE nieprawdziwe i, co ciekawsze, zwykle zdają się służyć pewnej konkretnej interpretacji historii, która stwarza jedną z w/w w artykule dochotomii – wolny rynek/bogaci centralne sterowanie/lud
Poza tym zapewne masz rację. Moje doświadczenia z okresu transformacji są rzeczywiście raczej ubogie.
I nie potraktowałem tego jako oskarżenie tylko jako konstruktywną krytykę. A ta jest zawsze mile widziana
@Radek
??? chyba nie może, nie wiem;
używam tutaj “neo-” w tym sensie, że praktyka tych ideologii, choć odnoszą się do ich starych wersji na płaszczyźnie ideologiczno-symboliczno-uczuciowej, jest całkowicie inna od tych właśnie starszych wersji.
Grudzień 9th, 2007 at 13:40
Witajcie
@Jędrzej Kuskowski
Trochę się mylisz aczkolwiek przyznaję że przykład zdania z dentystą nie był najfortunniejszy.
Może jako przykład zdania z którym się nie polemizuje powinienem dać “słońce jest jasnożółte i gorące”. W każdym razie mój post na pewno nie był o rozwiązaniu problemu bolesnego dentysty.
Aresztowania dziadków i dewastowanie starych motoryzacyjnych “bożków” był przykładem na “absurdogenność” osobników zbyt radykalnych i problem ten istnieje naprawdę a nie został przeze mnie wydumany.
Gdyby te podpalenia syrenek i moskwiczy miał miejsce zaraz po wydarzeniach 4 czerwca 1989 tobym to zwalił na szał porewolucyjny. ale 5, 10, 15 lat po tych wydarzeniach? To już jest pewna prawidłowość.
A poza tym nawet nie wiesz Jędrzeju jak bardzo odległe i odczapne rzeczy potrafią się niektórym z socjalizmem kojarzyć.
Na przykład stare Renault. Nie dość że francuski ( A skoro “francuziny” nie kochają USA to zdaniem niektórych są Wrogami Wolności ) to jeszcze na dodatek wyprodukowany przez firmę PANSTWOWĄ.
A wielu ludzi uważa Renault za w miarę niedrogie ( do niedawna ) i zachodnie autko i niech tak zostanie. Inne przykłady można mnożyć bez końca.
Wolność rozumiem nie tylko jako niższe podatki ale też jako niezamęczanie wszystkich dookoła swoimi obsesjami i paranojami.
Pisałęm o tym wielokrotnie.
I sugeruję delikatnie, że ruch libertariański aby mieć przyszłość powinien dla dobra sprawy odsiać “zrytoberetowców” ze swoich szeregów bo oni sprawie SZKODZĄ.
To na razie tyle.
Pozdro,