Ludwik R. Papaj

Ludwik R. Papaj „Przestępstwa bez ofiar”

Współczesne prawo reguluje większość dziedzin naszego życia a w związku z tym ustawodawstwo dotyczące jednych z nich jest lepsze podczas gdy w wypadku innych jest gorsze i zawodzi. W niniejszym referacie podejmuje temat tak zwanych „przestępstw bez ofiar” (victimless crimes). Poruszony problem choć istotny, niejednokrotnie bywa pomijany w literaturze kryminologicznej i w filozofii społecznej. Bezpośrednio wiąże się to z dominacją pozytywistycznego ideału obiektywności nauki, w związku z czym w niniejszym opracowaniu podejmę się również tego tematu. Na końcu pracy opisuję kwestię powstania prohibicji narkotykowej i samej narkomanii jako przykładu przestępstwa bez ofiary.

Określenie „przestępstwa bez ofiar” wydaje się być oksymoronem gdyż potocznie uważamy, iż każde przestępstwo wiąże się z czyjąś krzywdą i osobę poszkodowaną nazywamy „ofiarą”. Inaczej jest jednak na gruncie polskiego prawa karnego, które za przestępstwo uznaje czyn człowieka zabroniony pod groźbą kary jako zbrodnia lub występek, przez ustawę karną obowiązującą w czasie jego popełnienia, bezprawny, zawiniony i społecznie szkodliwy w stopniu wyższym niż znikomym. Polski system prawnokarny posługuje się pojęciem pokrzywdzonego przestępstwem a nie ofiary przestępstwa, niemniej sam problem „przestępstw bez ofiar” nie wiąże się ze specyfiką polskiego prawa lecz jest globalny. Definicja ofiary przestępstwa nie występuje w większości systemów prawnokarnych.

W wiktymologii kryminalnej „ofiara przestępstwa” jest rozumiana na trzy sposoby:
1. Najwężej – jako konkretny człowiek, który ponosi szkodę w wyniku przestępstwa,
2. Szerzej – oprócz jednostki ludzkiej ofiarą jest także poszkodowana grupa lub instytucja i
3. Najszerzej – gdzie oprócz powyższych za ofiarę uznany jest też porządek moralny bądź prawny naruszony przez czyn karalny.

Kwestia desygnatu pojęcia „ofiara” jest szczególnie istotna gdy poruszamy temat „przestępstw bez ofiar”. Główna kontrowersja dotyczy tego do jakiego stopnia możemy uznać porządek publiczny czy dobro społeczności za ofiarę przestępstwa. O ile w wypadku pospolitego przestępstwa takiego jak napad rabunkowy łatwo wskazać konkretną ofiarę (w najwęższym znaczeniu tego słowa) o tyle jest to niemożliwe w wypadku takich przestępstw jak znieważenie symbolu państwowego czy nielegalnego handlu biletami. Dlatego też przestępstwa o takim charakterze jak dwa właśnie wymienione są nazywane „bez ofiar”.

Pojęcie „przestępstw bez ofiar” zostało wprowadzone do literatury w 1965 roku przez Edwina Schura. Pod tym terminem rozumiał on „akt dobrowolnej wymiany między osobami dorosłymi silnie pożądanych, lecz prawnie zakazanych dóbr i usług”. Jako przykłady takich przestępstw wymieniał: homoseksualizm, narkomanię, aborcję i prostytucję. Kolejni badacze poszarzali katalog „przestępstw bez ofiar”.

Krytycznej analizy różnych prób ujęcia „przestępstw bez ofiar” podjął się Hugo Adam. Bedau. Pod terminem „przestępstw bez ofiary” najczęściej uznawano zachowania człowieka zakazane przez ustawę karną, polegające na wymianie dóbr i usług pomiędzy dorosłymi osobami, które wyraziły na to zgodę i uważają, że czyn taki nie przynosi im szkody i dlatego też nie informują dobrowolnie władz o swoim udziale w takiej czynności. Ponieważ definicja ta jest bardzo szeroka proponuje on aby przyjąć, że z „przestępstwami bez ofiar” mamy do czynienia wtedy, gdy spełnione są cztery warunki:
1. ludzie wiedzą co czynią.
2. ludzie zgadzają się na to oraz
3. nikt lub nikt poza uczestniczącymi w danej aktywności nie jest w wyniku niej poszkodowany.
4. Gdy czyn jest zakazany przez ustawę karną.

Lech Falandysz zauważa potrzebę rozróżnienia dwóch sposobów ujmowania „przestępstw bez ofiar” merytorycznego i technicznego. Pierwsza z nich obejmuje czyny, które nie są społecznie niebezpieczne a znajdują się w katalogu przestępstw siłą tradycji. Zdaniem Falandysza takie niczemu nie służące zakazy powinny ulec likwidacji a tego typu przestępstwa dekryminalizacji (Chodzi tutaj o niektóre przestępstwa przeciwko obyczajowości).

Drugie ujęcie „przestępstw bez ofiar” ma charakter techniczny i obejmuje sytuacje, w których brak jest określonego pokrzywdzonego doznającego szkody w wyniku przestępstwa i mogącego wnieść skargę lub złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Dzieje się tak, gdyż często jedyną osobą mogącą zgłosić przestępstwo jest ten kto popełnia czyn karalny i nie czyni tego z oczywistych powodów. W wypadku części „przestępstw bez ofiar” możemy także mówić o utożsamieniu ofiary ze sprawcą przestępstwa. Taka sytuacji jest niespotykana w prawie karnym
(dotyczy to min. ludzi uprawiających niebezpieczne sporty ekstremalne – takie jak base jumping – bez odpowiednich zezwoleń).

Przykłady „przestępstw bez ofiar”
Religia: Apostazja, Wyznawanie kultu innego niż panujący lokalnie, Bluźnierstwo.
Obyczaje: Prostytucja, Pornografia bez udziału dzieci, Zdrada, Homosexualizm, Kazirodztwo.
Finanse: Brak kasy fiskalnej w taksówce, Brak archiwizacji paragonów w sklepach.
Polityka: Znieważanie symboli państwowych, Unikanie płacenia podatku, Unikanie służby wojskowej, Zdrada stanu (jeśli nie narusza niczyjej własności, zdrowia lub życia).
Porządek publiczny: Włóczęgostwo, Eutanazja za zgodą chorego, Brak pasów bezpieczeństwa w samochodzie, Produkcja narkotyków, Sprzedaż alkoholu bez akcyzy, Posiadanie broni palnej bez licencji, kupowanie leków bez recept.
Prawa autorskie, znaki handlowe i pokrewne: Udostępnianie plików przez internet, Kopiowanie lub plagiatowanie dóbr które nie będą sprzedawane.
Inne: Nakłanianie do popełnienia przestępstwa.

Kryminologia, historia i myśl polityczna
Podejście do „przestępstw bez ofiar” w kryminologii może się różnić w zależności od paradygmatu w którym się je rozpatruje. We współczesnej kryminalistyce istnieją trzy główne nurty: nurt (neo)klasyczny, nurt pozytywistyczny i nurt antynaturalistyczny. Wszystkie trzy współwystępują i przenikają się nawzajem, ale mimo to można wyróżnić ich odmienne filozoficzne i metodologiczne założenia.

Do założeń kryminologii klasycznej należy traktowanie przestępcy jako osobnika posiadającego wolną wolę (niezdeterminowanego) i odpowiedzialnego za swoje czyny. Prowadzi to do koncepcji kary jako sprawiedliwej odpłaty za wyrządzone zło (I. Kant). Tak rozumiana kara wynika z obowiązku i nie musi przynosić pożytku, ale ma ona także pewien sens prewencyjny – ma odstraszyć potencjalnych przestępców swą nieuchronnością. Oczywiście szkoła klasyczna jako najstarsza nie operowała pojęciem „przestępstwa bez ofiary”, ale za jej kontynuatora często uważa się Jamesa Q. Wilsona. Stworzona przez niego „teoria zbitych szyb” głosi, że należy surowo karać nawet za drobne wykroczenia (takie jak włóczęgostwo czy nielegalne graffiti), gdyż w dłuższym okresie czasu pozwoli to zmniejszyć przestępczość. Taki model walki z „przestępstwami bez ofiar” (choć nie tylko z nimi) został wprowadzony w Nowym Yorku i zyskał duży rozgłos. Dziś jednak widząc pełne konsekwencję takiej polityki – przede wszystkim wysoki współczynnik prizonizacji (dużą liczbę osadzonych w więzieniach) i konflikty etniczne – musimy się zgodzić, że cena tak rygorystycznej polityki przewyższa korzyści płynące ze zmniejszenia przestępczości.

Kryminologia pozytywistyczna tłumaczy przestępczość jako zachowanie człowieka pozostające w związku przyczynowym (zdeterminowane) z jego cechami, a tym samym podważa koncepcję wolnej woli. Przestępca jest jednostką odmienną i jego zachowanie narusza ogólnie aprobowany w społeczeństwie porządek, dlatego należy zapobiegać przestępczości „korygując” te cechy człowieka, które wywołują zachowanie przestępne lub też zmieniając warunki społeczne w których on żyje. Drogą walki z dewiacjami takimi jak większość „przestępstw bez ofiar” byłoby zdaniem pozytywistów ciągłe doskonalenie instytucji kontroli społecznej (min. resocjalizacja) oraz ogólnie prowadzenie rozsądnej polityki społecznej.

Ostatni nurt nazywany jest antynaturalistycznym, gdyż odrzuca właściwy pozytywizmowi naturalizm metodologiczny (a także teorię umowy społecznej jaką zakłada). O ile pozytywizm zakładał obiektywność nauki i możliwość uniknięcia wartościowania poprzez zbliżenie metody naukowej socjologii i kryminalistyki do nauk przyrodniczych o tyle antynaturaliści wykazują sprzeczność tego poglądu. Pozytywistyczna kryminalistyka jest wartościująca już od samego początku ponieważ przedmiot jej badań czyli przestępca jest definiowany przez ustawę karną. Można z tego wywnioskować, że pozytywiści uprawiają nie greckie episteme a techne, gdyż ich nauka nie jest niezależna od obowiązującego systemu norm prawa karnego i od systemu politycznego. Walka z „przestępstwami bez ofiar” może być zatem narzędziem nacisku na jednostki będące na dole drabiny społecznej. Antynaturaliści podkreślają rolę dekryminalizacji w zapobieganiu przestępczości i popularyzują mediację, która w wielu wypadkach może być alternatywą dla procesu sądowego.

„Przestępstwa bez ofiar” często wiążą się z występowaniem przeciwko porządkowi społecznemu, dlatego zwane są czasami także „public order crimes”(jest to jednak określenie węższe). Zależnie jednak od regionu normy kulturowe i tradycja zupełnie inaczej określają pewne zachowania w związku z czym te same zachowania mogą równocześnie burzyć porządek społeczny w jednym miejscu a w innym być akceptowane bądź nawet oczekiwane. Prowadzi nas to ściśle do problemu relatywizmu kulturowego. Zgodnie z tym stanowiskiem żadna praktyka kulturowa nie jest zła ani dobra sama z siebie gdyż powinna być oceniana w kontekście w jakim funkcjonuje. Metodologiczna implikacja przyjęcia relatywizmu kulturowego oznacza odrzucenie własnej kultury jako obiektywnego miernika obcej kultury. Obecnie zróżnicowanie kulturowe (wielość religii, światopoglądów, tradycji i wartości) jest czymś powszechnym w większości krajów demokratycznych i wydaje się, że karanie za część „przestępstw bez ofiar” uderza w pluralizm, gdyż uniemożliwia pewnym grupom praktykowanie swoich tradycji. Poglądem przeciwstawnym do relatywizmu jest etnocentryzm, głoszący, że inne kultury powinny się zaakceptować ład i zwyczaje państwa w którym przebywają, zaś prawo karające za „przestępstwa bez ofiar” wiąże się z normami społecznymi uzasadnianymi przez wartości wyznawane przez większość narodu. W historii panowały najróżniejsze zakazy piętnujące „przestępstwa bez ofiar” jak na przykład zakaz spożycia bobu wśród pitagorejczyków, lub przestępstwa związane z czarami w XV, XVI i XVII w. w Europie. Należy jednak pamiętać, że z dzisiejszego punktu widzenia nie były to „przestępstwa bez ofiar” sensu stricte, ze względu na odmienność prawa – przynajmniej tak długo jak zachowany jest rozdział kościoła od państwa.

Podejmowane zagadnienie pojawia się także w filozofii politycznej. Za dekryminalizacją „przestępstw bez ofiar” opowiada się przede wszystkim libertarianizm oraz częściowo nowa lewica. Libertarianie głoszą, iż nie ma żadnych moralnych ani racjonalnych przesłanek, aby istniało prawo, które karze, za coś, co w rzeczywistości nie jest przestępstwem, gdyż nie narusza prawa własności. Koszt polityki zakazów i prohibicji prowadzi zdaniem libertarian do skutków, które daleko przewyższają szkody jakie mogłyby nastąpić, gdyby regulacje zostały zniesione. Odgórne ograniczanie wolności jednostki jest nie tylko nieuzasadnione lecz jest także deptaniem indywidualnych praw. Robert Nozick w „Anarchia, państwo utopia” mówi o „zgromadzeniu akcjonariuszy” którzy ustalając kolektywnie szczegółowe „prawa własności” pozbawiają się tego co najważniejsze – nieskrępowanej wolności decyzji, zaś Ludwig von Mises już od pierwszej strony „Ludzkiego działania” przestrzega przez paternalistycznym rządem który kierując się holistyczną koncepcją społeczeństwa ogranicza wolność swych obywateli. Obie koncepcje znakomicie wpisują się w nurt tak zwanej „wolności negatywnej”(I. Berlin).

Nowa lewica odwołuje się natomiast do konfliktowej wizji społeczeństwa. Kryminologia radykalna w ujęciu Thomasa Bernarda głosi, że prawo karne stanowi instrument wykorzystywany przez klasy panujące do utrzymywania i umacniania swej dominującej pozycji społecznej poprzez wiktymizowanie członków klasy wykorzystywanej. Unikanie karania lub karanie liberalne za „przestępstwa bez ofiar” mogłoby być pewnym krokiem w kierunku społeczeństwa konsensualnego utożsamianego zazwyczaj z jakąś formą systemu socjalistycznego.

Granica dojrzałości
Zgodnie z definicją E Schura „przestępstwa bez ofiar” to akty dobrowolnej wymiany między osobami dorosłymi silnie pożądanych, lecz prawnie zakazanych dóbr i usług”. Przyjmuje się, że od wieku osiemnastu lat osoby są odpowiedzialne za swoje czyny i mogą być stroną w umowach. Dla konsekwentnego przeciwnika kryminalizacji ta granica może wydać się wątpliwa.

Narkotyki
Jednym z istotniejszych i najczęściej przytaczanych przykładów „przestępstw bez ofiar” jest używanie oraz produkcja środków psychoaktywnych. Kwestia obrotu i spożycia a wreszcie i powstania prohibicji narkotykowej jest dużo bardziej skomplikowana niż przedstawiają to zarówno oficjalne statystyki policyjne jak i młodzi zwolennicy legalizacji substancji narkotycznych. Przyjrzyjmy się powstaniu prohibicji narkotykowej.

Prohibicja narkotykowa jest dziś czymś tak oczywistym, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że jest to podejście relatywnie nowe. Jej początek datujemy na przełom XIX i XX wieku. Przed tym okresem środki narkotyczne nie były przedmiotem reglamentacji prawnej a wiele z nich jak na przykład amfetamina było dostępnych w aptekach i służyło jako leki. Dziś ciężko w to uwierzyć – w dobie prohibicji takich informacji się nie podaje.

Wzorem prohibicji obecnie są Stany Zjednoczone – one również rozpoczęły tę nową politykę. Przyczyny rozwijania prohibicji były różne, związane zarówno z misjonarskimi skłonnościami amerykanów, jak i z konfliktami etnicznymi i nietolerancją. Wprowadzenie pierwszych ustaw o tym charakterze związane jest ściśle z sytuacją społeczną w jakiej znalazło się USA w XIX wieku. W dobie budowy linii kolejowych do Ameryki napływały w poszukiwaniu pracy ogromne ilości emigrantów – głównie robotników chińskiego pochodzenia (zamieszkujących z czasem tak zwane Chinatowny). Ich pracowitość i gotowość do akceptacji niskich stawek i ciężkich warunków pracy spotykała się z powszechną niechęcią. Białych uderzała zarówno konkurencyjność przybyszów, jak i ich styl życia. Otóż Chińczycy przywieźli z Azji do Ameryki również zwyczaj palenia opium. W okresie, gdy kobietom nie wypadało pić alkoholu nowa substancja, właśnie damom przypadła do gustu i była przez nie stosunkowo często używana. Dlatego w tym okresie powstał obiegowy mit, że opium pobudza seksualnie a demoralizacji winni są przybysze z Azji.

Biali posługiwali się prawem w walce z mniejszością regulując różne aspekty chińskiej obyczajowości (posługiwali się właśnie omawianymi „przestępstwami bez ofiar”). Ukoronowaniem było wprowadzenie w 1878 całkowitego zakazu palenia opium. Zakaz nie był podyktowany ochroną zdrowia obywateli a służył jedynie maksymalnemu utrudnieniu życia przybyłym do ameryki Chińczykom. Był to pierwszy wypadek regulacji prawnej kwestii narkotyków.

Za kolejny krok kształtowania się podejścia prohibicyjnego Krzysztof Krajewski wymienia aneksję przez Stany Zjednoczone Filipin w 1898 roku. Chiny dążyły do likwidacji swych zależności wobec europejskich potęg kolonialnych, było to także na rękę USA – symbolem walki stał się opór wobec eksportu opium z Indii przez Wielką Brytanię. W ten sposób wpływ angielski zmniejszał się, a zwiększał się amerykański – z ideą prohibicji na czele. W 1912 przyjęto tak zwaną haską konwencję opiumową. Zaangażowanie się Stanów na rzecz międzynarodowej kontroli narkotyków zaowocowało również coraz twardszym podejściem do problemu wewnątrz kraju i min. zdelegalizowaniu tak zwanej „terapii podtrzymującej”. Jedynym podejściem do narkomana stała się zatem represja.

Z perspektywy formalnej można zauważyć co najmniej dwa problemy dotyczące skutecznej prohibicji substancji psychoaktywnych. Po pierwsze obok klasycznych wciąż popularnych narkotyków jak marihuana czy heroina wciąż powstają nowe, co powoduje kryminalizowanie coraz większej ilości substancji. Niemożliwe jest stworzenie pełnego katalogu niebezpiecznych dla zdrowia związków chemicznych – dla przykładu w Polsce obecnie legalna jest szałwia wieszcza (salvia divinorum). Drugi problem dotyczy rozróżnienia leków od narkotyków, gdyż w sensie farmaceutycznym część leków jest również narkotykami. Co więcej część firm związanych z branżą redukcji szkód zajmuje się również legalną sprzedażą substytutów zakazanych substancji psychoaktywnych.

Można łatwo zauważyć, że przedstawiony obraz prohibicji stawia ją w bardzo negatywnym świetle. Nie znaczy to jednak, że zwolennicy statusu quo nie mają w ogóle racji. Niewątpliwie niektóre narkotyki mogą mieć bezpośredni wpływ na popełnienie cięższych przestępstw niż „przestępstwa bez ofiar” a walka z nimi jest nieunikniona – niemniej „wojna z narkotykami” we współczesnej formie nie przynosi oczekiwanych efektów.

Podsumowanie
W pracy opisałem czym są „przestępstwa bez ofiar”. Wachlarz czynów, które rozumiemy pod tym terminem jest bardzo szeroki, dlatego podałem znaczną ilość przykładów. Z pewnością duża część owych czynów stanowi niebezpieczeństwo dla porządku społecznego i na pewno nie może być zwykłym konformistycznym zachowaniem, ale równocześnie współczesne pozytywistyczne podejście do wielu z zabronionych zachowań dewiacyjnych sprawia więcej problemów niż ich rozwiązuje – dlatego też poruszyłem w referacie ten temat. „Przestępstwa bez ofiar” stanowiły od zawsze część prawa, gdyż ustawodawcy kryminalizowali zachowania celem umocnienia lub promowania pewnych zasad moralnych. Współcześnie przeważa pogląd, że prawo karne nie powinno być instrumentem wymuszania zachowań moralnych, miejmy zatem nadzieję, że:

IN DUBIO PRO LIBERTATE !

Łukasz Papaj
05.06.2008
***

Tekst został wcześniej opublikowany na stronie autora.

5 comments

  1. LUDzik

    liberały, libertariany i libertyny! pisać komentarze bo nieźle się zmóżdżyłem żeby napisać text. Piszcie uwagi też krytyczne bo jeszcze będę w temacie pisał za jakiś czas to trza materiałów i przemyśleń. Jakbyście mieli dobre źródła (najlepiej prawne nie libertariańskie) to zalinkujcie

  2. Timur

    „Współczesne prawo reguluje większość dziedzin naszego życia a w związku z tym ustawodawstwo dotyczące jednych z nich jest lepsze podczas gdy w wypadku innych jest gorsze i zawodzi. W niniejszym referacie podejmuje temat tak zwanych „przestępstw bez ofiar” (victimless crimes). Poruszony problem choć istotny, niejednokrotnie bywa pomijany w literaturze kryminologicznej i w filozofii społecznej. Bezpośrednio wiąże się to z dominacją pozytywistycznego ideału obiektywności nauki, w związku z czym w niniejszym opracowaniu podejmę się również tego tematu. Na końcu pracy opisuję kwestię powstania prohibicji narkotykowej i samej narkomanii jako przykładu przestępstwa bez ofiary.”

    Super artykuł! 🙂

    „Określenie „przestępstwa bez ofiar” wydaje się być oksymoronem gdyż potocznie uważamy, iż każde przestępstwo wiąże się z czyjąś krzywdą i osobę poszkodowaną nazywamy „ofiarą”. Inaczej jest jednak na gruncie polskiego prawa karnego, które za przestępstwo uznaje czyn człowieka zabroniony pod groźbą kary jako zbrodnia lub występek, przez ustawę karną obowiązującą w czasie jego popełnienia, bezprawny, zawiniony i społecznie szkodliwy w stopniu wyższym niż znikomym. Polski system prawnokarny posługuje się pojęciem pokrzywdzonego przestępstwem a nie ofiary przestępstwa, niemniej sam problem „przestępstw bez ofiar” nie wiąże się ze specyfiką polskiego prawa lecz jest globalny. Definicja ofiary przestępstwa nie występuje w większości systemów prawnokarnych.”

    No właśnie. Dlatego dziękujmy „lewactwu” bo gdyby nie istniało, libertarianie nigdy by nie zauważyli takiego „przestępstwa” jak bluźnierstwo czy apostazja.

    „Pojęcie „przestępstw bez ofiar” zostało wprowadzone do literatury w 1965 roku przez Edwina Schura. Pod tym terminem rozumiał on „akt dobrowolnej wymiany między osobami dorosłymi silnie pożądanych, lecz prawnie zakazanych dóbr i usług”. Jako przykłady takich przestępstw wymieniał: homoseksualizm, narkomanię, aborcję i prostytucję. Kolejni badacze poszarzali katalog „przestępstw bez ofiar”.”

    Dopiero w 1965 roku… A przecież nieprzestrzegających Bożych Przykazań kamieniowano już w czasach Mojżesza!

    „Krytycznej analizy różnych prób ujęcia „przestępstw bez ofiar” podjął się Hugo Adam. Bedau. Pod terminem „przestępstw bez ofiary” najczęściej uznawano zachowania człowieka zakazane przez ustawę karną, polegające na wymianie dóbr i usług pomiędzy dorosłymi osobami, które wyraziły na to zgodę i uważają, że czyn taki nie przynosi im szkody i dlatego też nie informują dobrowolnie władz o swoim udziale w takiej czynności. Ponieważ definicja ta jest bardzo szeroka proponuje on aby przyjąć, że z „przestępstwami bez ofiar” mamy do czynienia wtedy, gdy spełnione są cztery warunki:
    1. ludzie wiedzą co czynią.
    2. ludzie zgadzają się na to oraz
    3. nikt lub nikt poza uczestniczącymi w danej aktywności nie jest w wyniku niej poszkodowany.
    4. Gdy czyn jest zakazany przez ustawę karną.”

    Z grubsza zgadzam się!

    „Do założeń kryminologii klasycznej należy traktowanie przestępcy jako osobnika posiadającego wolną wolę (niezdeterminowanego) i odpowiedzialnego za swoje czyny. Prowadzi to do koncepcji kary jako sprawiedliwej odpłaty za wyrządzone zło (I. Kant). Tak rozumiana kara wynika z obowiązku i nie musi przynosić pożytku, ale ma ona także pewien sens prewencyjny – ma odstraszyć potencjalnych przestępców swą nieuchronnością. Oczywiście szkoła klasyczna jako najstarsza nie operowała pojęciem „przestępstwa bez ofiary”, ale za jej kontynuatora często uważa się Jamesa Q. Wilsona. Stworzona przez niego „teoria zbitych szyb” głosi, że należy surowo karać nawet za drobne wykroczenia (takie jak włóczęgostwo czy nielegalne graffiti), gdyż w dłuższym okresie czasu pozwoli to zmniejszyć przestępczość. Taki model walki z „przestępstwami bez ofiar” (choć nie tylko z nimi) został wprowadzony w Nowym Yorku i zyskał duży rozgłos. Dziś jednak widząc pełne konsekwencję takiej polityki – przede wszystkim wysoki współczynnik prizonizacji (dużą liczbę osadzonych w więzieniach) i konflikty etniczne – musimy się zgodzić, że cena tak rygorystycznej polityki przewyższa korzyści płynące ze zmniejszenia przestępczości.”

    Nic dodać nic ująć!

    Tylko zawsze nie mogłem się nadziwić dlaczego z taką lubością różni konlibowie i niektórzy inni libertarianie oburzają się na babcię korzystajacej z Państwowej Służby Zdrowia, takoż na dzieci z ubogich rodzin korzystających z dożywiania a JAKOŚ NIE PROTESTUJĄ gdy TYLE kasy idzie na utrzymanie takiej masy luda zamkniętych w więzieniach za byle co?

    Bo jak dla mnie to jest CO NAJMNIEJ podwójna moralność bo niekonsekwencją jakoś tego nazwać nie umiem.

    A może to atawizm z czasów niewolnictwa, które konlibowie ( oczywiście się do tego nie przyznając ) popierają i pochwalają.

    „Wzorem prohibicji obecnie są Stany Zjednoczone – one również rozpoczęły tę nową politykę. Przyczyny rozwijania prohibicji były różne, związane zarówno z misjonarskimi skłonnościami amerykanów, jak i z konfliktami etnicznymi i nietolerancją. Wprowadzenie pierwszych ustaw o tym charakterze związane jest ściśle z sytuacją społeczną w jakiej znalazło się USA w XIX wieku.”

    No tak! I jeszcze jeden dowód na to jak bardzo byli „tolerancyjni” Pielgrzymi tylektoć błogosławieni i jak „wiele” mieli oni wspólnego z Wolnością.

    „Biali posługiwali się prawem w walce z mniejszością regulując różne aspekty chińskiej obyczajowości (posługiwali się właśnie omawianymi „przestępstwami bez ofiar”). Ukoronowaniem było wprowadzenie w 1878 całkowitego zakazu palenia opium. Zakaz nie był podyktowany ochroną zdrowia obywateli a służył jedynie maksymalnemu utrudnieniu życia przybyłym do ameryki Chińczykom. Był to pierwszy wypadek regulacji prawnej kwestii narkotyków.”

    No i znowu król jest nagi a bełkot proamerykanistów sypie się w gruzy.
    Że niby teraz … no faktycznie z Wolnością w USA bywa cienko ale to przecież wina marksistów i innych lewaków za to w XIX wieku…
    No i macie ten XIX wiek!

    Rasizm i misjonarski bełkot. Oto co ma tak naprawdę do zaoferowania „Najwspanialsze Państwo Świata”. I teraz i w Umiłowanym i Nacechowanym Wolnością XIX wieku!

    „Białych uderzała zarówno konkurencyjność przybyszów, jak i ich styl życia.”

    Oto Duch Wolności i Konkurencji, który „niech nam żyje” ale tylko pod warunkiem że „Nasi” ( czyli Biali ) wygrywają!

    „Poglądem przeciwstawnym do relatywizmu jest etnocentryzm, głoszący, że inne kultury powinny się zaakceptować ład i zwyczaje państwa w którym przebywają, zaś prawo karające za „przestępstwa bez ofiar” wiąże się z normami społecznymi uzasadnianymi przez wartości wyznawane przez większość narodu. W historii panowały najróżniejsze zakazy piętnujące „przestępstwa bez ofiar” jak na przykład zakaz spożycia bobu wśród pitagorejczyków, lub przestępstwa związane z czarami w XV, XVI i XVII w. w Europie. Należy jednak pamiętać, że z dzisiejszego punktu widzenia nie były to „przestępstwa bez ofiar” sensu stricte, ze względu na odmienność prawa – przynajmniej tak długo jak zachowany jest rozdział kościoła od państwa.”

    Od zawsze dziwiła mnie wśród konlibów i niektórych libertarian POCHWAŁA palenia czarownic na stosie i innych „wolnościowych jak cholera” średniowiecznych obyczajów.

    „W 1912 przyjęto tak zwaną haską konwencję opiumową. Zaangażowanie się Stanów na rzecz międzynarodowej kontroli narkotyków zaowocowało również coraz twardszym podejściem do problemu wewnątrz kraju i min. zdelegalizowaniu tak zwanej „terapii podtrzymującej”. Jedynym podejściem do narkomana stała się zatem represja.”

    No i jak tu nie nazywać Amerykanów imperialistami?

    „W pracy opisałem czym są „przestępstwa bez ofiar”. Wachlarz czynów, które rozumiemy pod tym terminem jest bardzo szeroki, dlatego podałem znaczną ilość przykładów. Z pewnością duża część owych czynów stanowi niebezpieczeństwo dla porządku społecznego i na pewno nie może być zwykłym konformistycznym zachowaniem, ale równocześnie współczesne pozytywistyczne podejście do wielu z zabronionych zachowań dewiacyjnych sprawia więcej problemów niż ich rozwiązuje – dlatego też poruszyłem w referacie ten temat. „Przestępstwa bez ofiar” stanowiły od zawsze część prawa, gdyż ustawodawcy kryminalizowali zachowania celem umocnienia lub promowania pewnych zasad moralnych. Współcześnie przeważa pogląd, że prawo karne nie powinno być instrumentem wymuszania zachowań moralnych, miejmy zatem nadzieję, że:

    IN DUBIO PRO LIBERTATE !”

    Ja też mam taką cichą nadzieję…

    Prawo nie powinno być od wymuszania postaw „moralnych” a zwłaszcza zabononów arystokratów i religijnych fundamentalistów.

    O! Witaj LUDziku! Jak widzisz, napisałem post. Ale się minęliśmy. Na szczęście dzięki możliwości korekty postu witam Cię serdecznie 🙂

  3. LUDzik

    Timur Z tymi konlibami masz sporo racji, właśnie mój człowiek Recht argumentował, że .. palenie czarownic było rozsądne (jeśli trochę spłaszczyć jego wypowiedź) a społeczność głosem większości antypozytywistycznie może nałożyć na siebie zakaz spożywania narkotyków.

    W sensie propagandy wolnościowej „przestępstwa bez ofiar” to dobry temat i wszystko cacy. Jednak na gruncie prawnym jest wiele wątpliwości, nie jest możliwe raczej aby wszystkie przestępstwa bez ofiar wykreślić z katalogu. Zresztą język filozofii a język prawny i wiktomologiczny – to trzy różne, bardzo trudno nimi łącznie operować. Przestępstwa bez ofiar w ogóle powinny zwać się „przestępstwami bez poszkodowanego”.

    Warto będzie rozszerzyć temat traktując „ofiary” szeroko: jako porządek moralny, dobro społeczne. Wydaje mi się że ostatecznie przy przestępstwach bez ofiar konieczne jest jednak podejście kryminologii klasycznej tyle że bez rygoryzmu – po prostu oparcie się na naruszaniu własności jako podstawie czynu przestępnego.

  4. smootnyclown

    Do całości odniosę się później, a teraz tylko a propos kazirodztwa. Oczywiście, jak każda dobrowolna umowa, a związki są w pewnym sensie „umowami”, nie powinna być zakazana, niedozwolona itp. Problem pojawia się jednak z chwilą, gdy na świat przyjdzie upośledzone dziecko (a wedle mojej wiedzy w takich związkach szansa na to jest cztero-, czy iluśtamraza częstsza). Czy ma ono prawo pozwać swoich rodziców? Pod rozwagę.

    PS. Ludwiku, może umieścisz na swim blogu linki do liberalisowskich Nieregularników, w celu rozpropagowania tychże, tak, jak jest to u mnie? Mogę nawet podać cały tekst źródłowy po temu:)

  5. Pingback: Rafał Lorent “Libertarianizm - lekcja czwarta” | Liberalis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *