Rafał Modzelewski

Rafał Modzelewski ”Krew państwa”

Wojna jest jedną z kwestii, wokół których istnieje wielka ilość nieporozumień, błędów logicznych i moralnych. Dwa główne i fundamentalne nieporozumienia dotyczą etycznego i ekonomicznego uzasadnienia dla wojny.

Nieporozumienie pierwsze: wojna jest uzasadniona gdy rząd idzie walczyć za naszą wolność, rząd tworzy armię dla naszego bezpieczeństwa, czasem prewencyjnie uderza w inne kraje, ale jest to ofiara, którą jesteśmy w stanie ponieść „za wolność naszą i waszą”.

Nieporozumienie drugie: wojna napędza gospodarkę, jest jej siłą napędową, powoduje rozwój firm i technologii, a zatem jest korzystna z ekonomicznego punktu widzenia, nawet jeśli jest moralnie zła.

Są to stwierdzenia absolutnie nieprawdziwe. Wojna jest niczym innym jak rzezią olbrzymich rozmiarów, morderstwem na skalę przemysłową, zawsze nią była jest i będzie, niezależnie od epoki, kultury czy pretekstów użytych do jej wywołania.

Z praktycznego punktu widzenia, wojna często uważana jest za siłę napędową gospodarki. Wiele firm bierze udział w produkcji zbrojeniowej, a następnie wydają pieniądze w innych sektorach itp. Dobrze, ale jeśli takie założenie ma jakikolwiek sens, należy uznać, że wybita szyba również jest korzystna dla gospodarki. Szklarz musi wyprodukować nową szybę, a następnie może wydać zarobione pieniądze w innych gałęziach gospodarki. Jest tylko jeden problem: Pomijane są tu surowce, które można byłoby wykorzystać na coś innego niż wybitą szybę. Analogicznie pieniądze przeznaczone na produkcję zbrojeniową można przekazać na bardziej produktywne gałęzie gospodarki. Co za tym idzie wojna upośledza gospodarkę, przekazuje fundusze na kompletnie bezproduktywne przedsięwzięcia. Tworzy bliski związek kompleksu produkcji zbrojeniowej z rządem, jest to forma współczesnego faszyzmu, zwana czasem wojennym korporacjonizmem, praktykowanym na wielką skale między innymi w USA. Faktem jest też to, że żadna wojna nigdy nie przyczyniła się do zwiększenia poziomu wolności żadnego kraju. Niemal po każdej wojnie podatki rosną, dług publiczny rośnie, ilość regulacji rośnie, kompleks militarny rośnie, a wolność karleje i obumiera. Przykładem może być Kanada, gdzie podatek dochodowy pojawił się jako stan przejściowy i tylko na czas II Wojny Światowej. Kanada ma wysoki podatek dochodowy do dziś.

Wiemy już, że wojna nie jest żadną siłą napędową państwa, czemu jednak to państwo jest siłą napędową wojny?

Empiryczne dowody są dość oczywiste. Państwo jest największym mordercą w historii ludzkości. Sam XX wiek ociekał krwią ponad 270 mln ludzi wymordowanych przez państwa, nie wliczając w to wojen. Po dodaniu wojen, ilość ofiar wzrasta do ponad 500 mln w jednym tylko wieku. „Jakim cudem taka rzeź była możliwa?” Takie pytanie nasuwa się każdemu, kto spróbuje racjonalnie ocenić rolę rządów w historii ludzkości. Skąd bierze się tak destrukcyjna siła pchająca miliony istnień ku zagładzie?

Z tego, że państwo to przemoc i państwo to wojna.

Wystarczy spojrzeć na to czym zajmuje się dowolne państwo w, szeroko rozumianej, kulturze zachodniej. Wojna z terroryzmem, wojna z narkotykami, wojna z biedą, wojna z korupcją, wojna z układem etc etc… Państwo tworzy te wszystkie wojny, wypowiada je w swoim własnym imieniu, a cel jest taki jak zawsze: władza i pieniądze. Im wojna jest intensywniejsza tym więcej władzy i pieniędzy można zdobyć. Te wszystkie wewnętrzne konflikty nie są tak wyraźnie destrukcyjne jak zagraniczne, powodują „tylko” kryminalizację wielu normalnych lub nieszkodliwych aktywności. „Tylko” wtrącają ludzi do sal tortur i gwałtów jakimi są współczesne więzienna, za nieagresywne działania takie jak zapalenie „trawki”, naruszenie regulacji państwowych czy uchylanie się od płacenia podatków.

Jeśli możliwa jest wojna z obywatelami własnego kraju, jeśli możliwe jest grożenie ludziom więzieniem i śmiercią, by pomóc chorym, by pomóc biednym, by pomóc upośledzonym, możliwa jest też taka rzeź, jak wojna w Iraku. 1,2 mln zabitych, 4 mln uchodźców. Oto cena państwa opiekuńczego, oto cena państwa socjalnego, a wreszcie to cena państwa w ogóle. Publiczne drogi, szpitale i szkoły są tylko przynętą na haczyku, a wędkarz pragnie wojny, jeśli mogę posłużyć się taką metaforą. Wojny, która da mu jeszcze więcej władzy, jeszcze więcej pieniędzy i więcej powodów by uzasadnić swoje istnienie.

Tak zwana polityka zagraniczna jest więc miejscem gdzie państwo w końcu może „być sobą”. Gdzie nie musi się martwić o wyborców, o to by nie zabrać w podatkach zbyt dużo itp. Wtedy państwo ujawnia swoją prawdziwą naturę. Naturę organizacji istniejącej dzięki przemocy, a działającej w celu eskalacji przemocy. Państwa nie da się zreformować pod tym względem, tak jak nie da się zreformować samej wojny. Jedyne co możemy zrobić to odrzucić obie te rzeczy jako odrażającą i zabójczą truciznę, którymi w rzeczywistości są.

Tak długo jak istnieć będą rządy, tak długo istnieć będzie wojna.

Rafał Modzelewski
05.04.2008 r.
***
Tekst ukazał się wcześniej na blogu autora

8 comments

  1. Faer

    „Nieporozumienie pierwsze: wojna jest uzasadniona gdy rząd idzie walczyć za naszą wolność, rząd tworzy armię dla naszego bezpieczeństwa (…).”

    Rozumiem zatem, że wojna Francji, Polski czy Wielkiej Brytanii z II rzeszą była nieuzasadniona z ich strony? Śmiem twierdzić, że gdyby Churchill w myśl tej doktryny nie wystawił żadnej armii to szkody jakie ponieśli Brytyjczycy z powodu jej nieobecności odnieśliby znacznie większe szkody niż z racji jej powołania.

  2. Thomas

    szkody jakie ponieśli Brytyjczycy z powodu jej nieobecności odnieśliby znacznie większe szkody niż z racji jej powołania.
    Uściślijmy: szkody, jakie poniosłoby państwo brytyjskie byłyby rzeczywiście duże. Pewnie nawet to państwo by upadło. Ale gdyby hipotetycznie państwo brytyjskie nie istniało, to Brytyjczcy nie potrzebowaliby żadnej armii, prawda? Eksperyment myślowy: co mogliby zrobić Niemcy Polakom Anglikom, Francuzom czy Polakom gdyby nie istniały te państwa? Nic. Warto się nad tym zastanowić.

  3. ConrPL

    Czy możesz rozwinąć, dlaczego uważasz, że nie mogliby nic nam zrobić? Myślę, że mogliby zrobić to samo, co w sytuacji, gdyby państwa istniały. Gdyby ludzie mieli nierejestrowany dostęp do broni, to byłoby trudniej (i nikt nie musiałby obowiązkowo ginąć za swój kraj), ale stosując dostateczny poziom terroru, i tak dałoby się wyjść na plus (z punktu widzenia agresora).

  4. Jabollissimus

    Thomas – sory, czy wiara nie przesłoniła ci rozumu?!
    Czy Hiszpanie, Brytyjczycy, Francuzi działając z dala od swoich państw (w praktyce nie będąc pod ich kontrolą) nie atakowali Indian? Atakowali! Bo byli z o r g a n i z o w a n i, a Indianie mieli jedynie związki plemienne i tworzyli grupy plemion a nie państwa.
    Dokładnie to samo co Ty – mówili konserwatywni sarmaci doby wieku XVIII – „Polska jest słaba, więc nie ma po co jej atakowac” – zakończyło się to rozbiorami i wolności (wprawdzie dotyczyły jedynie szlachty, ale były!) zostały odebrane!
    Anarchia jest możliwa jedynie, gdy jest wszędzie. Inaczej zorganizowana grupa podporządkuje sobie o wiele większą grupę niezorganizowaną – czytaj: państwo najedzie ziemię niczyją i podporządkuje sobie ludnośc. Tak żyli Indianie – w lokalnie zorganizowanych społecznościach. Dopóty nie przyszły zorganizowane siły państw – tak Aztecy zapięli Zapoteków, tak Francuzi zapięli Huronów, tak Mongołowie zapięli w dupkę Rusinów, itd.
    Jedyną kontrbronią na państwo jest… państwo! Chodzi tylko o to by nie było ono zwrócone przeciw obywatelowi i służyło jedynie obronie.

    Minarchizm jest bardziej realistyczny niż anarchizm, który niestety jest utopią 🙁

  5. Thomas

    stosując dostateczny poziom terroru, i tak dałoby się wyjść na plus (z punktu widzenia agresora).
    A ja uważam, że nie. Pomyśl, ilu żołnierzy potrzebowałoby państwo niemieckie do ujarzmienia np. 40 milionów ludzi? Nawet zakładając użycie ciężkiego sprzętu, świetne wyszkolenie żołnierzy itd., co mogliby zrobić? Zaprowadzając terror sami straciliby ładnych parę milionów żołnierzy, nie mówiąc już o jego utrzymaniu. Zwyczajnie się nie opłaca.
    A tak w ogóle – co by im to dało? Trudno np. ściągać podatki nie mając już gotowej sieci administracji. Władzę łatwo przejąć (gdy była już wcześniej), ale z dnia na dzień ustanowić?
    Czy Hiszpanie, Brytyjczycy, Francuzi działając z dala od swoich państw (w praktyce nie będąc pod ich kontrolą) nie atakowali Indian? Atakowali! Bo byli z o r g a n i z o w a n i, a Indianie mieli jedynie związki plemienne i tworzyli grupy plemion a nie państwa.
    Z tego jasno wynika, że gdyby Indianie byli z o r g a n i z o w a n i (bez posiadania państwa!), mieliby szansę z Europejczykami . No i jeszcze ogromna przepaść cywilizacyjna…
    Dokładnie to samo co Ty – mówili konserwatywni sarmaci doby wieku XVIII – “Polska jest słaba, więc nie ma po co jej atakowac” – zakończyło się to rozbiorami i wolności
    Zauważ, że wolność nie została odebrana, ponieważ Rzeczypospolita była słaba. Została odebrana, ponieważ Polacy byli słabi i niezorganizowani, prawda?

    Nie mam zamiaru bezkrytycznie upierać się przy anarchii, ale niekonwencjonalne myślenie czasami się przydaje…

  6. ConrPL

    A ja uważam, że nie. Pomyśl, ilu żołnierzy potrzebowałoby państwo niemieckie do ujarzmienia np. 40 milionów ludzi? Nawet zakładając użycie ciężkiego sprzętu, świetne wyszkolenie żołnierzy itd., co mogliby zrobić? Zaprowadzając terror sami straciliby ładnych parę milionów żołnierzy, nie mówiąc już o jego utrzymaniu. Zwyczajnie się nie opłaca.
    A tak w ogóle – co by im to dało? Trudno np. ściągać podatki nie mając już gotowej sieci administracji. Władzę łatwo przejąć (gdy była już wcześniej), ale z dnia na dzień ustanowić?

    Można na przykład wybić najpierw na części terenu 4 miliony nie patrząc na koszty. Jak reszta bezwzględnie się nie podporządkuje, to tak do skutku. W końcu reszta ustąpi. A za uczestnictwo w partyzantce śmierć, podobnie jak za wszelką pomoc, czy nie zgłoszenie na jej temat informacji, lub nawet brak próby pozyskania takich informacji pomimo możliwości. Uczestniczącego, jego rodziny, przyjaciół, wszystkim z którymi się spotykał, i 25 wylosowanych. Losowani byliby głównie członkowie elit intelektualnych. (Oczywiście na terenach, na których partyzantka byłaby zbyt silna przeprowadzana byłaby kompletna eksterminacja – wszak skoro jest silna, to ludność jej pomaga, więc jest winna).

    Tych, którzy na coś doniosą sowicie nagradzać, oczywiście w tajemnicy. Żeby zapewnić im anonimowość każdy musiałby raz w miesiącu odwiedzać centrum donosów, za brak odwiedzin kara śmierci.

    Jednocześnie prywatnym organizacjom obrony zaproponować korzystną propozycję współpracy – mogą stanowić część nowej administracji i zwiększyć swoje dochody. Tych, którzy nie przystaną również wybić.

  7. Jabollissimus

    Thomas, 4-milionową armię III Rzesza miała, a do tego 80 mln obywateli, z czego połowa to mężczyźni, gdzieś 1/3 z nich mogła stanowic administrację na terenie całego podbitego terytorium… A podbili kilkaset milionów ludności – i jakoś nie partyzantka a inne zorganizowane struktury – armie innych państw ich powstrzymały.
    „Z tego jasno wynika, że gdyby Indianie byli z o r g a n i z o w a n i (bez posiadania państwa!), mieliby szansę z Europejczykami . No i jeszcze ogromna przepaść cywilizacyjna…”
    Ależ Indianie byli zorganizowani w plemiona, zawierali sojusze i prowadzili działania „państwowe” bez państw jako takich. Przepaśc cywilizacyjna nie była wcale wielka – broń palna europejczyków robiła tylko huk, była powolna, konie (których Indianie do XVIw. nie znali) dawały Europejczykom tylko przewagę manewrową. Indianie więc prowadzili obronę lokalną a nie zorganizowaną obronę całości terenów indiańskich.
    Inny przykład potęgi organizacji. Homoseksualiści twierdzą, że jest ich w Polsce 30 tysięcy, a na wszelkich paradach pojawia się regularnie te same 100 osób. Czyli 100 osób sparaliżowało i psuje życie 30 tysiącom innych i teroryzuje swoim zachowaniem 30-parę milionów zwykłej ludności.
    Tak samo potężna jest organizacja państwowa – niestety czołgu karabinem się nie rozwali.
    „Nie mam zamiaru bezkrytycznie upierać się przy anarchii, ale niekonwencjonalne myślenie czasami się przydaje…”
    Oczywiście, i nie czasami a zawsze! Tylko tak i nie inaczej. Niestety jest taka zasada w fizyce: gdy teoria nie zgadza się z doświadczeniem – doświadczenie ma rację. Ta zasada przekłada się jednak na inne dziedziny praktyczno-teoretyczne vide jak te nasze rozważania.
    U Indian praktyczna anarchia miała miejsce – i mogła istniec dopóty była na całym ich świecie. Podobnie w południowej Afryce dopóki nie pojawili się biali – ludnośc żyła w małych społecznościach zajmując się handlem. Pięknie było, aż do pojawienia się białych.
    Szacunek do innych, wolnośc jednostki – do tego jesteśmy w stanie dążyc, pozbycie się państwa – jest niemożliwe i zagrożone istnieniem państw w ogóle.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *