Olgierd A. Sroczyński

Olgierd A. Sroczyński ”Profesora Sadurskiego z retoryką zabawy”

Publicystykę profesora Sadurskiego czytać bardzo lubię, ponieważ mimo jasnej – i co tu dużo ukrywać, całkowicie przeciwnej wobec mojej – deklaracji ideologicznej, posiada pewną nieosiągalną dla tabunów publicystów kulturę wypowiedzi i klasę, co pozwala podejść do jego twórczości bez uprzedzeń, a właściwie z dużą dozą życzliwości. Mimo wszystko jednak w pewnych sytuacjach profesor zdaje się o tym zapominać i zasłona ideologii każe mu się zapędzać w bardzo nieodpowiednie okolice.

Chodzi mi tutaj o opublikowany wczoraj w „Rzeczpospolitej” tekst profesora (Czekając na oczyszczenie sumień), w którym po raz nie pierwszy (i zapewne nie ostatni) staje on na pozycji obrońcy antylustracyjnej reduty. W bitewnym zapale profesor rozprawia się z quasi-recenzją nadchodzącej – a już niesamowicie głośnej i kontrowersyjnej – książki dwóch historyków IPN, autorstwa profesora Andrzeja Zybertowicza (Lustracja w świecie hipokryzji). Ów bitewny zapał zakazuje Sadurskiemu oszczędzenia przeciwnika, ale wymaga jego całkowitej likwidacji.

Odchodząc już od tej militarnej retoryki, przejdźmy do sedna. Profesor Sadurski wytyka Zybertowiczowi najpierw rzekome zastosowanie szantażu wobec „opinii publicznej”, która wyrażać ma się w stwierdzeniu, że reakcja głównych mediów na wspomnianą książkę, „która obnaży mechanizm manipulacji i zakłamania działający w latach 90. i dwutysięcznych, pokaże faktyczny stosunek do prawdy”. Innymi słowy w opinii Sadurskiego Zybertowicz dzieli przyszłe reakcje na książkę Gontarczyka i Cenckiewicza ze względu na ich wydźwięk – jeżeli są pozytywne to w porządku, jeżeli nie, to są wyrazem zakłamania.

Po pierwsze w tekście profesora Zybertowicza niczego takiego nie ma, po drugie główną bronią tekstu Sadurskiego jest właśnie zastosowanie opisywanej przez niego samego techniki. Zybertowicz mówi o przyszłym przebiegu debaty nad książką historyków, to znaczy o jej formie – będzie to albo dyskusja na merytoryczne argumenty, albo – co jest ponad wszelką miarę bardziej prawdopodobne – wylanie na książkę beczki pomyj w trakcie rytualnego tańca antylustracyjnego.

Natomiast Sadurski, którego od Zybertowicza różni fakt, że ten drugi zapowiadaną książkę już zna, bardzo brzydko się zabawia, określając nieznane sobie jeszcze wydawnictwo mianem „kolejnego epizodu w historii gnojenia Wałęsy przez jego politycznych przeciwników i utrwalaniem historiozofii głoszącej, że przejście od komunizmu do demokracji było przemyślnym spiskiem, wymyślonym i przeprowadzonym przez służby specjalne i ich agentów.” Ktoś coś mówił o „wyciszaniu”, mości profesorze?

Skoro profesor Sadurski wie co o książce myśleć przed jej wydaniem, to naprawdę nietrudno domyślić się jaka faktycznie będzie reakcja czołowych mediów tuż po jej ukazaniu się – dlatego też zastrzeżenie profesora Zybertowicza dotyczące przyszłego kształtu debaty, jest jak najbardziej na miejscu. IPN to samo zło wcielone, czego można się w końcu po tej instytucji dobrego spodziewać?

No właśnie, czego się spodziewać po książce Cenckiewicza i Gontarczyka? Cóż takiego może ona nam zaoferować? Takie pytania zadaje Sadurski, a cytowana wyżej pointa jego tekstu wskazuje, że on już wie. Historia została raz napisana, grzebanie w niej to domena wielbicieli teorii spiskowych, lubujących się w obrzucaniu błotem największych świętości demokratyczno-liberalnych, a przecież żyje się nam tak dobrze.

Problem leży właśnie w tym, że pewne fakty historyczne grają obecnie rolę świętości, mitów założycielskich. Mitów – czyli sfer nie poddających się racjonalnej, rzetelnej analizie. Rolą mitu jest oddziaływanie na emocje, więc pytanie „a właściwie dlaczego?” jest już świętokradztwem, grożącym wykreśleniem z listy zbawionych. Po jaką cholerę komu prawda, skoro mit historyczny zapewnia nam tak drogi, demokratyczno-liberalny błogostan?

I to właśnie biorąc pod uwagę można spodziewać się „wstrząsu”. Na wizerunku obalającej komunizm bohaterskiej Solidarności, z niezłomnym Wałęsą na czele zbudowany został cały światopogląd konstytuujący III RP, alergicznie reagujący na próby rewizji z którejkolwiek strony. Mało ważne, że Anna Walentynowicz i Gwiazdowie odegrali kluczową rolę w Solidarności – skoro są przeciwko Wałęsie, to wiadomo że należy ich skreślić etykietką oszołomstwa. A Krzysztof Wyszkowski? Kto to w ogóle jest Krzysztof Wyszkowski? Skoro zarzuca Wałęsie agenturalną przeszłość, to przecież poważnym człowiekiem być nie może, nieprawdaż? Wałęsa swemi własnemi, spracowanemi rękoma komunę obalił, a przez płot skakał, amen.

Dlatego mimo postawienia siebie na pozycji krytycznej Sadurski nie postępuje racjonalnie, ponieważ staje po prostu w obronie wygodnego – być może również dla siebie – mitu politycznego, którego rewizja faktycznie pewne rzeczy może zmienić. Może nie tak wiele, jak chcieliby niektórzy, bo zbyt wiele czasu minęło a Wałęsy dzisiaj nikt poważnie nie traktuje, ale zawsze. Ujawnienie i podparcie dowodami agenturalnej przeszłości ikony obowiązującej wizji historii wskazałoby, że krytycy porozumienia Okrągłego Stołu nie są – jak się dzisiaj uważa – nieprzystosowanymi frustratami, ale niesprawiedliwie skazanymi banitami. I może niektórym zrobi się głupio. Po przeczytaniu książki, profesorze Sadurski.

I na koniec jedna uwaga. Nie zgadzam się w najbardziej fundamentalnych kwestiach z przywódcami i wyznawcami tzw. pierwszej Solidarności, jako że socjalizm w każdej postaci jest mi całkowicie obcy. Jednakże z racji tego, że jak wielu innych jestem również – a właściwie byłem – dziedzicem obowiązującego do dziś mitu, czuję się oszukany. Dlatego nie można nikomu odmawiać moralnej legitymacji do nadziei na konfesję – powiedzmy, ewentualnych – oszustów. Bo prawda nas wyzwoli.

Olgierd A. Sroczyński
20.05.2008
***
Tekst został wcześniej opublikowane na blogu autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *