Olgierd A. Sroczyński

Olgierd A. Sroczyński „Prawica i totalitaryzm”

Już jakiś czas temu dr Adam Wielomski poruszył temat właściwego stosunku konserwatystów do ideologii totalitarnych, a zwłaszcza – to ostatnie słowo tutaj mimowolnie się nasuwa – faszyzmu i nazizmu. Położenie nacisku na te dwie ostatnie wynika w prostej linii z rozpowszechnionego przez różnej maści domorosłych teoretyków polityki błędu, jakim jest ustawianie włoskiego faszyzmu i narodowego socjalizmu po prawej stronie mapy politycznej, a który wygląda na tyleż oczywisty, co trudny do skorygowania. Jest niemożliwością wymienienie choćby małej części badaczy i publicystów poruszających ten temat, a mimo to podział totalitaryzmów na „lewicowy” i „prawicowy” arogancko tkwi w publicznej debacie, opierając się najbardziej logicznej argumentacji.

Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka. Najbardziej podstawową – jak to zazwyczaj bywa – jest dyletanctwo, dotyczące tak odbiorców masowej informacji, jak i ubogaconych lekturą góra dwóch książek propagandystów, którzy deklarując walkę z szeroko pojętym „lewactwem”, niejako automatycznie ustawiają się samozwańczo po drugiej stronie barykady.

Jest jednak przyczyna dużo subtelniejsza, której korzenie wyrastają z powojennej sytuacji politycznej – skoro wówczas nikt nie zapytał jakim prawem w roli sędziów nad zbrodniarzami ustawili się winni wielokrotnych aktów ludobójstwa Sowieci, to później – zwłaszcza gdy opustoszały już syberyjskie obozy śmierci – tego pytania zadawać nie było sensu. I to budzi do dzisiaj niesmak, gdyż postawiony wtedy znak nierówności pomiędzy systemami totalitarnymi wygląda na niemożliwy do usunięcia, co sprawia z kolei, że wyznawcy czerwonego totalitaryzmu mogą czuć się właściwie bezkarni.

I tutaj zaczyna się dla prawicy pewien problem. W nazizmie uznano bowiem za zbrodnicze nie to, co dzielił on z komunizmem, ale propagandową otoczkę, która przynajmniej w zamierzeniu miała odwoływać się do wartości tradycyjnych, rodzinnych i narodowych, i dzięki której zyskał on w sfrustrowanych upokorzeniem w I wojnie i nieudolnością Republiki Weimarskiej Niemczech znaczną popularność. Oskarżenia o sympatie pronazistowskie są zatem prowokacją lewicy wobec konserwatystów – i to w dużej mierze skuteczną – ponieważ odwołują się właśnie do pewnej symboliki i kanonu wartości, którymi socjalistyczny rząd III Rzeszy wycierał sobie przyozdobioną w charakterystyczny wąsik gębę. Kiedy konserwatysta naturalnie stara się tych rzeczy bronić, negując jednocześnie istotę systemu narodowo-socjalistycznego, nazizm urasta do roli „niechcianego dziecka prawicy”, a retoryka konserwatywna wygląda na podobną do tej, jaką posługują się lewaccy ekstremiści, twierdzący że bolszewizm był okropnym wypaczeniem słusznej idei.

Dlatego też wspominana przez dra Wielomskiego „równa miara” wobec wszystkich odmian totalitaryzmu zaczyna iluzorycznie się zmniejszać przy miejscu na palecie barw politycznych, gdzie czerwień zaczyna brunatnieć. Nie oznacza to absolutnie, że tak jest w istocie – iluzja jest iluzją, i nigdy nie przybiera rzeczywistych kształtów. Narodowy socjalizm był ideologią na wskroś nowoczesną, postępową i demokratyczną, czerpiąc pełnymi garściami ze źródeł zasilających również współczesny system polityczny i właśnie to stanowiło jego istotę i przyczynę ludobójstwa. Jednak sprawny zabieg propagandowy lewicy, jaki doprowadził do prawie całkowitej eliminacji z debaty politycznej drugiego członu nazwy tej ideologii, pozwolił na „oczyszczenie z podejrzeń” praktyk, jakie stanowią wspólny element demokracji socjalnej i narodowego socjalizmu. Do tego stopnia, że wskazywanie nawet najbardziej rzucających się w oczy podobieństw jest zbywane twierdzeniami o przesadzie, histerii i oszołomstwie.

Przyczyna tkwi w powszechności i niezwykłej skuteczności hołubionej przez lewicowych intelektualistów „metody badawczej”, polegającej na selekcjonowaniu przesłanek wedle ich przydatności dla zaplanowanego wcześniej wniosku. Jeżeli jest tak, to wniosek jest taki, a jeżeli jest wprost przeciwnie to tym bardziej. Sprzeczność logiczna nie jest tutaj jakimś istotnym problemem, zresztą utrzymanie spójności teorii to jednak zbyt wielki wysiłek intelektualny. Liczą się przede wszystkim propagandowe efekty, a tych nie osiąga się wyciągając trudne do strawienia przez masowe społeczeństwo fakty.

Demokraci bezkarnie mogą dlatego propagować eugenikę (aborcję i eutanazję), ustawowo wprowadzać model zdrowego trybu życia, ingerować w wychowanie dzieci i prowadzić redystrybucję dóbr, natomiast człowiek przywiązany do tradycji przedwojennego polskiego ruchu narodowego, którego działacze ginęli masowo w gestapowskich i ubeckich katowniach, nie może wykonać pewnego pozdrowienia ręką bez obawy o to, że rozpęta się przeciwko niemu „antynazistowska” kampania.

Skazane na niepowodzenie wydaje się dlatego powtarzanie w nieskończoność oczywistej tezy, że totalitaryzm opiera się na dążeniu do przekształcenia ludzkiej natury, do czego koniecznym i wystarczającym elementem jest odwołujący się do ludu socjalistyczny model państwowości, którego korzenie tkwią w rewolucji antyfrancuskiej. Retoryka zwolenników dziedzictwa rewolucji jest zbyt łatwo trafiającą do przekonania społeczeństwa masowego, ponieważ głosi wyzwolenie i zdobycie władzy przez rzekomo do tej pory uciśnionych. Człowiek uwielbia być wolnym, zatem idzie w kierunku wyznaczonym przez ideologów – zrzucenia kajdan „ucisku żydowskich finansistów”, „burżujów i kapitalistów”, „męskich szowinistycznych świń” i innych, nie pasujących do danego projektu totalitarnego grup. Nie może zauważać, że w ten sposób poddaje się zniewalającej go obróbce, przekształcającej go w bezwolny element totalnej władzy, ponieważ oczy ma utkwione w wykreowanym na aktualne potrzeby niebezpieczeństwie. Jeżeli nie chcemy powrotu narodowego socjalizmu, arabskiego terroryzmu, niewolnictwa itd, musimy poddać się całkowitej kontroli. Wszystko dla naszego dobra. Wszystko dla dobra ludzkości.

Opieranie się na estetyce przy analizie polityki i kładzenie nacisku na symboliczną otoczkę sprzyja temu procesowi najlepiej jak to możliwe. Część prawicy przejmuje mimowolnie to podejście, ponieważ nie neguje samej zasady obecnego systemu i posługuje się retoryką stricte demokratyczną. Prowadzi to do coraz szybszego powiększenia się politycznego centrum, co w prostej linii wróży powstanie faktycznie monoideologicznego systemu, gloryfikującego „identyczność, wspólność i stabilność”. Ani słowa więcej. Bo kiedy już człowiek zostanie wyzwolony ze wszystkich wypatrzonych przez lewicę kajdan, to miejsca na wolność nie będzie.

Olgierd A. Sroczyński
2 sierpień 2008

Tekst został wcześniej opublikowany na blogu autora dieuleroi.salon24.pl

10 comments

  1. Antoni Wiech

    Olgierd, powiedź, bo mi się nie chce zgadywać, co Ty właściwie chciałeś w tym tekście przekazać? Jaka jest konkluzja?

  2. Timur

    Ciekawy artykuł. Tylko pogratulować!

    „Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka. Najbardziej podstawową – jak to zazwyczaj bywa – jest dyletanctwo, dotyczące tak odbiorców masowej informacji, jak i ubogaconych lekturą góra dwóch książek propagandystów, którzy deklarując walkę z szeroko pojętym “lewactwem”, niejako automatycznie ustawiają się samozwańczo po drugiej stronie barykady.”

    Nie można mieć pretensji do ludzi o to że nie odróżniają lewicy od prawicy w dzisiejszych czasach. A skąd mają to wiedzieć, skoro nawet Tadeusz Mazowiecki i Jan Paweł II nazywali nazizm i faszyzm prawicowym totalitaryzmem?

    Wiedza o tym, czym jest prawica i lewica jest tak naprawdę prawie tajna i rzetelną wiedzę mają tylko filozofowie, i niektorzy libertarianie pochodzenia szlacheckiego jako ci najlepiej zorientowani i wtajemniczeni.
    Oczywiście dzięki Internetowi to się wreszcie zmienia ale zmiany nie są aż tak szybkie jakby się chciało.

    Lecz dla mnie jest czymś obrzydliwym elityzm, zaś elityzm połączony z wkurzaniem się na Ciemny Lud że nie wie tego, co wie to oto hermetyczne środowisko to już schiza totalna.

    „Jest jednak przyczyna dużo subtelniejsza, której korzenie wyrastają z powojennej sytuacji politycznej – skoro wówczas nikt nie zapytał jakim prawem w roli sędziów nad zbrodniarzami ustawili się winni wielokrotnych aktów ludobójstwa Sowieci, to później – zwłaszcza gdy opustoszały już syberyjskie obozy śmierci – tego pytania zadawać nie było sensu. I to budzi do dzisiaj niesmak, gdyż postawiony wtedy znak nierówności pomiędzy systemami totalitarnymi wygląda na niemożliwy do usunięcia, co sprawia z kolei, że wyznawcy czerwonego totalitaryzmu mogą czuć się właściwie bezkarni.”

    Częściowo prawda.

    „I tutaj zaczyna się dla prawicy pewien problem. W nazizmie uznano bowiem za zbrodnicze nie to, co dzielił on z komunizmem, ale propagandową otoczkę, która przynajmniej w zamierzeniu miała odwoływać się do wartości tradycyjnych, rodzinnych i narodowych, i dzięki której zyskał on w sfrustrowanych upokorzeniem w I wojnie i nieudolnością Republiki Weimarskiej Niemczech znaczną popularność. Oskarżenia o sympatie pronazistowskie są zatem prowokacją lewicy wobec konserwatystów – i to w dużej mierze skuteczną – ponieważ odwołują się właśnie do pewnej symboliki i kanonu wartości, którymi socjalistyczny rząd III Rzeszy wycierał sobie przyozdobioną w charakterystyczny wąsik gębę. Kiedy konserwatysta naturalnie stara się tych rzeczy bronić, negując jednocześnie istotę systemu narodowo-socjalistycznego, nazizm urasta do roli “niechcianego dziecka prawicy”, a retoryka konserwatywna wygląda na podobną do tej, jaką posługują się lewaccy ekstremiści, twierdzący że bolszewizm był okropnym wypaczeniem słusznej idei.”

    Bardzo często konserwatyści ( i konserwatywni liberałowie ) są osobnikami niezwykle butnymi.
    Są też religijni w dość specyficzny sposób ( był kiedyś taki rysunek Andrzeja Mleczki z politykiem „prawicy” który mówił „jestem bardzo pobożny i codziennie w modlitwie tłumaczę Bogu, że to JA mam rację a nie on” )
    No i prawda. Zarówno konserwatyści jak i hitlerowcy, „wiedzieli lepiej czego chce Bóg” a Hitler choć klechów nienawidził, często się do Boga odwoływał i choć kler prześladował ( dyskretnie ) to nie wycofał przecież obowiązkowej religii z niemieckich szkół, wiedząc że na przywrócenie starogermańskich bogów potrzeba CZASU zaś religia jest potrzebna do utrzymania ludu w ryzach.
    No i ta wrzaskliwa retoryka. Wśród komunistów chyba tylko Ceauschescu wygłaszał tyrady mogące się równać z hitlerowskimi. Za to wśród konserw i zubożałej ( relatywnie ) arystoracji takich krzykaczy jest MULTUM!

    No i dziwicie się, że prości ludzie nie odróżniają konserwy od nazisty?
    Podobieństwo jest uderzające!

    „Dlatego też wspominana przez dra Wielomskiego “równa miara” wobec wszystkich odmian totalitaryzmu zaczyna iluzorycznie się zmniejszać przy miejscu na palecie barw politycznych, gdzie czerwień zaczyna brunatnieć. Nie oznacza to absolutnie, że tak jest w istocie – iluzja jest iluzją, i nigdy nie przybiera rzeczywistych kształtów. Narodowy socjalizm był ideologią na wskroś nowoczesną, postępową i demokratyczną, czerpiąc pełnymi garściami ze źródeł zasilających również współczesny system polityczny i właśnie to stanowiło jego istotę i przyczynę ludobójstwa. Jednak sprawny zabieg propagandowy lewicy, jaki doprowadził do prawie całkowitej eliminacji z debaty politycznej drugiego członu nazwy tej ideologii, pozwolił na “oczyszczenie z podejrzeń” praktyk, jakie stanowią wspólny element demokracji socjalnej i narodowego socjalizmu. Do tego stopnia, że wskazywanie nawet najbardziej rzucających się w oczy podobieństw jest zbywane twierdzeniami o przesadzie, histerii i oszołomstwie.”

    To prawda! Ale za to częste na tym forum nazywanie „bolszewicką/lewacką propagandą” nawet oczywistych faktów ale nie po myśli kogośtam.Wystarczy popatrzeć na wątek Prekarium na przykład.
    A zakutołbistość ludzi odstrasza i pcha w objęcia lewicy, która oczywiście też jest zakutołbista ale jako że przyjemniejsza w obejściu, umie to ukryć.

    „Przyczyna tkwi w powszechności i niezwykłej skuteczności hołubionej przez lewicowych intelektualistów “metody badawczej”, polegającej na selekcjonowaniu przesłanek wedle ich przydatności dla zaplanowanego wcześniej wniosku. Jeżeli jest tak, to wniosek jest taki, a jeżeli jest wprost przeciwnie to tym bardziej. Sprzeczność logiczna nie jest tutaj jakimś istotnym problemem, zresztą utrzymanie spójności teorii to jednak zbyt wielki wysiłek intelektualny. Liczą się przede wszystkim propagandowe efekty, a tych nie osiąga się wyciągając trudne do strawienia przez masowe społeczeństwo fakty.”

    Nie zwalajmy wszystkiego na lewackie spiski.
    Będzie lepiej gdy środowisko libertariańskie przestanie popadać w elityzm.
    Jak to osiągnąć? wielokrotnie już pisałem.

    „Demokraci bezkarnie mogą dlatego propagować eugenikę (aborcję i eutanazję), ustawowo wprowadzać model zdrowego trybu życia, ingerować w wychowanie dzieci i prowadzić redystrybucję dóbr, natomiast człowiek przywiązany do tradycji przedwojennego polskiego ruchu narodowego, którego działacze ginęli masowo w gestapowskich i ubeckich katowniach, nie może wykonać pewnego pozdrowienia ręką bez obawy o to, że rozpęta się przeciwko niemu “antynazistowska” kampania.”

    Ej nie przesadzaj Drogi Autorze! To wszystko zależy jakich się ma znajomych.
    Gdy się ma mocne znajomości, to zawsze ktoś możny obroni, że „dziarscy chłopscy piwo tylko zamawiają” albo że „bawią się w Rzymian”.
    Ba! Nawet za komuny, gdy symbolika nazistowska była szczególnie gorliwie tępiona, zdarzyło mi się chodzić do klasy w podstawówce z synalkiem właściciela firmy polonijnej, który publicznie „rzymskie” gesty wykonywał, głosił wyższość rasy aryjskiej, a słuząca tej rodziny która odprowadzała tego gagatka do szkoły bez najmniejszego skrępowania wywrzaskiwała w szatni, że Żydów trzeba wytępić i że Hitler to dobry człowiek, bo tępił przeklętych Bolszewików. I nie przypominam sobie, żeby tej rodzinie ani nawet tej słuzącej włos z głowy spadł. Ani wtedy ani ostatnio.

    A co do tych „tępionych”? Widocznie komuś możnemu nastąpili na odcisk. Albo odbili mu kobietę. Wtedy każdy zarzut jest dobry. A ten o „faszyzm” bardzo skuteczny.

    A z tą eugeniką to bez przesady. Fakt! Dzisiejsza lewica również woli zdrowych silnych i blondwłosych, ale w odróżnieniu od Hitlera się z tym kryje. I przynajmniej na razie procesy eugeniczne nie odbywają się wg klucza rasowego. Zwróćmy uwagę że przez całe lata 50-te w całej Zachodniej Europie prowadzono politykę masowej sterylizacji „niepełnowartościowych” osób, nie tylko niepełnosprawnych czy chorych umysłowo ale też „niepełnowartościowej rasy”. Przodowała w tym socjaldemokratyczna Szwecja a i nie stroniło przed tym też USA, Kanada i Australia.
    Potem się z tego wycofali, i przyznali że to było „faszystowskie”. I dlatego mam jeszcze resztki szacunku do Szwedów. Wszak wycofali się a nie zmienili ustroju ani nie zostali podbici.

    A tacy na przykład konlibowie? Ha! Ci to dopiero mają pierdolca na punkcie eugeniki!
    Kiedyś znałem konlibów w realu i czasami chadzalismy na piwo. To co głosi konlib po paru Guiness’ach to się w pale nie mieści.
    Więc nie dziwcie się, że nie tylko mnie ale i wielu innym ludziom trudno jest takiego konliba od nazisty odróżnić.

    Gdyby tenże konlib głosił, że „niech się każdy leczy jak chce i czym chce, byle na własną odpowiedzialność i NIE za moje pieniądze” toby było wszystko OK. I pozwalałoby bez wątpliwości zaliczyć konlibów do rodziny libertariańskiej.

    Ale jego pomysły by DLA DOBRA CAŁEJ LUDZKOŚCI zakazać operowania dzieci z wadami serca oraz zakazać endoprotetyki i chirurgii plastycznej bo to oszukiwanie Boga? Że obowiązkiem prawicy jest chronić ludzkość przed degeneracją w którą ją wpycha LEWACTWO?
    To samo lewactwo które ponoć stosuje eugenikę?

    Pod czymś takim KAŻDY nazista podpisałby się obiema rękami.

    Jestem w stanie zaakceptować, że ktoś umiera, bo nie ma kasy na leczenie, albo nie ma odpowiedniego pakietu ubezpieczeń zdrowotnych.
    Ale sytuacji, gdy jakiś Von Dupek żelazną szpicrutą wskazuje, kto ma żyć a kto zdechnąć, NIE ŚCIERPIE! Po pierwsze dlatego, że jest to sprzeczne z ideałami Wolności, a po drugie nic mnie tak nie wkurza, jak ktoś, komu się wydaje, że jego tytuł szlachecki i chwała jego przodków może zastapić kwalifikacje ze wszystkich dziedzin.

    „Skazane na niepowodzenie wydaje się dlatego powtarzanie w nieskończoność oczywistej tezy, że totalitaryzm opiera się na dążeniu do przekształcenia ludzkiej natury, do czego koniecznym i wystarczającym elementem jest odwołujący się do ludu socjalistyczny model państwowości, którego korzenie tkwią w rewolucji antyfrancuskiej. Retoryka zwolenników dziedzictwa rewolucji jest zbyt łatwo trafiającą do przekonania społeczeństwa masowego, ponieważ głosi wyzwolenie i zdobycie władzy przez rzekomo do tej pory uciśnionych. Człowiek uwielbia być wolnym, zatem idzie w kierunku wyznaczonym przez ideologów – zrzucenia kajdan “ucisku żydowskich finansistów”, “burżujów i kapitalistów”, “męskich szowinistycznych świń” i innych, nie pasujących do danego projektu totalitarnego grup. Nie może zauważać, że w ten sposób poddaje się zniewalającej go obróbce, przekształcającej go w bezwolny element totalnej władzy, ponieważ oczy ma utkwione w wykreowanym na aktualne potrzeby niebezpieczeństwie. Jeżeli nie chcemy powrotu narodowego socjalizmu, arabskiego terroryzmu, niewolnictwa itd, musimy poddać się całkowitej kontroli. Wszystko dla naszego dobra. Wszystko dla dobra ludzkości.”

    …dla dobra ludzkości lub „Pro publico Bono”. Mądrzej brzmi bo po łacinie, ale… w sumie chodzi o to samo.

    To prawda! Lewica żądała od ludzi rzeczy sprzecznych z człowieczą naturą. Nie zaprzeczam ani nigdy nie zaprzeczałem. Ale czy zgodne z człowieczą naturą jest poddaństwo i Prawo Pierwszej Nocy? A posty i umartwienia? Tu odpowiedzcie sobie sami Drodzy Forumowicze!

    „Opieranie się na estetyce przy analizie polityki i kładzenie nacisku na symboliczną otoczkę sprzyja temu procesowi najlepiej jak to możliwe. Część prawicy przejmuje mimowolnie to podejście, ponieważ nie neguje samej zasady obecnego systemu i posługuje się retoryką stricte demokratyczną. Prowadzi to do coraz szybszego powiększenia się politycznego centrum, co w prostej linii wróży powstanie faktycznie monoideologicznego systemu, gloryfikującego “identyczność, wspólność i stabilność”. Ani słowa więcej. Bo kiedy już człowiek zostanie wyzwolony ze wszystkich wypatrzonych przez lewicę kajdan, to miejsca na wolność nie będzie.”

    W sumie tak.
    Ale rozwinięcie innym razem.

    To na razie tyle,

  3. LUDzik

    🙂
    dobry artykuł, ale co dla autora charakterystyczne w rzeczowy wywód wplątane są niby to przypadkiem fałszywe i niesmaczne (tudzież ideologiczne) tezy: ot to o eugenice, lub porównanie demokracji do nazizmu… No bez przesady!

  4. Ultrarecht

    @ Timur

    Nie wiem ki diabeł dzieje się z komentarzami, ale nie wszystkie widzę od razu, swoich nie wyłączając.

    W każdym razie co do eugeniki (odpowiedź dla Ludwika również):

    – nie jestem konlibem, poza tym prywatne poglądy konlibów nie stanowią też istoty koliberalizmu;
    – porównanie demokracji do nazizmu (czy do bolszewizmu, jeden pies) nie jest chwytem erystycznym, tylko wskazaniem wspólnych podstaw filozoficznych pewnych ustrojów. Wiara w postęp, naukę i religię racjonalizmu jest w nich wszystkich obecna (wyjątkiem jest tutaj do pewnego stopnia faszyzm, ale z przyczyn PR-owskich nie będę wskazywał na obecne w nim wątki konserwatywne, czyli reakcyjne i antynowoczesne).

  5. Metalurg87

    > A skąd mają to wiedzieć, skoro nawet Tadeusz Mazowiecki

    ten lewak, komunista i ‚zyd’? on jako reprezentant prawicy, bo nie rozumiem

    > i Jan Paweł II nazywali nazizm i faszyzm prawicowym totalitaryzmem?

    Prosze podac zrodlo..

  6. Metalurg87

    „”Ale jego pomysły by DLA DOBRA CAŁEJ LUDZKOŚCI zakazać operowania dzieci z wadami serca oraz zakazać endoprotetyki i chirurgii plastycznej bo to oszukiwanie Boga?

    bzdura.

    „”Że obowiązkiem prawicy jest chronić ludzkość przed degeneracją w którą ją wpycha LEWACTWO?””

    tak.

  7. Metalurg87

    >Bardzo często konserwatyści ( i konserwatywni liberałowie ) są osobnikami niezwykle butnymi.
    Są też religijni w dość specyficzny sposób

    libertarianie tak samo, to niezalezne od doktryny.
    😛

    „”No i prawda. Zarówno konserwatyści jak i hitlerowcy, “wiedzieli lepiej czego chce Bóg” a Hitler choć klechów nienawidził, często się do Boga odwoływał i choć kler prześladował ( dyskretnie )
    No i ta wrzaskliwa retoryka. Wśród komunistów chyba tylko Ceauschescu wygłaszał tyrady mogące się równać z hitlerowskimi. Za to wśród konserw i zubożałej ( relatywnie ) arystoracji takich krzykaczy jest MULTUM!

    No i dziwicie się, że prości ludzie nie odróżniają konserwy od nazisty?
    Podobieństwo jest uderzające!

    dla idioty tak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *