Tony Stelik

Tony Stelik: Neocon Aleksander

Z tym Imperium amerykańskim które budujemy w Iraku i w Afganistanie i może następnie w Iranie, kto wie jak to dalej się potoczy, zależnie kto będzie pisał historie, Bush może stać się znany jako „George Wielki” – Oliver Stone (twórca nowego filmu Alexander).Są dwie rzeczy które bywalec kin winien wiedzieć o filmie Stona „Alexander”.

Po pierwsze film jest okropny – dosłownie. W ciągu pierwszych dziesięciu minut jedno z moich szkieł kontaktowych wypadło, gdy jednooki Val Kilmer zaszarżował na bawiącą się wężami Angeline Jolie w jej buduarze. Im mniej się tu powie tym lepiej. Jeśli zamierzacie iść obejrzeć ten film – zaniechajcie pomysłu. Lepiej idźcie obejrzeć „Nasienie Chuckie”. Oglądanie Jennifer Tilly przeciw zabójczej lalce będzie napewno mniej zniesmaczające niż film Stona „Alexander”.

Druga rzeczą która warto wiedzieć jest to ze „Alexander” jest w umiarkowany sposób interesującym dokumentem lewoskrzydłowego Bushyzmu. Wojna, rzeź, i wszystko co idzie z podbojem świata są w porządku, jak dalece zabezpieczają takie dobra jak poprawiona świadomość literacka i mieszanie rożnych kultur i ras. Ogólny koncept który można by wysnuć – ze trochę rozlewu krwi jest w porządku o ile zapewni otwarcie rynków i nieskrępowany przepływ ludności i towarów. Tu libertarianie powinni być szczególnie uczuleni na wychwycenie zdegenerowanej koncepcji wolnego rynku i wolności osobistej, do życia i pracy gdzie ktoś chce. Koncept zawarty w filmie jest absolutnie destrukcyjny dla myśli libertariańskiej.

Co do teorii konspiracyjnych, Stone zrobił co nie co w ich dyskredytowaniu – to mówi coś o nim – „Alexander” ujmuje historie prawidłowo (przeważnie). Olympias, matka Aleksandra prawdopodobnie nie była zamieszana w morderstwie jego ojca, Filipa II Macedońskiego, ale jednocześnie mogła być. Aleksander zaś sam prawdopodobnie nie był otruty, aczkolwiek nie jest to całkowicie nieprawdopodobne. Pokazując swoja wersje historii Stone nie jest winien o tyle skrzywienia historycznych wydarzeń, co złego smaku. Dwie heteroseksualne sceny w filmie są prawie scenami gwałtu. Aleksander ukazany jest jako zakompleksiony przypadek zaś jego matka, Olympias zostaje mysogynistyczną karykaturą.

Wstyd i szkoda, ponieważ lewicowy neocon Stone przynajmniej uchwycił politykę Aleksandra, jeśli już nie jego charakter. Misja „cywilizowania” podbitych jest czymś co propagandziści Alexandra aktualnie eksponowali za jego życia i długo po jego śmierci. Jest to częścią jego wizerunku którym zachwycają się megalomaniacy wszelkich podziałów politycznych. Siłą armii zmienił kulturę polityczną i istotnie kulturę jako taką, całego znanego mu świata wschodu i zachodu. Zrobił to do czego tęsknią wielokulturowi imperialiści dzisiaj i zawsze. Aleksander jest dla każdego megalomana wzorcem zdobywcy formującego świat.

Podobnie do bardziej współczesnych imperialistów, Aleksander łamał siły nacjonalizmu i używał przesądów dla swoich własnych korzyści. Świątynia Diany w Ephesus spaliła się mniej więcej w czasie gdy Aleksander się urodził, data jego przyjścia na świat było nadprzyrodzonym zdarzeniem – dalej, widziane w świetle retrospekcji, spalenie tej świątyni w Azji Mniejszej wydaje się być poprzedzającym, do jego podbojów. Plotki zostały spreparowane, że Aleksander był dosłownie synem bóstwa, produktem związku miedzy jego matką i Zeusem we własnej osobie. Po podboju Egiptu, Aleksander akceptuje stare uznanie świętości i boskości władcy. Wizyta u Oracle z Ammon w oazie Siwa potwierdza jego boskie pochodzenie; Oracle, według podań, rozpoznała w Aleksandrze syna boga. Gdy zgniótł Perskiego Króla – którego tytuł był „Król Królów” – i ogłosił się takim, że Aleksander dalej konsoliduje swój nadprzyrodzony lub niby nadprzyrodzony status. Zbliża się on również do autochtonów poślubiając na przykład księżniczkę Baktrian, ale propaguje tez kulturę Grecką i Macedońską siłę zbrojną. Nie tworzy on pierwszego uniwersalnego narodu. Zamiast tego wykorzystuje charakterystyki rożnych ludów i formy dumy narodowej w budowaniu imperium. Niewielu imperialistów dokonało w połowie tyle co Aleksander.

Faktycznie zasługę, o ile można tu mówić o zasługach, należy przypisać Filipowi II. To on stworzył z Macedonii pieszy militarny kraj. Przed nim Macedonia posiadała rodzaj barbarzyńskiej wolności, z lokalnymi liderami plemiennymi mającymi niemal całkowitą autonomię. Macedonia nie miała wiele jeśli chodzi o miasta ale miała wielkie plemienne terytoria z godnymi uwagi zasobami naturalnymi i ludzkimi. Filip zorganizował ich militarnie i politycznie. Zmusił uprzywilejowana klasę do wysyłania synów pod jego opiekę, gdzie byli oni zakładnikami i przedmiotem indoktrynacji. Było to coś co Filip poznał w swoim własnym życiu, gdy jako młody mężczyzna był trzymany jako zakładnik w Tebach – najmocniejsze greckie miasto państwo owego czasu. Filip uczył się wówczas innowacyjnych militarnych taktyk, które wprowadził później w Macedonii. Zastosowując zasady organizacyjne miasta państwa do wielkiego królestwa stworzył scentralizowaną siłę militarną, jakiej nie było dotychczas w całym zachodnim znanym świecie.

Filip przygotowywał się do inwazji wschodu, kiedy został zamordowany. Przygotowywał się on również, a przynajmniej tak wyglądało, do zadeklarowania siebie bogiem. Na ślubie swojej córki dodał on swoja figurę do dwunastu olimpijskich bogów, ale zanim zdążył zrobić cokolwiek więcej został zabity, zostawiając projekt Aleksandrowi do skończenia.

To wszystko jest w filmie i wszystkie elementy są pokazane dla zintensyfikowania fabuły politycznej, nawet jeśli jest to częścią wietrzej historii. Stone nie robi wiele z tym i może dlatego sceny dają się zauważyć jako lepsze partie filmu.

Wojny, które Filip i Aleksander prowadzili, nie przyniosły pokoju. Wcześniej, przed nimi, świat grecki był szarpany i rozrywany szeregiem konfliktów następujących bezpośrednio po Peloponezyjskiej wojnie. Były socjalne wojny pomiędzy Atenami i ich sprzymierzeńcami, święte wojny o świętą ziemię i bogactwa świątyń i inne wojny wszelkiego autoramentu. Sparta wygrała Penoponezyjska wojnę ale wyszła z niej tak osłabiona ze nie minęło wiele czasu inna potęga, Teby urosły w sile i wkrótce Ateny związały się w samo destrukcyjnej kweście o hegemonie znowu. Filip eksploatował ten chaos zanim skończył z nim bitwa Chaeronneanska w 338 BC. Bitwa sprawiła również koniec niezależności greckich miast państw, mniej lub bardziej na zawsze. Ateny które sprzeciwiły się Filipowi były oszczędzone – zniszczenie spuścizny greckiej cywilizacji nie byłoby dobrym posunięciem propagandowym. Ale kiedy Teby powstały znowu po śmierci Filipa, Aleksander unicestwił miasto zabijając 6000 mężczyzn i sprzedając pozostała ludność do niewoli.

Podbój Grecji był wstępem do wojny na wschodzie dla Filipa i Aleksandra. Był treningiem mającym na celu zabezpieczenie macedońskich skrzydeł. Wschodnia kampania , jak zwykle, była prowadzona w imię wolności – wolności dla Greków Azji Mniejszej i może w innym sensie, jak Stone sugeruje, wolność Persów i wszystkich innych „cierpiących”. Byli oni w końcu niewolnikami tytanicznego Wielkiego Króla Królów. Była to także wojna zapobiegawcza (pre-emptive), by zapobiec szansie jakiegokolwiek ataku na zachodzie. Jeśli to wszystko skądś znamy, no cóż, wygląda na to ze Karol Marks nie za każdym razem był w błędzie. Historia nie posiada praw, ale ludzkość jako całość nigdy nie uczy się wiele ze swoich błędów, więc historia się powtarza. Pierwszym razem jest tragedia, drugim razem farsa. I postępuje to dalej stając się coraz bardziej farsa za każdym następnym razem.

Aleksander nie wiedział kiedy skończyć. Zdobywszy ziemie obecnego Afganistanu, Iraku, Iranu i wszystkich okolicznych, próbował także z Indiami. Według interpretacji Stona było to z powodu Arystotelesa, nauczyciela Aleksandra, który nie miął wielkiego pojęcia o geografii. Tak wiec watażka sądził ze odkryje koniec ziemi jeśli tylko wysili się jeszcze trochę bardziej o posunie trochę dalej na wschód. Tu jest trochę prawdy, aczkolwiek Arystoteles nie ponosi prawdopodobnie wielkiej winy. Za niekończącymi się podbojami Aleksandra było coś więcej niż. tylko kartograficzna ignorancja. Imperialna arogancja i źle pojęta duma nasuwa się na uwagę, ale Stone z jakiegoś powodu ukazuje bardzo mało tego w swoim „Alexandrze”, tak jakby dyrektor filmowy nie mógł pojąć konceptu. Nic dziwnego ze myśli on o Bushu jako o „George’u Wielkim”, jakim spodziewa się on ze historia go określi któregoś dnia.

Marzeniem prowadzących podboje jest prowadzić ostatnią wojnę. Wojnę, która zakończy wszystkie wojny.
Aleksander nie wygasił chronicznych konfliktów pomiędzy greckimi miastami państwami i starymi jak świat nienawiściami pomiędzy tymi miastami a perska dynastia Achaemenidow. Po jego śmierci imperium które budował gwałtownie się rozpadło na nowe wojujące kraje. Zamiast walczących miast, teraz walczyły imperia przeciw imperiom. Generałowie Aleksandra formowali zdobyte terytoria wedle swojej własnej wizji ideału, z których większość nie przetrwała długo. Narratorem w filmie Stone’a jest „fundator” najdłużej trwającego imperium, Ptolemy, którego egipska dynastia skończyła się wraz ze śmiercią słynnej Kleopatry i jej dzieci.

Precedens wprowadzony przez Aleksandra przedostał się do innych kultur. Stało się obyczajowym by król przyjmował boskość z urzędu, praktyka w końcu zastosowana przez rzymskich imperatorów. Aleksander stal się archetypem wszystkich chętnych do stanowiska imperatora. Jego wpływ jest jednak większy niż tylko na polu bitewnym i w pałacu. Kultura także została zmieniona mitologia Aleksandra. Związek miedzy wojownikami Achillesem i Petroclusem w Iliadzie nie był rozpatrywany jako seksualny przez większość historii starożytnej i stal się zrekonstruowany w świetle homoseksualnej miłości Aleksandra do Hephaistiona. Tutaj także, Aleksander wiedział jak używać mit i propagandę dla swoich celów. Miłosne związki przyjaciół były widziane z niesmakiem według standardów moralnych klasycznych Greków, ale przez osiągnięcie autorytetu najbardziej ważnych tekstów w greckiej cywilizacji, dających legitymacje pożądaniu Aleksandra, spojrzenie zostało nieco skrzywione. Achilles i Patroclus ciągle niesie znaczny ładunek seksualności do dzisiaj.

Tutaj Stone przedstawia znowu historię prawidłowo, ale charakter zupełnie źle. Nie próbuje on uczynić Aleksandra bardziej heteroseksualnego niż on był, ale ukazuje Hephaistiona snującego się wokół z cielęcym wzrokiem, co czyni z konkwistadora Janka Serce (o ile pamiętacie ten sentymentalny serial). Można by aż podejrzewać, że parodia była zamierzona.

Reputacja Aleksandra kwitła nie tylko w zamierzchłym świecie. Plutarch pisząc w drugim wieku AD, porównuje Aleksandra do Juliusza Cezara. Przedostał się on nawet do średniowiecza. Występuje w Koranie. Później chrześcijańskie modele rycerstwa – tak zwane Dziewięć Cnot Rycerskich, obficie zapożycza z Aleksandra. Bardziej współcześnie krytycy i niektórzy badacze porównują go do Hitlera. Jak ukazuje film Stone’a nawet zwolennicy Fidela Castro mogą znaleźć coś do admirowania u Aleksandra i w jego ideologii. Macedończyk ciągle zajmuje miejsce symbolu siły i wielbienia po prawie 2500 latach.

Czasami Aleksander był miłosierny i ludzki ale te postawy były raczej drugorzędne w jego politycznych rozgrywkach i bataliach o władze; istotnie sprawiedliwość i tolerancja były przez niego używane jako bron. Były to narzędzia które wykorzystywał w celu zaawansowania swoich imperialnych projektów. Jest on inspiracja wszystkich owładniętych mania wielkości imperatorów i konkwistadorów świata. Dostarcza jednak także równie wartościowy materiał dla anty-imperialistów, dając pogląd o tym, jak taki zdeterminowany owładnięty ambicja człowiek może zmienić kształtt nie jednej, ale dwu cywilizacji poprzez militarne i polityczne siły. Najważniejszą z tego wszystkiego jest lekcja, którą Aleksander dostarcza, że imperium zbudowane na błędnych podstawach jest niestabilne, chociaż szanse że właściwi ludzie zastanowią się nad tym są znikome, Poza tym tej lekcji na pewno nie można odczytać z filmu Stone’a.

Tony Stelik

2 comments

  1. Rafał

    Moim zdaniem film jest wart obejrzenia. Sceny bitew są genialne a kostiumy i dekoracje niezwykle realistyczne. Warto docenić, że reżyser nie zafundował nam typowych dla amerykańskiego kina „ulepszeń” rzeczywistości typu Spartiaci w slipach. Zasiadając do oglądania już na wstępie założyłem sobie, że wszelkie ewentualne odniesienia do współczesności oleję i po prostu rozkoszowałem się imponującym widowiskiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *