Stephan Blankertz: Jak libertariański może być konserwatyzm?

I wear what
I want. I swear what I want.
… It’s my life.
Wendy O. Williams

I.

Przed paroma tygodniami spacerowałem po Barcelonie i odkryłem plakaty protestacyjne przeciwko budowie nowej drogi. Jeden z tych plakatów skierowany był przeciwko wywłaszczeniu, które państwo zamierzało przeprowadzić, aby pozyskać tereny konieczne do budowy wspomnianej drogi. Występowanie przeciwko wywłaszczeniu – z pewnością jest to bezdyskusyjnie libertariańska postawa. Sam protest zorganizowali jednak etatystyczni socjaliści. Czy wynika z tego zatem, iż etatystyczni socjaliści są „naturalnymi sojusznikami” Libertarian? Raczej nie. Protest przeciwko wywłaszczeniu z pewnością kształtuje dobre podstawy do rozmowy i dyskusji Libertarian z tymi ludźmi; doświadczenie uczy jednak, iż państwowy, socjalistyczny protest przeciwko wywłaszczeniu jest czysto pragmatyczny i wcale nie zasadniczy. Nie oznacza również, iż etatystyczni socjaliści od teraz opowiadają się za prawem własności.

Ten sam błąd, który popełnia ktoś, kto sporadyczne protesty etatystycznych socjalistów przeciwko wywłaszczeniu odczytuje jako zasadniczą zgodność z postawą libertariańską, popełnił według mnie Hans-Hermann Hoppe w odniesieniu do konserwatyzmu. Nawiązuję w tym momencie do tez, które Hoppe prezentuje od dłuższego czasu, szkicując perspektywę ruchu liberatariańsko -konserwatywnego 1)
Pokażę, iż jako kierunek polityczny zasadniczo nie musi być sojusznikiem i sprzymierzeńcem dla Libertarian. Należy jednak podkreślić, iż nie wyklucza to wymiany myśli z konserwatystami, ani też współpracy z prądami konserwatywnymi w wybranych kwestiach. Nie wyklucza również, w niewielkim stopniu, w sensie innym niż polityczny, łączenia się z postawą konserwatywną. Do tego zagadnienia powrócę jeszcze na końcu.

II.

Merytoryczna rozprawa o konserwatyzmie sprawia na początku i w ogóle trudność, która nie pozwala określić, co konserwatywny punkt widzenia może ogólnie oznaczać w zakresie treści wobec tego, co przypisuje mu się aktualnie. To samo mówi także Hoppe, kiedy poddaje w wątpliwość, czy konserwatyści „ w ogóle się za czymś opowiadają”. Pojęcie „Konserwatysta” ogranicza on nawet do „zachodniego grecko-chrześcijańskiego konserwatysty“. Później natomiast zwraca uwagę, iż wielu konserwatystów w rzeczywistości jest socjalistami 2). Na początku konieczne jest zatem ograniczenie pojęcia „konserwatywny” do „zachodnich greko-chrześcijańskich konserwatystów”, aby móc im później wyjaśnić, o co „właściwie” należy się starać, aby później móc się z nimi sprzymierzyć. – A poza tym antyczni Grecy byli wszystkim innym, tylko nie homofobami, co do wielu dzisiejszych konserwatystów w Stanach Zjednoczonych zupełnie nie mogłoby pasować 3).

„Być konserwatystą” w Rosji mogłoby oznaczać opowiadanie się za reżimem sowieckim bądź ponownym powstaniem caratu 4). Obie propozycje nie są powodem do radości, a z pewnością nie są libertariańskie. „Konserwatyzm” w czasach rewolucji przemysłowej był albo życzeniem merkantylizmu, albo też powrotu do społeczeństwa agrarnego. Były to równie mało atrakcyjne perspektywy.

Pozostańmy przez chwilę przy formalnej strukturze konserwatyzmu, bez rozpatrywania jego możliwego napełnienia treścią. Pojęcie „konserwatyzm”, pochodzi podobnie jak „konserwa”, „konserwować” oraz „konserwatorium” od łacińskiego słowa „conservare”. Czasownik ten oznacza „przechowywać jako nienaruszone, nietknięte, bez szwanku”, „ułaskawiać”, „mieć uznanie, szanować i poważać” bądź również „być zachowanym, utrzymanym”. Jako program polityczny pojęcie „konserwatyzmu” od początku XIX wieku oznacza chęć obrony i zachowania występującego w danym momencie porządku społecznego, z lekką tendencją do idealizowania stanu utrzymywanego przed kilkoma laty lub przed kilkudziesięciu latami. Alternatywnie stosuje się pojęcie „tradycjonalizmu”; pojęcie to nigdy jednak nie urosło do rangi transparentu i hasła identyfikacji politycznej.

Konserwatyści bądź tradycjonaliści często wypierają się, iż zmiana wcześniejszego stanu z reguły wynika z próby rozwiązania jakiegoś problemu 5). Przykład: zmiana szkoły (państwowej) w latach 70-tych, która dzisiaj piętnowana jest przez konserwatystów jako jej zniszczenie i zburzenie, była następstwem dysfunkcjonalności ówczesnej szkoły (państwowej). Powrót do systemu szkolnictwa (państwowego) podobnego do tego, który obowiązywał w latach 50-tych (który możliwy byłby tylko w wyniku działania siłowego, tak jak i zmiana, do której doszło), prawdopodobnie doprowadziłby również do katastrofy gospodarczej – albowiem wtedy właśnie, co często się pomija, zrzeszania gospodarcze były siłą napędową reform (nie tak bardzo zaś „lewicowi” krytycy, którzy nie dążą do immanentnego systemu reform, ale raczej do przezwyciężenia „kapitalizmu”). W przypadku kwestii dotyczącej szkolnictwa, bardzo wyraźna jest podwójna moralność niemieckich konserwatystów: reformy przeprowadzone w latach 70-tych uznawane są (należy podkreślić: prawidłowe i słuszne) za państwowe akty przemocy, ale „stara” szkoła obowiązuje również jako „wyrosła”, „organiczna”, „naturalna”, „zorientowana na rodziców bądź dzieci”, albo też zupełnie „niepaństwowa”, co w sposób jawny i oczywisty jest błędne i fałszywe.

W związku z tym, z punktu widzenia libertariańskiego pojawiają się trzy zasadnicze pytania:

1. W jaki sposób powstał porządek, który ma zostać utrzymany bądź ponownie stworzony? Czy ma się to odbyć na zasadzie przymusu czy też dobrowolnie podejmowanych decyzji? Jeżeli porządek opiera się bądź opierał na przykład na caracie, na reżimie sowieckim bądź też merkantylizmie, wtedy patrząc na to z punktu widzenia libertariańskiego, powinien zostać odrzucony i w żadnym wypadku nie ma wartości, nie powinien być utrzymywany bądź też ponownie tworzony. Jeżeli zaś porządek ten opiera się bądź opierał wręcz przeciwnie na dobrowolnie podejmowanych decyzjach, jak na przykład na industrializmie bądź osiedlach socjalistyczno-owenowskich, wtedy może zostać utrzymany i zachowany, ale nie musi. To prowadzi nas do drugiego pytania.

2. W wyniku czego porządek społeczny jest bądź został zmieniony? W wyniku przymusu czy też poprzez dobrowolnie podjęte decyzje? Jeżeli porządek zmieniony został w wyniku przymusu, na przykład w wyniku zakazu wspólnoty religijnej bądź też przez finansowane podatkami subwencjonowanie próżniactwa, wtedy z libertariańskiego punktu widzenia zmiana ta powinna zostać odrzucona, a z konserwatywnego punktu widzenia zostałaby zdefiniowana jako dobrowolna. Jeżeli aktualny porządek zmienia się w wyniku dobrowolnie podejmowanych decyzji, kiedy to jeden z członków osiedla socjalistyczno-owenowskiego decyduje się na opuszczenie tego osiedla, bądź też kiedy członek wspólnoty religijnej nie zgadza się z jedną z propagowanych wartości, takich jak dozgonna monogamia, wtedy z punktu widzenia wolności nie można postawić żadnych zarzutów. To zaś prowadzi nas do trzeciego pytania:

3. Przy pomocy jakich środków utrzymać obowiązujący porządek, bądź też, w jaki sposób ponownie stworzyć miniony porządek? Środkiem pozwalającym na utrzymanie porządku społecznego, stworzonego w sposób dobrowolny, w przeciwieństwie do zmian wymuszonych, jest ponowne ukształtowanie dobrowolności, na przykład zniesienie nowo ogłoszonego zakazu zjednoczeń (zrzeszeń, wspólnot). To jest niewątpliwie libertariańska strategia. Jeżeli jednak określony porządek społeczny zmienia się w wyniku dobrowolnie podejmowanych decyzji, wtedy w sposób logiczny można temu zapobiec tylko poprzez przymus, na przykład poprzez zakaz rozwodów. To z pewnością byłaby jednak strategia antylibertariańska.

Przymusowe zachowywanie i utrzymywanie porządku społecznego znajdujące się w fazie
przemian nie jest już jednak konserwatywne, ale reakcyjne. Aby zdefiniować różnicę
pomiędzy pojęciem „konserwatywny” i „reakcyjny” wychodzimy z założenia, iż chodzi o
dobrowolną wspólnotę, raczej zorientowaną religijnie, która przykłada dużą wartość do
stabilnych stosunków i relacji rodzinnych.
Jeżeli w określonym momencie we wspólnocie tej, na bazie dobrowolności zmieni się wartość dotycząca stabilnych relacji rodzinnych, wtedy wartość pierwotna może zostać zachowana tylko przez przymus. Przymus ten nie jest jednak w rzeczywistości żadnym powrotem do sytuacji pierwotnej, kiedy to obowiązywała dobrowolna wierność małżeńska, ale kształtowane są nowe relacje i stosunki, a mianowicie wymuszona wspólnota małżeńska.

Hans-Hermann Hoppe przypisuje zasługi wybranym, szczególnie subtelnym formom wymuszonych zmian w społeczeństwie. Przytoczę przykład, a mianowicie wzrost liczby matek samotnie wychowujących dzieci (samotnego macierzyństwa). Kiedy matki samotnie wychowujące dzieci będą wspierane i subwencjonowane przez pomoc socjalną i opiekę społeczną, wtedy etatystyczne społeczeństwo poprzez wymuszoną opiekę stworzy ekonomiczny bodziec do takiego zachowania z krótkim okresem preferencji czasowej. „Jeżeli cokolwiek wspiera się przy pomocy środków z podatków, z tego w danym okresie czasu i tak otrzymuje się więcej. Jeżeli matki samotnie wychowujące dzieci, niezamężne bądź też rozwiedzione, wspiera się przy pomocy ochronek i świetlic dziecięcych, poprzez dodatki i zasiłki wychowawcze, przepisy prawne dotyczące zwalniania z pracy itp. oraz odpowiednio dewaluuje te będące i pozostające w związkach małżeńskich, to uzyskuje się więcej” 6). Z ekonomicznego punktu widzenia w tej wyliczance wątpliwości budzi zabezpieczenie trwałości stosunku pracy (przepisy dotyczące zwalniania z pracy), albowiem prowadzi to do zmniejszenia czynności i działań zarobkowych wśród kobiet. Powrócę zaraz do tego. Hoppe w odniesieniu do matek samotnie wychowujących dzieci mówi zresztą o „ narodzinach dzieci nieślubnych” (dosł. z nieprawego łoża). Zadaję sobie pytanie, jaki sens może mieć pojęcie „nieślubny” (sprzeczny z prawem) w bezpaństwowym porządku; ale to tak na marginesie.

III.

Tego rodzaju uzasadnienie uważam w zasadzie za przekonywujące i uzasadnione ekonomicznie. Ale, rozpatrując je dokładniej, nie nadaje się ono jako podstawa do stworzenia sojuszu z takimi konserwatystami, którym na sercu szczególnie leży stabilność tzw. pełnych małych rodzin. Albowiem czy wynika z argumentacji Hoppego, iż w silnie zorientowanym na rynek społeczeństwie rzeczywiście występuje mniej matek samotnie wychowujących dzieci, w żadnym wypadku z pewnością stwierdzić nie można.

Ludwig von Mises mówi w odniesieniu do rynku o „braku pracy oraz nadmiarze pierwotnych, rzeczowych środków produkcji“7). Elementem ograniczającym rozwój gospodarczy jest owa relacja niedoboru pracy do nadwyżki rzeczowych środków produkcji, o ile nie zostanie ona zakłócona interwencjami. Co w związku z tym może zrobić przedsiębiorca zmagający się z problemem siły roboczej? Skorzysta zatem z rezerwy w postaci owych matek i na przykład zorganizuje opiekę dla ich dzieci, aby umożliwić matkom podjęcie pracy. I nie jest to tak naprawdę tylko teoria, jak mogłoby się zdawać na początku. W ramach przypomnienia: tak właśnie się działo w okresie rewolucji przemysłowej.

Opiekę nad dziećmi albo zapewniało samo przedsiębiorstwo, aby pozyskać matki dla danej fabryki. Albo też matki samodzielnie się organizowały, aby porównywalnie wysokie wynagrodzenie pozyskiwać w fabrykach. Właśnie wtedy działanie takie było dla konserwatystów przysłowiową „solą w oku”. Protestowali, podobnie zresztą jaki wielu socjalistów, przeciwko burzeniu i destrukcji życia rodziny oraz obaleniu rzekomo naturalnej roli matki8).

Zatrzymanie subwencji dla matek samotnie wychowujących dzieci prowadzi do zmniejszenia ilości samotnych matek tylko wtedy, kiedy równocześnie utrzymuje się bądź też intensyfikuje interwencyjną politykę gospodarczą, czyli na przykład sztucznie utrzymuje się niskie zapotrzebowanie na pracę. Naturalnie możliwe są również inne działania, które będą utrzymywały matki daleko od rynku pracy. W połowie lat 80-tych, legendarny minister d.s. rodziny, Heiner Geissler, wywodzący się z CDU, wykazał się jako osoba szczególnie wynalazcza i pomysłowa w tej właśnie kwestii. Ochrona matki została wzmocniona, ideologicznie głoszona jako działanie na rzecz matki i dziecka. Nie należało jednak oczekiwać nic innego, niż wyniku w postaci zmniejszenia się względnych działań i czynności zarobkowych wśród kobiet, albowiem zatrudniano coraz mniej osób płci żeńskiej w wieku rozrodczym (w każdym razie w sektorze prywatnym). Tak naprawdę było to jednak potajemny, pożądany efekt, mający prowadzić do „odciążenia rynku pracy”.

Nadto, nie była to nawet uzgodniona sprawa, iż zatrzymanie przymusowej subwencji dla matek samotnie wychowujących dzieci miałoby prowadzić do zakończenia wspierania samotnych matek. Ostatecznie przecież dobrowolne składki i datki, w Niemczech na przykład przekazywane poprzez katolickie stowarzyszenie na rzecz zdrowia, mogły być pobierane na ten „dobry cel”, konstytuując ciągłość ekonomicznego bodźca dla samotnych matek. Poza tym należy wyraźnie zwrócić uwagę na fakt, iż tylko jedna trzecia matek samotnie wychowujących dzieci korzysta z pomocy społecznej. Jedna trzecia należy do warstwy dysponującej wyższymi dochodami i konstytuuje bardzo dobrze działającą i odnoszącą sukcesy warstwę społeczeństwa. Ostatnia, trzecia część grupy matek samotnie wychowujących dzieci, to te, które wprawdzie cierpią ze względu na podwójne obciążenie – opieką nad dziećmi i koniecznością wykonywania pracy zarobkowej, ale nie korzystają z żadnej pomocy społecznej9). Obraz pomocy socjalnej dla „maszyny do rodzenia” prezentuje się zatem często jako kolektywnie zmanipulowany scenariusz.

Absurdalność i niedorzeczność strategicznego sojuszu pomiędzy konserwatystami i libertarianami ukazuje się w sposób jeszcze bardziej wyostrzony, kiedy włączymy w to następny, dalszy element odmiennego konserwatywnego sposobu myślenia, a mianowicie narzekanie i lament nad rzekomym niedoborem narodzin. W związku z tym konserwatyści często występują i opowiadają się za rozszerzeniem subwencji pozyskiwanych z wymuszonych podatków na rzecz prokreacji (pozyskiwania potomstwa) oraz na wychowywanie dzieci, zarówno bezpośrednich, w formie zasiłków na dzieci, ale również pośrednich, takich jaki bezpłatne oddanie do dyspozycji zainteresowanych wszelkich ofert opiekuńczych oraz związanych z wykształceniem.
Niektórzy konserwatyści chcieliby, aby subwencje za posiadanie dzieci pozostały jednak ograniczone do tzw. „nieuszkodzonych” – pełnych rodzin. Przyjmijmy jednak, iż umiera ojciec danej rodziny, wtedy jednak, wydaje mi się, iż nawet dla etatystycznego konserwatysty nie byłoby rozwiązaniem humanitarnym (bądź chrześcijańskim!) odmówienie matce samotnie wychowującej dziecko wsparcia, które otrzymują pełnie rodziny,
Zastanówmy się jednak nad na szczęście absurdalnym uregulowaniem, w wyniku, którego matka, której mąż umiera, otrzymuje owo wsparcie, podczas gdy innej matce, która zdecydowała się na rozwód, owej pomocy się odmawia i wzbrania. Byłoby to ekonomiczną zachętą do tego, aby uwolnić się od małżonka ewentualnie poprzez jego uśmiercenie, a nie poprzez rozwód.

IV.

Jeżeli spojrzymy na krawędź koła naszej własnej kultury, okaże się, iż występuje jeszcze wiele innych tendencji do zubażania matek po rozwodzie, niż wspomniane już rozwiązanie z subwencjami. W obszarze kultury muzułmańskiej, w której to rozwód już od dawna jest uinstytucjowany (nawet, jeżeli wynika tylko od strony mężczyzny), naturalnym jest, iż dzieci pozostają w rodzinie ojca. Nie jest to nieracjonalne z ekonomicznego punktu widzenia: mężczyzna najczęściej dysponuje większymi zasobami ekonomicznymi i tym samym może zaoferować dzieciom lepsze perspektywy na przyszłość 10).
Podążając za tego rodzaju argumentacją Hoppego można uważać, iż w libertariańskim społeczeństwie należy również oczekiwać, iż dzieci z rozwiedzionych związków raczej powinny pozostać w rodzinie ojca, przynajmniej o ile w zasadniczy sposób nie zmieni się podział zasobów gospodarczych. – W Niemczech zresztą, oprócz kulturowych zachowań i postaw kształtowanych i naznaczonych ideologią macierzyństwa, ale również poprzez orzecznictwo sądowe, prawie uniemożliwia się ojcom pozyskanie prawa do opieki nad dziećmi.

A jednak moi biolodzy, badacze ewolucji, „stopień kobiecej cnotliwości i wstrzemięźliwości” – jak to nazywa Hoppe oraz zjawisko monogamii, raczej się zwiększa niż zmniejsza. Przeprowadzone badania seksuologicznie pozwalają na przykład przypuszczać, iż jeszcze nigdy w historii ludzkości nie było tak wielu 18-letnich dziewic, jak aktualnie w świecie zachodnim. Za silną, ewolucyjo-biologiczną poszlakę dla zjawiska zwiększania się monogamii można przyjąć tendencję do androgeniczności ( im bardziej wymieszany dany rodzaj kontaktów seksualnych z danym partnerem, tym silniejsze są różnice pomiędzy kobiecymi i męskimi indywidualnościami).

Należy się również zastanowić nad dyskusją dotyczącą dzisiejszych małych rodzin „ o naturalnym porządku”, funkcjonujących w świecie zachodnim, co konserwatyści również chętnie czynią. Teolog i antropolog, Volker Sommer reprezentuje i broni tezy, iż państwo rozbija duże klany, albowiem zbiór małych rodzin pozwala się lepiej kontrolować. I w przeciwieństwie do stwierdzenia niedawno zmarłego papieża, Święty Tomasz z Akwinu konstatował w XIII wieku, iż „bigamia” nie zakłóca naturalnego porządku, ale tylko pisane prawo, co w relacji do etyki nie posiada żadnego ogólnie obowiązującego zobowiązania 11).

Wyrażenie Hoppego dotyczące „stopnia kobiecej cnotliwości i wstrzemięźliwości” irytuje również z innego punktu widzenia. Ostatecznie żyjemy przecież w czasie środków antykoncepcyjnych. Mniej dzieci „ze związków „pozamałżeńskich” (bądź „nielegalnych”), po to, aby pozostać przy tym etatystycznym pojęciu, nie oznacza raczej większej cnotliwości kobiety i jej wstrzemięźliwości seksualnej. Również z historycznego punktu widzenia tego nie oznacza, albowiem nigdy nie brakowało przecież środków antykoncepcyjnych; stały się jednak one – dzięki kapitalizmowi ! – po prostu skuteczniejsze.

V.

Nawiązując do omówionego, konserwatywnego zatroskania o reprodukcję społeczeństwa: w tekście tym, z libertariańskiego punktu widzenia nie ma żadnych podstaw do tego, aby zmuszać ludzkość do reprodukcji. Jeżeli wystarczająca ilości ludzi nie chce się rozmnażać i reprodukować, wtedy społeczność składająca się z tych właśnie ludzi wymrze. Libertarianizm utrzymuje jednak, iż ludzie, którzy chcą się rozmnażać i reprodukować, znajdą dla siebie i dla swoich następców najlepsze ku temu warunki, na zasadzie wolności. Ponieważ wiele społeczeństw dotychczas z dużym powodzeniem reprodukowało się w jak najgorszych warunkach, w czasach prześladowań, przymusu oraz zagrożenia (jako przykład wymienię choćby Żydów), naprawdę podłym i mizernym byłoby przypuszczenie, iż w warunkach wolności nie będą tego również czyniły. Albo też mówiąc inaczej: z ludźmi, którzy uważają, iż ludzie rozmnażają się tylko w warunkach przymusu, libertarianie nie znajdą żadnej wspólnej bazy porozumienia.

VI.

Mam zatem w mojej argumentacji dwa implikujące twierdzenia dotyczące konserwatywnego punktu widzenia do określonego warunku wstępnego, a mianowicie:
1. konserwatyści występują przeciwko subwencjom dla matek samotnie wychowujących dzieci, oraz
2. konserwatyści opowiadają się za (wymuszonym) subwencjonowaniem dla potomstwa w stabilnych, małych rodzinach.

Ktoś mógłby jednak powiedzieć, iż konserwatyści wcale nie reprezentują takiego punktu widzenia. W rzeczywistości jest jednak w Niemczech wielu konserwatystów, którzy pomimo tego opowiadają się za subwencjonowaniem matek samotnie wychowujących dzieci. Być może udałoby się również znaleźć kilku takich, którzy opowiadają się przeciwko subwencjom dla potomstwa w stabilnych, małych rodzinach. Powszechne nie jest to jednak w Niemczech.
W publikacji „Welt” z dnia 12 listopada 2004, strona 10, skarżył się konserwatywny (?) dziennikarz mający stałą rubrykę w tej gazecie, Guido Heinen, iż czerwono – zielony rząd zapowiedział chęć ograniczenia „czystych świadczeń transferowych” dla matek. (Zamiast tego rząd chce oddać do dyspozycji więcej środków, aby umożliwić matkom ponowny powrót do życia zawodowego). W przeciwieństwie do tego Heinen żąda, aby poprzez dalsze płatności transferowe wspierać „wybór” matki do „oddania wielu lat swego życia na rzecz wychowania swoich dzieci”. – Należy podkreślić, iż oba stanowiska obejmują działania wymuszone: socjaliści chcą subwencjonować formę życia „praca zawodowa i macierzyństwo” przy pomocy podatków, konserwatyści zaś formę życia „tylko gospodyni domowa i matka”.
Ewentualnie niektórzy konserwatyści w USA przyjmują całkowicie pozycję libertariańską. I tym lepiej. Ale na tej bazie nie można wyciągać wniosku, że istnieje porozumienie i zgodność pomiędzy libertarianizmem i konserwatyzmem – choćby dlatego nie, że nie można by dostrzec żadnej zasadniczej pozycji konserwatywnej.

Od Murraya Rothbarda posiadam tę mądrość, że libertarianie nie powinni być ani „prawicowymi oportunistami”, ani też „lewicowo-sekciarscy”, jak on sam wspomina w ironicznym (?) oparciu o marksistowski żargon12). Odnośnie kwestii subwencjonowania matek samotnie wychowujących dzieci, którą tutaj zbadałem jako przykład, z punktu widzenia „lewicowo-sekciarskiego” należałoby powiedzieć: „Zniesienie subwencji przymusowych dla matek samotnie wychowujących dzieci byłoby libertariańskie tylko w takim wypadku, kiedy państwo zostaje całkowicie zlikwidowane, albowiem tylko wtedy matki samotnie wychowujące dzieci znajdą pracę”. Zgodnie z tą strukturą, Hoppe daje punkt zaczepienia dla następnego, innego tematu, a mianowicie kwestii otwarcia granic. „Przyjmując, iż Stany Zjednoczone Ameryki oświadczyłyby, iż otwierają granice i znoszą wszelkie kontrole graniczne, i każdy, kto przybyłby do tego kraju, otrzymuje prawo do takich samych świadczeń socjalnych jak lokalni mieszkańcy. Czy byłyby jakiekolwiek wątpliwości dotyczące katastrofalnych skutków takiego eksperymentu?”13). Pozornie Hoppe sposób argumentowania lewicowo-sekciarski wypełnił prawicową treścią. Pozornie! Albowiem historia lewicowców naznaczona jest działaniami protekcjonistycznymi, które (rzekomo) lokalnych pracowników mają chronić przed obcą konkurencją z innych państw.
„Restricted Immigration” – nie jest oznaką konserwatyzmu, ale ogólnego etatyzmu. Wskazówka Hoppego, jakoby w społeczeństwie anarchio-kapitalistycznym nie miało być wprawdzie żadnych samoprzekraczalnych granic, ale też żadnego prawa do imigracji, albowiem osoby chcące imigrować muszą znaleźć właścicieli, którzy zechcą oddać do ich dyspozycji pomieszczenia mieszkalne oraz pracę (albo dobrowolne państwo opiekuńcze), jest moim zdaniem prawidłowe i bardzo ważne, aby pozycja libertariańska była wyraźna i konsekwentna.

W przeciwieństwie do tego, w dyskusji dotyczącej matek samotnie wychowujących dzieci „prawicowo-oprotunistyczne” byłoby stwierdzenie: „ Jeżeli odejdziemy od wymuszonego subwencjonowania matek samotnie wychowujących dzieci, wtedy kobiety będą wierne (bądź też pozostaną cnotliwe i pełne wstrzemięźliwości)” – Libertariańska odpowiedź w kierunku lewicy jest taka, iż nie ma żadnego prawa, które by zmuszało do życia na koszt innych osób, nie ma takiego prawa nawet dla matek samotnie wychowujących swoje potomstwo; w kierunku prawicy odpowiadamy zaś, iż każda forma życia jest tolerowana, tak długo jak w sposób wymuszony nie korzysta z własności kogoś innego.

Aby nie było żadnych wątpliwości: oznaczenie „lewicowy” ma tak samo niewiele zasadniczej treści jak „konserwatywny”. Wiele „konserwatywnych” stanowisk (od protekcjonizmu, poprzez ideały ascetyczne, aż do homofobii) tak samo często można znaleźć po lewej stronie (jako przykład: prześladowania homoseksualistów na Kubie).

W przeciwieństwie do tego, Hoppe niestety ponownie rozdziera przestarzały schemat prawica –lewica, „politykę dwóch pośladków” – jak to nazywa Andre Lichtschlag. Skonstruuję analogiczny przykład dla „lewej” strony. Załóżmy, że („lewicowo”) –libertariańska pisarka, Karola Tembrins14) napisałaby książkę pod tytułem „Wielki blef, dlaczego polityka nie może wznieść i ustanowić społeczeństwa szanującego ludzkość”. Przedstawiłaby w niej prawidłową z punktu widzenia ekonomii teorię, iż uprzedzenia i przesądy są nieodpłatne, ale ich cena objawia się w dyskryminacji15). Z tego wyciągnęłaby wniosek, iż w libertariańskim społeczeństwie nie znajdziemy żadnego rodzaju dyskryminacji. Ostatecznie bowiem dyskryminacja jest działaniem nieetycznym i nienaturalnym. Osoby, które promują prawa przeciwko dyskryminacji są naturalnymi sojusznikami dla libertarian. Libertarianie zaś już dziś powinni odmawiać dyskryminacji wszelkiego rodzaju, zarówno w formie słownej, pisemnej jak i w każdym innych działaniu. – Formalna struktura tej argumentacji odpowiada dokładnie tej prezentowanej przez Hoppego, jednak z zupełnie inną, a mianowicie „lewicową” treścią. Satyra polemiczna? „Libertarianie muszą odróżnić się od pozostałych tym, że propagują i praktykują najbardziej ekstremalne formy nietolerancji i dyskryminacji wobec tych, którzy próbują zacierać różnice, równając w dół, przeciwko demokratom, socjalistom, komunistom, zwolennikom multi-kulti, aktywistom środowiskowym, złym manierom, złemu zachowaniu, niekompetencji, brakowi wychowania, wulgarności i obsceniczności” 16). Problematyczne w tym zdaniu jest małe słowo „muszą”.

Dlaczego ludziom w ich wolnych społeczeństwach, które obejmują tylko ich własność nie wolno na przykład być demokratycznymi, multikulturalnymi i ekologicznymi oraz niewnoszącymi sprzeciwu przed wykorzystaniem „four-letter-words”? Nie można również wykluczać dobrowolnego socjalizmu, komunizmu itd.! – Ekstremalną formę prawicowego oportunizmu, którego osobiście nie uważam za libertariański, reprezentuje Edward Feser, który między innymi mówi: „Każdy, również libertarianin, który myśli, iż homoseksualizm jest niemoralny, ma podstawy, aby być przeciwko zniesieniu przepisów, które zabraniają sodomii” 17). W konsekwencji oznaczałoby to, iż na przykład po rewolucji libertariańskiej (?) na Kubie, wymierzonej przeciwko Castro, w dalszym ciągu istniałoby na Kubie prześladowanie homoseksualistów ( których sam autor nazywa „sodomitami”) : nie zostaliby wyzwoleni z katowni socjalizmu państwowego. Jeżeli takie jest stanowisko libertariańskie, to ja sam nie jestem libertarianinem!

Od Paula Goodmana, mojego pierwszego bohatera intelektualnego, jeszcze przed Murrayem Rothbardem, posiadałem jednak mądrość, iż idei libertariańskiej przyświeca zupełnie inna, niż ta wzięta za podstawę przez Hoppego, postawa konserwatywna : nie chcemy wszystkiego przewracać, obalać i zmieniać, albowiem takie działanie powoduje strach u ludzi i poniża ich, czyniąc ich obiektami strategii politycznych, chcemy jednakże zachować tak wiele jak to możliwe, z tego, co jest im znane i bliskie. Chcemy „tylko” powiększyć obszary ich wolności: nikt nie musi się zmieniać i nikt do zmian nie będzie zmuszany, ale każdemu wolno się zmienić, jeżeli tego chce (i ma ku temu możliwości i zasoby)18). Ta konserwatywna postawa, wiedział o tym również Goodman, nie ma jednak nic wspólnego z konserwatyzmem politycznym naszego czasu; dlatego określał się on mianem „konserwatysty epoki kamiennej”. Aby nie czynić Goodmana zbyt atrakcyjnym dla homofobów wśród konserwatystów, chciałbym napomknąć, iż był on homoseksualistą i pionierem libertariańskiego ruchu homoseksualistów. Z drugiej strony spłodził i wychował troje dzieci. To jako mała wskazówka do dyskusji zainicjowanej przez Hoppego w sprawie tendencyjnie krótszych „preferencji czasowych” osób homoseksualnych, albowiem z zasady są one bezdzietne (podczas gdy troszczenie się o dzieci oraz zapewnienie im przyszłości wymaga dłuższych preferencji czasowych). Grupa osób wyłącznie homoseksualnych, jedynie której (jeżeli w ogóle) może dotyczyć argumentacja Hoppego, szacowana jest na ok. 3%, i prawdopodobnie jest mniejsza niż krąg osób żyjących w celibacie, bądź też nie posiadających potomstwa z różnych innych powodów. W każdym razie grupa ta jest za mała, aby trzeba było się martwić o reprodukcję społeczeństwa.
Z punktu widzenia ewolucji, homoseksualizm wyjaśniany jest na przykład przez Edwarda O. Wilsona w taki sposób, iż homoseksualiści jako „pomocnicy przy gnieździe” wspierają możliwość przeżycia innych, bliskich krewnych. Wyjaśnienie to uważam za nie do końca przekonujące, wyraźnie jednak wskazuje, iż Hoppe w przypadku tego zagadnienia nie ma ostatniego słowa, nie tylko z punktu widzenia ekonomicznego, ale również z punktu widzenia natury.

Na postawione na początku pytanie, jak libertariański może być konserwatyzm, odpowiadam na przekór do zastrzeżenia Paula Goodmana, jak Murray Rothbard: konserwatyzm nie może być wystarczająco libertariański. Konserwatysta, który jest libertarianinem, nie jest konserwatywny; a libertarianin, który jest konserwatywny, nie jest libertarianinem.

1 Odnoszę się szczególnie do: Hans-Hermann Hoppe, Democracy: The God that Failed, New Brunswick 2002: Transaction Books. – Krytyka demokracji von Hoppego, o co nie chodzi w dalszej części, libertariańsko jest ogólnie dobra. Bardzo precyzyjną („lewicowo-anarchistyczną”) argumentację zaprezentował na przykład Robert Paul Wolf (w pozycji „In Defence of Anarchism” 1970). Moja własna krytyka demokracji znajduje się w: Stefan Blankertz, Terapia społeczeństwa, Wuppertal 1988, strona 139 ff. Wersja (wariacja) Hoppego znajduje się w swoistym powiązaniu z libertariańską krytyką demokracji z tendencjami konserwatywno-monarchistycznymi.

2 „Conservatives […], if they stand for anything …“ (ebd., S. 188), w cudzysłowie „or more specifically, Western Greco-Christian conservatives“. – „Most contemporary conservatives […] are not conservatives but socialists“ (S. 199).

3 Według informacji Paula Goodmana konserwatyści amerykańscy w latach 1940 – 1960 byli bardziej tolerancyjni, w każdym razie bardziej tolerancyjni niż ci „progresywni“; porównaj również Paul Goodman, Polityka bycia gejem [1969], oraz Natura leczy Koln 1989, strona 244.

4 Jeżeli podążając myśleniem von Hoppego przyjmie się, iż carat wyrósł historycznie, a system sowiecki przeciwnie, został wymuszony przymusem, to znajdujemy tu dwa błędy: 1) również carat, jak każde państwo powstał w wyniku zastosowania przymusu (porównaj również Stefan Blankertz, Manifest libertariański, Gravenbroich 2002, strona 53 ff), tyle, że pod względem czasowym wcześniej niż system sowiecki. 2) Krytyka łamania tradycyjnych struktur już w swoim rdzeniu jest antykapitalistyczna. W rewolucji przemysłowej zarówno konserwatywni jak i romantyczno – socjalistyczni krytycy zarzucali kapitalizmowi dokładnie tę wrogość tradycji. (Porównaj literatura zdefiniowana w stopce pod numerem 8)

5 Porównaj Stefan Blankertz, Manifest libertariański – str. 324 ff.

6 H.-H. Hoppe w : ef-Magazin, Nr 41 (kwiecień 2004, S. 41). Odnośnie innych aspektów tego wywiadu w magazynie ef-Magazin – patrz również na moją odpowiedź do wydania 42 (czerwiec 2004), S. 48f.

7 Ludwig von Mises, Nationalökonomie (Ekonomia narodowa) (1940), München 1980: Filozofia S. 544. Porównaj również Murray Rothbard, Man, Economy, and State (1963), Los Angeles 1970: Nash, S. 504.

8 Porównaj dla wszystkich tematów : F. A. Hayek (Hg.), Capitalism and the Historians (1954), Chicago 1963: Phoenix; IEA (Hg.), The Long Debate on Poverty (1972), London 1974; E. G. West, Education and the Indus-trial Revolution (1975), Indianapolis 2001: Liberty; Joel H. Spring, Education and the Rise of the Corporate State, Boston 1972: Beacon; David Nasaw, Schooled to Order, New York 1979: Oxford University Press; Mi-chael B. Katz, The Irony of Early School Reform (1968), New York 2001: Teachers College.

9 Porównaj Veronika Hammer, Einelternfamilien mit besonderen Belastungen (Rodziny z jednym rodzicem ze szczególnymi obciążeniami) – Praktyka oraz doświadczena badawcze, w : Fegert/Ziegenhain (Hg.), Hilfen für Alleinerziehende,( Pomoc dla samotnie wychowujących) Weinheim 2003: Juventa.

10 Poza tym kobieta po rozwodzie może ponownie wyjść za mąż, nie musząc przypisywać swojemu nowemu mężowi dzieci z poprzedniego związku (odwrotnie w tym kręgu kulturowym nie będzie uznawane zupełnie za problem, iż kobieta będzie znosić w swoim gospodarstwie domowym dzieci poprzedniej partnerki)

11 Volker Sommer, „Der nackte Affe“ (Naga małpa) – ponownie rozpatrywane w : G. Eifler u.a. [Hg.], Tier und Mensch (Zwierzę i człowiek) , Mainz 1993. Tomasz z Akwinu: Porównaj Stefan Blankertz, Lust auf Leben : Tomasz z Akwinu , Köln 2001, S. 17ff, Cytat dotyczący bigamii strona 21

12 Murray N. Rothbard, For a New Liberty, New York 1978: Collier, S. 297ff. porównaj również tegoż, The Ethics of Liberty, Atlantic Highlands 1982: Humanities, S. 251ff.

13 „Assume that the United States […] declare that there would be no longer any border controls, that anybody who could pay the fare might enter the country, and, as resident, would then be entitled to every ,normal‘ domes-
tic welfare provision. Is there any doubt about the desastrous outcome of such experiment in the present world?“ (Democracy, S. 159).

14 Porównaj Karola Tembrins, Anne R. Chérie (Wetzlar 1989), nowa wersja pod adresem: www.freiheitsfabrik.de
15 Porównaj na przyklad Steven Farron, Prejudice is Free, but Discrimination has Costs, in: Journal of Libertarian Studies, Vol 14, No 2 (Summer 2000).

16 „Libertarians must [sic!] distinguish themselves from others by practicing (as well as advocating) the most extrem form of intolerance and discrimination against egalitarians, democrates, socialists, communists, multicul-turalists, environmentalists, ill manners, misconduct, incompetence, rudeness, vulgarity, and obscenity“ (Democ-racy, S. 219).

17 Edward Feser (Self-Ownership, Abortion, and the Rights of Children: Toward a More Conservative Libertari-anism, in: Journal of Libertarian Studies, Vol 18, No 3, Summer 2004): „Anyone, including any libertarian, who thinks homosexuality is immoral has grounds for opposing the repeal of such [i.e. anti-sodomy] laws“ (S. 112).

18 Paul Goodman, New Reformation: Notes of a Neolithic Conservative, New York 1970: Random; ders., Anar-chistisches Manifest (Manifest anarchistyczny) (1945/62), in: Blankertz/Goodman, Staatlichkeitswahn, Wetzlar 1980: Büchse der Pandora (Puszka pandory)

Stephan Blankertz

***
Tłumaczenie: Anna Muszkieta-Buszka.
Tekst w oryginale znajduje się na www.mises.de

Tagi:

114 komentarzy dla wpisu “Stephan Blankertz: Jak libertariański może być konserwatyzm?”

Strony: « 1 … 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 [12] Show All

  1. 111
    DysKordian mówi:

    @Czytelnik

    „Nadal nie rozumiem o co ci chodzi , czyli jak zdobyta ???”

    Poważnie nie rozumiesz? Tyle się w Polszy swego czasu mówiło o „złodziejskiej prywatyzacji”, czyli wyprzedawaniu praktycznie za bezcen państwowego czy komunalnego mienia byłym członkom nomenklatury bądź ich koleżkom… Innymi słowy, miałem na myśli własność zdobytą metodami politycznymi – za pośrednictwem i dzięki protekcji opłacanego z przymusowych podatków aparatu państwowego. Choć oczywiście nie jest to praktyka specyficznie polska, ani ograniczona do krajów wychodzących z tzw. realnego socjalizmu. Cytowałem już kiedyś fragment z Carsona o ogromnych darowiznach ziemskich, jakie władze kolonialne w Ameryce Północnej poczyniły na rzecz swoich totumfackich. Co miało niebagatelny wpływ na rozkład siły przetargowej (tak w gospodarce, jak i polityce) w amerykańskim społeczeństwie – rzecz jasna na korzyść obdarowanych – także po wybiciu się Stanów na niepodległość i położyło podwaliny pod rozwój korporacjonizmu.

    Jeżeli komuś powyższe wywody pachną „komuną” i „postawą roszczeniową” to przypomnę, że nie kto inny jak Rothbard (m.in. w Konfiskacie a Zasadzie Zadomowienia) podkreślał znaczenie „właściwej” (re)dystrybucji własności dla powstania sprawiedliwego, libertariańskiego społeczeństwa, jako jeden z kluczowych elementów.

    W mojej ocenie Prawo Naturalne, które Rothbard i wielu jego epigonów proponuje jako kryterium sprawiedliwości (ustalenia „co się komu należy”) może nie jest najszczęśliwszym pomysłem z wolnościowego punktu widzenia (patrz uwagi Jasia Skoczowskiego). Ale mimo wszystko intuicja mi podpowiada, że system oparty o Prawo Naturalne stworzyłby optymalne warunki dla samorealizacji i samodzielnego bytowania większej liczbie ludzi, niż ma to miejsce obecnie.

    „Czyli w ogóle jej nie ruszać ??? A może zwiększyć to zadośćuczynienie do poziomu Szwedzkiego ???”

    Tego nie sugeruję. Uważam po prostu, że to nie powinna być dla libertarian priorytetowa kwestia i niżej postaram się to uzasadnić.

    „Zresztą ten cały socjal nie jest finansowany z zysków tych wrednych korporacji tylko z dochodów zwykłych ludzi więc trudno tu mówić o zadośćuczynieniu komukolwiek – raczej chodzi o zwyczajną redystrybucję środków finansowych z pracujących do różnych grup interesu i nacisku. Naprawdę wierzysz że politycy to robią by naprawiać czyjeś krzywdy ???”

    Jasne, że nie! Chodzi wyłącznie o uspokojenie ofiar korporacjonizmu i wyciszenie konfliktu klasowego; choć pewnie znajdzie się paru „pożytecznych idiotów” wśród polityków, szczerze wierzących że państwo dobrobytu naprawdę realizuje wiązane z nim nadzieje na zapewnienie „wolności” i „równości” (poza tym powtarzasz z grubsza to, co sam wcześniej pisałem :P ).

    Ale nie masz wrażenia, że eksponowanie postulatu ukrócenia socjalu jest zabiegiem chybionym z czysto marketingowego punktu widzenia? Skoro ustaliliśmy już, że „praca u podstaw” powinna stanowić podstawę libertariańskiego aktywizmu, to chciałbym zauważyć, że oskarżanie na dzień dobry zwykłych ludzi o „pasożytnictwo” raczej nie sprzyja pozyskiwaniu zwolenników (pomijam tu cierpiących na socjo-fobię prawicowych konserwatystów, korwinofilów itp – ale to kandydaci na kolejną kanapę, a nie liczący się ruch społeczny, więc łaskawie pominę ich milczeniem). Nie lepiej kłaść nacisk na popularyzowanie „populistycznych” idei związanych z libertarianizmem, takich jak np. kontr-ekonomia?

    „Gdzie ty masz te latyfundia ???”

    Przejedź się choćby na obrzeża Torunia (kierunek Gdańsk) i obadaj, co i jak się tam buduje w ramach Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (obejmuje 563,57 ha w samym tylko województwie kujawsko-pomorskim), a będziesz miał jako takie wyobrażenie do czego piję. I porównaj tamtejsze warunki do prowadzenia biznesu (www.strefa.gda.pl) z przeszkodami, które na swojej drodze napotyka przysłowiowy Kowalski, pragnący rozpocząć legalnie działalność gospodarczą w ramach jakiegoś niewielkiego biznesu. Orwellowskie „są równi i równiejsi” pozostaje wiecznie żywe…

    „Pomijając już to i jednocześnie podsumowując że te wszystkie proponowane przez ciebie działania zawarte w tym poście wymagają istnienie państwa co znów kłóci się z anarchizmem.”

    Chwila, jakie proponowane przeze mnie działania? Ja tylko gdybam, wychodząc z całkowicie nierealistycznego założenia o możliwości efektywnego, odgórnego wprowadzania w życie libertariańskich idei. Na co dzień jednak jestem realistą i mam świadomość, że gdybanie gdybaniem, ale liczy się tak naprawdę wyłącznie „praca u podstaw” w ramach nieformalnych, niepowiązanych z rządem i wielkim kapitałem struktur.

    @Kamil

    Aktualnie przebywam poza domem u rodziny. Jak wrócę na własne śmieci to może coś znajdę w mojej „bazie” linków i wrzucę na liberalis.pl

    A przy okazji… Wesołych Świąt wszystkim życzę! :-)

  2. 112
    Czytelnik mówi:

    „Poważnie nie rozumiesz? Tyle się w Polszy swego czasu mówiło o “złodziejskiej prywatyzacji”, czyli wyprzedawaniu praktycznie za bezcen państwowego czy komunalnego mienia byłym członkom nomenklatury bądź ich koleżkom… Innymi słowy, miałem na myśli własność zdobytą metodami politycznymi – za pośrednictwem i dzięki protekcji opłacanego z przymusowych podatków aparatu państwowego.”

    A to pisz tak od razu bo trudno czasem się domyśleć o co chodzi :) Właśnie o tym całym procesie czytam w książkach Tittenbruna którego tak polecałeś. Ale nie wiem czy da się cofnąć czas i to wszystko odwrócić – udowadnianie takich przywłaszczeń i odbieranie ich z powrotem to chyba proces już niemożliwy.

    „Jeżeli komuś powyższe wywody pachną “komuną” i “postawą roszczeniową”

    Prędzej to pachnie Samoobroną i jej retoryką polityczną :)

    „Ale mimo wszystko intuicja mi podpowiada, że system oparty o Prawo Naturalne stworzyłby optymalne warunki dla samorealizacji i samodzielnego bytowania większej liczbie ludzi, niż ma to miejsce obecnie.”

    A można wiedzieć czemu jesteś tak krytyczny wobec idei ” prawa naturalnego” ???

    „Ale nie masz wrażenia, że eksponowanie postulatu ukrócenia socjalu jest zabiegiem chybionym z czysto marketingowego punktu widzenia?”

    Wszystko zależy od tego co się zaproponuje w zamian , obciąć socjał ale w zamian radykalnie obniżyć podatki lub też lobbować za samoorganizacją i oddolnymi inicjatywami albo rozłożyć reformy na kilka etapów zaczynając od ukrócenia wyłudzeń itp.
    Po za tym uważam że nie powinno się ludziom wciskać kitu , ukrywać swojego programu bo to źle się kończy.

    „Nie lepiej kłaść nacisk na popularyzowanie “populistycznych” idei związanych z libertarianizmem, takich jak np. kontr-ekonomia?”

    Nie lepiej kłaść nacisk na popularyzowanie “populistycznych” idei związanych z libertarianizmem, takich jak np. kontr-ekonomia?”

    Beneficjentom państwowych transferów pewnie by to się nie spodobało , i nie chodzi mi o kapitalistów ale choćby o emerytów których świadczenia finansowane są z podatków. Ale sama lewicowo-libertariańska retoryka może być nośna

    „Skoro ustaliliśmy już, że “praca u podstaw” powinna stanowić podstawę libertariańskiego aktywizmu, to chciałbym zauważyć, że oskarżanie na dzień dobry zwykłych ludzi o “pasożytnictwo” raczej nie sprzyja pozyskiwaniu zwolenników (pomijam tu cierpiących na socjo-fobię prawicowych konserwatystów, korwinofilów itp – ale to kandydaci na kolejną kanapę, a nie liczący się ruch społeczny, więc łaskawie pominę ich milczeniem).”

    Praca u podstaw to fajna idea ale nie wiem czy drogą polityczną nie osiągnęło by się lepszych efektów – nie chcę rozpoczynać tutaj dyskusji o kwestii zaangażowania politycznego , ale osobiście wątpię by dało się obalić państwo od dołu.

    Co do „tępienia” pasożytnictwa to jednak też może być nośne , bo zawsze jest tak że za przywileje jednych płacą drudzy. Można by to propagować pod hasłem rynku równych szans , grania fair play , zrównoważonego rozwoju itp. Wszystkie idee samoorganizacji brały się właśnie z brania spraw w swoje ręce a nie życia kosztem innych. Dlatego też rozbudowany socjał jest przeszkodą bo wypiera takie inicjatywy.

    „Chwila, jakie proponowane przeze mnie działania? Ja tylko gdybam, wychodząc z całkowicie nierealistycznego założenia o możliwości efektywnego, odgórnego wprowadzania w życie libertariańskich idei. Na co dzień jednak jestem realistą i mam świadomość, że gdybanie gdybaniem, ale liczy się tak naprawdę wyłącznie “praca u podstaw” w ramach nieformalnych, niepowiązanych z rządem i wielkim kapitałem struktur.”

    No ja tak realistyczny w tym względzie nie jestem , nie wiem czy jednak droga polityczna nie była by lepsza , choć trzeba by do tego naprawdę ideowych ludzi którzy by oparli się pokusom władzy :) Obie drogi mają swoje wady i zalety , obie mogą przynieść dobre skutki w sprzyjających dla każdej z nich warunkach historycznych , jednak te obecne nie sprzyjają drodze oddolnej zmiany.

    „A przy okazji… Wesołych Świąt wszystkim życzę!”

    Ja też się przyłączam do tego :)

  3. 113
    Kamil mówi:

    >Beneficjentom państwowych transferów pewnie by to się nie spodobało , i nie chodzi mi o kapitalistów ale choćby o emerytów których świadczenia finansowane są z podatków.

    Ależ tutaj znajduje się idealny argument! Państwowy system ubezpieczeń społecznych -> marna wysokość świadczeń i nieprzystępne warunki.

    >Praca u podstaw to fajna idea ale nie wiem czy drogą polityczną nie osiągnęło by się lepszych efektów – nie chcę rozpoczynać tutaj dyskusji o kwestii zaangażowania politycznego , ale osobiście wątpię by dało się obalić państwo od dołu.

    Ja wiem jedno. Jeżeli ludzie przestaną wierzyć w Lewiatana, to Lewiatan przegra (niekoniecznie zostanie obalony), gdyż każdy rząd potrzebuje legitymizacji i poparcia ‘ludu’.
    Coś w tej oddolnej rewolucji jest rozsądnego, choć wg mnie tutaj potrzebna jest raczej ewolucja. Ewolucja świadomości, by taka Polska stała się ‘anarchistyczna’…
    Przekonywaniem można co najwyżej zbudować społeczność odizolowaną, gdzieś daleko od ‘cywilizacji państw’.

    >>“A przy okazji… Wesołych Świąt wszystkim życzę!”

    >Ja też się przyłączam do tego :)

    Zdrowia i jeszcze raz zdrowia, bo ono jest najważniejsze. Bez niego wszystko traci sens..

  4. 114
    fndr mówi:

    „Jeżeli jednak określony porządek społeczny zmienia się w wyniku dobrowolnie podejmowanych decyzji, wtedy w sposób logiczny można temu zapobiec tylko poprzez przymus, na przykład poprzez zakaz rozwodów.”
    bez sensu jest to zdanie, bo oznacza, że libertarianie muszą być deterministami. a przecież można zapobiegać zmianom porządku społecznego nie stosując przymusu.

Strony: « 1 … 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 [12] Show All

Skomentuj:

Możesz używać: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>