Olgierd A. Sroczyński: Ucieczka do więzienia
pobierz jako PDF 23 grudnia, 2008 — kapron
Kluczowym pojęciem dla czasów postmodernizmu i demokracji liberalnej jest emancypacja, wyzwalanie się poszczególnych grup i jednostek spod tradycyjnych ograniczeń i zależności. Kultura postnowoczesna promuje jeden model człowieka – niezależnego i tolerancyjnego relatywistę moralnego, który poprzez odrzucenie tradycyjnej kultury i obyczajowości zyskuje prawdziwą autonomię, staje się jednostką naprawdę wolną.
Bądź sobą – ten prosty slogan reklamowy oddaje w pełni przesłanie tkwiące we współczesnym przekazie kulturowym, nie znacząc właściwie niczego konkretnego. I w tym właśnie braku znaczenia czai się niebezpieczeństwo.
Filozofia liberalizmu skupiając się na jednostce, dała jej prawo do kwestionowania wszystkiego, co do tej pory nadawało jej – jednostce – tożsamość. Jedno pozostawało wszakże w liberalizmie niekwestionowane – państwo, które choć w założeniu ograniczone, w praktyce mogło uczynić wszystko „dla dobra publicznego”. Pozbywszy się w imię jednostkowej autonomii zależności od naturalnych wspólnot różnego szczebla, stanowiących wcześniej swoistą amortyzację przed zakusami Lewiatana, jednostka bezbronna stanęła przed jego obliczem. Twierdza, w której człowiek obwarował się w obronie swojej jednostkowej wolności, okazała się dla niego więzieniem.
Tym samym co najmniej od rewolucji we Francji w 1789 roku, gdzie świeckie państwo poczęło ostrzem gilotyny wyzwalać swoich obywateli spod „ucisku szlachty i kleru”, wciąż panuje wzięte od Hobbesa przekonanie o tym, że tyrania państwa lepsza jest ponad wszelką miarę od „tyranii sąsiada”. Sprzeciw wobec posunięć ze strony instytucji państwowych faktycznie naruszających osobową wolność pozostaje nikły. Nie tylko ze względu na obecność swoistej rekompensaty, jaką jest pomoc ze strony demokratycznych instytucji w emancypacji coraz to nowych grup obywateli, ale być może przede wszystkim poprzez panowanie zasady, na jaką zwrócili uwagę już Etienne de la Boetie i David Hume, a współcześnie również ekonomista austriacki Murray N. Rothbard – każda władza opiera się na poparciu poddanych, zatem mniejszość (rząd) utrzymuje swą władzę nad większością poprzez kontrolowanie krążących w społeczeństwie opinii.
Najjaskrawszym tego przykładem są oczywiście zdobycze propagandy krajów totalitarnych, jednak nie oznacza to, że kontrolowanie czy może raczej kreowanie opinii w krajach demokratycznych jest całkowicie nieobecne. Noam Chomsky, modyfikując zasadę Hume’a mówi wprost – im bardziej „demokratyczny” i „ludowy” jest rząd, tym bardziej musi dbać o swój wizerunek aby podporządkować sobie rządzonych. Politycy demokratyczni, jak każdy inny człowiek dążą do realizacji zamierzonych wcześniej celów, a poparcie oficjalnie reprezentowanego przez nich ludu może stanąć im w tym względzie na przeszkodzie. Jeżeli zatem polityk ma możliwość sprawienia by lud przyzwalał na każde jego posunięcie, to zawsze z niej skorzysta. Nie ma tutaj miejsca na dopatrywanie się spisku – to proste życiowe obserwacje.
Kontroli opinii najprościej dokonać poprzez zwrot w kierunku Hobbesowskiego poglądu o tym, że niezależnie od tego jakie posunięcia przedsięweźmie, państwo działa jedynie dla dobra swoich obywateli, dla ochrony ich życia i szczęśliwości. Państwowe szkolnictwo, służba zdrowia, przymus ubezpieczeń, zakaz posiadania broni, a w następnej kolejności również państwowa kontrola jakości usług i produkcji, prohibicja nałożona na alkohol i narkotyki – wszystko to odbywa się pod hasłem: „pro publico bono!”, a w efekcie prowadzi do sytuacji całkowitej zależności jednostki od Lewiatana.
Skoro niewielu obecnie protestuje np. przeciwko obowiązkowi zgłaszania organom państwowym miejsca swojego pobytu (a ściślej większość zgadza się, że to sprzyja bezpieczeństwu), to dlaczego ktokolwiek – i na jakiej podstawie – miałby kiedykolwiek sprzeciwiać się wszczepieniu każdemu pod skórę chipu, dzięki któremu można go będzie łatwo zlokalizować? Technologia jest do tego obecnie przygotowana, mentalność zaś nieustannie podlega obróbce i jej gotowość na przyjęcie niewolniczego jarzma jest jedynie kwestią czasu.
Wskazywanie, że przyjęcie planowanego zakazu palenia tytoniu najpierw w publicznych, a następnie w prywatnych lokalach nie tylko jest wynikiem politycznej tresury, ale również pozbawia moralnego prawa do sprzeciwu wobec kolejnych możliwych zakazów oficjalnie chroniących „publiczne zdrowie” – jak choćby zakaz produkcji i handlu alkoholem, kawą, solą, ostrymi przyprawami, tłuszczem i potrawami z cholesterolem etc. etc. – jest obecnie traktowane jako przejaw histerii. Można jednak spokojnie postawić spore pieniądze na to, że w momencie rozpoczęcia kampanii przeciwko narkotykom, przewidywanie kampanii przeciwko paleniu tytoniu spotykało się z takim samym nastawieniem. Nihil novi sub sole – o ile stosunkowo trudno przewidzieć zachowania jednostki i efekty jej wolnych wyborów, o tyle psychologia tłumu podlega stałym, niezmiennym prawom.
Projektanci Raju na Ziemi, gdzie nie ma cierpiących, chorych i palących papierosy działają być może nieświadomi możliwych skutków swych zamierzeń i ich plany są być może całkiem szczerze nastawione na realizację dobra. Sami nie będą stosować siły aby plany wprowadzić w życie. Nieodmiennie jednak kończy się to tak, jak to opisał Fryderyk von Hayek w swej Drodze do zniewolenia – zawsze pojawi się polityk, który z planów takich zechce cynicznie skorzystać, już bez przekonania o ich zbawiennym wpływie na ludzkość: tylko i wyłącznie po to, aby cieszyć się nieograniczoną władzą.
Olgierd A. Sroczyński
22.12.2008 r.
***
Tekst został wcześniej opublikowany na blogu autora
Podobne wpisy:







środa, 24 Grudzień, 2008 o 14:25
nawet mam. aczkolwiek razem z Utylitaryzmem, Civilization i jeszcze jedną jego pracą, nie pomnę teraz tytułu, składają się w całość. I powiem Ci, że moje zdanie na jego temat jest takie samo, jak Sowell’a i Misesa…
środa, 24 Grudzień, 2008 o 16:27
@ Kamil
Czy np. spłacanie kredytu przez dzieci kredytobiorcy, które dziedziczą obciążoną hipoteką własność jest przymusem?
A postulat ochrony przez państwo jednostek przed „tyranią społeczeństwa”, który się tam znajduje, umknął?
@ DysKordian
Tym samym, czym różni się korporacjonizm faszystowski od korporacjonizmu katolickiego. Pierwszy postuluje budowę „wspólnot” i „stowarzyszeń” przez państwo, tak aby były one jego organami. Drugi natomiast widzi ideał w ładzie średniowiecznym, gdzie wspólnoty i stowarzyszenia powstawały drogą oddolną.
czwartek, 25 Grudzień, 2008 o 12:22
>Czy np. spłacanie kredytu przez dzieci kredytobiorcy, które dziedziczą obciążoną hipoteką własność jest przymusem?
Samo w sobie nie, ale gdyby nie przymus, to nie byłoby takich chorych sytuacji.
Nie, jak nie chcę dziedziczyć długów, to mam się prawo ich zrzec wraz z tą własnością, ale nie muszę ich spłacać.
niedziela, 28 Grudzień, 2008 o 16:42
„Wiele wskazuje na to, że dochodzimy do spełnienia projektu nowożytnego, czyli zbudowania świata absolutnie racjonalnego, wolnego od przesądu i mitu, gdzie heglowski Wszechmocny Rozum – inkarnowany w Państwie Europejskim (marzenie Kojeve’a!) – będzie regulował całe życie społeczne i polityczne; gdzie biurokratycznej i fiskalnej kontroli poddane zostaną najdrobniejsze szczegóły naszego życia. Będziemy ochipowani, kamerowani, nadzorowani i kontrolowani.”