Robert Gwiazdowski

Robert Gwiazdowski: Podatki mają konsekwencje piłkarskie.

Po raz „n-ty” sprawdza się podstawa doktryny podatkowej CAS: podatki mają konsekwencje. Nie tylko zresztą ich wysokość, ale i rodzaj, gdyż różne podatki mają różne konsekwencje. Czym innym jest opodatkowywanie dochodu, a czym innym konsumpcji – nawet jakby w krótkiej perspektywie czasu wpływy podatkowe z tych podatków były takie same. To Pan Krzysztof Dzierżawski sparafrazował kiedyś tytuł książki Richarda Weavera: „Ideas have consequences” odnosząc go do podatków. Zły podatek od nieruchomości był przyczyną secesji Niderlandów od Hiszpanii w XVI wieku, a obecnie jest przyczyną upadku centrów wielu miast amerykańskich. Złe podatki były też przyczyną „tej osobliwej łatwości, z jaką mahometanie dokonali swoich zdobyczy” – jak pisał Monteskiusz. „W miejsce nieustannych udręczeń, jakie wymyśliła chciwość cesarzy, ludy spotykały się z daniną prostą, łatwą do płacenia i do ściągania: wolej im było podlegać barbarzyńcom, niż skażonemu rządowi.”

Typowo podatkowy Przywilej Koszycki z roku 1374, w którym Ludwik Węgierski zagwarantował szlachcie, że nie będą nakładane, bez jej zgody, żadne podatki ponad ustalony limit 2 groszy z łana też miał konsekwencje: zapoczątkował rozwój sejmowładztwa i Rzeczypospolitej Szlacheckiej. Wielokrotnie w zamian za zgodę na nałożenie podatków ponad określony limit szlachta domagała się nowych praw i często je uzyskiwała. Bez Przywileju Koszyckiego nie byłoby wielu innych praw ograniczających uprawnienia króla oraz chłopów i mieszczan na rzecz szlachty. Współcześnie podatki także mają konsekwencje.

Jeżeli coś opodatkowujemy, to, z definicji, tego czegoś jest mniej. Gdy opodatkowujemy dochód, mamy mniejszy dochód, o czym przekonuje się każdy, kto bezpośrednio rozlicza się z fiskusem, a czego mogą nie odczuwać jedynie osoby, za które podatki płaci zakład pracy lub ZUS. Gdy opodatkowujemy oszczędności to też jest ich mniej – a w konsekwencji ilość kapitału dostępnego na rynku jest mniejsza. Państwo zabiera podatnikom tę część dochodów, która mogłaby zostać przez nich przeznaczona na finansowanie rozwoju gospodarczego. Zaś rząd, który przechwytuje pieniądze podatników, kieruje się w swoich decyzjach najczęściej kryteriami politycznymi i finansuje te przedsięwzięcia, które mają szanse uzyskać największe poparcie wyborców. Gdy bezpośrednio opodatkowujemy kapitał, też jest go mniej, albowiem kapitał wybiera takie miejsca inwestycji, w których fiskus nie jest nadmiernie zachłanny, a spodziewane zyski są najwyższe. Jak zmniejsza się ilość kapitału, którym można finansować inwestycje, to ilość inwestycji zostaje ograniczona. Mniejsze inwestycje z kolei to zmniejszenie ilości pracy dostępnej na rynku. Gdy dodatkowo opodatkowujemy tę pracę, bezpośrednio, czy w jakiś sposób pośredni („składki” ubezpieczeniowe i zdrowotne), stawką w wysokości 80% zarobków netto, to tej pracy jest jeszcze mniej. Jak jest mniej pracy, to bezrobocie jest większe, a w konsekwencji mniejszy jest popyt wewnętrzny. Jeśli równocześnie coraz bardziej opodatkowujemy konsumpcję (VAT, cło akcyza), to popyt zmniejsza się jeszcze bardziej. W rezultacie zmniejsza się też produkcja, na którą brakuje zbytu, a zatem zmniejsza się zapotrzebowanie na siłę roboczą i jeszcze bardziej rośnie bezrobocie. Tempo wzrostu gospodarczego maleje. Dochody budżetu spadają, a pogarszająca się sytuacja rodzi presję społeczną na zwiększenie wydatków socjalnych – a więc wydatki budżetu rosną. Rośnie też deficyt budżetowy, którego sfinansowanie pochłania coraz większą część i tak zbyt niskich oszczędności. To sprawia, że mimo spadającej inflacji stopy procentowe są nadal wysokie – koło przyczyn i skutków się zamyka, stagnacja gospodarcza przybiera na sile.

Jak zauważył Jean Baptiste Say „podatki stanowią pewnego rodzaju dodatek do kosztów produkcji i w skutkach są sprzeczne z postępem przemysłu (…) Zwiększając cenę produktów, podatek zmniejsza konsumpcję, a w konsekwencji i popyt ze strony konsumentów”. Na skutek opodatkowania „powstaje zmniejszenie popytu na przedmioty, których już nie można konsumować, mianowicie na te, na które jest nałożony podatek; ze zmniejszenia zaś popytu wynika ograniczenie produkcji, a co za tym idzie ograniczenie masy podatkowej. Powstaje więc strata dla podatnika na części jego użytków, dla producenta na części jego produktów i dla skarbu na części jego dochodów.” Kiedy nakłada się podatek na sukno, jako na przedmiot konsumpcji, konsumpcja wełny zmniejsza się i rolnik hodujący owce doznaje uszczerbku na swoim dochodzie, podobnie jak właściciel pastwiska, na którym wypasane są owce (jeśli, co się zdarza, nie jest nim sam rolnik) fabrykant, wytwarzający z wełny sukno, kupiec, który tym suknem handluje i inwestor, który zainwestował swój kapitał w fabrykę lub sklep. Reasumując: „każdy podatek szkodzi reprodukcji, szkodząc akumulacji kapitałów produkcyjnych” – pisał Say. Najbardziej zaś szkodzi płacenie podatku z wykorzystaniem części tych kapitałów, które są przeznaczone do produkcji. Cytowany przez Saya Sismondi, porównał taki podatek do dziesięciny, „którą wybierano by z ziarna siewnego, zamiast żniwnego”.

Wszystkie rządy, zarówno te despotyczne, jak i demokratyczne, pomijały i nadal pomijają długofalowe konsekwencje podejmowanych przez siebie decyzji. Właśnie się okazuje, że z powodów podatkowych „paść” może Premier League.

Reforma premiera Gordona Browna podnosi najwyższą stawkę podatku z 40% do 50% od kwoty przewyższającej 150 tys. funtów rocznie. Największe gwiazdy Premier League więcej zarabiają tygodniowo.

Jak pisze dziś Gazeta Wyborcza Andrij Arszawin, który przeszedł z Zenit St Petersburg do Arsenalu, zwolnił swojego agenta, bo ten nie powiedział mu o zmianach w angielskim prawie podatkowym.

http://www.sport.pl/sportGW/1,91756,6886439,Wysokie_podatki_zakoncza_angielska_dominacje_w_Lidze.html

A tymczasem w Primera Division panuje istny „raj podatkowy”. W Hiszpanii obowiązuje tak zwane „prawo Beckhama” – Royal Decree 687/2005, dzięki któremu cudzoziemcy mogą wybrać, czy chcą w roku przybycia do Hiszpanii i przez 5 kolejnych lat być rezydentami podatkowymi – i płacić podatki według skali podatkowej od 15 do 43% – czy też mieć status nie rezydenta podatkowego i płacić podatek liniowy w wysokości 24%. Pierwszym znanym cudzoziemcem, który z tego skorzystał był David Beckham po przejściu z Manchester United do Realu Madryt. Rządząca obecnie w Hiszpanii Partia Socjalistyczna Premiera Zaparto zapowiadała zmianę tego przepisu, zwłaszcza po tym, jak Real za 40 mln euro kupił, z tego samego Manchesteru, Christiano Ronaldo z roczną pensją 12 mln euro. Premier Zaparto powiedział, że to jest „excesivo”. Ale 23 czerwca rząd wycofał z Kortezów niekorzystny dla piłkarzy projekt zmian w prawie podatkowym.

Za dwa lata finał Ligi Mistrzów: Real-Barcelona?

Robert Gwiazdowski
03.08.2009
***
Tekst był wcześniej opublikowany na blogu autora

1 comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *