Robert Gwiazdowski

Robert Gwiazdowski: Żaróweczki

Nie znam się na technologii, ale jeśli to prawda, co ostatnim (33) numerze Forum przedrukowało z austriackiego pisma Profil, to członków Komisji Europejskiej, którzy głosowali za tym rozwiązaniem trzeba zamknąć albo w domu wariatów za niebezpieczną dla zdrowia głupotę, albo w więzieniu za korupcję.

Od września 2009 roku wchodzi w życie zakaz wprowadzania do obrotu w krajach UE tradycyjnych żarówek 100-watowych i mocniejszych. W przyszłym roku zacznie obowiązywać zakaz dotyczący żarówek 75-watolwych, za dwa lata żarówek 60-watowych a we wrześniu 2012 wszelkich tradycyjnych żarówek.

Od kwietnia obowiązuje już zakaz wprowadzania do obrotu tradycyjnych termometrów – gdyż, jak powszechnie wiadomo, zawierają szkodliwą dla zdrowia i życia rtęć.

Jaki jest związek między tymi zakazami? Żarówki energooszczędne, 14 razy droższe od tradycyjnych, zużywają od 65 do 80% mniej energii, niż tradycyjne, które tylko 3 do 5 % (jak przeczytałem w jednym opracowaniu) lub od 5 do 8% (jak przeczytałem w innym opracowaniu) energii przetwarzają na światło, a resztę tracą na promieniowanie cieplne.

Obowiązkowa wymiana ma spowodować „redukcję o 60% wywoływanej przez oświetlenie domowe emisji dwutlenku węgla (czyli o 23 mln. ton rocznie), odpowiedzialnego na ocieplenie klimatu. Będzie to oznaczać redukcję zużycia energii o 63 tys. GWh i w konsekwencji oszczędności w wysokości 7 mld euro” (jak przeczytałem w jednym opracowaniu) lub „oszczędności 185 milionów euro rocznie i emisji dwutlenku węgla mniejszej o 700 tysięcy ton rocznie” (jak przeczytałem w innym opracowaniu).

Jest tylko mały szkopuł! Żarówki energooszczędne zawierają… rtęć, z powodu szkodliwości której zakazano sprzedaży tradycyjnych termometrów. Co prawda informacja ta nie jest podawana na opakowaniach, ale za to w Austrii w instrukcji obsługi żarówki (sic!) można przeczytać przestrogę: „ponieważ żarówki energooszczędne są zrobione ze szkła, może się zdarzyć, że ulegną pęknięciu, co jednak nie stanowi żadnego zagrożenia. Zaleca się PRZEWIETRZENIE POMIESZCZENIA przez 30 minut oraz USUNIĘCIE ODŁAMKÓW SZKŁA W DOBRZE ZAMKNIĘTEJ PLASTIKOWEJ TORBIE”. Tradycyjne żarówki też były ze szkła ale nie trzeba było wietrzyć pomieszczenia jak się stłukły. Jeżeli w żarówce jest 2,5 mg rtęci, to ile jej znajdzie się w naszym otoczeniu, jak sprzedaż żarówek energooszczędnych, która teraz wynosi 10-13% rynku, wyniesie 100%? Dużo? Dużo!

Przypomniała mi się taka informacja sprzed dwóch lat: „przemysł oświetleniowy zobowiązał się, że będzie stopniowo eliminować z produkcji w UE najbardziej energochłonne żarówki”. Teraz ciśnie mi się pytanie? „Zobowiązał się”? Powinno być z „uznaniem przyjął do wiadomości, że wieloletnie działania lobbingowe przyniosły zamierzony skutek”. Na rynku pojawiają się nowe technologie – na przykład LED. Ale zanim będą one w stanie wyprzeć tradycyjne żarówki i produkowane już od lat żarówki energooszczędne, zwane „świetlówkami kompaktowymi”, minie jeszcze kilka lat. Więc wprowadzenie już dziś zakazu sprzedaży tradycyjnych żarówek oznacza zwiększenie przychodów Philipsa i Osram (grupa Simensa) o dziesiątki miliardów euro rocznie! Tradycyjna żarówka to wydatek 50 centów, energooszczędna to 7 euro! Produkuje się je na przestarzałych już nieco liniach technologicznych, których nie opłaca się remontować, z uwagi na konkurencję ze strony nowych technologii, które „czyhają za drzwiami”, którym kompaktowe świetlówki na pewno nie sprostają. Ich producenci weszli w ślepy zaułek i dziś administracyjna decyzji Komisji Europejskiej, nakazująca de facto korzystanie z ich produktów, to ostatnia szansa na osiągnięcia odpowiedniej stopy zwrotu z klimatycznej histerii. Nasze oszczędności w wydawaniu na prąd i w emisji CO2, o ile w ogóle będą jakiekolwiek, rozłożą się na lata. A zyski Philipsa i Simensa wzrosną z dnia na dzień.

A póki co produkcja żarówki energooszczędnej pochłania 10 razy(!!!) więcej energii od produkcji żarówek tradycyjnych. Poza tym w Europie już ustalono maksymalny poziom emisji CO2 już do roku 2020. A zatem producenci energii, którzy będą jej mniej sprzedawali – i przez to mniej emitowali CO2 przy produkcji energii dla potrzeb oświetleniowych z uwagi na wejście do użycia żarówek energooszczędnych – będą handlowali prawami do emisji. Ergo do 2020 roku nie zaoszczędzimy ani tony CO2!

Robert Gwiazdowski
03.08.2009
***
Tekst był wcześniej opublikowany na blogu autora

1 comment

  1. pismonosem

    Do tego dochodzi jeszcze konieczność przetwarzania żarówek energooszczędnych po ich zużyciu. Nie można wyrzucać takiej żarówki do kosza, jak robiło się z tradycyjną, bo ma a) rtęć i b) układ scalony, który rozkładać się będzie sie w ziemi miliony lat. I kto za to zapłaci? Pan, pani, społeczeństwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *