Michał Wolski

Michał Wolski: Libertariański dysonans poznawczy.

Manifestacja, którą przyjąłem z dużą satysfakcją spowodowała jednak dysonans poznawczy. Libertariańskie przekonania i symbole narodowe. Ucisk systemu i hołd dla prezydenta. Wszystko to niby się kłóci, powoduje zamęt. Zadaję sobie pytanie, kim naprawdę jestem.

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

Bądź wierny Idź

Zbigniew Herbert „Przesłanie pana Cogito”

Jestem libertarianinem. Doszedłem do tego na podstawie ewolucji swych poglądów związanych z własnymi doświadczeniami, lektur książek zarówno klasyków (Adam Smith czy Alexis de Toqueville), jak i kontynuatorów myśli wolnościowej, takich jak Ludwig von Mises, Friedrich August von Hayek, Murray N. Rothbard, Walter Block, Hans-Herman Hoppe czy David Friedman. Z poglądami wiąże się ocena świata polityki, zrozumiałym jest więc, że w swych wypowiedziach i publikacjach dość często krytykowałem postawy władz czy urzędników, nazywając je „złodziejstwem” czy „bandytyzmem”.

Z drugiej strony jestem miłośnikiem historii. Na podstawie nauki wyniesionej z domu rodzinnego oraz własnych wieloletnich poszukiwań prezentowałem stanowisko, które mógłbym określić mianem swoistej, indywidualnej wersji patriotyzmu. Kochałem i nadal kocham tradycję I i II Rzeczpospolitej. Wzbogacony wiedzą wyniesioną zarówno z lektur, jak i ze studiów na Wydziale Politologii wielokrotnie w rozmowach broniłem dorobku i osiągnięć Polski w przeszłości.

Pamiętam długotrwałe spory, zarówno na studiach, jak i w rozmowach prywatnych dotyczące konkretnych wydarzeń. A było się o co spierać. Wizja jagiellońska, spór Jana Zamoyskiego z królem Zygmuntem III Wazą, kwestia odsieczy wiedeńskiej, konfederacji barskiej, Targowicy, powstań wieku XIX i setek innych wydarzeń i postaci, które poddawaliśmy ocenie. Dochodzi jeszcze okres dwudziestolecia międzywojennego, gdzie tematów na wielogodzinne rozmowy nie brakowało. Zamach majowy, kryzys, reforma walutowa, Bereza…

Dumny z osiągnięć naszych przodków wielokrotnie stawałem na stanowisku obrony państwa. Tak! Państwa, które z racji swych poglądów powinienem był krytykować. Trudno jest jednak krytykować I Rzeczpospolitą, która przez kilkaset lat stanowiła wzór rozwoju, dobrze rozumianej tolerancji i wolności (nawet w XVIII wieku z Prus i Rosji uciekali do Rzeczpospolitej chłopi, gdyż w naszym kraju ucisk był nieporównywalnie mniejszy niż w ich rodzimych krajach) czy dorobek II RP, kiedy po ponad stu latach niebytu na arenie politycznej młode państwo polskie dokonało zdumiewających osiągnięć w zakresie rozwoju na wielu płaszczyznach.

Tragedia prezydenckiego samolotu, w której zginęli przedstawiciele najwyższych władz państwowych, szefowie Sił Zbrojnych RP oraz towarzyszące im osoby wstrząsnęła mną głęboko. W pierwszej chwili nie byłem w stanie uwierzyć, że to, co widzę na ekranie telewizora, jest prawdą. Odnajduję w swej pamięci tylko dwa wydarzenia, których byłem naocznym światkiem, a które mogę porównać pod względem emocjonalnym do wydarzeń z 10 kwietnia. Pierwsze to wprowadzenie stanu wojennego. Jakiś smutny pan w mundurze i ciemnych okularach wypowiadał słowa, których ja, jako sześciolatek nie rozumiałem. Spojrzałem wtedy zaniepokojonym wzrokiem na moją mamę i usłyszałem z jej ust przerażające słowo: „Wojna”. Wiedziałem już wtedy, że wojna to rzecz straszna. Jeden z moich dziadków walczył i w kampanii wrześniowej i później, drugi przesiedział kilka lat w obozie koncentracyjnym Dachau. Drugie wydarzenie, o którym pamięć jest wciąż żywa to 11 września 2001 roku. To chyba nie wymaga komentarza.

Pamiętnego dnia 10 kwietnia siedziałem przed telewizorem czując smutek i żal. Żal wynikający nie tylko z faktu śmierci prawie stu osób, ale też z tego, że w smoleńskiej tragedii zginęły osoby, których pracę niezwykle ceniłem. Na pierwszym planie wśród ofiar stawiałem Rzecznika Praw Obywatelskich Janusza Kochanowskiego i szefa IPN Janusza Kurtykę. Ich pracę w instytucjach państwowych uważałem za ważną, potrzebną i owocną. Czułem jak odrodził się we mnie szacunek dla pracy pro publico bono. Jak podczas dwudziestolecia międzywojennego, gdy osoby o różnych poglądach jak chociażby Władysław Grabski, twórca reformy walutowej i Eugeniusz Kwiatkowski, jeden z pomysłodawców portu w Gdyni i COP, pracowali na rzecz dobra Rzeczpospolitej i zamieszkujących ją obywateli.

Czy tragedia w Smoleńsku wpłynie na zmianę moich poglądów? Odpowiedz jest jedna – nie wpłynie. Przerośnięty fiskalizm, przepisy utrudniające funkcjonowanie nie tylko przedsiębiorcom, ale i zwykłym obywatelom, zakazy, nakazy i dyrektywy. Wszystko to pozostanie i za zasadną uważam krytykę tego typu zjawisk. Natomiast na pytanie, czy zmienię ostre kryteria oceny posunięć postaci z establishmentu muszę odpowiedzieć, że tak. Wydaje mi się, że czasem zbyt szybko feruje się wyroki, ocena zdarzeń nie zawsze bywa jednoznaczna. Ważką refleksją jest również to, że przynajmniej na chwilę, w momencie żałoby narodowej w społeczeństwie narodziło się coś na kształt ducha wspólnoty.

Niektórych dziennikarzy komentujących postawy rodaków zdumiewało to, że pod Pałac Prezydencki idą oddać hołd ludzie, którzy nie głosowali na Lecha Kaczyńskiego, a nawet byli jego przeciwnikami. Hołd oddany głowie państwa był jednocześnie symbolicznym aktem złożonym wszystkim ofiarom tragedii, a jednocześnie ofiarom mordu katyńskiego sprzed siedemdziesięciu lat. A zarazem, jak mi się wydaje, aktem pokuty. Pamiętamy, jaki obraz prezydenta królował w mediach przez ostatnie pięć lat. Daleki jestem od idealizowania dokonań Lecha Kaczyńskiego jako prezydenta. Nie wszystkie posunięcia budziły moją aprobatę. Niektóre uważałem za błędne. Jednak na analizę spuścizny politycznej przyjdzie jeszcze czas. Obecnie najważniejszy jest aspekt historyczny. I pamięć historyczna, a także prawdy o mordzie katyńskim, o którym nagle dowiedział się świat.

Ważnym elementem tygodnia żałoby była spontaniczna manifestacja patriotyzmu. Tego dobrze rozumianego. Przestaliśmy się wstydzić swojego kraju. Flagi państwowe wywieszono nie tylko w instytucjach i urzędach, masowo pojawiały się na domach, wywieszano je na balkonach oraz w prywatnych firmach. Ta manifestacja, którą przyjąłem z dużą satysfakcją spowodowała jednak dysonans poznawczy. Libertariańskie przekonania i symbole narodowe. Ucisk systemu i hołd dla prezydenta. Wszystko to niby się kłóci, powoduje zamęt. Zadaję sobie pytanie, kim naprawdę jestem. Z jednej strony ofiary tragedii w większości przedstawiciele systemu, który uciska jednostkę, z drugiej ponieśli oni śmierć w tragedii. Śmierć niepotrzebną i tym bardziej bolesną, że miała ona miejsce nieopodal grobów oficerów zamordowanych przez Sowietów. Nasuwa się wiele pytań i doprawdy trudno jest znaleźć na nie odpowiedzi. Chłodny racjonalizm nie pozwala na ocenę sytuacji, gdy w grę wchodzą emocje. Przynajmniej ja nie potrafię tego uczynić.

Niedługo na nowo rozpoczną się polityczne spory. Politycy, zdejmując żałobne maski, wrócą do swych stanowisk. Przez najbliższe tygodnie nie będzie tego widać. Wydaje mi się, że każdy z polityków, choćby z szacunku dla zmarłych, powstrzyma się od ataków na swych adwersarzy. Jednak po kilku czy kilkunastu miesiącach, gdy rana się zabliźni, ludzie, którzy rządzą naszym krajem, pokażą swoją prawdziwą twarz. Myślę jednak, że moja ocena ich zachowań będzie bardziej stonowana i wyważona. Postaram się być po prostu dobrym obserwatorem.

Jak pisał Czesław Miłosz:
Poeta pamięta
Zechcesz go zabić pojawi się nowy
Spisane będą czyny i rozmowy

***
Tekst ukazał się w kwietniowym „Gońcu Wolności” Biuletynie Stowarzyszenia KoLiber.

5 comments

  1. SzLZ

    Ciekawe, „Dumny z osiągnięć naszych przodków wielokrotnie stawałem na stanowisku obrony państwa. Tak! Państwa, które z racji swych poglądów powinienem był krytykować.”

    Twoim problemem jest po prostu ekscytowanie się bytami intencjonalnymi, idealnymi, myślnymi. Widzisz „swoją” I RP taką, jaką chciałbyś aby była, a nie taką, jaka była w rzeczywistości.
    Co zaś się tyczy afirmowania tradycji (jeszcze zależy, jak ją rozumiesz), to nie ma w tym nic nagannego nawet z punktu widzenia libertarianizmu, a obiektywnie jest to potrzebne w czasach destrukcji cywilizacji europejskiej, z jaką mamy do czynienia.

  2. SzLZ

    Czy też II RP, a swoją drogą: „czy dorobek II RP, kiedy po ponad stu latach niebytu na arenie politycznej młode państwo polskie dokonało zdumiewających osiągnięć w zakresie rozwoju na wielu płaszczyznach.”

    Tj.?

  3. Dobrze Urodzony

    Rzeczywiście dziwne jest podziwianie państwa, które zostało podbite po 21 latach istnienia, mimo, że od samego początku można było zaistnienie takiej ewentualności przewidywać. II RP powinna być raczej wzorcem negatywnym.

  4. FatBantha

    Tekst w stylu: „jestem minarchistą – niech mnie ktoś przytuli”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *