Igor Belczewski

Igor Belczewski: Państwowa tresura pożytecznych idiotów

 

Problem szkolnictwa wielokrotnie był poruszany przez różnej maści wolnościowców. Zasadnicze pytanie, na które szukają oni odpowiedzi brzmi: w jaki sposób uczynić edukację naprawdę wolną i pożyteczną?
Najczęściej dochodzą do wniosku, że szkolnictwo i wszystko, co z nim się wiąże należy po prostu sprywatyzować, co da rodzicom możliwość decydowania o kształceniu swoich pociech. Jest to przekonanie jak najbardziej prawidłowe. Tylko pełna prywatyzacja tej branży mogłaby wprowadzić do niej normalność. Oczywiście z czasem, a nie od razu.

Dwoma podstawowymi chorobami nękającymi system edukacyjny w Polsce są jego upaństwowienie oraz przymus edukacji. Jeżeli chodzi o państwowość edukacji to jest to problem olbrzymi. Przede wszystkim państwo, a nie jak to być powinno, rodzice, ma pełen wpływ na wychowanie i rozwój młodych ludzi. Daje mu to niezwykłe pole do popisu. Już sam fakt, że w każdej szkole realizowany jest program ustalony przez grupę państwowych urzędników dowodzi, iż rodzice nie mają tutaj nic do gadania. Państwo może kształtować umysły młodych ludzi według własnego widzimisię. I tak właśnie robi. O ile nie byłoby to tak bardzo szkodliwe, gdyby do głów uczniów wpajano umiłowanie prawdziwej wolności, o tyle jest bardzo szkodliwym, gdy młodzież uczy się myśleć „po państwowemu”. Cóż to oznacza? Ano tyle, że karmi się młodych ludzi bajeczkami o kochanej Unii Europejskiej, wspaniałości demokracji, podatków i tego typu bzdurami. W dodatku bezczelnie mówi się, że symbolizują one prawdziwą „wolność”. Nic dziwnego, że później wychodzą ze szkół takie bandy pożytecznych idiotów z papką zamiast mózgu. Państwo kształci sobie idealnych poddanych, którzy nigdy nie pojmą skali, na jaką są wyzyskiwani.

Drugim problemem jest przymus edukacji. Kiedyś już o tym pisałem, ale pozwolę sobie trochę rozszerzyć zagadnienie. Pierwszym mankamentem wywołanym przez przymus edukacji jest ograniczenie ludzkiej wolności, konkretnie wolności rodziców. Nikt bowiem nie ma równego prawa do decydowania o losie ich dzieci(w skrajnych przypadkach jak np. śmierć rodziców, lub niezdolność do opieki na dziećmi prawo to uzyskuje najbliższa rodzina). Rodzice powinni mieć możliwość decydowania, czy dziecko pójdzie do szkoły, czy też podąży inną drogą. Przymus edukacji im ją odbiera. Nawet, jeżeli spróbują stawić opór i nie posłać dziecka do szkoły, państwo i tak dopnie swego za pomocą aparatu przymusu. Ponadto przymus edukacji wywołuje efekt „niewłaściwego człowieka na niewłaściwym miejscu”. Chodzi tutaj o to, że Bóg, wbrew przekonaniu filozofów nowożytnych, nie wszystkich obdarzył takim samym rozumem. Tak też nie wszyscy nadają się do chodzenia do szkoły. Nie oznacza to wcale, że ci którzy się do tego nie nadają, bez niej nie znajdą dla siebie pracy. Wręcz przeciwnie. Zamiast chodzić do szkoły, od najmłodszych lat będą mogli kształcić się zawodowo. To chyba lepiej, aniżeli gdyby mieli oni niepotrzebnie tracić czas w szkole, po czym robić to samo, co robiliby i bez niej? Da im to lepsze przygotowanie zawodowe w znaczący sposób wpływając na fachowość i poziom wykonywania pracy, a tym samym na ich zarobki w przyszłości. Taki stan przyniesie również wymierną korzyść dla uczących się w szkołach, którzy nie będą rozwijali się w towarzystwie osób intelektualnie opóźnionych, czy nieprzystosowanych. Tak więc, również ich edukacja będzie przebiegała szybciej i efektywniej. Oczywiście pisząc „intelektualnie nieprzystosowani” mam na myśli osoby, których przeznaczeniem nie jest edukacja, lecz praca fizyczna i nie mam zamiaru nikogo obrażać, tylko stwierdzić fakt. Nie mam na myśli skrajnych przypadków, eufemistycznie określanych mianem „trudnej młodzieży”. W ich wypadku nie ma, co się łudzić – albo dostosują się do wymagań stawianych przez szkoły, albo zgodnie z wolą rodziców, trafią do specjalnych placówek lub na ulicę. Chyba, że jakieś osoby prywatne zechcą im pomóc, co przecież też się zdarza.

Zapewne są tacy, którzy stwierdzą, że w Polsce istnieją szkoły prywatne, więc jeżeli ktoś ma takową wolę, może posłać tam swoje dzieci. Tzw. szkoły prywatne w rzeczywistości nie mają pełnej autonomii. Chociażby ze względu na fakt, że mimo wszystko mają one na celu przygotować ucznia do egzaminów państwowych i w mniejszym lub większym stopniu realizują państwowy program. Poza tym na szkoły publiczne składają się wszyscy w postaci podatków: kawalerowie, panny, rodziny dzietne i bezdzietne oraz klienci szkół prywatnych. Z tego wynika, że rodzice posyłający dzieci do szkół prywatnych płacą podwójnie. Podobnie jest zresztą, jeżeli chodzi np. o służbę zdrowia. Szkoły prywatne muszą poza tym uzyskać zgodę na działalność. Oczywiście wydawcą takiej „zgody” nie jest rynek, lecz państwo. Z kolei w tym miejscu podobne jest to m. in. działalności radiowej – aby uzyskać licencję na “nadawanie”, szkoła musi spełnić szereg warunków stawianych przez państwo.

Podstawowe wątpliwości, które rodzą się, gdy mowa o prywatyzacji szkolnictwa to lęk przed cenami oraz przed tym, że gdy ktoś będzie chciał się uczyć pomimo braku funduszy, nie będzie mu to dane. Co do pierwszej z nich lęk jest nieuzasadniony. Wynika on bowiem z obserwacji obecnych cen w szkołach prywatnych, które są często bardzo wysokie. Jednakże, tak jak i w innych gałęziach, tak i tutaj, wraz ze otwarciem rynku pojawi się konkurencja(większa ilość szkół prywatnych), co doprowadzi do poprawy jakość i usług i obniżki cen. Wreszcie edukacja stanie się rzeczywistą inwestycją na przyszłość. Co do lęku przed „marnowaniem” zdolnych uczniów: ważne jest, aby zrozumieć, że szkoła nie jest bynajmniej czymś, co się każdemu samo przez się należy. Jest ona takim samym „towarem” jak chleb, czy przedstawienie teatralne – tak jak w ich przypadku jacyś ludzie wkładają mnóstwo pracy i wysiłku w proces powstawania finalnego produktu(w tym przypadku wykształconego człowieka). To, że chleb czy przedstawienie teatralne możemy zaliczyć do dóbr konsumpcyjnych, zaś edukację do dóbr kapitałowych, nie ma dla nas żadnego znaczenia. Stąd też nie możemy zmusić wszystkich do płacenia na czyjąś edukację, tylko, dlatego że jego talent się zmarnuje. Taką decyzję każdy może podjąć dobrowolnie, bez żadnego przymusu. Stypendia powinny być fundowane przez osoby prywatne a nie przez państwo. Tak jak nikt nie może być przymuszony do płacenia nam za chleb, gdy jesteśmy głodni, czy za bilet na przedstawienie teatralne, gdy mamy olbrzymią wrażliwość na sztukę, tak też nikt nie może być przymuszony do płacenia za naszą edukację, choćbyśmy nie wiem jak ogromne mieli zdolności.

Lekarstwem na chory system państwowej edukacji może być tylko wolny rynek. Zamiast, więc walczyć z trudną młodzieżą i reformować edukację wystarczy jedynie zlikwidować ministerstwo tejże, całkowicie ją sprywatyzować i znieść przymus edukacji. Dzieła dopełni „niewidzialna ręka” rynku, zaś szkolnictwo przestanie być fabryką pożytecznych dla państwa idiotów i zacznie spełniać swoją należytą funkcję.

Igor Belczewski

8 maja 2007 r.

***

Tekst został wcześniej opublikowany na blogu Libertarianizm i Szkoła Austriacka

Autor artykułu prowadzi bloga Libertarianizm i Szkoła Austriacka

12 comments

  1. jaś skoczowski

    urocza pogarda dla ludzi. no chyba, że autor też uważa się za pożytecznego idiotę? nie, przecież on czyta Misesa. coraz bardziej zaczynam wierzyć, że szkołą austriacka jest bliźniakiem marksizmu.

    no i polecam autorowi, by kiedyś sam sie przekonał, że chleb nie jest dla wszystkich. a dokładnie – nie dla niego.

  2. Timur

    Witajcie Drodzy Forumowicze!

    Wszystko fajnie! Tylko dlaczego prawie wszystkie teksty libertariańskie muszą zawierać taki ładunek pogardy dla człowieka.
    W zasadzie zgadzam się z tym, że Państwo jest marnym gospodarzem. Ale jak w takim razie wytłumaczyć fakt, że poza paroma krajami takimi jak UK czy Japonia, względnie jeszcze USA i paroma innymi członkami G8 prywatna edukacja działa tak słabo. W Polsce prywatne szkoły to „płacę i wymagam samych szóstek” i przechowalnia rozwydrzonych potomków bogaczy traktujących nauczyciela jak służącego i worek treningowy.
    Sam byłem nauczycielem więc wiem o czym mówię. Oczywiscie w 10% szkół prywatnych wygląda to inaczej ale przecież pozostaje 90% gdzie jest tak jak to powyżej opisałem.
    Wymagania rodziców to osobny temat. Jako były nauczyciel oglądałem rzecz z dwóch stron barykady.
    Często przeambicjonowani i niedouczeni rodzice domagają się rzeczy absurdalnych i wzajemnie za soba sprzecznych.

    Oczywiscie nie uważam się za Boga i Cara który wie wszystko lepiej, niemniej jednak sytuację w której dyrektor drży przed rodzicami domagających się absurdów i pod publiczkę zwalnia nauczyciela dyscyplinarnie za „Panią Twardowską” ( za rzekome nauczanie satanizmu ) uważam za równie chorą jak sytuację w skrajnym totalitaryźmie gdzie Państwo WSZYSTKO wiedziało lepiej.

    Uważam też że sam fakt istnienia szkoły wielu rodziców potraktowało jak zwolnienie z wszelkiej odpowiedzialności o potomstwo. I wydaje im się, że szkoła załatwi za nich wszystko.

    Czy w szkole ma miejsce Tresura Pożytecznych Idiotów? Uważam, że to zależy od szkoły i od osobowości dyrektora. Państwo działa wg pewnych zasad, są ogólne wytyczne i za pomocą odpowiedniej interpretacji przepisów da się wygrać sprawę. Natomiast dyskutowanie z moherowym rodzicem, co żąda nauczania że ziemia jest płaska i straszy piekłem nie ma najmniejszego sensu. Tu przydałaby się dyskusja czy Kościół jest państwem w państwie czy nie jest.

    Ja nie dzielę szkół na prywatne i państwowe tylko na dobre i złe. Oczywiscie uważam, że powinno się uelastycznić ofertę edukacyjną i że powinna być daleko idąca prywatyzacja tego sektora, niemniej jednak wkurza mnie myślenie „para-folwarko-zwierzęce” typu „jak prywatne dobrze, jak państwowe żle.. meee meee meee”.
    Czyli sęk w tym, że edukację prywatyzować trzeba ale nie można robić z prywatyzacji bożka, bo to prowadzi do absurdów.

    Uelastyczniać jak najbardziej należy. Nie uważam oczywiscie że są ludzie którym „wiedza do głowy nie wchodzi”. Tacy ludzie jakby im się bliżej przyjrzeć to są albo uczniowie z patologicznych rodzin co na przykład nie mają warunków do odrabiania lekcji bo muszą uciekać z domu z matkami od pijanych ojców albo dyslektycy wymagający indywidualnego toku nauczania. Nieposyłanie takiego dziecka do szkoły to szaleństwo. Praca fizyczna nie wymagająca żadnych kwalifikacji to już przeszłość. Chyba że niektorym libertarianom nie o Wolność chodzi tylko o przywrócenie Średniowiecza o co od dawna podejrzewałęm zwłaszcza konserwatywnych liberałów.

    Obecnie już nie pracuję w Oświacie. Mam inną pracę i nie wiem czy jeszcze do belferki wrócę. Piszę to by nikt nie mówił, że tym tekstem bronię własnego żłobu.

    Co do oświaty idealnych rozwiązań nie ma. Pijani rodzice na pewno nie zafundują swoim pociechom prywatnej szkoły. Czas się pogodzić z tym, że idalnego świata nie ma i nigdy nie będzie. Możemy się co najwyżej postarać by był możliwie jak najmniej paskudny, a tego NA PEWNO nie osiągniemy mysląc mechanicznie.

    „urocza pogarda dla ludzi. no chyba, że autor też uważa się za pożytecznego idiotę? nie, przecież on czyta Misesa. coraz bardziej zaczynam wierzyć, że szkołą austriacka jest bliźniakiem marksizmu.”

    Zgadzam się Jasiu! Z tym, że za bliźniaka marksizmu prędzej jestem skłonny uważać amerykańskich neokonów niż Szkołę Austriacką.

    „no i polecam autorowi, by kiedyś sam sie przekonał, że chleb nie jest dla wszystkich. a dokładnie – nie dla niego.”

    Ale to są życzenia daremne. Pozostaje się pogodzić z tym, że TAKIE teksty pisują potomkowie bogaczy o zerowej empatii, któym nigdy stoczenie się nie grozi, bo choćby popadli w narkomanię to bogaci rodzice i wujkowie ( po rytualnym OPR-rze ) ich z każdego g… wyciągną.

    Jakże ja „lubię” libertarian, którzy tyle ględzą o samodzielności, jakości decyzji, kuciu własnego losu, a gdyby bliżej się im przyjrzeć okazuje się, że szlify zawodowe zdobywali na posadkach w PAŃSTWOWYCH firmach załatwionych przez ekstablishmentowych tatusiów.
    I nie miałbym nic przeciwko nim, ( wszak nikt nie wybiera kim się urodzi ), gdyby nie to, że właśnie tacy ludzie mają zwyczaj wyzywać od złodziei tym któzy kiedykolwiek na państwowym pracowali lub pracują.
    Nic na to nie poradzę Drodzy Forumowicze, że nic mnie tak nie wkurza jak za przeproszeniem „dziwka nauczająca o moralności”.
    Na tym kończę i pozdrawiam Drogich Forumowiczów

    Timuhr

  3. jedi

    „urocza pogarda dla ludzi. no chyba, że autor też uważa się za pożytecznego idiotę? nie, przecież on czyta Misesa. coraz bardziej zaczynam wierzyć, że szkołą austriacka jest bliźniakiem marksizmu.”

    A może by tak coś bardziej konstruktywnego? Bo mimo wszystko wydaje mi się, że nie zrozumiał Pan istoty tekstu.

    Niestety fakty są takie, że państwowy system edukacji w założeniu ma nauczyć umiłowania dla państwa i różnych „właściwych” wartości (oczywiście, jak słusznie zauważył Thimur – są wyjątki i może rzeczywiście lepszy byłby podział szkół na „dobre i złe”). Niemniej jednak chodzi o to że państwo stara się ujednolicić i wsunąć uczniów w pewien schemat. I dlatego np. mało osób rozumie podstawowe pojęcia i procesy ekonomiczne, co pozwala państwu bezkarnie tych ludzi wykorzystywać. Ludzie nie rodzą się „pożytecznymi idiotami” tylko zostają nimi wskutek wpływu państwa na ich procesy myślenia (i też oczywiście nie wszyscy). Gdzie tu pogarda dla człowieka? Może w nazywaniu rzeczy po imieniu? Czy to boli „antyaustriaków”?

    SA jest bliźniakiem marksizmu => dowody proszę.

    Jeszcze raz podkreślę, że nie ma PRAWDZIWIE PRYWATNEGO I NIEZALEZNEGO OD PANSTWA systemu edukacji. Więc nie mówmy „tam w tych szkołach prywatnych to chowają się potomkowie bogaczy, którym wszystko podkłada się pod nos”, bo NIE MA szkół prywatnych.

    PS Dziękuję za „polecenia”

  4. jaś skoczowski

    „SA jest bliźniakiem marksizmu => dowody proszę.”

    niechęć do jakichkolwiek form weryfikacji czy falsyfikacji? „syntetyczny aprioryzm” czy jak to nazwać? nowomowa?

    jasne, że szkoła ogłupia. ale ja dalej nie widzę tej rzeczy debilów. owszem, ludzie są głupi czasem. ale jakoś nie potrafiłbym z taką pewnością twierdzić, że są jacyś wyjątkowo durni.

  5. Timur

    A może ktoś mi powie, czy szkoły wyznaniowe są PRAWDZIWIE PRYWATNE?
    Bo zależne od Państwa to są przynajmniej te katolickie. Co prawda od innego Państwa niż to w jakim się znajdują ale zawszeć.

    Ciekawe jak wytłumaczyć fenomen Szkoły Sióstr Nazaretanek. Wbrew wygłaszanym, na tym forum opiniom o całkowitym zmonopolizowaniu Oświaty przez Państwo za PRL, szkoła ta przetrzymała całą komunę. Ta szkoła i wiele innych. Np Sióstr Sercanek itp itd. Szkoła Nazaretanek, o ile wiem znajduje się w Warszawie na Czerniakowie i ma filię w Poznaniu i Wrocławiu.

    Czemu o tym wspomniałem?
    Bo zauważyłem dziwny fenomen tych szkół.
    Za PRL była w nich atmosfera tolerancji. Były to z reguły bardzo dobre szkoły, choć katolickie to jednak nie zdewociałe. Była tam PRAWDZIWA dyskusja i wymiana poglądów. Uczono tam myślenia i na dodatek było tam całkiem sporo ateistów wśród uczniów, oraz po prostu takich, którzy z powodu niewyparzonego języka „wypadali” z „normalnego” toku nauczania w PRL
    A teraz? Lepiej nie pytać.
    Co się stało z tymi niezgorszymi i płatnymi szkołami w ostatnich latach?
    To było oczywiscie pytanie retoryczne.

    I drugie pytanie retoryczne.
    Co lepsze?

    Wychowywanie propaństwowych „użytecznych idiotów” czy może wychowywanie „wiernych synów i córek Kościoła” czyli na dobrą sprawę „użytecznych idiotów inaczej”?

    „Jeszcze raz podkreślę, że nie ma PRAWDZIWIE PRYWATNEGO I NIEZALEZNEGO OD PANSTWA systemu edukacji.”

    A ja nie słyszałem jakoś, przynajmniej nie w Polsce żeby ktokolwiek odważył się ingerować w program nauczania szkół katolickich. W wielu szkołach katolickich ( wiem o tym stąd że wielu absolwentów podstawówki w której uczyłem trafiało do takowych szkół ) naucza się kreacjonizmu i wielu innych rzeczy i jakoś GW ani inne „krwawe komuchy” nie robią z tego powodu medialnej wrzawy. I nie słyszałem aby w Polsce jakaś zakonnica czy ksiądz nauczający w takowych przybytkach została wbici na pal ani chociaż poturbowani.
    Ale gdy aktualny Minister Edukacji próbuje forsować kreacjonizm ( i parę innych pomysłów ) w szkołach PUBLICZNYCH to wtedy podnosi się wrzawa medialna.

    Zastanawia mnie i to BARDZO dlaczego niektórzy libertarianie bronią jak lwy tego skompromitowanego poniekąd polityka i ( pragmatycznie rzecz ujmując ) „zgranego zawodnika”. Kto powie, że słynna Amnestia Maturalna jest cacy?

    Przecież niezależnie od żarliwości jego Wiary jest on POLITYKIEM i co ważniejsze URZĘDNIKIEM PAŃSTWOWYM!
    Czym różni się on od swoich poprzedników, także urzędników państwowych? Czyżby znowu „jedyna prawdziwa wiara” miała determinować kto dobry a kto zły?

    Zgadzam się z tym, że o tym jakie lektury powinny dzieci czytać i czego być nauczone powinno w 90 procentach być decyzją RODZICÓW.
    Ale dlaczego niektórzy libertarianie tak gorliwie bronią zjawiska niefortunnie nazwanego przez media „Indeksem Giertycha”?
    To prawda że nie jest to równoznaczne z zakazem czytania „nieprawomyślnych” dzieł, zresztą wyegzekwowanie takowego zakazu byłoby w dzisiejszych czasach trudne.
    Ale skoro to RODZICE mają decydować to czemu niektózy libertarianie tak zaciekle bronią aktualnego Ministra Edukacji? Czyżby TEN KONKRETNY minister ( w odróznieniu od swoich poprzedników ) miał jakieś szczególne moralne prawo decydowania ZA rodziców?
    A jeśli rodzice uznają, że dzieci powinny być uczone Kafki czy Herlinga Grudzińskiego, czy Gombrowicza wreszcie to co?
    Czym ten konkretny minister rózni się od innych „wiedzących wszystko lepiej” urzędasów?
    Może mi TO ktoś wyjaśni.

    A wiecie? znałem onegdaj jednego libertarianina, który bardzo sobie chwalił aktualnego szefa MEN za likwidację finansowania ZSMP w polskich szkołach. Decyzja wg mnie poniekąd słuszna, ale byłem wielce zdziwiony tym, że libertarianin ów, aczkolwiek uważał się za człowieka oczytanego i śledzącego na bieżąco wydarzenia polityczne nie wiedział NIC A NIC o słynnej „Amnestii Maturalnej”, choć media ( te internetowe także! ) już od 2 miesięcy o tym trąbiły. Dowiedział się o niej ode mnie i początkowo insynuował mi, że tę sprawę sobie wymysliłem.
    Przy okazji mamy dowód na to, jak straszliwie WYBIÓRCZO działa ludzki mózg, a zwłaszcza mózg człowieka sfanatyzowanego i zaślepionego.

    „Niestety fakty są takie, że państwowy system edukacji w założeniu ma nauczyć umiłowania dla państwa i różnych “właściwych” wartości”

    Tylko że fakt ten jest demonizowany. Założenia sobie a życie sobie. Znam to z autopsji.

    „I dlatego np. mało osób rozumie podstawowe pojęcia i procesy ekonomiczne, co pozwala państwu bezkarnie tych ludzi wykorzystywać.”

    Wcale nie dlatego! Przyczyna jest inna. Nauczyciele ekonomii i przedsiębiorczości są zwykle niedouczeni.
    Procesy ekonomiczne tak naprawdę rozumie niewiele osób i zwykle są to bogaci bussinesmani, którzy z racji robienia kariery nie mają ani czasu ani im się nie chce za takie „pieniędze” uczyć ekonomii w szkołach i na uczelniach.
    Czasami praw ekonomii uczą swoich dzieci rodzice. Jakoś nie słyszałem o żadnym przypadku by w III RP jakiegoś rodzica spotkały represje za nauczanie swojej pociechy że obniżenie podatków powoduje wzrost gospodarczy. Za PRL już bywało z tym różnie, ale przecież nie ma co porównywać PRL z III RP. To przecież dwa różne światy, wbrew temu, że niektózy libertarianie wmawiają nam że PRL wciąż trwa.

    „Ludzie nie rodzą się “pożytecznymi idiotami” tylko zostają nimi wskutek wpływu państwa na ich procesy myślenia (i też oczywiście nie wszyscy). ”

    Nie demonizujmy aż tak wpływu Państwa. Wolność to nie tylko brak Państwa ( marzenie anarchistów ) ale też DOSTĘP DO INFORMACJI. Dziś, gdy cenzura jest fizycznie prawie awykonalna ( choćby dzięki Internetowi ) wpływ Państwa na myslenie jednostki jest DUUUŻO mniejszy nie tylko od tego co było w PRL ale także od tego co było w ŚREDNIOWIECZU, która to epoka ( może ktoś rozszyfruje czemu tak jest? ) jest obiektem westchnień wielu osobników nazywających się libertarianami.

    „Więc nie mówmy “tam w tych szkołach prywatnych to chowają się potomkowie bogaczy, którym wszystko podkłada się pod nos”, bo NIE MA szkół prywatnych.”

    Nie chodziło mi o podkładaniu wszystkiego pod nos! Mój post był o czymś zupełnie innym! Zauważył Pan?

    „“SA jest bliźniakiem marksizmu => dowody proszę.”

    „niechęć do jakichkolwiek form weryfikacji czy falsyfikacji? “syntetyczny aprioryzm” czy jak to nazwać? nowomowa?”

    I tu się zgadzam z Tobą Jasiu w całej rozciągłości.
    To jest właśnie ten fanatyzm, zaślepienie o którym napisałem parę akapitów wyżej.

    „jasne, że szkoła ogłupia. ale ja dalej nie widzę tej rzeczy debilów. ”

    Miało być „rzeszy debilów”. Prawda? Oczywiscie nie wyzłośliwiam się. Literówka może się zdarzyć każdemu. Mnie też się zdarza.

    A ja ze wszystkiego na świecie najbardziej boje się wszalakich świrów i FANATYKÓW właśnie.

    Jako mający na tym forum opinię raczej „czerwonego” pozwalam sobie napisać ( jako memento!!! ) fragment Pieśni Masowej z okresu stalinowskiego pt „Pochód Przyjaźni”

    Ani góry wysokie ani morza głębokie
    nie wstrzymają pochodu przyjaźni.
    Przez walczące krainy idą chłopcy, dziewczyny
    idą silni, promienni, odwazni.
    Chodż razem z nami dotrzymaj kroku
    splata nam ręce braterka więź.
    Wygramy walkę o trwały pokój
    WROGOM WOLNOŚCI WZNIESIONA PIĘŚĆ!!

    Czasem warto wrócić do „komuszych wciórności” by wyciągać wnioski na przyszłość. I przypomnieć młodszemu pokoleniu że komuniści też obiecywali WOLNOŚĆ i dużo o Niej mówili. A jak im to „wdrażanie wolności” wyszło? To już wszyscy dobrze wiemy.

    Dlatego apeluję po raz N-ty. Strzeżmy się świrów i fanatyków BEZ WZGLĘDU na to JAKĄ ideologię wyznają.
    Bardzo mnie boli, ze tak wielu ich jest w szeregach libertarian. O wiele za dużo i o wiele więcej niż wynosi „średnia statystyczna” w Społeczeństwie zarówno w Polsce jak i w innych krajach.

    Na tym kończę i pozdrawiam Drogich Forumowiczów

    Timur

  6. jedi

    „jasne, że szkoła ogłupia. ale ja dalej nie widzę tej rzeczy debilów. owszem, ludzie są głupi czasem. ale jakoś nie potrafiłbym z taką pewnością twierdzić, że są jacyś wyjątkowo durni.”

    Od czasu pierwotnej publikacji tego tekstu moje zdanie odrobinę uległo zmianie, ale generalne „przesłanie” (czy jakby to nazwać) – nie. I nadal twierdzę, że człowiek po szkole (państwowej, czy tzw. prywatnej) będzie miał mainstreamowe poglądy ekonomiczno-społeczne, o ile nie trafi pod dobre skrzydła albo sam nie zacznie myśleć i analizować wiedzy, którą mu wpajają. Szkoła powinna uczyć samodzielnego myślenia i korzystania z posiadanej wiedzy a nie wklepywać do głowy uczniów pewne formułki, powtarzane przez nich bez zastanowienia. Oczywiście wolny rynek w szkolnictwie nie sprawi, że będzie ono idealne, ale, przynajmniej w moim przekonaniu, doprowadzi do sytuacji, w której będzie ono mogło rozwijać się w najwłaściwszym kierunku. Jeśli widzi Pan jakąś alternatywę dla wolnego rynku w szkolnictwie to proszę się nią podzielić. Wtedy podyskutujemy.

    „niechęć do jakichkolwiek form weryfikacji czy falsyfikacji? “syntetyczny aprioryzm” czy jak to nazwać? nowomowa?”

    Przepraszam, ale przeciwnicy SA (chociażby keynesiści) nie potrafią zdobyć się na żadną konstruktywną weryfikację. Właśnie oni uznają swoje poglądy za a priori właściwe. „Wyznawcy” SA są raczej otwarci na wszelkie dyskusje.

  7. jaś skoczowski

    „Przepraszam, ale przeciwnicy SA (chociażby keynesiści) nie potrafią zdobyć się na żadną konstruktywną weryfikację. Właśnie oni uznają swoje poglądy za a priori właściwe. “Wyznawcy” SA są raczej otwarci na wszelkie dyskusje.”

    ja nie twierdzę, że nie są. po prostu twierdzę, że ciągle posługują się kiepskimi argumentami. np. mówią o tym, że argumentują logicznie, jednak nie potrafią podać, o który rachunek logiczny chodzi. w dodatku, nie wiem dlaczego, uważają, że to ugruntowuje ich tezy.

    a co do szkoły, to mogę sie prowizorycznie zgodzić. tylko po co od razu wylewać zapewnienia o tym, że ludzie rodzą się np. do biurka, albo do łopaty? co jedno ma do drugiego? ja nie twierdzę, że tak nie jest. ani, że tak jest. za dużo znaków zapytania widzę, żeby tak to ujmować.

  8. jedi

    „ja nie twierdzę, że nie są. po prostu twierdzę, że ciągle posługują się kiepskimi argumentami. np. mówią o tym, że argumentują logicznie, jednak nie potrafią podać, o który rachunek logiczny chodzi. w dodatku, nie wiem dlaczego, uważają, że to ugruntowuje ich tezy.”

    No, ale czy właśnie nie chodzi o to żeby weryfikować błędne tezy/założenia za pomocą merytorycznej dyskusji? Nie ma jakiegoś poglądu, który mówi, że wszystko co powiedzą członkowie SA jest prawdą. Problem w tym, że nawet jeżeli niektóre rzeczy nie są to niewielu jest ludzi potrafiących te poglądy zweryfikować i podjąć ową dyskusję.

    „a co do szkoły, to mogę sie prowizorycznie zgodzić. tylko po co od razu wylewać zapewnienia o tym, że ludzie rodzą się np. do biurka, albo do łopaty? co jedno ma do drugiego? ja nie twierdzę, że tak nie jest. ani, że tak jest. za dużo znaków zapytania widzę, żeby tak to ujmować.”

    Racja. Każdy powinien móc samemu kreować swoje życie. I jak np. pracownik fizyczny zechce zostać, dajmy na to, chemikiem to droga wolna. Nigdzie nie napisałem, że istnieje jakiś odgórny determinizm co do tego, kto kim będzie.
    Współczesne założenie jest takie, że każdy musi przejść przez wyznaczoną przez państwo ścieżkę edukacyjną. No i to jest ta rzeczywista patologia i wspomniany determinizm.

  9. jaś skoczowski

    ok. tylko propozycja sprywatyzowania nie jest dla mnie wyjście, co najwyżej przekazania tego takim wspólnotom rodziców, dzieci i nauczycieli. choćby dlatego, że jakoś nie wierzę w to, że koniecznie musi powstać po prywatyzacji duży rynek na wiedzę. brak środków u rodziców.

    co do dyskusji – w sumie masz rację. jest w planach i może, gdy będę miał czas na pisanie i przeczytanie kilku rzeczy i znajdę chętnego do dyskusji, zostanie zrealizowana jakaś porządna rozmowa z ludźmi od SA.

  10. qatryk

    jasiu, czekam na ten twój tekst bo ja w zasadzie to naprawde nie wiem o co ty sie spierasz.
    Jakos tak mi sie wydaje że za kazdym razem zapominasz o jednej waznej rzeczy: my tu żadne rewolucji nie bedziemy robić. To że są jakieś opinie u wolnościowców na temat tego czy owego nie oznacza że ktokolwiek chce narzucać komukolwiek cokolwiek. I tylko tyle i aż tyle.
    Mówisz o pogardzie dla ludzi jaka to ponoć charakteryzuja się wolnościowcy – tylko czy nie jest hipokryzja nie zauważanie i nie mówienie po imieniu o tym że ktoś jest idiotą i złym człowiekiem? To że stapaja tacy ludzie po ziemi jest nieuniknione i nic tego nie zmieni. Ja wiem że to nie jest fajne, podzielam obawy że pewne wolnościowe rozwiązania mogą prowadzić do powstawania gett ale też nie chcę dopuszczać do takich sytuacji jakie ja byłem zmuszony przezywać w szkole podstawowej gdy banda popaprańców zastraszała szkołe a przypuszczam że tak się dzieje w wiekszości szkół. Wiele naprawde niegłupich dzieciaków, a nawet tych mniej zdolnych ale majacych ambicjie po prostu została skutecznie zniechecona do szkoły. Inna sprawa to poziom nauczania – szkoła państwowa ma to do siebie że wszystkich uczy tego samego i zawsze w zasadzie czeka na tę końcówkę która nadgania. Dlaczego tak ma być? Dlaczego dzieciak który ma zdolnosci matematyczne nie może rozwijać sie w tym kierunku?
    Tak się dzieje w szkole państwowej. Wiem że to jest okrutne, ale uwzglednij to że każdy wolnościowiec zdaje sobie sprawę z tego że aby dac ludziom wolność trzeba to robić powoli ucząc ich na kazdym kroku odpowiedzialności. Mi nie podoba się świat dlatego że chodzą po nim idioci i źli ludzie. Nie podoba mi się on dlatego że zmusza mnie abym równał do tych idiotów i złych ludzi którzy de facto stanowią margines ludzkości.
    tyle a może aż tyle.

  11. qatryk

    miało być że „mi nie niepodoba sie świat” czyli że ogólnie uwazam że bez głupoty i zła świat kiepsko by wyglądał:>

  12. jaś skoczowski

    qatryk – zgadzam się co do szkoły – mnóstwo tam kretynów. no ale myślę, zę ani przyczyna nie jest oczywista, ani rozwiązanie takie proste.

    no i przepraszam, jeśli odebrałeś to tak, że wszyscy libertarianie mają skłonność do mizantropi. wiem natomiast, że niektórzy tak piszą o tym, niekoniecznie ma tu na myśli Igora.

    a jeśli chodzi o SA to po prostu ja ich traktuję jako jedną z wielu szkół. oni siebie samych często jako jedynie prawdziwą. tak to widzę. i to mnie drażni. bo wolnościowcem i to ciekawym można być zupełnie nie korzystając z SA. patrz śp. Wilson.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *