Igor Belczewski “Monetarny przekręt”
pobierz jako PDF 14 czerwca, 2007 — kapron
Socjalizm ma w sobie takie dziwne „coś”, co czyni go systemem niezwykle komplikującym życie. Tym czymś jest chyba fakt, że stara się on z rzeczy błahych i nieistotnych uczynić sprawy światowej wagi i postawić je na piedestale. Co więcej obecnie te praktyki dotyczą kwestii, które doskonale poradziłyby sobie bez ingerencji ze strony rządu. Bodaj najważniejszą z nich jest kwestia pieniądza, dokładniej jego współczesnej imitacji, czyli tzw. pustego pieniądza, nie mającego pokrycia w żadnym kruszcu.
Rząd, który zmonopolizował sferę pieniężną rości sobie prawo do drukowania papierowych banknotów i nadawania im dowolnych nominałów, oraz do zmuszania ludzi by za ich pomocą dokonywali zakupów.
Ten monopol jest o tyle istotny, że daje rządowi możliwość nakładania ukrytych podatków poprzez obniżanie siły nabywczej pieniądza. Bowiem im więcej rząd drukuje pieniędzy, tym mniejsza jest wartość tych przez nas posiadanych, czyli możemy za nie nabyć mniej towarów. Albowiem, gdy rośnie podaż jakiegoś dobra spada również jego cena (czy też siła nabywcza). Bardzo istotnym jest tutaj fakt, iż tak naprawdę nie wiadomo, kto ile na całym procederze traci. Gdy rząd dodrukowuje jakąś ilość pieniędzy i opłaca nimi swoje wydatki, wartość siły nabywczej, dajmy na to, jednego dolara jest taka jak przed wypuszczeniem tych pieniędzy na rynek. Jednakże w miarę ich funkcjonowania w obiegu, siła nabywcza jednego dolara obniża się, występuje zjawisko inflacji i towary drożeją. Ci, którzy później otrzymają dodatkowe „pieniądze”, stracą więcej.
Dawniej coś, co dzisiaj określamy mianem “kursu” danej waluty (dokładnie mówiąc była to zdefiniowana wagowo ilość złota), miało stałą wartość. Banknot, czyli nota bankowa, opiewający na 20 dolarów był równowartością jednej uncji złota (przy wartości dolara wynoszącej 1/20 uncji złota, jak w XIX wiecznych Stanach Zjednoczonych). Warto tutaj zaznaczyć, że złoto samo w sobie jest towarem, co sprawia, że pieniądz mający w nim pokrycie przestaje być pustym. Tak więc banknoty były równoważne ilości złota (czy innego kruszca), jaką dana osoba miała zdeponowaną w banku (stąd właśnie określenie „nota bankowa”, przemianowane na „banknot”).
Kiedy został zniesiony standard złota pieniądze stały się puste. Ich siła nabywcza została w pełni uzależniona od polityki monetarnej rządu. I rząd jak dotąd nie chce tego przywileju wypuścić z rąk, ponieważ o ile nawet średnio rozgarnięty podatnik rozumie, że im wyższe podatki, tym mniej ma kasy w portfelu, o tyle ciężko pojąć mu, że traci na inflacji wywołanej polityką monetarną rządu.. Dodatkowo jest jeszcze ogłupiany przez różnego rodzaju inflacjonistów i „ekonomistów”, głoszących światu zbawienny wpływ tego procesu na gospodarkę (lub po prostu przez polityków, którzy używają maszynki do drukowania pieniędzy w celu pokrycia swoich wydatków). Dlatego jedynym sposobem by cokolwiek w polityce monetarnej się zmieniło jest edukacja i pokazanie ludziom, czym tak naprawdę w założeniu były i, czym są obecnie pieniądze. Świetnie czyni to Murray N. Rothbard w swojej książce „Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza” oraz w, nieco bardziej obszernych, „Tajnikach bankowości”. Prześledzenie genezy pojęcia pieniądza i stopniowego wchodzenia rządu w politykę monetarną pozwolą każdemu dojść do wniosku, że współczesny pieniądz to jeden z największych przekrętów w dziejach.
Dopóki w rękach rządu pozostanie monopol drukowania pieniądza, dopóty będzie on mógł finansować swój deficyt i wydatki w taki sposób, że normalnym ludziom ciężko będzie się w całym tym zamieszaniu połapać. Dlatego należały jak najczęściej zwracać uwagę na istotę problemu, namawiając ludzi by zapoznali się z zagadnieniem pieniądza. Jak mawia Stanisław Michalkiewicz: „jeśli nic nie można zmienić, warto przynajmniej wiedzieć, o co chodzi”.
Igor Belczewski
31 maja 2007 r.
***
Tekst został wcześniej opublikowany na blogu Libertarianizm i Szkoła Austriacka
Autor artykułu prowadzi bloga Libertarianizm i Szkoła Austriacka
Pomóż otagować nam wpisy. Wpisz poniżej proponowany przez Ciebie tag dla tego wpisu. Gdy tylko 2 osoby opiszą powyższy post tak samo zostanie on automatycznie dodany do listy tagów dla tego wpisu.

Czerwiec 15th, 2007 at 10:35
“Ale tak z czysto teoretycznego punktu widzenia – czy deflacja, tak jak inflacja, prowadzi do zniekształcenia struktury produkcji?”
Czy moglbys rozwinac ta mysl? W jakiej sytuacji i w jaki sposob nastapila by ta deflacja? Mowa o wolnym rynku pieniadza czy o obecnym systemie i kurczeniu sie podazy pieniadza wywolanym polityka banku centralnego?
Czerwiec 15th, 2007 at 10:44
@marbsky:
Chodzi mi o deflację na wolnym rynku – gdy np. podaż pieniądza jest w miarę niezmienna, a podaż innych dóbr się zwiększa, zwiększa się popyt na pieniądz i jego cena w innych dobrach rośnie.
Czerwiec 15th, 2007 at 10:56
“(chyba że inflację traktujesz bezpośrednio jako wzrost podaży pieniądza, a nie wzrost pewnego indeksu jego wartości – wypadałoby to dookreślić, bo różni ludzie używają różnych definicji)”
Tak wlasnie austriacy rozumieja inflacje – zjawisko monetarne – wrost podazy pieniadza.
Czerwiec 15th, 2007 at 21:11
“Chodzi mi o deflację na wolnym rynku – gdy np. podaż pieniądza jest w miarę niezmienna, a podaż innych dóbr się zwiększa, zwiększa się popyt na pieniądz i jego cena w innych dobrach rośnie.”
Marze aby dozyc takiego scenariusza
Przy wzroscie popytu na pieniadz stopa procentowa moze pozostac na niezmienionym poziomie (Keynes nie mogl tego pojac
) wiec nie ma wplywu na poziom oszczednosci a zatem na poziom inwestycji = brak zaklocen w strukturze produkcji.
Wzrost popytu na pieniadz moze byc niezalezny od preferencji czasowej ludzi. Sklonnosc do oszczedzania czy konsumpcji ksztaltuje sie calkowicie niezaleznie od potrzeby utrzymywania okreslonego salda gotowkowego czy tez od sklonnosci do wymiany dobr na pieniadze.
Tak jak napisales wzrost popytu na pieniadz przy stalej podazy powoduje wzrost “ceny” pieniadza czyli wzrost jego sily nabywczej. Ekonomia doswiadcza stabilnej deflacji cenowej – spadku cen na skutek czynnikow realnych (nie monetarnych!).
Czerwiec 23rd, 2007 at 21:02
Witajcie Drodzy Forumowicze!
Gratuluję Panie Jasiu Skoczowski, że poruszył Pan motyw inflacji w Hiszpanii w czasach konkwistadorów.
Od zawsze zastanawiało mnie, dlaczego ten temat jest traktowany jak tabu.
Tymczasem inflacja jest skutkiem braku pokrycia części pieniądza będącego w obiegu w towarze. Ten nadmiar pieniądza zwany jest nawisem inflacyjnym. Oczywiscie w warunkach zbliżonych do wolnorynkowych Rynek sam dąży do likwidacji tego nawisu poprzez… wzrost cen.
I tak włąśnie wygląda inflacja.
Przykład Hiszpanii ( ciekawe czemu po dziś dzień tak mało znany i przemilczany ) dowodzi, że zjawisko inflacji występuja ZAWSZE, gdy stan równowagi między masą towarową a masą pieniądza będącego w obiegu zostanie zaburzony i nie ma znaczenia czy pieniądz jest bity w złocie czy też może w czymkolwiek innym.
Gdyby nagle spadł na ziemię meteoryt z czystego złota ( w czasie rządów kon-libów zakochanych w pieniądzu kruszcowym ) nagle pojawiłaby się hiperinflacja jakiej świat nie widział. Podobnie działo się w Hiszpanii, która wyszabrowała Aztekom i Inkom niewyobrażalne wówczas ilości złota.
Aby zjawisko inflacji nie występowała potrzebna jest dyscyplina finansowa. Oczywiscie to nie wystarczy, bo jeszcze opróćz inflacji popytowej istnieje jeszcze inflacja kosztowa, na przykład wzrost cen nośników energii a za tym MOZE ale NIE MUSI stać Państwo.
Zwróćmy uwagę, że istnieła też taka cywilizacja, co nie znała nawet obróbki brązu a znała pieniądz.
To byli Aztekowie. U nich rolę pieniądza pełniły… ziarna kakaowca, którego uprawa była ściśle reglamentowana i nadzorowana przez urzędników królewskich. I to działało. No chyba że któryś z władców poluzował dyscyplinę finansową i wtedy oczywiscie zjawisko inflacji występowało. A zatem nie trzeba być przedstawicielem Cywilizacji Łacińskiej aby to zrozumieć. Inni też to zrozumieli.
Ciekawostką jest też fakt, że pieniądz papierowy wynaleźli Chińczycy a przejęli ten wynalazek Mongołowie.
Jeden z niezbyt rozsądnych potomków Czingis Chana nadrukował pieniędzy bez opamiętania wywołując tym samym jedną z pierwszych w historii świata hiperinflacji.
Ale o dziwo kiedy pieniądza papierowego używali chińscy cesarze jakoś to zjawisko się nie zdarzało.
Dlatego nie ma dla mnie większego znaczenia w czym bity jest pieniądz, byleby był wygodny w użyciu i trudny do podrobienia. Pieniądz kruszcowy wcale tego nie gwarantuje. Jeszcze dziś oszuści sprzedający pozłacane szkło ołowiowe czy uranowe odnoszą sukcesy a nie każdy ma przecież przy sobie kosztowną aparaturę z pogranicza fizyki ciała stałego.
A tak na marginesie zastanawiam się, czy zamiłowanie do pieniądza kruszcowego w wydaniu różnych “konserw” nie jest przypadkiem tęsknotą za feudalizmem.
W feudalizmie rozwój gospodarczy był bardzo powolny, a pozycja Grup Uprzywilejowanych pewna i niezachwiana.
Opróćz Pieniądza Kruszcowego był też tzw. Ceny/Płace Sprawiedliwe co też było formą ręcznego sterowania gospodarką, i z ta formą sterowania gospodarką nie dało się polemizować, gdyz miała ona oparcie w RELIGII.
Ale nawet bez Cen Sprawiedliwych oparcie się na pieniądzu kruszcowym spowoduje znaczne spowolnienie gospodarki.
Nie jestem oczywiscie zwolennikiem zakazywania złota, jako wiejski chłopak z pochodzenia uważam, że fajnie jest mieć w bieliźniarce parę “świnek” czy “krugerów”, niemniej nie uważam za rozsądne DZIŚ opierac pieniądz na kruszcu.
TU CELOWE POWTÓRZENIE aby się nie urwał wątek:
Ale nawet bez Cen Sprawiedliwych oparcie się na pieniądzu kruszcowym spowoduje znaczne spowolnienie gospodarki.
Nie zrekompensuje tego zjawisko deflacji. Daflacja w warunkach Wolnego Rynku to na razie marzenie. To się spełni dopiero wtedy, gdy cały świat będzie miał jeden globalny libertariański rząd. Wtedy będziemy mogli sprawdzić czy faktycznie deflacja nie okaże się destruktywna dla gospodarki i czy nie spowoduje nieopłacalności inwestowania a co za tym idzie masowego bezrobocia.
Póki tak nie jest wciąż jeszcze “taktyczna inflacja” jest i będzie błogosławieństwem firm parających się eksportem.
Inflacja jako taka nie musi być spowodowana koniecznie wzrostem podaży pieniądza. Może wynikać z uwarunkowań naturalnych. Na przykłąd klęska głodu jest spowodowana niską ( w danym roku ) podażą żywnosci i nawet przy niezmienionej ilości pieniądza w obiegu obserwujemy falę drożyzny, powodującej wzrost cen także artykułów nieżywnościowych. Oczywiscie dzisiaj w warunkach globalizacji takie klęski głodu już prawie nie występują lub występują tylko lokalnie.
Jestem znany z tego, że dużo i niepochlebnie pisze o bogaczach. Zastrzegam, że nie planuję żadnej urawniłowki ani nie pragnę bogaczy eksterminować ani im niczego zabierać. Metody Janosika to nie ja!
Ja po prostu walczę z zabobonem, że bogacze z racji tego że są bogaczami wiedzą wszystko LEPIEJ i że ich opinia na tematy gospodarcza winna być swiętą i niepodważalną.
Bogaczem mozna zostac z róznych powodów. Powód taki, że się podjęło właściwe decyzję wciąż dotyczy niewielkiego odsetka bogaczy i nad tym ubolewam. Dzieje się tak dlatego, że Wolny Rynek wciąż jest na całym świecie bardziej marzeniem niż faktem. Faktem za to jest istnienie licznych Grup Uprzywilejowanych i moim zdaniem NIE TYLKO wszelkiej maści socjaliści takowe grupy generują.
Jeśli już jesteśmy przy temacie inflacji/deflacji, uważam, że bogacze ( przynajmniej teraz i w przeszłości ) mają bardzo wycinkowe pojęcie o gospodarce. Zauważyliście może Drodzy Forumowicze, że gdy się mieszka w pałącu to ma się bardzo wycinkowy ogląd rzeczywistości? Zauważyliście że ceny artykułów luksusowych jest ZADZIWIAJĄCO stabilne?
Choćby nawet wybuchła kolejna “wojna z Szatanem” i ceny ropy podskoczyłby nawet 5 krotnie, ceny kawioru, ostryg, homarów, brylantów, futer wzrosną MINIMALNIE za to ceny chleba i marchwi BARDZO. Tak to już jest z inflacją kosztową.
Oczywiscie nie mam pretansji do cen kawioru. Taka jest specyfika towarów luksusowych, że energia i robocizna stanowią niewielki procent ich ceny, w przeciwieństwie co ceny chleba.
Mam za to pretensję do szerzących się zabobonów o tym, że bogacz wie wszystko o gospodarce lepiej a biedak ma milczeć. Taka postawa ( i taka wiara ) prowadzi do jakiegoś neofaudalizmu a przynajmniej do tworzenia się Grup Uprzywilejowanych a gdy takowe grupy powstaną, wtedy Wolny Rynek ( będący także MOIM marzeniem ) automatycznie staje się fikcją.
I nie ma najmniejszego znaczenia czy kreatorem tychże grup będą socjaliści powołujący się na Marksa czy też kon-libowie i arystokraci powołujący się na Boga.
W obu przypadkach rezultat będzie podobny. Rozważanie o skali jest dla mnie nie do przyjęcia.
Nie umiem sobie wyobrazić że Pan Dziedzić to ktoś lepszy od Stalina, bo Dziedzić zachłostał na smierć TYLKO 20 chłopów a Stalin zamęczył i zagłodził w łagrach 20 milionów.
Licytowanie się ilością ofiar nie ma sensu. Albowiem w moim mniemaniu NAJWIĘKSZYM dramatem jest nie tyle śmierć w łagrze czy pod batogiem, ale sam fakt że się jest NIEWOLNIKEM ( jakkolwiek zdefiniowanym ) i brak nadziei na Wolność i na samoposiadanie zarówno dla siebie jak i dla swoich potomków.
I takie jest mniej więcej moje podejście do libertarianizmu.
Pisząc o kawiorze i futrach chciałem tylko pokazać Wam drodzy forumowicze, że opiniotwórczy bogacze z powodu tegoż kawioru mogą mieć spaczony i niepełny ogląd rzeczywistości co MOŻE spowodować że ich “złote myśli” moga się okazać chybione oraz zgubne dla warstw ubocznych.
“Przy wzroscie popytu na pieniadz stopa procentowa moze pozostac na niezmienionym poziomie (Keynes nie mogl tego pojac
) wiec nie ma wplywu na poziom oszczednosci a zatem na poziom inwestycji = brak zaklocen w strukturze produkcji.”
Co do tego nie jestem do końca przekonany. Ale może się sprawdzi w warunkach PRAWDZIWEGO Wolnego Rynku.
Na tym już kończę i pozdrawiam Was Drodzy Forumowicze.
Timur
Czerwiec 24th, 2007 at 17:47
Fajny artykuł, jeszcze lepsze komentarze, kapitalna uwaga o Hiszpanii!
A gdybyś ktoś miał ochotę na nieco lektury na ten temat (pieniądza, nie Hiszpanii) to polecam:
http://www.mises.pl/322
Lipiec 26th, 2008 at 08:50
Co do złota w Hiszpanii prawdą jest to, co mówi Jedi: aby Hiszpania mogła zdobyć dodatkowe złoto, musiała najpierw zainwestować w wyprawy na Nowy Kontynent. A co musiała zainwestować? Oczywiście pieniądze. Jeśli żeglarze ich nie mieli, musieli pożyczyć od banków. A banki, jak wiadomo, już wtedy mogły udzielać kredytów bez pokrycia w złocie, dopóki nikt nie wiedział na czym polega przekręt. Więc po raz kolejny źródłem inflacji stały się banki.