Mateusz Machaj

Mateusz Machaj “Czy państwo polskie powinno spłacać długi?”

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów współczesnej infrastruktury państwowej jest kwestia spłacania długów przez państwo. Sprawa o tyle poważna i frapująca, że mnóstwo ludzi nawet sobie nie zdaje sprawy z tego, że aktualny system spłacania długów państwa jest kompletnie nieuzasadniony, podczas gdy traktuje się go jako normalność.

Takie podejście jest poniekąd uzasadnione. Naturalne wydaje się ludziom, iż długi należy spłacać. Całkiem słusznie, bowiem dobrze funkcjonująca gospodarka opiera się na zasadzie dotrzymywania umów. W sytuacji, w której umowy przestają obowiązywać i każdy może je łamać, gospodarka praktycznie przestaje funkcjonować. Nie da się bowiem stworzyć ekonomicznie zaawansowanego społeczeństwa bez niezbędnych do tego podstaw prawnych, określających prawa własności.

Kwestia spłacania długów przez państwo jest jednakże znacznie bardziej skomplikowana, gdyż tak naprawdę (czego ludzie nie zauważają) nie dotyczy dyskusji na temat granic dotrzymywania umów. Umów należy dotrzymywać i nie ma od tego wyjątku. Dlatego długi należy spłacać, a gdy ktoś się od tego uchyla istnieje prawne i etyczne przyzwolenie do tego, aby skonfiskować jego majątek na poczet zaspokojenia wierzycieli. Jeśli spółka zoo wzięła kredyt pod zakup lokalu i go nie spłaca, w oparciu o określoną umowę bank ma prawo skonfiskować ten lokal na poczet realizacji zobowiązania. Mimo to sytuacja z długami państwa jest zupełnie inna. Dlaczego?

Długi firmy

Wymieniony przeze mnie przykład spółki pokazuje znakomicie jak odbywa się rzeczywista zasada dotrzymywania umów. Jeśli ktoś nie spłaca długu, to wierzyciel ma prawo skonfiskować majątek w celu spłaty kredytu. Zauważmy jednak co jest w takim procederze dozwolone, a co nie. Wierzyciel ma prawo przechwycić własność w celu spłaty zobowiązania, ale tylko własność, która faktycznie należy do spółki. Bank nie ma na przykład prawa iść do klientów spółki i żądać od nich zapłaty. Nie może konfiskować majątku posiadanego przez osoby trzecie, które nie podlegały pod własnościowe relacje wierzyciela i dłużnika. Mało tego, gdyby bank zaczął konfiskować własność posiadaną przez osoby trzecie bez oparcia tego o jakąkolwiek umowę, zostałby, w sposób całkiem słuszny, określony zwykłym złodziejem.

Dodajmy inna istotną rzecz – rozdzieranie szat i wykrzykiwanie oburzenia w sytuacji bankructwa spółki „a kto ma zapłacić te zobowiązania?” jest kompletnie poza obszarem własności innych ludzi. Może się zdarzyć taka sytuacja, że spółka zoo bankrutuje, a pokrywa tylko 10% zobowiązań wobec wierzycieli. Wtedy można rozdzierać szaty i protestować, jaka to skandaliczna sytuacja, że ogromna część wierzycieli nie została zaspokojona. Jest jednakże różnica między wyrażeniem oburzenia a propagowaniem tezy, że właśnie dlatego, iż te 90% nie zostało spłacone, to powinno się okraść innych ludzi, aby zaspokoić wierzycieli.

Nikt nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, żeby taką sytuację określić mianem rabunku, czy też mówiąc po prawniczo-grzecznemu nieuzasadnionym wywłaszczeniem. Długi należy spłacać, ale spłacają je ludzie bezpośrednio uwikłani w relacje zobowiązaniowe zawarte w umowie. Nie ma żadnego rozsądnego prawnika na świecie, który twierdziłby, że pani Kasia z Białegostoku powinna spłacać zobowiązania właśnie upadłej spółki X, z którą nie podpisała żadnej umowy.

Długi państwa

Wszystkie te rozważania prowadzą nas wprost i już niejako udzielają odpowiedzi na pytanie, czy długi państwa powinny być spłacane. Nie zawahajmy się odpowiedzieć na to pytanie twierdząco – tak, długi państwa muszą zostać spłacone. Jednakże ta lakoniczna odpowiedź jest kompletnie nie wystarczająca, gdyż musimy teraz odpowiedzieć na pytanie, kto i dlaczego powinien spłacać długi, które zaciągnęło państwo.

W oparciu o powyższą analizę bankrutującej spółki pierwsza odpowiedź, która aż się ciśnie na usta, to fakt, że z pewnością nie powinni tych długów spłacać dzisiejsi obywatele. Żaden z nich nie podpisywał żadnej umowy, że zaciąga jakiś dług lub decyduje się go za jakiś czas spłacić. Mało tego, żaden z nich nie otrzymał właśności, która jest obciążona hipoteką na rzecz spłaty zobowiązań państwowych. Nie istnieje zatem żadna twarda podstawa do tego, aby żądać tego, aby dzisiejsi obywatele spłacali długi, które zaciągnął Gierek. Co więcej, nawet ludzie, którzy żyli w czasach Gierka nie powinni spłacać żadnego długu. W końcu nawet magiczne bogactwa, które otrzymali od towarzysza nie były obciążone hipoteką.

Dodatkowo niezwykle ironiczny wydaje się fakt, że III RP odziedziczyła długi PRL, kraju, który ponoć był satelitą sterowaną przez rosyjski wywiad i rząd. Kraju ponoć autorytarnego, nie reprezentującego w żaden sposób „narodu”. W normalnych prawnych warunkach tego typu rząd uznany by został za nielegalny, a obywatele III RP nie powinni byliby spłacać długów PRL. Zamiast tego wprowadzono plan Sachsa (błędnie w Polsce nazywany „planem Balcerowicza”), którego celem było obciążenie nowego państwa przynajmniej połową wcześniejszych zobowiązań. Wszystko to sprzedano nieświadomym obywatelom, że wspaniale, iż nam zredukowano połowę długów. Podczas gdy w rzeczywistości nie było żadnej podstawy do tego, aby spłacać jakikolwiek dług. Jednakże zadeklarowanie nie spłacania zobowiązań sprzed 1989, mimo wielkich korzyści dla obywateli, oznaczałoby duże straty dla nowego rządu, który… nie mógłby zaciągać kolejnych pożyczek.

Procedura spłaty długów państwowych

No dobrze, czyli wierzyciele III RP nie mogą żądać tego, aby władza nakładała kontrybucje fiskalne by spłacać jej długi (albo długi PRL, jest to zupełnie nieistotne i nie narusza w żaden poważny sposób naszej analizy). Obywatele nie podpisywali żadnej umowy i nie mają hipoteki dotyczącej tej sprawy, która obciążałaby ich własność. Państwo polskie opodatkowując ich w celu spłaty swoich zobowiązań nie różni się niczym od spółki, która w trakcie bankructwa zaczyna przymusowo zabierać pieniądze pani Kasi z Białegostoku, niezwiązanej żadną umową. Krótko mówiąc, państwo niesprawiedliwie wywłaszcza, a w przeciwieństwie do tejże hipotetycznej spółki uchodzi mu to płazem, ponieważ ma monopol na stosowanie przymusu.

Wiemy już, że obywatele nie mają żadnego obowiązku spłaty zobowiązań zaciąganych przez swoich władców. Mówiliśmy jednak na początku tekstu, że długi należy spłacać i każda jednostka prawna winna się z nich wywiązywać w oparciu o posiadany majątek. Spółka upłynnia przykładowo lokal albo towar po to, aby przekazać środki pieniężne wierzycielom (lub też bezpośrednio im przekazuje posiadany majątek trwały). Dokładnie na tej samej zasadzie powinno postąpić państwo – w celu spłaty swoich wierzytelności powinno po prostu upłynnić lub też przekazać posiadany przez siebie majątek wierzycielom.

Czyli wobec powyższego wierzyciele powinni spokojnie wejść do Polski i zajmować majątek państwa w związku z realizacją państwowych zobowiązań? W zasadzie tak, ale hola hola! Nas interesuje faktyczna realizacja zobowiązań, a nie tylko tych, które zostały zapisane na papierze. Sytuacja bowiem jest niestety taka, że długi zagranicznych wierzycieli są zaksięgowane, ale przecież istnieje cała masa długów, które zaksięgowane nie są, a jednak powinny zostać spłacone. Dlaczego nie są zaksięgowane? Ponieważ państwo chce te zobowiązania ignorować i przed nimi uciekać.

Mowa tutaj o zobowiązaniach wobec starszych obywateli, a przede wszystkim wobec emerytów. Mimo że nikt nie zapisuje dokładnie tego, jakie należą się odszkodowania na rzecz ludzi, którzy żyli w PRL, a następnie w mniej inwazyjnej III RP, to jednak nie ulega najmniejszym wątpliwościom, że w pierwszej kolejności należy zaspokoić wierzytelności wobec starszych obywateli.

Musimy pamiętać, że procedura zaspokajania wierzycieli ma ściśle określoną hierarchię – bankructwo nie jest wolną amerykanką – kto szybciej wyciągnie pieniądze z konta, ten lepszy. Zobowiązania mają pewien porządek i dokładnie taki sam porządek obowiązuje w przypadku państwa polskiego. Mimo że emeryci nie są zaksięgowani jako główni wierzyciele, a przed nimi są zagraniczne instytucje, to jednak właśnie oni powinni być na pierwszym miejscu przy spłacie zobowiązań. Żeby zrozumieć dlaczego nie zostali tak zaksięgowani, naturalnie nie trzeba się specjalnie wysilać – ponieważ nie mieli i nie mają odpowiedniego kapitału do tego, aby kupować i podporządkowywać sobie rządy w taki sposób, w jaki są w stanie to robić zagraniczne instytucje finansowe.

Emeryci i starsi obywatele są rzecz jasna w pierwszym rzędzie, gdyż zostali w masowy i długoletni sposób wyzyskani przez instytucje państwowe. Po pierwsze, dlatego że nakładano na nich poważne ograniczenia gospodarcze w ramach systemu PRL i III RP, co odbierało im możliwość swobodnego zwiększania dobrobytu. Po drugie, dlatego że permanentnie ich opodatkowywano na poczet realizacji rozmaitych projektów, których nie chcieli realizować (włączając w to częściowe spłaty państwowych długów). Po trzecie zaś, system ten opierał się na wyzysku majątkowym przez obiecanie korzyści, które nigdy zaistnieć nie mogły (świetne państwo dobrobytu, idealna służba zdrowia etc.). Jeśli weźmiemy te wszystkie elementy pod uwagę i doliczymy fakt niezbędnych odsetek związanych z odszkodowaniami, to nie ulega żadnej wątpliwości, że starsi obywatele wysuwają się na pierwszą pozycję wierzycieli.

Dodatkowo dochodzi do tego inny szalenie ważny aspekt związany z wierzycielami zagranicznymi. Zagraniczne instytucje, które pożyczały pieniądze Gierkowi, czy też jego następcom z III RP (albo ludziom kolejnej godnej następczyni państwa kolesiów, czyli IV RP), doskonale wiedzieli, że pożyczają pieniądze politykowi, który będzie w sposób niesprawiedliwy spłacał swoje długi. To znaczy doskonale wiedzieli, że pożyczone pieniądze nie obciążają hipoteką określonego majątku Gierka (a nawet jakby tak było, to przecież byłby to majątek niesprawiedliwe zagrabiony obywatelom), ale że będą przymusowo zabierane w przyszłości obywatelom. Ba, a nawet jeszcze gorzej, bo ich dzieciom. Innymi słowy, pozostawiam otwarte pytanie moralne – czy jeśli ktoś pożycza spółce pieniądze, wiedząc, że ta będzie je oddawać metodą mafijną, czyli poprzez przymusowe wywłaszczenia innych ludzi na poczet spłaty zobowiązań, to czy w ogóle należą się takiemu wierzycielowi jakieś pieniądze? Także jestem otwarty na dyskusję, czy powinniśmy zepchnąć takich wierzycieli w ogóle poza listę, czy też po prostu umieścić ich na samym dole.

Argumenty za spłacaniem zobowiązań i ich odrzucenie

Wiele osób nie zaakceptuje tego typu scenariusza z rozmaitych przyczyn. W większości przypadków nie wynika to z reprezentowania interesów zagranicznych wierzycieli, a raczej z przyjmowanej współcześnie kolektywistycznej filozofii. Spróbujmy po krotce przytoczyć kilka argumentów i na nie odpowiedzieć.

  1. Długi III RP jednak powinni spłacać obywatele, ponieważ jest to władza wybrana w demokratycznym głosowaniu i „reprezentująca wolę narodu”.
  2. Długi trzeba spłacić i ktoś musi tego dokonać.
  3. Jeśli długi nie zostaną spłacone, to spadnie wiarygodność kredytowa Polski.
  4. Nie spłacenie długów przez państwo oznacza efekt kuli śnieżnej dla jakichkolwiek relacji z wierzycielami; odbije się to też na sektorze prywatnym.
  5. Niespłacenie długu wywoła poważny kryzys finansowy.
  6. Państwo stworzyło „warunki prawne” dla przedsiębiorców, więc oni odpowiadają za jego zobowiązania. Jest to swego rodzaju „umowa społeczna”.

Ad 1. Fakt, że władza została wybrana „demokratycznie” nie oznacza jeszcze automatycznej legitymizacji tego typu działań. Tak jak obywatele nie ponoszą prawnej odpowiedzialności (dyskusyjne jest, w jakim zakresie ponoszą moralną) za to, że politycy kogoś zamordują, podobnież nie ponoszą odpowiedzialności za zaciągnięte przez nich długi. W dodatku powinniśmy dodać inny aspekt całej sprawy, który sprawia, że rozumowanie „demokratyczne” rozpada się na drobne kawałeczki. Jeśli faktycznie decyduje głosowanie, to przecież tak samo demokratycznie można zagłosować i wybrać rozwiązanie dokładnie przeciwne – stwierdzić w głosowaniu, że długi znikają i nikt ich nie zapłaci. Jeśli to wywołuje czyjkolwiek protest i twierdzi, że prawo stanowione ma pewne granice, to otwiera się na debatę, że poza prawem pozytywnym istnieje prawo naturalne, niezależne od tego, co się uchwali w parlamencie. A jeśli tak, to niech lepiej będzie uzbrojony w poważną teorię prawa naturalnego i sensowne argumenty, aby pokazać jak można przerzucać zobowiązania na osoby, które żadnej umowy z nimi powiązanej nie podpisały!

Ad 2. Takiego samego argumentu można użyć w sytuacji, gdy bankrutuje spółka w Warszawie, a jej wierzyciele chcą zabrać pieniądze pani Kasi z Białegostoku. Ponieważ spółka X zbankrutowała i ponieważ nie ma pieniędzy, to wierzyciele zabiorą pani Kasi pieniądze z jej prywatnego konta (mimo że nic jej nie łączy ze spółką X). Tego typu postępowanie to zwyczajna grabież. Analogicznie jest w sytuacji, gdy ktoś próbuje w ten sposób uzasadniać spłatę długów przez państwo. W porządku, długi trzeba spłacać, ale twierdzenie, że „ktoś musi za to zapłacić” to już zwyczajne propagowanie rabunku na osobach niezwiązanych sprawiedliwym stosunkiem prawnym. Tak się czasem zdarza, że długi nie zostaną spłacone – przykra i niesprawiedliwa sprawa. Jednakże ta niesprawiedliwa sprawa nie tłumaczy stosowania dalszej niesprawiedliwości i nieuczciwego wywłaszczania innych.

Ad 3. Niewątpliwie niespłacenie długów będzie oznaczało to, że wiarygodność kredytowa państwa polskiego spadnie do zera. Nie jest to jednak powód do zmartwienia, a wprost przeciwnie, powód do otworzenia szampana. Po pierwsze, oznacza to, że politycy nie będą już mogli pożyczać pieniędzy na poczet realizacji swoich wydumanych projektów. Po drugie, nie będzie się z tym wiązało dalsze wyzyskiwanie obywateli w przyszłości (aby spłacać te zaciągnięte długi). Po trzecie zaś, w ogóle nie będzie istniał problem zaspokajania wierzycieli. Nie jest to zatem powód do płaczu, czy też argument przeciw przedstawionej przez nas koncepcji, lecz wprost przeciwnie. Kolejny powód do poparcia tego rozwiązania.

Ad 4. Ze wszystkich argumentów ten wydaje się najpoważniejszy. Głównie dlatego że w razie dyskutowania jakiekolwiek opcji dotyczącej zawieszania spłaty zobowiązań przez państwo polskie, natychmiast ruszy wiele ośrodków propagandowych (związanych z wierzycielami państwa), które będą przekonywać, iż to odbije się negatywnie na relacjach z wierzycielami sektora prywatnego. Należy jednak pamiętać, iż jest to propaganda, na którą trzeba stanowczo odpowiedzieć absolutnymi zapewnieniami, że w umowach prywatnych nie następuje jakakolwiek zmiana. Wszystkie długi zaciągane przez prywatne instytucje pozostają ważne i są spłacane w oparciu o zawarte umowy. Należy bezwzględnie podkreślić o tym, że w tej kwestii nic się nie zmienia. Przykładowo upadek stoczni państwowej nie ma żadnego związku z tym, że prywatna spółka X spłaca dalej normalnie swoje długi. Analogicznie regulacja kwestii długu publicznego ma się nijak do tego, że prywatne spółki mają spłacać swoje zobowiązania i że prawa wierzycieli w tej kwestii muszą być respektowane. Prawdopodobnie podobna propaganda mogłaby się pojawić, gdyby Polska na przykład wypowiedziała jakąś umowę z ONZ – na przykład pakty praw człowieka. Zaraz niektóre ośrodki mogłyby argumentować, iż jest to jakiś zmasowany atak na społeczność międzynarodową i chęć wprowadzenia autarkii oraz izolacjonizmu w Polsce. Tymczasem można przecież spokojnie zrezygnować z międzynarodowego prawa publicznego przy jednoczesnym poszanowaniu międzynarodowego prawa prywatnego. Właśnie mniej więcej o to chodzi w rozwiązaniu problemu niesprawiedliwego długu państwa przy jednoczesnym utwierdzeniu ludzi, że długi prywatne obowiązują dalej w takim samym zakresie, a tylko ktoś celowo chce wprowadzać zamieszanie do całej sprawy i wrzucać razem do worka dwie zupełnie odrębne kwestie, li tylko dlatego, że mają w swojej nazwie to samo słowo. Taka lingwistyczna podstawa ma taki sam sens jak twierdzenie, iż rezygnacja z długu publicznego pociągnie za sobą eliminację wszystkich nośników z filmem Krzysztofa Krauzego „Dług”.

Ad 5. Kwestia niespłacenia długu jest tylko wymazaniem czegoś z księgowości. Nie wiąże się to z żadnego rodzaju kryzysem ani problemem. Jest to o tyle poważna sytuacja o ile dochodzi do tego, że nie następuje redystrybucja środków. Jeśli w księgowości wpisany jest dług, że mam komuś spłacić 3 złote, to jego realizacja oznacza przesunięcie 3 złotych ode mnie do tego kogoś. Natomiast zrezygnowanie z tego długu oznacza, że ten ktoś nie otrzyma 3 złotych, ja zaś pozostanę w ich posiadaniu. A zatem kwestia regulacji długów to tylko kwestia ustalenia poziomu redystrybucji i tego co kto powinien otrzymać, a nie jakiś poważny kryzys na rynku finansowym. Podobną mitologię również robiono w trakcie planu Sachsa, gdy przekonywano obywateli do tego, że trzeba zwiększać odsetki dłużnikom sprzed 1989 (wbrew prawu, wbrew swobodzie umów, wbrew logice ekonomii) po to, aby walczyć z inflacją. W rzeczy samej profesor Balcerowicz zaznajomiony z zasadami monetaryzmu dobrze wiedział, że kwestie odsetek wstecz nie mają żadnego związku z poziomem bieżącej inflacji (gdyż o tej decyduje tylko poziom aktualnej podaży pieniądza). Rozwiązanie problemu długu to kwestia ustalenia tytułu własności do pieniądza – kto ma do czego prawo. Nie wiąże się z tym żaden kryzys, lecz sprawiedliwy podział dochodu. My ustaliliśmy, że niesprawiedliwe jest odbieranie pieniędzy dzisiejszym obywatelom, oraz, że w pierwszej kolejności wierzycielami państwa polskiego są starsi obywatele i emeryci.

Ad 6. Państwo, owszem, stworzyło warunki prawne, w ramach których funkcjonowali przedsiębiorcy. To jednakże nie czyni z ich strony zobowiązanych do spłaty jego długów. Mamy mnóstwo przykładów, gdy stosunki prawne są zdecydowanie mocniejsze – przykładowo, gdy wynajmuję mieszkanie w posiadanym przez kogoś budynku. Tutaj też właściciel budynku stworzył jakieś „warunki”, w których funkcjonuje. To jednakże nie oznacza, że w momencie spłacania zobowiązań przez tego właściciela (bo na przykład jego firma zbankrutowała), to ja muszę wyłożyć na to pieniądze ze swojej kieszeni. Nic podobnego, gdyż ważna jest li tylko i wyłącznie relacja prawna utworzona przez umowę między mną a właścicielem. Tymczasem w przypadku państwowego długu sytuacja jest jeszcze bardziej klarowna, gdyż żadna umowa nie była w ogóle zawarta. Przez wiele lat teoretycy łamali sobie pióra i strzępili języki, aby próbować opisać wyimaginowaną wizję „umowy społecznej”, która ma odnosić się do wszystkich obywateli tak jakby ją podpisali z państwem. Żadnej takiej umowy nie było i nie ma. Gdyby faktycznie zachodził jakiś stosunek prawny taki jak w umowie to przyozdabianie terminem „społeczna” nie byłoby potrzebne. Właśnie ten ozdobnik jest dobitnym dowodem na to, że obywatele nie podpisywali i nie mają z państwem zawartej takiej umowy. Co więcej, o czym uczy się każdy prawnik na studiach, relacja między obywatelem a państwem jest relacja nierównorzędną, władczą – instytucje państwa jednostronnie decydują o wielu rzeczach wbrew woli obywateli. Nazywanie tego „umową” to zwykła groteska.

Konkluzja

Sprawa zatem nie jest tak straszna jak niektórzy sądzą. Niespłacenie przez polskich obywateli zobowiązań zaciągniętych przez polskich polityków nie będzie żadną tragedią ani dla nich, ani dla sektora finansowego, ani dla gospodarki. Będzie tragedią dla polskich polityków, którym odetnie się dodatkowe finansowanie przyszłymi długami i będzie tragedią dla wierzycieli, którzy finansowali tychże polityków. Jednocześnie będzie to ulga dla polskich obywateli, polskiej gospodarki, a także w żaden sposób nie dotknie to wierzycieli, którzy finansowali sektor prywatny i to w oparciu o autentyczne umowy, w których wiadomo kto za co odpowiada i żadna ze stron nie jest gangsterem gwarantującym swoją zdolność kredytową tym, że w przyszłości obrabuje dzieci swoich niewolników.

Mateusz Machaj

Tekst publikowany pierwotnie w „Opcji na Prawo”, nr 62.

***

21 luty 2007

***

Tekst pochodzi ze strony Instytutu Misesa.

1 comment

  1. bonuparty

    Panie Mateuszu,

    4. Nie spłacenie długów przez państwo oznacza efekt kuli śnieżnej dla jakichkolwiek relacji z wierzycielami; odbije się to też na sektorze prywatnym.

    Moim zdaiem ten punkt można rozwinąć dalej. Weźmy pod uwagę, że to banki wręcz lobbują na rzecz zadłużania się państwa u instytucji finansowych. Bankierzy więc wraz ze „światem rynków finansowych” wspomagają starania polityków, socjalistów celem zwiększania podatków na rzecz finansowania deficytów budżetowych czyli masową produkcję obligacji oraz dodruku inflacyjnego pieniądza.

    Teraz te obligacje państwowe wykupywane są przez banki następnie są sprzedawane prywatnym inwestorom, nieświadomym ciułaczom, itd. Czyli co, jeśli nie spłacać długu państwowego – czyli nie wykupywać obligacji w sumie od tych którzy dziś są ich posiadaczami?
    Komu chce Pan ulżyć?
    Czyż nie byłaby to kradzież w sumie prywatnych oszczędności drobnych ciułaczy, oszczędzających poprzez zakup obligacji państwowych?
    No dobra, pal licho taką kradzież jest jeszcze taka sprawa.
    Mówią, że money is a debt. I teraz wyobraźmy sobie, że to banki rozdają karty historii. To bankierzy kredytują wszelką działalność, a więc gospodarczą ale i wojenną również.
    Teraz powiedzmy sobie jak wygląda zadłużenie zagraniczne Polski.
    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Polska-jest-zadluzona-po-uszy-1361168.html
    Na kwotę polskiego zadłużenia składają się: zadłużenie krajowe i zagraniczne. Dług krajowy stanowi 308,4 mld zł, a w tym 304,1 mld zł to skarbowe papiery wartościowe. Zadłużenie zagraniczne wynosi 127,6 mld zł, z czego 82,2 mld to obligacje zagraniczne, zaś kredyty (klub Paryski, międzynarodowe instytucje finansowe, w tym Bank Światowy) zwiększają nasze długi zagraniczne o 45,5 mld zł. Biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców, na każdego Polaka przypadało w lipcu 2005 r. około 11 170 zł tzw. długu skarbu Państwa.
    Powiedzmy, że od jutra szefuje Pan polskimi finansami i wprowadza swój pomysł nie spłacania długów państwowych. Najpierw rezygnuje Pan z płacenia odsetek zagranicznym wierzycielom.
    Jak Pan świetnie już zauważył będą reperkusje, które w sumie wyjdą na plus dla zwykłego polskiego podatnika i jego dzieci. Bo z pewnością rynki finansowe nie będą chciały już więcej ryzykować utopienia pieniędzy.
    Ale jest też druga strona medalu.
    Owe rynki finansowe – banki i inne instytucje finansowe będą chciały odzyskać utracony bo nie oddany, pożyczony pieniądz. Jak do tego będą dążyć?
    Ano będą finansować tych polityków, którym wręcz marzy się władza przez wielkie W, czyli interwencjonizm państwowy, stosowanie przynajmniej ceł jeśli nie embargo gospodarcze na państwo, które nie chce finansować zadłużenia. Izolowanie takiego państwa mogłoby być faktem. A kto wie czy nawet nie interwencja zbrojna…
    Popatrzmy tylko na fakt jak postępuje USA z państwami, które nie chcą amerykańskich dolarów (jednej z najbardziej zadłużonych walut świata). Wojna z Iranem wisi na włosku, co potem – Chiny?
    Sama idea nie płacenia długów przez siebie nie zaciągniętych podoba mi się. Bo niby dlaczego mam płacić długi z przeszłości, ba nawet te dzisiejsze – deficyt budżetowy dalej jest uchwalany…?
    No ale z drugiej strony nie oddanie pieniędzy posiadaczom obligacji jest kradzieżą ich oszczędności.
    Czyli wniosek taki:
    Po pierwsze zasada nie kradnij i to się tyczy państwa i jego podatników, po drugie: nie pożądaj żadnej rzeczy, która jego jest.
    Wskazówką dla polityków jest przede wszystkim wprowadzenie zakazu tworzenia deficytów budżetowych do konstytucji. Dalej obniżanie podatków – wszak to podatek to grabież, zniesienie podatku dochodowego – to już przecież w ogóle jest szczyt złodziejstwa w białych rękawiczkach.
    No i rzecz bardzo ważna. Produkcja pieniądza – powinna być oparta o pierwotne dobro, którym ludzie chcieliby się wymienić. Dziś banki państwowe wraz z prywatnymi mają nieograniczoną mozliwość tworzenia pieniądza bez pokrycia. To tworzy inflacje – a to jest nic innego jak okradanie oszczędzających na rzecz żyjących na kredyt.
    I tu państwo znów ma swoje możliwości na łupienie uczciwych obywateli.
    Ach ten złodziejski system…

    Marcin Zapart

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *