Stefan Blankertz: Hoppe – kontrowersje. Przeciwko totalitarnej treści.

To, że mogę zostać nazwany, jak to mówi Hoppe – „chłopcem w wieku dojrzewania lewicowo-libertariańskim”, zgadzając się przeciwnie do tego z wybranymi tezami być może jako „skostniały prawicowy libertarianin”, definiowany jako „antydemokrata”, wskazuje na pewną, istniejącą zgodę w obozie libertariańskim. Jednak uważam i wspomnę o tym na początku, szkoda, że Hoppe swoją terminologią podkopuje libertariański program swojego mentora, Murraya Rothbarda, a mianowicie, aby poruszać się „poza lewicą i prawicą”.

Są jednak przynajmniej dwa i to wcale nie drugorzędne punkty, do których chciałabym zgłosić sprzeciw.

Po pierwsze

Hoppe mówi, że „właścicielom w sposób naturalny przysługuje prawo dyskryminowania w dowolny sposób homoseksualistów. I że publicznie pochwalany homoseksualny styl życia naturalnie nie pozwala się pogodzić z bazującym na rodzinie, ukierunkowanym na dalsze istnienie porządkiem naturalnym i musi być zagrożony wykluczeniem. Oznacza to: określone formy zachowań prowadzą, nawet jeżeli nie są one zachowaniami agresywnymi, do wykluczenia i do getta”.

Całkowicie zgadzam się z tym pierwszym zdaniem: własność daje mi prawo wykluczenia. Nie potrzebuję ludzi, których nie lubię, nie muszę ich wpuszczać do mojego domu bądź zatrudniać w mojej firmie. Nie muszę obsługiwać ich w moim lokalu, sprzedawać im moich towarów, ale i nie muszę kupować tego, co oni oferują – nie muszę również jadać posiłków w ich restauracjach. Jakie są powody tego, iż nie lubię danych osób, jest tylko i wyłącznie moją osobistą sprawą: może się okazać, że nie lubię Czarnych bądź Białych, kobiet lub mężczyzn, muzułmanów albo chrześcijan, heteroseksualistów albo homoseksualistów, rudych albo blondynów, Hoppego bądź Müllera. Jest to moja sprawa.

Drugie zacytowanie zdanie ma jednak zupełnie inne znaczenie. Jest treściowo-normatywne i wysuwa nakaz wykluczenia osób homoseksualnych. Hoppe posługuje się przy tym powszechnym kolektywistyczno-etatystycznym językiem: Zachwalanie homoseksualizmu jest jakoby niezgodne z „porządkiem naturalnym” i musi być zagrożone wykluczeniem. Kto musi? Ja muszę? Czy Ajatollah Hoppe chce mnie, właścicielowi mojego domu, zabronić przyjmowania w moich progach przyznających się do homoseksualizmu osób? Chce mi zabronić zatrudniania w mojej firmie tego rodzaju osób?

Jest wiele powodów, które prowadzą do tego, że nie wykluczę z mojego życia homoseksualistów. Homoseksualista może być moim przyjacielem. Może być świetnym pracownikiem. Może być wiarygodnym i świetnie płacącym klientem. Dlaczego muszę go wykluczyć? Jednak tak, ale tylko wtedy, kiedy państwo wydałoby mi taki rozkaz. Wolno mi go wykluczyć. Ale nie muszę tego robić, tak długo jak nie ma żadnego przymusu.

Już samo słowo „getto“ jest zdradliwe: getta powstają w wyniku bezpośredniego bądź pośredniego przymusu państwowego. Pierwotnie w gettach zamykani było Żydzi, czyli nie wolno im było opuszczać określonego terenu pod groźbą wystąpienia przemocy ze strony terytorialnego państwa bądź też nie wolno im było osiedlać się na innych terenach. Aktualnie „getta” powstają najczęściej pośrednio w wyniku naruszenia porządku własności.

Logiczny błąd, który popełnia Hoppe, nie jest mi obcy. Jednym z moich pierwszych anarchistycznych „nauczycieli” był Kropotkin. Bardzo dobrze przedstawiał argumenty przeciwko przymusowi państwa oraz te za dobrowolnością, jednakże utrzymywał, iż wolni ludzie w „sposób naturalny” będą się skłaniali ku komunizmowi. Pytanie, które zadałem sobie stosunkowo wcześnie podczas tej lektury, brzmiało: co się stanie, jeżeli ludzie zachowają się jednak inaczej, a zatem nie przyjmą komunistycznego sposobu życia?
Są tylko dwie odpowiedzi: albo naprawdę jestem anarchistą i mówię, iż ludzie mają prawo samodzielnie dokonywać wyboru w jaki sposób chcą żyć. Albo jestem komunistą i wtedy zastosuję przemoc, jeżeli ludzie w sposób dobrowolny nie będą czynili tego, co ja sam uważam za „naturalne”. Rozważanie to doprowadziło do tego, iż w późniejszym okresie przy Murrayu Rothbardzie i jego anarchokapitaliźmie poczułem, że jestem w dobrych rękach.

Dokładnie to samo pytanie, które kiedyś stawiałem wobec idei Kropotkina, należy zadać Hoppemu: co się stanie, jeżeli określone społeczeństwo nie oddzieli i nie umieści w getcie homoseksualistów? Czy wtedy, w imię „naturalnego porządku”, zastosowana zostanie przemoc? W takim wypadku Hoppe w rzeczywistości nie jest libertarianinem, ale Ajatollahem. Albo też zaakceptowałby takie działanie, ale wtedy jego zdanie jest po prostu fałszywe, albo przynajmniej dwuznaczne i niejasne.

Przy pomocy argumentu, iż określone, nieagresywne (bez ofiar) zachowanie miałoby być skierowane przeciwko „własnemu istnieniu porządku” od tysiącleci usprawiedliwia się przemoc państwa. Fakt, że Hoppe wykorzystuje ten kolektywistyczno-etatystyczny sposób mówienia, pokazuje, dzieckiem jakiego ducha jest on w rzeczywistości. W każdym razie nie ducha libertariańskiego!

W innym miejscu widać, jak małym zaufaniem obdarza Hoppe rynek, kiedy to zagrożony jest jego konserwatywny obraz widzenia świata. Mówi on: „czy prywatna armia dyskryminowałaby kobiety oraz osoby, które przyznają się do homoseksualizmu? Oczywiście, ma się rozumieć! Obecność kobiet i jawnych homoseksualistów jest kontrproduktywna“. Dlaczego: „oczywiście, ma się rozumieć”? Pozwólmy zadecydować rynkowi! Pytanie, czy prywatna armia przyjęłaby w swoje szeregi kobiety i homoseksualistów jest tak samo zbyteczne, jak pytanie ile miałby kosztować kilogram ziemniaków na wolnym rynku.

Błąd Hoppego leży w tym, co ja nazywam „treścią totalitarną“: pragnie się określonego społeczno-kolektywnego wyniku i czyni się wszystko, aby wynik ten osiągnąć, w razie potrzeby korzystając również z przemocy i siły. Jest to droga komunistów, a także faszystów, jak i demokratów. Społeczeństwo libertariańskie nie jest definiowane wynikiem, ale określane jest przez proces, który prowadzi do osiągnięcia tego wyniku: jest to proces dobrowolności i wolnej woli bazującej na własności.

Po drugie

Hoppe mówi o „nielegalnych urodzeniach“, mając na myśli kobiety, które rodzą dzieci, a nie będące mężatkami (później mówi również w sposób otwarty o „związkach pozamałżeńskich“). W społeczeństwie bez państwa w żadnym wypadku nie może być jednak mowy o „nielegalnych narodzinach”, albowiem nie będzie dochodziło do zawierania związków małżeńskich przed obliczem państwa. Pojęcie „z nieprawego łoża” będzie można odnieść tylko do wewnętrznych ustaleń w obrębie wspólnoty religijnej, które jednak działałyby również na zasadzie dobrowolności: miałyby prawo wykluczyć ze wspólnoty kobiety, które rodziłyby dzieci poza związkiem małżeńskim. Ale nic więcej. (Swoją drogą nie jest to po katolicku: prawdziwy katolik przekazuje bowiem datki na „upadłe dziewczęta”!)

Ważniejsze jednak, niż ten już zdradliwy w swej wymowie błąd Hoppego, jest jednak jego przypuszczenie, iż państwo o rozbudowanym systemie ubezpieczeń społecznych jest przyczyną dużej ilości „nieślubnych narodzin”. Nie można udowodnić z pierwszej ręki, iż państwo finansowo wspiera matki samotnie wychowujące dzieci i tym samym powiększa finansową zachętę do bycia matką samotnie wychowującą potomstwo. Tak samo dobrze można jednak zgodzić się z Hoppem, iż możliwości wymuszenia wypłacanie zasiłku, mogłaby być tego rodzaju zachętą. Jednakże z historycznego punktu widzenia bardziej prawidłowe byłoby stwierdzenie, iż to kapitalizm otworzył niespodziewane możliwości i szanse dla matek samotnie wychowujących dzieci. W czasach rewolucji przemysłowej przedsiębiorcy zadali sobie wiele trudu i dołożyli wielu starań, aby pozyskać kobiety jako siłę roboczą. Zanim państwo oświadczyło, iż opieka nad dziećmi należy do zadań publicznych, kobiety same podjęły działania mające na celu organizację opieki nad dziećmi, co było możliwe ze względu na porównywalnie dobre możliwości zarobkowania w przemyśle. Często nawet przedsiębiorcy organizowali punkty opieki nad dziećmi bezpośrednio w fabrykach, po to, aby matki mogły w nich pracować.

Sztuczny niedobór miejsc pracy przez interwencyjną politykę gospodarczą prowadzi dzisiaj do tego, iż to nie przedsiębiorcy ubiegają się o siłę roboczą, ale wręcz przeciwnie, oferujący swoją siłę roboczą muszą walczyć o swoje miejsca pracy. Tak dalece państwowe świadczenia pomocowe dla matek samotnie wychowujących dzieci są niczym innym, niż nędznymi wypłatami wyrównawczymi za to, iż kobietom tym zabrania się, aby dzięki swojej pracy mogły pozyskiwać dochody.

Kapitalizm rozwiewa i przełamuje wszelką dyskryminację – obojętnie, czy jest ona skierowana przeciwko kobietom czy mężczyznom, przeciwko Białym czy Czarnym, przeciwko homoseksualistom czy heteroseksualistom, przeciwko Żydom czy chrześcijanom, albo też wobec każdego innego, wobec którego miałaby być skierowana. Każdy, kto chciałby dyskryminować, musiałby, patrząc na to z historycznego punktu widzenia, odwoływać się do przemocy i stosować ją. Pokazuje to zresztą dalsze oświadczenie Hoppego: „jeżeli Czarni wprowadzą się do gminy zamieszkanej przez Białych, wtedy spadną ceny okolicznych gruntów. Właściciel danej gminy działa racjonalnie pod względem ekonomicznym, kiedy dyskryminuje”.

Zdanie to zręcznie ukrywa kolektywizm, ale jego dokładna analiza go ujawnia. Kto jest „właścicielem tej gminy”? W społeczeństwie libertariańskim nie ma jednego właściciela gminy, są tylko właściciele gminy. Rzeczywistość dokładnie to pokazuje: dla jednego właściciela w dowolnej gminie racjonalne pod względem ekonomicznym będzie kiedy sprzeda swój dom temu, kto oferuje mu najwięcej, nawet jeżeli byłby to Czarny. I rzeczywiście tak się dzieje. W następstwie tego może się jednak zdarzyć, iż ceny gruntów leżących w okolicy stracą na swojej wartości. Jest to jednak obojętne osobie, która pierwotnie była sprzedającym. I może jej być to obojętne! Właściciele gruntów leżących w okolicy być może wcześniej przewidzą takie działanie i udadzą się do punktów reprezentujących państwo, aby uniemożliwić tego rodzaju zbycie (dzisiaj najczęściej za pomocą środków pośrednich).

W wolnym społeczeństwie właściciele znajdujących się w okolicy gruntów mogliby zapobiec sprzedaży danej działki Czarnemu, gdyby sprzedającemu zapłacili przynajmniej koszty oportunizmu, czyli różnicę pomiędzy ofertą Czarnego wyrażającego chęć zakupu, a następną najwyższą ofertą Białego. (Należy podkreślić: wolno by mu jednak było w dalszym ciągu sprzedać grunt Czarnemu, jeżeli taka byłaby jego wola!).
Ma pan prawo złożyć skargę. Ale historia kapitalizmu pokazuje, iż dyskryminacja realizowana w taki sposób nie może być utrzymywana na dłuższą metę i na szeroką skalę.

Po lekturze Hoppego trzeba się zdecydować pomiędzy konserwatyzmem i libertarianizmem, dokładnie tak samo, jak po lekturze Kropotkina trzeba dokonać wyboru pomiędzy komunizmem i anarchizmem. Albowiem oba na raz nie są możliwe.

Stefan Blankertz
***
Tłumaczenie: Anna Muszkieta – Buszka
Tekst opublikowano na www.ef-magazin.de

Jest to odpowiedź na szczegółowy wywiad z Hansem-Hermannem Hoppe (w numerze 41 ef) – polskie tlumaczenie wywiadu znajduje sie tutaj

  • RSS
  • Print
  • PDF
  • Add to favorites
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • MySpace
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • LinkedIn
  • del.icio.us
  • Digg
  • Technorati
  • Google Bookmarks

Pomóż otagować nam wpisy. Wpisz poniżej proponowany przez Ciebie tag dla tego wpisu. Gdy tylko 2 osoby opiszą powyższy post tak samo zostanie on automatycznie dodany do listy tagów dla tego wpisu.

76 Responses to “Stefan Blankertz: Hoppe – kontrowersje. Przeciwko totalitarnej treści.”

Strony: « 1 2 3 4 5 6 7 [8] Show All

  1. 71
    Bob Says:

    @butters

    “Są takie sądy prawdziwe, które rozkurwiają wszystkie segregacje tożsamościowe, np. znajdzie się taka zdrowa kobieta, która jest silniejsza od jakiegoś zdrowego mężczyzny. Przy czym słowo “zdrowy” dodałem tylko z uprzejmości, bo i bez niego segregacja płciowa nie jest niczym racjonalnym i, co najwyżej bazuje na prawdopodobieństwie.”

    Jeśli mówimy o sporcie to segregacja płciowa jest jak najbardziej racjonalna. Gdyby jej nie było, to kobiety zniknęłyby ze stadionów lekkoatletycznych i większości innych sportowych aren. Cóż z tego, że najlepsza kulomiotka potrafi pchnąć kulę dalej niż 99,9…9 mężczyzn, skoro jest tych kilkudziesięciu czy kilkuset, którzy pchają jeszcze dalej. Segregacja jest też dla kobiet korzystna: zawodniczka biegająca “setkę” w 10,7 jest wielką gwiazdą i zarabia duże pieniądze; mężczyzna osiągający taki rezultat powinien szukać sobie innego zajęcia, bo z biegania raczej się nie utrzyma. Można by więc powiedzieć, że segregacja płciowa w sporcie powoduje dyskryminację mężczyzn (za identyczne wyniki dostają mniejsze pieniądze).

  2. 72
    butters Says:

    “Segregacja jest też dla kobiet korzystna”

    No, w przypadku sportu rzeczywiście :) trudno myśleć inaczej. Ale nie wydobywałbym tu żadnych sądów o racjonalności. O racjonalności możemy raczej mówić, gdyby przyszło nam konstruować drużynę najlepszych biegaczy na przykład. I teraz wszystko wskazuje na to, że powinniśmy wybierać wśród samych mężczyzn (gdyby kierować się segregacją), ale co jeśli w grupie kobiet pojawi się zawodniczka lepsza od wielu z tych, którzy by się do drużyny dostali? Już nawet nie chodzi o to, że pewnie by się do tej drużyny dostali sami mężczyźni, ale to jest zawsze “pewnie”, “prawdopodobnie” itd., czyli coś, co rozsadza konieczność i niezmienność segregacji.

  3. 73
    Ultrarecht Says:

    Doczytałem do miejsca

    Słuchaj łebku

    Nie mówisz do swojej starej, won.

  4. 74
    DysKordian Says:

    Chyba zapominasz, że nie jesteś na spędzie starych konserw – sztywny kij w dupie na wejściu nie jest wymagany. Drobne wycieczki osobiste są na tym forum na porządku dziennym i nikogo nie oburzają, pod warunkiem, że meritum dominuje.

    Zresztą… Nie spodziewaj się głasków, jeśli prowokujesz swoich ideowych oponentów paternalistycznym traktowaniem (eufemistycznie rzecz ujmując). Dostajesz to, co dajesz, innymi słowy. Choć domyślam się, że jak na rasową konserwę przystało, wielbiącą hierarchię i podporządkowanie, wolałbyś monologować w otoczeniu bijących czołem o ziemię wyznawców ;)

    Przykro mi, dude, tak dobrze nie będzie. Naucz się dyskutować, albo zabieraj swoje zabawki i wypad na konserwatyzm.pl czy inną konserwową piaskownicę.

  5. 75
    Dobrze Urodzony Says:

    Nie czytałem tej dyskusji, ale widząc, że stoczyła się do poziomu gombrowiczowskich “min”, myślę, że nie warto.

  6. 76
    Timur Says:

    “Przykro mi, dude, tak dobrze nie będzie. Naucz się dyskutować, albo zabieraj swoje zabawki i wypad na konserwatyzm.pl czy inną konserwową piaskownicę.”

    O ile imć Appert wynalazca konserw w czasach Napoleona nie wyda Ci się zbyt socjalistyczny ;-)

Strony: « 1 2 3 4 5 6 7 [8] Show All

Leave a Reply